Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 224 ]

Temat: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

No więc pora na historię mojego związku. Jestem 3 miesiące po decyzji o rozstaniu, a miesiąc od rozstania, a w zasadzie od bycia porzuconym. Potrzebuję podzielić się swoją historią, potrzebuję jakiegoś katharsis. Jestem w momencie, w którym za sobą mam już momenty prawdziwej rozpaczy. Teraz jest pustka, dezorientacja, brak sił, chęci i celu, pasywność i depresja.
Ale do rzeczy:
Mam 30 lat. Pochodzę z rodziny z historią nadużywania alkoholu, mam w związku z tym kilka naleciałości na charakterze, główną z nich był problem z relacjami z ludźmi. Zamykałem się w sobie i nie dopuszczałem ludzi do siebie. Mimo wszystko byłem dosyć charyzmatyczną osobą i zawsze miałem jakichś znajomych, ale nigdy przed nikim się nie otwierałem, zakodowane miałem w głowie, że jak ktoś jest zbyt blisko to może zranić, a to zbyt duże ryzyko. Pomimo zewnętrznej pozy twardziela, byłem dosyć wrażliwym gościem ? nie lubiłem tej wrażliwości i starałem się skryć najgłębiej jak się da. Chciałem być twardym, zdecydowanym, zaradnym samotnikiem. W taki sposób przebrnąłem przez liceum i wyjechałem na studia z miasta <100k mieszkańców do dużego .

Tam na studiach poznałem ją. Byliśmy w jednej grupie, szybko się zakumplowaliśmy, mieliśmy bardzo podobne poczucie humoru, temperament i jakiś rodzaj podejścia do życia. Ona miała chłopaka, więc nie myślałem o niej jako o kandydatce na dziewczynę. Wręcz przeciwnie, gdy czułem, że może mi się spodobać dystansowałem się. Sytuacja zmieniła się w wakacje. Planowałem jechać za granicę na wakacje, aby coś zarobić i po prostu sprawdzić się czy mi się uda tam odnaleźć, przeżyć przygodę. Miałem jechać ze znajomą, ale okazało się, że znalazła pracę, to zaproponowałem to Jej. Miała jechać ze swoim chłopakiem, jednak zaraz przed wyjazdem pokłócili się i zerwali ze sobą. Wyjechaliśmy. W trakcie wyjazdu dosyć się do siebie zbliżyliśmy, ale ja ciągle trzymałem ją na dystans. Jednego wieczoru zaraz przed powrotem upiliśmy się i przespaliśmy się ze sobą. Po tym było dziwnie, wróciliśmy do Polski i kontakt trochę ucichł. Zaczął się rok szkolny. Wszystko jak gdyby nigdy nic, ale ja już wiedziałem, że nie jest tak. Dużo o niej myślałem i przeszkadzało mi to. Ona wróciła do swojego chłopaka, co spowodowało, że musiałem się od niej dystansować, ale było mi ciężko, bo wiedziałem już, że zaczynam się w niej zatracać. Z tego wszystkiego zaczynałem popadać w depresję, nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Z jednej strony nie chciałem tego, bo moje zamrożenie dawało o sobie przypomnieć, a z drugiej bardzo chciałem z nią przebywać, a nie mogłem, bo była zajęta innymi sprawami. Widzieliśmy się tylko na zajęciach. Zacząłem chodzić na terapię, żeby jakoś ze sobą poradzić. To był dla mnie okres gigantycznego poznania samego siebie, zasad działania ludzkich mechanizmów i innych podstaw psychologii człowieka, odkryłem swoje bagaże i starałem się je jakoś zrzucać. Powoli zacząłem się ogarniać i akceptować fakt, że muszę się z niej wyleczyć. Postanowiłem powiedzieć jej, że się w niej zakochałem, dostać kosza, przeżyć to odrzucenie, którego całe życie unikałem i się emocjonalnie dystansować. Tak się stało, bolało, ale odczułem ulgę. Mogłem iść dalej ze swoim życiem. Unikałem jej, zacząłem zadawać się z  inną koleżanką, która powoli  też zaczynała mi się podobać. Kilka miesięcy po tym chciała ze mną rozmawiać, okazało się, że zerwała ze swoim chłopakiem i doszła do wniosku, że chce być ze mną. Zdziwiłem się, ale oczywiście wszystkie emocje, które czułem wcześniej do niej powróciły i z radości się niemal nie posiadałem.

Co tu dużo gadać, byliśmy niemal idealną parą. Zakochanie, wygłupy, seks ? byliśmy nierozłączni. Ciągle nam było siebie mało. Po roku wprowadziliśmy się do siebie, bo doszliśmy do wniosku, że ona i tak ciągle u mnie siedziała, co przeszkadzało mojemu współlokatorowi, a ona chciała się wyrwać od rodziców ? zwłaszcza od ojca, z którym miała ciężkie stosunki.

Ona co prawda też była osobą obarczoną bagażem wyniesionym z domu, miała problem z wyrażaniem emocji i przez to była dosyć wybuchowa ? kumulowała w sobie i wybuchała z powodu małych rzeczy. Dzięki wiedzy, którą nabrałem na terapii uczyłem jej jak można inaczej i od samego początku toczyliśmy szczere, otwarte rozmowy na temat emocji. Dla niej to była nowość, ale dała się uczyć i jakość naszej relacji się zdecydowanie poprawiała.

Byłem bardzo ufny, bo nie miałem powodu żeby było inaczej. Ona była inteligenta, otwarta, szczera i kochająca. Czułem się z nią bardzo pewnie i bezpiecznie. Ona ze mną też, chociaż częściej bywała zazdrosna. Przy niej przeszedłem nie lada transformację: z zimnego, wycofanego samotnika, w kochającego, przyjacielskiego, zadowolonego z życia faceta.

Idylla trwała przez 3 lata. Wtedy pewnego ranka, po imprezie, z której wróciła nad ranem, dowiedziałem się, że mnie zdradziła. Okazało się, że poszła z zaprzyjaźnioną parą do ich do domu, gdzie dziewczyna wciągnęła ją do łóżka. Ponoć facet jej nie ruszył. Byłem zdezorientowany, nie wiedziałem co mam o tym sądzić, niby czułem się z tym źle, ale przecież nie doszło do zdrady-zdrady, czyli takiej w którym facet obcy ją penetruje. Potrzebowałem trochę czasu, żeby to przetrawić, ale doszedłem do wniosku, że moje emocje dobrze mi podpowiadają. To była zdrada i powiedziałem jej, że tak to traktuję ? to nie było fair, nie tylko penetracja jest zdradą. Jednak nie miałem w związku z tym żadnych większych emocji, przeprosiła, powiedziała, że to się więcej nie powtórzy i jakoś mi to łatwo przeszło. Ale?

Ta sytuacja odkryła coś jeszcze. Miesiąc wcześniej, gdy ja pojechałem odwiedzić rodziców, ona spotkała się z kolegą z liceum. Wiedziałem o tym, zawsze byliśmy względem siebie szczerzy i nie miałem powodów, żeby jej nie ufać. Nawet wieczorem dzwoniła do mnie, żeby zapytać jak ściągnąć napisy do filmu. Okazało się, że tego wieczora wziął ją na wszystkie możliwe sposoby. A w zasadzie ona sama się dała, bo sama wychodziła z inicjatywą, poprosiła o masaż i dalej już samo zaczęło się rozwijać. Następnego dnia rano zafundował jej jeszcze solidny oralseks - nie jest to aż tak istotne, bolesne jest dla mnie tylko to, że później, ona wyszła do mnie z inicjatywą, żebyśmy zaczęli praktykować częściej oral. Byłem zdziwiony, ale dałem się namówić, jak potem się okazało, było to zainspirowane tą zdradą, jak potem powiedziała ? chciała z tego wyciągnąć coś dobrego.

Tak czy siak miałem swoje podejrzenia, że coś się stało, była trochę inna. Zapytałem ją, czy coś się wydarzyło tego wieczora, ona zaprzeczała, a nie miałem powodów, żeby zarzucać jej kłamstwo. Dopiero cała poprzednia sytuacja zaczęła ujawniać tę prawdziwą zdradę. Zawsze byliśmy szczerzy i ja zawsze powtarzałem, że wolę brutalną prawdę, niż najsłodsze kłamstwo. Po tej sytuacji z tą parą, wiedziałem, że coś jeszcze jest nie tak, a ona nie potrafiła aż tak dobrze kłamać. Napierałem, żeby mi powiedziała, aż w końcu to zrobiła. To był potężny cios, nigdy nie przeżyłem jeszcze czegoś takiego. Tak silne emocje? nie mogłem się pozbierać przez długi czas. Czułem, że cały mój świat się rozpadł, że całe zaufanie, bezpieczeństwo, miłość to jedno wielkie kłamstwo. Ona bardzo przeżyła to, jak widziała jak wielką ranę mi zadała, cierpiała, było jej źle, nie mogła sobie wybaczyć i to było widoczne. Żałowała, chciała cofnąć czas. Ostatecznie stwierdziłem, że ten związek chyba nie ma sensu i już wychodziła z domu, ale ? zatrzymałem ją. Powiedziałem, że przetrwamy to, że zbyt ją mimo wszystko kocham i każdy zasługuje na drugą szansę. Nie prowadziła drugiego życia, nie zwodziła mnie miesiącami, po prostu zrobiła głupotę i do tego żałuje jej.

Następny rok był ciężki, ciągle miałem w głowie obrazy, ciągle nie mogłem przebaczyć, zamykałem się w sobie, nie mogłem zrozumieć jak można coś takiego zrobić, gdy się kocha. Zacząłem brać winę na siebie i przekonywałem sam siebie, że to moja wina, że mam zbyt konserwatywne spojrzenie na sprawy seksu i że przecież kto powiedział, że trzeba być wiernym i nie można uprawiać seksu z innymi. Zacząłem dorabiać teorię, że przecież człowiek nie jest monogamistą, że to programowanie kulturowe i nie ma co się temu poddawać. Moje podejście pod wpływem tego zaczęło się zmieniać. Zacząłem zmieniać definicje: zdrady, wierności, seksu w taki sposób, aby gdy myślę o tym wydarzeniu lub przy potencjalnym następnym razie nie czuć tego bólu.

W końcu pewnego dnia powiedziała do mnie, że nie może już słuchać kolejnego wypomnienia tamtej sytuacji, że jak mamy coś dalej ze sobą być, to muszę jej w końcu wybaczyć i pogrzebać tamtą sytuację. Miała rację, obiecałem jej, że już więcej o tym nie wspomnę, dostała swoją karę ? jej poczucie winy było ogromne i nie dawałem jej o tym zapomnieć. Pogrzebałem to i więcej nie wracałem, mimo, że gdzieś tam w głowie ciągle miałem emocje w stosunku do tego. Z czasem zapomniałem. Życie toczyło się dalej. Było dosyć dobrze, w międzyczasie skończyliśmy studia, zajęliśmy się pracą, mieliśmy swoje pasje, byliśmy względnie aktywni i znowu w miarę szczęśliwi. Zaczęliśmy dużo eksperymentować w sferze seksualnej, co było wynikiem mojej zmiany przekonań, które miały złagodzić ból tej zdrady.

W pewnym momencie rozpoczął się okres rozczarowań.
    Pracowaliśmy razem, mieliśmy pracę w delegacjach, co rok, lub pół przeprowadzaliśmy się z całym dobytkiem. Nie zarabialiśmy kokosów, ale wystarczało na tryb życia jaki prowadziliśmy i mogliśmy do tego mieć jakieś hobby. Jednak taki tryb pracy okazał się cięższy niż mi się wydawało. Świadomość tak częstych wyjazdów, sprawiała, że nie miałem motywacji aby nawiązywać nowe znajomości w danym miejscu. Miałem swoją grupę przyjaciół, których prawie co weekend odwiedzałem w mieście w którym studiowaliśmy. Z czasem to zaczęło być bardzo uciążliwe, ale nie widziałem za bardzo alternatywy, trzeba było to zaakceptować.
    Przez pracę od 3 lat nie mieliśmy urlopów, pracowaliśmy na kontraktach, który nie przewidywał urlopów, a jedyne wolne jakie mieliśmy, to okres między kontraktami, który wykorzystywaliśmy na szukanie następnego, albo na pasywną chwilę wytchnienia.
    Między innymi przez te przeprowadzki ucierpiało moje życie sportowe. Miałem jedną dyscyplinę, którą kochałem, ale ciągłe przeprowadzki zmuszały do ciągłego startowania w nowych sekcjach, co męczyło. Dodatkowo często pracowaliśmy w małych miejscowościach, w których nie było takiej sekcji, albo była bardzo słaba. Co prawda i tak ją zaniedbywałem, co wiązało się z moją niespełnioną ambicją ? gdy zacząłem startować w zawodach, po pierwszej poważnej porażce się dosyć mocno zniechęciłem i straciłem motywację. Doszedłem do wniosku, że nie jestem aż tak dobry jak mi się wydawało i przestawiłem w głowie tryb z wyczynowego na rozrywkowy.
    Mieliśmy wspólne hobby, w które dość mocno się angażowaliśmy. Okazało się, że środki (zarówno finansowe, jak i energetyczne) jakie w nie wkładaliśmy były duże, a wyniesione radości niewspółmierne. Praca uniemożliwiała nam mocniejsze zaangażowanie się ze względu na czas, a dodatkowo brakowało finansów, żeby je zainwestować w szkolenia zagraniczne. Ona pierwsza stwierdziła, że nie o to jej chodziło, ja postanowiłem pomęczyć się, licząc, że w przyszłości będzie więcej satysfakcji i skoro już tyle włożyłem, to nie chciałem tak łatwo rezygnować.
    Zaangażowaliśmy się w pewną inicjatywę, nie będę zdradzał szczegółów, przynajmniej nie teraz, ale ta inicjatywa też nie wypaliła i mocno nas rozczarowała. Dodatkowo spowodowała we mnie bardzo duży spadek w samoocenie.
Te frustracje sprawiały, że zacząłem gasnąć. Zamykałem się w sobie, zamykałem się w świecie gier komputerowych i filmów. Straciłem swoją energię, bo ciągłe inwestowanie i rozczarowanie było dla mnie męczące. Próbowałem coś z siebie krzesać, ale było to na siłę i nie mogło dać dobrych rezultatów. Dodatkowo powoli nakręcała się spirala upadku samooceny, nic mnie nie satysfakcjonuje, to czuję się winny i przez to satysfakcja jeszcze bardziej spadała. Czułem się słaby, w dodatku popełniłem pewien największy błąd jaki mogłem popełnić: zacząłem oczekiwać od niej, że mi pomoże. Tyle razy ja jej pomagałem, zawsze miałem poczucie niesprawiedliwości, ja ją wspierałem, a ona nie potrafiła się odwzajemnić ? przynajmniej nie w taki sposób jaki bym oczekiwał. Oczywiście to wszystko było subtelne i jeszcze wtedy tego nie widzieliśmy. Powoli rosło, ale było zbyt małe, aby coś z tym rzeczywiście robić. Można było pomyśleć: no słabszy okres, zaraz przejdzie. Taki okres trwał przez mniej więcej ostatni rok, lub półtorej.
Z czasem czuć było zwiększającą się odległość między nami, ale uznawaliśmy, że to naturalne, że przechodzimy różne fazy związku i z czasem to normalne, że się trochę luzuje. Od zawsze wszystko robiliśmy razem ? razem pracowaliśmy, razem hobby, razem przyjaciele, razem imprezy ? lubiliśmy robić rzeczy razem, ale z czasem doszliśmy do wniosku, że może potrzebujemy trochę przestrzeni, każdy osobnej, że to może dobrze dla nas zrobić.
Ona zamieniła nasze wspólne hobby na swoje - nowe, własne. Ja stwierdziłem, że to dobrze, że w końcu znalazła coś swojego i wspierałem ją jak tylko mogłem. Ja robiłem swoje rzeczy sam i miałem pewną satysfakcję z tego, było to zupełnie nowe. Jednocześnie jej zazdrościłem, okazało się, że większość naszych znajomych się tym zajęła i wszyscy mieli wspólne zgrupowania, zawody, tematy do rozmów. Uczestniczyłem w tym, ale czułem, że to jest kompletnie nie moje, że jestem tam na siłę, że nie interesuje mnie to aż tak. W dodatku nie miałem nikogo, z kim mógłbym porozmawiać o swoich zainteresowaniach. Robiłem swoje, ale nikogo, a nawet Jej to nie interesowało, miałem wrażenie, że zmuszam ją do słuchania o moich nudach. Z czasem zaczęło to być dla mnie coraz mocniej dokuczliwe, stwierdziłem, że nie chcę jechać na kolejne zgrupowanie i być jedynym stojącym z boku.

Gwoździem do trumny była ostatnia praca. Zgodziliśmy się zakontraktować czas pracy do 12h dziennie (miały być sporadyczne przypadki nadgodzin >8h, ale dla formalności w umowie było 12h) i jak się okazało, rzeczywiście pracowaliśmy po 12h dziennie i to bardzo intensywnie. Po pracy na wycieńczeniu jeszcze leciało się na trening. Po kilku takich miesiącach zacząłem chorować i byłem już w słabym stanie psychicznym. Wiedziałem, że to bez sensu i wiedzieliśmy, że musimy to przeczekać i następny temat jaki weźmiemy będzie zupełnie inny. Koniec takiego trybu życia, chcieliśmy się ustatkować. Nadzieja na lepszą przyszłość leżała tuż za rogiem, bo dobrze wiedzieliśmy, że potrzebujemy zmiany, a nawet rewolucji.
Niestety rzeczywistość nie dała skorzystać z tej nadziei. Okazało się, że w pracy zaczęła mocno angażować się we flirt z jednym z podwykonawców. Widziałem, że sporo z nim gada i on często jej pomagał, ale nie doszukiwałem się w tym niczego dziwnego. Ona sama tego nie ukrywała, wyglądało to po prostu jak kumpelskie zaczepki człowieka z pracy, takie przy okazji wykonywania obowiązków. Mieliśmy swoją lekcję zdrady i nie sądziłem, że może być powtórka z rozrywki. Okazało się, że to wcale nie było takie koleżeńskie jak mi się wydawało, a gość dosyć skutecznie ją po prostu podrywał, dosyć mocno się w to zaangażowała emocjonalnie, skończyło się tak, że gdzieś tam wracając z jakiejś imprezy (była z koleżankami) zadzwoniła do niego, on po nią przyjechał, posiedzieli sobie i on ją pocałował. Powiedziała mi o tym. Bolało, bardzo bolało, prawie tak samo jak kiedyś. Znowu poczułem się zdradzony. Znowu kompletna dezorientacja.
W międzyczasie skończyliśmy ten kontrakt i facet zniknął. Miesiąc później w trakcie jakiejś rozmowy zaczęliśmy rozmawiać o tym, że ona już do mnie nie czuje tego co kiedyś i że ten flirt jej dopiero to pokazał. Doszła do wniosku, że ona od zawsze miała problem z zauraczaniem się w innych facetach i zawsze z tym walczyła, ale nie potrafi dłużej walczyć. Tym bardziej, że robi to moim kosztem i walka jest taka, że albo ona, albo ja jestem przegrany. Po tej rozmowie sami do końca nie wiedzieliśmy czy to koniec. Przez 2-3 tygodnie chodziliśmy struci i niepewni, jakby ten fakt dopiero powoli do nas docierał, jakby umysł filtrował zbyt ciężkie informacje i emocje. Później się zaczęło, przynajmniej u mnie. Zaczęło do mnie docierać, że to jest naprawdę koniec, że ona naprawdę mnie już nie kocha i nie chce ze mną być. Że wszystkie plany, nadzieje, cała praca nad związkiem idzie w odstawkę. Zniszczyło mnie to. Kompletna anihilacja. Emocje mnie zdominowały ? żal, strach, złość, smutek, panika. Nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Zawsze byliśmy razem, pomimo wszelkich trudności, była moim wsparciem. Poczułem się, że spadam, że nie mam żadnego podparcia i wszystko straciło sens. Co gorsza ona to obserwowała i pogrążyła się w mocnym poczuciu winy.
Jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że to nie może się tak skończyć. Chciałem walczyć, dostałem sił i motywacji, stwierdziłem, że nie mogę sobie teraz ot tak bez walki odpuścić. Zacząłem ją namawiać, żebyśmy się nie poddawali, żeby pójść na terapię, poradzić sobie z problemem. Żebyśmy znaleźli przyczyny, zajęli się nimi, że warto spróbować. Miejscami nawet udało się ją przekonać, ale ona nie miała już uczucia i chęci. Coś czego wcześniej nie rozumiałem ? logiką nie da się namówić, bez emocji nie da się nic zdziałać, a byliśmy już od siebie tak daleko, że nic nie można było wskórać. Za każdym razem odbijałem się o mur, albo wręcz o agresję i niechęć, w której mówiła mi dużo przykrych dla mnie rzeczy. Na dopełnienie sytuacji, okazało się, że gdy ja miałem ten okres cierpienia, a potem starania, ona w międzyczasie wdała się we flirt ze swoim trenerem (de facto 8 lat młodszym od niej) i ja to widziałem i prosiłem ją, żeby wstrzymała się z tym do czasu mojej wyprowadzki. Zgodziła się a potem robiła to dalej i oszukiwała, że nic się nie dzieje. To bolało najbardziej ? to, że kłamała mi prosto w oczy. Generalnie ten miesiąc był ostro traumatyczny dla nas obojga.
W międzyczasie dostaliśmy nową pracę, taką jaką chcieliśmy ? z urlopami, w jednym miejscu na dłużej, z socjalem i innymi atrakcjami. Zostawiłem ją dla niej i wyprowadziłem się, nie byłem w stanie normalnie funkcjonować, a jak trzeba było trzymać fason w pracy, to było ekstremalnie trudne.

Byłem zniszczony, schudłem strasznie, zachorowałem, straciłem chęć na cokolwiek. Wcześniej było mi wstyd za te reakcje, ale jak zacząłem czytać, że podobno większość ludzi tak przeżywa porzucenie, to jakoś mnie pokrzepiło. Przyjaciele i rodzina mnie wspierali i jakoś przeszedłem najgorszy okres żałoby.
Od fizycznego rozstania minął ponad miesiąc. Nie jestem już tak roztrzęsiony, ale pustka, brak energii i niechęć do życia pozostała. Dostałem receptę na antydepresanty, bo psychiatra stwierdził, że mam większość objawów depresji reaktywnej. Jeszcze nie wiem czy chcę je brać.

Mam wrażenie, że to wszystko moja wina, a moja samoocena wręcz nie istnieje. Siedzę u rodziców zupełnie bez chęci do niczego. Dużo czytam i próbuję odkryć co się stało, gdzie był błąd, gdzie muszę się poprawić. Mam już kilka planów i koncepcji na nowe życie, ale zupełnie nie mogę ich wprowadzić w życie, nie mam energii, motywacji i chęci, nic nie sprawia mi radości. Nie wiem czy powinienem zmuszać się i zrobić coś na siłę. Podobno faza depresji jest naturalnym etapem przeżywania żałoby, a im bardziej się zmuszam, tym bardziej nakręcam spiralę spadku samooceny. Mam blokadę i fakt, że nie mogę jej pokonać jeszcze bardziej sprawia, że czuję się jak padlina. Nie mogę skupić się na niczym innym jak na myśleniu o związku, o przyczynach rozstania, o swoim smutku, jestem zupełnie zagubiony i nie wiem jak z tego mętliku wybrnąć. Wiem już, że muszę się przebudować od podstaw, zmienić całe swoje patrzenie na związki międzyludzkie, odzyskać swoje szczęście i radość z życia, odkręcić te frustracje, które ponarastały, ale czuję, że jest to teraz dla mnie zbyt trudne, nieosiągalne i jest tego za dużo. Muszę znaleźć sobie pracę, ale nie jestem w stanie nic zrobić, biorę telefon i patrzę na niego, aby na koniec go odłożyć i mieć do siebie wyrzuty. Wstyd mi za siebie i za to co się ze mną dzieje, że nie mogę się zmotywować do życia. Czy ten okres mija samoczynnie?

Dzięki za uwagę. Trochę się tego pozbierało.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Witam Cię.

Wiem, że to co napiszę może zabrzmieć banalnie, ale potrzebujesz CZASU i wszystko się wyklaruje.
Dobrze, że poszedłeś do psychiatry, ale co do leków to nie wypowiem się, ponieważ nie jestem lekarzem... ale z drugiej strony jak przepisał Ci lekarz to może Ci są potrzebne, chociaż sama jestem przeciwnikiem brania tabletek(oczywiście, jeżeli jest  taka konieczność to nawet się nie zastanawiaj tylko bierz, może pójdź jeszcze raz do psychiatry i pogadaj z Nim).

Dobrze, że zdajesz sobie sprawę ze swojego stanu, to już jest malutki sukces.

Jak masz z kim pogadać, to to zrób, a jak nie, to pisz tutaj, wyrzuć z siebie całą złość.

A co do tej kobiety, dobrze się stało, że nie jesteście razem. Ciągle by Cię zdradzała i przepraszała i "tak w kółko Macieja".

Trzymaj się i pisz tutaj , może Ci to w jakiś sposób pomoże.

