Mój problem jest złożony. Jestem w związku od 2 lat. Ja i Partner mamy trudne charaktery. Oboje jesteśmy impulsywni, emocjonalnie podchodzimy do każdej kwestii. Jesteśmy bardzo uczuciowi. Wiem, że nie mógłby być ze mną, gdyby tego nie chciał. Zamieszkaliśmy ze sobą szybko i szybko się wyprowadziłam, ponieważ jak mi się wydawało, pojawiły się poważne problemy, których nie mogłam przejść. Strasznie się kłóciliśmy o wszystko, do tego stopnia, że nie chcieliśmy już tego ciagnąć. Od momentu wyprowadzki sytuacja się poprawiła, a póżniej przez ok. miesiąc teoretycznie nie spotykaliśmy się, chociaz ja nie uważałam sprawy za totalnie zamkniętą. Teraz jesteśmy znowu razem. Patrząc obiektywnie jest bardzo fajnie, ale w mojej głowie ciągle coś się kłębi. Otóż w czasie owego miesiąca, kiedy to teoretycznie nie byliśmy razem, on spotykał się z inną dziewczyną. Sam by mi się do tego nie przyznał, ale zrządzenie losu i moja inwigilacja (wiem, że to chore) doprowadziły mnie do pewnych faktów. Ja tą dziwczynę znam. On powiedział, że nic między nimi nie było, mówi, że się z nią nie kontaktuje. A to nie prawda. Po pierwsze, pisał koledze, że jest z nią szczęśliwy i że jest cudowna, po drugie była u niego na noc, po trzecie dzwonił do niej i pisał. Ciągle oczywiście się wypiera, ja nie chcę ciągnąć tematu, bo mu w końcu obrzydnę z tymi pytaniami. Jestem zazdrosna, jak jasna cholera. Nie wiem, jak to załatwić, bo przecież nie będę do końca życia sprawdzać mu telefonu. Dodam tylko, że ja się z nikim nie spotykałam i wkurza mnie tak naprawdę, brak zapewnień z jego strony.
Druga sprawa: Czy zawsze musi być tak, że jeżeli facet ma męski charakter, sprawia, że się czuje przy nim dobrze, to jest męską kokietką?
I trzecia: W nawiązaniu do powyższych cech, jak sobie poradzić z tym, że jego musi być na wierzchu? Generalnie ma rację, do swoich porażek się nie przyznaje?
Hasta luego!
Pozdrawiam kobietki:)