Jestem mężatką od 2 lat. Razem jesteśmy 7 lat . Od samego początku był zazdrosny , zawsze powtarzał że ma do mnie zaufanie ale boi się że mnie straci . Dawał mi zakazy na ubieranie legginsów, spodenek albo ubranie jakiejś bluzki na ramiączkach czy lekkim dekoldem . Zawsze musiałam kupywać bluzki pod szyje . Nie mogłam odezwać się do żadnego chłopaka sama a jak się jakiś odezwał to mogłam mu odpowiedzieć na pytanie nie rozgadywać się . Myślałam że po ślubie sie to zmieni lecz nic się nie zmieniło do czasu . Udało mi sie pojechać za granicę ale tylko i wyłąćznie ze szwagierką . Musiałam się tłumaczyć z każdego słowa jak jakiś chłopak się do mnie odezwał . Nawet jak szef tłuaczył coś w pracy musiałam mu wszystko opowiedzieć dokładnie co on do mnie mówił i co ja mu odpowiadałam . Pewnego dnia powiedziałąm mu że rozstaniemy się przez jego zazdrość lecz on powiedział mi że on nie chce abym świeciła dupa ani cyckami przed innymi chłopakami . Tłumaczyłam się mu z każdego słowa jakie ktoś do mnie powiedział z chłopaków do czasu aż poznałam Rumuna , który miał podobne przeżycia jak ja . Zaczeliśmy rozmawiać nic nie mówiąc mężowi . Później zaczeliśmy się spotykać . Obydwoje mówiliśmy że zostaniemy tylko przyjaciólmi lecz ciągnęło nas do siebie. Po pewnym czasie stwierdziłam , że mam dość tego i rozstanę się z mężem . Zaczęłam poznawać rodzine tego chłopaka . On chciał nawet żebym pojechała do niego do kraju a później z powrotem pracować w tej pracy . Lecz stwierdziłam że muszę porozmawiać z mężem nie przez telefon . Na początku powiedziałam mężowi o tym wszystkim przez telefon . Na początku załamał się jak mu powiedziałam o zdradzie . Później stwierdził , że będzie walczył żebym wróciłą do niego że się zmieni nie będzie taki zazdrosny . Wszystko będzie całkiem inaczej . Lecz jęśli do niego nie wrócę do sobie zrobi krzywdę . Niby mi mówił że jak się o tym dowiedział to chciał sobie coś zrobic lecz mu nie wyszło . Zjechałam do Polski , zmienił się nie ma tej jego zazdrości . Wscześniej to chciałabym żeby taki był jak teraz jest po tym wszystkim , miły czuły troskliwy , wszystko by zrobił dla mnie . Lecz ja cholernie tęsknie za tamtym chłopakiem . Gdy cały czas mi powtarza mąż że sobie coś zrobi , że się zabije powiedziałam tamtemu chłoapkowi że nie mogę odejść od mojego męża. Boję się że coś sobie zrobi . Lecz gdy mam się z nim całować albo ma mnie dotykać po ciele czuję się jakby mnie ktoś molestował wiem że to jest głupie bo to on powinien mieć do mnie obrzydzenie . Nie mogę zapomnieć o tamtym chłopaku . A co do seksu to już wogóle nie mam ochoty . Chodzą mi głupie myśli cały czas . Nie raz miałam myśli by coś sobie zrobić . Nie mam już sił . Wiem że ranie bardzo swojego męża . On się strasznie stara walczy o nas a ja mam innego w głowie . Głupia jestem .
2 2015-11-12 14:35:42 Ostatnio edytowany przez georgino (2015-11-12 14:36:54)
Mąż szantażuje Cię emocjonalnie a do tego próbuje sobie "przywłaszczyć". Ile on ma lat? I czy naprawdę jest zdrowy psychicznie bo zaczynam w to wątpić? Zastanów się czy z kimś takim chcesz być, bo twój mąż zachowuje się jak dziecko typu: "zabierzesz zabawkę to się rozpłacze, coś rozwali, może kogoś uderzy".
