Mam wielkiego doła, jest mi smutno. O ile kiedyś byłam nazywana śmieszką bo buzia mi się bez powodu uśmiechała to teraz nie uśmiecham się prawie nigdy. Nie potrafię.
Moja rodzina od paru lat boryka się z problemami. Wyprowadziłam się żeby się od nich odizolować, powstały kolejne problemy, i jeszcze kolejne. Nieodwracalne, więc mogłabym się po prostu z losem pogodzić. Ale oczywiście tak nie jest. Czuję że to wszystko się we mnie kumuluje. Nie myślę o problemach całymi dniami. Po prostu jest we mnie wielki smutek którego nie umiem przełamać.
Normalnie pracuję, wykonuję domowe obowiązki ale smutno mi całymi dniami, taka wieczna podkówka na twarzy. Nie wiem jak to zmienić. Komedia, dowcip - nie pomaga, podkówka nadal wisi, a jak już się uśmiechnę to jakby przez siłę.
Chciałabym być znowu tą samą radosną kobietą, pozytywnie nastawioną do życia.
Pomóżcie
(
Nie wiem jakiego kalibru są Twoje problemy. Jeżeli rzeczywiście jest Ci ciężko, to warto się udać do psychologa. Możesz też wyżalić się jakiejś przyjaciółce. Nie zawsze powoduje to rozwiązanie sprawy, ale pomaga ulżyć.
Byłam w takiej sytuacji i pomógł mi właśnie psycholog, rozmowa z nim. Oczywiście byłam nie tylko na jednej wizycie ale baaaardzo pomaga.
Ktoś mi kiedyś powiedział że najlepiej pomaga wygadanie się obcej osobie, coś w tym jest ![]()
Wizyta u specjalisty (psychoterapeuty), to bardzo dobry pomysł. Zanim to zrobisz, przebadaj proszę tarczycę. Często zaburzenia nastroju związane są z jej nieprawidłowym działaniem.
Nie poddawaj się i uszy do góry!