Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Strony Poprzednia 1 7 8 9

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 305 do 329 z 329 ]

305

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
Pasitka napisał/a:

Hej dziewczyny? Co taka cisza w temacie?

Kasiks - i jak tak sytuacja się rozwija? Cos nowego?

Ja bylam ze "swoim" wczoraj na weselu - jako osoba towarzyszaca. Jak taka jedna dziewczyna z która siedzieliśmy razem rzy stole zapytala tak na spontanie jak długo jesteśmy razem, to myslalam ze padne, nie wiedziałam co odpowiedzieć, on zareagowal dość szybko za to - ze nie jesteśmy razem czy para, już nie pamiętam dokładnie jakich slow uzyl. A jak ona dalej drazyla czy tzn ze się przyjaźnimy itp. to on zaczal się motać... Ja w ogole nie wiedzialm co mowic, nie przygotowałam się na takie syt. W końcu pierwszy raz wyszliśmy tak naprade rzem ofocalni "do ludzi"... Ale ona się po chwili domyslila ze to pewnie taki ff, ja nie zaprzeczyłam. smile

A jak wam minal weekend?

Oczywiście nad ranem był obledny sex... smile)) Ach, gl to chyba z tego sexu z nim to nie potrafie teraz zrezygnować...


Pasitka, nie udzielałam się tu na forum, bo byłam na urlopie. Miałam dużo czasu na przemyślenia. W jakimś inny wątku widziałam Twoje wpisy i jedyne co Ci mogę powiedzieć to: wiej dziewczyno, póki nie jest za późno. Ja zabrnęłam w jakąś ślepą uliczkę. To, co robię ze swoim życiem to w ogóle jakaś porażka. Mam w pełni świadomość, że któregoś dnia P. kopnie mnie w tyłek, ale czuję się jak narkoman uzależniony od heroiny. Dopóki mamy jakiś tam kontakt, ja jakoś funkcjonuję. W momencie kiedy "ucinam kontakt" (najdłużej trwało to miesiąc), normalnie "chodzę po ścianach".
Jutro jadę się zapisać na psychoterapię. Jeśli psychoterapeuta zaleci zablokować kontakt, to zrobię tak. Nie mam za bardzo siły, żeby pisać jakoś szczegółowo, ale jak trochę mi się polepszy z psychiką, wypiszę sobie tu na forum wszystkie braki P., żeby mieć w jednym miejscu czarno na białym.

W skrócie powiem, że kiedy byłam na wyjeździe, P. dopytywał się mnie kiedy wracam, chciał pogadać. W sobotę odbyliśmy bardzo nieprzyjemną rozmowę na komunikatorze. Pisał, że ma zły dzień i nie chce żeby mi się obrywało. Potem coś o tym, że stale mi się chce seksu, że jestem zboczona. Odpisałam: bo Ty masz seks w domu, ja nie. Jego odpowiedź: przecież masz tam tych swoich "znajomych". A przepraszam, to się nie nazywa znajomi, tylko gachy...
I kolejny tekst jak mu napisałam, że jest wredny, odpisał, że uczy się od najlepszych. Napisałam mu, że moja wredota znikąd się też nie bierze. A on: No zazwyczaj z niedoru.....nia się bierze...

Później mnie oczywiście przepraszał, że myślał, że odpowiada mi to, że piszemy w zupełnie inny sposób. Porażka. W poniedziałek przyjechał porozmawiać. Myślałam, że będzie mu chodziło o sprawy około zawodowe (często dyskutujemy na takie tematy). A on powiedział, że po około dobę po naszym ostatnim spotkaniu, wyrosła mu na gardle jakaś biała kulka. I pytał lekarza, czy to może być grzyb. Lekarz powiedział, że całkiem możliwe. I on do mnie, że to takie ważne badanie się i uważanie, bo można się łatwo zarazić. Że ja nie mam stałego partnera. On oprócz swojej dziewczyny (!!) i mnie z nikim się nie spotyka... Normalnie, byłam tak zdezorientowana, że wybąkałam tylko jakieś nic nie znaczące słowa. Potem jeszcze insynuował, że w październiku miał podobnie . Po całowaniu się ze mną bolało go gardło. Ja w październiku wylądowałam w szpitalu, zostałam w pracy zarażona bakterią gronkowca. Kiedy się z nim spotkałam, o niczym nie wiedziałam. Choroba rozwinęła się na drugi dzień dopiero. Zostało mi ZARZUCONE, że mogłam go świadomie zarazić chcąc odegrać się na nim z powodu ODRZUCENIA, widząc, że on wiedzie normalne, SZCZĘŚLIWE ŻYCIE.

"Najlepsze" w tym jest to, że po tych wszystkich "wywiadach" ze mną, zarzucaniu mi roznoszenia jakichś paskudztw, przyciągnął mnie do siebie, podniecił się i był bliski, żeby coś tam działać.

Piszę to po to, żeby Ci pokazać, że reakcją zdrowej psychicznie osoby na takie zachowanie, byłby strzał w twarz i wyrzucenie go za drzwi. Ja słuchałam tych wszystkich impertynencji i nie potrafiłam zrobić NIC. Jak zwykle próbowałam się tłumaczyć, miałam takie uczucie, że rzeczywistość biegnie obok mnie, ja mogę być tylko obserwatorem tych zdarzeń, a to przecież nieprawda...

Jak już doszłam do siebie, napisałam mu wieczorem, że dał mi do myślenia, że zawsze mnie wyprowadza z równowagi, kiedy ja już jakoś się pozbieram. Wygarnęłam mu wszystko, że potraktował mnie jak prostytutkę, że czuję się jak nic nie warty śmieć. Pisał, że źle go zrozumiałam, że on wie, że ja bardzo dbam o siebie. Że przekaz miał być taki, że nie zawsze jestem w stanie wyleczyć się ziołami (interesuję się alternatywnymi metodami leczenia) i że trzeba uważać, bo można się zarazić, każdy może. Kiedy spytałam, po co w takim razie w ogóle utrzymuje ze mną kontakt, skoro podejrzewa mnie o świadome zarażanie albo o odgrywanie się za niewyjaśnione żale, odpisał, że to jest bardzo trudne pytanie. Bo bardzo lubi przebywać w moim towarzystwie i że ciągle go kręcę.

Pomijając P., wczoraj byłam na randce z portalu randkowego. Nowy też ma na imię na P. Mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Facet bardzo mi się spodobał, zarówno fizycznie, jak i z zachowania. Miałam tylko wrażenie, że ja mu nie spodobałam się aż tak. Opowiadałam przebieg randki mojej koleżance i mówi, że wymyślam, że jego zachowanie świadczy o zainteresowaniu moją osobą. Po przyjeździe do domu o dziwo napisał smsa, pisaliśmy chyba z godzinę, ale mi trudno oprzeć się wrażeniu, że to było grzecznościowe zachowanie. No nie wiem, czas pokaże.

