Witam
Z Moim znamy się od Lutego, od Marca jesteśmy razem. Związek na odległość, ale codziennie rozmawiamy, piszemy i do tej pory widywaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu. Kocham Go i On chyba mnie też. No właśnie, "chyba", było kilka takich sytuacji, których nie do końca rozumiem.
Wyszliśmy z Jego znajomymi na piwo, jakiś miesiąc temu. Nie znałam nikogo, a Mój znikał co chwilę na papierosku. Niby błaha sytuacja i dopóki nie miałam tego "ziarna niepewności" nic bym nie powiedziała.
Jakiś czas potem. Kłóciliśmy się przez kilka dni, już nawet nie pamiętam o co. Dużo było powiedziane, grożenie zerwaniem z mojej strony itp. Kiedy już sytuacja wróciła do normy zdarzyło mi się po pijaku przeczytać w jego telefonie smsy. Niestety okazało się, że z kimś pisał, koleżanką kolegi. Był tam taki tekst który mnie zabolał, że gdyby nie był ze mną to kto wie, może byłby z nią. Zrobiłam awanturę, okazało się, że pisał tylko jeden dzień i stwierdził że to nie ma sensu. Przepraszał, mnie ciężko było zapomnieć. Wczoraj poprosiłam, żeby po raz ostatni mi to wytłumaczył, dlaczego tak zrobił. Odpowiedział, że z głupoty, bo się ze mną kłócił. Znowu niby błaha sytuacja według większości.
Ostatnia rzecz. Byliśmy w sobotę na osiemnastce. Nie było go przy mnie przez większość imprezy. Ogólnie rozumiem, bo pomagał koledze wszystko zorganizować, tu muzyka, tu z kimś potańczył. Ale ja znałam tam tylko solenizantkę i jej chłopaka, więc znowu poczułam się zostawiona "na lodzie". Nic się już nie odezwałam, bo obiecałam, że nie będę robić awantur.
Wiem, że dużo sama sobie wyolbrzymiam. Żaden mój były się tak nie zachowywał. Na imprezie zawsze siedział koło mnie, nikt mnie nigdy nie zostawiał na dłużej niż 5 minut. A prawda jest taka, że chciałabym z Nim spędzać jak najwięcej czasu sam na sam, tylko z nim chciałabym rozmawiać ew. żeby był przy mnie. Nie jest tak, że On jest całkowicie obojętny w stosunku do mnie. To zależy jaki ma humor. Potrafi być czuły, potrafi ze mną rozmawiać i się śmiać, ale kiedy nie jesteśmy sami nie czuję się już tym nr 1. Jakbym schodziła kompletnie na drugi plan. Z drugiej strony kiedy np. źle się czuję dba o mnie.
Nie jest też tak, że muszę się prosić o te spotkania. Ale. Mieliśmy jeździć do siebie na zmianę, wyszło tak że od ponad miesiąca ja cały czas przyjeżdżam do Niego, bo różne rzeczy wypadały. Powiedziałam, że nie mogę już przyjechać w przyszły weekend. Wiem też, że On nie przyjedzie, bo jest trochę pod kreską. Ale coś mi tak mówi, że jakby chciał to by przyjechał...
Poradźcie jak przestać chcieć być centrum wszechświata? Jak przestać być zazdrosną o to, że rozmawia z innymi?
2 2015-06-08 23:58:01 Ostatnio edytowany przez angel781 (2015-06-08 23:59:36)
Sprawiasz wrażenie z lekka zakompleksionej, małej dziewczynki, którą trzeba pilnować na każdym kroku, która potrzebuje ciągłego zainteresowania ze strony innych, bo inaczej nie wie, co ze sobą zrobić.
Myślę, że powinnaś dać mu trochę luzu, bo jeszcze od Ciebie ucieknie. Zdałoby sie też nie czekać aż ktoś zajmie się Tobą, nie strzelać focha, nie robić z siebie księżniczki i samemu znaleźć sobie towarzystwo, jesli ktos o Tobie "zapomni". Później możesz powiedzieć mu co myślisz o tej sytuacji. Pokłucić sie lub nie, ale nie warto podczas imprezy psuc sobie zabawy. Myślę, ze on tez wtedy bedzie mial szanse na odrobine zazdrosci i na pewno nie bedzie czul, ze latasz za nim jak pies ogrodnika. ![]()