No właśnie - czy człowiek naprawdę może się zmienić?
Czy uważacie, że (podaję dla przykładu) złodziej może stać się przykładnym obywatelem, cham nabrać ogłady, egoista zacząć zauważać wokół siebie także innych ludzi, leń stać się pracuciem, a bałaganiarz zacząć dbać o porządek?
Macie wokół siebie przykłady takiej przemiany? I jeśli tak, to jakie czynniki to spowodowały? Jeśli nie, to jak sądzicie - dlaczego nie jest to możliwe?
Sa takie przypadki i chyba nie mozna powiedziec jasno od czego to zalezy. Niektorzy doznaja jakiegos wstrzasu, poglebia sie im swiadomosc, zdaja sobie nagle sprawe z tego,ze nie tedy droga lub czuja ,ze znajduja sie w nie wlasciwym miejscu lub nie sa soba. Mysle,ze to sa rzadkie przypadki ale sie zdarzaja.
Mam w swoim otoczeniu taką osobę, zresztą dosyć mi bliską, która za kradzież przesiedziała w więzieniu dwa lata. Te dwa lata wiele ją nauczyły. Za swoją głupotę zapłaciła dosyć wysoką cenę i widzę jak bardzo tej swojej przeszłości żałuje oraz jak bardzo stara się ją naprawić. Bazując na tym przykładzie mogę śmiało powiedzieć, że człowiek może się zmienić, ale sam musi do tego dojrzeć.
Sądzę, że ogólnie można się zmienić. Jednak to nie działa na tej zasadzie jak często kobiety sobie myślą. Pytanie też czy taka zmiana będzie permanentna, a nie będzie wynikać np. z chwilowej reakcji na jakiś życiowy wstrząs albo z chęci przypodobania się kobiecie. Czasami można nawet rozumieć, że się źle robi, ale stare nawyki zwyciężą. Sama zmiana jest tak naprawdę bardzo prosta. Gorzej jest tę zmianę utrzymać i codziennie mówić "nie" dawnym przyzwyczajeniom.
Sąsiad zmienił się po śmierci żony. Z alkoholika żebrzącego o parę groszy i kradnącego, co się da, zmienił się w porządnego człowieka. Nie pije, nie kradnie, znalazł pracę. Szkoda, że swojej żonie zmarnował tyle lat. A z drugiej strony jest świadectwem, że można się zmienić, jeśli się chce. To chyba pojedyncze rzadkie przypadki. Ogólnie ludzie nie zmieniają mentalności. Mogą czasowo stwarzać pozory.
Mam w swoim otoczeniu taką osobę, zresztą dosyć mi bliską, która za kradzież przesiedziała w więzieniu dwa lata. Te dwa lata wiele ją nauczyły. Za swoją głupotę zapłaciła dosyć wysoką cenę i widzę jak bardzo tej swojej przeszłości żałuje oraz jak bardzo stara się ją naprawić. Bazując na tym przykładzie mogę śmiało powiedzieć, że człowiek może się zmienić, ale sam musi do tego dojrzeć.
Chęć odmiany swojego życia w takim przypadku, to jedno... a realne możliwości owej odmiany, to zupełnie inna bajka. Z wielkim żalem muszę przyznać, że jako społeczeństwo jesteśmy bardzo okrutni i praktycznie nie "wybaczamy" ludziom takich życiowych potknięć. Trudno jest zacząć żyć uczciwie, kiedy społeczność jakby z automatu traktuje cię jak degenerata. Takim osobom trudno jest znaleźć pracę i ludzi, którzy zechcą dać im szansę naprawy swojego życia. Jestem przekonana, że wielu recydywistów, to wytwór naszej społecznej obojętności i uproszczeń myślowych.
Tak, człowiek może się zmienić. Warto jednak pamiętać, że my również mamy wpływ na to, czy inni się zmieniają i jak.