Pomimo urlopu, czuję się przytłoczona psychicznie, bardzo zmęczona. Mam głowę jak naładowaną ołowiem, nie śpię po nocach, zasypiam nad ranem i budzę się z przeświadczeniem bezsensu. Jem byle jak, wieczorem popijam wino. Wiem, że idę w złym kierunku. Czasem mam wrażenie, że tą historyjką z P. odgrywam w swoim życiu sceny z bratem. Czuję się jak taka bezwiedna marionetka. Tańczę jak on mi zagra. W głowie mam cały czas, że to jest złe, myślę często i dużo o jego dziewczynie, ale brnę w to dalej. Wiem, że jedyną moc sprawczą mam ja sama. Że gdyby mi zależało na naprawieniu tego, to wystarczy poblokować go wszędzie, gdzie się da. Facet nie zna mojego nazwiska, więc jak nie będzie kontaktował się telefonicznie, to nie będzie wcale. Tylko ja nie jestem jeszcze gotowa na to.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie
Reklama
Zobacz podobne tematy :

306

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Wczoraj napisał do mnie w nocy. Spodziewałam się kontaktu, czułam, że on myśli o mnie równie intensywnie jak ja o nim. Nie myliłam się. W trakcie rozmowy wyszło, że jest na wyjeździe w Gdańsku ze swoją dziewczyną. Zaczęłam wywody o tym, że wyskakuje mi ciągle z newsami pt. wczasy z dziewczyną. Następne zapewne będą newsy: ślub z nią, dziecko itd. I pytanie: A Ty Kasiu już kogoś poznałaś? Jak tam Twoje randki? Odpisał mi na to, że tak nie będzie. Na moje żale, że ona jest od normalnego życia, ja od seksu i rozmów, tradycyjnie się wyparł. Pisał, że ciągle o mnie myśli. Kiedy napisałam mu, że nie chcę nic wiedzieć o jego związku, że mnie to rani, odpowiedział, że on nie chce mnie ranić, że postara się nie kontaktować na jakiś czas, choć będzie mu ciężko. Miałam wrażenie, że to takie sztuczne badanie sytuacji, żebym tylko napisała: Nie nie, utrzymujmy tę znajomość. Ja mu jednak odpisałam, że ma rację, że szanuję jego decyzję i lepiej będzie jak nie będzie o sobie przypominał. Pisał coś tam, że czasem człowiek wybiera związek z rozsądku, pomimo, że emocje chcą czegoś innego. I najlepsze: Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy mogli żyć w 3. Tylko, że pewne osoby nie są na to gotowe... Harem się gnojkowi zamarzył.

Potem jeszcze coś zagadywał, napisałam mu w końcu, że idę spać i tyle. Jakoś nie mam wrażenia, żeby on już miał nie napisać. Spisuję tutaj aktualne myśli, nie oczekuję porad. Wiem jak to z boku wygląda i nie jestem zaskoczona przebiegiem akcji. Tu na forum kilka osób pisało mi, że jestem tą trzecią, że to nielojalne wobec innej kobiety. Ja wiem o tym. Nie czuję się dobrze z tego powodu. Gdybym od razu wiedziała, że on z kimś się spotyka, nie brnęłabym w to. Dowiedziałam się za późno. Ok, napiszecie, że to w takim razie trzeba było to przerwać jak już wiedziałaś. Tylko to nie jest takie proste. Czuję się uzależniona od tej sytuacji, od jego niedostępności. Im bardziej on jest niedostępny, tym bardziej mnie przyciąga.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

307

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Kasiks jak ja Cię rozumiem.. Też kiedyś myślałam, że ja i zajety facet to NIGDY, no nie ma szans. Mam wrażenie, że takie nigdy to jak wyzwanie rzucone losowi..

I rozumiem to uzależnienie. Kiedy nic się nie liczy, bo ON. Żadna tam godność, lojalność czy świadomość że marnuje sobie zycie. Bo ON.

Aktualnie jestem na detoksie. Czytam Ale nie odpisuje. Czasem się łamie i podglądam na IG. Coraz rzadziej. Numer zablokowany. ON też już odpuszcza.

Nikt nie ci nie pomoże, póki nie sięgniesz takiego dna, co to nawet nie wiedziałaś, że takie istnieje. Wtedy już się nie będziesz zwierzac na forum. Wtedy być może zawalczysz.

Ps. Poczytaj o osobowości psychopatycznej. Ten twój ziom coś śmierdzi.

Reklama

308

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
Atelka napisał/a:

Kasiks jak ja Cię rozumiem.. Też kiedyś myślałam, że ja i zajety facet to NIGDY, no nie ma szans. Mam wrażenie, że takie nigdy to jak wyzwanie rzucone losowi..

I rozumiem to uzależnienie. Kiedy nic się nie liczy, bo ON. Żadna tam godność, lojalność czy świadomość że marnuje sobie zycie. Bo ON.

Aktualnie jestem na detoksie. Czytam Ale nie odpisuje. Czasem się łamie i podglądam na IG. Coraz rzadziej. Numer zablokowany. ON też już odpuszcza.

Nikt nie ci nie pomoże, póki nie sięgniesz takiego dna, co to nawet nie wiedziałaś, że takie istnieje. Wtedy już się nie będziesz zwierzac na forum. Wtedy być może zawalczysz.

Ps. Poczytaj o osobowości psychopatycznej. Ten twój ziom coś śmierdzi.

Atelka, też jesteś w takim układzie FF? Pomogłaś sobie sama, czy potrzebna była pomoc z zewnątrz? Jeśli to nie problem, napisz jak wyglądało osiągnięcie Twojego największego dna, bo sama się zastanawiam, co by mnie mogło otrzeźwić? Ciągle i ja przesuwam granice. Teraz nie dość, że spotykam się z zajętym, to jeszcze mam świadomość, że on nie zamierza niczego zmieniać. Masz rację, pisząc o tym zapomnieniu o lojalności i godności. Z natury jestem dumną osobą i kiedyś w życiu bym nie pomyślała, że będę się tak zachowywać...

Co do osobowości psychopatycznej P. zaciekawiłaś mnie, zaraz poczytam.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

309

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Kasiks, przeczytałam to co napisałas i strasznie smutne jest to, że pozwalasz się tak traktować. Jak to możliwe, że nadal ciągnie cie do czlowieka, ktory potrafi napisać tak:

kasiks napisał/a:

Pisał, że ma zły dzień i nie chce żeby mi się obrywało. Potem coś o tym, że stale mi się chce seksu, że jestem zboczona. Odpisałam: bo Ty masz seks w domu, ja nie. Jego odpowiedź: przecież masz tam tych swoich "znajomych". A przepraszam, to się nie nazywa znajomi, tylko gachy...

Nie masz do niego obrzydzenia? Przecież ten facet jest ochydny, nie ma do ciebie żadnego szacunku. Jego teksty świadczą o tym, że nie ma w nim krzty uczucia do ciebie. Po co ci ktoś taki? Wiem że chcesz sobie pomóc, ale to co robisz teraz totalnie cie pogrąza. Ten czlowiek wysysa z ciebie calą energię i zwyczajnie niszczysz sobie życie. Chyba powinnas zastosować jakieś drastyczne środki, nie wiem może poinformować jego dziewczynę, zrobić mega dym. Jest nadzieja że koleś się obrazi i sam zerwie kontakt. Pomyśl o tym, bo tak jak jest teraz prowadzi cie tylko do psychicznej samozaglady.

Reklama

310

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Kasiks wyszłam z tego sama.. moje dno.. trochę wstyd mi o tym nawet pisać. Ale jakie ja rzeczy robiłam... łasiłam się do niego jak szczeniak, rzucałam na każdy strzęp uwagi. Największym osiągnięciem było sprawienie że został u mnie na noc. I nie dlatego, że uległ moim namowom. Skuł się do nieprzytomności.
Ale to nie było dno.
Dnem nie był też ten moment kiedy przestał się odzywać a ja zwariowalam i robiłam głupie rzeczy (odezwalam się do innego gościa, spędziłam z nim weekend. Taka jakaś kara dla mnie to była, chyba za bycie niewarta jego uwagi).

Prób uratowania się było kilka. Był etap niezobowiazujacych relacji (głupota, to przecież było czekanie na niego). Był też etap, który Ty teraz masz: I'm gonna love you anyway... Był etap gubienia świadomości w różnych uzywkach. Aż przyszło dno, o którym nie umiem jeszcze pisać.

A, ON nie był tak sobie zajęty. ON miał żonę.

