Co to do cholery jest to "Friendzone"? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 100 ]

1 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2017-09-13 23:22:44)

Temat: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Tematyka, o której ostatnio głośno na forum. Pomyślałam więc, że warto założyć osobny temat o tym i podyskutować.
Czemu pełno teraz rad dla mężczyzn, by nie pakowali się w strefę przyjaźni, a takie kobiety się krytykuje, że wykorzystują uczucia facetów, nie doceniają ich, źle traktują?

I czemu to określenie nie jest kierowane również do kobiet? Czemu kobietom nie odradza się pakowania w strefę przyjaźni? To jest moim zdaniem ogromna niesprawiedliwość, że ta nazwa została z góry zarezerwowana tylko do facetów w nieodwzajemnionej miłości.

Zapraszam do dyskusji. wink

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Hejka.
Szczerze mowiąc, ja sie tu na forum po raz pierwszy spotkalam z takim dziwacznym terminem, jakos nigdy wczesniej nie byl mi w zyciu potzrebny wink Ze niby chodzi o sytuację, kiedy chlopak chce czegos wiecej, a dziewczyna trzyma go na dystans, i robi z niego kumpla-przyjaciela, a on ciagle ma nadzieje, ze utworza razem zwiazek - od razu mowie, ze ja tak to rozumiem, moze inni inaczej. Ale rowniez dobrze moze byc facet, ktory "trzyma w rezerwie" jakas dziewczyne, z roznych pewnie powodow - na tym polu nie widze niesprawiedliwosci, mamy raczej rownouprawnienie wink

problem jest moim zdaniem troche wydumany, tzn sam termin wprowadzony troche sztucznie

3

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Co ten termin oznacza, to ja wiem, ale skąd to w ogóle w głowie ludziom powstało?
Specjalnie tak dałam ten tytuł, aby ktoś mi szerzej wyjaśnił, co to tak według niego jest i czemu tak myśli.

I nie, jeszcze nigdy nie przeczytałam, żeby kobiecie ktoś powiedział: "on chce wpakować Cię we friendzone", tylko zawsze ten termin jest używany do facetów.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Reklama

4 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-14 10:54:52)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Jest to dość specyficzne określenie.
Jeżeli dziewczyna spotyka facetów, którzy nie czują do niej chemii i nie jest dla nich atrakcyjna, ale dobrze się im rozmawia - wówczas mówimy o koleżeństwie (czasem rzadziej o przyjaźni, chociaż osobiście nie wierzę w przyjaźń damsko-męską).
Jeżeli natomiast dziewczyna spotyka facetów, którym się podoba, imponuje, którzy chcą czegoś więcej niż bycia kolegami, wówczas zaczyna się pojawiać kwestia tego, co ta dziewczyna poczuje. Jeżeli nic poza koleżeństwem - wówczas mamy do czynienia z relacją jednostronnego zauroczenia, która często kończy się w tzw. friendzone.
Opcja trzecia to oczywiście obustronne zainteresowanie na wyższym poziomie emocjonalnym, które może doprowadzić do związku.

Powyższe opcje są przedstawione z perspektywy mężczyzny (mam też wrażenie, że friendzone o wiele częściej tyczy się mężczyzn niż kobiet).

Największym problemem jest tutaj rozpoznanie czy dana dziewczyna czuje coś więcej. Nie zawsze jest to takie oczywiste i wymaga dokładnych obserwacji oraz doświadczenia w prawidłowym odczytywaniu różnych gestów, podtekstów itp. Niektórzy pytają wprost, inni liczą na cud, a jeszcze inni w końcu próbują i zostają odrzuceni. Jak dla mnie najlepiej na samym początku wspomnieć co nas interesuje, jakiego typu relacji poszukujemy, by uniknąć (w przypadku odmowy) straty czasu i dodatkowych rozczarowań

Także to zjawisko rzeczywiście istnieje, jest skomplikowane i moim zdaniem wynika z braku umiejętności wyczytania prawdziwych intencji i nastawienia ze strony drugiej osoby (najczęściej dziewczyny).

Life is an eternal search...

5

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Myszeczka23 napisał/a:

I nie, jeszcze nigdy nie przeczytałam, żeby kobiecie ktoś powiedział: "on chce wpakować Cię we friendzone".

Bo tak teraz mysle, ze facetom tak bardzo na "friendzone" nie zalezy.. jesli nie sa kobietą (jako kobietą) zainteresowani, to tym bardziej kobietą-kumpelką - nie. A dziewczyny - nie chcą od chlopaka "czegos wiecej", ale kumpel zawsze sie przyda.
Tak to widze.

Reklama

6

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Friendzone to bariera, której nie da się przeskoczyć, jeśli między dwojgiem ludzi (co ważne - równocześnie z obu stron) nie ma tej chemii, która jest konieczna, aby stworzyć zdrowy związek. Czasem się z kimś dobrze rozmawia, nawet człowiek czuje się w towarzystwie tej drugiej osoby komfortowo, ale nie chce z nią być, bo coś nie iskrzy w taki sposób, jak powinno. Wtedy w głowie pojawia się szufladka "Friendzone" i do niej trafia dana osoba. Nie da się być z kimś na siłę, a na pewno to się nie sprawdza.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

7

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Olinka napisał/a:

Friendzone to bariera, której nie da się przeskoczyć, jeśli między dwojgiem ludzi (co ważne - równocześnie z obu stron) nie ma tej chemii, która jest konieczna, aby stworzyć zdrowy związek. Czasem się z kimś dobrze rozmawia, nawet człowiek czuje się w towarzystwie tej drugiej osoby komfortowo, ale nie chce z nią być, bo coś nie iskrzy w taki sposób, jak powinno. .