Po pierwsze przestań mu się z wszystkiego tłumaczyć(przeczytaj sobie kilka razy to zdanie i zauważysz jakim absurdem było tłumaczenie się, jak córka matce.) A tym bardziej z tego, że normalnie prowadzisz konwersację z innymi ludźmi. Jeżeli on ma problem ze sobą, tak bardzo się boi, że go zdradzisz (pff) to niech idzie się leczyć. Przez ustępstwa do niczego nie dojdziesz. Gorzej! Jeszcze go podbudujesz w tej zazdrości.
To czy wybierzesz męża czy innego mężczyznę, zależy głównie od tego czy masz sentyment do przeszłości czy też chęć rozpoczęcia nowego życia z inną osobą. Uwaga: pierwsza opcja oznacza nie pewność i duże ryzyko.
Moja rada - odejdź. Póki nie ma dzieci, póki jeszcze możesz.
Moje życie wyglądało baaaardzo podobnie. Dałam się zniewolić. Zazdrość, szantaż, manipulacja. Zmieniał się na chwilę. Błagał o ostatnią szansę. Ja dawałam tych szans z 10 przez pół roku. Miał się leczyć, wychodził na własne żądanie ze szpitala. To był horror. Na początku roku mam rozwód.
Uciekaj.
A dlaczego maz nie ma prawa walczyc o zone? To co ma naprawde w glowie jest tajemnica. Czy to wynika z milosci czy z checi posiadania nie wiemy. Autorka jest tutaj bardzo rozbita. Bo nie umie okreslic granic swojego zachowania. Skoro sie na cos decyduje to po co wraca do Polski? Latwo ulega naciskowi nie tylko meza ale i Rumuna. Przeciez metody nacisku sa rozne, i te lightowe i te hardcorowe. Ja tu nie widze roznicy jakosciowej w zachowaniu obu. Sa to roznice ilosciowe. Zwlaszcza ze autorka jest osoba zajeta z czym Rumun jakos nie ma problemu. A to tez cos mowi.
Zeby to rozwiazac, najpierw trzeba okreslic swoje piorytety w zyciu...i zasady. Bo to co sie robi to jedno ale to jak sie to robi to drugie i nie mniej wazne. Zobacz ze ludzi cenimy glownie za to jacy sa i jak postepuja i nie dlatego czy maja partnerow. Tak to wyglada z boku.
Poza tym dwoch srok za ogon ciagnac sie nie da. Nie wyglada oto dobrze i tutaj postepowanie autorki jest nieladne. Skoro ma pretensje do meza to powinna rozliczyc przeszlosc. Albo dac mu szanse albo zakoczyc zwiazek. Niestety tutaj pokutuje (nieladna) postawa "miekkiego ladowania" czyli chec zachowania sobie alternatywy.
Zawsze jest jakas szansa jest i ryzyko. Tutaj autorka decyduje.
5 2015-11-12 20:52:48 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-11-12 20:58:58)
Autorko!
Przecież przy mężu nic, poza jego groźbami, nic Cię nie trzyma. I to od dawna. Rumun nie był zgoła do tego potrzebny, by zdać sobie z tego sprawę przecież?
Skoro Ty reagujesz teraz obrzydzeniem na egzekwowanie przez niego "małżeńskich praw", to jak widzisz dalsze Twoje życie u jego boku?
Nie wiem, na ile uzasadniona była mężowska zazdrość przed ujawnieniem zdrady, ale jeśli owa zazdrość nie pomogła uniknąć rogów, to co w tej sytuacji da mu pewność, że nie kontynuujesz romansu?
