jak to jest z waszymi przyszłymi, teraźniejszymi i przeszłymi teściowymi?
czy rzeczywiście są takie okropne, czy to bratnie dusze?
2 2008-09-09 15:57:46 Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-16 11:17:20)
Moja bardzo lubi narzekać jak to jej ciężko w życiu, jaka to ona chora, jak to jej dzieci nie mają szczęścia w życiu itp. Narzeka ale nie robi nic żeby cokolwiek zmienić.
Moja to ani bratnia dusza ani okropna jest neutralna. Ale bardzo lubi narzekać jak to jej ciężko w życiu, jaka to ona chora, jak to jej dzieci nie mają szczęścia w życiu itp. Narzeka ale nie robi nic żeby cokolwiek zmienić.
Moja jest taka sama, odpoczatku nie zgadzam sie z moja przyszła tesciowa, co innego z tesciem....spoko koles, czesto razem pijemy bronka i gadamy ... w sumie o pierdołach.Z nia sie nie da....
Moja mam nadzieje "przyszła"...to poprostu anioł...bratnia dusza napewno...moge sie do niej zrocic z kazdym problemme , zawsze chetna do pomocy i zawsze usmiechnieta pomimo bardzo ciezkich przezyc...podziwiam ja na kazdym kroku;)
hmmm, moj facet juz 2 lata nie mieszka z mama...a pół roku my mieszkamy razem;))
Ale moze po slubie rzeczywiscie cos sie zmieni, choc jakas sobie nie moge tego wyobrazic;)))
mi się udało!-moja teściowa ma 3synów i kiedy się poznałyśmy od początku była przychylnie do mnie nastawiona.Obydwoje z mężem jesteśmy po przejściach ja mam z poprzedniego małżeństwa córkę którą moja teściowa tak jak mnie pokochała od razu.Do mojej teściowej mogę się zgłosić z każdym problemem,nawet w środku nocy i zawsze udzieli mi rady,uspokoi,pocieszy-jak rodzona matka.Życzę każdej mężatce takiej teściowej-jesteśmy już małżeństwem 3 lata i nic się nie zmieniło-bywają wymiany zdań między mną a mamą , ale mamy do siebie ogromny szacunek.To samo tyczy się teścia-jest wspaniałym człowiekiem-często dzwoni do nas i sam pyta czy nie trzeba nam jakiejś pomocy.
7 2008-09-10 11:25:56 Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-16 11:11:12)
No to dziewczyny macie szczęście.
może wystarczyło by porozmawiać z teściową np.dlaczego tak uważa?czym się kieruje używając takich stwierdzeń,może poprostu coś ją martwi w zachowaniu twojego męża i automatycznie zwala to na ciebie z czystej niewiedzy?
Niki, poprostu bardzo bardzo bardzo Ci wspolczuje...Twoja tesciowa to jakis potwor...
Ona chyba strasznie Ci zazdrosci, bo inaczej nie wiem po co by to wszystko tak na zlosc Ci robila;///
Jesli szczera rozmowa nie pomoze to juz chyba nic...
Ja bym wprost powiedziala jak bardzo rani Cie takie zachowanie i ze na to nie zaslugujesz!!!!
...tesciowa...matko jak dobrze ze niedoszla w moim przypadku.na poczatku gdy sie poznalysmy byla slodka jak cukierek.obiadki...wspolne zakupy,spacerki...a gdy zamieszkalam z jej wszystko diametralnie zaczelo sie zmieiac...krok po kroku stawala sie moim wrogiem...zaczelo sie od przygadywania...jak to lukasz mizernie wyglada,a ze guzika brakuje przy koszuli(to nic ze odpadl piec minut temu)...pozniej juz bylo coraz gorzej...jak lukasz zabalowal z kolegami i jej sie pozalilam uslyszalam ze gdy mezczyzna sie tak zachowuje, powodem jest brak szczescia w domu.nastepnie coraz czesciej wzywala swojego syna pod roznymi pretekstami(awaria,zakupy,itp)po czym mezczyzna moj wracal na pore obiadowa po obiedzie u mamy....z kolacja w sloiczku,malo tego jedna porcja-bo jajej zdaniem i tak dobrze wygladam.choc nie wiadomo czemu bo tak zle gotuje-opowiadajac mi ze mama powiedziala ze ja powinnam to czy tam to.a ze zle ze robie tak a jeszcze gorzej ze inaczej...a mama powiedziala ze zle wygladasz w tej fryzurze...ze kaska nie jest dla mnie kolezanka...no i ja mam na ten temat do powiedzenia...
mojej niestety nie ma już wśród nas.....odeszła pięć lat temu,była bardzo mądrą i wyrozumiałą kobietą doświadczoną przez los kobietą(przez kilkanaście lat poruszała się na wózku)
zawsze trzymała z nami synowymi,mogłam się nawet Jej poskarżyć na synusia,zawsze wysłuchałai coś doradziła
mimo swojej choroby zaopiekowała się nawet wnukami,zresztą zawsze otoczona była gromadką wnuków
brakuje mi Jej.....
Dziewczyny naprawdę współczuję wam takich teściowych jak np. teściowa niki-często zastanawiam się skąd się u nich bierze tyle nienawiści.