Moze sie zmienic oczywiscie. To tez zalezy co konkretnie zmienic. Znam wiele osob ktore sie zmienily na przestrzeni lat, zarowno na gorsze, jak i na lepsze. Moj brat np. byl straszny jako dziecko (nie wiem z czego to wynikalo, moze cierpial), a teraz jest w porzadku gosciem.
Od czego to zalezy? od wielu rzeczy, ktos sobie np. uswiadomi ze dotychczasowe zachowanie przynosi mu tylko cierpienie, albo sie zawiedzie i przestaje mu zalezec (czesto jest tak w malzenstwach, ze zona/maz zmienia sie nie do poznania z powodu rozczarowania partnerem/malzenstwem)
Tak. Jeden przykład z życia wzięty to ja:) Ludzie znający mnie w wieku nastoletnim i nie majacy kontaktu np. do teraz są w głębokim szoku. Mój brat 15 lat życia, z 40 przesiedział w ZK a kolejne z 8 spędził na alkoholizowaniu się do tego stopnia, że pił byle co, leżał zasikany i nie wiedział co się dzieje. Od 2,5 roku nie pije wcale, pracuje, stara się nadrabiać.
Tak. Jeden przykład z życia wzięty to ja:) Ludzie znający mnie w wieku nastoletnim i nie mający kontaktu np. do teraz są w głębokim szoku.
Ale to są raczej zmiany wynikające z "samoistnej" zmiany charakteru,który podobno zmienia się co 7 lat i coś w tym jest.
Mój brat 15 lat życia, z 40 przesiedział w ZK a kolejne z 8 spędził na alkoholizowaniu się do tego stopnia, że pił byle co, leżał zasikany i nie wiedział co się dzieje. O 2,5 roku nie pije wcale, pracuje, stara się nadrabiać.
To się nazywa zmiana !
Myśle,że żeby się zmienić,nie wystarczy tylko chcieć,najpierw musi być jakiś bodziec,który nas niejako zmusi do przemyśleń,a potem dopiero zmiany.
Theonly ja nie byłem zbyt dobrym człowiekiem i miałem sporo za uszami. Aż przyszedł jeden dzień przełomowy i od tamtej pory się zmieniło. Dokładnie jednego dnia.
Martainn, znam co najmniej dwóch alkoholików, którzy - podobnie jak Twój brat - postanowili wziąć się za siebie i coś z tym swoim paskudnym życiem zrobić. Jeden - kiedy dowiedział się, że będzie ojcem, drugi - tuż po tym, gdy pewnego dnia śmierć zajrzała mu w oczy. Obaj w pewien sposób imponują mi swoją postawą. Pierwszy jest przykładnym ojcem i mężem, drugi rozwija się zawodowo, wydaje książki, czynnie i z małymi sukcesami uprawia sport, ostatnio nawet założył zespół muzyczny.
Theonly ja nie byłem zbyt dobrym człowiekiem i miałem sporo za uszami. Aż przyszedł jeden dzień przełomowy i od tamtej pory się zmieniło. Dokładnie jednego dnia.
Chyba,że tak.Ja osobiście widzę u siebie zmieniający się charakter,na przestrzeni lat,ale niewiele z tego,to "moje dzieło",po prostu
w pewnym wieku poglądy i wartości się zmieniają.
Martainn napisał/a:Theonly ja nie byłem zbyt dobrym człowiekiem i miałem sporo za uszami. Aż przyszedł jeden dzień przełomowy i od tamtej pory się zmieniło. Dokładnie jednego dnia.
Chyba,że tak.Ja osobiście widzę u siebie zmieniający się charakter,na przestrzeni lat,ale niewiele z tego,to "moje dzieło",po prostu
w pewnym wieku poglądy i wartości się zmieniają.
Dokładnie.
Każdy z nas z wiekiem się zmienia, czy chce czy nie chce.
