Nie żyję byle jak! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Strony 1 2 3 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 972 ]

1 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-27 21:51:56)

Temat: Nie żyję byle jak!

'Who's to say
I can't do everything
Well I can try...'



Nie żyję byle jak - czyli robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala! Spełniam swoje zachcianki, dążę do tego, żeby marzenia się ziściły i chwalę się bezwstydnie każdym dniem, żeby zmotywować innych.

Zarozumiała? Tak o mnie mówią. Ja po prostu jestem szczęśliwa i nie wiem, dlaczego miałabym to ukrywać! big_smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie żyję byle jak!

jesteś cosmodziewczyną, winszuję:)

3

Odp: Nie żyję byle jak!

Że czym? big_smile To coś ma wspólnego z Cosmopolitanem? tongue

4

Odp: Nie żyję byle jak!

na maksa big_smile

5

Odp: Nie żyję byle jak!

To co wyjątkowego zrobiłyście dzisiaj dla siebie? big_smile

6

Odp: Nie żyję byle jak!

Kupilam buty.W promocji.:)

7

Odp: Nie żyję byle jak!

To ja podobnie, tylko torebkę. big_smile Mam nadzieję, że jutro już dojdzie. big_smile

8

Odp: Nie żyję byle jak!

A wiesz ,torebki też oglądałam,ale w sumie żadna nie podobała mi się na tyle aby kupić.

9

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja dzisiaj kupilam kosmetyki do wlosow w hurtowni:))

10

Odp: Nie żyję byle jak!

A jeszcze farbę do włosów kupilam.trzeba odświeżyć kolor po letnim słońcu.

11

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja dzisiaj raczej mało ambitnie,  ale chociaż przyjemnie. tongue Miałam pisać, nie mogłam się skupić, siedziałam nad jednym zdaniem w wordzie i gapiłam się jak cielę w malowane wrota. tongue W końcu odpuściłam i stwierdziłam, że będzie dzień lenia - wpakowałam się do łóżka z książką. Wieczorem przyszedł mój brat, powiedział, że spotkał mojego instruktora od szachów (z czasów gimnazjum, a jednocześnie szwagra mojej ukochanej polonistki) i żebym wyszła na chwilę. Wciągnęłam jakieś portki, zleciałam na dół, a ten mnie wyciągnął na piwo... dwa... ostatecznie trzy. tongue No i poszłam, w końcu JAK TO ODMÓWIĆ NAUCZYCIELOWI! tongue Bez torebki, BEZ PAPIEROSÓW *chlip*, bez niczego - z kluczami w kieszeni. ;p Ale przynajmniej pogadałam, powygłupiałam się. Mam wielkie postanowienie, że jutro odrobię. tongue

12

Odp: Nie żyję byle jak!

Też już czujecie jesień w powietrzu? Co prawda temperatura była dzisiaj typowo letnia, ale uświadomiłam sobie, że już lekko po 20-stej muszę włączać światło, bo robi się ciemno. Zawsze na początku jesieni ogarnia mnie jakaś chęć zmian (na początku wiosny również). Myślę o tym, by zrobić sobie listę książek do przeczytania i konsekwentnie się jej trzymać. Żałuję tylko, że 90% książek, które chcę przeczytać jest dla mnie dostępna tylko w formie e-booka, bo inaczej musiałabym sprowadzać zza granicy, płacić grube pieniądze (jak za książkę), a po przeczytaniu taka książka tylko zbierałaby kurz. A jednak czytanie e-booka nie jest takie magiczne jak siedzenie z książką i herbatą pod kocem. Co do zmian, to mam też ochotę zapisać się na kurs językowy i zacząć się uczyć jakiegoś nowego języka. Cały czas rozważam niemiecki, bo przecież byłby przydatny i trochę wstyd nie znać, ale kompletnie nie mam do niego serca. Najchętniej spróbowałabym teraz norweskiego albo szwedzkiego.

13 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-28 01:59:48)

Odp: Nie żyję byle jak!

"Zarozumiała? Tak o mnie mówią. Ja po prostu jestem szczęśliwa i nie wiem, dlaczego miałabym to ukrywać!"
Haha, Eileen, uwielbiam Cię!!! big_smile

Poprawiałam tekst na głupich wordowych poprawkach technicznych (przestaw numerek przypisu, przesuń akapity, zrób kursywę, ble ble ble), których nienawidzę (ale trzeba, bo bez tego nie pójdzie do publikacji hmm ).
I wypiłam pinacoladę i szumi mi w głowie big_smile
No i u lekarza byłam, ale to już nie przyjemność.

Ale jutro:
wstaję o 8-9 (dla mnie blady świt) big_smile
robię naturalne spaghetti, bo kupiłam rukolę i bazylię, mam pomidorki z rodzicielskiego ogrodu, makaron razowy i mam nadzieję, że wyjdzie czad big_smile
No i zaczynam nowy tekst i myślę że jak skończyłam brać Gripex 48 godzin temu to wreszcie będę mogła znowu ćwiczyć Mel B na pompowanie pośladków big_smile (ona jest genialna, cały czas się drze: "pump your bum everyone!" big_smile no i zafarbuję włosy
A na wieczór książka.
Ja najbardziej zadowolona z siebie jestem wtedy kiedy robię wszystko tak na maxa że jestem potem zjechana jak wół. Wiadomo, że nie 365 dni w roku, ale takie dni mi pokazują, że dużo potrafię.

Czuję jesień i mi trochę smutno w związku z tym. Zawsze jest mi smutno, jak robi się szybciej ciemno, a niedługo już będzie ciemno o 18, potem 17, potem 16... eh. ale postanowiłam sobie, że w tym roku nie będzie żadnego jesiennego doła ANI CHWILĘ. Trzeba się cieszyć życiem, a każda pogoda jest piękna jak się do niej odpowiednio podejdzie big_smile
Ale z drugiej strony to że będzie ciemniej i zimniej oznacza że zbliżamy się do świąt big_smile
Jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju święta to jestem typową hedonistką i jestem wdzięczna rodzicom za to że akurat w tym aspekcie tak mnie wychowali, bo moim zdaniem bardzo smutne jest jeśli dla kogoś święta kojarzą się z obowiązkami, robotą i zmęczeniem, a nie z radością. Nie jestem specjalnie wierząca (znaczy tak - nie kwestionuję że Bóg może istnieć, ale nie praktykuję i nie uważam że cieszenie się życiem jest złe, a takie są dla mnie zakazy kościoła katolickiego). Dla mnie każde święta to po prostu zabawa, podchodzę do nich dziecinnie i mam nadzieję że właśnie tak będę podchodzić całe życie. Wielkanoc to kurczaczki, listopad to halloween (wiem, kontrowersyjne, ale ja się lepiej czuję psychicznie jak udziela mi się zabawa niż jak udziela mi się smutek), a Boże Narodzenie to już w ogóle big_smile
W zeszłym roku wpadłam właśnie w szał zakupów bożonarodzeniowych - kupiłam poszewki z reniferami, kocyk w zimowy wzór, masę świeczek w kolorze bordowym i ciemnozielonym, piżamkę (taki komplet - czerwone spodenki, czerwona koszulka, stylizowane na mikołajkę big_smile ), świąteczne kubki, masę ozdób i nie mogę się doczekać aż to znowu wyciągnę.
Wydaje mi się że ludzie właśnie gubią typową zabawę i radość świąt. Biegają za zakupami (ja lubię zakupy, bo wtedy robię właściwie tylko prezentowe i ozdobowe i robię je duuużo wcześniej), sprzątaniem, rekolekcjami, pieczeniem, gotowaniem, a nie mają czasu się po prostu POBAWIĆ. Mam wrażenie że amerykanie bardziej to potrafią, przynajmniej jeśli chodzi o dekoracje. Ja tam dekoruję CAAAAŁEEEE mieszkanie. I to dosłownie CAŁE. Nie omijam kuchni i łazienki. Słucham wtedy tylko swiatecznych piosenek (mój number one to "all I want for christmas is youuuuuuuuuu" big_smile )  i po raz setny oglądam świąteczne filmy. I to jest jedyny moment w roku kiedy lubię włączać TV - a najbardziej kocham reklamę whiskasa z let it snow w tle big_smile big_smile big_smile I uwielbiam obdarowywać ludzi w okresie przedświątecznym drobnymi świątecznymi słodkościami. W zeszłym roku wyjechałam do opiekuna koła naukowego z czekoladowymi bombeczkami z nalewanym alkoholem w środku big_smile  Się chłop zdziwił big_smile Ale to pierwszy mój "nauczyciel" (w cudzysłowie, bo to jednak wykładowca) który jest dla mnie tak po prostu dobry dobry dobry i którego mam potrzebę obdarowywać takimi pierdółkami i smakołykami big_smile  Ale ludzie w okresie przedświątecznym wydają mi się trochę smutni.... zamiast iść na ten jarmark który jest co roku, posłuchać tej Mariah Carey, poprzymierzać puchate czapy, wypić grzańca na mrozie na tym jarmarku, zjeść gorącego oscypka i trochę się z tego pocieszyć to gonią z taką samą miną jaką i mają na pogrzeby. Nie chciałabym tak.