Moja nie ma łatwego charakteru,i jak już jest wymiana zdań to tak jak pisałam-na całego,ale potem już po chwili wszystko wraca do normy.2tygodnie temu pokłóciłam się z mężem i to nawet dość ostro,zadzwoniłam do teściowej o 3rano i powiedziałam jej o co chodzi a ta poprosiła mojego męża do telefonu,powiedziała mu parę słów a na drugi dzień zadzwoniła do mnie z pytaniem czy na pewno mój mąż mnie przeprosił-to było miłe bo na ogół matka broni syna a u nas dostajemy ochrzan po równo w zależności które na niego zasłuży.
Niki mam pytanie:czy twój mąż nie może rozwiązać twojego problemu raz a konkretnie?
żadne z nas nie wie jak to zrobić
byłabym wdzięczna, gdybyśmy dostali jakieś rady, jak postępować z takimi stworzeniami
Mnie się wydaję że najważniejsza zawsze jest rozmowa-i tu także na początek proponowałabym taką opcję,poza tym dobrze by było gdyby twój mąż przy okazji widzenia się z mamą zawsze znalazł jakiś pretekst do tego żeby cię pochwalić tylko nie do przesady tylko tak po prostu,z zaznaczeniem że jest bardzo szczęśliwy.I czasami porównać ciebie do teściowej na zasadzie :wiesz co mamo?-niki robi (jakąś tam) potrawę zupełnie tak samo jak ty!!! .Nie powiem żeby to od razu podziałało ale powinno dać teściowej do myślenia.
ja też miałam z początku ten problem z teściową (może nie tak wielki gdyż nie kłóciłyśmy się) ale gdy zamieszkałam z teściami po ślubie (mamy domek piętrowy, teście na dole my na górze), mój mąż często schodził do matki a ja w tym czasie gotowałam obiad (gdyż nie lubiłam obiadów teściowej za tłuste), gdy wracał okazało się że już jadł obiad, a mój co? (jego porcja szła dla psa) było tak może ze dwa razy gdyż sam nie wiedział co ma robić? szkoda mu było matki i mnie też nie chciał zranić, następnym razem po obiadku u matki jadł mój obiad na przymus (widziałam jak się męczy), postanowiłam porozmawiać z teściową... (cytat) ... mamo nie widzę sensu żebyś dokarmiała Waldka , ja gotuję dla nas a on się boryka między nami ... padło jeszcze kilka zdań i podziałało. Teściowa wiedziała iż nie lubię jej potraw, i dała sobie na luz. Z czasem dotarłyśmy się i jedna drugiej nie wchodziła w paradę, podzieliłyśmy ogródek na pół, i było ok! Mam syna z poprzedniego związku i tu muszę jej oddać wielki szacunek, traktowała go naprawdę jak by wychowywała go od malutkiego (a miał 9 lat jak zamieszkaliśmy razem). Minęło nam 4 lata razem (1 raz z porządną kłótnią), urodziłam jej wnuka, przepadała za nim i traktowała moich synów jak równych(pomimo 12 lat różnicy) niestety była chora (miała cukrzycę, problemy z sercem) zajmowałam się nią do końca, lekarze, prywatne kliniki, a on wierzyła tylko mi. Gdy pokłuciłam się z mężem nigdy mi złego słowa nie powiedziała, zawsze przestawiała męża ... co jej zrobiłeś że płacze... gdy mąż mówił że nic, dostawał on operę, (chociaż po kłótniach nigdy jej się nie żaliłam). I wieszcie mi że gdy moja teściowa już leżała a ja wiedziałam iż każdy dzień się u niej liczy, to ja przeżywałam najbardziej, mój mąż był taki neutralny(nie wiedziałam jak on to przeżywa gdyż nie chciał ze mną rozmawiać), a teściu to już całkiem miał to gdzieś, ja jej gotowałam, karmiłam, nawet dzwonek założyłam żeby być na każde żądanie. Teściowa się poddała i zmarła, przeżyłam to chyba najbardziej, gdyż stała mi się bratnią duszą i raptownie tą duszę straciłam. Cały pogrzeb był na mojej głowie, i wieżcie mi mam dzisiaj naprawdę o niej jak największy szacunek, i brak mi jej bardzo gdyż zostałam sama z synami, teściem, mężem. Jestem sama jako kobieta i nie mogę sobie poradzić z mężczyznami w moim domu. A gdyby żyła wiem że by mi pomogła. Myślę że naprawdę trzeba czasu i rozmowy z teściowymi żeby się dotrzeć. Chociaż mam jeszcze jedną historię z moją matką i tu wiem że jako teściowa nie dogada się z nikim, ani z moim mężem ani z moją bratową.
może faktycznie niki-terapia szokowa,nie przesadzaj,ale wypowiedz wszystko co cię boli i odejdź zostaw teściową z potokiem wypowiedzianych przez ciebie słów żeby sam na sam to zgryzła.
moze to jakies wyjscie....pewnie niczym nie ryzykujesz bo i tak "kochana" teściowa ma juz o Tobie wyrobione swoje zdanie...
