Żeby był jakikolwiek pogląd to mam ok. 35 ona ok. 25.
Po pół roku odeszła bez zdrady bicia, nic z tych rzeczy, jednymz argumentów było, że jest mnie za dużo, że ją przytłaczam. Nie chcę sobie nic umniejszać, bo też się czepiałem o różne rzeczy, o które niekoniecznie musiałem. Tak czy inaczej zostało u mnie wzbudzone ogromne poczucie winy.
Po zerwianiu zrobiłem to co można najgłupszego czyli błagałem prosiłem przekonywałem tłumaczyłem argumentowałem, ale nic, nie chciała nawet o tym słuchać. Nie, nigdy nie.
Ale...
W tym Nie, nigdy nie, przeplatało się na teraz nie, w tym momencie nie ma szans. Po dwóch tygodniach tego przekonywania przestałem. Ona chce się spotykać, tylko koledzy. Nawet w momencie gdy mówiłem, że nie będę kolegą, bo chcę być facetem albo wcale nie chcę utrzymywać kontaktu to potrafiła się zezłościć, że to świństwo, bo znam jej podejście do tematów erotycznych i jak zerwe kontakt to ona poczuje sie jak.... Spotykamy się dość często, tak wychodzi, pożycz to, jestem w okolicy moze pójdziemy na spacer, uśmiecha się, ale jakby związku nigdy nie było, tylko koleżanka, gdy tylko próbuję się zbliżyć to jest ostre stop i ciężka mina. A potem znowu haha hihi
Mimo wieku nie wiem co mam robić. Byłem w kilku długich związkach i nie przechodziłem wielu kilkumiesięcznych żeby mieć jakieś doświadczenie w odzyskiwaniu, czy reagowaniu na pewne zachowania. Tyle się mówi, żeby odpuścić zamilknąć kompletnie nie reagować na zaczepki na miesiąc, a potem jak gdyby nigdy nic w jakiś tam nie byle jaki sposób zacząć zaczepiać. Te wszystkie gry związkowe męczą mnie, no ale pełno tego w sieci. Niby to ma wzbudzić tęsknotę, sprawić by myślała, bo tym częstym spotykaniem się po zerwaniu na stopie koleżeńskiej, to kobiecie chodzi jedynie o to by łagodnie przejść etap smutku związanego z zerwaniem.
Czyli wykorzystać faceta nie patrzeć na jego uczucia, by jej nie bylo źle? By nie zadręczała się myślami czy dobrze zrobiła?
Z jednej strony było definitywne nie, z drugiej strony nie powiedziała nie, gdy powiedziałem, dobra to od zera, nowa strona, nowy rozdział.
Nie wiem co lepsze, iść w tych znajomych i starać się ją powoli na nowo zdobywać, czy powiedzieć basta, chce zerwać kontakt, zerwać definitywnie i liczyć, że ją uczucia ruszą, tęsknota bo nie będziemy się widywać, zacznie myśleć i sama wracać?
Czy nie będzie tak, że jak zdecyduję się na dalsze spotykanie się z nią na stopie koleżeńskiej i zdobywanie jej, to nie zrobię z siebie wycieraczki z zerowym szacunkiem?
Dzięki za jakiekolwiek komentarze.
Już zrobiłeś. Nie chcesz kontaktu koleżeńskiego, bo rani on Twoje uczucia. Więc się na niego nie zgadzaj. Koniec, kropka. Ona Cię nie szanuje. Nie dba o Twoje uczucia. Tu nie ma miłości i nie będzie.przykro mi.
Daj sobie z nią spokój.... i tyle w temacie.
Żeby był jakikolwiek pogląd to mam ok. 35 ona ok. 25.
Po pół roku odeszła bez zdrady bicia, nic z tych rzeczy, jednymz argumentów było, że jest mnie za dużo, że ją przytłaczam. Nie chcę sobie nic umniejszać, bo też się czepiałem o różne rzeczy, o które niekoniecznie musiałem. Tak czy inaczej zostało u mnie wzbudzone ogromne poczucie winy.
Po zerwianiu zrobiłem to co można najgłupszego czyli błagałem prosiłem przekonywałem tłumaczyłem argumentowałem, ale nic, nie chciała nawet o tym słuchać. Nie, nigdy nie.
Ale...