Aaaa laski, wpadł mi do głowy genialny pomysł, który wcielę w życie w grudniu - jarmarki w Berlinie! big_smile

14

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Nie żyję byle jak - czyli robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala! Spełniam swoje zachcianki, dążę do tego, żeby marzenia się ziściły i chwalę się bezwstydnie każdym dniem, żeby zmotywować innych.

A ja uważam, ze takie podejście do życia - to jest właśnie takie "życie byle jak"...
Bo to jest życie, które obraca się tylko wokół własnej osoby, dla własnej przyjemności i podporządkowuje sobie życie innych tak by mnie było przyjemnie.
No właśnie - przyjemnie...
A według mnie życie, które czasem "daje w kość" jednocześnie skłania nas do jakiś refleksji i w pewien sposób nas wzbogaca. I sprawia, że zaczynamy widzieć trochę dalej niż nasz czubek ładnie upudrowanego nosa...

15

Odp: Nie żyję byle jak!

Bbasiu, kluczem jest "robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala". To nie ma nic wspólnego z wykorzystywaniem innych lub uszczęśliwianiem siebie cudzym kosztem! Właściwie to nawet nie ma nic wspólnego z traktowaniem inych ludzi (z podejściem Eileen można zarówno być empatycznym wolontariuszem, jak tez zapatrzonym w siebie egoistą). Tu chodzi o cieszenie się życiem, każdą chwilą, sprawianie sobie codziennych przyjemności, realizację własnych marzeń (kto niby powiedział, że nasze marzenia muszą krzywdzić innych??? ), swój własny rozwój. Gdyby każdy człowiek umiał zatroszczyć się o siebie w ten sposób - byłoby zdecydowanie lepiej.

Dzięki za ten temat, Eileen.

16

Odp: Nie żyję byle jak!
bbasia napisał/a:
Eileen napisał/a:

Nie żyję byle jak - czyli robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala! Spełniam swoje zachcianki, dążę do tego, żeby marzenia się ziściły i chwalę się bezwstydnie każdym dniem, żeby zmotywować innych.

A ja uważam, ze takie podejście do życia - to jest właśnie takie "życie byle jak"...
Bo to jest życie, które obraca się tylko wokół własnej osoby, dla własnej przyjemności i podporządkowuje sobie życie innych tak by mnie było przyjemnie.
No właśnie - przyjemnie...
A według mnie życie, które czasem "daje w kość" jednocześnie skłania nas do jakiś refleksji i w pewien sposób nas wzbogaca. I sprawia, że zaczynamy widzieć trochę dalej niż nasz czubek ładnie upudrowanego nosa...

Nie do końca rozumiem. Ja robię wszystko właśnie po to, żeby życie nie dawało mi w kość. To wydaje mi się całkiem... naturalne? Rozsądne? tongue Pewnie, że mogę przestać coś robić, a potem się zamknąć w pokoju i jęczeć, jak mi źle, ale po co? Już dawno sobie postanowiłam, że będę szczęśliwa i tyle. A naprawdę nikogo tym nie unieszczęśliwiam - bo to nie jest z nikim powiązane. Nie wiem, robię to, na co mam ochotę, zarabiam po to, żeby spełniać swoje zachcianki, uczę się po to, żeby zarabiać w przyszłości na tym, co lubię i więcej, żeby spełniać więcej zachcianek. tongue Gdzie tu krzywdzenie innych? smile

Vinnga, kłaniam się. big_smile

Kammiś, też tak mam ze świętami - znaczy, nie jestem specjalnie wierząca, nie jest to dla mnie duchowe przeżycie, ale jest wielkie spotkanie rodzinne, które trwa kilka dni, jest zabawa, są prezenty. ^^

Cslady, a nie fiński? Ja kiedyś bardzo chciałam się uczyć fińskiego. tongue

A jesień jesienią, ja się złapałam na tym, że mi wakacje tak szybko minęły w tym roku, bez porównania do kilku poprzednich lat. A nie robiłam nic szczególnego, żeby tak mi czas uciekł. ;s

17

Odp: Nie żyję byle jak!

Fiński również rozważałam. W sumie nie wiem którego najlepiej się uczyć, jeszcze to przemyślę. big_smile

Też lubię święta, ale taki komercyjno-rodzinny wymiar, bo wierząca nie jestem. Co roku urządzam imprezę na Halloween (albo na takową chodzę). Lubię się przebierać i robić lampiony z dyń. Dwa razy byłam na pogańskich obchodach Dziadów. Chciałam kiedyś jechać na jarmarki w Berlinie, może w tym roku się zmobilizuję. big_smile

18

Odp: Nie żyję byle jak!

Moje kuzynki, jak były małe, podłapały halloweenowe zbieranie słodyczy, skrzyknęły u siebie koleżanki i zbierały w przebraniach. I tak przez kilka lat, aż nie podrosły. To było miasteczko wielkości "każdy każdego zna", więc nawet ze sklepów coś wymarudziły. Niestety, są ode mnie młodsze i mimo że chciałam, to musiałam uznać, że starej babie już nie wypada. tongue

A imprezę halloweenową robiłam chyba tylko raz. Miesiąc później mam urodziny, więc zawsze jakoś tak bardziej skupiałam się na Andrzejkach.

19 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-28 10:16:14)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Fiński również rozważałam. W sumie nie wiem którego najlepiej się uczyć, jeszcze to przemyślę. big_smile

Też lubię święta, ale taki komercyjno-rodzinny wymiar, bo wierząca nie jestem. Co roku urządzam imprezę na Halloween (albo na takową chodzę). Lubię się przebierać i robić lampiony z dyń. Dwa razy byłam na pogańskich obchodach Dziadów. Chciałam kiedyś jechać na jarmarki w Berlinie, może w tym roku się zmobilizuję. big_smile

Tak samo mam smile
Tez ten komercyjno-rodzinny wymiar mnie "jara" big_smile

Bbasiu - ale PO CO szukac sobie problemow i dawania w kosc? Zeby byc umartwionym, smutnym i zgorzknialym?
I co to ma do podporzadkowywania zycia innych. Nie mam przeciez nikogo "pod soba" zeby mu ustawiac zycie i za nikogo nie decyduje.
Natomiast nie rozumiem samoogranicznia i samoumartwiania sie wylacznie dla zasady.

A w zyciu nie byle jak chodzi tez glownie o samorozwoj a nie o chodzenie na latwizne.
Bbasiu - dam Ci przyklad - dlaczego mialabym na przyklad w listopadzie chodzic smutna bo taki jest w Polsce zwyczaj? Nikt mi nie zmarl, nie mam nawet kogo wspominac, dlaczego mam biegac po cmentarzach a nie zrobic sobie halloween? Albo dlaczego mialabym skupiac sie w grudniu na tym ze swieta to obowiazek? Bez sensu.

Cslady - obejrzyj zdjecia z tych jarmarkow, to sie na pewno zmobilizujesz big_smile
To znaczy no to tez wazne jak daleko masz, bo ja mam do Niemiec blizej niz do Wawy, ale jak sie baaaaardzo chce to i odleglosc nie jest przeszkoda.

20

Odp: Nie żyję byle jak!