14 2015-10-15 13:47:46 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-10-15 13:48:28)
Tak zmienia się. Ale jest to moim zdaniem proces powolny. W moim przypadku był to jeden dzień na straszliwym kacu w połączeniu z ogromnym zjazdem i fatalnym samopoczuciem psychicznym. Ten dzień właśnie zaważył nad tym, że ja nie chcę kolejnego takiego dnia przeżywać i nie chcę przeżywać kolejnych zjazdów. Że te parę chwil lepszego samopoczucia po odwaleniu różnych rzeczy nie jest tego warte. I postanowiłem to wszystko zmienić. I zmieniłem. To był proces, ale decyzja zapadła jednego dnia i nie zmieniła się do tej pory. Ale proces bardzo szybki, bo pierwsze zmiany większe zostały wprowadzone już tego samego dnia. Myślę, że proces się zakończył kiedy już nie czułem wcale chęci do korzystania z pewnych środków. A to jednak trwało.
Olinka co do mojego brata to też mu śmierć zajrzała w oczy. Miał wstrząs septyczny i przed prawie 3 miesiące był w szpitalu.
15 2015-10-15 17:02:19 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-10-15 17:11:13)
a bałaganiarz zacząć dbać o porządek?
Jestem tego przykładem ![]()
A no i byłam też delikatna, słaba, można było mnie łatwo skrzywdzić fizycznie i psychicznie, oszukać, to się zmieniło o 180 stopni, teraz i fizycznie i psychicznie umiem się obronić, umiem walczyć o swoje prawa.
16 2015-10-15 20:39:26 Ostatnio edytowany przez theonlyone (2015-10-15 20:40:07)
Wszystko też zależy od osoby,jej silnej woli i wielu innych czynników,to,że jednemu udało się z dnia na dzień zmienić diametralnie swoje życie,nie oznacza,że każdemu się uda.Często na forum ludzie podają za przykład własną osobę-"spójrz mnie się udało,więc każdemu się uda..."-nie,to tak nie działa.
Na pewno nie każdemu, wszystko zależy od konkretnej ilości i od czynników zewnętrznych, impulsów.
Mi osobiście się wydaje, że nie tyle co ilość nie tyle co "waga" impulsów
Latami mozna coś komuś tłuc do głowy w dobrej wierze, i jest to dbierane jako atak na wolność
Czlowiek to w imie wygody, spokoju, jakiejs stabilności swojej, swojego "świata" jest gotów na wiele wyrzeczeń aby tylko tego czegoś nie zmieniać, nie psuć
W wiekszosci chyba kieruje tym strach przed nie znanym, nowym
Najgorsze chyba w zyciu jest to ze o ile ograniczaja nas rozne czynnkiki zewnętrzne to mozna sie jakos z tym godzic
Lecz jak mozna sie godzic na ograniczanie samego siebie, sobą ![]()
Świadomość wpierw, zmiany przychoda potem same, bo sami ich chcemy
Pozdr
Charakter, silna wola i bodźce z zewnątrz, moim zdaniem od tego zależy chęć i trwałość zmian. Ale...też mam bliskiego nałogowca, który nie pije już 7 lat i faktycznie to zupełnie inny człowiek. Szczególnie na początku ''ta odmiana'' robiła wrażenie:-). Ale, niestety znam człowieka, który popłynął po 20 latach... I siedzi we mnie taki niepokój, że takie zmiany nie są wieczne, że znowu się zacznie. Zapewne tylko u nałogowców zmiany są niepewne.
I siedzi we mnie taki niepokój, że takie zmiany nie są wieczne, że znowu się zacznie.
Niestety nałóg to jest takie paskudztwo, które zostaje z nami do końca życia. Człowiek może tylko nauczyć się z tym żyć i trzymać chorobę w ryzach, ale wszelkie udowadnianie sobie, że "mogę już tak, jak inni" najczęściej bywa zgubne.
