Miałam wczoraj dziwną sytuację. Zatrzymał mnie na ulicy młody człowiek, rzekomo żołnierz w cywilu, i chciał pożyczyć na pociąg ekspresowy do Gdańska, no to by było ponad 90 zł!Zaczął się tłumaczyć, że już innych zatrzymywał, że nikt nie chciał pomóc, że mnie zatrzymał bo szłam sama, że pokaże mi dowód,że zwróci pieniądze. Ja pytam, to dlaczego nie masz pieniędzy? A on na to, że ma tylko 6zł, bo czekał na wypłatę z wojska która miała wpłynąć 27 marca, ale nie wpłynęła. Krążył w okolicach akademików i kościoła, licząc na to że mu studenciaki pomogą lub ludzie wierzący.
Wiecie dziwnie się czułam, po pierwsze nie mogłam mu dać takiej sumy, bo nie miałam gotówki, po drugie spieszyłam sie do pracy i nie mogłam się spóźnić, po kolejne nie ufałam mu.... A w tym wszystkim czuję się winna, że mogłąm pomóc, bo jakby mi się coś takiego przytrafiło, to czy ktokolwiek by mi pomógł? W takich sytuacjach człowiek zostaje wystawiony na taką próbę...Czasem myśle, że to Bóg zsyła na naszej ścieżce życiowej takich ludzi i nas sprawdza...A jak to była ukryta kamera, a jak to było jakieś badanie ludzkiej dobroci?
Opowiadał mi ten żołnierz, że zatrzymał jakąś kobietę, ale mu powiedziała, że właśnie kupiła pigułki antykoncepcyjne i gdyby ją zatrzymał przed apteką pewnie by mu pożyczyła. Powiedział mi że tamta laska go wkurzyła, uniósł się nawet, powiedział jej ponoć co by było gdyby mąż nie miał seksu jedna noc, a pomogłabyś mi?
Co robić w takich sytuacjach? Mam sumienie, ale z drugiej strony już coraz mniej ufam ludziom!