Ciekawa jestem, co sądzicie o milosci. O takiej prawdziwej milosci, ktora najpierw zatrzęsie światem a potem płynnie przejdzie w związek. O milosci, ktora daje wam kopa a potem napędza w prozie zycia.
O milosci, ktora bywa ciężka i upierdliwa ale pomimo wszystko, wierzycie w nią i chcecie o nią "walczyć" z przeciwnościami losu i problemami zwykłego zycia.
O milosci, ktora zebrała w trakcie xlat swojego istnienia bogate plony, takie, których juz sie innymi nie zastąpi- wspomnienia, przeżycia... historie.
Czy taka milosc moze nas spotkać tylko raz i pozostawi piętno po sobie juz na zawsze?
Czy jesli nie weszło sie w taki związek w młodości, kiedy tak silnie szaleją hormony, to jest jeszcze szansa na jej przeżycie? A moze jest jakas granica wieku dla "takiej" milosci?
Czy jesli ma sie taka milosc za soba, to jest jeszcze możliwość przeżycia jej ponownie z kimś innym?
Jakie macie doswiadczenia i przemyślenia?