Moim zdaniem, powinnaś odejść. A przedtem powiedziedzieć mężowi, że jego ewentualnym samobójstwem ukarze Cię co prawda, wpędzając w poczucie winy, bo do niedawna był najbliższym Ci człowiekiem. Ale nie będzie już miał możliwości czerpania satysfakcji z obserwowania Twojego cierpienia. I uwolni Cię przy okazji, od uciążliwych procedur rozwodowych.
Taka pozorna bezduszność, to jak wiadro lodowatej wody na rozpaloną głowę.
Gdy w grę wchodzi romans z głębokim zaangażowaniem emocjonalnym, dotychczasowy związek przestaje mieć rację bytu, jako partnerstwo dwojga ludzi. Gdy na siłę próbuje się go reaktywować, staje się wtedy wyłącznie zgniłym kompromisem z kosmetycznie tylko przedłużonym okresem przydatności.
I niczym więcej.
Swoją historię zaczęłaś od tłumaczenia się z powodów Twoje zdrady.
To co piszesz, to żaden powód do zdrady.
To albo powód do pracy nad zaufaniem męża, albo do odejścia.
Ale nie do zdrady.
Można było włączyć terapię, można było uratować związek, małżeństwo.
. Udało mi sie pojechać za granicę ale tylko i wyłąćznie ze szwagierką .
"udało Ci się" ?:)
Nie.
Mąż zaufał Ci i zgodził się na Twój wyjazd bez niego.
Nie żal się z tego powodu, że ze szwagierką.
To bez znaczenia dla Twojej historii.
No i stało się.
Miał rację.
Postanowiłaś zakochać się w Rumunie.
Poszłaś w tango, popłynęłaś.
Rumun zafascynowal Ciebie.
Biedak... miał podobne "przeżycia" i też musiał zakosztować seksu na boku...
Teraz, jesteś w amoku zakochania i mąż "molestuje Ciebie".
To normalne, zdecydowałaś się odejść emocjonalnie od męża i przeszkadza Ci jego obecność, nie potrafisz przemóc się do intymności do nim.
Biedak wybaczył Ci i zaufał Tobie.
Nie wie że dalej go oszukujesz.
Cóż, jedź do Rumuna...skoro o nim marzysz, bądź szczera wobec męża.
Przyznaj mu rację, miał powody by Ci nie ufać.
Z tej mąki nie będzie już chleba.
Nie jesteś go warta....
Seconda1 ,z całym szacunkiem ,ale pieprzysz.
Opisujesz męża autorki jakby nie był niczemu winny ,a wręcz poszkodowany ,na dodatek opisujesz to tak ,że od zawsze miał rację ,że żona go ma zamiar zdradzić itd.
Zakładam ,że wcale tak nie było ,tylko ile można żyć w klatce ,być znęcanym psychicznie? Wtedy już się tej osoby nie kocha ,tylko się jej szczerze nienawidzi ,a autorka
na pewno próbowała zmienić zachowanie męża ,tylko tym durniom nic do łba nie trafia ,dopóki nie okaże się ,że ich żony są wartościowymi kobietami i ktoś inny też się nimi interesuje. Nagle chcę się zmienić ,itd? Och ,czyli jednak gdzieś w tym zakutym łbie wiedział ,że nie jest w porządku w stosunku do żony.
Chłop wymagał, a ty robiłaś, co chciał. Dlaczego? Bo się bałaś, bo myślałaś, że jak się zgodzisz, to między wami będzie faaajnie, czy że cię pogłaska po główce jak grzeczną dziewczynkę?
Myślałaś, że ślub to magiczne zaklęcie, które wypowiesz przed ołtarzem, a na twojego męża spłynie łaska oświecenia i od tej pory będziecie żyli długo i szczęśliwie??? Że po ślubie się zmieni? Ale dlaczego tak miałoby się stać??