Zgadzam sie. Innymi slowy - jedna strona "czuje miętę", a druga - nie, i tego zmienic sie nie da.

8 Ostatnio edytowany przez zatroskany internauta (2017-09-14 11:25:59)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Benita72 napisał/a:
Olinka napisał/a:

Friendzone to bariera, której nie da się przeskoczyć, jeśli między dwojgiem ludzi (co ważne - równocześnie z obu stron) nie ma tej chemii, która jest konieczna, aby stworzyć zdrowy związek. Czasem się z kimś dobrze rozmawia, nawet człowiek czuje się w towarzystwie tej drugiej osoby komfortowo, ale nie chce z nią być, bo coś nie iskrzy w taki sposób, jak powinno. .

Zgadzam sie. Innymi slowy - jedna strona "czuje miętę", a druga - nie, i tego zmienic sie nie da.

Więc pozostaje pytanie - jak poznać czy druga osoba "czuje miętę"? smile
Moim zdaniem należy wprost na początku określić, czego szukamy - pozwala to na oszczędzenie komuś i nam wielu rozczarowań i życia w "przestrzeni pełnej fałszywej, wyimaginowanej nadziei na coś dobrego w danej relacji".

Life is an eternal search...

9 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2017-09-14 11:58:40)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Nie, ja mam inne pytanie: co kobieta powinna zrobić, jeśli naprawdę nie jest gotowa na związek, ale chce żeby facet nie czuł się wpychany we friendzone?
Bo problem jest taki, że teraz coraz częściej mężczyźni się tego boją, mają coraz większego hopla na tym punkcie.
Dobra, przyznam rację benicie, że faceci faktycznie zrywają całkowicie kontakt jak nie chcą związku z kobietą, a kobieta chce się przyjaźnić. Ale czemu od razu każdy myśli, że robi to z egoistycznych pobudek, bo "przyjaciel zawsze się przyda"?

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

10

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:

Więc pozostaje pytanie - jak poznać czy druga osoba "czuje miętę"? smile
Moim zdaniem należy wprost na początku określić, czego szukamy - pozwala to na oszczędzenie komuś i nam wielu rozczarowań i życia w "przestrzeni pełnej fałszywej, wyimaginowanej nadziei na coś dobrego w danej relacji".

Byc moze, ale osobiscie mam wrazenie, ze osoba "czujaca mietę" daje to po sobie poznac, nie ma z tym na ogol klopotu - natomiast problem moze byc inny, - ze kiedy jednak tego rodzaju zainteresowania nie ma, druga strona woli łudzic sie nadzieją, np., lub zyc zludzeniami, ze moze cos sie z tego "wykluje", a to nie jest dobre.

Myszeczka, nie wiem, moze dziewczyny bardziej potzrebuja kogos do wygadania sie i tego typu spraw. A czy chlopak sie na to "godzi", to juz, tak jakby jego decyzja.

11

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:

Moim zdaniem należy wprost na początku określić, czego szukamy - pozwala to na oszczędzenie komuś i nam wielu rozczarowań i życia w "przestrzeni pełnej fałszywej, wyimaginowanej nadziei na coś dobrego w danej relacji".

Moim zdaniem to trochę nie tak, bo to nawet nie do końca chodzi o to, czego szukamy. Dana osoba może spełniać te kryteria, a jednak coś nam w niej nie pasuje, przy czym nie zawsze potrafimy precyzyjnie to nazwać. Tak więc taka szczera rozmowa nie musi odbyć się już na początku, bo to czasem jest zwyczajnie niemożliwe, ale na pewno wtedy, kiedy zorientujemy się, że "nie iskrzy", to z szacunku dla czyichś uczuć, należy już w to dalej nie brnąć, a na pewno nie na takich zasadach, w których druga strona może się gubić.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.
Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Benita72 napisał/a:

Byc moze, ale osobiscie mam wrazenie, ze osoba "czujaca mietę" daje to po sobie poznac, nie ma z tym na ogol klopotu - natomiast problem moze byc inny, - ze kiedy jednak tego rodzaju zainteresowania nie ma, druga strona woli łudzic sie nadzieją, np., lub zyc zludzeniami, ze moze cos sie z tego "wykluje", a to nie jest dobre.

Problem jest w tym, że z reguły nie idzie tego poznać. Czasem widać faktyczną niechęć, ale wiele dziewczyn lubi wodzić facetów za nos przez co oni zaczynają sobie wyobrażać, że może jednak coś z tego będzie - piszą, dzwonią kiedy ona się nie odzywa, próbują umawiać spotkania kiedy ona szuka wymówek itp.

Olinka napisał/a:

Moim zdaniem to trochę nie tak, bo to nawet nie do końca chodzi o to, czego szukamy. Dana osoba może spełniać te kryteria, a jednak coś nam w niej nie pasuje, przy czym nie zawsze potrafimy precyzyjnie to nazwać. Tak więc taka szczera rozmowa nie musi odbyć się już na początku, bo to czasem jest zwyczajnie niemożliwe, ale na pewno wtedy, kiedy zorientujemy się, że "nie iskrzy", to z szacunku dla czyichś uczuć, należy już w to dalej nie brnąć, a na pewno nie na takich zasadach, w których druga strona może się gubić.