3 Ostatnio edytowany przez aksamitny (2015-04-13 19:35:02)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Witaj Ptaku,
Rok temu przechodziłem w podobnym okresie roku sytuacje do twojej podobną, co więcej, rzekłbym, że pewne elementy z jej zachowaniem w tej  historii którą tu opisałeś były podobne (zdrada emocjonalna,, tylko "koledzy", trzymanie na dystans, nie dawanie pełnej bliskości itd.) , choć staż krótszy (3,5 roku). I podobnie jak wy, ja i ona pochodziliśmy z rodzin DDA/DDRD, więc toksyka była dla nas "normalna".
Również zakończyło się na jej zdradzie, nakrytej już dzień po. Było to jak trzęsienie ziemi. Powiem szczerze, schudłem 10 kg w 2 tyg. miałem zawężone pole widzenia przez miesiąc z nadmiaru adrenaliny, a też nei za dużo pamiętam z tego okresu.
To co teraz przeżywasz jest jak najbardziej normalne, to okres trzeźwienia po zrzyciu się z kimś. To jak żyganie piaskiem, którego masz pełno w sobie, dopóki, doputy nie wyżygasz ostatniego ziarenka. U mnie też wystąpiła depresja reaktywna, zdecydowałem się na tabletki ale nie pomogły, wywalili mnie z pracy po jakimś czasie, bo nie miałem siły by do niej iść itp. Szukałem odpowiedzi, chciałem walczyć o ten związek, prosiłem, naprzykrzałem się nawet lekko itp. Wszystko było bardzo chłodnie odrzucane, z tym kimś kto był wczesniej "tylko kolegą" zaczeła oficjalnie juz flirtować, choć ostatecznie im nie wyszło. Nie miałem chęci do życia, stałem się wampirem emocjonalnym, zrzędziłem, nie wiedziałem co dalej, gdzie iść, co zrobić z własnym życiem.

I po takim upadku, który trwał około 9 miesięcy odkryłem dlaczego tak się stało i po co to wszystko. W momencie gdy mnie wyrzucili z roboty:

"Nie rób priorytetu z kogoś dla kogo jesteś tylko jedną z opcji"

Poprostu - ona Cię nie kochała za to jaki jesteś, ona była zakochana. Chemia mineła, przyjaźń się nie narodziła, priorytety życiowe się rozmineły (w moim wypadku - ja chciałem się statkować, praca itp. ona imprezować - jeszcze studia itp.) Zrobiłem priorytet z kogoś, dla kogo byłem tylko opcją (od dłuższego czasu byli "tylko koledzy" itd. a jak sie później okazało, no tak nie do końca tylko koledzy).
Moje niskie poczucie wartości, zakorzeniona świadomość, że nie jestem wart miłości wyniesiona z domu powodowała to, że gdy każdy zdrowy facet o normalnym poczuciu wartości by jej podziękował za krzywe akcje, "tylko kolegów" trzymanie na bezpieczny dystans itp. ja się bardziej wkręcałem. Chciałem dawać jeszcze więcej, by zapracować na jej miłość, no bo przecież nikt inny mnei nie pokocha.

Powiem Ci, że Ciesze się z perspektywy czasu że tak się stało. Poszedłem na psychoterapie, nauczyłem się mówienia o emocjach, normalnych mechanizmów. Zrozumiałem, że to nie ja tylko jestem winny rozpadowi tego związku. Po jakimś czasie zrozumiałem, że gdybym był dalej w tym związku, dalej wygladałoby tak, że ona poznawałaby "tylko kolegę", a ja dalej je wybaczał lekkie oznaki zdrady, o bo przecież ona mnie kocha, a granice, które są jedną z podstaw w związku dalej byłyby przesuwane coraz głebiej na jej korzyść. wink

Wyjdziesz z tego. Potrzeba czasu. Spotykaj się ze znajomymi, choć unikaj alkoholu póki co. Nie biczuj się za to że nie masz pracy, poprostu przez jakiś czas musisz wylizac najpierw własną ranę, by móc mieć siłe do życia.
Dasz radę, wierzę w Ciebie!

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Dzięki Krejzolka.
Przyjaciele i rodzina o mnie dbają, nawet powiedziałbym, że dbają o mnie bardziej niż ja sam. Część przyjaciół już chyba powoli ma mnie dość, bo nie mogą zrozumieć dlaczego ciągle rozpamiętuję i ciągle nic ze sobą nie robię. Ja też w sumie tego nie rozumiem, to taka dziwna niemoc. Ciągle słyszę ?weź się w garść? i chciałbym to zrobić, czasem jak przeczytam jakieś motywujące teksty to przez kilka minut nawet czuję się zmotywowany, a potem wstaję, ruszam i uczucie wyparowuje jakby wessane przez tę pustkę. Jest to męczące i bardzo bym chciał, żeby to już przeszło. Chciałbym znów być pewnym siebie i zdecydowanym facetem jakim byłem kiedyś.
Z jednej strony jestem zafascynowany obserwując jak działa ludzka psychika w obliczu jakichś kryzysów, mam dobre miejsce w pierwszym rzędzie. Z drugiej jestem trochę przerażony jak łatwo upaść i stracić swoją werwę.
Złości już mi mało zostało, większość się we mnie wypaliła i jestem z siebie całkiem zadowolony, bo nie zrobiłem niczego bardzo głupiego, mimo że byłem bardzo blisko jakimś aktom zemsty na niej, czy tym trenerze. Na szczęście przyjaciele czuwali i w porę przekonali, że zemsta nic mi nie da, że sam sobie zaszkodzę, a tamten chłopak jest bogu ducha winien w tej całej sytuacji i to na nią jestem zły ? w myśl zasady ?suka nie da, pies nie weźmie?. Na niej w sumie agresja wylała mi się jeden raz, gdy wykrzyczałem jej wszystko co zrobiła i jak się z tym czuję, ale była to wręcz eksplozja ? chyba pierwszy raz w życiu tak ze mnie uszła agresja, bo na co dzień jestem bardzo opanowanym typem. Oczywiście była to tylko werbalna agresja, bo już nie mogłem słuchać jak kłamała mi w oczy. No i ostatnie nasze spotkanie, już ze spokojem wypunktowałem jej jak mnie raniła w tym wszystkim, żeby potem nie mogła sama przed sobą się wypierać i na koniec spojrzałem jej w oczy i powiedziałem ?jak możesz na siebie w lustrze patrzeć? ?. Późniejsze ataki złości rozładowywałem raczej w zdrowy sposób, czyli zwrócony raczej ku niczemu konkretnemu ? poprzez sport, krzyki na pustkowiach, kopanie drzew i inne takie niegroźne zachowania. Teraz większość czasu jestem zły na siebie, że do tego wszystkiego dopuściłem, że nie byłem na tyle mądry i dojrzały, żeby zapobiegać. Ciężko jest wybaczyć samemu sobie, ale mam nadzieję, że uda mi się tam dotrzeć.
Najgłupsze i najbardziej konfuzjujące jest to, że dalej uważam, że jest dobrą osobą (tylko może zagubioną, albo opanowaną przez swój egoizm, albo po prostu ja byłem niewystarczająco dobry - a w tym ostatnim okresie mojego staczania się, raczej nie byłem zbyt atrakcyjny) i ją szalenie kocham i chciałbym żebyśmy mogli być razem. Chciałbym, żeby chciała do mnie wrócić, nie wiem tylko czy byłbym w stanie przyjąć ją z powrotem ? ale dostać taką tanią pożywkę dla ego.

Dzięki aksamitny.
To co napisałeś poprawiło mi nastrój. Pomimo tego, że wiem, że moje reakcje nie są nienormalne, to czasem człowiek potrafi nieźle się wbić w ziemię, nawet pomimo tej wiedzy. Czytanie, że inni mają podobnie jednak daje jakieś ukojenie i punkt odniesienia, że jeszcze nie jestem kompletnym wariatem.

Z tym rzyganiem piaskiem to idealne porównanie. Aż mi się przypomina scena z filmu Jarhead, gdy główny bohater dowiedział się, że zostawiła go dziewczyna. To rzeczywiście dobrze obrazuje część emocji.

5 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-04-13 23:12:29)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

Dzięki Krejzolka.
Przyjaciele i rodzina o mnie dbają, nawet powiedziałbym, że dbają o mnie bardziej niż ja sam. Część przyjaciół już chyba powoli ma mnie dość, bo nie mogą zrozumieć dlaczego ciągle rozpamiętuję i ciągle nic ze sobą nie robię. Ja też w sumie tego nie rozumiem, to taka dziwna niemoc. Ciągle słyszę ?weź się w garść? i chciałbym to zrobić, czasem jak przeczytam jakieś motywujące teksty to przez kilka minut nawet czuję się zmotywowany, a potem wstaję, ruszam i uczucie wyparowuje jakby wessane przez tę pustkę. Jest to męczące i bardzo bym chciał, żeby to już przeszło. Chciałbym znów być pewnym siebie i zdecydowanym facetem jakim byłem kiedyś.
Z jednej strony jestem zafascynowany obserwując jak działa ludzka psychika w obliczu jakichś kryzysów, mam dobre miejsce w pierwszym rzędzie. Z drugiej jestem trochę przerażony jak łatwo upaść i stracić swoją werwę.
Złości już mi mało zostało, większość się we mnie wypaliła i jestem z siebie całkiem zadowolony, bo nie zrobiłem niczego bardzo głupiego, mimo że byłem bardzo blisko jakimś aktom zemsty na niej, czy tym trenerze. Na szczęście przyjaciele czuwali i w porę przekonali, że zemsta nic mi nie da, że sam sobie zaszkodzę, a tamten chłopak jest bogu ducha winien w tej całej sytuacji i to na nią jestem zły ? w myśl zasady ?suka nie da, pies nie weźmie?. Na niej w sumie agresja wylała mi się jeden raz, gdy wykrzyczałem jej wszystko co zrobiła i jak się z tym czuję, ale była to wręcz eksplozja ? chyba pierwszy raz w życiu tak ze mnie uszła agresja, bo na co dzień jestem bardzo opanowanym typem. Oczywiście była to tylko werbalna agresja, bo już nie mogłem słuchać jak kłamała mi w oczy. No i ostatnie nasze spotkanie, już ze spokojem wypunktowałem jej jak mnie raniła w tym wszystkim, żeby potem nie mogła sama przed sobą się wypierać i na koniec spojrzałem jej w oczy i powiedziałem ?jak możesz na siebie w lustrze patrzeć? ?. Późniejsze ataki złości rozładowywałem raczej w zdrowy sposób, czyli zwrócony raczej ku niczemu konkretnemu ? poprzez sport, krzyki na pustkowiach, kopanie drzew i inne takie niegroźne zachowania. Teraz większość czasu jestem zły na siebie, że do tego wszystkiego dopuściłem, że nie byłem na tyle mądry i dojrzały, żeby zapobiegać. Ciężko jest wybaczyć samemu sobie, ale mam nadzieję, że uda mi się tam dotrzeć.
Najgłupsze i najbardziej konfuzjujące jest to, że dalej uważam, że jest dobrą osobą (tylko może zagubioną, albo opanowaną przez swój egoizm, albo po prostu ja byłem niewystarczająco dobry - a w tym ostatnim okresie mojego staczania się, raczej nie byłem zbyt atrakcyjny) i ją szalenie kocham i chciałbym żebyśmy mogli być razem. Chciałbym, żeby chciała do mnie wrócić, nie wiem tylko czy byłbym w stanie przyjąć ją z powrotem ? ale dostać taką tanią pożywkę dla ego.

Bardzo się cieszę, że masz oparcie w Przyjaciołach!:)
Bardzo mi się podoba Twoje rozładowanie złości:)
Uważaj Ją za dobrą osobę, ale nie uważaj Jej za osobę, z którą chciałbyś być, to już jest przeszłość, koniec i kropka.
Nie byłbyś Jej w stanie przyjąć z powrotem!
I przestań siebie zadręczać i głupoty wymyślać, że nie byłeś wystarczająco dobry!
Zrozum Ona cały czas by Cię zdradzała, nie ważne czy będziesz akurat atrakcyjny czy nie, dobry czy niedobry.
Ta Kobieta nie ma szacunku do nikogo i nigdy nie będzie miała.
Chociaż nie rozumiem, jak można zdradzić to jeden raz może i  bym wybaczyła, ale to jest powtarzający się schemat.

Więc głowa do góry, będzie dobrze. Czas jest Twoim lekarstwem i być może i my, tutaj z forum:)no i oczywiście Twoi wspaniali Przyjaciele!:)

6 Ostatnio edytowany przez panibaronowa (2015-04-13 23:18:51)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Sorry, stary, ale Twoja dziewczyna nie kochała Cię w momencie, kiedy pierwszy raz poszła z kimś innym do łóżka. Lekcja życiowa - gdybyś ją wtedy kopnął w tyłek, zaoszczędziłbyś sobie kolejnych upokorzeń, a teraz bycia przemielonym przez radziecką maszynkę do mięsa. No ale uczymy się na własnych błędach.
Nie szukaj winy w sobie, nie zwalaj całej winy na siebie, po prostu trafiłeś na nieodpowiednią osobę. Przyjmij to za fakt, zaakceptuj go i idź dalej, patrząc z nadzieją w przyszłość - teraz już doskonale wiesz, czego NIE chcesz.
Jeśli ktoś kocha, to nie zdradza, ja jeszcze kilka miesięcy po rozstaniu, jak poszłam na kawę z jednym gościem, to miałam wrażenie, że zdradzam swojego ukochanego.
Nie wiem, jakie ona miała motywy, ale niestety nie traktowała Cię poważnie.
Będzie dobrze, ogarniesz się.

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Wieczorem obejrzałem nową 'Grę o Tron', to był dla mnie dziwny moment, bo można powiedzieć, że to był 'nasz' serial. Od samego początku oglądaliśmy razem i każdy odcinek wręcz celebrowaliśmy. Wczoraj oglądałem po raz pierwszy sam i oczywiście zastanawiałem się, czy ona też ogląda. Co ciekawe, samemu też się dobrze oglądało, więc to chyba dobrze, że dobre rzeczy dalej pozostają dobre, bez względu na okoliczności.

Poranki to jest coś czego teraz nie lubię. Przeważnie budzę się spontanicznie o jakiejś godzinie i wiem, że powinienem jeszcze spać, żeby odbębnić 8roboczosennogodzin, ale mózg od razu mi się aktywuje, a co gorsza aktywuje się w konkretnym celu: rozmyślanie nad związkiem, szukanie przyczyn, analiza sytuacji, użalanie się nad sobą, próba zrozumienia i wyciągnięcia wniosków. A ja się głupi ciągle temu poddaję, bo nie umiem znaleźć wyłącznika w głowie, czy taki w ogóle istnieje? Nie byłoby w tym nic dziwnego, tylko, że to już trochę trwa, wszyscy mi mówią, że za bardzo w to wchodzę, że przesadzam, że już nic nie wymyślę i musisz zacząć żyć, ale ja ciągle nie mogę przestać. Ciągle chcę wiedzieć, co zrobiłem źle ja, a co ona. Zawsze tak miałem, że jak coś zacząłem robić to się angażowałem, widocznie po prostu zaangażowałem się w działanie pt. rozstanie. Zamiast zastanawiać się: co będę dziś robił, gdzie pójdę, czym się zajmę, ja ciągle tkwię w tym samym miejscu i popełniam błąd, przed którym wszyscy mnie ostrzegają: skupiam się na przeszłości, zamiast na teraźniejszości.
Ciągle powtarzam sobie tę mantrę: "weź się w garść", podczas gdy ja chyba podświadomie nie chcę brać się w garść, bo gdybym chciał to po prostu bym to zrobił. I nie biorę się, albo biorę się 'na pokaz' - samemu sobie, żeby znowu nie myśleć o sobie jak o ścierwie. Chciałbym się za coś zabrać, ale każda czynność jest szara, wszystko jest bezsensowne, nic nie wzbudza entuzjazmu - to równie dobrze mogę siedzieć i czytać i rozmyślać, bo przecież to są najbardziej produktywne rzeczy jakie mogę teraz zrobić.
Sam nie wiem gdzie i na czym zlatują mi dni.
Sam nie wiem na co czekam, na jakiś znak-sygnał, aż mnie coś otrząśnie z letargu. Aż mi jakaś iskra w środku się zapali i powie: TAK, to jest właśnie coś czym chcesz się zająć! I ruszę do przodu nie zmuszając się, pełen radości i entuzjazmu. Ale to chyba tak nie działa, ostatecznie wiem, że i tak tego kopa rozruchowego będę musiał dać sobie sam.

Krejzolka82 napisał/a:

I przestań siebie zadręczać i głupoty wymyślać, że nie byłeś wystarczająco dobry!
Zrozum Ona cały czas by Cię zdradzała, nie ważne czy będziesz akurat atrakcyjny czy nie, dobry czy niedobry.
Ta Kobieta nie ma szacunku do nikogo i nigdy nie będzie miała.

Najdziwniejsze jest to, że umysł funduje mi coś w rodzaju emocjonalnej amnezji. Sam nie wiem jaki byłem, pamiętam tylko te złe momenty, tę końcówkę. Mam wrażenie, że za nic nie da się mnie lubić i dziwie jej się, że tyle czasu ze mną wytrzymała. Muszę się naprawdę mocno skupić, żeby przypomnieć sobie jakieś swoje zalety, a gdzieś tam mam wspomnienie czasów, w których uważałem się za naprawdę wartościowego gościa. Mam nadzieję, że ta amnezja mija wraz z tym stanem, jak już się tym piaskiem człowiek wyrzyga.

panibaronowa napisał/a:

Sorry, stary, ale Twoja dziewczyna nie kochała Cię w momencie, kiedy pierwszy raz poszła z kimś innym do łóżka. Lekcja życiowa - gdybyś ją wtedy kopnął w tyłek, zaoszczędziłbyś sobie kolejnych upokorzeń, a teraz bycia przemielonym przez radziecką maszynkę do mięsa. No ale uczymy się na własnych błędach.
Nie szukaj winy w sobie, nie zwalaj całej winy na siebie, po prostu trafiłeś na nieodpowiednią osobę. Przyjmij to za fakt, zaakceptuj go i idź dalej, patrząc z nadzieją w przyszłość - teraz już doskonale wiesz, czego NIE chcesz.

Z racjonalnego punktu widzenia może i nie kochała. Ale to też nie jest takie proste. Mogła kochać, ale uległa słabości. Mogła kochać, ale może u niej kochanie nie jest na wyłączność. Mogła kochać, ale bardziej kocha siebie i swoje przyjemności i doznania. Mogła kochać, ale zbyt słabo. Mogła kochać, ale to jest stan duchowy, a nie cielesny, a to jej nie interesuje. Możliwości jest wiele i jest ich na tyle dużo, że kompletnie nie wiem jak było w tym przypadku i tym bardziej nie wiem czego nie chcę. Tym bardziej, że nic wcześniej nie wskazywało na taki rozwój wydarzeń. Wydaje mi się, że i tak jesteśmy skazani na jakąś loterię, albo jeśli wierzyć różnym teoriom, na osoby, które przyciągamy.

panibaronowa napisał/a:

Jeśli ktoś kocha, to nie zdradza, ja jeszcze kilka miesięcy po rozstaniu, jak poszłam na kawę z jednym gościem, to miałam wrażenie, że zdradzam swojego ukochanego.
Nie wiem, jakie ona miała motywy, ale niestety nie traktowała Cię poważnie.
Będzie dobrze, ogarniesz się.

Ja też teoretycznie tak rozumuję. Nigdy nie pokusiłem się nawet na myśl o zdradzie, po prostu jak jestem w związku to mam tryb wyłączony i tyle. Oczywiście spojrzę się na inne kobiety, docenię ich piękno, chętnie z nimi porozmawiam, nawet potańczę, ale mam w głowie barierę, której nie mógłbym przekroczyć. A miałem koleżankę z pracy, która bardzo mi się podobała i ja jej chyba też, ale nawet mi przez głowę nie przeszło żeby cokolwiek zrobić - a okazji było. Nie wiem czy to moja zasługa, czy po prostu mam taką naturę, bo nie musiałem się zmuszać, robić wysiłku, skupiać się na tym, żeby nic nie zrobić. Po prostu pewien program miałem wyłączony, taki mam mechanizm. I czy to moja zasługa? Czy to wina ludzi, którzy mają inny mechanizm, że taki mają?
Moja ex zawsze miała problem z zauraczaniem, mówiła mi o tym otwarcie (przynajmniej po zdradzie) i ona musiała z tym walczyć, musiała powstrzymywać się, bo czasem sama się dziwiła jakie nierozsądne jest to zauraczanie - jakiś niekontrolowany instynkt. Może to po prostu taki typ, co to wiązać się nie powinien, co jest uzależniony od emocji i instynktu, a ja jestem po prostu naiwną ofiarą jej prób okiełznania swojej natury.

8

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ptaku, jest nas tu więcej - nie jesteś wariatem smile. Potrzebna ci akceptacja tego co sie stało - przyjdzie z czasem /mnie już prawie nie boli - mówie to po 8 m-cach/. Najgorszy ten natłok myśli /sprawka ego/ - mnie pomaga medytacja - w moim przypadku chrześcijańska. Oczywiście sport - zamiast tabletek.

Niektórzy ludzie nie potrafia kochać, tacy po prostu są. Zresztą zastanawiam się na czym polega ta miłość - na akceptacji drugiej osoby takiej jaką jest, a więc nawet ułomnej emocjonalnie. Moge więc sobie kochać mojego zdradzacza do u...nej śmierci. Z daleka.  O powrocie /o jakże ucieszyłoby sie  moje ego/ nie ma mowy - bo siebie też kocham i zdaje sie bardziej.

Będzie lepiej. Złe emocje mijają. Sprawdziłam.

Powodzenia

9

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Nie ma racjonalnego albo nieracjonalnego punktu widzenia. Jest zero albo jeden. Musiało jej z Tobą być na przykład wygodnie albo przyzwyczaiła się, wydawało jej się, że kocha - może nie umie kochać? Są takie osoby, które nie są zdolne do uczuć wyższych.

10

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Zadziwia mnie w jakich sytuacjach mózg przypomina sobie o głodzie drugiej osoby. Nazywam to głodem, bo naprawdę czasami czuję się jak uzależniony, główna delirka już minęła, ale ciągle gdy człowiek skojarzy sobie jakiś przedmiot, miejsce, czy wydarzenie z osobą, to domaga się dawki, a ponieważ jej nie dostaje to zaczyna wariować i bombardować ciało gamą emocji.
Najgorsze jest to, że po 9 latach bycia razem, niemal wszystko wywołuje skojarzenia.
Wczoraj poszedłem pobiegać, podobno trzeba dużo ruchu i endorfin, aby wróciła radość życia. No więc biegam, problem jest taki, że bieganie wywołuje we mnie emocje ? najczęściej smutek i żal, który wydawało mi się, że już ze mnie wykipiał, że już go dużo we mnie nie ma, że już dałem rady zaakceptować przynajmniej sam fakt, że już jestem sam. Okazuje się, że ciągle gdzieś to siedzi i pewnie będzie siedziało jeszcze jakiś czas.
No i smucę się nad sobą, mam wrażenie, że nikomu już nie będę w stanie zaufać, że ta moja radość życia i optymizm gdzieś utonęły i już nie wrócą i że będzie mi dane egzystować w taki sposób jak teraz. Racjonalnie powtarzam sobie, że to tylko tymczasowe, że to przejdzie, a ja będę mądrzejszy i silniejszy, ale moje ciało w to jeszcze nie wierzy. I boję się, że wokalista Comy może mieć rację w cytacie:
?Poprzez cierpienie nie stajesz się
Tak bardzo piękny jakbyś chciał
Stajesz się zgorzkniały i szczęśliwy mniej
Proszę by dobrze zrozumiano mnie?

Często łapię się na tym, że mam jej za złe za to, że zostawiła mnie ot tak po prostu, bez drugiej szansy, bez próby ratowania, wskrzeszenia, poprawienia tego związku. Po prostu: to koniec. Mam poczucie niesprawiedliwości, bo uważam, że ja jej dałem szansę, a ja na taką nie zasłużyłem. Bo szkoda jej było marnować czasu z człowiekiem, który robi się coraz mniej szczęśliwy, który gaśnie.
?Nie chcę takiego życia? ? mówiła na odchodne. Ona chce życia pełnego emocji, radości i energii, w którym młodzi trenerzy ją podrywają i ma szansę na kolejną zwariowaną miłość, a tutaj zaczęły się kłopoty, tutaj zaczęła się jakaś praca do wykonania, więc trzeba się ewakuować. Sam nie wiem czy moje poczucie jest słuszne. Czy można od kogoś wymagać lojalności?
Teraz uczę się, że nie powinienem od niej niczego oczekiwać, każdy jest odpowiedzialny za siebie i swoje szczęście i ciężko jej się dziwić, że wybrała taką drogę, która będzie dla niej lepsza. Sam sobie jestem winien, bo ja i tylko ja mogłem sobie pomóc i jakoś się podnieść, a teraz po prostu ponoszę konsekwencje swojej słabości. Żyjemy w brutalnym świecie, gdzie nie ma za bardzo miejsca na ideały i nie można chyba za bardzo liczyć na innych.