Obejrzałam, obejrzałam. big_smile Odległość mi nie przeszkadza, bo bardzo lubię dłuższe wycieczki samochodem. Tylko zwykle w tym okresie okołoświątecznym miałam bardzo mało czasu na takie wyjazdy i dlatego się nie zdecydowałam. Przed Nowym Rokiem zwykle jest dużo spraw do domknięcia. Ale w tym roku postaram się znaleźć czas.

Dzisiaj będę się rozpieszczać, bo idę na kawę, a potem na lody ze znajomym z liceum, w których wtedy się podkochiwałam. Fakt, miłość to nie była, a jedynie zauroczenie, które prysło, gdy bliżej go poznałam. Niemniej jednak wiele przyjemnych wspomnień zostało. Tydzień temu spotkałam go przypadkiem na ulicy i umówiliśmy się. Nie powiem, nadal miło się na niego patrzy. Uwielbiam patrzeć na przystojnych mężczyzn (na ładne kobiety zresztą też).

21

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Ja kiedyś bardzo chciałam się uczyć fińskiego. tongue

Powodzenia zycze smile

22

Odp: Nie żyję byle jak!

Jestem bardzo ciekawa jak to jest z tym poziomem trudności fińskiego, bo krąży o nim wiele legend. Z praktycznego punktu widzenia bardziej przydałby mi się np. szwedzki, ale fiński mnie właśnie kusi pod tym względem, że spodziewam się wyzwania. Chociaż o węgierskim też słyszałam dużo rzeczy, że będzie ciężko, że skomplikowany, ale sama tego nie odczułam. Może dlatego, że już przez nauką miałam takie nastawienie na nie wiadomo jak trudny poziom, więc potem pozytywnie się "rozczarowałam".

23

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Jestem bardzo ciekawa jak to jest z tym poziomem trudności fińskiego, bo krąży o nim wiele legend. Z praktycznego punktu widzenia bardziej przydałby mi się np. szwedzki, ale fiński mnie właśnie kusi pod tym względem, że spodziewam się wyzwania. Chociaż o węgierskim też słyszałam dużo rzeczy, że będzie ciężko, że skomplikowany, ale sama tego nie odczułam. Może dlatego, że już przez nauką miałam takie nastawienie na nie wiadomo jak trudny poziom, więc potem pozytywnie się "rozczarowałam".

wszystko jest dla ludzi. Tylko nauka jezyka bez praktyki to jakos tak z celem sie mija chyba. Slowek nauczysz sie, ale najlepeij moc jednak pogadac sobie na zywo.

24 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-28 11:07:02)

Odp: Nie żyję byle jak!

Na żywo miałabym z kim rozmawiać po fińsku, chociaż wiadomo, że to nie jest to samo, co mieszkanie w danym kraju. Na pewno wyjechałabym tam na urlop, żeby spróbować swoich sił w praktyce. Najbardziej jednak język przydałby mi się zawodowo, do pisania maili i rozmów przez skype. Jeśli już uczę się nowego języka, to też dbam o to, by go używać w praktyce i sama stwarzam sobie ku temu okazje. Inaczej byłoby zwyczajnie szkoda czasu, jakkolwiek zabawa i tak jest przednia. Zawsze miałam tak, że najpierw uczyłam się języka tutaj w Polsce i rozmawiałam z native speakerami na żywo lub przez internet, ale potem po wyjeździe do danego kraju przeżywałam szok. Było tak zwłaszcza z węgierskim i portugalskim. Chociaż ten szok bardzo szybko mija, bo jak już się "osłucham" i przyzwyczaję, to nagle ta wyuczona wiedza ładnie się utrwala i mogę mówić bez oporów.

Tak na co dzień udaje mi się wykorzystywać wszystkie języki, które znam. Wiadomo jednak, że nie porównywałabym swojej znajomości ze znajomością języka przez osoby, które żyją w danych krajach. Chociaż języki romańskie znam właściwie na świetnym poziomie (są bardzo łatwe), ale te bardziej egzotyczne nadal zawzięcie szlifuję.

25

Odp: Nie żyję byle jak!
kammiś napisał/a:

Bbasiu - ale PO CO szukac sobie problemow i dawania w kosc? Zeby byc umartwionym, smutnym i zgorzknialym?

Ale dlaczego uważacie że spojrzenie poza czubek własnego nosa może być jedynie źródłem smutku i zgorzknienia?

26

Odp: Nie żyję byle jak!

Bbasiu, ale to ja Ciebie nie do końca rozumiem. Ty napisałaś, że to dawanie w kość wzbogaca i skłania do refleksji. Czyli na plus. Więc wychodziłoby na to, że to życie ma MI dać w kość - tak, jakbym się miała specjalnie podkładać, bo jak żyję tak, jak mi dobrze, to będę pusta. ;p

Teraz natomiast mówisz o spoglądaniu poza czubek własnego nosa - czy któraś z nas napisała, że jest taka super i nigdy nikomu i niczemu nie pomoże? Nie wydaje mi się.

Poza tym znowu to się sprowadza do tego (przynajmniej ja tak "odczuwam" ten wątek), że jak masz dobrze, żyjesz tak, że jesteś zadowolona, to nie będzie hm... to życie wartościowe, dopóki nie polecisz komuś pomagać. Zwłaszcza, jeśli mowa o kwestiach materialnych i dobrze ustawionej finansowo osobie (akurat za taką się nie uważam specjalnie, żeby nie było). Np. mam ciotkę, która ma kancelarię radcowską (no, połowę jakoś, bo ze wspólnikiem). Jest sama, pracuje naprawdę dużo, bo nieraz i sypia w tej kancelarii i ona zarabia na konkretny cel - podróżowanie. W roku wyjeżdża 2-4 razy mniej więcej, a to do Japonii, a to gdzieś tam. I o ile osoby z rodziny, które ją znają, nie robią z tego niczego wielkiego, o tyle osoby, które znają ją tylko no... przez kogoś, często patrzą na to mniej więcej tak, jakby była rozpuszczonym dzieckiem, które sobie jeździ i jakby nic jej poza tym nie obchodziło. Czasem mam wrażenie, że są tym no... osobiście urażeni. big_smile Nie ogarniam tego, a kim ona się ma przejmować? Przecież pracuje tak dużo właśnie po to - żeby jeździć. Większość z tych negatywnie nastawionych nie przepracuje w ciągu miesiąca 1/3 tego, co ona.

I też mam wrażenie, że dotyczy to głównie osób samotnych. Bo skoro nie mają męża, dzieci, to tak naprawdę właśnie nie mają nikogo poza sobą do dbania. A przecież wszyscy chyba w pierwszej kolejności zajmują się swoją rodziną - mężem/żoną, dziećmi. A jak ktoś jest sam, to mu to po prostu odpada.

W ogóle nie rozumiem takiego podejścia. Złe by było, gdybym ja to dziecko i męża miała, a zajmowała się wyłącznie sobą. Ale NIE MAM. Więc nie istnieją osoby, które miałyby prawo czegokolwiek ode mnie wymagać. Oczywiście, swojej rodzinie typu dziadkowie, rodzice, kuzynki też bym pomogła, gdyby było trzeba. Ale na razie nie trzeba, każde z nich zajmuje się sobą całkiem nieźle. A nawet oni (ta rodzina) nie są osobami, które miałyby prawo do narzucania mi stylu życia.

27 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-28 11:52:20)

Odp: Nie żyję byle jak!

B

bbasia napisał/a:
kammiś napisał/a:

Bbasiu - ale PO CO szukac sobie problemow i dawania w kosc? Zeby byc umartwionym, smutnym i zgorzknialym?

Ale dlaczego uważacie że spojrzenie poza czubek własnego nosa może być jedynie źródłem smutku i zgorzknienia?