21 2015-10-16 12:44:17 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-10-16 12:46:38)
Charakter, silna wola i bodźce z zewnątrz, moim zdaniem od tego zależy chęć i trwałość zmian. Ale...też mam bliskiego nałogowca, który nie pije już 7 lat i faktycznie to zupełnie inny człowiek. Szczególnie na początku ''ta odmiana'' robiła wrażenie:-). Ale, niestety znam człowieka, który popłynął po 20 latach... I siedzi we mnie taki niepokój, że takie zmiany nie są wieczne, że znowu się zacznie. Zapewne tylko u nałogowców zmiany są niepewne.
wydaje się mi że to nie ma znaczenia nałogowiec czy nie
u nałogowca jest jakaś "przeszłość" ![]()
ale tak samo działa to u osoby "nieuzależnionej"
przecież zmiany to nie jest tak, chyba że się mylę
że pstryk i zmiany są i już można siąść w fotelu i się delektować zmianami
to jest ciągła praca, kwestia czy to jest męczące, pod rygorem, pod przymusem
i po co te zmiany mi konkretnie tak naprawdę są potrzebne
długofalowe efekty, czy szybkie zyski??
gdzieś tu jest to właśnie wracanie do starych nawyków, starych ideii
jeśli widzę że to zmienia moje życie, moje samopoczucie, moje egzystowanie tu i teraz,
to mając "to" byłbym głupcem wracając do tego co mi nie służyło, przeszkadzało
sama świadomość dzisiejsza, zabiera mi komfort myślenia kategoriami z "kiedyś"
tylko sama świadomość to nie wszystko, trzeba jeszcze działać ![]()
Nigdy napisał/a:I siedzi we mnie taki niepokój, że takie zmiany nie są wieczne, że znowu się zacznie.
Niestety nałóg to jest takie paskudztwo, które zostaje z nami do końca życia. Człowiek może tylko nauczyć się z tym żyć i trzymać chorobę w ryzach, ale wszelkie udowadnianie sobie, że "mogę już tak, jak inni" najczęściej bywa zgubne.
ja wiem, podatność według mnie tak
a jeśli znika, zmienia się, zastępuje to co nas, do tego jakiegokolwiek nałogu pchało
po części bez naszej "świadomości"
to powrót jest czym, dla mnie jest świadomym działaniem
Tylko, że u nałogowca efekty takiej ''zmiany powrotnej'' to porażka totalna, a dla bliskich dramat:(
Tylko, że u nałogowca efekty takiej ''zmiany powrotnej'' to porażka totalna, a dla bliskich dramat:(
dokładnie ![]()
wydaje mi się że "popłynięcie" po 20 latach, jest tylko świadectwem braku ....
20 lat to już jest mocna weryfikacja,
co może po 20 latach człowieka zmotywować do popłynięcia??
wydaje mi się że złe założenia, początku jedynie, plus właśnie brak pracy, "zalegnięcie w fotelu"
oczywiście, że może się zmienic i wpływa na to dużo róznych czynników. Głównie rózne osobiste doświadczenia. Słyszałam kiedys o takiej teorii, ze charakter człowieka zmienia się co 7 lat i myslę, ze coś w tym jest. Ja się bardzo zmieniłam pod wpływem wielu wydarzen z zycia. Ale Co do takiej kolosalnej zmiany ze złego człowieka w dobrego, to nie wiem czy to jest możliwe.
wg mnie nie ma czegoś takiego jak zmiany ![]()
są tylko decyzje, które determinują co będzie dalej. zawsze jesteś tym czym byłeś - reszta to czynniki zew. Nie można zmienić źródła , można modyfikować , ulepszać lub pogarszać, ale nie zmienisz tego kim jesteś. Uwaga: u źródła jesteś dobry i nic tego nie zmieni. Możesz tylko zmieniać kierunek drogi do lub od źródła i tak na zmianę.
A że czas krótki decyzje są na wagę złota.
Zmiana jako proces który się zakończył i odczuwalne są tego skutki jest możliwa, ale z czasem zauważysz , że zmiana dotyczy nie wewnątrz, ale zewnątrz. To tylko interakcja.