A tymczasem staram się jakoś otrząsnąć i ogarnąć. Muszę wrócić do jakiegoś rytmu i stabilności, bo siedzenie tutaj nie wpływa dobrze na moje samopoczucie.
Wysłałem kilka CV i dziś dostałem zaproszenie do urzędu na drugi etap rekrutacji. Zabawne, ja ? pierwszy przeciwnik biurokracji i zwolennik wolnego rynku, mam szansę na pracę w urzędzie. Pokrzepiające jest to, że zawodowo jeszcze coś znaczę, przynajmniej na papierze.

weronka44 napisał/a:

Niektórzy ludzie nie potrafia kochać, tacy po prostu są. Zresztą zastanawiam się na czym polega ta miłość - na akceptacji drugiej osoby takiej jaką jest, a więc nawet ułomnej emocjonalnie. Moge więc sobie kochać mojego zdradzacza do u...nej śmierci. Z daleka.  O powrocie /o jakże ucieszyłoby sie  moje ego/ nie ma mowy - bo siebie też kocham i zdaje sie bardziej.

panibaronowa napisał/a:

Nie ma racjonalnego albo nieracjonalnego punktu widzenia. Jest zero albo jeden. Musiało jej z Tobą być na przykład wygodnie albo przyzwyczaiła się, wydawało jej się, że kocha - może nie umie kochać? Są takie osoby, które nie są zdolne do uczuć wyższych.

Coś jest w tym co mówicie. Ona w sumie nigdy nie potrafiła zdefiniować czym jest dla niej miłość. Mieliśmy dużo problemów z mówieniem sobie ?kocham Cię? bo nie było wiadomo co przez to rozumieć. Dobrze wiedzieliśmy, że okres zauroczenia się kończy, ale co dalej, jak to dalej powinno wyglądać i co z tym się robi. Każdy z nas ma jakieś wzorce wyniesione z domu, każdy próbuje je jakoś naśladować. Moim wzorcem jest idealistyczne pojęcie miłości na dobre i na złe, jakie jest u niej nie mam pojęcia i już się pewnie nie dowiem.
Jednym z powodów, dla których mówiła, że chce odejść jest "Bo nie chcę Cię więcej krzywdzić, nie chcę znowu czuć się winna." - i zaraz potem wdała się w romans z trenerem. Wiedziała co mówi.

11

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Niestety Twoja byla byla dla Ciebie calym swiatem, wiec teraz musisz ten swiat pogrzebac. Nie bedzie to latwe, nie bedzie to nawet ciut przyjemne, ale moge Cie zapewnic, ze nauka ktora wyniesiesz z tej lekcji pozostanie do konca i zmieni Twoj swiatopoglad na zawsze.

Po miesiacu nie ma co oczekiwac, ze nagle o niej zapomnisz. Tym bardziej, ze wychowales sie w rodzinie bez konstruktywnych wzorcow co do zachowan. Prawdopodobnie musiala Cie krzywdzic dosc mocno matka, wiec teraz pozwalasz innym bliskim osobom na to zachowanie. Dlatego wybaczasz, racjoanlizujesz, a na sam koniec idealizujesz i chcesz powrotu.

Ona Ci wprost powiedziala, ze chce i bedzie zdradzac-taka ma nature, czy Twoja natura to zniesie? Oczywiscie mozesz naginac swoje poglady, ba zmieniac zachowania by dopasowac je do jej potrzeb, ale czy to przyniesie Ci satyfakcje, radosc i spokoj zycia?

Zeby przejsc przez to wszystko w miare prostym krokiem, musisz sie wyrwac z tego marazmu. Zatrudnij sie w miejscu gdzie np. mozna pomoc innym, z tego czerpie sie o dziwo duzo poztywnej energii. Zatrudnij sie w miejscu ponizej swoich kwalifikacji, by choc na moment oderwac sie od tych meczacych mysli-emocje i tak beda, niestety, jednak znikna kiedys. U mnie w miescie mozna wychodzic na spacer z psami ze schroniska, moze u Ciebie jest taka opcja?

Jezeli nie wybijesz sie ze stanu, w ktorym teraz jestes to samo niestety nie przejdzie. To jak ropiejacy wrzod, ktory caly czas infekujesz drapiac, zamiast wziasc rozgrzany metalowy pret i go co jakis czas przypalac. Bedzie bolec, stad to porownanie, ale nie ma innej drogi. Chyba ze bedziesz chcial wrocic do swojej wybranki, ale tutaj raczej nie trzeba nic radzic;)

Rozstania to ciezki moment dla kazdego, u Ciebie jeszcze doszla zdrada - czyli zaninzone poczucie wartosci. Postaraj sie pomyslec, ze z niej ten typ co kazdego by zrobil w konia, bo ma taka potrzebe. Absolutnie nie doszukuj sie winy w sobie, bo to Cie pograzy. Wnisoki z nieudanego zwiazku i tak same przyjda w odpowiednim czasie.

No i moglbys zapisac sie znowu na terapie, moze teraz tez pomoze;)

12 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-17 19:54:34)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Witaj, Ptaku...  Za duzo myslisz. Jestem taka sama. To wykancza. I wiem, latwo mowic, bo nie mnie dotyczy. Napiszesz tutaj, cos przeczytasz, chwilowo lepiej a potem wraca. Niska samoocena, zbyt glebokie analizowanie siebie samego. Zadziwia mnie czasem sila naszego umyslu. Jak latwo mozna sie zatracic.. jak latwo mozna siebie samego doprowadzic do stanu totalnego zagubienia. Zostaje z nas wrak czlowieka.. Psychologia.. sila umyslu. Zawsze uwazalam, ze sami kierujemy swoim zyciem, ze mozna nad wszystkim panowac, az zaczelam w to watpic. To mnie zgubilo. Popelniles ten sam blad! Zwatpiles w siebie. Nie tak latwo to odbudowac. Ja nadal sie staram. Wierze, ze sobie poradzisz! Wierze, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. Dlatego czasem trafia sie takie bagno, z ktorego trudno wyjsc. Ale gdy wyjdziemy, jestesmy silniejsi. I czeka nas cos, co bez tego koszmaru emocjonalnego pewnie by sie nie przytrafilo.
smile
a moja rada? Ktos, z kim mozesz o wszystkim pogadac. Nawet obcy. Nowa znajomosc, na luzie. Rozmowy o tym, co robiles, co planujesz i o tym ze nadal sie gdzies tam zastanawiasz.. Nowa znajomosc, bez oczekiwan. Nawet wymiana maili z kims z forum. To pomaga. Przerobilam to. Zawsze moglam napisac, ze mam dola itp. Rozmowy pomagaja. Wyrzucasz wszystko z siebie, a ktos jest dla Ciebie. Bo go potrzebujesz. Wiesz, ze przeczyta i odpisze. I poprawi Ci humor. Nawet o 2 w nocy wink. Tworzy sie wiez i latwiej Ci przejsc przez trudny okres. Sport, praca, muzyka, taniec i .. rozmowa smile. Bez oczekiwan ze bedzie z tego cos wiecej, oczywiscie. O ile wierzysz w taka przyjazn.
Pozdr smile

13

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

Witaj, Ptaku...  Za duzo myslisz. Jestem taka sama. To wykancza. I wiem, latwo mowic, bo nie mnie dotyczy. Napiszesz tutaj, cos przeczytasz, chwilowo lepiej a potem wraca. Niska samoocena, zbyt glebokie analizowanie siebie samego. Zadziwia mnie czasem sila naszego umyslu. Jak latwo mozna sie zatracic.. jak latwo mozna siebie samego doprowadzic do stanu totalnego zagubienia. Zostaje z nas wrak czlowieka.. Psychologia.. sila umyslu. Zawsze uwazalam, ze sami kierujemy swoim zyciem, ze mozna nad wszystkim panowac, az zaczelam w to watpic. To mnie zgubilo. Popelniles ten sam blad! Zwatpiles w siebie. Nie tak latwo to odbudowac. Ja nadal sie staram. Wierze, ze sobie poradzisz! Wierze, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. Dlatego czasem trafia sie takie bagno, z ktorego trudno wyjsc. Ale gdy wyjdziemy, jestesmy silniejsi. I czeka nas cos, co bez tego koszmaru emocjonalnego pewnie by sie nie przytrafilo.
smile
a moja rada? Ktos, z kim mozesz o wszystkim pogadac. Nawet obcy. Nowa znajomosc, na luzie. Rozmowy o tym, co robiles, co planujesz i o tym ze nadal sie gdzies tam zastanawiasz.. Nowa znajomosc, bez oczekiwan. Nawet wymiana maili z kims z forum. To pomaga. Przerobilam to. Zawsze moglam napisac, ze mam dola itp. Rozmowy pomagaja. Wyrzucasz wszystko z siebie, a ktos jest dla Ciebie. Bo go potrzebujesz. Wiesz, ze przeczyta i odpisze. I poprawi Ci humor. Nawet o 2 w nocy wink. Tworzy sie wiez i latwiej Ci przejsc przez trudny okres. Sport, praca, muzyka, taniec i .. rozmowa smile. Bez oczekiwan ze bedzie z tego cos wiecej, oczywiscie. O ile wierzysz w taka przyjazn.

Dzięki koni. Nie wiem dlaczego, ale naprawdę miło słyszeć, że jest ktoś, kto ma tak jak ja. Moi przyjaciele ciągle mi powtarzają, że za dużo myślę, analizuję, chcę wszystko zrozumieć, rozłożyć na czynniki pierwsze - taki chyba rodzaj ścisłego umysłu, co nie lubi nierozwiązanych równań. Nie potrafię tego przerwać, mój umysł jest ciągle rządny analizy, tematów, książek - jakbym nie mógł zaznać akceptacji, póki nie zrozumiem co się tu stało i dlaczego. Czasem nawet marzę o tym, żeby mieć wyłącznik tego myślenia, bo rzeczywiście doprowadza to do szału - bardzo łatwo z jednej małej myśli, skojarzenia czy wspomnienia wywołać całą lawinę. Wczoraj przeczytałem w książce dotyczącej rozstania, że to poważny błąd i wręcz należy unikać takiego rozmyślania i analizowania, rozmawiania z exami, bo tu nie ma czego rozumieć - tu po prostu trzeba zaakceptować. Muszę przyznać, że trafiło to do mnie. Nie wiem jak to wcielić w życie, ale uważam, że to prawda, bo z tym myśleniem rzeczywiście jest trochę tak jak piszesz - łatwo w siebie zwątpić. Wydaje mi się, że im więcej myślę i dociekam, tym mniej rozumiem i zaczynam mieć do siebie pretensje i wyrzuty - coś w stylu "ty nawet tego nie potrafisz ogarnąć". Dalszy ciąg to oczywiście wbijanie się w ziemię do poziomu uszu - bo jak już poczuję się lepiej, to byle pretekst jest dobry, żeby znowu wrócić do dołka. Staram się z tym walczyć - na razie poprzez świadomość. Jak zaczynam się nakręcać, to staram się to przerwać poprzez afirmacje - mówię sobie na głos jakieś miłe rzeczy, żeby przerwać swoje karcenie się i obwinianie się, tak trochę w to nie wierząc, ale i tak głośno mówiąc sobie jakieś pocieszacze, o dziwo to nawet trochę działa, a przynajmniej powstrzymuje staczanie się.

Poza tym odzyskałem część energii i skupiłem ją na znalezienie pracy i wyjście z marazmu. Działanie zdecydowanie poprawia mój stan i jak mi się coś udaje, to zaczynam powoli odzyskiwać wiarę w siebie i w swoje umiejętności. Ponownie zadziwia mnie moja emocjonalna amnezja - to że zupełnie straciłem teraz tożsamość i widzę siebie tylko w czarnych barwach. Zupełnie zapomniałem, że mam też dużo dobrych cech i teraz jak powoli wychylam łepek z norki, to powoli wraca mi pamięć i zaczynam widzieć w sobie dobre cechy, wraca mi pamięć, że nie byłem wcale taki straszny, a wręcz przeciwnie - kawał fajnego chłopa ze mnie, nie ideał, ale mimo wszystko...
Wszystko wskazuje na to, że zaraz zacznie się nowa etap. Może to będzie ten przełomowy etap w procesie zdrowienia: nowa praca, nowe mieszkanie, nowe-stare miasto, w którym przyjaciół mam na miejscu i mogę w dowolnym momencie ich odwiedzić. Nowe cele, nowa rzeczywistość - może właśnie skupienie się na niej i na teraźniejszości, zamiast przeszłości jest kluczem do rozwiązania tego problemu. Może po prostu wziąłem się za analizę zbyt wcześniej, kiedy mój umysł nie był w stanie tego wszystkiego podźwignąć i dlatego tak głęboko popadłem w tę depresję. Mam nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej. Co prawda mam w sobie jeszcze dużo negatywnych emocji, które dają o sobie znać, ale oprócz nich zauważam też jakieś pozytywy i zaczynam widzieć światełko w tunelu - a to już postęp.

Dzisiaj nawet rozmawiałem przez telefon z moją ex. Rozmowa organizacyjna w sprawie jakichś rzeczy, które jeszcze musimy sobie pooddawać, ale byłem zdziwiony, że nie wzbudzała we mnie dużo emocji. Zupełnie naturalnie mi się rozmawiało, aż zapomniałem, że osoba z którą rozmawiam, to ta sama, która jest przyczyną całego mojego stanu. Zaczęła dopytywać co u mnie i zacząłem jej opowiadać o swoich opcjach na pracę i dopiero po kilku minutach pojawiła mi się myśl "po co ja z nią w ogóle o tym rozmawiam" i zaraz potem powiedziałem, że muszę kończyć. Co prawda jakiś czas później musiałem odbyć lekką pokutę - przez chwilę ogarnął mnie smutek, jak pomyślałem, że będę musiał wrócić do pracy dla tego samego klienta, dla którego jakiś czas temu razem pracowaliśmy. Zrobiło mi się smutno jak pomyślałem, że będę to robił bez niej, zupełnie sam i bez wsparcia. Na szczęście w miarę szybko znowu sprawdziła się nowa metoda z afirmacjami.

Z tą przyjaźnią to rzeczywiście muszę poznać kogoś nowego, komu będę mógł truć, bo moi przyjaciele boją się już ze mną poruszać tematy rozstania, bo uważają, że zdecydowanie przesadzam i nie chcą dorzucać węgla do pieca smile A fakt jest taki, że czasem mi brakuje kogoś komu mógłbym poopowiadać i kto by wysłuchał, a też nie chcę przeciążać tych swoich bidaków - i tak już wykazali się i mogą mieć przesyt tematu smile

fajka2 napisał/a:

Po miesiacu nie ma co oczekiwac, ze nagle o niej zapomnisz. Tym bardziej, ze wychowales sie w rodzinie bez konstruktywnych wzorcow co do zachowan. Prawdopodobnie musiala Cie krzywdzic dosc mocno matka, wiec teraz pozwalasz innym bliskim osobom na to zachowanie. Dlatego wybaczasz, racjoanlizujesz, a na sam koniec idealizujesz i chcesz powrotu.

Akurat wydaje mi się, że mam parę konstruktywnych wzorców. Co prawda ojciec pił, ale przestał jak miałem jakieś 10 lat i do dzisiaj nigdy nie spróbował. Rodzice się nawrócili, zmienili swoje życie i do dzisiaj są ze sobą szczęśliwi. Dlatego chyba tak łatwo mi uwierzyć w dojrzałe związki wieloletnie, w których wkłada się pracę, nie zawsze jest kolorowo i w których wszystko można przepracować. Dzięki nim wiem, że w związku nie chodzi o motylki w brzuchu, a miłość to coś więcej niż branie dla siebie. Oczywiście ciągle odczuwam wpływ wydarzeń z dzieciństwa i rzeczywiście rysy na duszy dalej gdzieś tam są, pewnie jak się wgłębić, to można dojść do wniosku, że one mogły być powodem tych zdrad, rozstania i całego ambarasu. Czytałem ciekawą książkę pt. "Radykalne wybaczanie" - przesłaniem autora jest to, że wszystko co nas spotyka w życiu jest po to, aby pokazać nam nasze emocjonalne 'blokady', nasze problemy z samym sobą i w pewien sposób należy być wdzięcznym naszym krzywdzicielom to, że dzięki nim możemy te rzeczy zauważyć. Teoria dosyć odważna, ale z takim podejściem dużo łatwiej zaakceptować krzywdy i rzeczywiście wybaczyć, bo fakt faktem, całe te emocjonalne zniszczenie spowodowało, że zaczęły budzić się różne emocje z dzieciństwa i domagały się, aby je wyrazić i odpuścić - więc w ostatecznym rozrachunku może i rzeczywiście z czasem spojrzę na to, że dobrze, że tak się stało.

fajka2 napisał/a:

Ona Ci wprost powiedziala, ze chce i bedzie zdradzac-taka ma nature, czy Twoja natura to zniesie? Oczywiscie mozesz naginac swoje poglady, ba zmieniac zachowania by dopasowac je do jej potrzeb, ale czy to przyniesie Ci satyfakcje, radosc i spokoj zycia?

Wydaje mi się, że po tej pierwszej zdradzie i tak zacząłem się za bardzo naginać i z czasem małymi kroczkami zatracać gdzieś swoją tożsamość. Może to było jednym z powodów mojego staczania się w końcowym okresie związku.

fajka2 napisał/a:

No i moglbys zapisac sie znowu na terapie, moze teraz tez pomoze;)

Jak tylko wprowadzę się do nowego miasta to zamierzam znaleźć terapeutę. Myślę, że dużo na tym skorzystam. Dzięki za garść mądrych słów! smile

14 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-21 22:09:34)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ptaku, ciesze sie ze moglam pomoc i sprawic, ze nie czujesz sie osamotniony w swoich ulomnosciach wink (tzn zbytnim analizowaniu). Mam dokladnie tak samo.. Czasem mysle, ze to choroba..;). Nie prowadzi do niczego dobrego. Jest taka ksiazka.. "rozstania i rozwody". Poradnik jak wrocic do pelni sil po stracie, rozstaniu i jak odbudowac wiare w siebie. Zaczelam ja czytac jakis czas temu i chyba powinnam do niej wrocic. Autor opisuje tez krok po kroku, jak rozmawiac z ludzmi i samym soba.. Wtedy byla dla mnie... powiedzmy, za trudna. Ale moze warto, zeby znow uwierzyc w siebie.
Ciesze sie, ze zaczynasz od nowa i juz wraca wiara w Twoje mozliwosci smile. I na pewno jestes fajnym facetem. Po prostu zle trafiles i Ona szukala czegos innego. Znajdzie sie ta wlasciwa, tylko uwierz w siebie. Kto lubi mazgajow? Nikt.. Mi pomaga praca. Zaczynam wierzyc, ze jestem dobra i znow wraca pozytywne myslenie. Jak masz chec z  kims pogadac, to smialo mozesz pisac do mnie. Jesli oczywiscie zadowoli Cie wirtualna znajomosc smile
Rozumiem ze przyjaciele maja dosyc, bo ja moich tez chyba wykonczylam wink.
Skup mysli na czyms innym i juz nie analizuj, co zrobiles zle. Chcesz sie zmienic, bo jej nie odpowiadales.. Nie tedy droga. Musisz sie zaakceptowac. Wiesz, ja zylam wiecznie myslac, co powinnam powiedziec, zrobic, zeby bylo dobrze. Gdzie popelnilam blad w moim zachowaniu i co ktos pomysli. Nadal mam chwile, kiedy jestem wycofana i w jednej minucie pisze 1000 scenariuszy. Kazdy krok analizuje pod katem innych osob.. "Nie zadzwonie, bo bede przeszkadzac. Lepiej napisac. Ale jak napisze, to ten ktos musi odpisac,a przez telefon zajmie to mniej czasu i nie sprawie tyle klopotu..." A przeciez to banalny problem. Za duzo analizuje wink.
Chyba nie mozna rozpamietywac przeszlosci. Trzeba zyc tym, co jest i patrzyc w przyszlosc. A bledy zawsze popelniamy. To, co dla Twojej bylej bylo uciazliwe, dla Twojej przyszlej kobiety moze byc zaleta smile. To chyba juz przesada, dokonywac takiej samoanalizy.. Skoncz koniecznie smile, ja tez juz musze z tym skonczyc smile.
pozdrawiam smile

15

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

Ptaku, ciesze sie ze moglam pomoc i sprawic, ze nie czujesz sie osamotniony w swoich ulomnosciach wink (tzn zbytnim analizowaniu). Mam dokladnie tak samo.. Czasem mysle, ze to choroba..;). Nie prowadzi do niczego dobrego. Jest taka ksiazka.. "rozstania i rozwody". Poradnik jak wrocic do pelni sil po stracie, rozstaniu i jak odbudowac wiare w siebie. Zaczelam ja czytac jakis czas temu i chyba powinnam do niej wrocic. Autor opisuje tez krok po kroku, jak rozmawiac z ludzmi i samym soba.. Wtedy byla dla mnie... powiedzmy, za trudna. Ale moze warto, zeby znow uwierzyc w siebie.

A jedne powiedzenie mówi, że "myślenie nie boli" - a tu proszę! smile
"Rozwody i rozstania" B. Fishera - mój pierwszy zakup po informacji o rozstaniu. Kupiłem jak jeszcze byłem w fazie zaprzeczania i jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie rzeczywiście rozstanie. Przez dwa miesiące nosiłem ją potem jak biblię, zaznaczając fragmenty. Przeczytałem ją w sumie co najmniej dwa razy. Bardzo wartościowa i dużo mi pomogła, ale też dawno do niej nie zaglądałem. Stwierdziłem, że póki nie przejdę dalej, to nie ma co tam zaglądać, ale może już powoli dojrzewam, żeby zacząć analizować późniejsze rozdziały.

koni napisał/a:

Ciesze sie, ze zaczynasz od nowa i juz wraca wiara w Twoje mozliwosci smile. I na pewno jestes fajnym facetem. Po prostu zle trafiles i Ona szukala czegos innego. Znajdzie sie ta wlasciwa, tylko uwierz w siebie. Kto lubi mazgajow? Nikt.. Mi pomaga praca. Zaczynam wierzyc, ze jestem dobra i znow wraca pozytywne myslenie. Jak masz chec z  kims pogadac, to smialo mozesz pisac do mnie. Jesli oczywiscie zadowoli Cie wirtualna znajomosc smile

Ja też się cieszę! Dzisiaj zaakceptowałem pracę i jutro się przeprowadzam. Będzie się działo, pora wyjść ze skorupy i wrócić do normalnego życia - myślę, że w końcu stanę na nogi. Co prawda trochę się obawiam, że na początku samotność może mi trochę dać w kość (tak na prawdę to nigdy w życiu nie mieszkałem jeszcze sam), a teraz będę mieszkał sam w kawalerce, do tego praca też raczej solo. Tłumaczę sobie, że to będzie zupełnie nowe doświadczenie i może mi się spodoba, a nawet jeśli nie, to coś tam się wymyśli...

Czy źle trafiłem? Być może. Chociaż ciężko powiedzieć. Na podsumowanie tych lat przyjdzie jeszcze moment, bo teraz jeszcze jestem zbytnio targany skrajnymi emocjami: czasem jej nienawidzę, czasem marzę o jej powrocie i tęsknię. Muszę przyznać, że mimo wszystko byliśmy bardzo dobrze dobraną parą, czasem mam wrażenie, że nie uda mi się spotkać osoby tak dobrze dobranej pod kątem poglądów/humoru/temperamentu/podejścia do życia - ale raczej nie staram się utwierdzać w tym przekonaniu. Kilka rzeczy się zepsuło po drodze i niestety, wszystko to przestało mieć znaczenie. No i to coś, co sama nazywała 'dark passangerem' (kto zna Dextera, ten wie o co chodzi) - jeśli chodzi o ten pociąg do innych osób, którego nie umiała kontrolować (albo przychodziło jej to z bardzo wyraźnym trudem). Sam nie wiem, jak to interpretować, czy to taki typ, czy to kobiety tak biologicznie mają, że im monogamia przeszkadza i uwiera, czy może to we mnie czegoś brakowało (chociaż w kwestii seksu raczej problemów nie mieliśmy, a przynajmniej na nic nie narzekała).

koni napisał/a:

Mi pomaga praca. Zaczynam wierzyc, ze jestem dobra i znow wraca pozytywne myslenie. Jak masz chec z  kims pogadac, to smialo mozesz pisac do mnie. Jesli oczywiscie zadowoli Cie wirtualna znajomosc smile

Musisz być dobra, bo mi pomagasz! Możesz śmiało postawić krechę na swojej ścianie dobrych uczynków smile

koni napisał/a:

Rozumiem ze przyjaciele maja dosyc, bo ja moich tez chyba wykonczylam wink.
Skup mysli na czyms innym i juz nie analizuj, co zrobiles zle. Chcesz sie zmienic, bo jej nie odpowiadales.. Nie tedy droga. Musisz sie zaakceptowac. Wiesz, ja zylam wiecznie myslac, co powinnam powiedziec, zrobic, zeby bylo dobrze. Gdzie popelnilam blad w moim zachowaniu i co ktos pomysli. Nadal mam chwile, kiedy jestem wycofana i w jednej minucie pisze 1000 scenariuszy. Kazdy krok analizuje pod katem innych osob.. "Nie zadzwonie, bo bede przeszkadzac. Lepiej napisac. Ale jak napisze, to ten ktos musi odpisac,a przez telefon zajmie to mniej czasu i nie sprawie tyle klopotu..." A przeciez to banalny problem. Za duzo analizuje wink.
Chyba nie mozna rozpamietywac przeszlosci. Trzeba zyc tym, co jest i patrzyc w przyszlosc. A bledy zawsze popelniamy. To, co dla Twojej bylej bylo uciazliwe, dla Twojej przyszlej kobiety moze byc zaleta smile. To chyba juz przesada, dokonywac takiej samoanalizy.. Skoncz koniecznie smile, ja tez juz musze z tym skonczyc smile.
pozdrawiam smile

I to jest bardzo celna rada. Zauważyłem, że teraz usilnie staram się zmienić w taki sposób, aby gdzieś tam jej dopasować - mimo, że nie liczę na jej powrót, ba - próbuję wręcz przekonywać się, że sam bym tego powrotu nie zaakceptował (chociaż wydaje mi się, że jeszcze na tym etapie mógłbym ulec pokusie - oczywiście nie podkładając się i nie za darmo, ale gdyby była odpowiednio skruszona z wolą naprawiania - to kto wie). Pewne rzeczy rzeczywiście muszę zmienić, dla siebie i dla swojego zadowolenia z życia, bo gdzieś tam rzeczywiście moja energia życiowa zaczęła się ulatniać i się gdzieś zagubiłem. Jednak ciągle mi się wydaje, że część mojej motywacji jest jeszcze 'nieczysta' i gdzieś skierowana w jej kierunku (może to i nie jest złe, motywacja jest, jest więc też działanie, z czasem zmieni się motywację i może nie będzie większego problemu).
Ciężko jest osiągnąć konsensus między akceptacją a potrzebą zmiany. Bo rzeczywiście dostrzegam w sobie rzeczy, które muszę zmienić i gdzie teraz postawić granicę, zaakceptować, że dana cecha jest moja, taki jestem i koniec. Zawsze uważałem, że z odpowiednią motywacją i zaangażowaniem można zmienić wszystko. Moi rodzice byli dla mnie tego pozytywnym przykładem, że można na prawdę zmienić się o 180 stopni. Trzeba chcieć i dodatkowo nad sobą pracować. Dlatego nigdy za bardzo nie traktowałem siebie jako 'sztywnej masy' - uważałem, że mogę mieć kontrolę nad cechami swojego charakteru i kreować się wg. własnego uznania. Dzisiaj nie wiem czy to jest dobre podejście, bo w efekcie człowiek czuje, że nie ma za bardzo własnej tożsamości, albo płynie ciągle pod prąd i zaczyna coraz bardziej 'odgrywać' siebie, zamiast po prostu być sobą. Jest to dosyć nienamacalne, nawet dla mnie, bo sam do końca nie wiem jakie moje cechy uznać za stałe, swoje i częścią mojego jestestwa, a które wziąć na warsztat.
Problem też mam ze sobą taki, że jestem dla siebie wymagający i surowy - wysoko stawiam sobie poprzeczkę, a jeśli jej nie spełniam, to mam do siebie pretensje i łatwo się karcę. Przez to szybko się zniechęcam do wielu aktywności - widzę, że nie jestem dostatecznie dobry, znaczy, że trzeba szukać czegoś nowego.