A kto mowi o patrzeniu tylko na siebie?
Ja na przyklad kocham pomagac zwierzetom. To chyba nie jest patrzenie tylko na czubek wlasnego nosa.
Odnioslam sie do tego ze zycie powinno "dawac w kosc". Wiesz, ok, jak cos sie przydarzy to bede musiala sie z tym zmierzyc, nie bede miala wyjscia. Ale PO CO mam szukac takich sytuacji (a mam wrazenie ze niektorzy ludzie tak robia)?
I dlaczego mam nie podkreslac jak mi dobrze? Nie chodzi mi o to zeby przed niepelnosprawnym podkreslac jak to super moc chodzic. Ale mialam na przyklad sytuacje gdzie 1 czerwca napisalam na tym glupim facebooku tongue "waaaaakaaaacjeeee!". I wiesz co mi powiedzial kolega jeden? Ze wszyscy mowia ze nie powinnam pisac takich rzeczy bo wiekszosc ma noz na gardle, nie zaczela sesji i ponad polowa ma problemy z zaliczeniami i warunki i szlag ich trafia jak ja i jeszcze jeden chlopak tak piszemy. To ja mam nie podkreslac tego ze jest super? Dlaczego? Bo komus sie z jego wlasnej winy nie udalo i teraz mu tak zle? Bez sensu to dla mnie.

Ja mam faceta - hedoniste. Pare glupot w zyciu narobil ale nie o tym. On pracuje na WLASNE ZACHCIANKI. a na co ma pracowac??? Nie ma dzieci, nie ma kobiety na utrzymaniu (nigdy bym na to nie pozwolila tongue ), rodzice w pelni sil i dosc mlodzi. Co ma robic? Pracuje duzo, ale pracuje na siebie. I faktycznie, niektorzy uwazaja ze to zbrodnia ze on mial sobie ochote tego calego iWatcha kupic. A czemu niby ma nie kupic jak chce miec? Przeciez nie ma zadnych obowiazkow poza dbaniem o siebie samego. I moze wlasnie sobie robic co chce i spelniac swoje nawet najglupsze zachcianki.
Zreszta ostatnio duzo sie od niego nauczylam. On nie podchodzi do zycia jak do jakiegos wiecznego bolu egzystencjonalnego big_smile i to jest genialne podejscie.

28

Odp: Nie żyję byle jak!

Dajcie już spokój, bo psuje się kolejny wątek i zamiast pisania o przyjemnościach wywiąże się kolejna dyskusja o tym, kto ma rację. Co za różnica kto co o Was myśli? Ludzie potrafią oceniać bardzo powierzchownie, więc jakie ma znaczenie co sądzą?

29

Odp: Nie żyję byle jak!

Hahahahhahahaha, żartujesz? big_smile Rozumiem jeszcze, jakbyś w gronie warunkowiczów zaczęła się specjalnie przechwalać, ale afera o wpis na fejsie? big_smile

30

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Hahahahhahahaha, żartujesz? big_smile Rozumiem jeszcze, jakbyś w gronie warunkowiczów zaczęła się specjalnie przechwalać, ale afera o wpis na fejsie? big_smile

A no big_smile
Dobre to bylo big_smile
Bo ja generalnie nie narzekam na bol zwiazany ze studiowaniem ktory odczuwa ogol i to zdaniem niektorych dziwne big_smile

Cslady ma w sumie racje - lepiej wrocmy do motywowania sie smile

31 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-28 11:56:42)

Odp: Nie żyję byle jak!

Kammiś, a jak tam włosy? Udało Ci się dojść do koloru, którego chciałaś? Czy wróciłaś do ciemnych?

32

Odp: Nie żyję byle jak!

Tak jest! *salutuje* ;p

Ja mam za 1,5 tygodnia mega zjazd rodzinny. Bo mój dziadek od iluś lat robił takie wieeelkie drzewo genealogiczne, na wszystkich zwykłych rodzinnych spotkaniach było uzupełniane, bo wiadomo, nie wszystko wiedział/pamiętał, a zdecydowanie większa rodzina była od strony babci. No i trzy moje ciotki jakoś podłapały i uznały, że trzeba w najmłodszym pokoleniu (czyli m.in. we mnie :s) krzewić rodzinne tradycje i przekazywać wiadomości, i kij wie, co jeszcze. W każdym razie trzeba. tongue Problem w tym, że mama mojej babci miała dwanaścioro rodzeństwa. I teraz ich wszystkie rodziny trzeba gdzieś upchnąć - padło na kuzynkę mojej babci, która hotel i domki nad jeziorem. Tam będzie jakieś milion osób, ale i tak się nie mogę doczekać. big_smile Rzadko wszyscy się widujemy w takim składzie, znaczy, w komplecie.

No więc oni będą nas nauczać, a my będziemy słuchać, oglądać zdjęcia i uciekać im na plaże, żeby się kąpać. Taki jest z grubsza plan. big_smile big_smile 

Dalej nie mam sukienki, ale za to z tej okazji umówiłam się do fryzjera na przyszłą środę. big_smile Znaczy, dobra, mamusia mnie umówiła, bo sama była wczoraj, jak jej trochę pomiauczałam. tongue tongue

A teraz brat wyszedł z domu, więc sobie pośpiewam. Coś mnie ostatnio wzięło na starsze utwory i na tapecie jest Edyta Geppert. Nawet nuty do niektórych sobie wydrukowałam, taka dzielna jestem! Bo zorientowałam się, że jak zawsze w Wawie mi pianina brakuje, tak na tych wakacjach mało co grałam. No więc będę grać i śpiewać, a potem siądę i napiszę kolejny fragment ff. <3

33

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Na żywo miałabym z kim rozmawiać po fińsku, chociaż wiadomo, że to nie jest to samo, co mieszkanie w danym kraju. Na pewno wyjechałabym tam na urlop, żeby spróbować swoich sił w praktyce. Najbardziej jednak język przydałby mi się zawodowo, do pisania maili i rozmów przez skype.

No to wlasnie pisownia jest chyba najbardziej skomplikowana sprawa przy finskim:) Z jednej strony latwo, bo piszesz tak jak mowisz i slyszysz a z drugiej maja ogromna ilosc podwojnych glosek w slowach. I teraz jesli wstawisz jedno a zamiast dwoch aa, to zmieni to kompletnie znaczenie slowa. Bo takie samo slowo istnieje z jednym a i z dwoma aa i znaczy cos totalnie innego. Przyklad: mato: robak, dzdzownica i matto - dywan:)

Nie zawsze da sie to sluchowo wylapac;)

Ja mowie dosc biegle po finsku, natomiast przy pisaniu maili, czasem jeszcze sprawdzam poprawnosc w slowniku. Zreszta sami Finowie tez wala niezle byki w pisowni:)

34

Odp: Nie żyję byle jak!

Nie no, fajnie sie watek zaczyna... Co zrobilyscie dzis dla siebie?

Kupilam to. Kupilam tamto. Kupilam siamto.

Rewelka.

35 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-28 12:42:18)

Odp: Nie żyję byle jak!
cslady napisał/a:

Kammiś, a jak tam włosy? Udało Ci się dojść do koloru, którego chciałaś? Czy wróciłaś do ciemnych?

Sa ciemne, ale nie czarne.
Taka ciemniejsza czekolada. Cieply kolor (a na tym mi najbardziej zalezalo).
Chcialam miec wlosy w kolorze mlecznej czekolady, ale jakie farby bym nie kupila, to wychodzily rudawe. A mi rudy nijak nie pasuje do karnacji, wiec wzielam te ciemna czekolade z castinga i jestem zadowolona.
W kazdym razie pozegnalam typowa czern  tongue

A muzycznie dzis malo ambitnie bo caly dzien slucham "Blurred lines" big_smile

36

Odp: Nie żyję byle jak!
Iceni napisał/a:

Nie no, fajnie sie watek zaczyna... Co zrobilyscie dzis dla siebie?

Kupilam to. Kupilam tamto. Kupilam siamto.

Rewelka.

smile))

To ja moze niezakupowo, bo dla mnie zakupy (poza spozywczakiem i ogrodowo-wnetrzarskim) to strata czasu i kasy;)

Pojechalam nowa ladna trasa rowerowa do pracy, wyszlam z tej pracy wczesniej, bo za piekna pogoda byla, zeby tylek w biurze trzymac, pojechalam do sklepu po drodze i nakupilam mase jogurtow greckich, bo akurat promocja byla i swiezych pomidorow na pomidorowke z bazylia, potem pojechalismy tez rowerkami nad jezioro i poplywalismy calkiem calkiem daleko, potem moj pan zajal sie zupa a ja z pieskiem poszlam na spacer, potem z mala troche na trampolinie poskakalam, potem ja przejelam zupe a pan wyczyscil nasza nowa lodke i doczepil do niej motor, ktory wlasnie dotarl do nas (w weekend bedzie pierwsze wodowanie w tym wydaniu), potem zupe rodzinnie zjedlismy, potem chyba na jakis program kulinarny sie pogapilam, bo bardzo je lubie, potem znow pies i ostatni spacer, jakies wiadomosci, lampka wina i spaaac, bo potwornie jakos niewyspana po ostatniej podrozy jestem.