I zgadzam się, że jego niedostępnośc czyni go bardziej atrakcyjnym. Do tej pory czasem marzę o tym, że go spotykam za parę lat i mijam obojętnie.

Po pewnym czasie zaczęłam też go uniewinniac. Wszystko to ja sama sobie zrobiłam. Tylko po to, żeby czuć się przy nim jak królowa świata i ostatnia nędzna szmata tego świata. Oba bieguny zaliczyłam.

Zaczynalam ze sto razy te końce. Ten ostatni był skuteczny. Tylko nie ma dumy ze zwycięstwa. Jest przejmujące poczucie porażki i straty.

311 Ostatnio edytowany przez Jej Wysokość Zwiewność (2017-08-17 23:56:41)

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Kasiu, a moze po prostu ciagnie Cie to autodestrukcji.
Ludzie sie okaleczaja w rozny sposob.
Tna sie, bija sie, glodza sie etc. a przy tym maja swoj bezpieczny zamkniety swiat.


Moze dazysz do upodlenia, bo czujesz sie brudna i chcesz sie dalej tak czuc.
Odtwarzasz cos co siedzi w Tobie.


Dodam ze przeczytalam caly Twoj watek i jestem zdania, ze Twoja walka jest calkowicie bezsensu.
Gasisz pozar substancjami latwopalnymi.

Na tym etapie odpuscilabym sobie, zrywanie kontaktu, proby wymazania go z pamieci itd.


Wiesz o co walczysz?
Albo z czym?

312

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

To straszne w co się wpakowałaś.. Takie upokorzenia.. Ten facet to okrutny psychopata, po prostu znęca się nad Tobą, a Ty masz zapędy masochistyczne. Zabkolowac pana gdzie się da i na dluuuga psychoterapię do świetnego fachowca. Bez innych randek. Musisz podjąć ciężką pracę nad sobą. Życzę Ci wytrwałości i siły.

313

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
kasiks napisał/a:

Wczoraj napisał do mnie w nocy. Spodziewałam się kontaktu, czułam, że on myśli o mnie równie intensywnie jak ja o nim. Nie myliłam się. W trakcie rozmowy wyszło, że jest na wyjeździe w Gdańsku ze swoją dziewczyną. Zaczęłam wywody o tym, że wyskakuje mi ciągle z newsami pt. wczasy z dziewczyną. Następne zapewne będą newsy: ślub z nią, dziecko itd. I pytanie: A Ty Kasiu już kogoś poznałaś? Jak tam Twoje randki? Odpisał mi na to, że tak nie będzie. Na moje żale, że ona jest od normalnego życia, ja od seksu i rozmów, tradycyjnie się wyparł. Pisał, że ciągle o mnie myśli. Kiedy napisałam mu, że nie chcę nic wiedzieć o jego związku, że mnie to rani, odpowiedział, że on nie chce mnie ranić, że postara się nie kontaktować na jakiś czas, choć będzie mu ciężko. Miałam wrażenie, że to takie sztuczne badanie sytuacji, żebym tylko napisała: Nie nie, utrzymujmy tę znajomość. Ja mu jednak odpisałam, że ma rację, że szanuję jego decyzję i lepiej będzie jak nie będzie o sobie przypominał. Pisał coś tam, że czasem człowiek wybiera związek z rozsądku, pomimo, że emocje chcą czegoś innego. I najlepsze: Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy mogli żyć w 3. Tylko, że pewne osoby nie są na to gotowe... Harem się gnojkowi zamarzył.

Potem jeszcze coś zagadywał, napisałam mu w końcu, że idę spać i tyle. Jakoś nie mam wrażenia, żeby on już miał nie napisać. Spisuję tutaj aktualne myśli, nie oczekuję porad. Wiem jak to z boku wygląda i nie jestem zaskoczona przebiegiem akcji. Tu na forum kilka osób pisało mi, że jestem tą trzecią, że to nielojalne wobec innej kobiety. Ja wiem o tym. Nie czuję się dobrze z tego powodu. Gdybym od razu wiedziała, że on z kimś się spotyka, nie brnęłabym w to. Dowiedziałam się za późno. Ok, napiszecie, że to w takim razie trzeba było to przerwać jak już wiedziałaś. Tylko to nie jest takie proste. Czuję się uzależniona od tej sytuacji, od jego niedostępności. Im bardziej on jest niedostępny, tym bardziej mnie przyciąga.

kurczę bardzo Cię rozumiem! miałam identycznie, zaagażowałam się w zwiazek nie wiedząc że z kimś jest. Gdy się dowiedziałam dla mnie było już za późno żeby wyjść z tego bez emocjonalnej straty ... i pomimo że obiecywałam sobie że to ostatni telefon/sms/spotkanie brnęłam w to dalej.
tutaj trzeba wykazać sie ogromem konsekwencji żeby z tego wyjść ... bo każdy kontakt z ich strony potrafi wybić z emocjonalnej równowagi...
ja byłam w identycznej sytuacji, ale doszłam do swojej granicy wytrzymałości. Kiedy czułam już zazdrość o jego dziewczynę, o to że on z nia spędza czas, z ją wyjeżdza na wakacje, że do mnie odzywa się tylko gdy ON chce i ma ochotę. Postanowiłam to przerwać, i pomimo że bolało postanowiłą być konsekwentna i nie spotykać sie z nim. Powiedziałam mu wprost co do niego czuję i czekałam na reakcję - jeśli nic by nie zrobił ja wiem że to by się w tedy urwało, on jednak z nią zerwał i teraz spotykamy sie powoli, poznajemy czas pokaże czy nam sie uda.
Pisałam zresztą w Twoim wątku troche o mojej histrorii.
Spróbuj zacisnąć zeby, i coś postanowić a potem trzymać sie tego mocno .. tylko takie jest wyjście aby sytuacja jakos się zmieniła.

314

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
nieznajoma8999 napisał/a:

kurczę bardzo Cię rozumiem! miałam identycznie, zaagażowałam się w zwiazek nie wiedząc że z kimś jest. Gdy się dowiedziałam dla mnie było już za późno żeby wyjść z tego bez emocjonalnej straty ... i pomimo że obiecywałam sobie że to ostatni telefon/sms/spotkanie brnęłam w to dalej.
tutaj trzeba wykazać sie ogromem konsekwencji żeby z tego wyjść ... bo każdy kontakt z ich strony potrafi wybić z emocjonalnej równowagi...
ja byłam w identycznej sytuacji, ale doszłam do swojej granicy wytrzymałości. Kiedy czułam już zazdrość o jego dziewczynę, o to że on z nia spędza czas, z ją wyjeżdza na wakacje, że do mnie odzywa się tylko gdy ON chce i ma ochotę. Postanowiłam to przerwać, i pomimo że bolało postanowiłą być konsekwentna i nie spotykać sie z nim. Powiedziałam mu wprost co do niego czuję i czekałam na reakcję - jeśli nic by nie zrobił ja wiem że to by się w tedy urwało, on jednak z nią zerwał i teraz spotykamy sie powoli, poznajemy czas pokaże czy nam sie uda.
Pisałam zresztą w Twoim wątku troche o mojej histrorii.
Spróbuj zacisnąć zeby, i coś postanowić a potem trzymać sie tego mocno .. tylko takie jest wyjście aby sytuacja jakos się zmieniła.

Dziewczyny, ale chwilkę.
To co piszecie o tym, że było "już za późno" to zwyczajne brednie i szukanie sobie na siłę wymówki i usprawiedliwienia dla własnego postępowania.

