Elle - Lepsze takie emocje niż żadne?
Moje życie nie jest nudne, bo robię wiele rzeczy z różnych dziedzin i często nie starcza mi dnia. Nie szukam dramatów. To nie mój styl - źle mnie oceniłaś, tylko dlatego, że moje cierpienie się przedłuża, a ja dość obrazowo przedstawiłam mój dzisiejszy stan.
A także może dlatego, że sama nie kochałaś, więc nie tęsknisz i nie potrafisz zrozumieć.
Nie mam żadnego guziczka w mózgu, który włączam, żeby sobie pocierpieć i zrobić przedstawienie, i z pewnością nie odczuwam zakamuflowanej przyjemności w użalaniu się nad sobą. Z moim samopoczuciem było juz lepiej przez ostatni czas, umawiam się z innymi, ale dziś wrócił mocny żal za nim i bardzo złe samopoczucie psychiczne. Uważasz, że to za dlugo? Od rozstania minął miesiąc. A wczoraj dostałam relację od koleżanki, że go widziała i z nim gadała. Wygląda na zadowolonego z życia. Ciężko było tego słuchać.
Nie wiem, dlaczego według Ciebie wyznacznikiem głębokości odczuwania ma być długość relacji. Niektórzy oświadczają się po 3 miesiącach (nawet tak bylo w przypadku moich rodziców), często mieszkają ze sobą po takim czasie. Więc dlaczego tak deprecjonujesz moją osobę i moje zaangażowanie tylko dlatego, że to trwało 3 miesiące zamiast rok? Uważasz, że ludzie mają prawo zacząć coś czuć dopiero w 5 czy 6 miesiącu relacji? Może przegapiłam jakieś istniejące normy?
Ja zakochałam się w ciągu pierwszego miesiąca bardzo intensywnego widywania - w kimś, kto był miły, dbał o mnie, przynosił kwiaty, dopytywał czego mi potrzeba, i przede wszystkim - z samego początku został mi przedstawiony i polecony jako ktoś, kto jest w porządku, jest stały, wierny, i miał przez 4 lata dziewczynę i teraz długo był sam! Specjalnie się dopytywałam, żeby nie wejść w jakieś bagno. I nagle pokazał drugą twarz.
NIE jestem szczęśliwa z powodu moich poprzednich doświadczeń z facetami.
Nie chciałam kolejnego kretyna, który nie chciałby się wiązać.
Więc jakich dramatów szukam?
Tak, przeżywam intensywnie, to nadal falowo wraca, bo już niejako zdążyłam uwierzyć w to "przeznaczenie" o którym trąbił tak beztrosko - potem skupiłam się na ratowaniu. Cała moja energia by posklejać to, co się sypie, mysląc, że to moja wina.
Jaką przyjemność wg Ciebie dostarcza mi to, że wypadła mi połowa włosów? Może robię się od tego piękniejsza? Pewnie jak zobaczę wreszcie łyse placki na głowie, będę mogła się pochwalić znajomym? Myślisz że o takie rozrywki mi chodzi? Albo że nie wolałabym wydać kolejne 100 zł na super sukienkę zamiast na psychoterapeutę?
I tak, on mam nadzieję wyciągnie ze mnie rdzeń tego, dlaczego się tak podlożyłam i nie mogę się z tym pogodzić.
I dlaczego czuję głęboko nienawiść i pogardę do siebie.
Pewnie jesteś dumna ze swoich ciętych odpowiedzi, ale za bardzo szablonowo to oceniłaś - nietrafnie - choć i tak będziesz uważać swoje, więc nieważne