Co ten twój mąż ma w sobie, że mu uwierzyłaś, że się zmieni?? Jakim cudem chorobliwie zazdrosny toksyk miałby ot tak się zmienić? Dla ciebie? Dla związku? A wcześniej nie mógł, jak myślisz, dlaczego? Taka zmiana nigdy nie będzie trwała, wcześniej czy później wróci stare, tylko zwielokrotnione, bo ty przecież go zdradziłaś, więc zacznie cię prześladować jeszcze bardziej, żeby się zemścić. Im wcześniej sobie to uświadomisz, tym lepiej dla ciebie. On nie jest w stanie ogarnąć, że ty poszłaś w tany z Rumunem, bo psychicznie nie wytrzymałaś jego zaborczości, bo pękłaś. On nigdy nie weźmie nawet ułamka winy na siebie.
Druga sprawa - odpowiedz sobie na te pytania, które ci postawiłam na początku posta, bo ci pomogą zdiagnozować siebie, dadzą ci odpowiedź, czego szukasz w facetach i dlaczego. Będziesz wiedziała, nad czym pracować, żeby w następny związek nie wejść z takim samym typem. Masz po prostu jakiś deficyt emocjonalny, coś nie zagrało w twoim dzieciństwie, mama i tata nie spełnili swojej roli i nie dali ci poczucia bezpieczeństwa i całkowitej akceptacji, więc związałaś się z człowiekiem, który traktował cię tak samo. Chyba, że się mylę?
Trzeci sprawa - a mąż nie wiedział wcześniej, że cię rani? Masz jakieś skrupuły, bo on się stara? Jesteś z nim, bo się boisz, że coś sobie zrobi? On tylko chce cię na siłę zatrzymać przy sobie, dlatego sugeruje odebranie sobie życia. Jak myślisz, co się stanie, jak w końcu "wygra"? Jak zdecydujesz się do niego wrócić? Do przymusu chodzenia w golfach i spódnicach za kolano? Do dyktatury niepewnego własnej męskości chłoptasia?
Nie jesteś głupia. Pobłądziłaś. Nie masz po kolei z poczuciem własnej wartości i z wartościami w ogólności. Jesteś tylko niedojrzała. Pytanie, czego chcesz w tej chwili. Bo urodziłaś się po to, by być szczęśliwa, by kochać i być kochana, a nie by cierpieć i być przyczyną cudzego cierpienia. Pomyśl nad tym.
Seconda1 ,z całym szacunkiem ,ale pieprzysz.
Opisujesz męża autorki jakby nie był niczemu winny ,a wręcz poszkodowany ,na dodatek opisujesz to tak ,że od zawsze miał rację ,że żona go ma zamiar zdradzić itd.
Zakładam ,że wcale tak nie było ,tylko ile można żyć w klatce ,być znęcanym psychicznie? Wtedy już się tej osoby nie kocha ,tylko się jej szczerze nienawidzi ,a autorka
na pewno próbowała zmienić zachowanie męża ,tylko tym durniom nic do łba nie trafia ,dopóki nie okaże się ,że ich żony są wartościowymi kobietami i ktoś inny też się nimi interesuje. Nagle chcę się zmienić ,itd? Och ,czyli jednak gdzieś w tym zakutym łbie wiedział ,że nie jest w porządku w stosunku do żony.
Nie bądź infantylny... grzecznie podążasz szlaczkiem wyznaczonym przez autorkę.
Najpierw postanowiła się wybielić, wskazać winnego
a dopiero potem ...cóż stało się i jaka ja teraz biedna ![]()
Zrzuciła odpowiedzialnośc za siebie na innych :
- na męża,
- na rumuna,
A ja się pytam gdzie jest w tym wszystkim autorka ?
Jej decyzje, jej cel w życiu, jej odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny ???
Tworzy wizerunek bezwolnej kobiety która podąża od jednego faceta do drugiego nie wiedząc czego tak naprawdę chce.
i na dodatek winą obarcza innych..