Moja to ani bratnia dusza ani okropna jest neutralna. Ale bardzo lubi narzekać jak to jej ciężko w życiu, jaka to ona chora, jak to jej dzieci nie mają szczęścia w życiu itp. Narzeka ale nie robi nic żeby cokolwiek zmienić. Mi w niczym nie pomogła sama - a wnuczki to czasem na siłę muszę wpychać:((
Wiesz Ewa chyba mamy tą samą teściową ![]()
u mnie to było wogule dziwnie jak chodziłam z moim mężem to byłam niemal rozpieszczana potem ciąża i ślub zmieniły wszystko teściowie (bo oboje) odradzali nam małżeństwo mimo że pezed ślubem byliśmy 8lat razem na zaręczynach oficjalnie wyrazili swoje oburzenie że kto to widział brac ślub w ciąży można poczeka i takie tam gdyby to była wpadka ludzi któży nie mieli wspulnych planów to pewnie bym zrozumiała jednak ich nastawienie bardzo mnie zraziło. Po ślubie i urodzeniu dziecka nawet nie przyszli na przyjęcie po chrzcinach tylko do kościoła a wnuczek ich pierwszy był odwiedzany 2 razy do roku nie wspomne że byłam tą złą.
Teściowie zaczeli wychwala pod niebiosa przyszłą synową do strony brata mojego męża i tak było przez trzy lata. Po trzech latach brat męża się ożenił z ukochaną synową i było ok jaka to ona cudowna ale po roku ukochana synowa zaczeła się spotykac z jakimś kolesiem i małżeństwo się rozpadło mało tego doniosła na teściów że miaeszała u nich bez meldunku i co nagle teściowie zmienili zdanie na mój temat.
W tym czasie my kupiliśmy domek do remontu i na rok zamieszkaliśmy z teściami nie powiem bo przez ten rok teściowa nadrobiła stracone trzy lata z wnuczkiem pomagała przy odprowadzaniu do przedszkola odciążała mnie w niedziele z obiadem a teściu pomagał przy remoncie domku.
Po długich rozmowach z teściową powiedziała że byli przekonani że moje małżeństwo z ich synem nie przetrwa ze względu na rużnice społeczne i dziecko. Ponadto jestem osoba bezczelną i szczerą do bulu więc nie podobało im się że tak otwarcie mówie o wszystkim jednak po wydarzeniach z byłą synową przekonali sie że lepsza pyskata synowa
niż taka co słodzi a za plecami robi swoje.
..... a ja mam tak " cudowną " teściową , że aż nie chce mi się o niej pisać! Brak słów!!!
Poczytałam z zainteresowaniem- bo to ja jestem teściową i uwierzcie mi - naprawdę bardzo się staram-by nie zasłużyć na miano teściowej z kawałów a moja teściowa niestety jest klasycznym przykładem takiej co to.... ukąsiły Ją żmije - żmije pozdychały a teściowa żyje..Mój syn długo chodził ze swoją żoną.Przez te wszystkie lata to ja "obsługiwałam" Ją gdy przyjeżdżała do syna-herbatki ,obiadki,domowe ciasto -itp.Teraz gdy są po ślubie- w dalszym ciągu zachowuje w stosunku do mnie dystans- zapominając niestety,że gdyby nie ja,,,,,,, nie było by Jej męża.Nigdy nie było we mnie wrogości -bo nie miałam problemów z zaakceptowaniem wyborów moich dzieci.Zięć jest normalny - i tak mnie traktuje -mogę na Niego liczyć w każdej sytuacji.Do synowej za nic nie mogę "dotrzeć".Traktuje mnie - jakbym nie istniała.Nadmieniam,że żadne z dzieci nie mieszka ze mną- czyli wzajemne kontakty teściowa-synowa-zięć - nie są codzienne.Ufam,że czas pomoże we wzajemnych realcjach- bo nie ukrywam,że męczy mnie to ździebko.Chciałabym - by było naturalnie -bez nadskakiwania - ale równocześnie bez jawnej wrogości.A może wina leży po mojej stronie>???
Wina generalnie nie leży po niczyjej stronie - tylko pośrodku. Tak mawiają i pewnie coś prawdy w tym jest. Nie znam relacji tej drugiej - więc trudno cokolwiek oceniać. A i pewnie nie byłabym zbytnio obiektywna zważając na to , że jestem zrażona do własnej teściowej , która o dziwo twierdzi to co Ty. A mianowicie , że jest tą dobrą , się stara itp. a ja jestem tą złą i oczywiście stary argument ( pewnie słuszny ) , że gdyby nie ona to nie byłoby jej syna - czyli mojego męża. Prawda oczywista ale ile razy można tego wysłuchiwać? Ja również nie mieszkam z moją teściową a pomimo to nasze relacje są dalekie od dobrych. Wiem , że część winy jest też moja i przyznaję się do tego. Ale wiem też , że niejednokrotnie tak bardzo zawiodłam się na niej , że teraz już nie mam ochoty na " miłość ". Dlatego żeby mieć spokój nie istnieje dla mnie w życiu codziennym ( nie proszę już o pomoc - bo i tak nie pomoże , nie jeżdzę na kawki i obiadki bo ona też nigdy nawet proszona nie przyjechała...). Ale gdzieś siedzi w mojej głowie ta chora sytuacja.
