Ciekawa jestem czy też tak macie, że np. rozmawiacie z Nim tak na co dzień. Przyznam się, że mam tak od kilku lat. Np. idę na autobus i dajmy na to wyszłam z domu spóźniona i biegnę i jak zdążę to zdarza mi się w myślach powiedzieć ? dzięki Ci Panie Boże. Albo na przykład mam zdawać jakiś egzamin i np. łapię się w myślach na tym ,że proszę boga o to ,żeby mi się udało i mówię coś w stylu : no kurcze wiem, że tak sobie się przygotowałam w sumie ale jakbyś mi pomógł go zdać to byłoby super. No i tak jakoś raźniej mi w życiu odkąd sobie tak z Panem Bogiem gawędzę. Mam nadzieję ,że on też to lubi. Czy też zdarza się Wam tak rozmawiać z Panem Bogiem w myślach ?
Moja koleżanka z Nim rozmawia. Wie także mniej więcej czego on oczekuje, czy jest z niej zadowolony, czy w najbliższej przyłości będzie miała "schody" czy będzie spokój. I to rzeczywiście sie sprawdza, bo rozmawiała z Nim także o mnie. ja raz miała "spotkanie 3 stopnia" i było niesamowicie, ale niestety nie mam daru rozmowy z Nim. A szkoda.A na marginesie, do kościoła nie chodzę, nie modlę się codziennie, ale rozmawiam z nim swoim językiem i wtedy kiedy i gdzie czuję taką potrzebę
Mnie często zdarza się zwracać się do Boga w myślach, dziękując Mu za coś, albo prosząc o coś. Od dawna tak mam
Pamiętam jak przed egzaminem rozmawiałam z Bogiem. Wtedy niestety nie nauczyłam się za dobrze na ten egzamin. Wieczorem mówiłam Mu jak bardzo mi z tego powodu wstyd, i że to ostatni raz kiedy jestem tak nieprzygotowana
Wtedy baaaardzo Go prosiłam o pomoc. I pomógł mi
Egzamin zdałam ![]()
Czasami się tak zastanawiam .. jak tak naprawdę powinno się z Bogiem rozmawiać ? Czy mają to być nieustannie powtarzane modlitwy czy też można z Nim tak po prostu rozmawiać ?
O jaki fajny wątek to lubię:)
Modlitwa to rozmowa z Bogiem. To, że ja mówię to jedno, a drugie jest to, że On może do mnie mówić i mówi. Z doświadczenia wiem, że czasem muszę się na takiej modlitwie "przymknąć:, żeby móc Go usłyszeć..Ale jak usłyszeć? Brzmi trochę jak jakiś slogan..Boga można słyszeć. Jeśli jest On duchem, to słyszysz Go duchowo, w głębi serca. Przecież sam nawet powiedział:"Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. "Ap3;20. W moim życiu, gdy czuję, że Bóg mówi, jest to różnie, czasem rozmawiam z jakąś osobą i czasem ktoś powie zdanie lub dwa, które słyszę jakoś "wyraźniej", słysząc to wiem jednoczenie, że te słowa mogą być od Boga dla mnie w celu pokierowania, dania znaku, gdzie dalej podążać, co zrobić. Bóg mówi przez Pismo Święte, otwieram je i czytam, czasem bywa tak, że czytając jakiś fragment mocno utożsamiam się z tymi słowami, czytając np ewangelię widzę jednocześnie swoje życie i postępowanie i konfrontuje mnie to Słowo z tym, jak to jest w moim życiu z wiarą naprawdę.
Mnie też się zdarza wieść z Nim długie dysputy:D No, właściwie to monologuję: opowiadam Mu o sobie, z czym mam problem, co jest dobrze. Czasami proszę o coś bardzo małego: proszę Cię, nie daj mi się spóźnić na to spotkanie, wiesz jakie to dla mnie ważne- i budzę się przed budzikiem, tramwaje i autobusy pasują... cud? Może i cud:)
Byłam na pogrzebie Jana Pawła II. Siedziałam na murze Zamku Anioła i słuchałam kazania, które było po włosku. Nie znam tego języka a zrozumiałam je całe- nie tak, jakbym je tłumaczyła, tylko po prostu wiedziałam o czym było; no, że o Papieżu to wiadomo, ale potrafiłam je streścić, rozumiecie:) Dziękowałam potem za to, a moja przyjaciółka, która tam ze mną była skwitowała to tak "no i cóż w tym dziwnego? przecież marudziłaś, że chciałabyś wiedzieć o czym będzie kazanie. wielkie mi rzeczy - w końcu Wszechmogący, nie?" ![]()
Rozmowa z Bogiem,to potrzeba naszej duszy,serca.Często dostajemy wskazówki,jak lepiej,pełniej żyć.