W tym Nie, nigdy nie, przeplatało się na teraz nie, w tym momencie nie ma szans. Po dwóch tygodniach tego przekonywania przestałem. Ona chce się spotykać, tylko koledzy. Nawet w momencie gdy mówiłem, że nie będę kolegą, bo chcę być facetem albo wcale nie chcę utrzymywać kontaktu to potrafiła się zezłościć, że to świństwo, bo znam jej podejście do tematów erotycznych i jak zerwe kontakt to ona poczuje sie jak.... Spotykamy się dość często, tak wychodzi, pożycz to, jestem w okolicy moze pójdziemy na spacer, uśmiecha się, ale jakby związku nigdy nie było, tylko koleżanka, gdy tylko próbuję się zbliżyć to jest ostre stop i ciężka mina. A potem znowu haha hihi
Mimo wieku nie wiem co mam robić. Byłem w kilku długich związkach i nie przechodziłem wielu kilkumiesięcznych żeby mieć jakieś doświadczenie w odzyskiwaniu, czy reagowaniu na pewne zachowania. Tyle się mówi, żeby odpuścić zamilknąć kompletnie nie reagować na zaczepki na miesiąc, a potem jak gdyby nigdy nic w jakiś tam nie byle jaki sposób zacząć zaczepiać. Te wszystkie gry związkowe męczą mnie, no ale pełno tego w sieci. Niby to ma wzbudzić tęsknotę, sprawić by myślała, bo tym częstym spotykaniem się po zerwaniu na stopie koleżeńskiej, to kobiecie chodzi jedynie o to by łagodnie przejść etap smutku związanego z zerwaniem.
Czyli wykorzystać faceta nie patrzeć na jego uczucia, by jej nie bylo źle? By nie zadręczała się myślami czy dobrze zrobiła?
Z jednej strony było definitywne nie, z drugiej strony nie powiedziała nie, gdy powiedziałem, dobra to od zera, nowa strona, nowy rozdział.
Nie wiem co lepsze, iść w tych znajomych i starać się ją powoli na nowo zdobywać, czy powiedzieć basta, chce zerwać kontakt, zerwać definitywnie i liczyć, że ją uczucia ruszą, tęsknota bo nie będziemy się widywać, zacznie myśleć i sama wracać?
Czy nie będzie tak, że jak zdecyduję się na dalsze spotykanie się z nią na stopie koleżeńskiej i zdobywanie jej, to nie zrobię z siebie wycieraczki z zerowym szacunkiem?
Dzięki za jakiekolwiek komentarze.
A co poczniesz, gdy pewnego pięknego dnia ona powie Ci, że zakochała się w kimś i związała?
Będziesz słuchał jej opowieści o namiętności, którą w niej wzbudza?
Również wtedy nie zerwiesz z nią kontaktu, bo nazwie to świństwem z Twojej strony?
Albo poinformuje Cię, że nie możecie się więcej się spotykać, bo on jest o Ciebie zazdrosny?
Myślałeś o upokorzeniu, które będzie się z tym wiązać?
Jak najbardziej nie mam zamiaru tkwić w zwykłej znajomości i jej to powiedziałem prosto, dokładnie co piszesz. Nie ma opcji żebym oglądał ją z kimkolwiek, czy to nowym facetem czy innymi. To tak jakbym sam sobie dał kompromis, dobra mogę się z nią zobaczyć, w końcu coś do niej czuję, ale tylko solo, żadnych znajomych. Powiedziałem jej też, że jeśli mimo naszych spotkań ona stwierdzi, że nie to nie działa, nie ma nic, albo pozna jakiegoś to mi mówi wprost i tyle. Niby się zgodziła, ale nie wiem czy to nie ściema.
Ona też powiedziała, że chce się odsunąć, żeby zobaczyć co czuje, czy zwykłe przywiązanie czy coś jeszcze, ale k** no jak może zobaczyć, skoro chce się spotykać pod drobnymi pretekstami. - pożycz, jestem w okolicy.. Może mówi prawdę, może to jakaś faza sprawdzić co czuje czy chce, a może samoleczenie, niby mnie widzi ale ma wolną rękę.
Nie wiem, jak ja zrywałem to było koniec i jak koniec to wszystkiego koniec, milknąłem, druga strona mogła pisać i nic. Tu dla mnie pewnego rodzaju nowość. Nie dała mi powodu twierdzić, że jest manipulantką i chce mnie wykorzystać, że pomogę no bo ślepy, że a może znajdę innego a tu jeszcze się pospotykam, bo trochę tęsknię.