Być może nie musi to być rozmowa na 1 spotkaniu (aczkolwiek wiele kontaktów zaczyna się często wcześniej w sieci i wówczas rozmawia się na wiele tematów, oczekiwań i takie coś często wychodzi dosyć szybko - np. jeżeli ktoś wrzuca "anons" w temacie szukam dziewczyny tzn, że nie szuka koleżanki - logiczne), ale im szybciej, tym lepiej, gdyż z reguły dość szybko oceniamy drugą osobę i mamy przeczucie czy będzie coś z tego czy nie.

Life is an eternal search...

13 Ostatnio edytowany przez Brainless (2017-09-14 16:02:06)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Nie, ja mam inne pytanie: co kobieta powinna zrobić, jeśli naprawdę nie jest gotowa na związek, ale chce żeby facet nie czuł się wpychany we friendzone?

Obawiam się, że ma się na to niewielki wpływ. A każde starania, aby sztucznie wywoływać określone zachowania u płci przeciwnej, mogą odnieść niewielki, lub nawet odwrotny skutek.
Ale generalnie nie wydaje mi się, żeby problem "friendzone" był jakiś specjalnie znaczny. Dotyczy on tylko wolnych/niezajętych facetów i to najczęściej tych z gatunków społecznych nieudaczników.
A skąd się wzięło określenie? Ja się pierwszy raz z nim spotkałem w internecie. Nie powiedziałbym, że jest szczególnie precyzyjne, relacja, którą opisuje bowiem, nie ma nic wspólnego z przyjaźnią. Jak dla mnie taki facet to jest po prostu zwyczajny "piesek na posyłki".

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

14

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Brainless napisał/a:

. Dotyczy on tylko wolnych/niezajętych facetów i to najczęściej tych z gatunków społecznych nieudaczników

też mam podobne obserwacje
mowia tak zwykle ci,którzy nie mogą sobie znaleźć partnerki
i jeszcze ns taką dziewczyne przerzucaja wine - bo to ONA wrzucila ich do friendzonu wink

ogólnie takich panow nalezy unikac smile

15

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Co do terminu, to w pierwszej kolejności chyba go słyszałam w amerykańskich serialach dla nastolatków.
W moim odczuciu dotyczy to głównie ludzi bez inicjatywy. A inicjatywa to jedna z dwóch opcji: wyraźne pokazanie, że chce się więcej niż być tylko kolegą albo po takim pokazaniu i w przypadku odrzucenia uczuć czy usłyszenia jakiegoś "nie wiem", odsunięcie się. Jeżeli takiego czegoś się nie zrobi, to się siedzi w tym friendzone prawie na własne życzenie. Piszę "prawie", bo domyślam się, że to nie jest łatwe.

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Rerka napisał/a:

Co do terminu, to w pierwszej kolejności chyba go słyszałam w amerykańskich serialach dla nastolatków.
W moim odczuciu dotyczy to głównie ludzi bez inicjatywy. A inicjatywa to jedna z dwóch opcji: wyraźne pokazanie, że chce się więcej niż być tylko kolegą albo po takim pokazaniu i w przypadku odrzucenia uczuć czy usłyszenia jakiegoś "nie wiem", odsunięcie się. Jeżeli takiego czegoś się nie zrobi, to się siedzi w tym friendzone prawie na własne życzenie. Piszę "prawie", bo domyślam się, że to nie jest łatwe.

Zgadza się - należy się określić, a nie błądzić z nadzieją bez pokrycia.

Life is an eternal search...

17

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Nie wiem, czy pokusiłbym się, by oceniać, że większość osób, która trafia do "friendzone" to nieudacznicy. Pytanie, w jakim kontekście rozumieć to słowo. Jako coś jasno negatywnego, neutralnego, czy pozytywnego? Negatywne, gdy któraś ze stron mota i nie jest w stanie jasno określić, czego chce, neutralne lub pozytywne w przypadku, gdy sprawa jest w miarę klarowna i wiadomo, na czym się stoi. Trzeba mieć na uwadze, że nie wszystkie relacje są proste, a samo to, że ktoś nie chce wprost zapytać, czy jest szansa na przejście na wyższy poziom, nie jest wystarczające do przypięcia łatki "nieudacznik". Czasem po takich pytaniach relacja ulega popsuciu, robi się dziwnie, a nie każdy jest gotowy, by kontakt z tą drugą osobą się pogorszył. Podobnie samo bycie w "friendzone" nie powinno czynić nikogo gorszym, nieudacznikiem z powodu tego, że wiele osób nie czuło wspomnianej iskry, by rozpocząć coś więcej. Moim zdaniem taka osoba zwyczajnie nie znalazła jeszcze kogoś kompatybilnego i tyle. Nawiązuję oczywiście do tezy wysnutej kilka komentarzy wyżej. Oczywiście zdarzają się też frustraci, którzy przechodzą do skrajności, jak w wielu innych tematach.

Co do głównego tematu, moim zdaniem to określenie, jak każde inne, które opisuje jakiś specyficzny rodzaj przyjaźni/koleżeństwa. Czym innym jest żalenie się, że ktoś czuje, że wylądował w "friendzone", czym innym negowanie słuszności samego określenia. W sumie takie, moje prywatne zdanie.