Rozmowa z Bogiem,to potrzeba naszej duszy,serca.Często dostajemy wskazówki,jak lepiej,pełniej żyć.
Musimy również te wskazówki sami poszukiwać.
Oczywiście,że tak.Oczy i uszy -otwarte wciąż...
9 2009-03-29 10:56:14 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2009-03-29 10:57:13)
Pozwolę sobie też wypowiedzieć na ten temat w moim samotnym małżeństwie wstyd się przyznać ale ta rozmowa z Bogiem pozwoliła mi przetrwać najgorsze chwile mojego życia .
Ja rozmawiam z nim codziennie i cały czas mówię że skoro połączył Mnie węzłem małżeńskim z tym człowiekiem to miał w tym jakiś cel i zawsze rozmawiam z Nim bo nie potrafię klepać modlitwy jak leci .Kiedyś gdy byłam zła bo Mi domownicy dopiekli tak do granic wytrzymałości i mówię do Boga cz TY widzisz jacy oni są podli i idę do kościoła a tam słyszę (to było gdy opiekowałam się chorą matką i prawie codziennie jeżdziłam o szpitala a moja teściowa nastawiała mojego męża że tam opieka jest dobra i nie muszę tak często jej odwiedzać a ten idiota uwierzył)
"Kochani Ci co opiekują się chorymi wejdą do królestwa niebieskiego i będą mieli wszystko wynagrodzone"
To było dla mnie jak wskazówka gdy ksiądz zaczął tymi słowami
To dało Mi siłę by mimo głupich docinek i wrogości wytrwać w moim postanowieniu .
Moja Matka zmarła ale dla Mnie było ważniejsze że robiłam wszystko co w mojej mocy by jej ulżyć pomimo przeciwnością losu -to taka satysfakcja której nikt Mi nie odbierze wew.poczucie spełnienia obowiązku .
-------------------
Tamara
Uważam Tamaro, że to żaden wstyd rozmawiać z Bogiem. Każdy robi to na swój sposób i każdy inaczej. Niektórzy na pokaz. Ja się nie obnoszę ze swoją pobożnością, ale się nie wstydzę swojej pobożności.
Przykro, że twoja teściowa tak podchodzi do choroby. Nigdy nie wiadomo co ją może spotkać.
11 2009-03-29 22:50:34 Ostatnio edytowany przez Tamara985 (2009-03-29 22:53:43)
Witam Landa myślę że moja teściowa nie myśli o tym że może ją cokolwiek złego spotkać ona żyje dnem dzisiejszym po prostu nie myśli o jutrze .
Nie przyznałam się nikomu do moich rozmów bo bałam się kpin z ich strony ,Już słyszę te komentarze że zwariowałam i powinnam się leczyć .
Miło wiedzieć że nie jestem w tym sama i całkiem normalna D i=D
-----------------------
Tamara
Ja baaaardzo lubie rozmawiać z Bogiem. I robię to każdego dnia. To taka osobista relacja. Nie znoszę wyrytych na blachę formułek i myślę sobie, że Bóg też musi mieć ich dość;D W końcu w modlitwie chce nas, a nie recytowania wierszy.
april, zgadzam się:) Choć mi to słuchanie gorzej idzie;P Najczęściej jest to mój monolog, niestety;/
ja nie mam zwyczaju rozmawiania z Bogiem, ale ze zmarłym tatą i babcią mi się zdaza...
A ja też sobie wiele razy rozmawiam z Bogiem w myślach.I wcale sie tego nie wstydzę.Wiem,że on jest ze mną i mnie nie potępia.A gdy zdarzają się przykrości i te trudne momenty w moim życiu to też nie obwiniam Boga,bo uważam,że Bóg zsyła nam tyle na ile jesteśmy wstanie znieść i unieść ten swój krzyż.Rozmawiam też z rodzicami gdy idę na cmentarz.Rozmawiam z nimi i proszę,żeby opiekowali się moją rodziną.Dla niektorych osób to wszystko może wydawac się dziwne ale każdy jest inny,więc się tym nie przejmuję.