Czuję się między młotem a kowadłem. Z jednej strony chcę uciec bo cierpię jak szczyl i pukam się po głowie co mnie opętało, że tak boli i szarpie (mam wrażenie niestety, że jak na faceta w drugiej połowie 30tki, to mam wrażliwość 15letniej dziewczynki), z drugiej strony a może to taka faza, w końcu po co by się chciała spotykać, uśmiechać, może faktycznie chce sama się przekonać co czuje.
Ale wtedy może lepiej, żebym powiedział, pogadajmy za tydzień na kawie, sam muszę sobie pewne rzeczy przemyśleć. Dzięki temu i ja się zastanowię na spokojnie a nie szarpany jej widokiem i ona do czegoś dojdzie, czy brakuje czy nie brakuje.
Mam brata wiele lat młodszego, zazdroszę mu, on w takich sytuacjach pomuli chwilę, wzruszy ramionami i idzie dalej, a ja biorę flaszkę i wchodzę pod biurko. Co za słabość, ale powoli wracam do gruboskórnego mnie sprzed lat. Sorry za żale.
A jak to jest, że gdyby chciała wrócić to prawdopodobnie byłbym eeeee mam wątpliwości a póki jej nie ma to odchodzę od zmysłów.
Leczyć się trzeba, żreć prochy? Przecież to chore. Zapijać? Jak zapijam to niby spoko, ale alko działa na mnie na drugi dzień turbo depresyjnie. Co tak działa, co tak napędza i czemu to k** nie mija. Czasu potrzeba, spoko, a do tego czasu, praca w dupie, życie towarzyskie w dupie, wszystko w dupe. Ostatni raz się leczyłem 2 lata, tyle czasu nie miałem ochoty się spotykać. Nie mam czasu teraz na takie przeżywanie, w ogóle na takie głupoty nie mam czasu, ale to mnie szarpie i szarpie, nic tylko ah jak było fajnie. Co za paranoja.
No nic trzeba jak najszybciej odpalić serwisy randkowe i ruszyć, ale coś się zmobilizować nie mogę, jutro, jutro.
jedno wiem, nie ma co kobietom nieba przychylać, chodzić za nimi zapewniać o nie, nigdy więcej, bo mimo, że tego oczekują, to im się to nudzi jak się same starać nic nie muszą. Tylko taki żal, że mądry po szkodzie, bo to miało być TO.
Nie no "nieba przychylać" ok
, ale wszystko z umiarem i w swoim czasie.
Byliście ze sobą bardzo krotko - pół roku - co to jest?
Sęk w tym, że Ty jako facet- wiadomo, przywiązałeś się poprzez seks, zapewne niezły, a ona? Najwidoczniej poza seksem nie widziała w Tobie nic specjalnego, trzeba to sobie szczerze powiedzieć.
Zawsze mówię, że nie można popadać w skrajności: nie dobrze jest latać za bardzo i wchodzić w tyłek przysłowiowy, ale równie beznadziejne rozwiązanie to - latać i starać się za mało, bo "kto mi kiedyś coś, to ja teraz się obrażam na cały świat i karam kolejnych partnerów, bo w poprzednim związku tak się starałem
" ..a kogo to obchodzi? Poprzedni związek to był poprzedni. Starać trzeba się zawsze, kwestia wyczucia i nabrania wprawy co jak i kiedy.
Także nie popadaj autorze w paranoję. Czasem tak bywa, że coś się spieprzy - nadgorliwość gorsza od faszyzmu ![]()
No i tyle, wyluzuj i odetnij się Co ma być to będzie. Taka prawda.. a Ty duży chłopak jesteś.
Po pierwsze nie analizuj tak przyszłości tylko skoncentruj się na teraźniejszości, czyli tym na czym stoisz
. Zauważ, że ciągle piszesz jak Ją odzyskać. Zastanowiłeś się co mogły oznaczać Jej słowa "Ciebie jest za dużo"? Kiedy w końcu zrozumiecie, że mężczyzna bluszcz, a mężczyzna który okazuje kobiecie uczucie i troskę to są dwa oddalone od siebie stany, niczym niepodobne? Spróbujcie głaskać kota przez godzinę, a zapewniam o późniejszych śladach na twarzy
. Miłość - tak. Osaczenie - nie. Może z wagi na 10 lat różnicy próbowałeś się Nią opiekować jak ojciec?
Trzeba od czasu do czasu pomyśleć co partnerowi/partnerce RZECZYWIŚCIE sprawia przyjemność, a co jest naszym wyobrażeniem najczęściej polegającym na prostej zasadzie - jak to działa w moim wypadku to u niego/niej będzie tak samo.
