Od pewnego czasu mam problem. Wiem, że jest to problem we mnie, ale nie potrafię sobie z tym poradzić.
Od 14 lat jestem mężatką, mamy dziecko. Na męża nie mogę narzekać- nie pije, jest dobrym ojcem. Niewiem dlaczego, ale jestem o niego strasznie zazdrosna od paru miesięcy. Nie jest to jednak zwykła zazdrość. Dochodzi do tego ,że sprawdzam mu komórkę-rozmowy i sms, a gdy jest w pracy często myślę, że romansuje. Mąż w pracy ma towarzystwo mieszane-damsko-męskie. Najgorzej jak dzwoni do niego koleżanka z pracy, denerwuje mnie to. Długo by jeszcze opisywać. Może to głupie, ale czasem czuje wewnętrzny ból fizyczny, czasem płacze z nerwów. Niewiem co się ze mną dzieje. Jak mam sobie z tym poradzić??
Rozmawiałam z mężem, zapewniał mnie,że kocha mnie bardzo, i nie ma powodów do zazdrości,że koleżanki z pracy to tylko znajome.
Myślałam,aby pójść z tym do psychologa, ale ja nie potrafię rozmawiać z obcą osobą o swoich uczuciach i problemach tak szczerze.
Napiszcie jak sobie z tym poradzić. A może ktoś to przechodził?? Chciałabym z kimś dojrzałym na ten temat porozmawiać.
wiem jak sie czujesz bo mam to samo, doslownie to samo. zawsze jak mowi ze ktos to tylko kolezanka to i tak nie pomaga np jak kiedys mowil ze mu sie podobala... wiec nie moge czuc ze to np tylko znajoma tylko postrzegam to jako stara milosc. rowniez placze jak nie moge juz wytrzymac z nerwow, ze strachu ze cos sie stanie ze jednak wroca mu jakies wspomnienia, ze np jakas cos do niego napisz czy pogada i dobrze mu bedzie w takim towarzystwie, czuje ze wtedy nawet kolezanka (mimo ze powtarza -TYLKO kolezanka) moze sie podobac i zawrocic w glowie nawet na chwile... ze jednak uczucia wygasna.. przez jakas glupia kolezanke.
Cześc dziewczyny. Jestem mężatką z ośmioletnim stażem. Mam dwójkę małych dzieciaczków. Moim problemem jest niekontrolowana zazdrośc o mojego męża, nie wiem z czego to wynika , ale jest to dla mnie bardzo duży problem. Czasami odnoszę wrażenie, że mój mąż w głębi duszy szuka jakiegoś przelotnego romansu, chociaż wypiera się przede mną , że niby on nie myśli o takich bzdurach jak ja. Doprowadza mnie to nawet do stanów depresyjnych, czasami mam dośc tego małżeństwa. Czuję się uwiązana w tym związku, jestem pewna, że na kobietę, z dwojgiem dzieci napewno nikt się nie złapie, że nawet gdy on mnie zdradzi, ja i tak mu nie będe mogła odpłacić. Czasem widzę tą przewagę mężów nad swoimi żonami, nawet wśród znajomych. Seks- ja już nie pamiętam jak to jest być kochaną z pożądaniem, robi to ze mną, bo musi, niestety dla odczepnego. Pamiętam jak urodziłam córeczkę- nasze drugie dziecko- wtedy nie dotknął mnie przez pięc miesięcy. Czułam się tak okropnie, czułam się gruba , brzydka nic nie warta. Widziałam ten obraz w jego oczach. On jest jedynym żywicielem naszej rodziny, pracuje, ma koleżanki i kolegów. Ma swoje hobby, ma życie towarzyskie, ja mam tylko cztery ściany i dzieci.