15 2009-08-10 00:43:05 Ostatnio edytowany przez Black_Shaggy (2009-08-10 00:55:34)
Też tak mam, jak Ty allende. Wprawdzie nie zawsze jestem co niedzielę w kościele, ale staram się przemóc i tam być...
PS: Tak w ogóle mam jedno pytanie: Czy z racji tego, że nie jestem kobietą zostane w jakiś sposób wydalony/ukarany za rejestrację tutaj?
Trafiłem na tę stronę przez wyszukiwarkę i zarejestrowałem się tu w celu uzyskania pomocy, rady w pewnej sprawie, ale nie zauważyłem, że to forum jest przeznaczone (chyba) TYLKO dla kobiet...
I ja prowadzę taki dialog.
Moje rozmowy z Bogiem mają miejsce zawsze wtedy, gdy czegoś się boję. Wiadomo: jak trwoga to do Boga. Często proszę i dziękuję. Zdarza mi się też płakać z rozpaczy i żądać odpowiedzi dlaczego tak musiało być. No i....... dużo obiecuję...
Black_Shaggy, to forum z racji nazwy jest przeznaczone dla kobiet. Jednakże do naszego grona przyłączyło się również paru panów. Nie są dyskryminowani z racji płci
Męski pogląd dla wielu netkobiet okazał się niezwykle cenny.
. No i....... dużo obiecuję...
To jest prawda.. ja też tak mam, i sądzę, że wielu z nas tak postępuję.
Moje rozmowy z Bogiem też nie są częte, ale zmarłę dusze.. do nich mówię często, szczególnie do Taty... myślami z nim rozmawiam, czasem na głos... minęło wiele lat od Jego śmierc i, a ja zawsze będąc na Grobie ronię łzę i wtedy pytam Boga, dlaczego to spotkało właśnie mnie...
Muszę przyznać, że z obiecywaniem mam duży problem...
Przeważnie deklaruję regularne chodzenie do kościoła. Nie przepadam za mszami prowadzonymi przez mojego księdza. Mój duszpasterz kpi z parafian, ironicznie odnosi się do niektórych zachowań, wychwala pod niebiosa hojnych darczyńców, i prosi o kasę na kolejne olbrzymie inwestycje. Na kazaniu zwykle się wyłączam i po prostu go nie słucham. Wolałabym chodzić na mszę nie z musu, jak do tej pory, ale z chęci uczestniczenia w niej. Dlatego nie udaje mi się dotrzymać obietnic....
Ja nie wyobrażam już sobie życia bez rozmowy z Bogiem, bez jego wsparcia i obecności w moim życiu. Może nie jestem w tych rozmowqach zbyt regularna, ale wiem, że zawsze mogę się do Niego zwrócić. Nawet z błachostkami ![]()
ja "gadam z Bogiem" jak z najlepszym kolegą, przyjacielem. Tylko on jest zawsze ze mną.
Ja też lubię pogawędki z Panem Bogiem. On jest jak najwierniejszy przyjaciel. Zawsze wysłucha...
Gdy w życiu pojawiają się trudności zwracam się do niego a także dziękuję za to co dobrego się wydarzyło ![]()
w myślach też coś tam gadam do Boga.. A Bóg zawsze jest przy każdym
To fakt, że na Mszę powinno się chodzić z własnej chęci, a nie przymusu.. no a to zależy również od księży, którzy tą Mszę prowadzą.. Dlaczego ksiądz bardziej szanuje tych, którzy mają kasę, dają więcej na ofiarę, dlaczego potępia ludzi biednych??
Wielu ludzi czuje sie w Kościele źle ze względu na księży, a przecież oni też pragną spotkać się z Bogiem.. rozmowa z nim jest ważna w każdym miejscu, ale Kościół to miejsce święte, gdzie każdy powinien chodzić z wielką radością...
