Inspiracją do tworzenia takiej formy rozrywki są gry komputerowe koncentrujące się wokół rozwiązywania różnego typu zadań, których celem jest wydostanie się z pułapki. Od jakiegoś czasu "escape the room" z powodzeniem przywędrowała także do Polski.
O co w tym chodzi? Jako przykład podam grę stworzoną w Rybniku (pierwsza w regionie), gdzie właściciele swoich gości (grupy od 2 do 4 osób) zamykają w pomieszczeniu stylizowanym na więzienną celę. Zabawa dostarcza uczestnikom nie lada emocji, bo żeby się stamtąd wydostać, trzeba złamać kody i rozwiązać łamigłówki, przy czym czas zwykle ograniczony jest do 45 minut. Gra nie wymaga stosowania nadmiernej siły fizycznej. Jak zapewniają gospodarze, stopień trudności jest na tyle wysoki, że większość gości, by wydostać się z celi, potrzebuje jednak jakichś podpowiedzi.
Ja sama nie gram w gry komputerowe, ale opis tej formy rozrywki zachęcił mnie na tyle, aby w najbliższym czasie wybrać się i sprawdzić własne możliwości oraz na własnej skórze przekonać na ile jest to emocjonujące.
W tym miejscu zastanawiam się czy to zajęcie może być dobrą alternatywą dla zapalonych graczy wirtualnych i jeśli tak, to czy jej "realność" oraz współpraca z drugą, również realną, osobą jest jej atutem czy jednak wadą?
Spotkaliście się już z "escape room"? Jeśli skusiliście się na udział, to wyszliście mile zaskoczeni czy rozczarowani? I wreszcie - udało Wam się w pełni samodzielnie stamtąd wydostać?