Dla przykładu.
Jest małżeństwo ot. W którym małżonek żonę leje i maltretuje.
Czy Wy jako osoby postronne - przyjęłybyście jej usprawiedliwienie, że przecież oni 10 lat są po ślubie i że mają nie wiem - dzieci przecież, i to jest za późno dla tej żony, żeby ona od przemocowca odeszła bez strat moralnych ? Że przecież ona nie wiedziała, że mąż jest pijakiem i agresorem zanim się zaangażowała ?
Ano pewnie nie. Bo rzeczywiście w pewnych sytuacjach taka wymówka, to bardzo głupia wymówka.

I po drugie ... oprócz motylków i zajarania tym konkretnym facetem, jest jeszcze coś takiego jak zasady, uczciwość, moralność.
I to powinno teoretycznie zadziałać w momencie, w którym dowiadujecie się, że facet jest w związku z inną kobietą.
Nie chodzi o niego, że jaki on zajeżysty i jaki obłędny seks Wam robi, nie.
Bo gdybyście się znalazły w sytuacji "tamtych" kobiet, i to Wam zrobiono by  krzywdę, bo za późno było się wycofać - to ból byłby niesamowity ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

315

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
IsaBella77 napisał/a:
nieznajoma8999 napisał/a:

kurczę bardzo Cię rozumiem! miałam identycznie, zaagażowałam się w zwiazek nie wiedząc że z kimś jest. Gdy się dowiedziałam dla mnie było już za późno żeby wyjść z tego bez emocjonalnej straty ... i pomimo że obiecywałam sobie że to ostatni telefon/sms/spotkanie brnęłam w to dalej.
tutaj trzeba wykazać sie ogromem konsekwencji żeby z tego wyjść ... bo każdy kontakt z ich strony potrafi wybić z emocjonalnej równowagi...
ja byłam w identycznej sytuacji, ale doszłam do swojej granicy wytrzymałości. Kiedy czułam już zazdrość o jego dziewczynę, o to że on z nia spędza czas, z ją wyjeżdza na wakacje, że do mnie odzywa się tylko gdy ON chce i ma ochotę. Postanowiłam to przerwać, i pomimo że bolało postanowiłą być konsekwentna i nie spotykać sie z nim. Powiedziałam mu wprost co do niego czuję i czekałam na reakcję - jeśli nic by nie zrobił ja wiem że to by się w tedy urwało, on jednak z nią zerwał i teraz spotykamy sie powoli, poznajemy czas pokaże czy nam sie uda.
Pisałam zresztą w Twoim wątku troche o mojej histrorii.
Spróbuj zacisnąć zeby, i coś postanowić a potem trzymać sie tego mocno .. tylko takie jest wyjście aby sytuacja jakos się zmieniła.

Dziewczyny, ale chwilkę.
To co piszecie o tym, że było "już za późno" to zwyczajne brednie i szukanie sobie na siłę wymówki i usprawiedliwienia dla własnego postępowania.

Dla przykładu.
Jest małżeństwo ot. W którym małżonek żonę leje i maltretuje.
Czy Wy jako osoby postronne - przyjęłybyście jej usprawiedliwienie, że przecież oni 10 lat są po ślubie i że mają nie wiem - dzieci przecież, i to jest za późno dla tej żony, żeby ona od przemocowca odeszła bez strat moralnych ? Że przecież ona nie wiedziała, że mąż jest pijakiem i agresorem zanim się zaangażowała ?
Ano pewnie nie. Bo rzeczywiście w pewnych sytuacjach taka wymówka, to bardzo głupia wymówka.

I po drugie ... oprócz motylków i zajarania tym konkretnym facetem, jest jeszcze coś takiego jak zasady, uczciwość, moralność.
I to powinno teoretycznie zadziałać w momencie, w którym dowiadujecie się, że facet jest w związku z inną kobietą.
Nie chodzi o niego, że jaki on zajeżysty i jaki obłędny seks Wam robi, nie.
Bo gdybyście się znalazły w sytuacji "tamtych" kobiet, i to Wam zrobiono by  krzywdę, bo za późno było się wycofać - to ból byłby niesamowity ...

to bardziej w moim przypadku chodzi o to, że nigdy bym się nie zainteresowała świadomie facetem o którym bym wiedziała, że jest w związku formalnym lub nie.
"mój" spotykał się ze mną przez kilka miesięcy na mieście na lunch, kawę i opowiadał o wszystkim tylko nie o swojej dziewczynie. W moim mniemaniu był wolnym facetem i przez ten czas jaki spędziliśmy razem ja się zaangażowałam coś poczułam do niego. I nagle okazuje się ze on z kimś jest - ja podjęłam próbę urwania tego, nawet wyszło mi to na kilka miesięcy a potem jak odnowiłam kontakt bo sądziłam że się z tym uporałam wróciło ze zdwojoną siłą. Potem to była walka pomiędzy sercem a rozumem gdzie serce ciągle brało górę ...
postronnym osobom wydaje się wszystko takie 0:1 ale niestety w życiu tak nie jest, gdy sytuacja nas nie dotyczy łatwo oceniać/osądzać lub mówić co powinno się zrobić.

316 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-08-18 15:08:28)

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
nieznajoma8999 napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:
nieznajoma8999 napisał/a:

kurczę bardzo Cię rozumiem! miałam identycznie, zaagażowałam się w zwiazek nie wiedząc że z kimś jest. Gdy się dowiedziałam dla mnie było już za późno żeby wyjść z tego bez emocjonalnej straty ... i pomimo że obiecywałam sobie że to ostatni telefon/sms/spotkanie brnęłam w to dalej.
tutaj trzeba wykazać sie ogromem konsekwencji żeby z tego wyjść ... bo każdy kontakt z ich strony potrafi wybić z emocjonalnej równowagi...
ja byłam w identycznej sytuacji, ale doszłam do swojej granicy wytrzymałości. Kiedy czułam już zazdrość o jego dziewczynę, o to że on z nia spędza czas, z ją wyjeżdza na wakacje, że do mnie odzywa się tylko gdy ON chce i ma ochotę. Postanowiłam to przerwać, i pomimo że bolało postanowiłą być konsekwentna i nie spotykać sie z nim. Powiedziałam mu wprost co do niego czuję i czekałam na reakcję - jeśli nic by nie zrobił ja wiem że to by się w tedy urwało, on jednak z nią zerwał i teraz spotykamy sie powoli, poznajemy czas pokaże czy nam sie uda.
Pisałam zresztą w Twoim wątku troche o mojej histrorii.
Spróbuj zacisnąć zeby, i coś postanowić a potem trzymać sie tego mocno .. tylko takie jest wyjście aby sytuacja jakos się zmieniła.

Dziewczyny, ale chwilkę.
To co piszecie o tym, że było "już za późno" to zwyczajne brednie i szukanie sobie na siłę wymówki i usprawiedliwienia dla własnego postępowania.

Dla przykładu.
Jest małżeństwo ot. W którym małżonek żonę leje i maltretuje.
Czy Wy jako osoby postronne - przyjęłybyście jej usprawiedliwienie, że przecież oni 10 lat są po ślubie i że mają nie wiem - dzieci przecież, i to jest za późno dla tej żony, żeby ona od przemocowca odeszła bez strat moralnych ? Że przecież ona nie wiedziała, że mąż jest pijakiem i agresorem zanim się zaangażowała ?
Ano pewnie nie. Bo rzeczywiście w pewnych sytuacjach taka wymówka, to bardzo głupia wymówka.