Po drugie przyjaźń koleżeńska odpada, z taktyką "na tęsknotę" musisz zdać Sobie sprawę, że Jej powrót nie jest pewny na 100% (abyś później nie był zdziwiony). Zostają Ci albo działania (Ty bardzo dobrze Ją znasz i powinieneś dostosować działania wiedząc jakie ma poglądy oraz charakter) na rzecz naprawy związku lub pogodzenie się z faktycznym stanem rzeczy.
dzięki za odpowiedzi
Wczoraj jej napisałem, że muszę przemyśleć kilka rzeczy bo sam nabieram wątpliwości po tym wszystkim.
I faktycznie tak jest, nie jestem na 100% nastawiony by ją odzyskać, a ona właściwie codziennie się kontaktowała, proponowała spotkania "przy okazji" tylko mnie to rozpieprzało. Jestem niemal pewny, że gdyby nagle zaczęła dzwonić, że popełniła błąd to ja bym nie był już taki chętny.
Wkurza mnie, że nie mogę sobie poradzić z tymi emocjami. Bo z jednej strony mimo, że to tylko pół roku to o ja pierdziele wtf jaka rozpacz (po prostu jestem typem, który przegina z zaangażowaniem), a z drugiej strony gdy zadaję sobie pytanie czy chciałbym z nią ślub, dzieci itp... to emmm no nie. Mózg mówi NIE, serce mówi TAK, a ja już nie mam siły na tą wewnętrzną walkę.
Daj sobie z nią spokój. Nie rozmawiaj, zablokuj w telefonie i wszelkich innych formach komunikacji. Po prostu zero kontaktu, w większości przypadków nie istnieje coś takiego jak przyjaźń po rozstaniu. Nie jesteś już dzieckiem więc nie zachowuj się jak 16to latek. Poradzisz sobie. Jeśli ona jednak będzie chciała wrócić po jakimś czasie to nie martw się, znajdzie Cię (tylko się zastanów czy Ty tego byś chciał). Ale, szczerze mówiąc, na to bym nie liczył. Po drugie to nie warto dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Piszesz, że czuła się przez Ciebie przytłoczona i to było powodem odejścia. Teraz robisz dokładnie to samo. Błagania, przekonywania i robienie z siebie kundelka przynosi zupełnie odwrotny efekt.
Miałam wczoraj coś napisać mądrego, ale będzie coś mniej lotnego, nawiązując do rzeki, powrót do byłych jest jak wciskanie gó...a z powrotem do dup... Pozdrawiam ![]()
redapples - nic dodać nic ująć ![]()
Dzięki za zimne podejście. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że nie warto jakby jej się odwidziało, to już jej problem. Bo jak już wspominałem, ona odeszła, a we mnie narasta przekonanie i dobra! i czuję jak z czasem coraz bardziej rozsądek się odzywa, że to nie to na całe życie.
Jednak te pieprzone emocje zasłaniają świat, te myśli, ah jak było, to że nie do końca rozumiem dlaczego. Bo powody były jak dla mnie banalne do omówienia i rozwiązania, nie sprawiłoby mi to żadnego problemu.
Problem polega na tym, że składała deklaracje, mówiła jak bardzo jak na zawsze, a potem się odwidziało. Jakbym zdradził, czy czuł, że coś grubego robiłem/zrobiłem, no to dobra moja wina, dałem dupy, mam za swoje, ale tak... Nie podejrzewam też by kogoś poznała, wątpię, jakoś na tyle czasu ze sobą spędzaliśmy, że... nie, raczej nie.
Nie chce jej już, nie chce by wracała zwłaszcza, że widziałem jak pod koniec przestawała "być", chcę iść do przodu i zbudować coś nowego, ale czuję, że jakby słowo powiedziała to moje serce by oszalało i nie wiem czy rozum ma tyle siły by się przeciwstawić. Bo wciąż boli, boli jak sku....
14 2015-05-06 11:49:41 Ostatnio edytowany przez redapples (2015-05-06 11:51:15)
"Bo powody były jak dla mnie banalne do omówienia i rozwiązania, nie sprawiłoby mi to żadnego problemu.
Problem polega na tym, że składała deklaracje, mówiła jak bardzo jak na zawsze, a potem się odwidziało."
pachnie mi tutaj jednak kimś nowym na horyzoncie, z doświadczenia wiem że powody z dup... kurcze udziela mi sie to słowo, zwiastują ciekawszy obiekt, który zaczyna się wokół niej kręcić.