Cześć.
Chciałabym poprosić Was o radę. W życiu realnym niestety nie mam z kim porozmawiać, a może nie chcę żeby ktoś dowiedział się o tym co mnie gryzie, bo staram się sprawiać wrażenie osoby zadowolonej z życia.
Wychowywałam się w domu w którym zawsze byłam karana. Za to, że jestem, że żyję... Mój Ojciec to typowy furiat. Przemoc fizyczna i przemoc psychiczna to była codzienność. Mama z kolei nie mogła (a może nie chciała) zmienić tej sytuacji i tak tkwiliśmy w tych awanturach i biciu. Alkoholu nie było. Rodzice ciężko pracowali, wiecznie były kłótnie o pieniądze, których brakowało (nie byliśmy biedni, polska rodzina na średnim poziomie, rodzice zajęci pracą, dzieci opiekujące się sobą wzajemnie zanim rodzice wrócą, brak wyjazdów w wakacje, na ferie, mieszkanie na wsi i żadnych zajęć dodatkowych dla dzieci). Mama wolała starsze rodzeństwo. Starsza siostra zawsze była jej ulubionym dzieckiem. Żeby przypodobać się rodzicom (żeby Ojciec był w końcu zadowolony i nie krzyczał, a Mama dostrzegła, że ja też jestem) to byłam kujonem. Zamiast biegać z dziećmi na podwórku to ja się tylko uczyłam (z czego i tak nic nie miałam, bo ta wiedza w życiu jest mi do niczego nieprzydatna). W domu nie miałam swojego miejsca, nie miałam pokoju, którego bardzo zazdrościłam moim koleżankom. Byłam zalękniona, zestresowana-jak zaszczute zwierzę. Codzienne awantury w domu zrobiły ze mnie odludka. Nie umiałam radzić sobie z dziećmi, byłam bardzo płaczliwa. Dzieci wyśmiewały się ze mnie, w domu byłam wyzywana od k..., s.... Najczęstsze słowo jakie słyszałam od Ojca to "wypier... z mojego domu, idź do domu dziecka", a od Matki "nie mam czasu..."- dla mojej Siostry czas miała, dla mnie nigdy.
Na studia poszłam z przymusu. Co z tego, że uczyłam się dobrze. Kierunek który wybrałam został wyśmiany przez resztę rodziny, więc poszłam na inny-zwykły, który mnie nie interesował, ale słyszałam, że "na coś pójść muszę". Poszłam na studia zaoczne, bo bałam się wyprowadzki z domu (zabawne, marzyłam by w końcu uwolnić się z tego toksycznego środowiska, a z drugiej strony byłam tak przywiązana do domu, że nie potrafiłam wyobrazić sobie wyprowadzki). Poszłam na staż (mieszkam w środowisku wiejskim, tu bez znajomości nie ma szans na pracę, jedynie staż po którym i tak przyjdzie następny darmowy stażysta) jednocześnie studiowałam w weekendy. Poznałam chłopaka-moją pierwszą wielką miłość. Nigdy nie miałam koleżanek, nie wychodziłam na imprezy. Byłam typem dziewczyny do której rówieśnicy zwracali się po pomoc na klasówkach, przy odpisywaniu pracy domowej, po notatki na studiach (a ja tak bardzo chciałam, żeby ktoś mnie lubił, tak pragnęłam czyjejś akceptacji, że nie potrafiłam nikomu odmówić-oni to wykorzystywali), ale gdy były spotkania klasowe, czyjeś urodziny, domówki-to mnie nigdy nie zapraszano.
Od kilku lat nie ma przemocy fizycznej, ale psychiczna jest nagminnie. Od mojej Siostry i jej Męża (cwaniaczek bardzo chciałby żebym wyprowadziła się i żeby cały majątek po rodzicach przypadł im, stąd próbuje wykończyć mnie psychicznie). Siostra napuszcza Mamę na mnie (Siostra jest sterowana przez swojego wygodnego Męża), a Mama w Siostrę patrzy jak w obrazek. Ojciec z kolei tylko naskakuje na mnie. Oni krytykują mnie codziennie za mój wygląd (przytyłam, nie stać mnie w chwili obecnej na ładne ubrania). Czepiają się, że nie pracuję, że "nic nie robię" (wykonuję takie codzienne czynności typu sprzątanie, zakupy, ale poza tym czytam książki, siedzę na fb, śpię). Jakiś czas temu zostawiłam chłopaka, nie mam w nikim wsparcia. Nie mam się do kogo odezwać. Siedzę w bagnie i nie potrafię z niego wyjść. Marzę by wyjechać stąd, znaleźć pracę (tu konieczny jest wyjazd), usamodzielnić się, a z drugiej strony nie robię nic żeby te marzenia się spełniły, tak jakbym bardzo bała się życia. Nie planuję zakładać rodziny, nie nadaję się do tego. Zresztą kto by mnie chciał z moim wyglądem słonia. Na studiach też jestem zalękniona, boję się odezwać. Inni żyją, pracują, mają życie towarzyskie a ja marnuję najlepsze lata w pokoju...