Secondo, od razu wiać że jesteś zdradzoną żoną i że twój mąż nie znęcał się nad tobą psychicznie. Wszystkich wrzucasz do jednego worka oceniając ich przez pryzmat tego, co ciebie spotkało - indywidualnych, subiektywnych doświadczeń. Stań czasem z boku i popatrz na całokształt. I odetnij się w końcu od przeszłości, bo ona upośledza twoją zdolność do wydawania obiektywnych opinii.
Secondo, od razu wiać że jesteś zdradzoną żoną i że twój mąż nie znęcał się nad tobą psychicznie. Wszystkich wrzucasz do jednego worka oceniając ich przez pryzmat tego, co ciebie spotkało - indywidualnych, subiektywnych doświadczeń. Stań czasem z boku i popatrz na całokształt. I odetnij się w końcu od przeszłości, bo ona upośledza twoją zdolność do wydawania obiektywnych opinii.
Jedyne co jest upośledzone w tym temacie to usprawiedliwianie seksu na boku. Że mąż się znęcał psychicznie? Wiedziała za kogo wychodzi, kolejny raz niezawodnie sprawdza się przysłowie ludowe, w tym przypadku "Widziały gały co brały". A może autorka przejawiała zachowania, które uzasadniały zachowanie męża? Nie wykluczam, że był, jest (i będzie) toksykiem, ale to pozwala żonie, która przecież "z własnej nieprzymuszonej woli..."itd przysięgła być mu wierna na zdrady? Poważnie? Było zrobić sobie separację lub choć poinformować męża, że się chce być z kimś innym i dopiero później oddawać się uniesieniom w ramionach Rumuna. Swoją drogą autorka bardzo szybko nawiązała nić porozumienia z facetem z obcego kraju będąc (jak zrozumiałem) pierwszy raz w życiu na takim wyjeździe i doskonale porozumiała się z nim w tak delikatnej kwestii jaką są problemy w związku jej i jego...musieli obydwoje biegle posługiwać się wspólnym językiem. A może po prostu zaczęło się od seksu, bo wreszcie nie było nad nią tego cerbera męża, który by upilnował? A cała reszta to już ważne, owszem, ale nieco dopięte tło do tego co się wydarzyło? Dużo osób na tym forum szybko "łyka" każdą domorosłą diagnozę o problemach psychicznych zdradzonego partnera/partnerki...bo przecież teraz tyle tych toksyków wszędzie...naroiło się tego jak żadnego roku;) No i w związku z tym "problemem naszych czasów" - wylęgiem niezliczonej ilości znęcaczy psychicznych obydwu płci okazuje się, że dla własnego ratunku można uprawiać seks z kim popadnie:) Uroczo.
Zgadzam się w pełni z ostatnim postem Secondo1. I ciężko będzie mi zarzucić, że patrze na to z punktu widzenia tylko zdradzanego, bo sam również zdradzałem i doskonale pamiętam, co mną kierowało. To był świadomy wybór. Owszem, miałem powody w postaci zachowania mojej ex, ale one były daleko w tle. To było skrajnie egoistyczne i tak na prawdę niewiele wspólnego miało z problemami. Dlatego śmieszą mnie wszelkie usprawiedliwienia zdrady, bo nie ma ona nic wspólnego z ratowaniem się spod ucisku psychologicznego tyrana.
To nie był pierwszy wyjazd za granicę i nie zaczęło się od razu seksem . Wiem że zdradziłam męża , ale nie jestem taką dziewczyną która skacze w bok na prawo i lewo . Po prostu zawsze mówiłam sobie że chciałabym żeby mój mąż nie pił i nie palił bo od małego w moich oczach widzę alkohol i awantury i .... a nie patrzyłam na resztę . W tamtym chłopaku dostałam tą resztę . Wiem że to nie jest wina tylko męża , bo ja też jestem tego winna . A co do rozmów z mężem nie raz mu mówiłam , ale zawsze wychodziło że to tylko ja jestem winna .