16

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Hey.

Właśnie sobie pomyślałam o Twoim wątku i proszę bardzo, rozpisałeś się:)
Fajnie, że jest w Tobie optymizm, że nie siedzisz , nie płaczesz cały czas nad tą klawiaturą.
Jesteś naprawdę silnym psychicznie Facetem i przezwyciężysz to:)
Oczywiście czasem trzeba sobie popłakać i to robisz, ale nie bez przerwy.
Fajne jest to w Tobie, że nie załamałeś się, że wiesz co robić, żeby było lepiej!

17

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Krejzolka82 napisał/a:

Hey.

Właśnie sobie pomyślałam o Twoim wątku i proszę bardzo, rozpisałeś się:)
Fajnie, że jest w Tobie optymizm, że nie siedzisz , nie płaczesz cały czas nad tą klawiaturą.
Jesteś naprawdę silnym psychicznie Facetem i przezwyciężysz to:)
Oczywiście czasem trzeba sobie popłakać i to robisz, ale nie bez przerwy.
Fajne jest to w Tobie, że nie załamałeś się, że wiesz co robić, żeby było lepiej!

Dzięki za dobre słowo.
Aż dziwnie mi się to czytało, bo mam wrażenie, że robię zupełnie odwrotnie. Sam siebie w tym wszystkim nie do końca poznaję, bo zawsze byłem raczej optymistą, zdecydowanym i w miarę pewnym siebie. Teraz czuję się jak totalne przeciwieństwo. Z resztą dalsi znajomi też mówią, że jestem inny niż zawsze, brakuje mi tej energii i nie mogą się doczekać, aż się pozbieram, bo jestem trochę jak cień. Sam muszę przyznać, że to dziwny stan. Ta cienka skóra i nadwrażliwość na wszystko. Kiedyś z najlepszym przyjacielem potrafiliśmy wyzywać się dla żartów - tak z przyjacielskiej miłości, a teraz nawet te głupie docinki, które oczywiście nic nie mają wspólnego z rzeczywistością, gdzieś przeze mnie przenikają i kłują. Pewnie po prostu podświadomość z wielką czujnością wyłapuje sygnały, które potwierdzają mi moją opinię o sobie i się w nich utwierdza, a raczej ona nie rozumie, że to zwykłe żarty. Świadomość jakoś stara się z tym walczyć, z jakim efektem to się okaże. Tak czy siak ciekawie jest to obserwować i analizować.

W weekend czeka mnie spotkanie z moją ex. Jadę do niej zabrać resztkę rzeczy. Strasznie nie mam ochoty na to spotkanie. Nie miałem ochoty nawet dzwonić, żeby się umówić - po prostu wysłałem suche smsy. Wizja tego spotkania jest bezsensowna, zachowywać się jak gdyby nigdy nic, czy być oschłym, czy być złym i uszczypliwym, czy milczącym. Każde zachowanie wydaje mi się być sztuczne i bezcelowe. To po prostu szopka do odegrania, bo w żadnej masce nie czuję się naturalnie. Z jednej strony nie mam ochoty już robić z siebie cierpiętnika, ale nie chcę udawać też, że jestem już tiptop ogarnięty. Nie mam już takiej potrzeby wyjaśniania i rozmawiania o tym co było. Nie mam ochoty wiedzieć co u niej, nie mam ochoty, żeby ona wiedziała co u mnie. Nie mam ochoty też milczeć i ostentacyjnie spakować rzeczy (tym bardziej, że jadę po nie 300km). Po prostu trzeba to odbębnić, po tym w zasadzie będą łączyły nas tylko 2 zawodowe tematy. No i wesele wspólnych znajomych w sierpniu ... ale do tego czasu to mogę być już na innej planecie.

18 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-23 22:34:13)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

smile Ptaku, jak czytam co piszesz, co sie z Toba dzieje, to mam wrazenie, ze siedzisz gdzies w mojej glowie i podgladasz moje mysli.. wink oj,oj! Nieladnie tak! wink

A tak serio, dokladnie ta ksiazke mialam na mysli smile. A wiesz, co jeszcze warto przeczytac? "Anatomia milosci" H.Fisher . Fajna ksiazka, autorka fajnie opisuje i tlumaczy czym jest milosci i dlaczego czasem pociaga nas pewna osoba. Rozbawila mnie tez w niektorych mamentach, opisujac zwyczaje zwierzat i porownujac je do ludzi. Naprawde swietna. Tlumaczy tez preferencje seksualne wink. Moze Ci sie przydac teraz cos lekkiego i w temacie smile.  No i ... odwieczne statystyki.. Zawsze uwazalam je za bzdury i nie lubilam sie nimi sugerowac. Ktos zrobil badania, napisal prace na ten temat i sie szczyci wink. Ale jednak cos w tym jest.. Jak zaczelam analizowac ( jak to mam w zwyczaju), okazalo sie ze to wszystko nawet logiczne i wytlumaczalne. Czasem tez mysle, ze moze latwiej nam pogodzic sie z pewnymi faktami, jesli tak mowia statystyki.  Ale dosc o tym. Jesli przeczytasz, to daj znac czy Ci sie podobala smile.
Zmieniasz sie dla niej. Chcesz sie przypodobac.. Skad to znam. Ale przestajesz byc soba. Uwazaj, w pewnym momencie juz sam nie bedziesz wiedzial jaki jestes i kim jestes. Tak jak mowisz, pewne nasze zachowania i cechy mozna zmieniac i pracowac nad nimi. Ale sa cechy, ktorych zmiana powoduje zbyt duze spustoszenie w nas samych. Cena jest zbyt wysoka. Niewspolmierna do zyskow. I niech zgadne... pewnie jestes tez perfekcjonista? smile

Nowa praca, nowe miejsce, nowi znajomi. Tego Ci trzeba. Energii i checi. A ja to w Tobie widze, po Twoich wypowiedziach. Jestes na dobrej drodze. Przelom to ta sobota. Uwazaj... Nie strac tego, co juz udalo Ci sie zyskac i wypracowac. Wierze, ze nie stracisz glowy. Na innej planecie? No nie przesadzaj..! smile Ale rzeczywiscie nigdy nic nie wiadomo i zycie potrafi nas czasem zaskakiwac.

No i oczywiscie dziekuje za mile slowa smile. Ciesze sie, ze moge jakos pomoc i ... (pewnie nieswiadomie ) Ty pomagasz tez mi smile. To jestesmy kwita wink.
pozdrawiam smile

19

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Popełniłeś wielki błąd zatrzymując ją po 1 zdradzie. Ja nie rozumiem jak można być tak naiwnym. Zniszczyłeś sobie przez to tyle lat, ale wiesz co, dobrze, że w końcu się rozstaliście bo miałbyś zniszczone całe życie!
Czas leczy rany, i dziś po 6 latach od pierwszej zdrady prawdopodobnie byś o tej kobiecie nie pamiętał. Więc nie popełnij drugi raz tego samego błędu! Jeżeli żyłeś miesiąc bez tych rzeczy to po nie już nie wracaj! A jeżeli są Ci potrzebne to niech wyśle je kurierem. Żeby rana się zagoiła, nie można jej wciąż rozdrapywać.

20

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Hey.

Właśnie sobie pomyślałam o Twoim wątku i proszę bardzo, rozpisałeś się:)
Fajnie, że jest w Tobie optymizm, że nie siedzisz , nie płaczesz cały czas nad tą klawiaturą.
Jesteś naprawdę silnym psychicznie Facetem i przezwyciężysz to:)
Oczywiście czasem trzeba sobie popłakać i to robisz, ale nie bez przerwy.
Fajne jest to w Tobie, że nie załamałeś się, że wiesz co robić, żeby było lepiej!

Dzięki za dobre słowo.
Aż dziwnie mi się to czytało, bo mam wrażenie, że robię zupełnie odwrotnie. Sam siebie w tym wszystkim nie do końca poznaję, bo zawsze byłem raczej optymistą, zdecydowanym i w miarę pewnym siebie. Teraz czuję się jak totalne przeciwieństwo. Z resztą dalsi znajomi też mówią, że jestem inny niż zawsze, brakuje mi tej energii i nie mogą się doczekać, aż się pozbieram, bo jestem trochę jak cień. Sam muszę przyznać, że to dziwny stan. Ta cienka skóra i nadwrażliwość na wszystko. Kiedyś z najlepszym przyjacielem potrafiliśmy wyzywać się dla żartów - tak z przyjacielskiej miłości, a teraz nawet te głupie docinki, które oczywiście nic nie mają wspólnego z rzeczywistością, gdzieś przeze mnie przenikają i kłują. Pewnie po prostu podświadomość z wielką czujnością wyłapuje sygnały, które potwierdzają mi moją opinię o sobie i się w nich utwierdza, a raczej ona nie rozumie, że to zwykłe żarty. Świadomość jakoś stara się z tym walczyć, z jakim efektem to się okaże. Tak czy siak ciekawie jest to obserwować i analizować.

W weekend czeka mnie spotkanie z moją ex. Jadę do niej zabrać resztkę rzeczy. Strasznie nie mam ochoty na to spotkanie. Nie miałem ochoty nawet dzwonić, żeby się umówić - po prostu wysłałem suche smsy. Wizja tego spotkania jest bezsensowna, zachowywać się jak gdyby nigdy nic, czy być oschłym, czy być złym i uszczypliwym, czy milczącym. Każde zachowanie wydaje mi się być sztuczne i bezcelowe. To po prostu szopka do odegrania, bo w żadnej masce nie czuję się naturalnie. Z jednej strony nie mam ochoty już robić z siebie cierpiętnika, ale nie chcę udawać też, że jestem już tiptop ogarnięty. Nie mam już takiej potrzeby wyjaśniania i rozmawiania o tym co było. Nie mam ochoty wiedzieć co u niej, nie mam ochoty, żeby ona wiedziała co u mnie. Nie mam ochoty też milczeć i ostentacyjnie spakować rzeczy (tym bardziej, że jadę po nie 300km). Po prostu trzeba to odbębnić, po tym w zasadzie będą łączyły nas tylko 2 zawodowe tematy. No i wesele wspólnych znajomych w sierpniu ... ale do tego czasu to mogę być już na innej planecie.

Przecież logiczne, że po takim czymś człowiek ma prawo się załamać.
Oczywiście, że się załamałeś, ale nie tkwisz w tym tak dosadnie. Przynajmniej ja to tak odbieram z Twoich postów.
Jest w nich żal, rozgoryczenie, ale jest też racjonalne myślenie.
Niektórzy ludzie (nawet tutaj na forum) zatracają się w tym cierpieniu, bólu, że nic innego nie dostrzegają a Ty tak.
Ty wiesz, że nie będziecie razem (chociaż to Cię boli). Wiesz, że podczas spotkania z Ex musisz zachować się jak normalny kulturalny człowiek a nie, że masz się obrażać, wyzywać.
Dlatego napisałam Ci, że bije z Ciebie optymizm,że prędzej czy później to będzie tylko i wyłącznie wspomnienie.
A Ty znowu będziesz Szczęśliwym Człowiekiem!
I tego Ci życzę z całego serducha!:)

21

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ptaku!  Niech Ci te rzeczy wyśle kurierem! Na Twój koszt. Na paliwo i tak podobna kwotę pewnie wydasz. To jest bardzo zły pomysł żeby się z nią spotkać. Zaufaj mi, niestety wiem co mówię.

22 Ostatnio edytowany przez Black000 (2015-04-24 23:40:27)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Nie wiem czy jesteś wierzący czy nie. Ale polecam Ci "Nowennę Pompejańską".
W mega skrócie : Zacząłem ją odmawiać jakiś czas temu po tym jak rozstałem się z fantastyczną dziewczyną po 3 latach związku. "Uczucie się we mnie wypaliło" tak mówiła -pomimo tego chyba rozstaliśmy się z powodu osób 3... Ale ja ciągle modlę się w jej intencji.

Nie jestem zbytnio religijny ale ta modlitwa przynosi cień i ulgę przed bombardowaniem wspomnieniami i uporczywymi myślami. Można wyłączyć wtedy wszystkie emocje. Świadectwa ludzi mówią, że owa Nowenna może sprawiać cuda. Już sam fakt wyciszenia i wgłębienia się w pewne niuanse religijne Ci pomogą. Odmawianie jej trwa ponad godzinę i tak przez 54 dni ! Na prawdę możesz się dzięki temu odmienić.

Gwarantuję ! Trzymam za Ciebie kciuki i bądź silny. Nie jesteś sam w tym bajzlu na świecie jeżeli to Cię pocieszy.

23

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

No dobra, to już oficjalne: Witaj Warszawo!
Wynająłem ładną kawalerkę, jutro zwożę rzeczy, w poniedziałek zaczynam pracę. Sporo organizacji i biegania, ale jestem bardzo zadowolony i podekscytowany - i do tego w szoku, bo dawno tego nie czułem.
Wczoraj miałem dziwny dzień, myśl o tym, że dzisiaj do niej jadę dała mi trochę w czerep i miałem problem z zaśnięciem, potem wczesnym rankiem się wybudziłem i nie mogłem zasnąć, bo emocje i myśli zrobiły szturm na moją głowę. Cztery kroki wstecz, wszystkie te same uporczywe myśli, które miałem wcześniej, a które już przestały mnie ostatnio nawiedzać wróciły. Nie mam do siebie pretensji, wiem, że jest za wcześniej, żeby się od tego tak łatwo uwolnić i wiem, że mózgownica nie podda się bez walki. I już wiem czemu alkoholicy nie mogą po odwyku więcej w życiu wypić alkoholu.
Cały dzień chodziłem zdezorientowany i struty. Jak jechałem w trasie do stolicy łzy same ciekły, wściekłość przesłaniała mi oczy, aż musiałem się zatrzymać i odreagować. To chyba jeszcze jakieś popłuczyny ... albo po prostu jest jeszcze wcześnie i dużo we mnie jeszcze emocji siedzi, gdzieś pod spodem, gdzieś w środku - są spokojniejsze, ale dalej jeszcze tam są spore pokłady.

Trochę się boję tych odwiedzin. Wiem, że to będzie ciężkie i wiem, że niezależnie od wyniku spotkania i mojej reakcji - jakakolwiek by nie była, dostanę po jajach i będę musiał to odchorować. Jedyne na co liczę, to to, że jestem już na tyle pozbierany, żeby zrobić to sprawnie i po męsku. Jak gdyby nigdy nic - po prostu kolejna sprawa do załatwienia.
Niestety nie mogę tego ominąć, mimo, że w sumie to bardzo bym chciał, bo wiem, że nie jestem gotowy na to spotkanie. Niestety kurierzy nie wchodzą w grę, zostały tam same duże gabaryty typu rower i specjalistyczny sprzęt do pracy - na tyle drogi i delikatny, że wolałbym nie ryzykować wysyłki kurierem (poza tym, muszę go mieć na poniedziałek, więc czasowo też nie ma szans). Ruszam za dwie godziny, życzcie mi powodzenia, za dobre słowo będę bardzo wdzięczny.

koni napisał/a:

smile Ptaku, jak czytam co piszesz, co sie z Toba dzieje, to mam wrazenie, ze siedzisz gdzies w mojej glowie i podgladasz moje mysli.. wink oj,oj! Nieladnie tak! wink

A tak serio, dokladnie ta ksiazke mialam na mysli smile. A wiesz, co jeszcze warto przeczytac? "Anatomia milosci" H.Fisher . Fajna ksiazka, autorka fajnie opisuje i tlumaczy czym jest milosci i dlaczego czasem pociaga nas pewna osoba. Rozbawila mnie tez w niektorych mamentach, opisujac zwyczaje zwierzat i porownujac je do ludzi. Naprawde swietna. Tlumaczy tez preferencje seksualne wink. Moze Ci sie przydac teraz cos lekkiego i w temacie smile.  No i ... odwieczne statystyki.. Zawsze uwazalam je za bzdury i nie lubilam sie nimi sugerowac. Ktos zrobil badania, napisal prace na ten temat i sie szczyci wink. Ale jednak cos w tym jest.. Jak zaczelam analizowac ( jak to mam w zwyczaju), okazalo sie ze to wszystko nawet logiczne i wytlumaczalne. Czasem tez mysle, ze moze latwiej nam pogodzic sie z pewnymi faktami, jesli tak mowia statystyki.  Ale dosc o tym. Jesli przeczytasz, to daj znac czy Ci sie podobala smile.
Zmieniasz sie dla niej. Chcesz sie przypodobac.. Skad to znam. Ale przestajesz byc soba. Uwazaj, w pewnym momencie juz sam nie bedziesz wiedzial jaki jestes i kim jestes. Tak jak mowisz, pewne nasze zachowania i cechy mozna zmieniac i pracowac nad nimi. Ale sa cechy, ktorych zmiana powoduje zbyt duze spustoszenie w nas samych. Cena jest zbyt wysoka. Niewspolmierna do zyskow. I niech zgadne... pewnie jestes tez perfekcjonista? smile

Nowa praca, nowe miejsce, nowi znajomi. Tego Ci trzeba. Energii i checi. A ja to w Tobie widze, po Twoich wypowiedziach. Jestes na dobrej drodze. Przelom to ta sobota. Uwazaj... Nie strac tego, co juz udalo Ci sie zyskac i wypracowac. Wierze, ze nie stracisz glowy. Na innej planecie? No nie przesadzaj..! smile Ale rzeczywiscie nigdy nic nie wiadomo i zycie potrafi nas czasem zaskakiwac.

No i oczywiscie dziekuje za mile slowa smile. Ciesze sie, ze moge jakos pomoc i ... (pewnie nieswiadomie ) Ty pomagasz tez mi smile. To jestesmy kwita wink.
pozdrawiam smile

Spróbuję poszukać tego tytułu w księgarni. Mam jeszcze na oku "Psychologię miłości" - Bogdana Wojciszke. Zobaczę którą wezmę na warsztat jako pierwszą.
Co do 'Rozwodów i rozstań' to wczoraj znów zacząłem czytać od początku. Chciałem sprawdzić jak daleko zaszedłem. Dalej ciężko mi wyjść poza 12 rozdział, ale zacząłem odnajdywać już mądrości dla siebie w 13 i 14ym. Dalej dużo we mnie uczuć i nieprzerobionych spraw z poprzednich rozdziałów. Jeszcze kawał drogi przede mną na ten szczyt smile Jeszcze nie odbębniłem do końca żałoby, ale myślę, że jestem już blisko końca, w międzyczasie biorę te kawałki konstrukcji która mnie tworzyła, zamiatam stare cegły i powoli staram się zacząć stawiać coś nowego. Jest zarys, jest koncepcja, są materiały, coś może z tego wyjdzie. Teraz zaczynam widzieć, że w tym związku zupełnie zatraciłem swoją tożsamość i dochodzą do mnie małe kropelki wdzięczności, za to, że to się stało. Bo może ta sytuacja to dar, który miał mnie przebudzić.

fruit napisał/a:

Popełniłeś wielki błąd zatrzymując ją po 1 zdradzie. Ja nie rozumiem jak można być tak naiwnym. Zniszczyłeś sobie przez to tyle lat, ale wiesz co, dobrze, że w końcu się rozstaliście bo miałbyś zniszczone całe życie!
Czas leczy rany, i dziś po 6 latach od pierwszej zdrady prawdopodobnie byś o tej kobiecie nie pamiętał. Więc nie popełnij drugi raz tego samego błędu! Jeżeli żyłeś miesiąc bez tych rzeczy to po nie już nie wracaj! A jeżeli są Ci potrzebne to niech wyśle je kurierem. Żeby rana się zagoiła, nie można jej wciąż rozdrapywać.

Być może i masz rację. Pamiętam tamten moment. Pamiętam gdy przed tą zdradą rozmawialiśmy o takich rzeczach. Oboje byliśmy zgodni - zdrada to koniec związku. Potem mnie to spotkało. Do dziś pamiętam te uczucia i myśli, tę dezorientację i chaos. Niestety nie byłem w stanie, w którym mogłem podjąć dobrą decyzję, a niestety nie wyciągnąłem do nikogo ręki, kto mógłby mi dać dobrą radę. Zdałem się na siebie i ponoszę tego konsekwencje. Pamiętam jakie czułem do siebie obrzydzenie, kiedy ona już wychodziła ze spakowaną walizką, a ja ją zatrzymałem. Byłem zbyt uzależniony, mój umysł nie był w stanie wyobrazić sobie funkcjonowania bez niej.

Krejzolka82 napisał/a:

Przecież logiczne, że po takim czymś człowiek ma prawo się załamać.
Oczywiście, że się załamałeś, ale nie tkwisz w tym tak dosadnie. Przynajmniej ja to tak odbieram z Twoich postów.
Jest w nich żal, rozgoryczenie, ale jest też racjonalne myślenie.
Niektórzy ludzie (nawet tutaj na forum) zatracają się w tym cierpieniu, bólu, że nic innego nie dostrzegają a Ty tak.
Ty wiesz, że nie będziecie razem (chociaż to Cię boli). Wiesz, że podczas spotkania z Ex musisz zachować się jak normalny kulturalny człowiek a nie, że masz się obrażać, wyzywać.
Dlatego napisałam Ci, że bije z Ciebie optymizm,że prędzej czy później to będzie tylko i wyłącznie wspomnienie.
A Ty znowu będziesz Szczęśliwym Człowiekiem!
I tego Ci życzę z całego serducha!smile

Dzięki! Każde dobro słowo na wagę złota! Mój mózg potrzebuje takich pozytywnych sygnałów, bo często sam nie jestem ich w stanie sobie dać, ale staram się to zmieniać - jak to na początku, z różnym skutkiem, ale się staram smile

tamta89 napisał/a:

Ptaku!  Niech Ci te rzeczy wyśle kurierem! Na Twój koszt. Na paliwo i tak podobna kwotę pewnie wydasz. To jest bardzo zły pomysł żeby się z nią spotkać. Zaufaj mi, niestety wiem co mówię.

Tak jak pisałem wyżej, nie mam wyjścia, więc muszę wypiąć pierś, podnieść głowę i ruszyć zmierzyć się z sytuacją.

Black000 napisał/a:

Nie wiem czy jesteś wierzący czy nie. Ale polecam Ci "Nowennę Pompejańską".
W mega skrócie : Zacząłem ją odmawiać jakiś czas temu po tym jak rozstałem się z fantastyczną dziewczyną po 3 latach związku. "Uczucie się we mnie wypaliło" tak mówiła -pomimo tego chyba rozstaliśmy się z powodu osób 3... Ale ja ciągle modlę się w jej intencji.

Nie jestem zbytnio religijny ale ta modlitwa przynosi cień i ulgę przed bombardowaniem wspomnieniami i uporczywymi myślami. Można wyłączyć wtedy wszystkie emocje. Świadectwa ludzi mówią, że owa Nowenna może sprawiać cuda. Już sam fakt wyciszenia i wgłębienia się w pewne niuanse religijne Ci pomogą. Odmawianie jej trwa ponad godzinę i tak przez 54 dni ! Na prawdę możesz się dzięki temu odmienić.

