Jestem z tych dzieci, które to oglądały razem z mamą "niedozwolone" filmy. W zasadzie to był nasz rytuał, że w piątki do późna oglądałyśmy tv.
Pisząc "niedozwolone", mam na myśli "Milczenie owiec", "Czerwonego smoka", "Psychopatę", itp.
Nawet "Nagi instynkt" zaliczyłyśmy, miałam może wtedy 9 lat. Pamiętam, że zasnęłam w którymś momencie, a przebudziłam się w trakcie trwania sceny łóżkowej.
Nie wpłynęło to znacząco na moją psychikę, potrafiłam rozróżnić fikcję od rzeczywistości. Potem, gdy byłam już nastolatką, zupełnie inaczej odbierałam te filmy.
I widzę, że Vian ma bardzo podobną mamę do mojej, ponieważ po tych "niedozwolonych" seansach była okazja do rozmów na poważniejsze tematy.
No i poza tym w czasie rozmów z rówieśnikami w szkole dochodziłam do wniosku, że mama nie traktuje mnie, jak rodzice moich kolegów. W większości przypadków musieli być w łóżku po dobranocce, "dorosłe" filmy nie były dla nich, a i też rodzice unikali z nimi rozmów na poważniejsze tematy. W klasie była tylko jeszcze jedna dziewczynka, której rodzice mieli podobne podejście, co moja mama. Do tej pory utrzymujemy kontakt.
Czy uważam, że to dobre?
Zależy od psychiki dziecka. W każdym razie nie można swojego dziecka traktować, jakby był w niewidzialnej bańce i poważniejsze tematy (czy to zawarte w filmie, czy w książkach) nie mają prawa go interesować.
Na co miałam "zakaz"? Na głupie horrory. Nie ze względu na makabryczne sceny, a na to, że to zwykle były denne filmy. Zresztą nigdy nie lubiłam tego gatunku i nie polubię.
Aaa, i "nie mogłam" oglądać seriali typu "Zbuntowany anioł". Byłam jedyna w klasie, która tego serialu nie śledziła.