Czy to byl nadzwyczajny dzien? Dla mnie dzien jak codzien:)

37

Odp: Nie żyję byle jak!

Zazdroszczę posiadania łódki! big_smile Znaczy, no tak pozytywnie zazdroszczę, a nie, że bym zabrała czy coś. tongue

38

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja tez niezakupowo tongue
Wstalam dzis o 8, wytestowalam nowe cienie (ja uwielbiam testowac wszystko - od nowego zakreslacza do notatek poprzez nowy szampon na nowym jedzeniu konczac) big_smile
Napisalam kilka stron bo mialam wene i zrodla big_smile
Teraz robie swoj ukochany obiad - spaghetti ze swiezych pomidorow, ze swieza bazylia, ze swieza rukola i w ogole love big_smile
Bez mieska, bo przeszlam znow na wege po pisaniu o uboju rytualnym - a moj opiekun ostrzegal "niech pani wybierze inny temat bo bedzie pani przezywac!" a lekarz nakazal mi jedzenie miesa, no ale wyszlo jak wyszlo. Nie moge jesc, bo zwymiotuje. Caly czas mam widok zdjec przed oczami i wypowiedz profesora Elzanowskiego caly czas mi dzwieczy w glowie.
Ja lubie gotowac okazjonalnie - codziennie nie. Wypilam drina (znowu) i szumi mi w glowie big_smile swoja droga zastanawiam sie jak to mozliwe ze po wypiciu okolo 100 ml drinka 14% alkoholu czuje sie pijana big_smile dla mojego faceta zawsze to bylo fenomenem big_smile pamietam jeszcze jak bylismy per pan/pani i byla konferencja z przerwa "kawowa" i opiekun kola przynosil mi wlasnie wino a mialam zaraz po przerwie referat big_smile moj obecny facet mnie wtedy odciagnal od opiekuna i powiedzial "niech sie pani lepiej przejdzie po swiezym powietrzu" big_smile

39

Odp: Nie żyję byle jak!

Eileen, a ja zazdroszczę rodzinki smile Serio. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby w mojej udało się wszystkich porwać w takim niepraktycznym celu jak wielopokoleniowy zjazd rodzinny smile A to jest kapitalny pomysł! Ja moją dalszą rodzinkę widuję tylko na pogrzebach. Może jeszcze widywałabym na ślubach, aczkolwiek jakoś nikt się nie chce wiązać tongue
Tylko za 1,5 tygodnia to wy chyba musicie plan kąpania w jeziorze zmienić na cos innego. Może pranie na tarze, skoro starsze pokolenia mają was czegoś uczyć? big_smile

Kammiś, miałam koleżankę, która po wypiciu połowy piwa obejmowała z czułością sedes i wkładała do niego głowę. I ona wtedy była autentycznie pijana...
Znacie jakieś fajne drinki, które można samodzielnie zrobić? Ja umiem tylko mojito smile

40 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-28 13:35:54)

Odp: Nie żyję byle jak!
vinnga napisał/a:

Eileen, a ja zazdroszczę rodzinki smile Serio. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby w mojej udało się wszystkich porwać w takim niepraktycznym celu jak wielopokoleniowy zjazd rodzinny smile A to jest kapitalny pomysł! Ja moją dalszą rodzinkę widuję tylko na pogrzebach. Może jeszcze widywałabym na ślubach, aczkolwiek jakoś nikt się nie chce wiązać tongue
Tylko za 1,5 tygodnia to wy chyba musicie plan kąpania w jeziorze zmienić na cos innego. Może pranie na tarze, skoro starsze pokolenia mają was czegoś uczyć? big_smile

Kammiś, miałam koleżankę, która po wypiciu połowy piwa obejmowała z czułością sedes i wkładała do niego głowę. I ona wtedy była autentycznie pijana...
Znacie jakieś fajne drinki, które można samodzielnie zrobić? Ja umiem tylko mojito smile

Ja pije niby gotowce ale nalewane do butelek po winie robione przez kolege ktory byl barmanem w Golebiewskim big_smile takiego mamy zdolnego bylego przewodniczacego kola naukowego big_smile big_smile big_smile
Robi zaje....drinki.
Moge go zapytac o przepis i podeslac Ci na priv:)
No ja
Ja sie po 3 lampkach (malych) wina przytulalam do kwiatow na rodzicielskim ogrodzie tongue co najlepsze rodzice mnie tak urzadzili big_smile
Ja nie wiem ale spijam sie dosc specyficznie bo nawet jakbym rzygala to film nie urwie mi sie nigdy. I nie wiem wlasnie jak maja ludzie ze nie wiedza co mowia i cos wygadaja bo akurat to kontroluje po pijaku big_smile po prostu sie smieje jak opetana i wszystko kocham big_smile i spiewam i tancze. Nawet po tym jednym cosmopolitanie teraz big_smile
A i zawsze po drinkach slucham prymitywnej muzyki big_smile na tapete poszlo teraz "booty" j.lo. big_smile swoja droga moj facet z kolega 10 razy pod rzad ogladal teledysk do tej piosenki na trzezwo, to mi wolno sluchac po drinach big_smile

41

Odp: Nie żyję byle jak!
vinnga napisał/a:

Eileen, a ja zazdroszczę rodzinki smile Serio. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby w mojej udało się wszystkich porwać w takim niepraktycznym celu jak wielopokoleniowy zjazd rodzinny smile A to jest kapitalny pomysł! Ja moją dalszą rodzinkę widuję tylko na pogrzebach. Może jeszcze widywałabym na ślubach, aczkolwiek jakoś nikt się nie chce wiązać tongue
Tylko za 1,5 tygodnia to wy chyba musicie plan kąpania w jeziorze zmienić na cos innego. Może pranie na tarze, skoro starsze pokolenia mają was czegoś uczyć? big_smile

Vinnga, starsi mają swoje plany, a my - najmłodsi - swoje. big_smile U nas jest tak w rodzinie mamy, dokładniej to rodziny babci ze strony mamy. No ale ona też rodzinę ma większą. Ze strony ojca albo dziadka mamy to też raczej tylko pogrzeby i śluby. tongue Za to od babci to wszyscy robią np. też duże imprezy z okazji 50-tki. Jednej cioci (w sumie kuzynce babci) tak się spodobało, że zrobiła też 60-tkę. Wszyscy robiliśmy rodzinne 18-tki oprócz imprezy dla znajomych. No i tak standardowo, komunie, chrzciny i inne. Chociaż zdarza się, że komuś się nudzi, wypada jakiś rok bez komunii itp., to robi imieniny na przykład. big_smile Powód zawsze się znajdzie. big_smile
Chociaż czasem też zaczyna się robić tego za dużo - w zeszłym roku, w maju, byłam na majówce ze znajomymi, a potem komunia w Wielkopolsce, pogrzeb nad morzem i 18-tka w Wielkopolsce. Akurat tak wypadło. Miałam wrażenie, że cały miesiąc mnie w domu nie ma. Albo w zeszłym roku w sierpniu - 18-tka, ślub i rocznica ślubu. Tak że no... za dużo też nie jest dobrze. Ale teraz dawno nic takiego dużego nie było, więc akurat. big_smile

A co do drinków, to ja za bardzo takich skomplikowanych nie umiem. Tzn. czasem znajdziemy ze współlokatorem jakiś przepis i z tego przepisu robimy, ale to się zaraz zapomni. Za to uwielbiam wermuty, same też, ale czasami sobie robię z cytrynką i spritem, chociaż pewnie niektórzy stwierdzą, że to profanacja. Ale lubię w każdej postaci. big_smile Takie martini chociażby, pycha. big_smile Co dziwne, bo kiedyś nie znosiłam wermutów. big_smile

42

Odp: Nie żyję byle jak!

Eileen, zawsze mowilam wermut to ohydztwo big_smile jakos mi ten ziolowy posmak nie podchodzi big_smile

43

Odp: Nie żyję byle jak!