Mam nadzieję , że jesteś obiektywna w tym co pisałaś. Jeśli tak jest to macie szanse na poprawę stosunków. Tego wam życzę. ![]()
i dodam jeszcze , że najbardziej cierpi na tym syn i mąż - bo jest " między młotem a kowadłem ". Smutne.
Dzięki Asiu za sugestie -pytasz czy jestem obiektywna w tym co piszę- ależ oczywiście,Wiesz co jest naśmieszniejsze? Pracuję z dziewczętami w wieku mojej synowej,nawet razem wielokrotnie przebywałyśmy - one też się dziwią i zastanawiają o co chodzi- bo ta niechęć jest widoczna gołym okiem i jak same mówią...... szkoda,że nie jestem Ich teściową.I nie zrozum,że nic w życiu dla mnie się nie liczy-tylko względy synowej ........nieeeeeeeee nie o to chodzi Jestem zwolenniczką normalności.Wiesz co- nawet byłabym w stanie zrozumieć,gdyby znali się krotko...... ale to są długie lata- i przecież ze mną ta znajomość też jest wieloletnia.Zbieram się w sobie i po prostu któregoś dnia zapytam,,,,,,,,,, nie ma innego wyjścia.Mój syn nie cierpi- bo nie zadręczam Go tym problemem.on jest mój i ja muszę bez Jego ingerencji go rozwiązać.
Patrzcie.......... jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.Wspomniałam o swojej teściowej- i niezbyt z nią dobrych relacjach.Właściwie to nie do końca tak jest. Od śmierci mojego meża jestem najwspanialszę wg Niej synową- bo sama dałam sobie radę ze wszystkim.Przede wszystkim- wykształciły się moje dzieci, utrzymywałam dom- w którym nigdy niczego nie brakowało- i nigdy Nikogo nie prosiłam o wsparcie i wtedy ..... okazało się,że wybór jej syna był trafny.Tylko jest jeden szczególik....... ja nie zapomnę nigdy tego- co musiałam przejść krótko po slubie-tę tresurę,wymagania........ brrrrrrrrr skóra mi cierpnie jak sobi o tym przyponę/.
Asia.......... ło matko,,,,,,,,,,, ja bym się nie odważyła powiedzieć synowej ,że dzieki mnie ma męża........ coś Ty........ to tylko tu tak się madrzę.........
Widzisz Danusiu różnica pomiędzy Tobą a moją teściową polega na tym , że ona bardzo ochoczo wygłasza swoje racje i osądy ( nie zawsze słuszne ) ale prawie zawsze bolesne. I to nas " zgubiło ". Nas - czyli ją i mnie. Ja udaję , że mnie to nie rusza ale to nie prawda. Boli mnie to - bo chciałabym
( pewnie tak jak ona ) szacunku dla mojej osoby. Uważam , że zasłużyłam sobie na to. I ona może też. Kocham mojego męża i żal mi Go. Piszesz , że to tylko Twój problem , że syna nie zadręczasz. Ale on nie jest ślepy i wiele rzeczy widzi - nawet gdy tych spraw nie porusza. ![]()
A ja? No cóż chciałabym sobie choć raz tak szczerze pogadać z matką mojego męża. Tak jak teraz z Tobą. Bez obrażania , wymówek i bzdurnych tektów - bo obydwie nad życie kochamy tego samego chłopaka. Ale ja już przestałam się starać.
Pozdrawiam Cię gorąco. ![]()
Asiulek- czyli przekonuję się,ze mój zamiar jest słuszny- rzeczowa,bez dąsów rozmowa.Ja ciagle chwalę moją synową - i robie to z pełnym przekonaniem- bo jest śliczna,zadbana-pieknie się ubiera i....... bardzo kocha syna..Przed weselem owszem dużo pomagałam- wiesz- sfinansowałam sporo,jeździłam pomagać przy przygotowaniach - ale tak naprawdę - wszystkie szlify ostateczne- to zasługa synowej.Oczywiście również jej o tym mówiłam. Pracuję z moim synem i jak słyszę jak czasem przez telefon się do Niej odzywa- to opieprzam Go niemiłosiernie.Nie podoba mi się Jego ton- oschły,zniecierpliwiony - ja sama nigdy nie chciałabym być tak traktowana.Kurcze- może ja się zwyczajnie czepiam- bo to przecież nie ja jestem współmałżonkiem- ale z drugiej strony- właściwie teraz- gdy mąż nie żyje to dzieci właśnie są najbliższe mojemu sercu.Mówiąc dzieci odnoszę to również do zięcia i synowej.Trzymaj się Asiulku
witam!
jak pisałam już wcześniej ja mam lepsze relacje z moją teściową niż miałam z własną matką,ale zdarza nam się że się pokłócimy,i wtedy mamy ciche dni-nie dzwonimy do siebie przez jakiś czas i potem jest dobrze.Myślę że powinnaś Danusiu porozmawiać szczerze z synową co cię boli,przedstawić jej swój punkt widzenia i posłuchać jej zdania na ten temat.Może ona nie wie że z tobą można usiąść i porozmawiać i z góry zakłada że trzeba cię traktować jak zło konieczne.Ja zanim poznałam moją teściową to poznałam jej najlepszą przyjaciółkę i dowiedziałam się że moja teściowa jest "normalną" życiową kobietą więc jak pojechałam do teściów to z nastawieniem że jak coś to po prostu powiem co mi nie pasuje-na szczęście nie musiałam.Od trzech lat jest taka sama jak na początku-pomocna i sprawiedliwa.W każdej sytuacji mogę na nią liczyć.
