witam wszystkich, chcę się podzielić z Wami moją historią i może dzięki temu coś zrozumieć bo sama już nie wiem co myśleć. Ale od początku. Poznałam się z moim już byłym ok. 7 lat temu. Ja wtedy byłam w innym związku - wtedy już rozpadającym się a On był żonaty. Własciwie to jest do tej pory bo nigdy nie postarał się o rozwód. przez ponad 1,5 roku bylismy przyjaciółmi, ale takimi naprawdę najlepszymi. Po rozpadku mojego związku to on mnie głaskał po głowie i powtarzał że będzie dobrze. Dawał mi siłę żeby żyć dalej. On był zawsze wtedy kiedy Go potrzebowałam. Powoli leczyłam się z poprzedniej miłości. Trwało to bardzo, bardzo długo a ja miałam mnóstwo trudnych chwil - potworna rozpacz i depresja. Ale powolutku z jego ogromną pomocą wychodziłam na prostą. Po ok. 1,5roku zaczęło między nami coś iskrzyć. Najpierw to były bardzo długie rozmowy ale już coraz rzadziej o mnie a częściej o nas. Potem pierwsze pocałunki i tak pomalutku zaczęliśmy być ze sobą. Po ok. 0,5 roku zamieszkaliśmy razem, załozyliśmy firmę, kupiliśmy mieszkanie, psa i wszystko było super. Poza jednym - on nadal był żonaty. Dla mnie to była ciągle zadra, która nie pozwalała iść na przód. Chciałam ślubu, dziecka ale jak mogłam o tym myślec kiedy jego przeszłość ciągle była z nami. Przeżylismy tak 4 wspaniałe lata. Potem we mnie zaczęła wzbierać złość na jego nie załatwione sprawy. Nękałam Go o to ale było tylko gorzej. Po ok. 0,5roku wyjechałam na miesiąc za granicę do brata. Potem dowiedziałam się że w tym czasie zaprzyjaźnił się z jedną z naszych pracownic. Po moim powrocie było tylko źle. Jakieś 3 mies temu usłyszałam przypadkiem jak rozmawia z kimś przez tel. Mówił: kocham Cię. A ja już wiedziałam że to do niej. Następnego dnia powiedział mi że się w niej zakochał ale to jest uczucie tylko z jego strony. Ona go nie kocha i nie zamierza się z nim wiązać. Przez te 3 straszne miesiące starałam sie na początku nie obwiniać jej, pracować z nią jakby nigdy nic a z nim żyć dalej. Ale się nie dało. Emocje wzięły górę. Pewnego dnia po prostu wyrzuciłam ją z pracy. Ale po 2 tyg wróciła i pracuje nadal. Powiedział mi że mnie nie kocha że woli starcić wszystko co ze mną zbudował aby tylko mógł się o nią starać - bo wierzy w to że ona zmieni swoje uczucia. Teraz formalnie nie jesteśmy razem. Ja znalazłam inną pracę - jemu została firma ale nadal mieszkamy razem bo on uważa że nie ma powodu żeby się wyprowadzał, bo mieszkanie jest nasze wspólne. Codziennie przywozi i odwozi ją do pracy i twierdzi że to normalna, przyjacielska przysługa (a sklep w którym ona pracuje mamy czynny od 6 do 23). Dziś też ona pracuje do 23. Zapytał mnie czy przyjde do nich żeby razem przywitać Nowy Rok. Bo bardzo mnie lubi i chciałby spędzić ten wieczór również ze mną. Właśnie wykąpał się i pobiegł żeby ją przywieźć do pracy. A ja siedzę sama w domu i nie mogę przestać o tym mysleć. Mimo iż formalnie nie jesteśmy razem to przez wspólne mieszkanie jest mi potwornie trudno - ciągle widzę jak tel mu się pali od smsów. Zaczęłam chodzić do psychologa bo był taki moment że myślałam że zwariuję. Mieszkamy w małej miejscowości i wszyscy wiedzą o tej naszej sytuacji. Obcy ludzi na ulicy mnie zaczepali i mówili że mi współczują. A ja nie mogę się uwolnić od uczuć do niego. I jego ciągły tekst: "bądźmy przyjaciółmi bo ja cię lubie i nie chce stracić z tobą kontaktu". Z jednej strony chciałabym żeby zniknął razem z nią a z drugiej... Kilka lat było cudownych. Trudno o tym zapomnieć. A poza tym ta firma to jak moje dziecko a ona mi to wszystko odebrała razem z nim - choć może (jak on twierdzi) jest niewinna. Ale pozwala sobie na to wszystko. Na te wszystkie jego zabiegi. Już nic nie rozumiem. Jak o tym wszystkim zapomnieć? Mam 30 lat a czuję że już życie mi upłynęło.
Masz dopiero 30 lat zostaw tego barana niech wita sobie z nia a ty Myśl o sobie
Na pewno masz jakiegoś kolegę wypij szampana i baw sie dobrze ![]()
a własnie że nie mam. gdy załozylismy firmę przeprowadzilismy się z naszego rodzinnego miasta. poza tym On był dla mnie całym światem i chyba powoli eliminowałam bliższe znajomości ze swojego życia. a teraz spędzam Sylwestra z psem. i internetem. cóż - może w przyszłym roku bedzie lepiej.
4 2009-12-31 16:58:14 Ostatnio edytowany przez chomej (2009-12-31 17:48:29)
Sorrki, ale dla mnie to jest jakaś chora sytuacja. Dziewczyno ty nie widzisz tego? Najpierw to, że związał się z Tobą, a jest żonaty, to już w ogóle go powinno przekreślić, bo skoro zrobił to żonie, czmu i tobie miał nie zrobić? No ale okej uczucia są silniejsze, jestem jeszcze wstanie zrozumieć, ale tego co sie dzieje teraz to już nie bardzo. Mieszkacie razem i Ty dzień w dzień patrzysz jak podrywa inną, jak mówi, że ją kocha i jak ci dobitnie daje do zrozumienia, że Ciebie nie! Sytuacja jest jasna i powinnaś ją zrozumieć. On nie mówi, że Cie nie kocha i nie chce z tobą być od tak,bo mu sie tak podoba i to jest fajne. On to mówi, bo....NIE CHCE Z TOBĄ BYĆ! Jasne jesteś fajna i można z Toba pogadać, ale co ty jesteś darmowa pomoc psychologiczna? Może jeszcze będziesz mu pomagac prezenty kupowac dla niej. Dziewczno ogarnij się. Jaśniejszej sytuacji nie może być. Każ mu sie wynosić, albo niech spłaci część mieszkania i wiej. Wiej jak najdalej. Olej tego drania, buca i egoistę, bo niczgeo innego nie można o nim powiedzieć.
Co ty jakąs męczenniczką jesteś, że musisz to znosić? Jesteś młoda i możesz sobie życie ulożyć na nowo. Z czasem znudiz mu sie panna niedostępna i pojawi się następna i następna, a ty będziesz kiwać głową i uśmiechac sie udając, ze wszystko ok,a w głebi duszy będzie cie rozrywać. On nawet nie pomyśał o twoich uczuciach. Mysli tylko o swojej satysfakcji i żeby było mu dobrze. Teraz czas na Ciebie!!!
Wrescie napisala kobieta z jajkami:) Ubierz sie ładnie i na spacer i 24 na plac
2010 SIE ZBLIŻA Teraz czas na Ciebie!!! .
Dokładnie, kto wie może podczas tego spaceru spotkasz jakiegoś równie przybitego pana onego?