Gwarantuję ! Trzymam za Ciebie kciuki i bądź silny. Nie jesteś sam w tym bajzlu na świecie jeżeli to Cię pocieszy.

Niestety mimo wychowania w duchu silnego katolicyzmu (miałem dość silny bunt w okresie dojrzewania, Kościół był dla mnie celem tego buntu) wyparłem wszystko co religijne. Mam zbyt analityczno-pragmatyczny umysł, a czasem żałuję, bo widzę jak wiara ludziom pomaga i zdarza się, że im zazdroszczę. Chciałbym, ale nie potrafię.
Chociaż spróbować może nie zaszkodzi, zastanowię się nad tym. Dzięki za radę i za dobre słowo!

24

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ptaku, mam nadzieje, ze trzymasz sie dzielnie i ta wizyta nie pozostawi po sobie dodatkowej rany. Niestety... jest to bardzo prawdopodobne. Piszesz pieknie, masz calkowita swiadomosc tego, co sie z Toba dzieje. Wiesz dobrze co powinienes zrobic i czego unikac. I co z tego? A no nic. Bo sa czesto sytuacje, w ktorych nasza swiadomosc gdzies znika, tracimy rozsadek i pojawiaja sie zbyt silne emocje. To one nami kieruja, mimo ze nie powinny. Ale przeciez nie jestesmy bezdusznymi robotami. Mozemy sobie pozwolic na chwile slabosci, mimo ze potem pojawia sie zlosc na nas samych, ze nie potrafimy wytrwac w postanowieniu. Nie zapomnisz tak szybko. Nie pozbedziesz sie tych wszystkich uczuc. Sa uspione i czekaja na Twoje potkniecie. Co Ci pomoze odciac sie i przestac o tym wszystkim myslec? Odpowiedz jest prosta i mysle, ze sam tez ja znasz... Nowa milosc. Fascynacja, zauroczenie, zakochnie.. Stan w ktorym swiat wydaje sie byc piekniejszy. Przestanie tak bolec, przestanie miec tak duze znaczenie. Ba, moze nawet pojawi sie wdziecznosc, ze sie uwolniles i mogles poznac kogos wspanialego. Wierze w idealy, wierze w ludzi, wierze ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. Wierze, ze dostajemy szanse od losu i musimy to wykorzystac. Wierze w bratnie dusze, ale wiem tez ze wiele zalezy od nas samych. Wiem tez, ze ludzie sie zmieniaja i czasem nie mamy na to wplywu. Zaczynasz nowe zycie. Jestes rozsadnym facetem i mam nadzieje, ze wszystko ulozy sie po Twojej mysli. Zycze Ci tego z calego serca. smile

25

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

Ptaku, mam nadzieje, ze trzymasz sie dzielnie i ta wizyta nie pozostawi po sobie dodatkowej rany. Niestety... jest to bardzo prawdopodobne. Piszesz pieknie, masz calkowita swiadomosc tego, co sie z Toba dzieje. Wiesz dobrze co powinienes zrobic i czego unikac. I co z tego? A no nic. Bo sa czesto sytuacje, w ktorych nasza swiadomosc gdzies znika, tracimy rozsadek i pojawiaja sie zbyt silne emocje. To one nami kieruja, mimo ze nie powinny. Ale przeciez nie jestesmy bezdusznymi robotami. Mozemy sobie pozwolic na chwile slabosci, mimo ze potem pojawia sie zlosc na nas samych, ze nie potrafimy wytrwac w postanowieniu. Nie zapomnisz tak szybko. Nie pozbedziesz sie tych wszystkich uczuc. Sa uspione i czekaja na Twoje potkniecie.

Udało mi się przetrwać. Co prawda tak jak mówiłem, teraz trochę to odchorowuję, ale jestem z siebie zadowolony. Jak przyjechałem zrobiło mi się trochę smutno, jednak to miejsce wiąże mi się z dużą traumą i już nawet droga do tamtego mieszkania powodowała ukłucia w sercu. Jak ją zobaczyłem to też poczułem uderzenie młotkiem po głowie - dalej jest piękna, ale czułem do niej straszny dystans. To jest dziwna mieszanka - kochać i nienawidzić jednocześnie, mózg po prostu baranieje.

Nie zmuszałem się do odgrywania żadnej sceny. Starałem się reagować na to co czułem, a poczułem wycofanie i brak chęci na kontakt i rozmowy. Byłem chłodny, opanowany, zdystansowany i nie dałem się w nic wciągnąć. Po prostu przyjechałem, zacząłem pakować rzeczy i tyle. Wiedziałem, że jak wdamy się w rozmowy, to emocje znów wypłyną, a to nie było mi potrzebne. Nie interesuje mnie co ona teraz robi, czy z kimś jest, jak się trzyma. Nie czuję się zobligowany do słuchania jej i dbania o nią, nie czuję też potrzeby opowiadania co u mnie - to ona dokonała tego wyboru, więc jak najbardziej chcę go uszanować. Nie zależy mi na byciu przyjaciółmi, ani trochę. Jeśli mnie odpuściła, to musi się liczyć z tym, że nie może mieć mnie w połowie - moje dobre cechy sobie zachowa, a te które się jej znudziły uzupełni kimś innym - nie piszę się na to.
Najbardziej emocjonalne było pożegnanie. W drodze do auta zapytała mnie jak się czuję - ja zdziwiony, że porusza ten temat spojrzałem na nią wymownie, powiedziałem tylko "Dobrze, a Ty?". Ona powiedziała, że "u mnie po prostu świetnie" z namacalną ironią, że jasne jest, że czuje się fatalnie, na twarzy widziałem też wypływające z niej emocje, które starała się powstrzymać. Zrobiło mi się jej naprawdę żal. Włączył się odruch, 'chcę jej pomóc, przecież ją kocham, a ona cierpi'. Mózg zaczął mnie zasypywać myślami i emocjami. Powstrzymałem się, zachowałem kamienną twarz (przynajmniej tak mi się wydaje, bo pewnie i tak wszystko było widać z zewnątrz smile ). Powiedziałem tylko "Na razie... A raczej żegnaj". Ona: "Może się jeszcze kiedyś zobaczymy". Wzruszyłem ramionami, odwróciłem się i odszedłem. (brakuje tylko w tej scenie muzyki Hansa Zimmera smile )
Doszedłem do samochodu, odjechałem kawałek i rozpłynąłem się. Znów chaos, mętlik, po prostu sajgon. "A czemu ona cierpi? A czy chce do mnie wrócić? A czy nie byłem zbyt zimny? A może jej pomóc? A może dalej mnie kocha? A może wszystko będzie dobrze? A może przeze mnie jest w takim stanie? A może powinienem coś zrobić? A może nie? A może ..." I tak wszystko naraz.
Rozmowa z przyjaciółką mnie uspokoiła, ale muszę przyznać, że nawet dziś rano jestem trochę skołowany. Nie rozumiem co się z nią dzieje, a chciałbym - sam nie wiem po co, więc staram się to zwalczyć.
Po prostu taki typowy rozbijający krok wstecz. Trzeba się teraz skupić znów na teraźniejszości i na nowym życiu. Liźnięcie starego zupełnie kołuje.


koni napisał/a:

Co Ci pomoze odciac sie i przestac o tym wszystkim myslec? Odpowiedz jest prosta i mysle, ze sam tez ja znasz... Nowa milosc. Fascynacja, zauroczenie, zakochnie.. Stan w ktorym swiat wydaje sie byc piekniejszy. Przestanie tak bolec, przestanie miec tak duze znaczenie. Ba, moze nawet pojawi sie wdziecznosc, ze sie uwolniles i mogles poznac kogos wspanialego. Wierze w idealy, wierze w ludzi, wierze ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. Wierze, ze dostajemy szanse od losu i musimy to wykorzystac. Wierze w bratnie dusze, ale wiem tez ze wiele zalezy od nas samych. Wiem tez, ze ludzie sie zmieniaja i czasem nie mamy na to wplywu. Zaczynasz nowe zycie. Jestes rozsadnym facetem i mam nadzieje, ze wszystko ulozy sie po Twojej mysli. Zycze Ci tego z calego serca. smile

Staram się teraz unikać kontaktów romantycznych. Wiem, że stanie w jakim jestem teraz mogę tylko kogoś zranić. Nie jestem jeszcze uwolniony od starej relacji, więc jak kogoś sobie teraz przygarnę, to jest duża szansa, że potraktuję przedmiotowo - jak słynny plasterek, a potem go zerwę i wyrzucę. Nie chcę nikomu czegoś takiego fundować.
Co prawda brakuje mi kogoś, ale myślę, że samotność teraz dobrze mi zrobi. Nie wiem jak długo, muszę się po prostu odnaleźć i znaleźć trochę własnego szczęścia, bo teraz to nawet nie mam jak się tym podzielić, bo mój zbiornik jest pusty.
No i powoli czuję, że libido powoli budzi się ze snu zimowego i czuję, że zaczyna mi brakować seksu. Z jednej strony nie jestem fanem seksu bez zobowiązań, ale może wchodzę w moment, w którym po prostu będę musiał się wyszumieć. Ludzie są teraz na tyle otwarci i mają dystans, że nie powinno być chyba problemu i nikt nie powinien być skrzywdzony. Tak czy siak będę miał jeszcze sporo zajęć, energia będzie pożytkowana, więc będę miał czas, żeby na spokojnie i bez parcia przeanalizować czego potrzebuję i jak to osiągnąć.

Poza tym muszę teraz skupić się na pracą nad sobą i nad odbudowaniem poczucia własnej wartości, bo teraz to mam wrażenie, że i tak żadnej kobiety nie zainteresuję, bo przecież jak taki szmatławiec może być interesujący. Na szczęście czuję już, że się podnoszę i z czasem będzie coraz lepiej.

Ciekawe też, że jak napisałaś o zakochaniu, to od razu włączyła mi się w głowie jakaś negacja. "Ja? Znów się zakochać? - to nie dla mnie!". To chyba jakiś uraz daje o sobie znać. Gdzieś tam w środku boję się znów pokochać, bo przecież ukochana osoba przepuściła mnie przez maszynkę do mięsa i strach przed ponownym przeżyciem tego wszystkiego sprawia, że mam wrażenie, że już się nie zakocham. Rozsądek mówi mi, że 'pitolę jak potłuczony' i szybko się znów zakocham.
Z drugiej strony boję się tego, że zakocham się zbyt szybko. Że zauroczę się w kimkolwiek kto da mi odrobinę czułości, tylko po to, żeby poczuć się lepiej ze sobą i z całą tą sytuacją. Żeby poczuć się, że mogę być kochany. Wyłączę wszelkie myślenie i wpuszczę kogoś toksycznego. Tak źle i tak niedobrze. I jak tu żyć panie premierze? smile

26

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Hey:)

Jestem z Ciebie bardzo dumna,po spotkaniu z Ex!:)

Jesteś naprawdę inteligentnym, fajnym Facetem.
Super, że zdajesz sobie z tego sprawę, że "wejście" teraz w kolejny związek to tak naprawdę "plaster na rany" i tego świadomie nie chcesz zrobić.

Oczywiście, że się zakochasz i to na pewno z wzajemnością!Tylko nie teraz, potrzebujesz samotności, wyciszenia tego wszystkiego.

27

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Witam.
Tak jak napisala Krejzolka, zachowales sie dojrzale. I naleza sie gratulacje..
A co do zakochania... Tak, nasze wczesniejsze doswiadczenia maja na nas wplyw i na to, jak postrzegamy innych. Stajemy sie nieufni i wycofani, bo znow dostaniemy baty. Wiem o tym i rozumiem, ze nie chcesz nikogo zranic i absolutnie Cie do tego nie namawiam. Nie chce tylko, abys gdzies swiadomie sam siebie unieszczesliwial i blokowal na tego typu znajomosci. I wiesz co? Mysle ze przyciagniesz do siebie sporo interesujacych osob i bedzie tez wsrod nich plec przeciwna wink. Odrzucajac znajomosc na starcie z obawy przed zranieniem, zrobisz jeszcze wieksza krzywde. Sobie i potencjalnej partnerce. Zawsze staram sie analizowac sytuacje z kazdej mozliwej perspektywy. Lubie isc pod prad i pokazywac inne mozliwosci. Doskonale rozumiem Ciebie i zgadzam sie z tym, ale... No wlasnie! Jest ale! Tym razem to "ale" ma pobudzac do pozytywnych relacji i dzialac na Twoja korzysc. Mowisz, ze nie wiesz czy teraz moglbys kogos soba zainteresowac.. A ja znam odpowiedz i brzmi :"tak". Juz Ci pisalam, ze widac iz jestes fajnym facetem. Nie ja jedna to zauwazylam. Inteligentny, z pasjami i poczuciem humoru. O innych zaletach, ktore widac po Twoich wypowiedziach, juz mowic nie bede. Nie bede Ci slodzic, bo wpadniesz w samouwielbienie wink.
A milosc? Pojawi sie kobieta, przy ktorej zglupiejesz. Serce zacznie bic jak szalone i pojawi sie natlok emocji. I bardzo duzo wysilku bedzie Cie kosztowalo ignorowanie tego uczucia. Nie rob tego. Moze warto sprobowac dac sie poniesc i odleciec gdzies wysoko. smile Przeczytaj ksiazke, o ktorej Ci pisalam. Zrozumiesz co mam na mysli smile. Nie zakladaj, ze nastepna kobiete potraktujesz jak "plaster". Nie analizuj tego. Rozumiem, ze obawiasz sie ze podswiadomie bedziesz kogos wykorzystywal. Nie mysl tyle. Z podswiadomoscia nie wygrasz wiec nawet nie probuj walczyc i nie tlumacz swojego postepowania. Mozna zwariowac. Korzystaj z tego, co Cie spotka. I nie unieszczesliwiaj sie na sile, jesli poczujesz cos wiecej.
Nie wiem, czy moja wypowiedz trafi do Ciebie i czy zrozumiesz, co chce Ci powiedziec. Za duzo tych mysli w mojej glowie.. smile

28

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Krejzolka82 napisał/a:

Hey:)

Jestem z Ciebie bardzo dumna,po spotkaniu z Ex!:)

Jesteś naprawdę inteligentnym, fajnym Facetem.
Super, że zdajesz sobie z tego sprawę, że "wejście" teraz w kolejny związek to tak naprawdę "plaster na rany" i tego świadomie nie chcesz zrobić.

Oczywiście, że się zakochasz i to na pewno z wzajemnością!Tylko nie teraz, potrzebujesz samotności, wyciszenia tego wszystkiego.

Dzięki! smile
To się jeszcze trochę pochwalę:
Zapomniałem jeszcze dopisać o jednym szczególe. Przy pożegnaniu zaraz przed tym jak się odwróciłem, ona chciała mnie przytulić, a ja się wzbroniłem i odsunąłem. - To dla mnie było wręcz heroiczne, bo znów się do niej przytulić to byłoby cudowne uczucie. No ale rozsądek wziął górę.
Cholera, nigdy bym nie przypuszczał, że będę coś takiego pisał: Heroizm bo się nie przytulił. Już widzę te nagłówki w "Fakcie" na news dnia: "Ptak bez głowy (l.30) nie przytulił się do swojej Ex(l.29)! Heroizm czy głupota?!" smile

koni napisał/a:

A co do zakochania... Tak, nasze wczesniejsze doswiadczenia maja na nas wplyw i na to, jak postrzegamy innych. Stajemy sie nieufni i wycofani, bo znow dostaniemy baty. Wiem o tym i rozumiem, ze nie chcesz nikogo zranic i absolutnie Cie do tego nie namawiam. Nie chce tylko, abys gdzies swiadomie sam siebie unieszczesliwial i blokowal na tego typu znajomosci. I wiesz co? Mysle ze przyciagniesz do siebie sporo interesujacych osob i bedzie tez wsrod nich plec przeciwna wink. Odrzucajac znajomosc na starcie z obawy przed zranieniem, zrobisz jeszcze wieksza krzywde. Sobie i potencjalnej partnerce. Zawsze staram sie analizowac sytuacje z kazdej mozliwej perspektywy. Lubie isc pod prad i pokazywac inne mozliwosci. Doskonale rozumiem Ciebie i zgadzam sie z tym, ale... No wlasnie! Jest ale! Tym razem to "ale" ma pobudzac do pozytywnych relacji i dzialac na Twoja korzysc. Mowisz, ze nie wiesz czy teraz moglbys kogos soba zainteresowac.. A ja znam odpowiedz i brzmi :"tak". Juz Ci pisalam, ze widac iz jestes fajnym facetem. Nie ja jedna to zauwazylam. Inteligentny, z pasjami i poczuciem humoru. O innych zaletach, ktore widac po Twoich wypowiedziach, juz mowic nie bede. Nie bede Ci slodzic, bo wpadniesz w samouwielbienie wink.

Masz rację, jest tu pewna pułapka, w którą mam nadzieję, że nie wpadnę. Sam nie wiem jakie tu przyjąć założenia i co będzie najlepsze. Myślę, że chyba najbezpieczniej i najbardziej naturalne będzie skupienie się na życiu, na odnalezieniu w nim znowu smaków, a jeśli ktoś się przy tym napatoczy, to nie być na niego zamkniętym. A co będzie w przyszłości to się okaże.
Takie założenie, a tymczasem zauważam u siebie tendencje raczej do wycofania się i izolacji. I teraz odwieczny problem: słuchać swojego wnętrza, czy iść pod wiatr i się zmuszać. - To jest właśnie to, co jest dla mnie najtrudniejsze, nie wiem na ile mogę sobie zaufać, bo czasem mam wrażenie, że te moje emocje i umysł próbują czasem wyprowadzić mnie na manowce.

koni napisał/a:

Mowisz, ze nie wiesz czy teraz moglbys kogos soba zainteresowac.. A ja znam odpowiedz i brzmi :"tak". Juz Ci pisalam, ze widac iz jestes fajnym facetem. Nie ja jedna to zauwazylam. Inteligentny, z pasjami i poczuciem humoru. O innych zaletach, ktore widac po Twoich wypowiedziach, juz mowic nie bede. Nie bede Ci slodzic, bo wpadniesz w samouwielbienie wink.

Samouwielbienie mi teraz raczej nie grozi, ale mimo wszystko ego czuje się bardzo przyjemnie posmyrane, więc gracias senorita wink
Miło tak poczytać komplementy na swój temat, zwłaszcza, że dzień był dosyć smutny. Pojechałem na wycieczkę rowerową i mnie straszne tęsknoty wzięły, nawet zapach lasu mi się z nią kojarzył. Czeka mnie w najbliższym czasie sporo zetknięć z takimi detalikami, więc zbieram siły, bo wiem, że będę ich potrzebował. Trzeba będzie po prostu przebić się przez te rzeczy, które wzbudzają wspomnienia i przekonać siebie, że to tylko przeszłość i nie ma dużego znaczenia, bo liczy to co jest teraz, a jest to coś innego. Wiem, że sama praca i czynności pracowe będą mi się na początku mocno kojarzyły - mam nadzieję, że szybko miną.

No i pojawił się jeden mały problem. Byłem na jednej imprezie, gdzie po pijaku znajoma wystrzeliła, że się we mnie zakochuje i że przeszkadza jej, że ją ignoruję. Problem jest taki, że ona mi się kompletnie nie podoba i teraz trzeba będzie jakoś z tego wybrnąć. Fascynujące są takie problemy, od tylu lat nie musiałem się o takie rzeczy martwić, a tu proszę - nowe problemy, nowe doświadczenia. Generalnie będąc w związku lubiłem czasami delikatnie 'poflirtować' - czując się bezpiecznie za etykietą "Zajęty" wiedziałem, że raczej nikt nie traktował mnie poważnie (a przynajmniej ja nie traktowałem tego poważnie). Teraz ta etykieta zniknęła i mój flirt może być potraktowany jako zachęta i muszę się pilnować. W tym wypadku tak na prawdę dużo nie zrobiłem, więc sam się dziwię aż takim reakcjom. Sprawia to, że jeszcze bardziej mam ochotę na izolację. Tak czy siak, pomimo że sytuacja była dla mnie żenująca, to przynajmniej ego miało jakąś pożywkę - przynajmniej jakiś pozytyw.

No i muszę nauczyć się, że trzeba znowu wcześniej się kłaść spać. Bo rano do pracy. Dobranoc. smile

29

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

I jak tam pierwszy dzien w pracy..?

Co do tej Twojej kolezanki...
Oj, z flirtem to zawsze trzeba uwazac. Poza tym jest flirt i uwodzenie. Pierwsze jest mile i mozna pozartowac, a drugie moze byc potraktowane bardzo powaznie. To, ze dla Ciebie to zarty, nie musi oznaczac ze druga osoba tez tak to odbiera. Poza tym, wolny czy zajety, zawsze mozesz stanowic lakomy kasek dla plci przeciwnej. Takich historii mozesz miec wiele. Zenujace dla Ciebie? Przeciez to ona powiedziala Ci, ze sie zakochuje. To ona powinna czuc sie skrepowana, a nie Ty. To byla jej decyzja,zeby Ci to powiedziec. Miala pewnie jakis powod. Ale sama zauwazyla, ze nie jestes nia zainteresowany... Potraktuj to jako komplement. To znaczy, ze jestes atrakcyjny i pociagajacy. Tylko sie cieszyc. To chyba mile. No, ale pewnie lepiej bys sie czul, gdyby powiedziala to dziewczyna, ktora Ci sie podoba. smile

30

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

I jak tam pierwszy dzien w pracy..?

Co do tej Twojej kolezanki...
Oj, z flirtem to zawsze trzeba uwazac. Poza tym jest flirt i uwodzenie. Pierwsze jest mile i mozna pozartowac, a drugie moze byc potraktowane bardzo powaznie. To, ze dla Ciebie to zarty, nie musi oznaczac ze druga osoba tez tak to odbiera. Poza tym, wolny czy zajety, zawsze mozesz stanowic lakomy kasek dla plci przeciwnej. Takich historii mozesz miec wiele. Zenujace dla Ciebie? Przeciez to ona powiedziala Ci, ze sie zakochuje. To ona powinna czuc sie skrepowana, a nie Ty. To byla jej decyzja,zeby Ci to powiedziec. Miala pewnie jakis powod. Ale sama zauwazyla, ze nie jestes nia zainteresowany... Potraktuj to jako komplement. To znaczy, ze jestes atrakcyjny i pociagajacy. Tylko sie cieszyc. To chyba mile. No, ale pewnie lepiej bys sie czul, gdyby powiedziala to dziewczyna, ktora Ci sie podoba. smile

Dla mnie było to żenujące, bo powiedziane było w dziwny sposób. Ciężko powiedzieć, że to był jej wybór, po prostu była kompletnie pijana i trochę ją poniosło. Po prostu rzuciła takim tekstem przy całym towarzystwie, zupełnie bez sensu. Dla mnie było to o tyle żenujące, że nie wiedziałem jak mam zareagować na takie coś. Widziałem się z nią na 4 imprezach u znajomych i zdecydowanie nie dawałem jej zbyt wielu powodów, żeby się zakochiwać (jeszcze bym zrozumiał, żeby powiedziała, że po prostu jej się podobam, ale ona wyskoczyła z cięższym kalibrem). Sytuacja z gatunku dziwne/głupie. Problem jest taki, że ona będzie się teraz przewijać częściej, bo chodzi na imprezy z moimi przyjaciółmi i będę musiał uważać na sygnały, które wysyłam.
Tak czy siak wiele rzeczy muszę sobie 'przeprogramować' w głowie, bo po 9 latach, to czuję się jakbym odkrywał świat na nowo - w pozytywnym i negatywnym znaczeniu jednocześnie. Z jednej strony zafascynowany, z drugiej wystraszony i spłoszony.

W pracy było tak jak myślałem, wahadło emocji rozbujało się do dosyć mocnej amplitudy. Generalnie dzień bardzo ciężki, atakowały mnie tęsknoty i wspomnienia. Miałem takie momenty, że już brałem słuchawkę i chciałem dzwonić do niej. Później mi przechodziło, uspokajałem się, skupiałem na czynnościach, żeby później znów mieć napad pod wpływem jakiejś pojedynczej myśli. Im dalej tym gorzej.
Po pracy wnosiłem rzeczy do nowego mieszkanka (z którego jestem bardzo zadowolony - jest bardzo ładne, chyba najładniejsze, w którym mieszkałem, więc myślę, że będę się tu dobrze czuł). Co prawda jak tylko wniosłem rzeczy to znowu zaczęło się wahadełko. Jak zostałem sam w pustych ścianach, to mi się włączyła baaardzo silna tęsknota. Często się przeprowadzaliśmy i to zawsze ona odpowiadała za np. gospodarowanie kuchni i szaf. Teraz zostałem z tym wszystkim sam, mimo, że to proste czynności i przyjemnie jest urządzić po swojemu, to miałem takie silne poczucie, że 'coś nie tak, czegoś/kogoś brakuje'.. Nie mogłem się od tego uwolnić i kręciłem się po domu nie wiedząc od czego zacząć.  Dodam jeszcze, że będę po raz pierwszy w życiu mieszkał sam, może dlatego tak mnie to rusza i tak mocno kołuje. Jak już się wziąłem za konkretne rozpakowywanie, to na szczęście przeszło. Generalnie cały dzień mam mętlik w głowie i dużo skrajnych emocji, czuję się jakbym cofnął się o miesiąc wstecz. Czuję się osłabiony i negatywne myśli same wskakują do głowy tworząc jakieś dziwne wizje ponurej przyszłości. Dużo nowości, dużo sytuacji wywołujących wspomnienia, a ostatnia wizyta pewnie też swoje dołożyła do generalnego rozchwiania. Na szczęście najbliższy tydzień będę miał dużo zajęć, a podobno to dobre na takie stany.