Dzięki Brysiu- zrobię tak na pewno!!!Powodzonka........ nie tylko w relacjach z teściową ale głównie w życiu.
nie dziękuje żeby nie zapeszyć,życzę udanych rozmów,a jak już będzie po wszystkim to napisz Danusiu co z tego wyszło.
Brysiu- już jedną rozmowę przeprowadziłam- co prawda telefoniczną- ale zawsze.Są moje imieniny- a syn wspomniał ze będzie w trasie- i w związku z tym nie przyjadą.Zadzwoniłam do synowej by poprosić Ją,że jeżeli synowi nie pasuje- to może Ona przyjedzie sama- a jesli chce by Jej było rażniej przez drogę- to bardzo proszę również o przyjazd Jej mamy.Będziemy miały okazję spotkać się poraz pierwszy od wesela / oczywiście z mamą nie z synową..haaaaaaaaa/ Bardzo się ucieszyła - pogadałyśmy sobie około pół godziny........... a jak było miło.............Super!!!! To prawda co mówią..........najtrudniejszy pierwszy krok.
super Danusiu!!masz tak samo na imię jak moja teściowa-także wiem że się imieniny szykują.Bardzo się cieszę że się udało,oby na żywo było również bez problemowo tego ci życzę z całego serca i trzymam kciuki.Napisz oczywiście jak przebiegło spotkanie.
Moja teściowa przyjedzie do nas za 2 tygodnie bo chora była ostatnio ale mówi że bardzo tęskni za wnusiem i już dłużej nie wytrzyma-co 3-4 dni dzwoni żeby jej zdjęcia małego wysyłasć-nie powiem,jest to bardzo miłe uczucie-mam kochaną teściową!!!!!!
Aaaaaaaaaaa widzisz......... Brysiu - Ty w kontaktach z teściową jestes na etapie-łączy nas dziecko.Ja mając 50 lat- jeszcze niestety babcią nie jestem. Z tego co wiem - oczywiście od koleżanek "babć" miłość do wnuków jest czymś tak silnym i innym niż miłość nawet do dzieci,że............... aż brak słów na określenie tego stanu.O kurcze......... ja już jestem gotowa,by go doświadczyć .Tak........ wczoraj Brysiu szykowałam ulubione smakołyki mojej rodzinki- i dzisiaj gdy tylko wrócę do domku-będę oczekiwać gości.A teraz......... patrzę na przepiękny bukiet,ktory stoi na moim biurku a dostałam go od współpracowników.
jak to jest z waszymi przyszłymi, teraźniejszymi i przeszłymi teściowymi?
czy rzeczywiście są takie okropne, czy to bratnie dusze?
ja wprawdzie mojej tesciowej jeszcze nie poznalam, bo mieszka w innym kraju, ale przez telefon wydaje mi sie sympatyczna ![]()
Nie mam z nia duzo tematow do rozmowy,bo jest takze bardzo niesmiala i mam wrazenie,ze sie krepuje z zadawaniem pytan hihi zeby nie wyjsc na jedze
Witam Danusiu!!!!!!z okazji imienin życzę ci spełnienia wszystkich pragnień.
Mam nadzieję że impreza w domu była udana a relacje z synową się zacieśniają?Już nie mogę się doczekać aż napiszesz jak było.
Oto_ja- mówią że taka teściowa jest najlepsza im dalej jest tym bezpieczniej!!! ![]()
Brysiu- bardzo dziękuję za życzenia!!
no!pisz kobieto jak było?
Haaaaaaaaaaaaaaa jesteś niemożliwa Brysiu!!!!!!! Niestety synowa przyjedzie dzisiaj ........ z synem. Nie było Jej wczoraj- za to była cała rodzinka- 16 osób.........haaaaaa - ja po prostu dobrze gotuję..haaaaA tak naprawdę - po dzisiejszym dniu napiszę co słychać na linii teściowa-synowa.Pozdrawiam Brysieńko.Teraz jestem w pracy...... i piszę ukradkiem
dobrze!to ja czekam a ty pracój pszczółko!
Moja teściowa też mi mówi że jestem niemożliwa(ale chyba za to mnie kocha)mam nadzieję.Ja już własnej mamy nie mam i ona jest dla mnie mamą,przyjaciółką i lekarstwem na moje łzy(ale płaczę rzadko.Miłego dzionka Pracusiu!!!!!!!
jej ale byka zrobiłam!!!!przepraszam!!!!PRACUJ miało być
Brysiu......... jeśli jestes niemożliwa......... to taką niemożliwością strasznie uroczą.Oczywiście- zdam realcję.
wrwrwrwrwrwrwr-miałaś pracować!!!a co ty na neciku robisz?-znów ukradkiem klikasz tak?
