Od zawsze byłam przeciwna temu aby grupy znajomych się łączyły. Już w podstawówce miałam uczucie zazdrości ( ?) zagubienia jeśli widziałam, że moje koleżanki poznają inne moje koleżanki, kolegów. Tak jakbym była przeciwko temu, żeby ludzie się ze sobą zadawali i poznawali. Ogólnie jestem uważana za otwartą osobę, jednak kiedy coś sobie wkręcę i zacznę myśleć- jest chaos.
Przez takie myślenie o ludziach, kto z kim się zadaje itp sama się blokuję i nie mogę, nie potrafię wyjść z inicjatywą, aby gdzieś wyjść- trzymam się tylko starych znajomych albo nowych, którzy mają wielkie grupy.
Mam to od zawsze. Mieszkam w dość dużym mieście, ale większość osób się zna, imprezuje w centrum. Kiedy widzę,że np kolega dodał na portalu kolegę, albo koleżanka kolegę- od razu mam ukłucie zazdrości (?) zaborczości? Skąd ta osoba tą zna, dlaczego się z nią zadaje.
Moja siostra uważa, że jest to spowodowane kompleksami z dzieciństwa, że nie powinnam myśleć o sobie gorzej, ale być bardziej pewna siebie.
Mam tak , że kiedy widzę, że ktoś się zadaje z kimś z kim ja bym chciała (???) to automatycznie usuwam się w cień, uciekam w inne środowisko- a te osoby z poprzedniego dziwią się co się ze mną dzieje, pytają o mnie. Zabiegają a mi to schlebia. Po kiego grzyba??? Zwyklę idę później w pracoholizm i obchodzi mnie tylko praca a nie relacje. A tak jak powiedziałam wczesniej te osoby dziwią się co sie ze mną dzieje.
Nie chcę taka być. Chcę podchodzić luźno do relacji międzyludzkich, chcę być luźna, bo czasem widzę, że się spinam i to źle na mnie wpływa... Po prostu czasem mam tak, że chciałabym mieć daną grupę dla 'siebie' i nie chciałabym dopuszczać innych do niej... A wiem, że to jest złe. Nie powinnam tak robić.
Co mam w sobie zmienić? Nie koncentrować się tyle na sobie? Znaleźć sobie jakieś następne zajęcie, sport zacząć uprawiać regularnie? Sama już nie wiem.
Pozdrawiam i proszę o jakieś rady, bo ja czasem sama ze sobą już nie wytrzymuję. Dlatego też czasem unikam ludzi, aby się nie zorientowali, że jestem jakaś zazdrosna czy coś... A powinnam na luzie podchodzić do każdego i mieć w dupce to kto z kim się koleguje.
Przez takie spięcie wewnętrzne nawet jak jestem w gronie znajomych od razu zaczynam analizować relacje i nie jestem sobą- jestem zestresowana i czasem niemiła, ludzie nawet nie podchodzą bo się nie uśmiecham. Tak jakbym sama sobie problemy strarzała.
Poza tym keidy ktoś do mnie nie pisze sam z siebie prze dłuższy okres czasu ja nie mogę zrozumieć tego, że ta osoba może być zajęta- od razu mam myśli, że mnie nienawidzi, że coś jej zrobilam...