Dziwne w tym wszystkim jest to, że w małżeństwie poczułam się kobietą nie spełnioną. Moje potrzeby odeszły w siną dal. Od pewnego czasu miałam mieszane odczucia, co do tego, że dobrze zrobiłam łącząc się z męzczyzną na całe życie. Bo przecież gdyby nie to "uwiązanie" to tyle mogłabym osiągnąc. Wchodząc głębiej, podsumowywując swój czas przeszły zaczynałam, dochodzic do wniosku, że dziś mamy zupełnie inny świat , zupełnie inny czas do wykorzystania niż miały nasze matki. Obserwując rówieśniczki, które postawiły na robienie kariery zawodowej, czułam się nikim. Bo przecież one mają wszystko, pieniądze, normalne wczasy, facetów traktują jednorazowo, traktując ich jak osobników drugiej kategorii. Kumulacja losowych zdarzeń i mojej obserwacji kobiet szczęsliwych, chodz tak naprawde może nie do końca, doprowadziła mnie do jednego wniosku, do tego, że ja jestem kurą domową, jestem zmęczoną, znudzoną szarą gęsią, która na tle innych kobiet wygląda żałośnie. Zapoczątkowało to w następstwie moją zazdrośc o męża, który jest -oprócz naprawdę minimalnych wad- ideałem mężczyzny. Jest przystojny, mądry , nie pali, pije tylko w odpowiednich ku temu okolicznościach. Jest bardzo męski, zazdroszczą mi koleżanki, niejednokrotnie podkreśla to i jego i moja rodzina, że on może miec wszystkie laski i każda z nim pójdzie. Dobija mnie to, że on tak naprawdę, gdyby tylko chciał, ułoży sobie życie na nowo z super kobietą, a ja zginę. Skończę w tym roku 31 lat, a czuję się tak jak bym kończyła 60. Jedyne co mnie w życiu cieszy, to oczywiście moje dzieci, które bardzo mocno kocham. Pozdrawiam dziewczyny, niewiem, czy któraś z Was, czuje się tak samo, czy jej zazdrośc o męża wynika z takiego, czy innego powodu, ale gdyby któraś zechciała mi dodać trochę wiary w to, że to może być normalny, psychiczny odruch, a nie jak to moja teściowa mówi -" brak zajecia"- była bym wdzięczna.
smuteczek u mnie sytuacja wygląda trochę inaczej. Każdy w sumie swoją zazdrość odbiera inaczej. Wydaje mi się ,że zazdrość to normalna sprawa, ale do pewnego stopnia. Czy rozmawiałaś o tym z mężem? O swoich obawach? ja z moim rozmawiałam, o mojej zazdrośći, i mówił,że niemam o co się martwić, ale nie potrafię. Wiem,że mnie kocha i niewiem skąd bierze sie moja zazdrość, dlaczego taka jestem.
Hej. Rozmawiałam z mężem niejednokrotnie, że jest mi przykro, gdy na spotkaniach z przyjaciółmi, czy rodzinnych rozmawia ze wszystkimi kobietami, tylko nie ze mną. Mówiłam mu także o tym, że czuję się niedowartościowana, że czuję sie przy nim jak małe, głupie zwierze. Powiedziałam o tym, że nigdy nie zaprotestował, gdy ktoś wmawia mi, że on może miec każdą, to tak wygląda, jak by mu ten pomysł odpowiadał. Wie dobrze, że ja czuję swoją nieporadnośc. Najdziwniejsze jest to, że ja czasem swoją zazdrośc, zaczełam zamieniac na ostrożnośc, głupie to jest i absurdalne, ale tak jest. Doszłam do wniosku, że i tak nie jestem w stanie go pilnować przez 24h non stop. Wcześniej ukradkiem sprawdzałam jego pocztę, telefon, spodnie, nawet portfel, bo przecież wszędzie mógł coś od "niej" ukryć. A dziś jest mi już coraz to bardziej obojętne co będzie z naszym małżeństwem. Chociaż jeszcze ta nutka tej zazdrości we mnie jest, nie jest juz aż tak silna, jak jeszcze rok temu. Przyjaciółka mi mówiła, że dzieje się tak dlatego, że się zaniedbałam, że powinnam w końcu zacząc robić coś dla siebie, że nie mogę bez przerwy dogadzać innym nie myśląc o sobie. Może i ma rację, tyle, że ona ma jedno dziecko, fryzjerkę w rodzinie, wspaniałych teściów, którzy jej pomagają. Ja nie zawsze mam okazję i oczywiście nie dysponuję własna gotówką. Trudno jest mi to opisać , wytłumaczyć tak aby było najprościej zrozumiec. W każdym razie dziwne jest to co we mnie siedzi, czasem zastanawiam się czy taka zazdrośc , nie jest przypadkiem wynikiem wspomnień z dzieciństwa.