I po drugie ... oprócz motylków i zajarania tym konkretnym facetem, jest jeszcze coś takiego jak zasady, uczciwość, moralność.
I to powinno teoretycznie zadziałać w momencie, w którym dowiadujecie się, że facet jest w związku z inną kobietą.
Nie chodzi o niego, że jaki on zajeżysty i jaki obłędny seks Wam robi, nie.
Bo gdybyście się znalazły w sytuacji "tamtych" kobiet, i to Wam zrobiono by  krzywdę, bo za późno było się wycofać - to ból byłby niesamowity ...

to bardziej w moim przypadku chodzi o to, że nigdy bym się nie zainteresowała świadomie facetem o którym bym wiedziała, że jest w związku formalnym lub nie.
"mój" spotykał się ze mną przez kilka miesięcy na mieście na lunch, kawę i opowiadał o wszystkim tylko nie o swojej dziewczynie. W moim mniemaniu był wolnym facetem i przez ten czas jaki spędziliśmy razem ja się zaangażowałam coś poczułam do niego. I nagle okazuje się ze on z kimś jest - ja podjęłam próbę urwania tego, nawet wyszło mi to na kilka miesięcy a potem jak odnowiłam kontakt bo sądziłam że się z tym uporałam wróciło ze zdwojoną siłą. Potem to była walka pomiędzy sercem a rozumem gdzie serce ciągle brało górę ...
postronnym osobom wydaje się wszystko takie 0:1 ale niestety w życiu tak nie jest, gdy sytuacja nas nie dotyczy łatwo oceniać/osądzać lub mówić co powinno się zrobić.


ale ściema big_smile   Wystarczy przeczytać twój wątek, by wiedzieć, iż spotykając się z nim SAMA TEŻ byłaś w związku.

317

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Nieznajoma, ja Cię rozumiem. Nie chodzi tu o to, że poklepujemy się po ramieniu, ale wiem o co Ci chodzi. Kilka miesięcy P. wmawiał mi, że jest wolnym człowiekiem. Kiedy dowiedziałam się o tej jego 27-latce, mówił, że nie wie co to z nimi będzie. Ja czekałam jak głupia, on już z nią układał plany wspólnego mieszkania. Ciągle mnie trzymał na boku jako atrakcyjną opcję odskoczni od nudnego, ale bezpiecznego związku. Ja trochę jak w relacji z ojcem, myślałam, że "jeśli będę dobra" dostąpię zaszczytu jego uwagi. I tak jak kiedyś w relacji z ojcem im bardziej on mnie odtrącał (stawiając przeszkody w postaci dziewczyny, mojego wzrostu itd.) tym bardziej ja starałam się mu UDOWADNIAĆ, że jestem coś warta. Nawet teraz, kiedy przyjeżdżał do mnie na neutralnym gruncie, zjedliśmy dobry obiad, porozmawialiśmy, to już "było za dobrze", więc musiał się asekurować jakimiś wymyślonymi gachami i wmawianiem mi chorób.

To, co teraz się dzieje to mam wrażenie kumulacja obłędu. Czuję, że coś wisi w powietrzu. Wczoraj oglądał mnie na portalu randkowym. Napisał przed północą coś zagadując. Odpowiedziałam mu, że przecież wczoraj pisał, że lepiej się nie będzie kontaktował. A on: Byłem trochę pijany. To może od 1/09 się nie będę odzywał, bo skończą się wakacje?;) Tak naprawdę myślałem dziś o tym, że miałbym się nie odzywać do Ciebie i byłem bardzo smutny. Odpisałam mu, że ja byłam smutna tym bardziej, wiedząc, że jest na wyjeździe z dziewczyną, że śmieją się, rozmawiają, uprawiają sex- jak to na wakacjach. On, że nic nie ma. Ja, że nie mam 12 lat i że nie musi się wypierać wszystkiego, nie czarujmy się. On, że chciałby porozmawiać na żywo o tej całej sytuacji, bo widzi, że tego bardzo potrzebuję. Napisałam mu na to, że nie potrafię o tym rozmawiać w 4 oczy, zbyt wiele nerwów mnie to kosztuje. A ten: Kasia, ja Ciebie traktuję jako bliską koleżankę, może nawet przyjaciółkę. Ja: A ja Ciebie nie. On spytał: A kim ja dla Ciebie jestem? Nie chciałam już mu tego tłumaczyć, tak nic nie rozumie i to nic nie znaczy, więc napisałam tylko: Dobra, nie było tematu. Oglądał mnie o 5:30 nad ranem. Dziś chyba wraca z tego Gdańska. Moja psychika jest już na wyczerpaniu.

Faktycznie, chyba mam skłonności do autodestrukcji. Czuję się nic nie warta. Byłam wczoraj na rowerze z kimś z randek, facet jest widać bardzo oczarowany. A ja zastanawiam się o co mu chodzi, co on we mnie widzi? Mam chyba skłonności do poniżania mnie w łóżku, w życiu. Chce mi się seksu. Chodzę na te randki i myślę jak tu się urządzić żeby wylądować z którymś w łóżku. Czytałam tu na forum ten wątek o molestowanych w dzieciństwie i dużo rzeczy się zgadza. Z drugiej strony, to słabe wykręcać się dzieciństwem, to było dawno i już nie jest rzeczywistością. Nie czuję się dobrą osobą. Boję się, że pedofilem jest się całe życie. Myślę o innych dzieciach w mojej rodzinie. A co jeśli przez moje milczenie on skrzywdził inne dzieci? Moja bratanica (córka drugiego brata)...Wygląda jak kopia mnie samej kiedy byłam w jej wieku... Kiedyś mój chłopak sfotografował w czasie Świąt moją rodzinę. Pokazywał mi mojego brata jak bierze tę małą na kolana, jak ją przytula, daje jej buzi...Nigdy czegoś takiego nie widziałam u innego faceta. Facetów inne dzieci (oprócz własnych) nie obchodzą. Myślę nieraz nad tym, co powinnam była zrobić. Tylko gdybym powiedziała, rozwaliłabym życie całej naszej rodzinie: rodzicom, bratowej, bratankom. Może ja siebie "kamieniuję" takimi znajomościami...

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

318

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Byłam w ten weekend na weselu znajomych- ślub z miłości, dwoje podobnych do siebie ludzi, widać wzajemną przyjaźń i fajne fluidy. Kiedy słuchałam jak pan młody wypowiadał przysięgę małżeńską, mówił o uczciwości małżeńskiej i wierności wyobrażałam sobie P. Wiem, że to głupie, ale tak było. Myślałam o tym, że jestem więcej niż pewna, że on ożeni się z tą dziewczyną, ale całe życie będzie mu czegoś brakowało: chemii, pożądania, prawdziwych uczuć. Na weselu patrzyłam na różne pary, cały czas przetwarzałam fakty. Myślałam o tym, co P. mi dał (w sensie emocjonalnym). I nie było tak naprawdę NICZEGO, czego mogłabym się trzymać. Bo co mam powiedzieć? Kradzione chwile, przyjazd na określony czas, z zegarkiem w ręku, telefon szybką w dół, nieukrywane pożądanie, chwila przyjemności, po czym zmiana o 180 stopni: chłód emocjonalny, jego odjazd ode mnie i ja zasypiająca z twarzą w poduszce, upajająca się zapachem, jaki po nim pozostał. Myślałam o tym jakie są fakty, że on dużo mówi jaka jestem dla niego bliska, jaki czuje do mnie pociąg, natomiast nijak ma się to do zbliżenia na poziomie uczuciowym. Facet nawet nie zna mojego nazwiska (tak jak pisali na forum, ta wiedza nie jest mu do niczego potrzebna).

