Po pierwsze witam na forum!
. Przeglądam je od długiego czasu, jednak dopiero co się zarejestrowałem, bo potrzebuję rady w postaci oceny sytuacji, bo znowu bardzo się obwiniam znowu o ,,rozpad" i nie wiem czy słusznie.
Mam mały problem. Byliśmy niedawno z kobietą na etapie powrotu. W zasadzie byliśmy już razem - bardzo szybko poszło. Z dziewczyną byliśmy 2 lata. Ona (tak mi się przynajmniej zawsze wydawało) bardzo zakochana, dużo rzeczy robiłą dosłownie za mnie ( choć nawet nie prosiłem), aż miałem wrażenie że za bardzo próbuje być aż za dobra.. Generalnie przyczyniłem się w sporym stopniu rozstania, bo faktycznie trochę zaniedbywałem kobiete, choć ona była troche taka ze za bardzo ustawiała mi życie i mi nie było też łatwo i czasem miałem wrażenie, że aż za bardzo chciała pewne rzeczy. Bardzo szybko się do mnie wprowadziła i ,,weszła" w moją rodzinę. Jeśli chodzi o to że związek się skończył w pewnym momencie - o to żalu nie mam bo wina leżała po obu stronach, być może nawet bardziej i po mojej- ciężko określić. Ogonie ona jest osobą wiecznie usmiechnięta, która da się lubić, wydawało mi sie że dokładnie wie czego chce od życia. Od razu cała rodzina baaardzo ją polubiła i to było też dodatkowo jakimś atutem. Ale co mnie zabolało w rozstaniu. Po ponad roku wspólnego mieszkania ona stwierdziła, że się wyprowadza po ty bym zaczął się o nią starać i że dalej po roztaniu jak będę chciał to będziemy parą, bo stwierdziła że ma mnie dość i tylko ona w tym związku się stara. Faktycznie ona była bardziej aktywną stroną w związku. Myślę sobie ok, w sumie może takie mieszkanie oddzielnie przez jakiś dobrze nam zrobi,bo może faktycznie było tak że ją miałem i po prostu myslalem ze zawsze będzie. Bylem lekko podłamany sytuacją, ale stwierdziłem, że będzie dobrze. Dziewczyna wyprowadziła się do moich bardzo dobrych kolegów, bo mieli wolny pokój. Już od początku, zaraz po wyprowadzce trochę dziwne rzeczy się działy. Dostałem na swoje urodziny list od niej gdzie ona nie jest osobą dla mnie, że będe szczęśliwy z kimś innymi i że ona powinna mieć kogoś kto się o nią postara. Wkurzyłem się i przestałem się do niej odzywać na jakiś czas. Później był wyjazd rodzinny, na którym byliśmy razem - na wyjeździe byłą niby mega wpatrzona, zakochana, ja z resztą tak samo (no właśnie, ona chyba niby bo nie iwem o co w tym chodziło - udawała?..), następnego dnia po przyjeździe zabrała mnie na chrzest gdzie przy swoich ciociach, których nie znałem przedstawiała mnie jako swojego chłopaka - w sumie norma. Czyli niby wszystko znowu było w porządku i wszystko było w moim zdaniem na dobrej drodze. Jednak zaraz po tych wyjazdach spotkaliśmy się, gdyż chciałem żeby nie robiła jakiś dziwnych akcji z głupimi listami i jasno się określiła w stosunku do mnie. Ona na to, że nic nie wie i że chciałaby mojego szczęścia bo widzi, że ja z nią w ogóle szczęśliwy nie jestem. I znowu , że chciałaby dać szansę komuś innemu kto będzie się o nią starał. Mega się wkurzyłem i zacząłem zastanawiać o co w tym chodzi. Później ona miała mnie w d... Dzwoniłem, chciałem się dalej spotykać, ale ona stwierdziła że nie jesteśmy razem i w ogóle po co dzwonie. Co jakiś czas zaczęły pojawiać się jej zdjęcia z jakiś imprez, spotkań z nowymi znajomymi - bolało mnie to bardzo. Raz udało mi się z nią pogadać i powiedziała, że jest szczęśliwa, że ma przyjaciół wokół siebie i jest jakiś chłopak (z którym miała kontakt jak jeszcze byliśmy razem..), któremu chce dać szanse, bo on powiedział że mu się podoba (gimnazjum? ale tak mi powiedziałą przez telefon)... Zakończyłem rozmowę. Po dobrych 3 tygodniach od rozstania dowiedziałem się, że ona faktycznie ma tego chłopaka. Mega się załamałem. Przez 2 miesiące byłem cieniem samego siebie. Byłem zdruzgotany i mega się obwiniałem że mogłem ją jakoś zatrzymać . Ale jakoś w styczniu załapałem znowu z nią kontakt. No i zaczelismy sie znowu spotykać , sypiać razem aż weszliśmy w związek. Ona ze chciałaby rzucić wszystko i zacząć ze mną życie od nowa , znowu razem zamieszkać ale