Nie każdy wierzący musi koniecznie chodzić na mszę regularnie co niedziela i częściej. Wystarczy, że wierzy, przyjmuje księdza w domu, wyspowiada się jak ma potrzebę. Bez sensu chodzić co niedziela do koscioła z przymusu i krecić się w ławce, gadać i usypiać... ![]()
A ja się nie zgodzę co do tego przyjęcia księdza w domu. To właśnie o niczym nie świadczy, te wizyty są głupie i bezsensu - jak dla mnie przynajmniej. Jest nie zręczna atmosfera, widzę w oczach księdza tylko głód który można zaspokoić kopertą z pieniędzmi w środku. W tym roku jako że nie znoszę naszego księdza mam zamiar nie uczestniczyć w tym cyrku. Będę musiała o to stoczyć bój z całą rodziną ale dopnę swego... Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale nie mogłam wytrzymać...
Też tego nie nawidzę bo wiem że oni tylko po kasę wpadają. Ale mieszkam na wiosce i zaraz ploty by były że ta nie przyjęła i że nie wierzy. Może w miastach jest inaczej ale na wsi są straszne dewoty którym nie wytłumaczy nic ;/ one mało nie wywalą się tak wyglądają tego księdza. Dla mnie to jest tylko śmieszne ;/ Nie wiem jak u was ale u nas dają jakieś karteczki do spowiedzi i trzeba je oddać bo potem można mieć komplikacje i mogą do ślubu nie dopuścić jak się tych pierniczonych kartek nie odda.. U was też to wymyslili ?
Dziewczyny, proszę, trzymajcie się tematu
Wątki na temat Mszy i relacji Kościół - księża już są.
A dla mnie uczestnictwo w mszy to taka psychoterapia. Zawsze mam czas na ułożenie sobie w głowie pewnych spraw i wyciszenie się. To fakt, że ja chodzę na msze studenckie prowadzone przez młodych ludzi i super duszpasterzy, którzy się starają.
A tak w ogóle to jak mi się zdarzy nie pójść do kościoła w niedzielę i nie mieć błogosławieństwa na cały tydzień to mam wrażenie, że cały tydzień jest jakiś nie taki.
Też tego nie nawidzę bo wiem że oni tylko po kasę wpadają. Ale mieszkam na wiosce i zaraz ploty by były że ta nie przyjęła i że nie wierzy. Może w miastach jest inaczej ale na wsi są straszne dewoty którym nie wytłumaczy nic ;/ one mało nie wywalą się tak wyglądają tego księdza. Dla mnie to jest tylko śmieszne ;/ Nie wiem jak u was ale u nas dają jakieś karteczki do spowiedzi i trzeba je oddać bo potem można mieć komplikacje i mogą do ślubu nie dopuścić jak się tych pierniczonych kartek nie odda.. U was też to wymyslili ?
Zjadą mnie za nie trzymanie się tematu ale zaryzykuję (ostatni raz, przepraszam z góry). Mieszkam na wsi:P:P i też znam ten ból, tyle że ja mam zbyt bojowy charakter to takich spraw:) Pozdrawiam:) I przepraszam raz jeszcze za zejście z tematu. To był ostatni raz:)
30 2009-08-15 18:59:53 Ostatnio edytowany przez Bożena (2009-08-15 20:22:46)
Księża są różni. Są tacy, którzy pociągają do Boga i tacy, którzy odpychają, odstraszają od Koscioła. Ach... Nie chcę ich krytykować. Lepiej modlić się za tych, którzy są "odstraszakami", bo oni NA PRAWDĘ potrzebują modlitwy i to takiej "atomowej". Co do Mszy Św., tej niedzielnej. Czy jest sens chodzić do kościoła co niedzielę? Dla kogoś, kto przychodzi DO księdza, BO na tacę "trzeba" dać, to jasne, że nie ma sensu, ale ten kto wierzy w ŻYWĄ obecność Jezusa i z Niego czerpie siły i DLA Niego przychodzi coniedzielna Msza św. (i w tyg.) ma wieeeelki sens... ![]()
No i myślę - jestem tego pewna - że do rozmowy z Bogiem nie potrzeba żadnego szczególengo daru. ON chce z nami rozmawiać, uczestniczyć w naszym życiu, więc każdego wyposażył w odpowiednie "narzędzia", żeby z Nim rozmawiać
Pozdrawiam!
to ja zapraszam zainteresowanych
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1157981#p1157981