Miałam dokładnie tak samo. Byłam z facetem 7 lat i rozstaliśmy się bo w końcu zrozumiałam, że go nie kocham. A moje wątpliwości zaczęły się pojawiać z 2 lata wczesniej, czyli jak byliśmy ze soba 5 lat. To było straszne. Każdego dnia, non-stop zastanawiałam się co czuje, głowę miałam przepełnioną myślami i miałam tego już dosyć. Chciałam kochac, ale nie potrafiłam. Jednego dnia mówiłam, ze kocham, a następnego, że nie wiem. On to znosił, bo sam kochał mnie bardo mocno. Teraz wiem, jak bardzo musiał cierpieć. Zrywałam wiele razy, ale wracałam-siła przyzwyczajenia, strach przed byciem samą, i świadomość, że to dobry chłopak. Ale w końcu podjęłam tą decyzję. Było bardzo cieżko. Najgorsza była jednak myśl, że to on cierpi bardziej. Jednak byłam twarda. On miał nadzieje, że znowu wróce, lecz ja ją rozwiewałam za każdym razem. Od tamtego czasu minęły prawie 3 lata. W sumie ani razu nie pożałowałam tej decyzji. My nadal mamy ze sobą świetny kotakt. On po 4 miesiącach od zerwania poznał dziewczynę, sa zaręczeni i w sierpniu biorą ślub. Jest bardzo szczęśliwy. Ja się ciesze jego szczęściem, a on moim. Ostatnio jak się spotkaliśmy przyznaliśmy sobie, że to była dobra decyzja-najlepsza. Nigdy go nie zapomne, ale wiem tez, że nigdy bym go nie pokochała, tak jak kocham mojego obecnego partnera...