Witam jestem nowy na forum.
Od czego zaczac? czego oczekuje? Nie wiem. Moze zebyscie napisały mi cokolwiek. Jestem zrozpaczony.
Nawet nie wiem jak zabrac sie do opisania mojej historii.
Przepraszam ze duzo bede pisał, ale musze sie wygadać.
Zaczne od tego ze ponad rok temu mama wziela rozwod z tata- powod? Tata zaczał prowadzić hulaszczy tryb zycia, alkohol, imprezy.
Mimo tego mieszkalismy razem. Dlatego, ze razem z mama nie mielismy sie gdzie wyprowadzić, a tata zgodził się na to, ze nadal bedziemy tam mieszkać. Sytuacja finansowa rodziny nie jest rozowa, aczkolwiek jakos sobie radzilismy.
4 miesiace temu mama poznala faceta. Faceta, ktory chciał mamę beze mnie. Chciał ją, ale bez dodatku z dzieckiem. Mam jeszcze dwoch braci i siostre.Siostra z bratem są w hiszpanii, tam pracują, zalozyli swoje rodziny. ja i brat jestesmy w Polsce, brat ma zone i dwojke dzieci i mieszka u mnie w miescie. No, ale do rzeczy. Mimo wszystko przeprowadziłem sie z mama do jej faceta, ona postawila taki warunek. Nie było miło... Cały czas pokazywał mi, ze mnie niezbyt toleruje, ze nie chce 'na mnie robic' na to zeby mnie wykarmić itp. Mam 22 lata, ale jestem w klasie maturalnej-po prostu po gimnazjum koledzy zaciagneli mnie do zawodowki, dopiero pozniej sie ocknalem, ze nic po tym nie bede mial i zaczelem na nowo nauke w liceum. Wiec co za tym idzie nie pracuje i facet mamy nazywa mnie pasozytem. Przede wszystkim nie sugerujcie sie tym, ze umiescilem ten post w dziale o milosci, poniewaz tu o to chodzi, ale do tego dojde zaraz. Mieszkałem 2,5 miesiaca z mama i jej partnerem. Było masakrycznie, zaczal uzywać wobec mnie piesci. Pobił mnie. Mama, ktora cale zycie byla dla mnie idealem kobiety, silna, niezalezna osoba, nagle stala się podwładną swojego Pana i postawila go wyzej ode mnie. Powiedziala ze najlepiej bedzie jak zamieszkam u Wojtka, mojego brata, ktory mieszka u nas w miescie tak jak wczesniej pisalem, z zoną i dwójką dzieci w mieszkaniu 50 metrowym.
Klocilem sie z nia, strasznie. No, ale powiedzialem sobie ,,nic tu po mnie" brat zgodzil sie mnie wziąść. Spie w takim jakby przedpokoju na materacu- bo nie ma miejsca i tak beze mnie bylo im ciasno. Mieszkam z nimi 1,5 msc. Na poczatku bylo fajnie... Ale zaczelo sie... No w sumie wyobrazcie sobie dziewczyny, ze nagle wasz maz mowi, ze jego brat bedzie u was mieszkał. No kurcze wiadomo, niefajna sytuacja. Wogole czulem sie jak przyzwoitka. A do tego Kamila, zona mojego brata zaczela sie troche podpruwac do mnie i... do mojej dziewczyny... z ktora jestem od roku. Moja dziewczyna, Ania, przyjezdzala do mnie, z raz na dwa dni. Kamila zaczela jakos podtekstami jej mowic, ze nie zyczy sobie jej obecnosci w tym domu. Ania mieszka 35 km ode mnie. Wiec powiedziala, zebym ja do niej przyjezdzal bo ona tego psychicznie nie wytrzyma. Wiec jezdzilem. Czesto u niej nocowalem, bo nie bylo autobusow powrotnych, oczywiscie w innym pokoju. No i... ona tez ma trudną rodzinę. Ojciec alkoholik, mama ciage placzaca, znoszacą swoje cierpienie. Az tydzien temu tata Ani zaczal mi grozić. Kazal mi sie wynosić i jak bede nadal tu przyjezdzał to mnie wywiezie do lasu. Powod? Alkohol. I czasami jak mysle z jego strony, troche go usprawiedliwiajac to wiecie on mieszkal z zona i czterema corkami. byl panem i wladcą tego domu. A tu nagle ja zaczelem przyjezdzac czesciej, spac tam, pomagac jego zonie we wszystkim, w porzadkach, w ogrodku, w zakupach. Staralem sie jak moglem, bo naprawde mnie tam polubili a ja wreszcie poczulem, ze mam dom i kogos bliskiego i ta rodzina wydała mi się bardziej moją rodzina niz moja wlasna. Ojciec Ani mnie wygonił, uciekałem przez pola do domu. Byl kompletnie pijany, biegl za mną z siekierą. Uciekłem, dobieglem do przystanku autobusowego i czekalem 2 godz na mrozie do autobusu. Plakalem jak glupi. Nigdy nie myslalem ze mnie cos takiego spotka. Wrocilem do mieszkania brata. Pierwsza klotnia juz byla. Ania dzis do mnie napisala, ze chce do mnie przyjechac na noc, ze musimy cos wymyslec, ze nie chce znać ojca, ze mnie kocha. A moj brat powiedzial, ze sie nie zgadza bo jego zonka nie akceptuje takiego nocowania. Powiedzialem im cala historie w placzu i blagalem na kolanach zeby sie zgodzili, ze my musimy sie spotkać. Brat zmiekł a jego zona nadal nie pozwolila, powiedziala ze ma dwojke dzieci i ma dosyć tylu ludzi w domu, ze juz nie widzi sensu zycia przez swoje obowiazki i chce spokoju.
Przepraszam za taki dlugi post... Dziekuje wszystkim ktore przeczytały. Moze ktos mi cos doradzi podpowie? Z dziewczyna nie mam sie nawet jak zobaczyc, piszemy do siebie, tesknimy, placzemy... Ale juz mi napisala, ze ojciec jej powiedzial ze zabierze jej telefon zeby sie ze mna nie kontaktowala... Poza tym ja czuje sie jak bezdomny. Matka sie odwrocila ode mnie, u brata... ile to mozna komus na glowie siedziec? Myslalem ze wreszcie z dziewczyna znajde dom
A teraz to juz nawet nie wiem jak sie czuje... ![]()
Blagam poradzcie cos ![]()