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
BantrothThane napisał/a:

Nie wiem, czy pokusiłbym się, by oceniać, że większość osób, która trafia do "friendzone" to nieudacznicy. Pytanie, w jakim kontekście rozumieć to słowo. Jako coś jasno negatywnego, neutralnego, czy pozytywnego? Negatywne, gdy któraś ze stron mota i nie jest w stanie jasno określić, czego chce, neutralne lub pozytywne w przypadku, gdy sprawa jest w miarę klarowna i wiadomo, na czym się stoi.

Zgadzam się

BantrothThane napisał/a:

Trzeba mieć na uwadze, że nie wszystkie relacje są proste, a samo to, że ktoś nie chce wprost zapytać, czy jest szansa na przejście na wyższy poziom, nie jest wystarczające do przypięcia łatki "nieudacznik". Czasem po takich pytaniach relacja ulega popsuciu, robi się dziwnie, a nie każdy jest gotowy, by kontakt z tą drugą osobą się pogorszył. Podobnie samo bycie w "friendzone" nie powinno czynić nikogo gorszym, nieudacznikiem z powodu tego, że wiele osób nie czuło wspomnianej iskry, by rozpocząć coś więcej. Moim zdaniem taka osoba zwyczajnie nie znalazła jeszcze kogoś kompatybilnego i tyle. Nawiązuję oczywiście do tezy wysnutej kilka komentarzy wyżej. Oczywiście zdarzają się też frustraci, którzy przechodzą do skrajności, jak w wielu innych tematach.

Dokładnie - relacje czasem są bardzo skomplikowane i to, że jedna ze stron nie może się określić, nie znaczy, że ta druga jest od razu nieudolna.

Life is an eternal search...

19

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Dla mnie dziwaczne. Ja potrzebuję dużo czasu najpierw na poznanie kogoś, żeby pojawiło się uczucie. Dlatego gdybym używała takiej terminologii w takim przypadku potencjalny facet zawsze musiałby być najpierw w "friendzone". xD

Popieram wypowiedź _v_, że to raczej termin używany przez facetów, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości, że kobieta nie jest nimi zainteresowana albo nie wykazują inicjatywy i kobieta nie odczytuje ich sygnałów, więc mówią "ona mnie wrzuca w friendzone" zamiast przyznać po prostu, że go odrzuciła jako potencjał na romans.

"Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

"Miłość to spotkanie dwóch świadomych, pelnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania" (Tokarz)

20 Ostatnio edytowany przez Revenn (2017-09-14 19:25:04)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

"Friendzone" to termin który określa pewną chorą relacje między dwojgiem ludzi. Nie ma znaczenia czy to kobieta czy mężczyzna. Występuje w tedy kiedy jeden z "przyjaciół" chce czegoś więcej, a drugi nie. Więc pomimo że ten pierwszy dalej ma nadzieje że ten druga zmieni zdanie, spotyka się z nim, rozmawia, pomaga, wysłuchuje jego problemów i tkwi w toksycznej relacji, nie idąc naprzód tylko obserwując jak obiekt jego westchnień, spotyka się z innymi partnerami. I taką relacje najlepiej całkowicie przerwać, nawet za cenę tej "przyjaźni". Jedna z najgorszych rzeczy jaka może spotkać zakochaną osobę.

His body is made out of swords, His blood is of iron and his heart of glass, He survived through countless battles, Not even once retreating, Not even once being understood, He was always alone, Intoxicated with victory in a hill of swords, Thus, his life has no meaning, That body was certainly made out of swords
Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Monoceros napisał/a:

Dla mnie dziwaczne. Ja potrzebuję dużo czasu najpierw na poznanie kogoś, żeby pojawiło się uczucie. Dlatego gdybym używała takiej terminologii w takim przypadku potencjalny facet zawsze musiałby być najpierw w "friendzone". xD

Problem jest taki, że mimo iż ktoś może być cierpliwy (dla przykładu facet), to nigdy nie wiadomo czy i kiedy może się uczucie pojawić (aczkolwiek po kilku spotkaniach powinno się mieć jakieś zdanie wyrobione). Taka relacja im dłużej trwa, tym bardziej doprowadza do kolejnych pytań do samego siebie - czy warto? ile można czekać? co to w ogóle za relacja?
Z reguły po kilku spotkaniach da się już ustalić czy jest sens dalej się widywać (osoba zainteresowana będzie dążyć do kontaktu, proponować spotkania - obie strony).

Life is an eternal search...

22

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Monoceros napisał/a:

Dla mnie dziwaczne. Ja potrzebuję dużo czasu najpierw na poznanie kogoś, żeby pojawiło się uczucie. Dlatego gdybym używała takiej terminologii w takim przypadku potencjalny facet zawsze musiałby być najpierw w "friendzone". xD

Popieram wypowiedź _v_, że to raczej termin używany przez facetów, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości, że kobieta nie jest nimi zainteresowana albo nie wykazują inicjatywy i kobieta nie odczytuje ich sygnałów, więc mówią "ona mnie wrzuca w friendzone" zamiast przyznać po prostu, że go odrzuciła jako potencjał na romans.


ja jeszcze dodam,że często mówią tak panowie, którzy sami nie potrafią podjąć stanowczej decyzji - w te albo we wte.
bujaja sie na wlasne życzenie, zamiast podjac konkretna decyzje i przyjąć do wiadomości, ze np. druga strona go nie chce.

