Przyszedł ten moment, że poszedłem do rozum do głowy założyłem konto na damskim forum i poproszę Was o pomoc, bo kto pomoże w relacjach z kobietami jak nie kobiety. ![]()
Gdybym kiedyś był inny teraz nie zakładałbym tego tematu, ale też pewnie nie osiągnąłbym tego co osiągnąłem, więc nie zakłuję. Chodzi o to, że od dziecka byłem bardzo nieśmiały, dość poważny i mało towarzyski, trzymałem się swojego grona, nie miałem kontaktów z kobietami, ale potrafiłem siedzieć nad książkami i rozwijać swoje pasja, dzięki czemu obecnie napisałem swoją książkę, jestem jednym z najlepszych studentów no i w pracy mam spore osiągnięcia. Jestem nauczony, że na sukces trzeba napracować się ciężką pracą. W pewnym czasie powiedziałem sobie, że w tym wszystkim brakuje mi kobiety i zaczął się burzliwy okresów którym poznałem mnóstwo kobiet, wiele z nich jest moimi "przyjaciółkami". Zacząłem podrywać je na FB, kiedyś założyłem sympatię. Poznałem tak dużo inteligentnych kobiet i dość atrakcyjnych również z wyglądu. Na początku potrafiłem pisać z jedną i cieszyć się z tego, ale z czasem osiągając coraz lepsze wyniki zacząłem poznawać ich coraz więcej. Na studiach pokonałem w dużym stopniu nieśmiałość, ale zostało mi nadal coś głupiego: mam straszny problem z zagadaniem na żywo do dziewczyny, szczególnie tej co mi się podoba - nie mówię o dziewczynie sprzedajnej w sklepie, której pytam się gdzie znajduje się dany produkt. Mowa o sytuacji kiedy dziewczyna mi się podoba i chciałbym jakoś ją poznać. Na prawdę jakaś chora bariera. Nic z tym nie robiłem i poznawałem kobiety dalej "po swojemu", polepszałem swoje zdjęcia (często wyglądałem z twarzy jak model), mimo to zazwyczaj wpadałem w szufladę "kolega", "przyjaciel", "pomocnik". W pewnym momencie zobaczyłem pewną dziewczynę i moje ja mówiło to ta jedyna, się nie potrafiłem się przełamać. Pomógł mi spotted, napisał dość żartobliwie, bo kurcze na gościa 22 lata to już trochę zbyt dzieciate. I tutaj nie wpadłem w szufladę "kolega" tylko po kilu wiadomościach od razu zaprosiłem na kawę. Nie miałem żadnego problemu jak zawsze iść na randkę w końcu to była moja trzecia, nawet to polubiłem. Niestety dziewczyna po 2 miesiącach widząc moje starania i moją powagę powiedziała, że nie potrafi mnie obdarzyć uczuciami i nie chce mnie skrzywdzić więc wskakujesz do szuflady kolega. Dziś mówię ostro nie, zauważałem, że choć wygadam nie najgorzej (niby 7/10), jestem inteligentny, to dziewczyny z FB traktują mnie jak gorszego tylko za sposób i ja muszę się jakby starać podtrzymać rozmowę - to chore!
Powiedziałem sobie idę do akademika, wejdę w środowisko bardziej towarzyskie niż dotychczasowe. Zacznę chodzić do klubów, może po małym drinku na odwagę będzie mi trochę łatwiej (wiem, że to głupie). Pewnie będą tam dziewczyny nie w moim stylu, ale może jednak będzie tam taka, która przyszła z tego samego powodu co ja. Będąc na miejscu a nie odjeżdżając będzie więcej okazji na poznanie kobiet. Dotychczas ubierałem się poważnie na starszego teraz kupuję parę ciuchów bardziej sportowych chcę zmienić oprawki na takie "na luzie". Mam jeden kompleks - odstające uszy - nie wiem czy to duży problem na zdjęciach zawsze to koryguję.
Ostatnio coraz częściej mam ochotę gdzieś wyjść.
To wszystko na pewno mi pomoże, ale czy to wystarczy?
Kilka dni temu będąc na stołówce (de facto trochę nie w humorze) jadłem sobie obiad i była tam taka młodsza dziewczyna, podobała mi się dość mocno. Przyszła na kawę, ale już idąc patrzyła na mnie, później zamówiła pierogi znowu patrzyła, nawet jeszcze raz podeszła kiedy byłem blisko i znowu miałem takie wrażenie. Najgorsze jest to że nic nie zrobiłem i dalej mam to głupie myślenie "nie wypada się przysiąść do niej, zaczepić ją". Do tego silny strach przed zrobieniem tego, który robi ze mnie człowieka dość oczytanego idiotę.
Dodam, że gdyby to ona jakoś zaczęła to nie było by problemu rządnego, może nawet gdyby spuściła czapkę czy coś też by mi to pomogło.
Co mam z tym robić? Może macie jakieś sposoby. Wstyd mi już za ten mój sposób wcześniejszy i mam ochotę poznawać Was na żywo, ale jak to przełamać?