Trochę zabił mnie ten jego wyjazd do Gdańska z dziewczyną, coś we mnie umarło. Dotarło dobitnie, że ja jestem tą DRUGĄ. Ona jest od życia, ja jestem miłym dodatkiem, ale zawsze dodatkiem (z którym jest miło, ale bez którego da się żyć). Widzę, że ta szala przechyla się bardzo na moją niekorzyść i wczoraj z bólem serca  KOLEJNY RAZ postanowiłam to zakończyć. On pisał mi, że "gdyby był sam, byłabym pierwszą osobą, u której chciałby się znaleźć", że nie myślał, że tak mnie polubi. Najpierw jednak napisał, że "nigdy nie ugadywaliśmy się na związek", że było nam obojgu razem fajnie itd. Napisałam mu jak ja to odbierałam, te sprzeczne sygnały, że on nie chce wskakiwać ze związku w związek, a tu zaraz nowa znajomość z obecną dziewczyną, że ja się przywiązałam, ale rozumiem, że mężczyźni traktują seks inaczej. On, że to nie jest wszystko takie proste, że nie to nie tylko kwestia seksu. Tylko, że człowiek musi wybierać. Przesłanie jest ogólnie takie: mnie polubił bardzo (nigdy wcześniej tak nie miał), ale ja nie jestem materiałem na żonę. Sama mu mówiłam po rozstaniu z poprzednim partnerem, że dobrze mi samej i nie zamierzam znowu bawić się w usługiwanie, pranie męskich gaci i skarpetek. Tamta jest dobrym materiałem na żonę, jest dobra i on uważa, że nie da się mieć wszystkiego i trzeba docenić, że się trafiło na dobrą osobę. Ale napisał jeszcze, że się tylko zastanawia, czy da się nauczyć, żeby poczuć do kogoś chemię, czy to można w sobie wyrobić. Domyśliłam się, że on będzie z nią z rozsądku, z wygody ("bezpieczna", dobra kobieta, zakochana w nim na amen, więc go nie zdradzi, gotuje, sprząta, on ma z nią dobre życie). Jednak taki facet będzie potrzebował seksu, emocji, pożądania. Tak się nie da żyć z wygody, bez większego uczucia, bez chemii. Tak naprawdę oni się znają niewiele ponad rok, mieszkają kilka miesięcy, a on nie czuje do niej pożądania. Poznałam go na tyle, że wiem, że on seksu potrzebuje dużo i bardzo.

Jest mi bardzo ciężko dzisiaj. Czuję się jakbym pochowała kogoś bardzo bliskiego. Z drugiej strony czuję, że on się do mnie i tak odezwie. Jakoś nigdy przeczucie mnie nie myliło. Jestem bardzo słaba w tej znajomości. W kółko mu się tłumaczę, staram się "zareklamować" jak najlepiej, żeby mnie chciał, ale to takie pobożne życzenia. To chyba trzeba po prostu przetrawić, jak żałobę po bliskiej osobie. Jest cierpienie, ale przyjdzie kiedyś moment akceptacji, pogodzenia się z rzeczywistością.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

319

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

To strasznie smutne, że kobiety potrafią się tak upokarzać. Nie mogę spokojnie czytać jak niszczysz siebie. Może będziesz miała szczęscie i on się tobą na tyle znudzi, że nie będzie mu się chcialo nawet na seks umawiać. Może wtedy się otrząśniesz.

320

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
Tulinka80 napisał/a:

To strasznie smutne, że kobiety potrafią się tak upokarzać. Nie mogę spokojnie czytać jak niszczysz siebie. Może będziesz miała szczęscie i on się tobą na tyle znudzi, że nie będzie mu się chcialo nawet na seks umawiać. Może wtedy się otrząśniesz.

Tulinka, tak patrząc z boku,.myślisz, że to tylko o seks chodzi/chodziło? Pytam, bo nie potrafię być w tej sytuacji obiektywna.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

321

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
kasiks napisał/a:
Tulinka80 napisał/a:

To strasznie smutne, że kobiety potrafią się tak upokarzać. Nie mogę spokojnie czytać jak niszczysz siebie. Może będziesz miała szczęscie i on się tobą na tyle znudzi, że nie będzie mu się chcialo nawet na seks umawiać. Może wtedy się otrząśniesz.

Tulinka, tak patrząc z boku,.myślisz, że to tylko o seks chodzi/chodziło? Pytam, bo nie potrafię być w tej sytuacji obiektywna.

Kasiks to nieistotne czy mu chodzilo tylko o seks. Moze potrzebowal przeglądać sie w twoich oczach, może chcial sie wygadac, może chcial podniesc swoje ego. Grunt, że to co ci oferuje jest nic nie warte. Zrób wszystko aby z tego wyjść, bo się niszczysz. Nie on jest ważny i to o co mu "chodzilo". Ty jesteś ważna i o siebie powinnaś walczyć teraz.

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

A co Ty masz z tej relacji?
Wypisz w punktach.

Masz szanse zdegradowac sie do roli kochanki zonatego.
Decyzja nalezy do Ciebie.

323

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
Jej Wysokość Zwiewność napisał/a:

A co Ty masz z tej relacji?
Wypisz w punktach.

Masz szanse zdegradowac sie do roli kochanki zonatego.
Decyzja nalezy do Ciebie.

Żonatego? Jak to?

Nie jestem jeszcze na to gotowa, żeby wypisać na forum jego wady, ale za pewien czas to zrobię...

Tekst o "idealnej kochance żonatego" znam aż za dobrze. Często słyszę od różnych ludzi, że jestem idealnym materiałem na kochankę. To słabe, ale jednocześnie pogłębia moje niskie poczucie wartości.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie
Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Jak sie ozeni, bedziesz miala szanse.

Wiesz nie chodzilo mi o jego wady, a o to co Ty masz z tej relacji.
Tak w punktach.

Trzymaj sie mysli, ze nie jestes materialem na kochanke smile

325 Ostatnio edytowany przez Pasitka (2017-08-23 00:03:37)

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?
kasiks napisał/a:

Byłam w ten weekend na weselu znajomych- ślub z miłości, dwoje podobnych do siebie ludzi, widać wzajemną przyjaźń i fajne fluidy. Kiedy słuchałam jak pan młody wypowiadał przysięgę małżeńską, mówił o uczciwości małżeńskiej i wierności wyobrażałam sobie P. Wiem, że to głupie, ale tak było. Myślałam o tym, że jestem więcej niż pewna, że on ożeni się z tą dziewczyną, ale całe życie będzie mu czegoś brakowało: chemii, pożądania, prawdziwych uczuć. Na weselu patrzyłam na różne pary, cały czas przetwarzałam fakty. Myślałam o tym, co P. mi dał (w sensie emocjonalnym). I nie było tak naprawdę NICZEGO, czego mogłabym się trzymać. Bo co mam powiedzieć? Kradzione chwile, przyjazd na określony czas, z zegarkiem w ręku, telefon szybką w dół, nieukrywane pożądanie, chwila przyjemności, po czym zmiana o 180 stopni: chłód emocjonalny, jego odjazd ode mnie i ja zasypiająca z twarzą w poduszce, upajająca się zapachem, jaki po nim pozostał. Myślałam o tym jakie są fakty, że on dużo mówi jaka jestem dla niego bliska, jaki czuje do mnie pociąg, natomiast nijak ma się to do zbliżenia na poziomie uczuciowym. Facet nawet nie zna mojego nazwiska (tak jak pisali na forum, ta wiedza nie jest mu do niczego potrzebna).