owszem,to nie jest mile jak cie ktos odrzuca,nie chce,jest nieczuly na nasze wdzieki
ale da sie to przezyc
trzeba przełknąć to,choc raczej wolę stwierdzenie  zaakceptowac, ze po prostu komus nie odpowiadamy
ale zamiast czekać biernie na to, az druga strona laskawie sie zdecyduje warto wziac sprawy w swoje rece i dzialac

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
_v_ napisał/a:

bujaja sie na wlasne życzenie, zamiast podjac konkretna decyzje i przyjąć do wiadomości, ze np. druga strona go nie chce.

owszem,to nie jest mile jak cie ktos odrzuca,nie chce,jest nieczuly na nasze wdzieki
ale da sie to przezyc
trzeba przełknąć to,choc raczej wolę stwierdzenie  zaakceptowac, ze po prostu komus nie odpowiadamy
ale zamiast czekać biernie na to, az druga strona laskawie sie zdecyduje warto wziac sprawy w swoje rece i dzialac

A co z panami, którzy są stanowczy, ale nie mają żadnych sygnałów od kobiet albo są wodzeni za nos? Jak się zdecydują to mogą zostać odrzuceni bo np spróbowali za szybko tongue

Life is an eternal search...

24

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:

A co z panami, którzy są stanowczy, ale nie mają żadnych sygnałów od kobiet albo są wodzeni za nos?

Tak może nie na temat, ale jak ktoś stanowczy może być wodzony za nos? tongue
Jak się daje wodzić, to nie jest stanowczy...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251
Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

A co z panami, którzy są stanowczy, ale nie mają żadnych sygnałów od kobiet albo są wodzeni za nos?

Tak może nie na temat, ale jak ktoś stanowczy może być wodzony za nos? tongue
Jak się daje wodzić, to nie jest stanowczy...

Owszem może. Np mówi czego oczekuje, a kobieta do niego "no zobaczymy", "zastanowię się", "jeszcze nie wiem co o tym myśleć" itp. Do tego raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę itd.
Znamy skądś te sztuczki tongue
Oczywiście facet może w końcu odpuścić, ale jeżeli jednak liczy, że mu się uda dopiąć swego to czeka i traci czas tongue

Life is an eternal search...

26 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-14 20:10:48)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

A co z panami, którzy są stanowczy, ale nie mają żadnych sygnałów od kobiet albo są wodzeni za nos?

Tak może nie na temat, ale jak ktoś stanowczy może być wodzony za nos? tongue
Jak się daje wodzić, to nie jest stanowczy...

Owszem może. Np mówi czego oczekuje, a kobieta do niego "no zobaczymy", "zastanowię się", "jeszcze nie wiem co o tym myśleć" itp. Do tego raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę itd.
Znamy skądś te sztuczki tongue
Oczywiście facet może w końcu odpuścić, ale jeżeli jednak liczy, że mu się uda dopiąć swego to czeka i traci czas tongue

Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że w takim razie facet nie jest stanowczy big_smile Jak siedzi po cichu i liczy, że uda mu się dopiąć swego bez konkretnej rozmowy, a nabiera się w kółko na te "sztuczki" (zwłaszcza te: "raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę" ), to gdzie Ty w nim stanowczość widzisz? big_smile
Bo ja widzę faceta, który daje się babie wodzić za nos big_smile Z reguły właśnie tacy lądują w tym legendarnym friendzone, a nie ci, którzy są stanowczy i wiedzą, czego chcą.

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251
Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Tak może nie na temat, ale jak ktoś stanowczy może być wodzony za nos? tongue
Jak się daje wodzić, to nie jest stanowczy...

Owszem może. Np mówi czego oczekuje, a kobieta do niego "no zobaczymy", "zastanowię się", "jeszcze nie wiem co o tym myśleć" itp. Do tego raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę itd.
Znamy skądś te sztuczki tongue
Oczywiście facet może w końcu odpuścić, ale jeżeli jednak liczy, że mu się uda dopiąć swego to czeka i traci czas tongue

Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że w takim razie facet nie jest stanowczy big_smile Jak siedzi po cichu i liczy, że uda mu się dopiąć swego bez konkretnej rozmowy, a nabiera się w kółko na te "sztuczki" (zwłaszcza te: "raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę" ), to gdzie Ty w nim stanowczość widzisz? big_smile
Bo ja widzę faceta, który daje się babie wodzić za nos big_smile Z reguły właśnie tacy lądują w tym legendarnym friendzone, a nie ci, którzy są stanowczy i wiedzą, czego chcą.

Czyli co? Powinien powiedzieć "wóz albo przewóz i nara"? big_smile

Life is an eternal search...

28

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Owszem może. Np mówi czego oczekuje, a kobieta do niego "no zobaczymy", "zastanowię się", "jeszcze nie wiem co o tym myśleć" itp. Do tego raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę itd.
Znamy skądś te sztuczki tongue
Oczywiście facet może w końcu odpuścić, ale jeżeli jednak liczy, że mu się uda dopiąć swego to czeka i traci czas tongue

Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że w takim razie facet nie jest stanowczy big_smile Jak siedzi po cichu i liczy, że uda mu się dopiąć swego bez konkretnej rozmowy, a nabiera się w kółko na te "sztuczki" (zwłaszcza te: "raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę" ), to gdzie Ty w nim stanowczość widzisz? big_smile
Bo ja widzę faceta, który daje się babie wodzić za nos big_smile Z reguły właśnie tacy lądują w tym legendarnym friendzone, a nie ci, którzy są stanowczy i wiedzą, czego chcą.