31

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Bardzo przykro mi się czytało Twoją historię, strasznie CI współczuję.

Historia ta, utwierdza mnie w przekonaniu, że zdrady NIE należy wybaczać.

Próbujesz ją tłumaczyć, cyt.: "

. Mogła kochać, ale uległa słabości. Mogła kochać, ale może u niej kochanie nie jest na wyłączność. Mogła kochać, ale bardziej kocha siebie i swoje przyjemności i doznania. Mogła kochać, ale zbyt słabo. Mogła kochać, ale to jest stan duchowy, a nie cielesny, a to jej nie interesuje.

W niektórych sprawach nie ma "ale", zdrada jest jedną z nich.

32 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-28 17:24:21)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

Dla mnie było to żenujące, bo powiedziane było w dziwny sposób. Ciężko powiedzieć, że to był jej wybór, po prostu była kompletnie pijana i trochę ją poniosło. Po prostu rzuciła takim tekstem przy całym towarzystwie, zupełnie bez sensu. Dla mnie było to o tyle żenujące, że nie wiedziałem jak mam zareagować na takie coś. Widziałem się z nią na 4 imprezach u znajomych i zdecydowanie nie dawałem jej zbyt wielu powodów, żeby się zakochiwać (jeszcze bym zrozumiał, żeby powiedziała, że po prostu jej się podobam, ale ona wyskoczyła z cięższym kalibrem). Sytuacja z gatunku dziwne/głupie. Problem jest taki, że ona będzie się teraz przewijać częściej, bo chodzi na imprezy z moimi przyjaciółmi i będę musiał uważać na sygnały, które wysyłam.
Tak czy siak wiele rzeczy muszę sobie 'przeprogramować' w głowie, bo po 9 latach, to czuję się jakbym odkrywał świat na nowo - w pozytywnym i negatywnym znaczeniu jednocześnie. Z jednej strony zafascynowany, z drugiej wystraszony i spłoszony.

No trochę głupio, ale jeśli się dziewczynie podobasz... a zapewne tak jest, to po prostu to powiedziała. Nie przejmowałabym się tym,że niby się zakochała.. Przecież Cię nie zna tak do końca. Myślę, że jej się podobasz i wydajesz sympatyczny. Masz coś w sobie, co ją pociąga i tyle. Pod wpływem alkoholu powiedziała za dużo, ale chyba nie do końca tak myśli... Tak mi się przynajmniej wydaje. Pewnie też wie, w jakiej jesteś sytuacji i chciała żebyś wiedział,że możesz się podobać i być atrakcyjnym dla kobiet. Taki rodzaj terapii, chociaż dla Ciebie (jak się okazało) szokowej.. wink Nie myśl o tym w ten sposób, że teraz masz na nią uważać i na to jak się zachowujesz. Bądź sobą. Ona chyba wie,że nie jesteś nią zainteresowany. Takich przygód możesz mieć teraz więcej. Tak jak piszesz, odkrywasz nagle świat od nowa. Kobiety cenią też facetów dojrzałych emocjonalnie, czułych i wrażliwych.. Wydajesz się taki być. A jeśli dodatkowo jesteś niebrzydki... wink , to mieszanka wybuchowa jest gotowa. Zwłaszcza po alkoholu. Musisz się z tym liczyć. Byłeś zamknięty w innym świecie. Teraz kobiety potrafią walczyć o faceta i to one inicjują bliższy kontakt i bliższą znajomość. Co oczywiście nie za każdym razem oznacza, że ma na Ciebie ochotę. Ta cała historia dowodzi tylko, że miałam rację. Nawet w takim stanie psychicznym, możesz być atrakcyjny. I takiej wersji się trzymaj! smile

Ptak bez głowy napisał/a:

W pracy było tak jak myślałem, wahadło emocji rozbujało się do dosyć mocnej amplitudy. Generalnie dzień bardzo ciężki, atakowały mnie tęsknoty i wspomnienia. Miałem takie momenty, że już brałem słuchawkę i chciałem dzwonić do niej. Później mi przechodziło, uspokajałem się, skupiałem na czynnościach, żeby później znów mieć napad pod wpływem jakiejś pojedynczej myśli. Im dalej tym gorzej. Generalnie cały dzień mam mętlik w głowie i dużo skrajnych emocji, czuję się jakbym cofnął się o miesiąc wstecz. Czuję się osłabiony i negatywne myśli same wskakują do głowy tworząc jakieś dziwne wizje ponurej przyszłości. Dużo nowości, dużo sytuacji wywołujących wspomnienia, a ostatnia wizyta pewnie też swoje dołożyła do generalnego rozchwiania. Na szczęście najbliższy tydzień będę miał dużo zajęć, a podobno to dobre na takie stany.

Nie ma się co dziwić. Tak już będzie przez jakiś czas i nic nie poradzisz. Nie pomaga oczywiście fakt, że w mieszkaniu jesteś sam. Teraz przydadzą Ci się późne powroty z pracy i dodatkowe zadania. Zajęcie czymś myśli... I tak Cię podziwiam! Świetnie sobie radzisz z samokontrolą...

Ptak bez głowy napisał/a:

Generalnie cały dzień mam mętlik w głowie i dużo skrajnych emocji, czuję się jakbym cofnął się o miesiąc wstecz. Czuję się osłabiony i negatywne myśli same wskakują do głowy tworząc jakieś dziwne wizje ponurej przyszłości.

Widać te emocje w Twoich wypowiedziach. Widać zmianę.. I pewnie jeszcze kilka razy to przerobisz. Pozorne podniesienie się z kolan i ponowny upadek...

Wiesz, czasem moje wypowiedzi są dziecinne i głupie.. Wiem o tym. To wynika z tego, że staram się zmienić temat i wnieść trochę humoru. Ale może moje "metody" nie są właściwe i nie trafiają do Ciebie? smile Tak już mam.. Moja wina, moja bardzo wielka.. wink.

Powiedz lepiej jak tam dzień mija.. smile
U mnie dziś chmury i cały dzień pada. Nic tylko siąść i pić wink. Zabrałam się za zaległości i usiłuję popracować w domu.. Widać z jakim efektem.. wink
Załamanie psychiczne już dzisiaj przeszłam i teraz może być już tylko lepiej.. Prawda? Powiedz, że mam rację! wink

33 Ostatnio edytowany przez Ptak bez głowy (2015-04-28 23:47:14)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

No trochę głupio, ale jeśli się dziewczynie podobasz... a zapewne tak jest, to po prostu to powiedziała. Nie przejmowałabym się tym,że niby się zakochała.. Przecież Cię nie zna tak do końca. Myślę, że jej się podobasz i wydajesz sympatyczny. Masz coś w sobie, co ją pociąga i tyle. Pod wpływem alkoholu powiedziała za dużo, ale chyba nie do końca tak myśli... Tak mi się przynajmniej wydaje. Pewnie też wie, w jakiej jesteś sytuacji i chciała żebyś wiedział,że możesz się podobać i być atrakcyjnym dla kobiet. Taki rodzaj terapii, chociaż dla Ciebie (jak się okazało) szokowej.. wink Nie myśl o tym w ten sposób, że teraz masz na nią uważać i na to jak się zachowujesz. Bądź sobą. Ona chyba wie,że nie jesteś nią zainteresowany. Takich przygód możesz mieć teraz więcej. Tak jak piszesz, odkrywasz nagle świat od nowa. Kobiety cenią też facetów dojrzałych emocjonalnie, czułych i wrażliwych.. Wydajesz się taki być. A jeśli dodatkowo jesteś niebrzydki... wink , to mieszanka wybuchowa jest gotowa. Zwłaszcza po alkoholu. Musisz się z tym liczyć. Byłeś zamknięty w innym świecie. Teraz kobiety potrafią walczyć o faceta i to one inicjują bliższy kontakt i bliższą znajomość. Co oczywiście nie za każdym razem oznacza, że ma na Ciebie ochotę. Ta cała historia dowodzi tylko, że miałam rację. Nawet w takim stanie psychicznym, możesz być atrakcyjny. I takiej wersji się trzymaj! smile

koni - słodzicielka z Ciebie, nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie ... smile

koni napisał/a:

Kobiety cenią też facetów dojrzałych emocjonalnie, czułych i wrażliwych..

To jest bardzo ciekawy temat do dyskusji. Ostatnio coraz więcej mam sygnałów, że kobiety jednak wolą prostych, zdecydowanych gości, co to dużo nie myślą, tylko działają i biorą co chcą. Jest tu dla mnie konflikt między czynnikiem zwierzęcym i rozsądkowym/duchowym. Z jednej strony każda kobieta marzy o silnym, pewnym siebie maczo - taki typ co działa na instynkty, a z drugiej właśnie wrażliwy, czuły - typ co porusza rozum i rozsądek. Jak to połączyć? Gdzie jest granica bycia zbyt wrażliwym, albo zbyt maczo. Może po prostu wrażliwość nie wpływa na maczowatość, bo maczowatość to może po prostu pewność siebie? Moja teoria jest taka, że bycie maczo dobrze działa na podryw, a w długim związku już wrażliwość, empatia, zrozumienie, szacunek i inne. Temat długi i głęboki, ale jakoś w tych wszystkich analizach mi ostatnio chodzi po głowie (ze mnie moja ex się śmiała, że jestem połączeniem komando z siostrą miłosierdzia - jak trzeba to z nożem w lesie przeżyję, a jak trzeba to i o emocjach porozmawiam, ale mam wrażenie, że moja część siostrzanomiłosierdziowa może spowodowała, że byłem niezbyt męski?).


koni napisał/a:

Nie ma się co dziwić. Tak już będzie przez jakiś czas i nic nie poradzisz. Nie pomaga oczywiście fakt, że w mieszkaniu jesteś sam. Teraz przydadzą Ci się późne powroty z pracy i dodatkowe zadania. Zajęcie czymś myśli... I tak Cię podziwiam! Świetnie sobie radzisz z samokontrolą...

Rozważałem opcję wynajęcia pokoju, ale uznałem, że już za stary jestem na współlokatorów. Z resztą takie zmierzenie się i znalezienie pozytywów w tej samotności też będzie ciekawym doświadczeniem - może nie do końca przyjemnym na początku, ale przynajmniej edukacyjnym/poznawczym. A może po prostu będzie na tyle niefajne, że będzie dobrym kopem, żeby ruszyć z domu (a z tym czasem ciężko, bo mimo, że lubię aktywności, to też domator ze mnie - zawsze mam ten konflikt wewnętrzny i muszę coś w sobie pokonać zanim wyjdę z domu, jak już wyjdę to 'hulaj dusza' smile ).


koni napisał/a:

Widać te emocje w Twoich wypowiedziach. Widać zmianę.. I pewnie jeszcze kilka razy to przerobisz. Pozorne podniesienie się z kolan i ponowny upadek...

Wiesz, czasem moje wypowiedzi są dziecinne i głupie.. Wiem o tym. To wynika z tego, że staram się zmienić temat i wnieść trochę humoru. Ale może moje "metody" nie są właściwe i nie trafiają do Ciebie? smile Tak już mam.. Moja wina, moja bardzo wielka.. wink.

Nie uważam, że są dziecinne, a zdecydowanie nie są głupie! Przyznam szczerze, że jak siadam wieczorem, to pierwsze co robię, to <klik> <klik> na forum, patrzę co napisałaś i w większości wypadków poprawiasz mi nastrój. Więc dzięki! smile
Dwa kompulsywne analizatory widocznie łatwo znajdują wspólny język smile

koni napisał/a:

Powiedz lepiej jak tam dzień mija.. smile

U mnie też deszczowo i nawet burze jakieś. Aż strach było chodzić, bo nad głową trzaskało i trochę zmokłem, ale to nic, bo lubię zmoknąć - człowiek się skupia na doznaniu 'mokrości' i wyłącza się analiza i myślenie smile
Do tego dwa niepowodzenia w pobocznych tematach w pracy: można powiedzieć, że nieszczęśliwy człowiek przyciąga nieszczęścia, bo jakoś ostatnio hurtem te niepowodzenia się mnie kleją. Staram się być twardy i udaję, że nic mnie to nie rusza, ale jestem zbyt słabym aktorem, żeby samego siebie przekonać smile . Na szczęście już jestem zebrany do kupy, nie było lekko, bo wymagało interwencji na przyjacielskim telefonie zaufania - i to poważnej interwencji, bo rozmowa trwała 2h smile. Można powiedzieć, że mieszkam sam, ale jednak nie jestem sam.
Muszę szybko zapisać się na treningi, czuję, że odżyję jak ruszę zadek i dostanę zastrzyk endorfin. No i tam na pewno nie ma miejsca na analizy i myślenie o przeszłości, więc same plusy! smile

koni napisał/a:

U mnie dziś chmury i cały dzień pada. Nic tylko siąść i pić wink. Zabrałam się za zaległości i usiłuję popracować w domu.. Widać z jakim efektem.. wink
Załamanie psychiczne już dzisiaj przeszłam i teraz może być już tylko lepiej.. Prawda? Powiedz, że mam rację! wink

Czy może być tylko lepiej ... jak to śpiewał wieszcz narodowy Kazimierz Staszewski w piosence "Nie mam nogi": "inni mają jeszcze gorzej", więc może być gorzej! tongue Ale może być też lepiej, więc lepiej tego się trzymać i tego Ci życzę smile
A czemu Ty się załamujesz?

alexich napisał/a:

Bardzo przykro mi się czytało Twoją historię, strasznie CI współczuję.

Historia ta, utwierdza mnie w przekonaniu, że zdrady NIE należy wybaczać.

Próbujesz ją tłumaczyć,
W niektórych sprawach nie ma "ale", zdrada jest jedną z nich.

Jeszcze jestem na etapie, w którym ciężko mi wszystko zaakceptować. Ciągle gdzieś tam podświadomie się łudzę, że to może jeszcze tylko jakieś nieporozumienie, że zaraz z balkonu wyskoczy Szymon Majewski z kwiatami i krzyknie "Mamy Cię!". Chyba właśnie dlatego ciągle ją gdzieś tłumaczę i staram się wziąć odpowiedzialność na siebie - chociaż ta taktyka działa coraz słabiej, bo niestety sam już w to nie wierzę. Pewne rzeczy mimo, że powtarzam sobie je wielokrotnie na głos, to mózg (co ciekawe zauważyłem, że zacząłem na swój umysł mówić w trzeciej osobie, bo mam wrażenie, że jest teraz zupełnie niezależną jednostką i buszuje w głowie, jak zwierze spuszczone ze smyczy) nie może ich zaakceptować i je wypiera. W moim świecie to jest abstrakcja, ale to tylko pokazuje, jak bardzo człowiek woli kochać swoją iluzję, którą tworzy w głowie, zamiast prawdziwego człowieka. Czy mogę powiedzieć, że ją kocham skoro nie akceptuję jej mroczniejszej strony?

34 Ostatnio edytowany przez Ptak bez głowy (2015-04-29 09:47:52)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Wczoraj napisałem do ex krótkiego maila w sprawie kilku spraw do załatwienia między nami (jakieś pierdoly prawne do rozwiązania, np. jej mieszkanie ma umowę najmu na mnie), odpisała na koniec w post scriptum pytanie, że jeśli mam taką wolę to mogę napisać jej co u mnie i jak się czuję. I nawet mam taką wolę (ba, napisałem do niej już tyle listów, na każdą oddzielną emocję po liście - wszystkie spoczywają sobie na dysku, oczywiście nie wysyłałem ich) , ale nie wiem czy powinienem coś pisać i wysłać teraz, mimo że kusi. Wczoraj cały wieczór w ataku tęsknot marzyło mi się, żeby pogadać ze swoim starym dziewczęciem (bo teraz mam wrażenie, że to zupełnie inna osoba - obca), powiedzieć, że mi smutno i ciężko, na co ona by powiedziała, żebym... Hmm, tak naprawdę nie pamiętam co ona by odpowiedziała.
No i teraz cały dzień będę myślał: Czy i co napisać...
Ciekawe czy z jej strony to ciekawość, próba poradzenia sobie z wyrzutami sumienia i poczuciem winy? Bo raczej nie posądzam ją o próbę powrotu.

35

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

... powiedzieć, że mi smutno i ciężko, na co ona by powiedziała, żebym... Hmm, tak naprawdę nie pamiętam co ona by odpowiedziała.
No i teraz cały dzień będę myślał: Czy i co napisać...
Ciekawe czy z jej strony to ciekawość, próba poradzenia sobie z wyrzucam sumienia i poczuciem winy? Bo raczej nie posądzam ją o próbę powrotu.

Ciekawość prowadzi Ciebie na słuszne loty. I na tym na razie poprzestań.

Kiedyś przyjdzie taki moment, w którym wykrzyczysz całemu światu na czele z nią, że Ciebie zraniła.  I poczujesz ulgę... Ale jeszcze nie teraz. Nie teraz...

Masz zwichnięte skrzydła. Potrzebujesz czasu na rekonwalescencję. Z głową też sobie poradzisz. Ty jej jedynie nie dostrzegasz. A on a wciąż jest na swoim miejscu.  Jesteś ptakiem zdolnym do lotu.

36

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

Jeszcze jestem na etapie, w którym ciężko mi wszystko zaakceptować. Ciągle gdzieś tam podświadomie się łudzę, że to może jeszcze tylko jakieś nieporozumienie, że zaraz z balkonu wyskoczy Szymon Majewski z kwiatami i krzyknie "Mamy Cię!". Chyba właśnie dlatego ciągle ją gdzieś tłumaczę i staram się wziąć odpowiedzialność na siebie - chociaż ta taktyka działa coraz słabiej, bo niestety sam już w to nie wierzę. Pewne rzeczy mimo, że powtarzam sobie je wielokrotnie na głos, to mózg (co ciekawe zauważyłem, że zacząłem na swój umysł mówić w trzeciej osobie, bo mam wrażenie, że jest teraz zupełnie niezależną jednostką i buszuje w głowie, jak zwierze spuszczone ze smyczy) nie może ich zaakceptować i je wypiera. W moim świecie to jest abstrakcja, ale to tylko pokazuje, jak bardzo człowiek woli kochać swoją iluzję, którą tworzy w głowie, zamiast prawdziwego człowieka. Czy mogę powiedzieć, że ją kocham skoro nie akceptuję jej mroczniejszej strony?

Ciągle popełniałeś i nadal popełniasz ten sam błąd - żyjesz wyobrażeniem, złudzeniem, czymś czego tak naprawdę nie było i nie ma. Przez to nie dość, że się wypalasz, to jeszcze tracisz świetne lata swojego życia, a mógłbyś np. być z osobą przy której rozwijasz skrzydła i jesteś szczęśliwy. Zobacz, za każdym razem czymś ją usprawiedliwisz, nawet jak Ci robiła najgorsze świństwa, takich rzeczy nie robi się obcej osobie, a co dopiero mówić o kimś, kogo się KOCHA. Sytuacja wydaje się być skomplikowana, ale jest tak naprawdę prosta, ona kochała przede wszystkim siebie, z Tobą było jej dobrze, ale nie na tyle aby oddać Ci się w całości. Zrobiła Ci najgorszą rzecz jaką się da i to wielokrotnie, a Ty głupi (bo niestety inaczej tego określić nie można) na to pozwalałeś.

Wydaje mi się, że powinieneś się udać do psychologa, bo samemu sobie z tym nie radzisz. Według mnie masz bardzo złożony problem emocjonalny - nie potrafisz przed samym sobą przyznać, że popełniłeś błąd ufając Twojej byłej ukochanej po pierwszej zdradzie. Zrobisz wszystko, żeby wybielić ją w swoich oczach, wytłumaczysz ją tym, że wszystkie jej działania były powodowane czymś błahym, nieistotnym, że ona Cię kochała a tylko robiła głupotę, że ona by Ci tego tak naprawdę nigdy nie zrobiła. Próbując oczyścić ją, tak naprawdę chodzi Ci o usprawiedliwienie samego siebie, podświadomie nie możesz zaakceptować tego, że większość przeszłych wydarzeń wynika z tego, że popełniałeś błędy, że niesłusznie ufałeś, niesłusznie wybaczałeś i niesłusznie liczyłeś na zmianę.

Musisz ZAAKCEPTOWAĆ suche fakty: zostałeś wielokrotnie zdradzony, wbito Ci nóż w serce, zostałeś potwornie zraniony i zmarnowano Ci wiele lat życia i co najważniejsze nic z tego już nie będzie i trzeba o tym zapomnieć (a może nie zapomnieć, bo warto mieć doświadczenie na przyszłość, ale na pewno trzeba zostawić to za sobą).

37

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

Wczoraj napisałem do ex krótkiego maila w sprawie kilku spraw do załatwienia między nami (jakieś pierdoly prawne do rozwiązania, np. jej mieszkanie ma umowę najmu na mnie), odpisała na koniec w post scriptum pytanie, że jeśli mam taką wolę to mogę napisać jej co u mnie i jak się czuję. I nawet mam taką wolę (ba, napisałem do niej już tyle listów, na każdą oddzielną emocję po liście - wszystkie spoczywają sobie na dysku, oczywiście nie wysyłałem ich) , ale nie wiem czy powinienem coś pisać i wysłać teraz, mimo że kusi. Wczoraj cały wieczór w ataku tęsknot marzyło mi się, żeby pogadać ze swoim starym dziewczęciem (bo teraz mam wrażenie, że to zupełnie inna osoba - obca), powiedzieć, że mi smutno i ciężko, na co ona by powiedziała, żebym... Hmm, tak naprawdę nie pamiętam co ona by odpowiedziała.
No i teraz cały dzień będę myślał: Czy i co napisać...
Ciekawe czy z jej strony to ciekawość, próba poradzenia sobie z wyrzutami sumienia i poczuciem winy? Bo raczej nie posądzam ją o próbę powrotu.

Te listy niech dalej spoczywają sobie na dysku. I tyle.

Nic absolutnie nie pisz!

Nie istotne jest czy to są wyrzuty sumienia czy też chęć powrotu do Ciebie. Rozdział pt. "My" jest zamknięty i koniec!

38

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:
koni napisał/a:

No trochę głupio, ale jeśli się dziewczynie podobasz... a zapewne tak jest, to po prostu to powiedziała. Nie przejmowałabym się tym,że niby się zakochała.. Przecież Cię nie zna tak do końca. Myślę, że jej się podobasz i wydajesz sympatyczny. Masz coś w sobie, co ją pociąga i tyle. Pod wpływem alkoholu powiedziała za dużo, ale chyba nie do końca tak myśli... Tak mi się przynajmniej wydaje. Pewnie też wie, w jakiej jesteś sytuacji i chciała żebyś wiedział,że możesz się podobać i być atrakcyjnym dla kobiet. Taki rodzaj terapii, chociaż dla Ciebie (jak się okazało) szokowej.. wink Nie myśl o tym w ten sposób, że teraz masz na nią uważać i na to jak się zachowujesz. Bądź sobą. Ona chyba wie,że nie jesteś nią zainteresowany. Takich przygód możesz mieć teraz więcej. Tak jak piszesz, odkrywasz nagle świat od nowa. Kobiety cenią też facetów dojrzałych emocjonalnie, czułych i wrażliwych.. Wydajesz się taki być. A jeśli dodatkowo jesteś niebrzydki... wink , to mieszanka wybuchowa jest gotowa. Zwłaszcza po alkoholu. Musisz się z tym liczyć. Byłeś zamknięty w innym świecie. Teraz kobiety potrafią walczyć o faceta i to one inicjują bliższy kontakt i bliższą znajomość. Co oczywiście nie za każdym razem oznacza, że ma na Ciebie ochotę. Ta cała historia dowodzi tylko, że miałam rację. Nawet w takim stanie psychicznym, możesz być atrakcyjny. I takiej wersji się trzymaj! smile

koni - słodzicielka z Ciebie, nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie ... smile

koni napisał/a:

Kobiety cenią też facetów dojrzałych emocjonalnie, czułych i wrażliwych..

To jest bardzo ciekawy temat do dyskusji. Ostatnio coraz więcej mam sygnałów, że kobiety jednak wolą prostych, zdecydowanych gości, co to dużo nie myślą, tylko działają i biorą co chcą. Jest tu dla mnie konflikt między czynnikiem zwierzęcym i rozsądkowym/duchowym. Z jednej strony każda kobieta marzy o silnym, pewnym siebie maczo - taki typ co działa na instynkty, a z drugiej właśnie wrażliwy, czuły - typ co porusza rozum i rozsądek. Jak to połączyć? Gdzie jest granica bycia zbyt wrażliwym, albo zbyt maczo. Może po prostu wrażliwość nie wpływa na maczowatość, bo maczowatość to może po prostu pewność siebie? Moja teoria jest taka, że bycie maczo dobrze działa na podryw, a w długim związku już wrażliwość, empatia, zrozumienie, szacunek i inne. Temat długi i głęboki, ale jakoś w tych wszystkich analizach mi ostatnio chodzi po głowie (ze mnie moja ex się śmiała, że jestem połączeniem komando z siostrą miłosierdzia - jak trzeba to z nożem w lesie przeżyję, a jak trzeba to i o emocjach porozmawiam, ale mam wrażenie, że moja część siostrzanomiłosierdziowa może spowodowała, że byłem niezbyt męski?).


koni napisał/a:

Nie ma się co dziwić. Tak już będzie przez jakiś czas i nic nie poradzisz. Nie pomaga oczywiście fakt, że w mieszkaniu jesteś sam. Teraz przydadzą Ci się późne powroty z pracy i dodatkowe zadania. Zajęcie czymś myśli... I tak Cię podziwiam! Świetnie sobie radzisz z samokontrolą...

