Witam wszystkich.
Ze swoim chłopakiem jestem nieco ponad 2 lata, mamy po 20 i 21 lat. Nasz związek ogólnie dość sporo przeszedł, jesteśmy nawet po kilkudniowym rozstaniu (w te wakacje) lecz postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę przy okazji trochę zmieniając w sobie bo nie do końca było tak jak powinno, ale przejdę może do rzeczy. Mianowicie chodzi o kontakt między spotkaniami. Na samym początku była jedną skrajność - pisanie ze sobą 24 na dobę. Od czasu kiedy daliśmy sobie druga szanse zmieniło to się na kontakt tylko telefoniczny, który był codziennie, czasem jeden telefon, a czasem ze 4, krótkie. Pojawiała się też czasami wymiana meilami.
Przechodząc do sedna, od jakiegoś czasu czuje się zaniedbywana kiedy się nie widzimy. Ale właśnie jest to tylko wtedy kiedy się nie widzimy,l. Ze względu na zajęcia i odległość około 45 km nie spotykamy się dość często przeważnie raz w tygodniu na 2 dni. Obecnie nasz kontakt to jakiś krótki telefon raz dziennie., częściej z mojej inicjatywy. Lecz bywają dni gdzie przez cały dzień nie mamy kontaktu w ogóle. Jednak jakiś czas temu było tego więcej i on tez raczej częściej inicjowal. Nie jest tak ze w ogóle nie dzwoni, bo dzwoni, czasem żeby życzyć miłego dnia, czasem żeby zapytać jak minął dzień, ale według mnie bardzo rzadko. Kiedyvopowiadam mu co u mnie jest zainteresowany tym co mówię. Jak ja dzwonie i nie odbierze to raczej zawsze odzwania. I na żywo jest na prawdę cudownie, pokazuje mi wtedy ze kocha, że mu zależy, wtedy nie mam żadnych wątpliwości, problem przychodzi właśnie kiedy się nie widzimy. Próbowałam juz rozmawiać o tym i mówił ze chce np żebyśmy zatesknili albo że mu tyle wystarczy.
I z racji tego że mam tendencje do wyolbrzymiania różnych rzeczy, czy faktycznie przesadzam? Wiem oczywiście że każdy ma inne potrzeby kontaktu, tylko nie wiem już czy faktycznie on ma taką i jest wszystko ok z jego strony czy jednak przestało mu zależeć co jednak trochę absurdalnie brzmi po tym jak dobrze jest na spotkaniach. Proszę o jakieś obiektywne porady.