Czyli co? Powinien powiedzieć "wóz albo przewóz i nara"? big_smile

no dokładnie
a w czym problem? co straci?

ja tak robie i szczerze mowiac nie czuje, zebym cokolwiek waznego tracila
wręcz przeciwnie - w ten sposób odsiewam ziarna od plew
a przede wszystkim nie bujam sie z delikwentami, którzy mowia niby ze chca, a nie maja czasu, albo im sie nie chce, odwoluja spotkania i marudza
szanse dostaja jedną, bo wiadomo, czasem faktycznie cos moze wypasc
ale kolejnej szansy nie ma
o dziwo taki sposób dzialania sprawil, ze mam wiecej chętnych na znajomosc ze mna niz kiedykolwiek
kiedy przestalam dawac szanse i bujac sie z maruderami,to nagle mam sporo fajnych znajomosci z sensownymi ludzmi

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
_v_ napisał/a:

no dokładnie
a w czym problem? co straci?

ja tak robie i szczerze mowiac nie czuje, zebym cokolwiek waznego tracila
wręcz przeciwnie - w ten sposób odsiewam ziarna od plew
a przede wszystkim nie bujam sie z delikwentami, którzy mowia niby ze chca, a nie maja czasu, albo im sie nie chce, odwoluja spotkania i marudza
szanse dostaja jedną, bo wiadomo, czasem faktycznie cos moze wypasc
ale kolejnej szansy nie ma
o dziwo taki sposób dzialania sprawil, ze mam wiecej chętnych na znajomosc ze mna niz kiedykolwiek
kiedy przestalam dawac szanse i bujac sie z maruderami,to nagle mam sporo fajnych znajomosci z sensownymi ludzmi

Tylko problem jest taki, że czasem 2 osoba faktycznie zaczyna coś czuć, ale np potrzebuje trochę czasu bo miała dużo złych doświadczeń w związkach. Wtedy taki ruch może nas pozbawić naprawdę wartościowej osoby.

Life is an eternal search...

30 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-14 20:27:55)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
zatroskany internauta napisał/a:

Owszem może. Np mówi czego oczekuje, a kobieta do niego "no zobaczymy", "zastanowię się", "jeszcze nie wiem co o tym myśleć" itp. Do tego raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę itd.
Znamy skądś te sztuczki tongue
Oczywiście facet może w końcu odpuścić, ale jeżeli jednak liczy, że mu się uda dopiąć swego to czeka i traci czas tongue

Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że w takim razie facet nie jest stanowczy big_smile Jak siedzi po cichu i liczy, że uda mu się dopiąć swego bez konkretnej rozmowy, a nabiera się w kółko na te "sztuczki" (zwłaszcza te: "raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę" ), to gdzie Ty w nim stanowczość widzisz? big_smile
Bo ja widzę faceta, który daje się babie wodzić za nos big_smile Z reguły właśnie tacy lądują w tym legendarnym friendzone, a nie ci, którzy są stanowczy i wiedzą, czego chcą.

Czyli co? Powinien powiedzieć "wóz albo przewóz i nara"? big_smile

Może nie aż tak niesympatycznie big_smile Ale stanowczy facet, jak widzi, że nie ma efektów, to albo zmienia metodę dojścia do celu - albo rezygnuje i obiera inny cel. Na tym właśnie polega stanowczość. Dlatego te konkretnie przykłady podane przez Ciebie przywołałam. Laska "raz się odzywa, a raz nie, raz się zgodzi na spotkanie, a innym razem robi długą przerwę" - przecież widać z daleka, że nie jest zainteresowana i nie zależy jej, w przerwach być może sprawdza inne możliwości, więc stanowczy facet mówi "bye, mała", a nie codziennie przed zaśnięciem "stanowczo" sobie powtarza, że jak ona jutro się nie odezwie, to on już ostatni raz do niej zadzwoni i jej wygarnie...

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251

31

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Tak brzmisz jakbyś i tak był za tym podejściem, więc chyba tak. Inaczej ten felerny "friendzone" i czekanie, że dziewczyna może się zdecyduje, a może nie. Zawsze można postawić sprawę jasno, że nie masz ochoty na takie zachowania, że się nie odzywasz przez tydzień i ignorujesz wiadomości. Klamka zapadła, bo ktoś nie szanuje twoich próśb. Jeśli tego nie mówisz, to nie jesteś stanowczy, jeśli mimo to dziewczyna tak się zachowuje, a ty to akceptujesz, to nie jesteś stanowczy. Nie mówię o tym, że każesz komuś od razu powiedzieć "no, albo robimy ten związek albo nie", bo to już pomyłka wink ale raczej nie dawanie "wodzić się za nos" czyli nie pozwalanie drugiej osobie na robienie czegoś, co tobie jest nie miłe, a gdy to robi, wyciąganie konsekwencji.

Przy czym znów, nie jestem na pewno wyjątkiem w tej sytuacji, że najpierw miałam kogoś w "friendzone" a potem byliśmy w związku. Tak już chyba mam, że nie jestem w stanie po paru spotkaniach powiedzieć, czy zaiskrzy czy nie, często po latach znajomości nagle coś zadziałało. Ale może też dlatego wierzę w przyjaźń damsko męską.

"Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

"Miłość to spotkanie dwóch świadomych, pelnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania" (Tokarz)

32 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-09-14 20:36:47)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Monoceros napisał/a:

Przy czym znów, nie jestem na pewno wyjątkiem w tej sytuacji, że najpierw miałam kogoś w "friendzone" a potem byliśmy w związku. Tak już chyba mam, że nie jestem w stanie po paru spotkaniach powiedzieć, czy zaiskrzy czy nie, często po latach znajomości nagle coś zadziałało. Ale może też dlatego wierzę w przyjaźń damsko męską.

Mnie się zdaje, że słowem "friendzone" określa się raczej tą przyjaźń, z której nie ma szans wyjścia smile Dotyczy to głównie właśnie sytuacji, kiedy chłopak by chciał, a panna niezainteresowana. Stąd cała masa dowcipów w necie na ten temat - że podobno gdzieś ktoś kiedyś wyszedł albo jakieś gratulacje dla kogoś, komu się udało big_smile
A to, o czym Ty piszesz, to po prostu normalny początek znajomości - nikomu nie zależało bardziej, więc i nikt nie "wylądował w friendzone".
Ale mogę się mylić big_smile

Pomijając właściwości zdrowotne pietruszki, można stwierdzić, że jest ona po prostu smaczna.
gg 63442251
Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Tak jak wspomniałem - ja jestem za stanowczością, ale nie taką chamską. Każdy potrzebuje innej ilości czasu żeby poczuć (lub nie) co z relacji może wyjść.

Life is an eternal search...

34 Ostatnio edytowany przez _v_ (2017-09-14 21:25:57)

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:
_v_ napisał/a:

no dokładnie
a w czym problem? co straci?

ja tak robie i szczerze mowiac nie czuje, zebym cokolwiek waznego tracila
wręcz przeciwnie - w ten sposób odsiewam ziarna od plew
a przede wszystkim nie bujam sie z delikwentami, którzy mowia niby ze chca, a nie maja czasu, albo im sie nie chce, odwoluja spotkania i marudza
szanse dostaja jedną, bo wiadomo, czasem faktycznie cos moze wypasc
ale kolejnej szansy nie ma
o dziwo taki sposób dzialania sprawil, ze mam wiecej chętnych na znajomosc ze mna niz kiedykolwiek
kiedy przestalam dawac szanse i bujac sie z maruderami,to nagle mam sporo fajnych znajomosci z sensownymi ludzmi

Tylko problem jest taki, że czasem 2 osoba faktycznie zaczyna coś czuć, ale np potrzebuje trochę czasu bo miała dużo złych doświadczeń w związkach. Wtedy taki ruch może nas pozbawić naprawdę wartościowej osoby.

jak nie ta wartościowa osoba,to inna
serio,tego kwiatu pol swiatu
nie ma czego zalowac,naprawde wink

a tak bardziej powaznie
jesli druga osoba ma dluga droge rozpedu to ok
ale taka dluga droga rozpedu nie jest kręcenie, unikanie spotkan,wymyslanie wymowek

tylko jesli druga strona czuje zainteresowanie to je po prostu okazuje - przez chęć spotkania sie i wsZystkie inne elementy, które to zainteresowanie pokazują
bez glupich podchodow, przyciągania i odpychania, ochladzania atmosfery i innych manipulacyjnych sztuczek.

35

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?

jeszcze dodam cos a propos tej niesympatycznosci czy bycia chamskim

takie rzeczy naprawde da sie powiedziec normalnie np.

dziekuje, ale nie chce kontynuowac tej znajomosci, mam wrazenie, ze nie jest nam po drodze. dzieki za ostatnie spotkania, zycze ci powodzenia w poszukiwaniach

36

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
zatroskany internauta napisał/a:

Tylko problem jest taki, że czasem 2 osoba faktycznie zaczyna coś czuć, ale np potrzebuje trochę czasu bo miała dużo złych doświadczeń w związkach. Wtedy taki ruch może nas pozbawić naprawdę wartościowej osoby.

Jeśli druga osoba twierdzi, że potrzebuje więcej czasu i opiera to na negatywnych doświadczeniach z przeszłości, to znaczy, że w ogóle powinna sobie jeszcze na jakiś czas odpuścić, a zacząć, kiedy będzie gotowa na wejście w nowy związek bez tych wszystkich obciążeń, które się za nią ciągną.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz.

37

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
Olinka napisał/a:

Jeśli druga osoba twierdzi, że potrzebuje więcej czasu i opiera to na negatywnych doświadczeniach z przeszłości, to znaczy, że w ogóle powinna sobie jeszcze na jakiś czas odpuścić, a zacząć, kiedy będzie gotowa na wejście w nowy związek bez tych wszystkich obciążeń, które się za nią ciągną.

