Mam już 25 lat. Od zawsze mieszkam tylko z mamą (rodzice się rozwiedli, ale patrząc na to, jaki jest mój tata - bardzo dobrze się stało). Z tego co wiem po moim ojcu mama nikogo nie miała (mimo, że za młodu miała olbrzymie powodzenie). Mam wrażenie, że poświęciła się tylko i wyłącznie mnie. Jest dla mnie najważniejszą osobą i boję się ją stracić, ale to już inna historia.
Moja mama bywa trochę nadopiekuńcza. Z jednej strony ją rozumiem, z drugiej za każdym razem bardzo mnie to irytuje. Jednocześnie czasami odnoszę wrażenie, jakby podejrzewała, że kłamię (co paradoksalnie sprawiło, że zaczęłam kłamać). Dla przykładu - chcę iść do koleżanki, która mieszka obok, mówię "może pójdę do XYZ", na co słyszę "teraz? ale po co?" i zdziwiona mina. Jak mam odpowiedzieć na pytanie dlaczego idę do koleżanki...? Kiedy chcę u kogoś spać znowu słyszę jakieś podejrzliwe pytania. Jeśli już zostanę gdzieś na noc (a na myśli mam to koleżanki, nie kolegów
), od rana sama melduję, że oto się obudziłam, oto za chwilę będę się zbierać itd. Podobnie jest kiedy mam wracać w nocy - czuję wewnątrz taką presję meldowania, że za chwilę wychodzę, a po powrocie dostaję opieprz, że np. ją obudziłam smsem.
Bardzo boję się zdania mojej mamy, dlatego kiedy słyszę tę podejrzliwość w jej głosie, od razu wyobrażam sobie, że może ma mnie za rozwiązłą osobę, co nijak ma się z rzeczywistością. Mimo wszystko od jakiegoś czasu kłamię, nawet w jakichś drobnych tematach - sama nie wiem czemu. Co prawda miałam trzech chłopaków, co do których zdarzało mi się słyszeć niewybredne komentarze (z jednym np. wyjechałam na weekend, do niczego nie doszło, ale dowiedziałam się, że "to tak nie bardzo pojechać gdzieś z facetem tak szybko" - podobne komentarze słyszałam, kiedy u niego nocowałam). Z drugiej jednak strony miałam wrażenie, jakby mama była spokojniejsza kiedy z nim byłam (mniej smsów pytających kiedy wrócę itd).
Wiem, że mama chce dla mnie dobrze, czasami żartuje nawet, że nie może doczekać się, żeby zamieszkać sama, ale czuję jakieś zobowiązanie wobec niej. Wszak ona odsunęła wszystko na bok - jestem tylko ja i praca, a po pracy telewizja i komputer. Charakterologicznie jesteśmy zupełnie inne. Ja jestem przebojowa, lubię mieć gości, lubię spontaniczne wyjścia, ale dla niej jest to nie do przyjęcia.
Od dłuższego czasu myślę o przeprowadzce, aczkolwiek zniechęcają mnie względy finansowe (pracuję od kilku lat i mogłabym się utrzymać sama, ale wolę odkładać pieniądze na własne mieszkanie, co obecnie robię). Co więcej kiedyś zareagowała dość nerwowo na mój pomysł wyprowadzenia się.
Nie wiem jak powinnam postępować. Uważam, że póki jestem w jej domu muszę przestrzegać jej zasad, ale z drugiej strony brakuje mi trochę tej swobody - w końcu mam już 25 lat.