No ja kiedyś właśnie też tak miałam, a później nie wiem... jakoś tak wyszło. big_smile I teraz mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że martini to jeden z moich ulubionych trunków. big_smile

44

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja jednak dziecinnie zostaje przy owocowych drinach big_smile

45

Odp: Nie żyję byle jak!

Czemu dziecinnie, ja owocowe drinki też lubię. W ogóle dużo rzeczy lubię. big_smile

To będzie absolutnie nie na temat, ale tak mi się skojarzyło... Parę dni temu moją kuzynkę przenieśli do III ligi w piłce nożnej za karę. Co było powodem? Jej koleżanka wrzuciła na fejsa zdjęcie, jak siedziały gdzieś i piły piwo (i to jakieś smakowe). I na tym zdjęciu nie było nic strasznego, nikt nie leżał, nie rzygał, po prostu siedziały i kuzynka miała butelkę w ręce. Zdjęcie bardzo ciemne, niewyraźne, ale ktoś się dopatrzył. tongue Rozwaliło mnie to, jak mi w niedzielę opowiadała. big_smile

46

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Nie żyję byle jak - czyli robię wszystko, żeby moje życie było wyjątkowe, bo przeciętność mnie nie zadowala! Spełniam swoje zachcianki, dążę do tego, żeby marzenia się ziściły i chwalę się bezwstydnie każdym dniem, żeby zmotywować innych.
Zarozumiała? Tak o mnie mówią. Ja po prostu jestem szczęśliwa i nie wiem, dlaczego miałabym to ukrywać! big_smile

O to to. Dokładnie mam to samo. Powiem Wam, ze ja nigdy na żadnym punkcie nie miałam tak dużej obsesji od dziecka jak na punkcie własnego mieszkania, mieszkania samej. Co prawda to dość szybko się zrealizowało. Ale uwielbiam swoje mieszkanie, mam do niego tyle serca. Wszystko jest zrobione solidnie w najdrobniejszych szczegółach. Porządek wszędzie aż lśni. Lubie sobie starannie dobierać preparaty do czyszczenia podłóg, okien. Ozdoby, pachnące świeczki. Lubię wybierać nowoczesne wygodne rozwiązania. Wiecie co mnie wkurza? Dla mnie porządek na klatce schodowej to rzecz bardzo ważna, nie jest mi obojętne gdzie mieszkam. Mam alergię an bałaganiarzy.

Tak samo przykładam się do swojego wyglądu. Dobre kosmetyki, wizyty u lekarza, zdrowe odżywianie się, kosmetyczka, fryzjer. Fajne ciuchy. Tylko, ze tak ja mam określony budżet co i kiedy na co wydaje. Dajmy na to miesięcznie fryzjer:100 kosmetyczka:200, (zależy co robię) ale wstępnie planuje. Ciuchy kupuje sezonowo, to znaczy np przeznaczam 500 zl na jesień i w tym buty, kurtka, jakieś spodnie, sweter. Chodże w tych ciuchach, chodże zużyją się. Kupuje kolejne np w grudniu na zimę i święta, sylwester. Potem kolejne na wiosnę przed Wielkanocą i na wakacje.

Dbając o innych,  zacznijmy od siebie.

47 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-08-28 15:40:24)

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Vinnga, starsi mają swoje plany, a my - najmłodsi - swoje. big_smile U nas jest tak w rodzinie mamy, dokładniej to rodziny babci ze strony mamy. No ale ona też rodzinę ma większą. Ze strony ojca albo dziadka mamy to też raczej tylko pogrzeby i śluby. tongue Za to od babci to wszyscy robią np. też duże imprezy z okazji 50-tki. Jednej cioci (w sumie kuzynce babci) tak się spodobało, że zrobiła też 60-tkę. Wszyscy robiliśmy rodzinne 18-tki oprócz imprezy dla znajomych. No i tak standardowo, komunie, chrzciny i inne. Chociaż zdarza się, że komuś się nudzi, wypada jakiś rok bez komunii itp., to robi imieniny na przykład. big_smile Powód zawsze się znajdzie. big_smile
Chociaż czasem też zaczyna się robić tego za dużo - w zeszłym roku, w maju, byłam na majówce ze znajomymi, a potem komunia w Wielkopolsce, pogrzeb nad morzem i 18-tka w Wielkopolsce. Akurat tak wypadło. Miałam wrażenie, że cały miesiąc mnie w domu nie ma. Albo w zeszłym roku w sierpniu - 18-tka, ślub i rocznica ślubu. Tak że no... za dużo też nie jest dobrze. Ale teraz dawno nic takiego dużego nie było, więc akurat. big_smile

O to fajnie. Ja co prawda nie mam rodzeństwa. Ale mam mnóstwo ciotecznych, stryjecznych, i ciotek, wujków. Ale powiem tak, jak my urządzamy święta to ja wolę, żeby były u mnie. Bo ja to zamówię catering, kupie gotowe rzeczy. A moja mama lubi się mordować, takie
staropolskie obyczaje big_smilebig_smile lubi dawać komuś na wynos placek lub jakieś jedzenie. Więc trzeba dwa razy tyle zrobić. Ja tak nie lubię i nie robię.

Powiem Wam jedną komiczna sytuacje. W maju była komunia mojego chrześnika. Tydzień wcześniej kupiłam sobie ubranie, jemu bombonierkę, książkę upamiętniającą komunię wypisałam życzenia włożyłam kasę w kopertę. Dzień wczesnej sprawdziłam czy wszystko jest. Wychodzimy z kościoła mój kuzyn (ojciec chrzestny) odbija gdzieś na bok, leci. Ja się pytam a ty dokąd? A on: po kasę do bankomatu lol lol
To się nazywa luźny styl życia lol

48

Odp: Nie żyję byle jak!
Iceni napisał/a:

Nie no, fajnie sie watek zaczyna... Co zrobilyscie dzis dla siebie?

Kupilam to. Kupilam tamto. Kupilam siamto.

Rewelka.

A to źle? Mnie po prostu głupio tutaj pisać jakieś bardziej osobiste rzeczy związane np. z partnerem albo rodziną. Co nie znaczy, że moje "robienie czegoś dla siebie" ogranicza się do kupowania różnych rzeczy. big_smile Zaraz zacznę robić dla siebie coś niematerialnego, bo jakiś czas temu dostałam antologię dramatów francuskich i zawsze odkładałam ją sobie na deser. Dziś zacznę konsumpcję. Postanowiłam sobie, że będę czytać jeden dramat dziennie, żeby tego nie "połykać", tylko przemyśleć.

Eileen, zazdroszczę zjazdu. Też takie miewam raz na kilka miesięcy i bardzo często wspominam. Nie mogę doczekać się następnego, który wypadnie pewnie pod koniec września albo na początku października.

Mussuka, nawet sobie nie wyobrażam, by nie korzystać ze słowników podczas pisania. Zresztą ja tak zawsze robię, ze wszystkich języków. Kiedy piszę po polsku i chcę brzmieć jakoś elokwentnie, to czasami też coś sprawdzam, bo nie zawsze jestem wszystkiego pewna. Choć to oczywiście zależy od treści maili, bo czasami ograniczają się one do prostego, suchego przekazu. Tylko paradoksalnie mnie zawsze dużo lepiej idzie pisanie, jakoś naturalnie wchodzi do głowy. Z mówieniem zawsze mam większy problem i to nieważne czy uczę się "na sucho" w Polsce, czy też na bieżąco za granicą. Początkowo zawsze mam blokadę, że coś palnę albo źle wymówię, a pisanie tekstów mnie nie stresuje, bo zawsze mogę poświęcić na to więcej czasu i wszystko sobie sprawdzić.

49

Odp: Nie żyję byle jak!
vinnga napisał/a:

Znacie jakieś fajne drinki, które można samodzielnie zrobić? Ja umiem tylko mojito smile

A masz szejkera (takie cuś, w czym się miesza wsio)?
Bo jak masz, to polecam 25mL malibu, 50mL mleka, odrobina soku pomarańczowego lub syropu curacao i kruszony lód. Pycha.

