Drogie Kobiety,
Otoz pytanie. Jestem ze wsplanialym facetem od poltora roku. Od szesciu miesiecy mieszkamy razem. Obydwoje od czasu poznania spotykalismy sie codziennie, w najgorzym wypadku 6 razy w tygodniu, I tak bylo przez rok. Zamieszkanie razem bylo praktycznie bezbolesne oprocz kilku dekoracyjnych wpadek (obydwoje wprowadzalismy sie do mieszkania w ktorym zazdne z nas wczesniej nie mieszkalo). Wszystko jest super cacy oprocz jednego ?ale? na ktore ciezko mi samej znalezc odpowiedz. On jest ode mnie 10 lat starszy (co w sensie dogadywania sie w ogole nie przeszkadza), kariera w pelni, ja dopiero zaczynam sie ?piac?. On sila rzeczy zarabia wiecej ode mnie, 5 razy wiecej. Mimo ze on teraz placi w wiekszosci za mieszkanie (ja daje mu 10% czynszu I place za kablowke) mnie nawet ze swojej pensji ciezko jest sie samej utrzymac. Kupuje jedzenie dla nas dwojga I praktycznie place za swoje wydatki typu samochod, telefon, fryzjer itd. Obydwoje ciezko pracujemy. Boli mnie tylko czasami to, ze mimo ze mieszkamy razem ja ciagle musze sie martwic o pieniadze, czy mi starczy, czy moze uda mi sie troche przycisnac pasa I zaoszczedzic. On ? duszo hulaj, nawet nie ma pojecia ile miesiecznie wydaje I wlasciwie na wszystko go stac. Ma bardzo duzo w banku odlozone wiec nic dziwnego ze stapa mocno po ziemi. Boli mnie to ze on sie nigdy nie zapyta czy cos potrzebuje, teraz czeka go wielki bonus I on juz mysli jakie dwa (!) samochody sobie on kupi podczas gdy ja jezdze starym rupem. On kiedys byl zonaty (ja rowniez jestem po rozwodzie) I podobna z zona mieli osobne konta, wiec w naszej sytuacji po slubie nie sadze zeby bylo inaczej. Tak jakby mieszkamy pod wspolnym dachem ale kazdy sobie rzepke skrobie. Czy moje uczucia sa normalne? Jest to facio z gestem, na urodziny, roczince I czasem nawet bez okazji kupuje drogie prezenty za ktore ja zawsze bardzo jestem wdzieczna, ale tutaj mi chodzi o zwykle codziennie wydatki. Absolutnie nie jest skapcem, znam jego numery kart kredytowych I bankowych ale nigdy ich nie uzywam. Dla przykladu nie zapomne jak kiedys jeszcze zanim zamieszkalismy razem kupilam piekne czerwone szpilki na przecenie. Zachwalalam je jakie sa piekne, wygodne, wspaniale, jak bede przy nim pieknie wygladac. Jego rekacja? Powiedzial zebym je oddala bo przeciez narzekalam na brak pieniedzy. Na nastepny dzien on chwalil sie jakie to nowe ciuchy sobie kupil. Myslalam ze dostane bialej goraczki. Co o tym sadzicie?
- MG
PS. U moich rodzicow nigdy sie przelewalo. Ojciec trzymal wiecej pieniedzy ze wszystkiego Mama musiala sie rozliczac. Ojciec dawal na ?zycie? ale np na zakupy przed swietami dawal?dzien przed swietami. Nigdy nie bylo wspolnego budzetu, Mama zarabiala zawsze marne pieniadze ale zawsze starczalo jej na swoje , moje I brata potrzeby. Wieksze zakupy zawsze musial robic Ojcieci ?duze? piatkowe jedzeniowe zakupy. Wiec z mojej perspektywy, Mama zawsze musiala sie prosic I nigdy nie miala dostepu do kasy taty. Nawet nie wiedziala ile on zarabia. Z powodu takich a nie innych doswiadczen w domu rodzinnym doskonale sobie zdaje sprawe ze mam takie a nie inne podejscie do pieniedzy.