Oto_ja- mówią że taka teściowa jest najlepsza im dalej jest tym bezpieczniej!!!
ja jestem wniebowzieta
w nic sie nie wtraca, na mojego meza wplywu wielkiego nie ma hii bajka
tak.......... Brysiu- ale już nie ukradkiem- szef wyjechany-wiec nie patrzy mi przez ramię.Czytam sobie więc te rózne historie tu opisywane- i upewniam się ,że nie mam tak źle.Mam pracę- czyli co za tym idzie kasiorkę na swoje utrzymanie,mam gdzie mieszkać -co prawda sama- ale nie można mieć wszystkiego.I.......... choć cenię sobie swoją niezależność-czasem ...... smutno jakoś.Pewnie -mam dzieciaki-ale czasem chciało by się pożyć ...... tak dla siebie a nie tylko dla innych.Zastanawiam się ,że przecież też mam prawo -mimo mojej pięćdziesiątki ...... na odrobinę szczęscia.Tylko wiśta wio...... łatwo powiedzieć.....przecież nie przykleję sobie kartki- jestem do wzięcia.U siebie -nie mam szans....haaaaaaaa małe środowisko- gdzie mnie się tylko podziwia-ale z daleka.To tak jakby- lizać lizaka przez szybę.Ja po prostu odbierana jestem jako silna kobieta,a tak naprawdę- to tylko skorupa,w której owszem........ bezpiecznie ale czasem........lekko duszno.Ładnie mnie wzięło!!!!!!! Haaaaaaaaaaa Trzymaj się Brysieńko!!
Ja ci już napisałam wiadomość!!I nie waż mi się nad nad sobą rozczulać bo faktycznie niczego ci nie brakuje,wyglądasz świetnie i niech żałują ci którym brak odwagi.Wszystko co dla ciebie jest do przyjęcia wolno ci zrobić i nie patrz Danuś na to że masz xx lat to piękny wiek!!!!jesteś dojrzała,miła,komunikatywna i wszystko przed tobą.Pogadamy sobie przez e mail to zobaczysz jak ci się dostanie za tę nostalgię.
ja jestem wniebowzieta big_smile w nic sie nie wtraca, na mojego meza wplywu wielkiego nie ma hii bajka
no tak Oto-ja!!!moja mieszka 250km od nas i stwierdzam że coś w tym jest ja tęsknię wręcz za moją teściową jak długo nas nie odwiedza,nie wiem jak by to było jak bym musiała mieszkać z teściami ale puki dobry los pozwala nam mieszkać daleko jest naprawdę super.Pewnie byśmy się jakoś dogadały jakbyśmy mieszkały razem ale ileż ludzi tyle zdań i każda kobieta lubi mieć swój porządek w swojej kuchni.
Nie lubiła mnie jedna z byłych dziewczyn mojego syna. Nie lubiła mnie - zanim wogóle mnie poznała. A jak już miałysmy się poznać - to bała się spotkania ze mną. Potem okazało się, że obawiała się, czy mój syn nie jest nazbyt ze mną związany emocjonalnie i czy ona mi dorówna (co to, rywalizacja ???) - ponieważ syn zawsze wyrażał się o mnie w samych superlatywach.
Danusiu, wspomniałaś chyba w jakimś poście, że pracujecie wspólnie z synem. Może Twoja synowa jest zazdrosna o bliskie relacje i wyobraża sobie, że musi walczyć o mentalne odseparowanie was od siebie. Piszę "wyobraża sobie" - bo z Twoich wypowiedzi jasno wynika, że nie ingerujesz nie proszona w życie swoich dorosłych dzieci.
A co do mojej teściowej - jest męcząca, dużo narzeka, nikogo specjalnie nie obdarza sympatią (poza swoim młodszym synkiem - nieudacznikiem-nadal mieszkającym z rodzicami - po 30!!! - facet....! ) Wiecznie ma do wszystkich pretensje - najczęściej do swojego męża - MOJEGO TEŚCIUNIA UKOCHANEGO
![]()
A mnie się wydaje że to dobrze że syn cię faworyzuje (oczywiście jeżeli przy tym potrafi również docenić zalety swojej kobiety) bo ja bym nie chciała żeby mój mąż źle się wyrażał o swojej matce.Myślałabym wtedy że skoro nie szanuje matki to i mnie szanował nie będzie.
Poza tym dobre relacje matki z synem czasami dobrze wpływają na relację synowej z teściową.W moim przypadku tak było-bardzo się bałam pierwszego spotkania z moją teściową ale jak posłuchałam jak rozmawia mój mąż ze swoją mamą to wyobraziłam sobie kobietę na całkowitym luzie-pomogło-pojechałam,poznałam ją i od razu pokochałam.
48 2008-10-03 13:08:59 Ostatnio edytowany przez Balladyna (2009-10-16 11:17:25)
Pomyślałam, że synowej Danusi mogła "włączyć się projekcja" relacji Danusi z synem - nie majaca odbicia w rzeczywistości - ale może na podstawie jakichś jego codziennych relacji z pracy (gdzie możliwe, że on wtrąca :"mama...to - mama...tamto").............