ja trochę to ostudziłem, bo stwierdziłem ze trochę się boję. Spotykaliśmy się i było generalnie bardzo, bardzo fajnie. Świetny seks, częste wyjścia razem, dogadywaliśmy się. Ja jedynie powiedziałem ze nie za bardzo jej ufam, bo ta sytuacja z rozstaniem bardzo mnie rozbiła - w sensie nie samo rozstanie a jego sposób. I faktycznie kilkukrotnie o tym mówiłem - tak mam ze musze się z czegos wygadać x razy a potem po prostu zamykam temat. Ona faktycznie mi gadała ze też ma dość tego mojego gadania co jakiś czas. Ja Zwyczajnie bałem się zaangazować znowu w 100% , bo strach przed ponowną taką sytuacją był duży. Ona pojechała w góry na 4 dni. Ja miałem z nią , ale nie dostałem wolnego z pracy wiec pojechała sama. Ja nie miałem nic przeciwko. Choć zacząłem się czepiać że ona mówi że nikogo tam nie zna bo to wyjazd grupowy , a potem okazuje się ze jest tam też kolega, z którym jest znajomą już pare miesięcy. Ok niby nic takiego, bo chłopak ma dziewczynę, ale mimo wszystko.. Ona pisała mi przed wyjazdem że bardzo mnie kocha , zebym był tylko bardziej stęskniony i abym ,,bawił się bezpiecznie". Po przyjeździe ktoś wrzucił zdjęcia na wydzarzeniu na fb , w którym też byłem. Z ciekawości otworzyem sobie, żeby zobaczyć widoki itp - nie zeby skontrolowac co robila tylko po prostu. I patrzę moja dziewczyna daje buziaka w policzek do zdjęcia jakiemus typowi. Fakt ze brzydkiemu jak noc, ale nie spodobało mi się to . Na następnym zdjeciu tez dosłownie wisi mu przytulona na szyi. Wkurzyłem sie bo staram się zaufać a tu jakies dziwne zdjęcia i moim zdaniem zajęta dziewczyna tak nie robi, chyba ze byłby to jakiś przyjaciel lub jakiś super znajomy. Ona po przyjezdzie napisała zeby się spotkać. Ja na to ze widziałem zdjecia i mi się odechciało spotkania bo ze pisze mi o zaufaniu itp a ja widze takie coś, gdzie jestem bardziej przewrażliwiony niz normalnie byłem przed rozstaniem. Ona ze o co ja sie w ogole czepiam , bo 1 zdjecie było z przerwy z tańca a drugie z pocałunkiem w szyje to było pozowane w podziękowaniu za jakieś kijki. Generalnie ona stwierdziła,że ja dąze tylko do dzielenia wspólnych chwil, nie potrafie sie cieszyć znowu tym co jest i że jej nie ufam i ciągle o tym gadam ani nie potrafie byc z nia szcześliwy. I że ona pobyła trochę sama i stwierdziła ze nie chce wracać do problemów. Nie wiem czy ja juz tu zgłupiałem z tymi zdjęciami czy się czepiam za bardzo czy co , bo już do głowy dostaje. Faktycznie zacząłęm być bardzo zazdrosny i podejrzliwy w stosunku do niej, troche za duzo mówiłem o przeszłości,- sposobie rozstania i tym ze po 2 tygodniach znalazła sobie chłopaka z ktorym prawie od razu spała i moje mysli też były nieco kiepskie (choc ona twierdziła ze tylko z nim spała bez seksu: jakos średnio w to wierze no ale powiedzmy ze ok) I ogólnie po tym jej wyjeździe w góry to ja dalej chciałem się spotykać, bo i tak nie chciałem jej stracić ( wykastrowała mnie chyba .. ) i dzwoniłem, generalnie chyba zaczałem być mega natarczywy i desperacki , bo widziałem że znowu mi ,,ucieka", bo zrobiłem się po wyjeździe mega problemem. Ale ona generalnie znowu miała i ma mnie w dupie. Nie bez znaczenia chyba jest fakt, że ona w przeciągu tych 5 miesięcy przeprowadzała sie 3 razy, a od kiedy byliśmy razem 7 ( w tym rok mieszkała u mnie a bylismy razem 2 ) Dzwoniłem do niej wczoraj bo jestesmy zapisani na ten sam wyjazd i ona powiedziała ze jak ja jade to ona nie wiec mam dać informację. I ze jest szczęśliwa znowu i chce się dobrze czuc sama ze sobą. Bo przeprowadziła się bliżej rodziny i nagle ma z nią dobry kontakt gdzie jeszcze niedawno ojciec nawet na sylwestra nie chciał l z nią gadać jak ona dzowniła (z matką nie ma kontaktu od paru lat do teraz). A teraz znowu wielkie życie rodzinne... Jestem ciekaw ile znowu potrwa to jej szczęście, bo po prostu nie ogarniam laski totalnie... Oprócz życia zawodowego które ma bardzo poukładane to ciągle u niej się wszystko zmienia i ja tego nie ogarniam. Przepraszam, że tak długo ale musiałem się wypisać tak neutralnie przed obcymi.