Rozważałem opcję wynajęcia pokoju, ale uznałem, że już za stary jestem na współlokatorów. Z resztą takie zmierzenie się i znalezienie pozytywów w tej samotności też będzie ciekawym doświadczeniem - może nie do końca przyjemnym na początku, ale przynajmniej edukacyjnym/poznawczym. A może po prostu będzie na tyle niefajne, że będzie dobrym kopem, żeby ruszyć z domu (a z tym czasem ciężko, bo mimo, że lubię aktywności, to też domator ze mnie - zawsze mam ten konflikt wewnętrzny i muszę coś w sobie pokonać zanim wyjdę z domu, jak już wyjdę to 'hulaj dusza' smile ).


koni napisał/a:

Widać te emocje w Twoich wypowiedziach. Widać zmianę.. I pewnie jeszcze kilka razy to przerobisz. Pozorne podniesienie się z kolan i ponowny upadek...

Wiesz, czasem moje wypowiedzi są dziecinne i głupie.. Wiem o tym. To wynika z tego, że staram się zmienić temat i wnieść trochę humoru. Ale może moje "metody" nie są właściwe i nie trafiają do Ciebie? smile Tak już mam.. Moja wina, moja bardzo wielka.. wink.

Nie uważam, że są dziecinne, a zdecydowanie nie są głupie! Przyznam szczerze, że jak siadam wieczorem, to pierwsze co robię, to <klik> <klik> na forum, patrzę co napisałaś i w większości wypadków poprawiasz mi nastrój. Więc dzięki! smile
Dwa kompulsywne analizatory widocznie łatwo znajdują wspólny język smile

koni napisał/a:

Powiedz lepiej jak tam dzień mija.. smile

U mnie też deszczowo i nawet burze jakieś. Aż strach było chodzić, bo nad głową trzaskało i trochę zmokłem, ale to nic, bo lubię zmoknąć - człowiek się skupia na doznaniu 'mokrości' i wyłącza się analiza i myślenie smile
Do tego dwa niepowodzenia w pobocznych tematach w pracy: można powiedzieć, że nieszczęśliwy człowiek przyciąga nieszczęścia, bo jakoś ostatnio hurtem te niepowodzenia się mnie kleją. Staram się być twardy i udaję, że nic mnie to nie rusza, ale jestem zbyt słabym aktorem, żeby samego siebie przekonać smile . Na szczęście już jestem zebrany do kupy, nie było lekko, bo wymagało interwencji na przyjacielskim telefonie zaufania - i to poważnej interwencji, bo rozmowa trwała 2h smile. Można powiedzieć, że mieszkam sam, ale jednak nie jestem sam.
Muszę szybko zapisać się na treningi, czuję, że odżyję jak ruszę zadek i dostanę zastrzyk endorfin. No i tam na pewno nie ma miejsca na analizy i myślenie o przeszłości, więc same plusy! smile

koni napisał/a:

U mnie dziś chmury i cały dzień pada. Nic tylko siąść i pić wink. Zabrałam się za zaległości i usiłuję popracować w domu.. Widać z jakim efektem.. wink
Załamanie psychiczne już dzisiaj przeszłam i teraz może być już tylko lepiej.. Prawda? Powiedz, że mam rację! wink

Czy może być tylko lepiej ... jak to śpiewał wieszcz narodowy Kazimierz Staszewski w piosence "Nie mam nogi": "inni mają jeszcze gorzej", więc może być gorzej! tongue Ale może być też lepiej, więc lepiej tego się trzymać i tego Ci życzę smile
A czemu Ty się załamujesz?

alexich napisał/a:

Bardzo przykro mi się czytało Twoją historię, strasznie CI współczuję.

Historia ta, utwierdza mnie w przekonaniu, że zdrady NIE należy wybaczać.

Próbujesz ją tłumaczyć,
W niektórych sprawach nie ma "ale", zdrada jest jedną z nich.

Jeszcze jestem na etapie, w którym ciężko mi wszystko zaakceptować. Ciągle gdzieś tam podświadomie się łudzę, że to może jeszcze tylko jakieś nieporozumienie, że zaraz z balkonu wyskoczy Szymon Majewski z kwiatami i krzyknie "Mamy Cię!". Chyba właśnie dlatego ciągle ją gdzieś tłumaczę i staram się wziąć odpowiedzialność na siebie - chociaż ta taktyka działa coraz słabiej, bo niestety sam już w to nie wierzę. Pewne rzeczy mimo, że powtarzam sobie je wielokrotnie na głos, to mózg (co ciekawe zauważyłem, że zacząłem na swój umysł mówić w trzeciej osobie, bo mam wrażenie, że jest teraz zupełnie niezależną jednostką i buszuje w głowie, jak zwierze spuszczone ze smyczy) nie może ich zaakceptować i je wypiera. W moim świecie to jest abstrakcja, ale to tylko pokazuje, jak bardzo człowiek woli kochać swoją iluzję, którą tworzy w głowie, zamiast prawdziwego człowieka. Czy mogę powiedzieć, że ją kocham skoro nie akceptuję jej mroczniejszej strony?

Nie, nie kochasz Jej, bo nie akceptujesz Jej taką jaka jest.

Pamiętaj każdy etap, kiedyś się kończy i zaczyna nowy. Więc teraz jest w Twoim życiu jest etap smutku, żalu, ale to minie, uwierz mi!:)
Jak nie, to możesz złożyć reklamacje:)

Reklamacje będą przyjmowane od poniedziałku do niedzieli 24 godziny:)

39

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:
koni napisał/a:

I jak tam pierwszy dzien w pracy..?

Co do tej Twojej kolezanki...
Oj, z flirtem to zawsze trzeba uwazac. Poza tym jest flirt i uwodzenie. Pierwsze jest mile i mozna pozartowac, a drugie moze byc potraktowane bardzo powaznie. To, ze dla Ciebie to zarty, nie musi oznaczac ze druga osoba tez tak to odbiera. Poza tym, wolny czy zajety, zawsze mozesz stanowic lakomy kasek dla plci przeciwnej. Takich historii mozesz miec wiele. Zenujace dla Ciebie? Przeciez to ona powiedziala Ci, ze sie zakochuje. To ona powinna czuc sie skrepowana, a nie Ty. To byla jej decyzja,zeby Ci to powiedziec. Miala pewnie jakis powod. Ale sama zauwazyla, ze nie jestes nia zainteresowany... Potraktuj to jako komplement. To znaczy, ze jestes atrakcyjny i pociagajacy. Tylko sie cieszyc. To chyba mile. No, ale pewnie lepiej bys sie czul, gdyby powiedziala to dziewczyna, ktora Ci sie podoba. smile

Dla mnie było to żenujące, bo powiedziane było w dziwny sposób. Ciężko powiedzieć, że to był jej wybór, po prostu była kompletnie pijana i trochę ją poniosło. Po prostu rzuciła takim tekstem przy całym towarzystwie, zupełnie bez sensu. Dla mnie było to o tyle żenujące, że nie wiedziałem jak mam zareagować na takie coś. Widziałem się z nią na 4 imprezach u znajomych i zdecydowanie nie dawałem jej zbyt wielu powodów, żeby się zakochiwać (jeszcze bym zrozumiał, żeby powiedziała, że po prostu jej się podobam, ale ona wyskoczyła z cięższym kalibrem). Sytuacja z gatunku dziwne/głupie. Problem jest taki, że ona będzie się teraz przewijać częściej, bo chodzi na imprezy z moimi przyjaciółmi i będę musiał uważać na sygnały, które wysyłam.
Tak czy siak wiele rzeczy muszę sobie 'przeprogramować' w głowie, bo po 9 latach, to czuję się jakbym odkrywał świat na nowo - w pozytywnym i negatywnym znaczeniu jednocześnie. Z jednej strony zafascynowany, z drugiej wystraszony i spłoszony.

W pracy było tak jak myślałem, wahadło emocji rozbujało się do dosyć mocnej amplitudy. Generalnie dzień bardzo ciężki, atakowały mnie tęsknoty i wspomnienia. Miałem takie momenty, że już brałem słuchawkę i chciałem dzwonić do niej. Później mi przechodziło, uspokajałem się, skupiałem na czynnościach, żeby później znów mieć napad pod wpływem jakiejś pojedynczej myśli. Im dalej tym gorzej.
Po pracy wnosiłem rzeczy do nowego mieszkanka (z którego jestem bardzo zadowolony - jest bardzo ładne, chyba najładniejsze, w którym mieszkałem, więc myślę, że będę się tu dobrze czuł). Co prawda jak tylko wniosłem rzeczy to znowu zaczęło się wahadełko. Jak zostałem sam w pustych ścianach, to mi się włączyła baaardzo silna tęsknota. Często się przeprowadzaliśmy i to zawsze ona odpowiadała za np. gospodarowanie kuchni i szaf. Teraz zostałem z tym wszystkim sam, mimo, że to proste czynności i przyjemnie jest urządzić po swojemu, to miałem takie silne poczucie, że 'coś nie tak, czegoś/kogoś brakuje'.. Nie mogłem się od tego uwolnić i kręciłem się po domu nie wiedząc od czego zacząć.  Dodam jeszcze, że będę po raz pierwszy w życiu mieszkał sam, może dlatego tak mnie to rusza i tak mocno kołuje. Jak już się wziąłem za konkretne rozpakowywanie, to na szczęście przeszło. Generalnie cały dzień mam mętlik w głowie i dużo skrajnych emocji, czuję się jakbym cofnął się o miesiąc wstecz. Czuję się osłabiony i negatywne myśli same wskakują do głowy tworząc jakieś dziwne wizje ponurej przyszłości. Dużo nowości, dużo sytuacji wywołujących wspomnienia, a ostatnia wizyta pewnie też swoje dołożyła do generalnego rozchwiania. Na szczęście najbliższy tydzień będę miał dużo zajęć, a podobno to dobre na takie stany.

Jeżeli chodzi o Twoją Koleżankę i Jej wyznanie to pogadaj z Nią i tyle.
Niby po alkoholu mówi się prawdę, więc możliwe, że na serio się w Tobie zakochała.

40 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-29 22:20:40)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

koni - słodzicielka z Ciebie, nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie ... smile

smile

Ptak bez głowy napisał/a:

To jest bardzo ciekawy temat do dyskusji. Ostatnio coraz więcej mam sygnałów, że kobiety jednak wolą prostych, zdecydowanych gości, co to dużo nie myślą, tylko działają i biorą co chcą. Jest tu dla mnie konflikt między czynnikiem zwierzęcym i rozsądkowym/duchowym. Z jednej strony każda kobieta marzy o silnym, pewnym siebie maczo - taki typ co działa na instynkty, a z drugiej właśnie wrażliwy, czuły - typ co porusza rozum i rozsądek. Jak to połączyć? Gdzie jest granica bycia zbyt wrażliwym, albo zbyt maczo. Może po prostu wrażliwość nie wpływa na maczowatość, bo maczowatość to może po prostu pewność siebie? Moja teoria jest taka, że bycie maczo dobrze działa na podryw, a w długim związku już wrażliwość, empatia, zrozumienie, szacunek i inne. Temat długi i głęboki, ale jakoś w tych wszystkich analizach mi ostatnio chodzi po głowie (ze mnie moja ex się śmiała, że jestem połączeniem komando z siostrą miłosierdzia - jak trzeba to z nożem w lesie przeżyję, a jak trzeba to i o emocjach porozmawiam, ale mam wrażenie, że moja część siostrzanomiłosierdziowa może spowodowała, że byłem niezbyt męski?).

No nie mów, że nie wiesz o co chodzi.. Teraz tak na szybko.., ale chętnie na ten temat podyskutuję wink. Jakiś czas temu przeczytałam pewien.. poradnik. Pewnie jeszcze bardziej namiesza Ci w głowie... Mi namieszał wink. "Dlaczego mężczyźni pragną seksu, a kobiety potrzebują miłości". Najpierw solidnie mnie wkurzył... tongue, a potem zaczełam analizować tongue. Jeśli masz tak jak ja, to ... przeczytanie tego skończy się dla Ciebie źle. Ale może lubisz ryzyko.. wink
Tak, facet powinien być konkretny i pewny siebie, a jednocześnie czuły i opiekuńczy kiedy trzeba. Jeśli jesteś komandos i dobry Samarytanin jednocześnie, to połączenie jest idealne. smile

Ptak bez głowy napisał/a:

Nie uważam, że są dziecinne, a zdecydowanie nie są głupie! Przyznam szczerze, że jak siadam wieczorem, to pierwsze co robię, to <klik> <klik> na forum, patrzę co napisałaś i w większości wypadków poprawiasz mi nastrój. Więc dzięki! smile
Dwa kompulsywne analizatory widocznie łatwo znajdują wspólny język smile

Cieszy mnie to bardzo! smile Chociaż muszę przyznać, że jednocześnie niepokoi mnie określenie "w większości wypadków". Jak to? Chyba miało być "zawsze". wink A tak na serio, to miło mi, że mogę jakoś pomóc i moje starania nie idą na marne.. smile

Masz rację, mieszkasz sam, ale sam nie jesteś. To najważniejsze, że jest Ktoś, na kogo możesz liczyć i kto zawsze Cię wysłucha i będzie dla Ciebie. I rzeczywiście treningi się przydadzą, żeby odzyskać siły i nie myśleć. Sama też muszę znów ruszyć na siłownię. Same plusy z tego. Nie dość, że człowiek czymś zajęty, to jeszcze pracuje nad sylwetką i fajnej muzyki posłucha. wink A dlaczego ja się załamuję? A trochę się tego nazbierało.. Chyba zaczęłam dostrzegać pewne rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Usłyszałam też trochę ..., a nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak mnie ludzie postrzegają.. Zaczęłam za dużo myśleć i analizować wszystko (sam wiesz..) i wprowadziłam się w jakiś dziwny stan.. Sama sobie to zrobiłam. Podziwiam nasz umysł.. Wszystko od niego zależy, od sposobu myślenia. Łatwo można się zagubić, gdy przestanie się nad nim panować. Masz rację, zaczyna żyć jakby własnym życiem i nie można go powstrzymać.. Ważne, że chociaż o tym wiemy i zdajemy sobie sprawę z tego, co się z nami dzieje. Myślę, że to już dużo. Taka autoanaliza, która pozwala na lepsze poznanie samego siebie. A z drugiej strony, im więcej analizujesz, tym bardziej wpadasz w jakąś ciemną otchłań swojego umysłu, z której wyjście staje się stopniowo prawie niemożliwe... Ale to takie rozmyślania smile

Co do listów i Jej pytania.. Co ja o tym myślę? Mam powiedzieć prawdę? Wydaje mi się, że ona czuje coś takiego, jak Ty. Tyle lat byliście razem i nagle... Chociaż po części to była jej decyzja, bo przecież sama postępowała w ten, a nie inny sposób. Musiała się z tym liczyć. Myślę, że nie zdawała sobie do końca sprawy z tego, jak to się wszystko na niej i na Tobie odbije. Nie mówię o rozstaniu, tylko o tym, co się do niego przyczyniło. Brakuje jej Ciebie i chciałaby wiedzieć, czy Tobie też brakuje i czy tęsknisz za nią.
Co masz zrobić? Nie powiem Ci, bo to Twoja decyzja. Możesz do niej napisać. Powiedzieć wszystko, co masz do powiedzenia. O tym, jak się czułeś wtedy... i teraz. Niech wie, że Cię zraniła. Ale co to da? Chcesz, aby wróciła? Czy chcesz znów w to wchodzić? Nie ma pewności, że sytuacja się nie powtórzy... Zrobiłeś pierwszy krok: uwolniłeś się. Powrót do tego wszystkiego chyba nie jest dobrym pomysłem. Z drugiej jednak strony, może powiedzenie jej tego wszystkiego pomoże Ci zakończyć ten rozdział. Takie oczyszczenie dla Ciebie, uwolnienie zamkniętych emocji.. Pytanie, czy na tym się skończy.. Ona odpisze, zaczniecie rozmawiać i Twój stan znów się pogorszy ( o ile nastąpiła chwilowa poprawa). A może nie odpisze... Poczujesz się jak ostatni kretyn mówiąc jej o swoich emocjach i uczuciach, a ona nie odpowie. Nie wiem. Nie wiem, jak jej się teraz układa. Czy brakuje jej Ciebie, bo jest sama, czy dlatego, że coś czuła. A jeśli czuła, to czy powinna się tak zachowywać? Czy jeśli nam na kimś zależy, to potrafimy ranić? Czy tak właśnie funkcjonujemy? Na krawędzi? Wieczne ryzyko..., a może się uda...
Możesz też do niej nie pisać. Starać się zapomnieć i unikać kontaktów. Z czasem (bo to czas leczy rany), przestaniesz do tego podchodzić tak emocjonalnie i może nawet będziesz mógł z nią normalnie porozmawiać. Jeśli napiszesz, to znów wrócisz do tego, co było. Jeśli chcesz "wyzdrowieć", to nie powinieneś pisać. Dasz radę, jeśli tak postanowisz, bo jesteś silny i poradzisz sobie z emocjami. Sam musisz sobie odpowiedzieć na pytanie: czego tak naprawdę chcesz..
Dla Twojego dobra? Nie wchodź w to ponownie..

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Powiedziałam Ci co o tym myślę i pewnie niewiele pomogłam. Znając życie: namieszałam Ci tylko. Chyba nie jestem właściwą osobą do doradzania w tej kwestii, bo jak widzisz, rozkładam wszystko na czynniki pierwsze i staram się widzieć sytuację z różnych stron. To chyba tak, jak Ty..  Zatem nadaję się chyba do dyskusji. smile

To teraz zmiana tematu.. ,bo zrobiło się zbyt poważnie... smile.
U nas dziś świeciło piękne słońce, mimo że temperatura nie była zbyt wysoka. W powietrzu już czuć zapach lata.. Uwielbiam te dni, gdy powietrze pachnie deszczem. Zamykam oczy i delektuję się tym. smile A najbardziej lubię powietrze po burzy.. Tego Ci zazdroszczę, że mogłeś sobie wczoraj powąchać tongue (to powietrze burzowe) .

To tyle. I tak się rozgadałam smile. A jak tam dziś? Mam nadzieję, że lepiej i w pracy też lepiej. U mnie zdecydowana poprawa, również dzięki Tobie. smile
pozdrawiam

41

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Hej!
Może to głupio zabrzmi, ale .. jakoś martwię się o Ciebie..
Wszystko ok? Mam nadzieję, że tak...

pozdrawiam smile

42

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

Hej!
Może to głupio zabrzmi, ale .. jakoś martwię się o Ciebie..
Wszystko ok? Mam nadzieję, że tak...

pozdrawiam smile

Cholera, jednak ta kobieca intuicja to nie mit ... nawet przez kable telekomunikacyjne działa smile

Wczoraj się zanalizowałem na amen, aż mi się obwody pozapiekały. Alexich dał mi do myślenia mocno, później Ty, a później próbowałem wymyślić co jej odpisać. Napisałem 4 wersje maila, każdy w innej konwencji, podsiąknięty odrobinę inną emocją, a na koniec po prostu dostałem takiego mętliku w głowie, że już nic nie wiedziałem gdzie jestem i tak zasnąłem.
Dzisiaj rozbicie mam, chaos w głowie i rozbiegane myśli, a to bardzo niedobrze, bo mam sporo pracy umysłowej, a nie mogę się odpędzić od myślenia i emocji, a godziny lecą.
Tylko dodam, że ostatecznie odpisałem jej, żeby mieć to za sobą i żeby wyrzucić to z głowy. Skasowałem wszystkie moje wersje maili i napisałem (zaraz po tych sprawach do wyjaśnienia) "PS. Po co?" - i tyle godzin zmarnowane na analizę, żeby coś takiego wysłać - wygrałbym puchar w byciu nieefektywnym! smile

Później spróbuję się rozpisać, teraz tak na szybko, żebyś się nie martwiła smile

43

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

Cholera, jednak ta kobieca intuicja to nie mit ... nawet przez kable telekomunikacyjne działa smile

To chyba nie po kablach... , raczej wifi wink

Wiedziałam... Myślenie nie jest bezproduktywne.. Przeanalizowałeś znów wszystko i jakieś wnioski na pewno są.

Ptak bez głowy napisał/a:

Później spróbuję się rozpisać, teraz tak na szybko, żebyś się nie martwiła smile

Dzięki smile

Ja też coś potem napiszę..

A teraz do roboty, bo nas zwolnią! wink
I koniec rozmyślania na teraz. To rozkaz! smile

44

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Jak dalej będziesz tak to  rozkminiać, analizować to Ci się głowa chłopaku zagotuje!
Naprawdę szkoda Twojego cennego czasu.
Dostałeś niepowtarzalną szansę by wyrwać od życia coś dla siebie według siebie i móc z dumą spojrzeć na swoje odbicie w lustrze.

W miłości bowiem nie ma miejsca na takie cierpienie. Pomyśl, wart jest ktoś taki Twojego uczucia?
A może ta Twoja ?miłość? to wyłącznie strach przed zaczęciem od nowa, przed wzięciem wreszcie spraw w swoje ręce?
Bądź "sukinsynem"! Jesteś teraz wolny i dla siebie .
Baw się, ale nie jak desperat, a może spotkasz kogoś z kim razem będziesz się dobrze bawił. Teraz wszystkie chwyty dozwolone, bo nie masz obowiązku płacić za to swoim życiem. Mówię Ci, myśl teraz o sobie i tylko o sobie. O rzeczach, które zawsze chciałeś zrobić.
Kup sztangę i jaraj trawkę. Cokolwiek, byle sprawić sobie trochę radości i dowartościować się jako mężczyzna który robi to na co ma ochotę,.
My wiemy co czujesz, a czujesz się nic nie wart. Miotasz się pomiędzy swoim wyidealizowanym wyobrażeniem drugiej osoby a rzeczywistością i nie wiesz które jest które. To się nazywa dysonans poznawczy i to właśnie on jest przyczyną Twojego cierpienia.
Po prostu nie ogarniasz tego, więc zacznij pomału, od małych kroczków.
Próbuj Bracie z całych sił, bo życie jest krótkie, a to co się teraz dzieje nie jest warte nawet jednej sekundy z Twojego życia.

Do dzieła, bo szkoda Twojego życia, Bo masz wpływ wyłącznie tylko na to, co jest przed Tobą.
Pozdrawiam

45

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ładnie to wszystko opisujesz, widać że masz świadomość niektórych emocji, mechanizmów. Poniekąd szkoda, bo ludzie którzy nie mają rozwiniętej sfery emocjonalnej nie rozkładają wszystkiego na czynniki pierwsze. Szczególnie, gdy już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Została między wami toksyczna zależność (dokładniej uzależnienie) , którą powinniście szybko przerwać. Inaczej to tango będzie jeszcze trwało. Niepotrzebnie chciałeś jej opowiedzieć o tym co czujesz, niepotrzebnie nawet napisałeś "po co"... jakbyś czekał na jakiś ochłap zainteresowania. Wyidealizowałeś ją i póki z własnej projekcji jej wizerunku się nie wyleczysz, będzie Ci się odbijał czkawką.

Współczuję męczarni. Osoby DDA (ty) bardzo często stają się ofiarami niezdrowych relacji, o czym zapewne wiesz.

46

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Jestem..
Po pierwsze primo, powinienes dostac na dupe! Czlowiek sie tu martwi i czeka, czy cos napiszesz... Na szczescie napisales w ciagu dnia i czlowiek wink sie troche uspokoil, ze poradziles sobie ze wszystkim.
Po drugie primo, w chwilach zalamania i watpliwosci pisz do nas, po to jestesmy. Juz Ci mowilam, ze mozesz do mnie smialo pisac, gdybys chcial sie jakos dodatkowo wygadac.. Zdania tak szybko nie zmieniam wiec to zawsze aktualne.