Tak sobie rozważam tylko. Prywatnie szukam zmiany siebie i ciągle jakiś opór , mimo pozytywnych i negatywnych skutków .
Opór odczytany jako wymuszenie powrotu do tego kim jestem naprawdę.
Zmieniam to czego się boję, nie to kim jestem.
Tylko z tym "boję" toczę walkę.
Jak wygram- to znaczy zmieniłem się
... to znaczy wróciłem
wg mnie nie ma czegoś takiego jak zmiany
są tylko decyzje, które determinują co będzie dalej.
a to nie jest proces, inna decyzja niż wcześniejsza nie jest zmianą??
czy świadomość możliwości podjęcia innej decyzji, nie jest zmianą??
Zmiana jako proces który się zakończył i odczuwalne są tego skutki jest możliwa, ale z czasem zauważysz , że zmiana dotyczy nie wewnątrz, ale zewnątrz. To tylko interakcja.
Tak sobie rozważam tylko.
na podstawie czego opierasz tezę, że zmiana to proces który się zakończył, przecież możesz ocenić coś, na podstawie teraz i tu w kontekście tego co było, skąd wiesz że ten proces się zakonczył ?? ![]()
zmieniając "wewnątrz" zmieniasz "zewnątrz"
nie wyobrażam sobie zmiany zewnątrz, rozumię to jak oczekiwanie tych samych efektów, na podstawie tych samych "działań"
Prywatnie szukam zmiany siebie i ciągle jakiś opór , mimo pozytywnych i negatywnych skutków .
Opór odczytany jako wymuszenie powrotu do tego kim jestem naprawdę.
Zmieniam to czego się boję, nie to kim jestem.
ja to widzę jakoś tak że nie mogę zmienić tego czego się boję
mogę zmienić siebie, ale nie coś, na co nie mam wpływu
wydaje mi się też że szukanie, to jest furtka
do nie zmian ![]()
albo podejmuje decyzje i działam, albo znajdę albo nie znajdę, albo będzie mi to odpowiadać, albo nie będzie
tak trochę jakbym sobie wybierał, co chcę zmienić a co nie
to nie sklep z towarami na półce ![]()
ten opór to podobno też strach, tak mi bezpiecznie w tym co jest, że głowa płata setki figlów, żeby tego nei ruszać no po co, jak jest dobrze, bezpiecznie ![]()
miłego dnia
pozdr
27 2015-10-19 21:07:23 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-10-19 21:07:34)
Tak. Jeden przykład z życia wzięty to ja:) Ludzie znający mnie w wieku nastoletnim i nie majacy kontaktu np. do teraz są w głębokim szoku. Mój brat 15 lat życia, z 40 przesiedział w ZK a kolejne z 8 spędził na alkoholizowaniu się do tego stopnia, że pił byle co, leżał zasikany i nie wiedział co się dzieje. Od 2,5 roku nie pije wcale, pracuje, stara się nadrabiać.
A jaki byłeś wcześniej? ![]()
Myślę, że ludzie mogą się zmienić, muszą sami chcieć, a nie wszyscy się zmienią, bo po prostu nie każdy chce . Może najgorsi przestępcy się nie zmienią, bo te zaburzenia bardzo głęboko w nich siedzą, ale np złodziej, czemu nie, jakiś wstrząs może zmienić jego życie i być może zmieni on się. Różnie bywa.
28 2015-10-19 21:18:08 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2015-10-19 21:19:22)
Moj brat byl strasznym dzieckiem/nastolatkiem tak do 16-tki mniej wiecej, nie moglam dac sobie z nim rady, juz jako dwulatek dysponowal wieksza sila fizyczna ode mnie ktorej nie wahal sie uzywac, dreczyl mnie, zwierzeta, staruszki, a od kilku lat zmienil sie w ulozonego, kulturalnego romantyka, i swietnego studenta dobrej uczelni.