Olinko tak mi myśl ukradłaś, że aż się zdziwiłam. W ogóle ostatnio mamy podobne spojrzenia na problemy i bardzo mi dobrze z myślą, że takiej "elicie" czasem uda mi się dorównać. ;D Tak, wiem, mało skromna ta myśl i możesz pomyśleć "ale sobie dodała...", no ale serio aż mnie dziwi, że podobne "problemy" potrafimy wyhaczyć. ;D

Zatroskany, chciałam to samo napisać co Olinka, ale dodam jeszcze coś jeszcze, takie uzupełnienie. Otóż kwestia druga w takiej relacji jest taka, jak Ty się czujesz słysząc od kobiety: "jeszcze nie jestem gotowa"? Zwracasz na to uwagę? Mocno, czy tylko troszeczkę? Bo domyślam się, że w takiej relacji, Ty 80% skupiasz się na tej kobiecie, która miała tak ciężko, swoje w życiu przeżyła, potrzebuje czasu, uwagi, cierpliwości, wyrozumiałości, opieki, a Ty nie? Ile Ty w takiej relacji dbasz o siebie? Jeśli już chcesz w takiej sytuacji starać sie o kobietę, to musisz od razu mówić jej jasno co czujesz, jak Ty się czujesz, jak Ty to widzisz. I musisz to mówić nawet częściej, niż w takiej normalnej znajomości, gdzie obie strony są gotowe na związek. Czemu? Bo taka "potrzaskana" kobieta musi czuć w Tobie autorytet, kogoś kto ją nakieruje, popchnie do przodu, a nie będzie tylko stał z boku i grzecznie czekał na swoją kolej.

A wracając do friendzone, to przede wszystkim chciałam wam podziękować, że się jednak rozwija ta dyskusja, dziękuję za zainteresowanie tematem i mam nadzieję, że on się dalej będzie rozwijał, bo myślę, że jest bardzo potrzebny.

Brainless napisał/a:
Myszeczka23 napisał/a:

Nie, ja mam inne pytanie: co kobieta powinna zrobić, jeśli naprawdę nie jest gotowa na związek, ale chce żeby facet nie czuł się wpychany we friendzone?

Obawiam się, że ma się na to niewielki wpływ. A każde starania, aby sztucznie wywoływać określone zachowania u płci przeciwnej, mogą odnieść niewielki, lub nawet odwrotny skutek.

Nie chcę sztucznie wywoływać zachowań, chcę tylko wyjaśnić i udowodnić, że większość facetów niepotrzebnie tak się czuje!

Brainless napisał/a:

Nie powiedziałbym, że jest szczególnie precyzyjne, relacja, którą opisuje bowiem, nie ma nic wspólnego z przyjaźnią. Jak dla mnie taki facet to jest po prostu zwyczajny "piesek na posyłki".

I właśnie to mnie szokuje. Czemu "piesek na posyłki"? Tak jest w istocie, że kobiety wykorzystują facetów wtedy, czy tylko tak im się wydaje, bo czują się zranieni?

_v_ napisał/a:

mowia tak zwykle ci,którzy nie mogą sobie znaleźć partnerki
i jeszcze ns taką dziewczyne przerzucaja wine - bo to ONA wrzucila ich do friendzonu wink

ogólnie takich panow nalezy unikac smile

Dokładnie też mam takie odczucia, stąd ten temat i to właśnie celowo w takim dziale.
Czemu go założyłam? Bo własnie z tym określeniem spotkałam się osobiście. Osobiście byłam w związku, w którym facetowi było ze mną dobrze dopóki... z nim byłam! Nie ważne dla niego było to, że ja się źle w tym związku czuję, że mi czegoś brakuje, że czuję się nieszczęśliwie, ważne, że on mnie kocha, ofiarował mi swoje serce, a ja okazałam się tą niewdzięczną, która nie potrafi tego docenić i pewnie wróci za kilka lat z płaczem do niego, samotnie wychowywującą dziecko.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

38

Odp: Co to do cholery jest to "Friendzone"?
BantrothThane napisał/a:

Nie wiem, czy pokusiłbym się, by oceniać, że większość osób, która trafia do "friendzone" to nieudacznicy. Pytanie, w jakim kontekście rozumieć to słowo. Jako coś jasno negatywnego, neutralnego, czy pozytywnego? Negatywne, gdy któraś ze stron mota i nie jest w stanie jasno określić, czego chce, neutralne lub pozytywne w przypadku, gdy sprawa jest w miarę klarowna i wiadomo, na czym się stoi.
..

Co do głównego tematu, moim zdaniem to określenie, jak każde inne, które opisuje jakiś specyficzny rodzaj przyjaźni/koleżeństwa. Czym innym jest żalenie się, że ktoś czuje, że wylądował w "friendzone", czym innym negowanie słuszności samego określenia. W sumie takie, moje prywatne zdanie.


Jezeli sprawa jest klarowna to raczej mozna nazwac dana relacje w sposob nie budzacy watpliwosci, jednoznaczny, np. kolega z pracy, sasiad, przyjaciel, znajomy, partner, itd. Tu jednak chodzi o to, ze uzywa sie owego terminu w sposob negatywny, - osoby uwazajace, ze znajdują sie w takiej "zonie" maja poczucie pokrzywdzenia, tak jakby nie stanowili sami o sobie i decydowali o swoim losie. Z przyjaznią taka zaleznosc nie ma nic wspolnego, moim zdaniem. I tak, uwazam, ze osoby pozostajace w takiej relacji maja pewne cechy wspolne - np. wspomniany juz brak stanowczosci, moze jakąs naiwnosc, niechęc do przyjęcia niekorzystnej dla nich prawdy, tego typu cechy.. Bo pewny siebie, wiedzący czego chce od siebie i innych czlowiek nie bedzie dawal wodzic sie za nos, ani ulegal jakims blizej nieokreslonym przekazom/sygnalow zwrotnym.

Posty [ 1 do 38 z 100 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Co to do cholery jest to "Friendzone"?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016