Danusia osobiście wcale może nie mieć zasług w budowaniu dystansu.
ja jestem wniebowzieta big_smile w nic sie nie wtraca, na mojego meza wplywu wielkiego nie ma hii bajka
no tak Oto-ja!!!moja mieszka 250km od nas i stwierdzam że coś w tym jest ja tęsknię wręcz za moją teściową jak długo nas nie odwiedza,nie wiem jak by to było jak bym musiała mieszkać z teściami ale puki dobry los pozwala nam mieszkać daleko jest naprawdę super.Pewnie byśmy się jakoś dogadały jakbyśmy mieszkały razem ale ileż ludzi tyle zdań i każda kobieta lubi mieć swój porządek w swojej kuchni.
no,moja to mieszka troche dalej
ok.1700 km od nas
mysle jednak, ze jesli tesciowa jest fajna i dobrze sie dogadujecie-nawet jesli mieszkalaby obok Was-nie byloby wiekszej roznicy... Ja nie scierpialabym, jakby kobitka sie wtracala do mojego/naszego zycia i domu-jak to sie mowi-niech kazdy sam sobie urzeduje w swoim ogrodku...
Ja się cieszę, że mój syn ma o mnie tak dobre zdanie brysiu. Ale akurat w tamtej konkretnej sytuacji nie zachował się zbyt rozważnie. Powiedział dziewczynie, że jestem mega-asertywna, twórcza i do tego,że jego koledzy sądzą, iż wyglądam jak modelka. Biorąc pod uwagę stereotyp relacji matka-syn / teściowa-synowa - mogła poczuć się niezbyt komfortowo. Wytłumaczyłam mu, że sama na jej miejscu mogłabym się znienawidzić. (sic!)
A jego koledzy mają po prostu sporo starsze ode mnie matki. (Zostałam mamusią w wieku 19 lat).
Pomyślałam, że synowej Danusi mogła "włączyć się projekcja" relacji Danusi z synem - nie majaca odbicia w rzeczywistości - ale może na podstawie jakichś jego codziennych relacji z pracy (gdzie możliwe, że on wtrąca :"mama...to - mama...tamto").............
Danusia osobiście wcale może nie mieć zasług w budowaniu dystansu.
Matko.........Polko,.,,,,,,,, coś w tym jest - co napisałaś.Było to spotkanie- syn-synowa i ja.......... i większość rozmów- nie z mojej inicjatywy - kręciła się wokół pracy.Syn był po prostu ciekawy mojego zdania na wiele zdarzeń mających miejsce - w naszej wspólnej pracy.No,,,,,, no.......... ale masz dziewczyno "czuja".
Nie lubiła mnie jedna z byłych dziewczyn mojego syna. Nie lubiła mnie - zanim wogóle mnie poznała. A jak już miałysmy się poznać - to bała się spotkania ze mną. Potem okazało się, że obawiała się, czy mój syn nie jest nazbyt ze mną związany emocjonalnie i czy ona mi dorówna (co to, rywalizacja ???) - ponieważ syn zawsze wyrażał się o mnie w samych superlatywach.
Danusiu, wspomniałaś chyba w jakimś poście, że pracujecie wspólnie z synem. Może Twoja synowa jest zazdrosna o bliskie relacje i wyobraża sobie, że musi walczyć o mentalne odseparowanie was od siebie. Piszę "wyobraża sobie" - bo z Twoich wypowiedzi jasno wynika, że nie ingerujesz nie proszona w życie swoich dorosłych dzieci.
Pozdrawiam
Nie wtrącam się w życie,decyzje moich dzieci z prostego powodu.Też nie chciałbym by Ktoś... w domyśle mama czy teściowa- wtrącały się w moje.Jestem za to zawsze blisko...... trzy kroczki z tyłu .... bacząc .... czy mnie nie szukają wzrokiem.Wtedy - jestem do dyspozycji- ale tylko wtedy.Ja nie miałam kłopotów z powtórnym odcięciem pępowiny.
Ja też uważam, że dorosłym dzieciom należy się samodzielność - w komplecie z odpowiedzialnością.
Myślę też, że rodzicom dorosłych, niezależnych dzieci należy się "odzyskanie wolności"
![]()
zgadzam się-przychodzi taki czas kiedy chciałoby się odpocząć od problemów z dziećmi,i zająć by się chciało własnymi sprawami ale nie zawsze dorosłość idzie w parze z odpowiedzialnością i stąd ciągłe problemy.Odzyskanie wolności-mmmmmm jak to pięknie brzmi
niektórzy to mają szczęscie
Danusiu napewno u ciebie nie będzie żadnych problemów w waszych relacjach, bo po twoich postach czuję jaką jesteś fantastyczną osobą
śledzę wątek bardzo dokładnie
no i mój problem polega też właśnie na odcięciu tej pępowiny
nie mieszkamy z teściemi, a jednak teściowa cały czas ingeruje w nasze sprawy, chce mieć do wszystkiego dostęp, musi na bieżąco wiedzieć co się u nas dzieje i uwielbia podejmować decyzje za nas. Po prostu nasze zycie to jej życie i pewnie to jest najbardziej męczące
nawet jej siostra powiedziała, że ona chce mieć wszystko po jej myśli i wszyscy powinni żyć tak jak ona by chciała
a jednak jesteśmy już dorośli i chcemy żyć po swojemu, zrobiliśmy napewno źle ale sami zdecydowaliśmy, że koniec ingerowania i kontakt osłabł prawie do zera. Żyjemy po swojemu SAMI i układa się lepiej, nikt nie wtrąca się co ma być na obiad, nikt nie rozkazuje jakie zwierzątko mozna mieć.