Co zrobiłam dzisiaj dla siebie? Przeszłam z kijkami 5km. Liczę, że dzięki konsekwentnemu postępowaniu w końcu schudnę.
Potem zbierałam pomidory. Fajnie móc zjeść pomidory własnej hodowli.
Obejrzałam fajny wzruszający film. Poprzytulałam synka.

Może to żadna rewelacja, ale ja to lubię. Pożartować z mężem, pooddychać powietrzem. Fajny dzień.

50

Odp: Nie żyję byle jak!
Ludmiłaa napisał/a:

Powiem Wam jedną komiczna sytuacje. W maju była komunia mojego chrześnika. Tydzień wcześniej kupiłam sobie ubranie, jemu bombonierkę, książkę upamiętniającą komunię wypisałam życzenia włożyłam kasę w kopertę. Dzień wczesnej sprawdziłam czy wszystko jest. Wychodzimy z kościoła mój kuzyn (ojciec chrzestny) odbija gdzieś na bok, leci. Ja się pytam a ty dokąd? A on: po kasę do bankomatu lol lol
To się nazywa luźny styl życia lol

Hahaha, powaliłaś mnie na łopatki tym! big_smile

Ludmiłaa napisał/a:

O to to. Dokładnie mam to samo. Powiem Wam, ze ja nigdy na żadnym punkcie nie miałam tak dużej obsesji od dziecka jak na punkcie własnego mieszkania, mieszkania samej. Co prawda to dość szybko się zrealizowało. Ale uwielbiam swoje mieszkanie, mam do niego tyle serca. Wszystko jest zrobione solidnie w najdrobniejszych szczegółach. Porządek wszędzie aż lśni. Lubie sobie starannie dobierać preparaty do czyszczenia podłóg, okien. Ozdoby, pachnące świeczki. Lubię wybierać nowoczesne wygodne rozwiązania. Wiecie co mnie wkurza? Dla mnie porządek na klatce schodowej to rzecz bardzo ważna, nie jest mi obojętne gdzie mieszkam. Mam alergię an bałaganiarzy.

Ja jestem bałaganiarą. :c Tyle że u mnie nie ma no... brudu, w sensie - nie wiem - niesprzątniętej kuwety, upaćkanych papierków po lodach czy czegoś tam. Po prostu rozrzucam normalne rzeczy. tongue Ale czasem mam zryw i sprzątam - z tym że ten porządek długo się nie utrzymuje. xD


Cyniczna, moja mama lubi nordic walking, z koleżanką zawsze chodzi. Do mnie niestety to nie przemawia, tak samo jak bieganie zresztą. W tym roku byłam dwa razy biegać, za każdym razem wyszło mi, że dalej tak samo nie znoszę. big_smile

51

Odp: Nie żyję byle jak!
Cynicznahipo napisał/a:

A masz szejkera (takie cuś, w czym się miesza wsio)?
Bo jak masz, to polecam 25mL malibu, 50mL mleka, odrobina soku pomarańczowego lub syropu curacao i kruszony lód. Pycha.

Mam, mam, mam smile I lubię malibu smile Spróbuję w najbliższej przyszłości. Może jeszcze dzisiaj, bo ewidentnie resetu potrzebuję.

Kammiś, na profesjonalne drinki to ja się nie piszę. W sumie to mam nawet książkę do drinków (znaczy: gdzieś jest...), ale, z tego co pamiętam, to one tam strasznie wydziwiaste były i do każdego potrzebny był przynajmniej 1 dziwny składnik. A ja zakupów nie znoszę, więc poszukiwanie tegoż składnika kolidowałoby z celem przyrządzenia drinka smile Aczkolwiek przepisik na cosmopolitan możesz podrzucić. Jeśli te cosmopolitany są wszedzie takie same to piłam kiedyś i bardzo mi odpowiadał smile

Odnosząc się do wspomnianej przez was świątecznej mordęgi: ja z własnej, nieprzymuszonej woli pakuję się w przygotowania. Ale tylko w kuchni smile Uwielbiam to - robić milion potraw jednocześnie, cały dzień pichcić, dekorować... Nigdy, przenigdy nie biorę udziału w sprzątaniu. A ponieważ święta spędzamy u rodziców, więc ja mogę w spokoju zająć się tym co mi sprawia przyjemność, a do sprzątania zawsze też się jakieś jelonki znajdą big_smile

52 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-28 16:21:55)

Odp: Nie żyję byle jak!

Ja też jedyne, co robię przed świętami, to gotowanie. Święta są różnie - u mamy, cioci albo babci, ale i tak wszyscy mnie znają na tyle, żeby nie liczyć na mnie przy sprzątaniu. big_smile Za to zawsze się "dorzucę" z jakimś jedzeniem. I zawsze robię coś innego, chociaż najczęściej jakieś sałatki albo coś z mięsem. Na Wielkanoc jechałam z Warszawy prosto do cioci, więc już u niej okupowałam kuchnię. To kuzynki mi pomagały, grzeczne dziewczynki. tongue No i była - oczywiście - sałatka, tym razem z tuńczykiem i (a to już drugi raz, bo lubię tongue) banany smażone w karmelu, z polewą z gorzkiej czekolady, lodami i bitą śmietaną. Mrrau, aż sobie chyba zrobię! big_smile No ale to też inaczej, skoro nie muszę przygotowywać całości - bo u nas zawsze część robiła mama, część dziadkowie, część ciotka. Teraz ja i kuzynki już się uznajemy za osobny twór i też coś zawsze przywozimy od siebie.

Tak żebym w całości przygotowała całą imprezę, to chyba tylko na swoje ostatnie urodziny. Też się fajnie bawiłam (ale jednak lepiej przy tworzeniu menu, a nie podczas robienia), jednak pod koniec drugiego dnia przy garach byłam na etapie "nigdy więcej". Do następnych urodzin powinno mi przejść. big_smile

53

Odp: Nie żyję byle jak!

A ja bym sobie potańczyła na jakimś weselu albo imprezie rodzinnej. Oczywiście zakładając, że byłby dobry zespół, a nie ciągle disco polo. Wiem, że mogę iść do klubu, ale to nie to samo. Zawsze jakieś obce gachy mnie zaczepiają i bynajmniej mi to nie pochlebia, bo po alkoholu każda kobieta jest dobra. Natomiast na takich imprezach we własnym gronie bardzo lubię sobie potańczyć. Jakoś ponad rok temu byłam na prywatnej imprezie, gdzie grał Lemon i byłam zachwycona. Tak na co dzień nie słucham tego zespołu, bo ich radiowe wersje jakoś mi się nie podobają. Na żywo to co innego. Ogólnie wesela przy disco polo też mogą być fajne, ale mnie przeszkadza słaby wokal. Zwykle muzyka gra głośniej niż facet/kobieta śpiewają. A jeśli ludzie są zdolni, to nawet disco polo ładnie brzmi. Oj, przydałoby się dobre wesele. Niestety chyba będę musiała poczekać dopiero na własne.

54

Odp: Nie żyję byle jak!

O co to to. Na wesele tez bym chętnie się wybrała. Potańczyć, pobawić się. Ja nie lubię i nigdy nie lubiłam dyskotek czy jakiś klubów gdzie są tańce alkohol i mnóstwo różnych obcych ludzi.
Właśnie tego nie lubię jak ktoś obcy zaraz leci z łapami do tańca.
Ale mnie tak nie irytuje na weselu disco polo, jak te przyśpiewki śpiewane acapella przez babcie, ciotki, wujków itd. Disco polo przy tym to klasyka gatunku lol To samo zabawy weselne, głupie to ja nie wiem. Ja lubię się bawić ale z umiarem  z kultura, lubię jak jest zabawa, ze wszyscy tańczą jednako np zumba. Powiem Wam, ze to ma swoje duże zalety bo mogą się bawić pary, single, dorośli, starsi, dzieci, Jak ktoś prowadzi to nawet osoby nie umiejące tańczyć solo mogą się wtopić w tło. Pięknie to wychodzi, i fotki ładne i ewentualne nagranie nadaje się do oglądania a nie do śmiechu u warte.

55

Odp: Nie żyję byle jak!