Jak zabrać się za siebie? Zmienić podejście, że może nie jestem "najgorsza, najbrzydsza, najgłupsza" (tak jak mi to zakorzeniono w domu)... Wizyta u psychologa odpada, nie potrafiłabym rozmawiać z obcą osobą o moich problemach. Przed innymi osobami gram zadowoloną z życia kobietę, nikomu nie powiedziałam o problemach w domu. Jak zebrać w sobie siłę, by zmienić to co mnie wykańcza psychicznie? Ten stan trwa już kilka lat i z każdym miesiącem mam coraz bardziej dosyć siebie.
Pozdrawiam,
Gośka 23l.
1 2013-02-25 18:28:15 Ostatnio edytowany przez Taka sobie dziewczyna (2013-02-25 18:32:49)
Gosia, myślę, że najlepszym wyjściem dla Ciebie byłoby właśnie usamodzielnienie się, zmiana otoczenia.
Nie jesteś niczemu winna, że najbliższa rodzina tak źle Cię traktuje.
To przez nich masz teraz problemy .
Oni wmówili Ci, że jesteś głupia, brzydka i nic nie warta.
A w głębi serca wiesz przecież, że tak nie jest.
Nie daj sobą pomiatać. Pokaż im, że dasz sobie radę bez nich.
Pierwszy krok już zrobiłaś, bo zobacz, Ty wiesz, czego chcesz, wiesz, że z nimi Ci źle. Napisałaś tutaj szczerze to, co czujesz.
Spróbuj stawiać następne kroki. Spróbuj powoli realizować swoje marzenia.
Naprawdę warto jest wyjść z czegoś, co tak mocno uwiera.
Nie wiem, dlaczego przekreślasz rozmowę z psychologiem.
Ja uważam, że czasem lepiej pogadać z obcą osobą o swoich problemach.
Dużo przeszłaś w swoim życiu i dlatego pomoc specjalisty byłaby wskazana.
Pomogłoby Ci to zrozumieć wiele spraw i spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy.
Dziękuję bardzo za odpowiedz.
Ja bym chciała coś zmienić w moim życiu, a jednocześnie obawiam się tych zmian. Mam mocno zakorzenioną informacją, że "nie poradzę sobie"...
strzała dobrze mówi. Powinnaś powiedzieć sobie tu i teraz. CZAS NA ZMIANY i zacząć je wprowadzać. Gruba? poszukaj na YT ćwiczeń z Ewą Chodakowską. Sama zaczęłam ćwiczyć od początku stycznia, katowanie się, ale po kążdym treningu chcesz wiecej, mimo ze ledwo zyjesz. Całkowicie to nawet zmienia samo podejście do życia i dnia codziennego. A takie niewiele. Spróbuj, nie od razu uda się całość przejść, nawet mnie było ciężko, ale 1,5,7 i da się. zobaczysz nawwet rezultaty ![]()
Rozmowa, nawet ze zmuszaniem siebie, moze ze lzami, z kims obcym szczegolnie pomogla by na pewno.
Rzeczy wydajace sie absurdalne i banalne, ale na prawde daja wiele. wszystko wlasnie rodzi sie w naszej glowie. 3maj się!
hej:)
kochana powinnaś jak najszybciej sie usamodzielnic, masz 23 lata to jest odpowiedni czas żeby coś zrobić.
zacznij szukać pracy, może w tym a może w innym mieście? w każdje sekundzie życia możesz coś zmienic tylko trzeba chcieć i się ruszyć! nic nie przychodzi łatwo. Ale swoimi staraniami i wysiłkiem w końcu coś zdobędziesz w życiu.
Jak byś znalazła pracę, mogłabyś sie wyprowadzić na razie na jakiś pokój, przy calym etacie spokojnie byś to oplacila. z czasem byś pomyślala o czyms innym. Nie tkwij w tym, to jest twoje życie i nikt za Ciebie go nie naprawi. ja sie usamodzielniłam jak mialam 19 lat i wiem że jak się chce to wszystko mozna zrobic. powodzenia
Dobrze by było jak znalazłabyś sobie jakąś pasję coś co będzie sprawiało Ci przyjemność, z czym będziesz się dobrze czuła i będziesz mogła powiedzieć sobie, że jesteś w tym dobra. Mogą to być np. te ćwiczenia o których pisała coffetka. Mając takie zajęcie, każdego dnia będziesz się uśmiechać na myśl o nim i nie będziesz się przejmować tym co było.