szanuje ludzi, ale nie jestem w stanie wytrzymać takiej presji i nie chce, żeby ktoś żył za mnie bo jestem dorosłym człowiekiem, odpowiedzialnym i potrafię sama dbać o rodzinę
POTRZEBUJĘ WOLNOŚCI
Niki- widzisz- to mnie męczą te wszystkie wątpliwości - co do stosunku synowa-teściowa.Absolutnie nie absorbuję tymi sprawami swoich najbliższych- to tylko tu pozwoliłam sobie na takie osobiste wynaturzenia.Oczywiście z pewnością- tak twierdzą moi młodzi koledzy w pracy - nie jest to sytuacja typowa,gdy teściowa zabiega o względy synowej - a raczej z Ich doświadczeń wynika sytuacja odwrotna.Jak już wspomniałam- moze wynika to z moich relacji z teściową - i absolutnie nie chciałabym ich powielać.Jestem teraz najukochańszą synową- gdy mój mąż juz nie żyje.Kiedy przez lata,gdy zostałam sama robiłam wszystko- by zapracować na naukę dzieci,na utrzymanie domu,nie wyciągając ręki do Nikogo-szczególnie do moich teściów.Oni widzieli,że radzę sobie doskonale bez czyjejkolwiek pomocy.Pracowałam 7 dni w tygodniu.Nie ma w życiu nic za darmo- przypłaciłam to ciężką chorobą,z której wyszłam - między innymi dzięki determinacji moich dzieci.To Oni walczyli o moje życie.Czyli......... warto było.Ktoś napisał....... nawet nie wiem w jakim poście,że i kota można zaglaskać na śmierć.Haaaaaaaaa ło matko,żebym to ja czasem nie zagłaskala synowej .......z rozpędu.
Jestem winna sprawozdanie z wizyty syna i synowej na moich Imieninach.... dzień później- bo niestety na uroczystość rodzinną nie mogli przyjechać.Dostałam piękny prezent ...... i ....... jak znam mojego syna- to na pewno nie był on z Jego inicjatywy a "sprawczynią" w sensie pozytywnym oczywiście - była synowa.Było miło........ chociaż syn zwrócił mi uwagę - bym tak nie nadskakiwała.... wiecie.... smakołyki na stole ....itd.Akurat byłam po grzybobraniu- i piękne podgrzybki śmiały się ze słoików-więc spytałam synowej- czy może zapakować kilka słoików.Usłyszałam......... nieeeeee.......... ale znowu syn przejął pałeczkę i walnął........ nie pytaj się.......... tylko ładuj w torbę.A....... i jeszcze domowe ciasto ....... jakże bez niego można wyjechać od mamusi. Generalnie....... fajnie było i nawet się nie obejrzałam,jak minęły 4 godziny.
Danusiu, im dłużej czytam - to tym bardziej się przekonuję , że można mieć fajną teściową. ![]()
Gdybyś to Ty była moją teściową - to wzięłabym i grzybki i placuszek i całe serducho od Ciebie.
Myślę , że prędzej czy później się zaprzyjaźnicie. Tego Wam życzę. Pozdrawiam.
z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa odpowiadam jako synowa że można mieć super fajną teściową!!!!moja tak jest i dziękuję za to Bogu każdego dnia.
Ja też myślę że relacje między Danusią a jej synową przerodzą się w przyjaźń,również z całego serca jej tego życzę.
Ja miałam super teściową, niestety nie żyje, była bardzo słodka, uśmiechała się cały czas, taka dobra dusza, a za plecami powiedziała swoje. Hmmm może to jest jakieś wyjście, nie mącić atmosfery ? ![]()
chyba nie bardzo,mi się wydaje że szczerość jest dużo lepsza od fałszu.Wolałabym usłyszeć prawdę niż patrzeć na fałszywy uśmiech,a tobie to nie przeszkadzało?>
Przeszkadzało, nie bardzo wiedziałam gdzie leży prawda. Mało ingerowała w nasze życie i to był jej plus. W sumie widziałyśmy się od święta i wolałam, żeby się uśmiechała niż miałaby mnie jeszcze opieprzać.
Ja miałam super teściową, niestety nie żyje, była bardzo słodka, uśmiechała się cały czas, taka dobra dusza, a za plecami powiedziała swoje. Hmmm może to jest jakieś wyjście, nie mącić atmosfery ?
Samanta....... co Ty mówisz?????// Panu Bogu świeczkę ........ i diabłu ogarek???????? To nieuczciwe.Nie sądzę,by Komukolwiek - a szczególnie tej Pani było z tym dobrze.