Trochę zabił mnie ten jego wyjazd do Gdańska z dziewczyną, coś we mnie umarło. Dotarło dobitnie, że ja jestem tą DRUGĄ. Ona jest od życia, ja jestem miłym dodatkiem, ale zawsze dodatkiem (z którym jest miło, ale bez którego da się żyć). Widzę, że ta szala przechyla się bardzo na moją niekorzyść i wczoraj z bólem serca  KOLEJNY RAZ postanowiłam to zakończyć. On pisał mi, że "gdyby był sam, byłabym pierwszą osobą, u której chciałby się znaleźć", że nie myślał, że tak mnie polubi. Najpierw jednak napisał, że "nigdy nie ugadywaliśmy się na związek", że było nam obojgu razem fajnie itd. Napisałam mu jak ja to odbierałam, te sprzeczne sygnały, że on nie chce wskakiwać ze związku w związek, a tu zaraz nowa znajomość z obecną dziewczyną, że ja się przywiązałam, ale rozumiem, że mężczyźni traktują seks inaczej. On, że to nie jest wszystko takie proste, że nie to nie tylko kwestia seksu. Tylko, że człowiek musi wybierać. Przesłanie jest ogólnie takie: mnie polubił bardzo (nigdy wcześniej tak nie miał), ale ja nie jestem materiałem na żonę. Sama mu mówiłam po rozstaniu z poprzednim partnerem, że dobrze mi samej i nie zamierzam znowu bawić się w usługiwanie, pranie męskich gaci i skarpetek. Tamta jest dobrym materiałem na żonę, jest dobra i on uważa, że nie da się mieć wszystkiego i trzeba docenić, że się trafiło na dobrą osobę. Ale napisał jeszcze, że się tylko zastanawia, czy da się nauczyć, żeby poczuć do kogoś chemię, czy to można w sobie wyrobić. Domyśliłam się, że on będzie z nią z rozsądku, z wygody ("bezpieczna", dobra kobieta, zakochana w nim na amen, więc go nie zdradzi, gotuje, sprząta, on ma z nią dobre życie). Jednak taki facet będzie potrzebował seksu, emocji, pożądania. Tak się nie da żyć z wygody, bez większego uczucia, bez chemii. Tak naprawdę oni się znają niewiele ponad rok, mieszkają kilka miesięcy, a on nie czuje do niej pożądania. Poznałam go na tyle, że wiem, że on seksu potrzebuje dużo i bardzo.

Jest mi bardzo ciężko dzisiaj. Czuję się jakbym pochowała kogoś bardzo bliskiego. Z drugiej strony czuję, że on się do mnie i tak odezwie. Jakoś nigdy przeczucie mnie nie myliło. Jestem bardzo słaba w tej znajomości. W kółko mu się tłumaczę, staram się "zareklamować" jak najlepiej, żeby mnie chciał, ale to takie pobożne życzenia. To chyba trzeba po prostu przetrawić, jak żałobę po bliskiej osobie. Jest cierpienie, ale przyjdzie kiedyś moment akceptacji, pogodzenia się z rzeczywistością.

Kasiu - jak ja bardzo dobrze cie rozumiem...

I jest mi strasznie przykro jak to wszystko czytam sad((

Milosc potrafi być NAPRAWDE slepa, niestety.

Znam to az za dobrze. Nie pisałam, bo bylam tydzień nad morzem.

A w międzyczasie poznałam dwóch facetow, z ktorymi już się spotkałam smile  - zobaczymy czy i co z tych znajomości wyjdzie, na razie na nic się nie nastawiam. Teraz będę bardziej ostrozna... Ale przynajmniej dzięki temu może powoli, powoli uda mi się trochę odsunąć od mojego ff...

Musimy sobie kibicować nawzajem - obyśmy szybko wyleczyly się z tych naszych chorych milosci!

326

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Kasia,

przeczytałam ostatnie wpisy; widać jak bardzo miotasz się ze sobą: chcesz - nie chcesz - chcesz - żałujesz, ze ta relacja istnieje.
Słusznie zauważyłaś, że taka pasowa sytuacja i Twoja "niemożliwość" jej zakończenia to objawy głębszego problemu z zaniżoną samooceną

Jeśli dobrze zrozumiałam, ale poszłaś dalej i zaczęłaś analizować relacje rodzinne - tędy droga. Trzeba pogrzebać głęboko aby odkryć sedno problemu i stawić mu czoła.

Proszę, zagłęb się jeszcze raz w mój wątek: tam masz krok po kroku opisane na czym polegała moja praca nad sobą (na forum relacjanowałam postępy, właściwa praca obdywała się w ciszy i skupieniu w oparciu o wspomnianą w poście bardzo ważną dla mnie lekturę). Wybacz, nie mam obecnie możliwości poświęcić Ci tyle uwagi ile mnie poświęciła Elle88, dlatego tym bardziej zachęcam Ci do skupienia się na jej uwagach w moim poście (a wielu forumowiczów znających tę postać przytaknie, że warto). Byłam dokładnie na tym etapie na którym jesteś obecnie.

Dla dodatkowej motywacji wrzucam link do artykułu: (...) Upsa nie chce się wyświetlić, podaję zatem tytuł który warto wpisac w google "Dlaczego praca nad sobą to najważaniejsza robota w życiu?"

Powodzenia!

PS: Czekam na wnioski i relacje (nie na jęki bezradności wink )

327

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Wstyd mi, ale tęsknię do P. Od naszego ostatniego spotkania minęło kilka miesięcy. W międzyczasie ja kogoś poznałam, za miesiąc się do niego wprowadzam, P. oświadczył się swojej kobiecie, a ja za nim tęsknię. Zablokowałam go na komunikatorze, odezwał się do mnie z innego numeru. Mój facet jest w pracy, a ja w myślach mam tamtego. Jestem chyba nieuleczalnym przypadkiem głupoty. Ściska mnie w środku na myśl, co on robi. Z drugiej strony przecież nie chciałabym faceta, takiego jak P.- który by mnie zdradzał.

Mój obecny facet jest człowiekiem bardzo dobrym, zakochanym we mnie po uszy. Ja mam momenty, że się opamiętuję i to doceniam. Poza tymi chwilami, myślę o P. Chciałabym być ponad to. Móc powiedzieć: to za mną. P. zwisa mi i powiewa. Ale tak nie jest. Tęsknię chyba nie za nim, a za moim wyobrażeniem jego osoby i to jest najbardziej chore. Wstyd mi za swoje myśli. Za parę miesięcy będę się starać z obecnym facetem o dziecko. Chcę być matką, ale ja chyba nie nadaję się na żonę.

Mam wrażenie, że prowadzę swoje życie w jakimś kierunku, ale nie wiem w jakim. Boję się przyszłości. Boję się, że nie będę doceniać swojego faceta. Chciałam szacunku, faceta dobrego i to dostałam. A tęsknię za nieobliczalnym dupkiem, z którym nie byłabym pewna dnia i godziny.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

328

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Badz ze soba uczciwa czy nie pospieszylas sie z tym zwiazkiem? Nie zamknelas rozdzialu z tamtym facetem. Wiesz ze to swinia, teorie znasz, ze tak ujme, ale mocno jeszcze siedzi Ci w glowie. Myslalas moze o wizycie u psychoterapeuty? Jest pole do pracy nad soba, warto sprobowac. Moze udaloby Ci sie to wszystko uporzadkowac.
No i najwazniejsze nie staraj sie jeszcze o dziecko! Stan psychiczny jest wazny. Nie jestes na to gotowa, skoro sama nie uporzadkowalas paru spraw. No i pomysl masz fajnego faceta tamten za to nadal jest swinia i chcialby robic cos na boku. Nie zmienil sie i nie zmieni. Czy Twoj facet zasluguje, by stac sie bezpieczna opcja i tata dla Twojego dziecka? Wykorzystasz go wtedy.... Mysli ze go mocno kochasz i co z tego ma? Myslisz o innym, a z nim jestes troche z rozsadku bo czujesz sie bezpiecznie. Dlatego serio radze Ci terapie by to przepracowac i w ogole zastanowic sie czy jak juz przepracujesz to z bylym to czy z obecnym zwiazek ma sens czy przerodzi sie to w milosc. No bo przy obecnym tempie i sytuacji to nie wiadomo.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

329

Odp: Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Pospieszyłam się z tym wszystkim. Nowy związek, starania o dziecko- wszystko szlag trafił...