Mnie samo disco polo też nie irytuje. Nie jest to co prawda moja muzyka, ale nie mam niczego przeciwko, by było na weselu. Tylko jeśli zespół jest słaby, to szczerze mówiąc odechciewa mi się tańczenia. Nigdy nie rozumiałam po co zatrudniać słabe zespoły, gdy słaby DJ chyba wyjdzie taniej albo porównywalnie, a na pewno wypadnie dużo lepiej niż zespół. U mojej koleżanki na imprezie zespół sobie wypił i po północy było już coraz gorzej. Przez to impreza skończyła się o 3.

56

Odp: Nie żyję byle jak!

A jeszcze do tych wesele i tematyki. Nie wiem jak Wy ale ja bardzo  lubię się ,,stroić'' big_smilebig_smile bardzo lubię te długie suknie, typowo balowe, buty torebka tez. Kiedyś kupiłam na wesele długa czarną sukienkę z cekinami. Tylko na tego typu imprezy wesele, sylwester, bal się nadaje. Ale ja uwielbiam, takie stroje, szale. Dużo ludzi kupuje sobie na wesele coś co potem będzie nosić na co dzień, ale ja po prostu od czasu od wielkiego święta jak się zdarzy okazja to lubię założyć coś co na co dzień się nie nadaje.

57

Odp: Nie żyję byle jak!

Hmm ja nie przepadam za długimi sukniami, bo jestem niska. Tzn. nie uważam, że niskim osobom długie suknie nie pasują, bo podobają mi się na innych niewysokich kobietach. Jednak w moim przypadku jakoś nie mogę się przyzwyczaić, choć próbowałam. Inna sprawa jest taka, że rzadko na którym weselu widziałam kobietę w długiej sukni, a nie lubię się w ten sposób wyróżniać.

58

Odp: Nie żyję byle jak!

No właśnie ja też nie lubię się zbyt wyróżniać. Na przykład nie zakładam różowych sukienek, czy sukienki bombki. Tylko długie czarne, lub ciemne, z dodatkami, czy cekinami. Ale tak na ogół to aj bardzo lubię  nosić eleganckie spódnice, sukienki. A w pracy to wiadomo, stawia się bardziej na wygodę i elastyczność.

59 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-08-28 18:31:46)

Odp: Nie żyję byle jak!

A co ostatnio dla siebie zrobiłam?
Sama sobie zrobiłam masaż leczniczy:) Teraz są w promocji kremy do stop. Ja ostatnio zainwestowałam w żel chłodząco nawilżający.
Ja sobie lubię jakieś drobne przyjemności sprawiać. Te kremy naprawdę pomagają.
Powiem Wam, ze jak jest nowa gazetka to ja lubię iść do Rossmanna wszystko dokładnie obejrzeć, przeczytać. Ostatnio jestem w rossmanie wpada jakaś dziewczyna jej facet czeka z dzieckiem z wozkeim i ja pogania a ona szybko szybko łapie co jest leci do kasy. Ja bym tak nie mogla.
Dlatego ja na zakupy chodzę sama, bo bym polowy rzeczy nie kupiła z facetem. Na ciuchy tez. Sama to mam czas, nie spieszę się, nikt nie marudzi. A i ja kupuje tylko w sieciówkach, w galeriach. Powiem Wam dlaczego bo tam nikt ciekawsko nie sprawdza, i co chwile do przymierzalni nie zagląda i jak? i jak? A w sklepach prywatnych jak się nie kupi to niezbyt miłe panie są.

60

Odp: Nie żyję byle jak!

Ho, ho to i ja zaszalałem. Do baterii piwa "jak zwykle" kupiłem sobie nowe jakiego jeszcze nie piłem. Kupiłem sobie nie dawno droższe o 50 gr mydełko co by ładniej pachniało. Kupiłem sobie dziś film, za którym rozglądałem się już dłuższy czas i dziś zrobię sobie seans. Ja, piwko i film. Jak nie zasnę, to jeszcze wykorzystam żonkę. Niech też ma coś z życia...

61 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-28 19:30:52)

Odp: Nie żyję byle jak!

Dobra, wiem, że wszystkim krytykującym/czepiającym się dam kolejny argument do ręki, ale... jestem przerażona! Bo mama mi każe iść do brafitterki, a ja się boję, bo to małe miasto i ja nie chcę pokazywać biustu w tym mieście, czy brafitterka będzie mi go mierzyć nago, czy tylko mi da staniki do mierzenia, a mama mnie nie słucha, chociaż tupię nóżkami i krzyczę, a ona się ze mnie śmieje i mnie zmusza, bo sama idzie i mi też każe, a ja mam duży biust, to mi się przyda, ale nie chcę iść tutaj, no co za niedobra mama, mówię, że pójdę w Warszawie, to ona, że nie pójdę i pewnie ma rację i jestem taka nieszczęśliwa. Dobra, już mi lepiej. Ale dalej się boję. ._.

*Problemy pierwszego świata by Eileen*

62

Odp: Nie żyję byle jak!
Snake napisał/a:

Ho, ho to i ja zaszalałem. Do baterii piwa "jak zwykle" kupiłem sobie nowe jakiego jeszcze nie piłem. Kupiłem sobie nie dawno droższe o 50 gr mydełko co by ładniej pachniało. Kupiłem sobie dziś film, za którym rozglądałem się już dłuższy czas i dziś zrobię sobie seans. Ja, piwko i film. Jak nie zasnę, to jeszcze wykorzystam żonkę. Niech też ma coś z życia...

Hahaha, nie mogłam się powstrzymać.
Zajrzę do was jak będę miała więcej czasu, ale napiszę, tak na szybko, że dziewczyny (no właściwie to Eileen jest gospodarzem, ale czytałam poprzedni wątek, więc mogę uznać, że przynajmniej jesteście we trzy) jesteście naprawdę wspaniałe. I pomijając jakieś tam wasze poglądy na różne sprawy, to bardzo mi się podobacie z waszym młodzeńczym entuzjazmem.
Piszcie, piszcie! Taki zastrzyk energii jest w cenie big_smile a i dodatkowo jest wesoło (przykład wypowiedź Snake).

63 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-28 20:12:58)

Odp: Nie żyję byle jak!
Eileen napisał/a:

Dobra, wiem, że wszystkim krytykującym/czepiającym się dam kolejny argument do ręki, ale... jestem przerażona! Bo mama mi każe iść do brafitterki, a ja się boję, bo to małe miasto i ja nie chcę pokazywać biustu w tym mieście, czy brafitterka będzie mi go mierzyć nago, czy tylko mi da staniki do mierzenia, a mama mnie nie słucha, chociaż tupię nóżkami i krzyczę, a ona się ze mnie śmieje i mnie zmusza, bo sama idzie i mi też każe, a ja mam duży biust, to mi się przyda, ale nie chcę iść tutaj, no co za niedobra mama, mówię, że pójdę w Warszawie, to ona, że nie pójdę i pewnie ma rację i jestem taka nieszczęśliwa. Dobra, już mi lepiej. Ale dalej się boję. ._.

*Problemy pierwszego świata by Eileen*

Ja bylam i nie musialam sie rozbierac do naga. za to duzo przymierzania bylo tongue
Lepsze niz usg tej czesci ciala tongue no ale usg podobno tez warto robic profilaktycznie raz na rok, co najmniej 2 lata sad

64 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-08-28 21:27:23)

Odp: Nie żyję byle jak!

Nie mam nic przeciwko rozbieraniu się u lekarza. Tutaj mam. :S Tzn. gdyby to było duże miasto, to spoko, tu się boję, że brafitterka się okaże jakąś znajomą z widzenia, mamą koleżanki czy kimś tam. W innym  (dużym albo obcym) mieście bym nie miała problemu. big_smile Ale tłumaczę to sobie tym, że zawsze sobie kupię nowy stanik... albo dwa... ewentualnie siedem. big_smile big_smile

Odp: Nie żyję byle jak!

Od 1 września i ja sobie zaszaleję w wersji zagranicznej. Spacery promenadą nadmorską, pływanie, błogostan, uzupełnienie kolekcji płyt CD z najlepszą muzyką pod słońcem, smakowanie najwspanialszych lodów gałkowych smile Będzie się działo!
Na marginesie: optymistyczny i ekstra wątek smile smile

Posty [ 1 do 65 z 972 ]

Strony 1 2 3 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nie żyję byle jak!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024