Kiedy poznałam swojego faceta, byłam zdziwiona, że tak szybko chce abym się wprowadziła. Bardzo szybko padły deklaracje, wielkie słowa... Były popierane czynami, tzn. facet chciał, żebym z nim zamieszkała, ale i starał się, aby do tego doszło. Bardzo szybko przedstawił mnie rodzinie, którą bardzo polubiłam. Zaczęłam czuć, że tak to chyba powinno wyglądać, myślałam: pora się ustatkować. Koniec z mrzonkami, niedoścignionym P., pora się skupić na swoim życiu. Jedynym, ale i bardzo poważnym "ale" była komunikacja z własnym partnerem, a właściwie jej brak. Mój facet jest człowiekiem, który nie ma ani jednego kolegi. Nie ma żadnych specjalnych zainteresowań, pasji. Pierwszy raz wybrałam osobę (nie wierzę w "trafy"), która była aż tak flegmatyczna. W związku z nim było mi ciepło, bezpiecznie, wygodnie, przewidywalnie, ale też w cholerę nudno. Na parę miesięcy moje życie zamieniło się w maraton: praca-dom- dom-praca, a w tym domu seriale i tv. Takie życie to nie moja bajka, ale akceptowałam to wszystko, myśląc sobie: Może nie zawsze muszą być te motylki w brzuchu, radość z smsa od faceta? Może dorosłe życie polega na tym, że nie ma kłótni, jest czysty dom i plany na przyszłość? Próbowałam z nim rozmawiać, mówić, że obiecywał mi, że jak się wprowadzę, to będziemy randkować, będzie o mnie zabiegał... Nic takiego nie miało miejsca. Rozmowy nie przynosiły żadnego efektu. Były obietnice poprawy, ale wszystko działo się po staremu. Dla niego komunikacją, rozmową były słowa: musimy kupić mleko, bo się skończyło/jutro wyjdę wcześniej, wyślę listy na poczcie itd. Nie prowadziliśmy żadnych dyskusji. Zaczęłam zazdrościć koleżankom, które zaczęły nowy związek, tryskały energią i entuzjazmem.

Mimo, że znaliśmy się tylko parę miesięcy, zaczęliśmy starania o dziecko. On chciał dziecka, żony, ja pragnęłam dziecka jak mało kto... Staraliśmy się kilka miesięcy, ale ja w ciążę nie zachodziłam. Na początku roku, spotkałam w jaccuzzi P. Kilka razy się tam spotkaliśmy. Kiedyś podwiózł mnie, siedzieliśmy w aucie, rozmawialiśmy i w pewnym momencie on mnie pocałował. To było takie przyjemne uczucie (przyjemny pocałunek) pomieszane z nieprzyjemnym uczuciem niesmaku do siebie, że w domu czeka przecież chłopak, a w domu P. jego narzeczona. Było jeszcze kilka spotkań, jedno zakończyło się niemrawym seksem w aucie. Nie jestem z tego dumna. Żałowałam tego od początku i żałuję do dzisiaj, ale czasu nie da się cofnąć. Nie wiem do dzisiaj czemu to zrobiłam. Nie brakowało mi seksu. Nie czułam potrzeby kochania się z P., tym bardziej w aucie jak dziwka. Zrobiłam to jakoś tak bez refleksji, bez sensu i to jest w tym najgorsze hmm

Po paru tygodniach, P. znowu był na basenie. Rozmawialiśmy, on zaczął mnie dotykać w miejsca intymne w wodzie i położył moją rękę pod wodą na swoim kroczu... Nie podobało mi się to i powiedziałam, że ma przestać. Chwilę porozmawialiśmy, po czym on spytał: Wspominałaś, że staracie się z chłopakiem o dziecko? Mówię: No jeszcze się nie staramy, dopiero planujemy... A on: Bo mi się w kwietniu rodzi córka.
Świat dla mnie zamarł. Kochał się ze mną, zostawiając dziewczynę w 6 miesiącu ciąży. Nie da się opisać tego co wtedy poczułam sad Napisał do mnie jeszcze, ale nie chciałam go znać. Pisał do mnie po jakimś czasie, ale odpisywałam mu bardzo niemiło. W końcu napisał, że sama nie jestem święta, że on wątpi, abym potrafiła przepraszać itp. itd. Jednym słowem zrzucił winę na mnie, swojej winy nie widział, umył rączki od kurestwa, jakie zrobił.

Kontynuowałam związek z moim facetem. Postanowiłam, że skupię się tylko i wyłącznie na nim. Dbałam o mieszkanie, wyjechaliśmy na fajne wakacje, staraliśmy się o dziecko. Braki rozmów z nim wypełniałam sobie czytaniem książek, rozmowami z koleżanką, jazdą na rowerze. Po powrocie z wakacji zaczęłam zauważać, że coś się zmieniło. Czułam niepokój i przejrzałam mu telefon. Okazało się, że korespondował z różnymi kobietami z sex portali. Kiedy ja spałam, oni wymieniali się intymnymi zdjęciami. Pisał co im zrobi. Były tam mężatki i wolne dziewczyny. Jechałam do pracy zapłakana. Po powrocie powiedziałam mu, że to koniec. Wypierał się wszystkiego dopóki nie pokazałam mu zdjęcia jego penisa, które wysyłał.

Sprawy na dzień dzisiejszy mają się tak, że mieszkam ze swoim ex facetem. Szukam mieszkania, zaczynam wszystko od początku, czyt. jestem w czarnej d.. Zmuszam się do podstawowych czynności, tj do zwleczenia się z łóżka, na siłę chodzę do pracy. W majówkę, nie wiem co mnie podkusiło, założyłam fikcyjne konto na badoo. Przejrzałam profil P, a tam napisane: umówię się z kobietą między 25 a 40lat. Wstawiłam sobie zdjęcie znalezione w Internecie. Wieczorem do mnie napisał. Nie było trzeba się specjalnie starać. Rybka połknęła haczyk. Na drugi dzień już był ustawiony z tą dziewczyną na spotkanie. Po północy dostałam od niego wiadomość: ja już jestem ubrany, gdzie mieszkasz? Pisał, że bardzo mu się podobam. Unikał odpowiedzi na pytanie czego szuka na portalu albo czy jest singlem. W końcu napisał: Ja cały czas do wzięcia. Po rozstaniu 3 miesiące jakoś... W domu, pewnie w pokoju obok, narzeczona (może już żona) z miesięcznym dzieckiem, a on ustawiony na seks z przypadkową dziewczyną z Internetu. Fikcyjne konto usunęłam, pozbyłam się złudzeń po 2 latach w 3 minuty.

Wiem, że moja postawa pozostawia też wiele do życzenia. To bardzo dziecinne w kółko drążyć ten sam temat. Napisałam ten post, bo zdarza mi się czytać tu na forum podobne historie. Dziewczyny zastanawiają się co oznacza taka a nie inna postawa faceta. Dzisiaj już wiem, że jak komuś zależy, to zawsze znajdzie czas, kobieta będzie dla niego priorytetem, nawet jak dużo pracy, czy mało czasu. I w drugą stronę, nie ma co przyspieszać. Jeśli nowo poznana osoba spieszy się z deklaracjami, po paru tygodniach twierdzi, że kocha wink to już jest poważny sygnał alarmowy.

Miłość to uczucie głupie: zaczyna się w sercu, a kończy w d...ie

Posty [ 305 do 329 z 329 ]

Strony Poprzednia 1 7 8 9

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Friendzone, fuckfriendzone, czy o co chodzi?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018