Wiedzialam, ze zaczniesz to wszystko znow analizowac. Powiem tak: jesli czujesz ze potrzebujesz do niej napisac, to zrob to. Tu chodzi o Ciebie. Masz postapic w zgodzie z soba samym. Jesli bedziesz robil cos, do czego nie jestes przekonany, to bedziesz stale w tym samym miejscu. Dlatego powiedzialam, ze mozesz napisac. Ale co napisac? Nie o tym jak tesknisz. Tylko o tym, jak sie czules, ze nie potrafisz zrozumiec ze kochajac mozna tak kogos ranic. Widze, ze szukasz ciagle winy w sobie i usilujesz to poukladac. W takim razie zapytaj ja. Co takiego robiles zle, ze nie potrafila inaczej. Mozesz napisac, ze ta znajomoac na gen moment nie ma szans na przetrwanie, bo zbyt mocno Cie rozczarowala i nie jestes gotowy. Moze z czasem... Opisac wszystko, niech wie. I zakonczyc. Nie wracac juz do tego myslami. Forma oczyszczenia. Mam wrazenie, ze to dla Ciebie wciaz niedokonczona sprawa. Dlatego proponowalam takie rozwiazanie. Jesli wciaz bedziesz analizowal i rozmyslal, to zniszczysz sam siebie. Nie o to nam chodzi. Nie chcemy tego, bo fajny facet jestes smile i masz sie pozbierac po tym, co Cie spotkalo. Jest wiele kobiet, ktore docenia to, jaki jestes i nie warto tracic zycia na analizowanie przeszlosci. Tak, to przeszlosc. Masz jej powiedziec, ze nic juz nie chcesz. Niczego nie oczekujesz. To skonczone. I od tego momentu wracasz "do zywych" wink. Czasem pomoga takie wyrzucenie wszystkiego z siebie.
Musisz sam wiedziec, co Cie uzdrowi. Na mnie slowa "zapomnij i nie mysl juz o tym" wcale dobrze nie dzialaja. Wrecz przeciwnie. Uznaje, ze ta osoba wcale nie chce mi pomoc, tylko zbywa mnie jakims wyswiechtanym tekstem. To znaczy, ze wcale mnie nie zna. Bo gdyby znala, to wiedzialaby ze nie potrafie przestac myslec. Przynajmniej poki sprawa nie jest (dla mnie) zamknieta. Moze masz tak samo..
Zakoncz sprawe. W jakikolwiek sposob, ktory jest dla Ciebie odpowiedni i pomoze Ci sie pozbierac. To moja rada. Wiem, ze moze Cie to znow rozgrzebac emocjonalnie, ale moze efekt koncowy bedzie wart tego chwilowego powrotu do przeszlosci.
A potem? Potem zaczynasz zyc. smile
Mlody, inteligentny, dowcipny i pewnie ... niebrzydki facet marnuje sie rozmyslajac o kims, kto chyba na to w ogole nie zasluguje. Pomysl w ta strone. Ona na Ciebie nie zasluguje. To jej strata i niech ona zaluje. Ty ukladasz sobie zycie od nowa, bo masz do tego prawo. A ona bedzie rozmyslac, ze popelnila blad. I dobrze, bo tu sie z nia zgodze. Popelnila cholerny blad! A za bledy niestety trzeba placic.

Juz? Lepiej? A jak nastepnym razem dopadnie Cie taki nastroj, to masz pisac! Do nas! Bo ja tutaj zagladam i czekam co napiszesz smile.

Teraz opowiadaj jak minal dzien, bo masz zaleglosci z wczoraj wink. U nas chlodno i bez slonca.. W pracy dobrze, tak od  god 12 wink.

47

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ptaku bez głowy, chyba czujesz się już coraz lepiej, ale ciągle dopadają Cię jeszcze doły- to normalne i nie martw się, bo pod tym względem, z każdym tygodniem,  będzie coraz lepiej.
Ja osobiście średnio wierzę w takie mity, ze po rozstaniu, którego człowiek sobie nie życzył (lecz do rozstania musiało dojść, bo coś tam) cierpi się mniej więcej przez połowę czasu, ile trwał dany związek, czyli w Twoim przypadku dobrze ponad cztery lata. Może i w tym coś jest, ale ja rozumiem to tak, że każdy miesiąc rozłąki i trwania w swoim postanowieniu będzie mijał coraz łagodniej, aż w końcu pozostanie tylko smutna tęsknota za minionym, jakaś nostalgia, bo mogło być tak cudownie, ale będą to tylko takie chwilowe przebłyski- życie toczyć się będzie dalej. Ty ciągałeś się z tą kobietą 9 lat, więc sporo zainwestowałeś w tę znajomość- im więcej człowiek w coś zainwestuje, a potem straci to, tym bardziej przeżywa stratę i niestety, dłużej tez trwa proces powracania do równowagi. Nie przeskoczysz tego- musisz po prostu zdawać sobie sprawę z tego, że lekko ci nie będzie. Bądź CIERPLIWY, BO NIE OD RAZU KRAKÓW ZBUDOWANO.
Dlatego dobrze byłoby, żebyś na ten moment wypisał sobie na kolorowych kartkach wszystkie swoje niezłomne zasady, jakich na pewno nie złamiesz w związku z tą kobietą. Kartki te porozwieszaj sobie po domu w różnych miejscach, a jeśli bywają u ciebie goście, to nie przylepiaj ich nigdzie, bo to byłby obciach, lecz trzymaj je sobie zawsze pod ręką i czytaj, i czytaj, i czytaj, szczególnie w takich chwilach, gdy ręka sama idzie Ci do klawiatury komputera albo do telefonu.
Pierwszym Twoim żelaznym przykazaniem powinien był absolutny zakaz jakiegokolwiek kontaktu z damessą. Nigdy i pod żadnym pozorem, chociaż nawet by się paliło i waliło, Ty nigdy nie próbuj nawiązać kontaktu z puszczalską. Z niczego już jej nie rozliczaj, nie tłumacz się, nie cofaj do króla ćwieczka, nie pisz, co u |Ciebie i jej też nie pytaj o to czy ona żyje, czy jest jej bez Ciebie lepiej czy gorzej. Nigdy więcej nie odzywaj się do damessy.
Niech odzywają się do niej inni byli jej kochankowie, skoro będą mieli na to ochotę- Ty tego nie rób. Dlaczego- otóż dlatego, że kobiecie tej napompujesz tylko ego, a sam wpędzisz siebie w jeszcze większy dół. Będziesz czekał w napięciu na jej odpowiedź a ona albo nadejdzie, albo nie. Takie huśtawki do niczego nie są Ci potrzebne. Ona umarła i niech to tak pozostanie. Cokolwiek zrobisz w kierunku tej kobiety prędzej czy później odwróci się na Twoją niekorzyść. To nie jest Twoja prawdziwa przyjaciółka, żebyś Ty miał podstawy do tego, by tak ja traktować- to fałszywa baba o luźnych obyczajach moralnych, która bez żadnych oporów, potrafiła puszczać się z innymi, chociaż wiedziała, że Tobie robi świństwo. Tak nie zachowuje się prawdziwy przyjaciel.
Puść wolno damessę, by ona dalej mogła puszczać się z różnymi. Napisałeś, że ona ma w sobie coś takiego, że ciężko jej jest oprzeć się pokusie, gdy spotka faceta, który ją pociąga- masakra, a nie kobieta do związku, do zycia na co dzień, do rodziny.
Dobrze, że nie zdążyłeś związać się z taką, bo potem, po ślubie tym bardziej, co chwilę miałbyś na karku różnych bocznych. Faceci wyczuwają takie, które chętnie dają i za darmo- w życiu więc nie opędziłbyś się od jej gachów, bo ona co jakiś czas zapraszałaby któregoś zalotnika do swojego krocza- ona jest po prostu bardzo gościnna w kroku.
Są takie, a Tobie, jak czas pokazał, trafiła się jedna z takich kobiet- dobrze, że udało Ci się jakoś wyczołgać z tej znajomości.
Dlatego właśnie, zasada, by nigdy nie próbował nawiązać kontaktu z tą kobietą dla Ciebie powinna być żelazną.
Potem jeszcze coś do Ciebie napiszę- teraz idę do swoich spraw. Głowa do góry.

48

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Hej..
Zyjesz..?
Cos Ci odpisala? Napisales do niej jeszcze?
Jak znajdziesz chwile, to odezwij sie.. Wiesz dlaczego..

smile

49

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

Jestem..
Po pierwsze primo, powinienes dostac na dupe! Czlowiek sie tu martwi i czeka, czy cos napiszesz... Na szczescie napisales w ciagu dnia i czlowiek wink sie troche uspokoil, ze poradziles sobie ze wszystkim.
Po drugie primo, w chwilach zalamania i watpliwosci pisz do nas, po to jestesmy. Juz Ci mowilam, ze mozesz do mnie smialo pisac, gdybys chcial sie jakos dodatkowo wygadac.. Zdania tak szybko nie zmieniam wiec to zawsze aktualne.

Moja dupa nic nie zawiniła! wink To bardziej głowa, a że gdzieś się zgubiła, to żeby ją ukarać, to trzeba najpierw ją znaleźć. Jak już uda Ci się ją znaleźć i ją ukarać, to podeślij do mnie, bo przydałaby mi się smile

Wiem, że miałem coś wczoraj napisać, ale miałem i dalej mam taki mętlik w głowie, że nic nie mogę złożyć w całość. Myśli mi umykają i się w nich gubię. Próbuję coś napisać i zebrać do kupy, ale jakoś tak siedzę i patrzę tempo w monitor i nie mogę nic wyklecić.
Generalnie czuję się jak kupa, miałem plany towarzyskie na weekend, ale nie mam w ogóle energii na nic, więc siedzę w domu i zamulam. Próbuję coś myśleć, ale mi nie wychodzi. Przychodzą emocje, przepływają i zostaje worek mięsa. Dzisiaj interweniowali przyjaciele i zmuszają mnie do wyjścia na miasto, próbowałem ich spławić, ale byli twardzi i muszę ruszyć ten wynędzniały zadek. smile

koni napisał/a:

Wiedzialam, ze zaczniesz to wszystko znow analizowac. Powiem tak: jesli czujesz ze potrzebujesz do niej napisac, to zrob to. Tu chodzi o Ciebie. Masz postapic w zgodzie z soba samym. Jesli bedziesz robil cos, do czego nie jestes przekonany, to bedziesz stale w tym samym miejscu. Dlatego powiedzialam, ze mozesz napisac. Ale co napisac? Nie o tym jak tesknisz. Tylko o tym, jak sie czules, ze nie potrafisz zrozumiec ze kochajac mozna tak kogos ranic. Widze, ze szukasz ciagle winy w sobie i usilujesz to poukladac. W takim razie zapytaj ja. Co takiego robiles zle, ze nie potrafila inaczej. Mozesz napisac, ze ta znajomoac na gen moment nie ma szans na przetrwanie, bo zbyt mocno Cie rozczarowala i nie jestes gotowy. Moze z czasem... Opisac wszystko, niech wie. I zakonczyc. Nie wracac juz do tego myslami. Forma oczyszczenia. Mam wrazenie, ze to dla Ciebie wciaz niedokonczona sprawa. Dlatego proponowalam takie rozwiazanie. Jesli wciaz bedziesz analizowal i rozmyslal, to zniszczysz sam siebie. Nie o to nam chodzi. Nie chcemy tego, bo fajny facet jestes smile i masz sie pozbierac po tym, co Cie spotkalo. Jest wiele kobiet, ktore docenia to, jaki jestes i nie warto tracic zycia na analizowanie przeszlosci. Tak, to przeszlosc. Masz jej powiedziec, ze nic juz nie chcesz. Niczego nie oczekujesz. To skonczone. I od tego momentu wracasz "do zywych" wink. Czasem pomoga takie wyrzucenie wszystkiego z siebie.
Musisz sam wiedziec, co Cie uzdrowi. Na mnie slowa "zapomnij i nie mysl juz o tym" wcale dobrze nie dzialaja. Wrecz przeciwnie. Uznaje, ze ta osoba wcale nie chce mi pomoc, tylko zbywa mnie jakims wyswiechtanym tekstem. To znaczy, ze wcale mnie nie zna. Bo gdyby znala, to wiedzialaby ze nie potrafie przestac myslec. Przynajmniej poki sprawa nie jest (dla mnie) zamknieta. Moze masz tak samo..
Zakoncz sprawe. W jakikolwiek sposob, ktory jest dla Ciebie odpowiedni i pomoze Ci sie pozbierac. To moja rada. Wiem, ze moze Cie to znow rozgrzebac emocjonalnie, ale moze efekt koncowy bedzie wart tego chwilowego powrotu do przeszlosci.
A potem? Potem zaczynasz zyc. smile

Ta cała akcja z tymi mailami uświadomiła mi, że jestem jeszcze BARDZO mocno uwiązany. Wydawało mi się, że już powoli nabieram dystansu, ale grubo się pomyliłem. Jestem, albo przynajmniej cofnąłem się prawie na sam początek. Te próby napisania czegoś, później te emocje, wszystko to starało mi się powiedzieć, że ja ciągle nie jestem w stanie zaakceptować tego końca, że ciągle gdzieś tam na dnie leży i dogorywa jeszcze jakieś ziarnko nadziei i nie mogę się do niego dokopać, żeby je wyciągnąć i wyrzucić. Czuję się bezsilny, bo wydawało mi się, że już gdzieś poszedłem, ale nie - stoję i się kręcę w kółko. Dziś pomyślałem, że może i dobrze mówisz i skorzystam z tej rady - może potrzebuję tego zamknięcia. Tego ostatniego świadomego ucięcia, spalenia mostu. Pomyślałem, że napiszę raz, a dobrze, że niech nie pisze do mnie, niech nie dzwoni, nie pisze - nie chcę kontaktu i niech da mi spokój. Potem zablokować jej nr i maila i jak będzie potrzebny kontakt, to tylko przez mojego przyjaciela. Radykalne i desperackie, ale nie interesuje mnie co ona o tym pomyśli, a niech sobie pomyśli, że jestem miękka pipka, niech zobaczy, że się złamałem - wszystko jedno, nie ma ochoty grać twardziela, bardziej zależy mi na regeneracji niż na pozowaniu i pokazywaniu jak bardzo mi wszystko jedno.
Pewnie to nic nie da, ale koniecznie chcę poczuć, że coś jeszcze mogę zrobić, aby się od tego odciąć i odzyskać spokój.

Co do maili, to oczywiście nastąpiła krótka wymiana, która zakończyła się jej wiadomością, na którą nie wiem co odpisać. Napisała, że nie jestem jej obojętny i chce być choć trochę na bieżąco i że niezmiennie życzy mi jak najlepiej. Gotuję się jak to czytam. Czuję jakąś dziwną hipokryzję, jakąś próbę oszukania samej siebie, że się troszczy, bo słowami można sobie rzucać, łatwo jest coś komuś napisać, że się życzy - to nic nie wymaga. Niech sobie wsadzi te życzenia głęboko w zad. Nie potrzebuję jej troski, ani jej interesowania się, a te jej życzenia są jak policzek w twarz. Nie chcę z nią relacji, nie chcę przyjaźni, nie chcę nic - chcę tylko spokoju.
Najgorsze jest to, że próbowałem jej odpisać tego maila odcinającego, ale nie byłem w stanie. Wystraszyłem się i jak zacząłem pisać, to obnażyłem właśnie w sobie tę zależność, to ciągłe uwikłanie i to, że ciągle mam tę przeklętą nadzieję - jest ukryta, ale ciągle jest!

koni napisał/a:

Musisz sam wiedziec, co Cie uzdrowi. Na mnie slowa "zapomnij i nie mysl juz o tym" wcale dobrze nie dzialaja. Wrecz przeciwnie. Uznaje, ze ta osoba wcale nie chce mi pomoc, tylko zbywa mnie jakims wyswiechtanym tekstem. To znaczy, ze wcale mnie nie zna. Bo gdyby znala, to wiedzialaby ze nie potrafie przestac myslec. Przynajmniej poki sprawa nie jest (dla mnie) zamknieta. Moze masz tak samo..

Mam dokładnie ta samo smile Problem jest taki, że ja po prostu nie umiem wyłączać myślenia, to jest jak byk na corridzie!

alexich napisał/a:

Ciągle popełniałeś i nadal popełniasz ten sam błąd - żyjesz wyobrażeniem, złudzeniem, czymś czego tak naprawdę nie było i nie ma. Przez to nie dość, że się wypalasz, to jeszcze tracisz świetne lata swojego życia, a mógłbyś np. być z osobą przy której rozwijasz skrzydła i jesteś szczęśliwy. Zobacz, za każdym razem czymś ją usprawiedliwisz, nawet jak Ci robiła najgorsze świństwa, takich rzeczy nie robi się obcej osobie, a co dopiero mówić o kimś, kogo się KOCHA. Sytuacja wydaje się być skomplikowana, ale jest tak naprawdę prosta, ona kochała przede wszystkim siebie, z Tobą było jej dobrze, ale nie na tyle aby oddać Ci się w całości. Zrobiła Ci najgorszą rzecz jaką się da i to wielokrotnie, a Ty głupi (bo niestety inaczej tego określić nie można) na to pozwalałeś.

Wydaje mi się, że powinieneś się udać do psychologa, bo samemu sobie z tym nie radzisz. Według mnie masz bardzo złożony problem emocjonalny - nie potrafisz przed samym sobą przyznać, że popełniłeś błąd ufając Twojej byłej ukochanej po pierwszej zdradzie. Zrobisz wszystko, żeby wybielić ją w swoich oczach, wytłumaczysz ją tym, że wszystkie jej działania były powodowane czymś błahym, nieistotnym, że ona Cię kochała a tylko robiła głupotę, że ona by Ci tego tak naprawdę nigdy nie zrobiła. Próbując oczyścić ją, tak naprawdę chodzi Ci o usprawiedliwienie samego siebie, podświadomie nie możesz zaakceptować tego, że większość przeszłych wydarzeń wynika z tego, że popełniałeś błędy, że niesłusznie ufałeś, niesłusznie wybaczałeś i niesłusznie liczyłeś na zmianę.

Musisz ZAAKCEPTOWAĆ suche fakty: zostałeś wielokrotnie zdradzony, wbito Ci nóż w serce, zostałeś potwornie zraniony i zmarnowano Ci wiele lat życia i co najważniejsze nic z tego już nie będzie i trzeba o tym zapomnieć (a może nie zapomnieć, bo warto mieć doświadczenie na przyszłość, ale na pewno trzeba zostawić to za sobą).

Jest to tak cele spostrzeżenie, że czytam je już 10 raz i ciągle do mnie trafia. Ciągle żyję iluzją, sam siebie oszukuję, a najgorsze jest to, że nie mogę tej iluzji odpuścić, to dla mnie zbyt trudne. Mój mózg wypiera informację, że przez tyle lat wierzyłem w inny obraz osoby, że tak mocno się pomyliłem i stworzyłem jakiś wyidealizowany model. Ciągle następuje jakieś odcięcie w głowie, jakby rzeczywiście umysł starał się mnie uchronić przed przyznaniem się, że kawał idioty ze mnie, że sam sobie założyłem klapki, że patrzyłem tylko na te rzeczy, na które było mi wygodnie.
Samo sedno mojego stanu podsumował After:

After napisał/a:

Miotasz się pomiędzy swoim wyidealizowanym wyobrażeniem drugiej osoby a rzeczywistością i nie wiesz które jest które. To się nazywa dysonans poznawczy i to właśnie on jest przyczyną Twojego cierpienia.

To zdanie po prostu dźwięczy mi w głowie i rezonuje. Aż czuję jak trybiki pracują i się przepalają. Zbyt dużo informacji, zbyt dużo momentów i faktów, głowa się zapieka, następuje zawieszenie systemu i nie mogę tego przetrawić. Nie wiem, nie pamiętam, nie mogę połączyć kresek, gdzie jest rzeczywistość, co się działo. Bo przecież nie było cały czas aż tak źle. Wręcz przeciwnie, było dobrze, kochałem ją, była dla mnie wspaniałą, dobrą kobietą, a teraz muszę o niej myśleć jak o ostatniej latawicy. A ciągle też przeżywam dysonans, kiedy myślę o niej w ten sposób. Bo to też nie jest do końca prawda, te zdrady na koniec, to były bardziej zdrady emocjonalne. Z tym facetem z pracy, to wydaje mi się, że najbardziej boli mnie fakt, że ja to wszystko widziałem, a nie widziałem co się rzeczywiście kroi. Boli mnie własna ignorancja i ślepota. Oczywiście boli mnie też, że ona się w to wdała i się zatraciła. Ale sam nie wiem, które jest bardziej bolesne.
Wśród tych wszystkich emocji, obok bólu, poczucia zdrady, żałoby i smutku przebija się uczucie, którego wcześniej nie mogłem zidentyfikować: poczucie jakiejś osobistej porażki. Po prostu cierpi moje ego, że dałem się wykiwać, dałem się zrobić w bambuko, byłem ślepy, nieostrożny, zbyt dałem się omotać, zatraciłem się w wizji i straciłem kontakt z rzeczywistością, a co gorsza z sobą. Boję się tego wszystkiego, bo mówi mi to, że nie mogę zaufać nawet sobie i swojemu osądowi. A to już mnie przerasta.

Mam wrażenie, że to analizowanie to klątwa. Czuję, że nie jestem gotowy na wszystkie wnioski i na przyjęcie obrazu rzeczywistości takim jaki jest i dlatego mam taki mętlik w głowie. Jakby mózg chciał mi powiedzieć "powoooli chłopie, nie za prędko bo sobie kuku zrobisz." i powoli, w swoim tempie przetrawia informacje - jedna po drugiej, a ja jak jakiś raptus napieram, napieram i męczę, i szybciej, i więcej, i chcę mieć wszystko ułożone JUŻ, TU I TERAZ i sam sobie przeciążam obwody i wariuję na własne życzenie. Bo chyba cały sekret tkwi w tym, że sama wiedza i znajomość faktów to za mało, to po prostu jak klepsydra powoli musi spływać do serca.

After napisał/a:

A może ta Twoja ?miłość? to wyłącznie strach przed zaczęciem od nowa, przed wzięciem wreszcie spraw w swoje ręce?

Też masz rację, jest też we mnie dużo strachu. Łapię się nad lękiem przed takimi drobnymi pierdołami, że aż sam się przed sobą czasami wstydzę. Czasem to są proste, drobne czynności dnia codziennego - tak proste, że sam nie rozumiem, jak można się ich bać i jak sobie to uświadamiam, to śmieję się z siebie. Ale to chyba część procesu, po prostu jakaś lekka obawa przed nową sytuacją, że może sobie nie dam rady, że sam sobie z domem nie poradzę, że samotność mnie przytłoczy, że sobie kogoś nie znajdę, że finanse, że cokolwiek. Jak tylko się na tym łapię, to momentalnie to sobie potrafię przetłumaczyć i przechodzi. Gorzej, że czasami jest to zamaskowane pod innymi emocjami i jak je przetrawię, to dopiero wychodzi, że jest to podsączone lękiem - i to zupełnie bezpodstawnym lękiem przed pierdołami!

Dzięki wszystkim za uwagi, naprawdę jesteście porządnym wsparciem, bo już przyjaciele mają dość mojego ględzenia, więc mogę się przynajmniej uzewnętrznić tutaj, a ciągle tego potrzebuję, tym bardziej, że sam się gubię w swoich myślach, więc opinie i obserwacje innych pomagają mi to wszystko poukładać. Nawet teraz, jak już to z siebie wyrzuciłem i napisałem, to czuję jakąś ulgę i spokój.
Spróbuję Julka tego patentu z kartkami. Jak będą goście, (bo obiecałem, że zrobię parapetówkę), to po prostu je zdejmę. Muszę powywieszać sobie też jakieś afirmacje, bo sam o nich zapominam, a tak to wejdą w krew.

koni napisał/a:

Juz? Lepiej? A jak nastepnym razem dopadnie Cie taki nastroj, to masz pisac! Do nas! Bo ja tutaj zagladam i czekam co napiszesz smile.

Aye aye maam! smile

koni napisał/a:

Teraz opowiadaj jak minal dzien, bo masz zaleglosci z wczoraj wink. U nas chlodno i bez slonca.. W pracy dobrze, tak od  god 12 wink.

Już mi ciśnienie zeszło to mogę napisać smile
U mnie też chłodno. W pracy nie zrobiłem prawie nic, ale na szczęście jest długi weekend, więc nadgonię. Wczorajszy dzień niestety nie był zbyt dobry, ale teraz będzie ok.
Idę z przyjaciółmi na lody, a później będziemy rżnąć w grę planszową i pić piwsko.
Jutro z kumplem mamy zaplanowany wieczór na bogato. Będziemy imprezować, pić i łazić po ulicach do 4 rano, żeby wytrzymać i obejrzeć walkę bokserską na żywo (dla zainteresowaych: Floyd Mayweather Jr. - Manny Pacquiao wink ).
Do tego odezwali się starzy znajomi ze starej pracy i zaprosili na piwko, więc pewnie powspominamy stare czasy w niedzielę. Więc reszta weekendu zapowiada się bardzo dobrze. Byleby nie dać znowu się w kozi róg zapędzić swojej głowie.
Dzięki koni, nawet sobie nie wyobrażasz jak mi pomagasz! smile

50 Ostatnio edytowany przez koni (2015-05-02 10:11:08)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:

Moja dupa nic nie zawiniła! wink To bardziej głowa, a że gdzieś się zgubiła, to żeby ją ukarać, to trzeba najpierw ją znaleźć. Jak już uda Ci się ją znaleźć i ją ukarać, to podeślij do mnie, bo przydałaby mi się smile

No jakoś do głowy nie do końca trafia, to od drugiej strony próbuję wink. Może się uda.. smile


Bardzo dobrze, że przyjaciele się za Ciebie wzięli i wyciągają Cię na miasto. Dosyć tego rozmyślania. Może nie odetniesz się całkowicie, ale przynajmniej trochę zrelaksujesz i zajmiesz się czymś miłym.

Ptak bez głowy napisał/a:

Ta cała akcja z tymi mailami uświadomiła mi, że jestem jeszcze BARDZO mocno uwiązany. Wydawało mi się, że już powoli nabieram dystansu, ale grubo się pomyliłem. Jestem, albo przynajmniej cofnąłem się prawie na sam początek. Te próby napisania czegoś, później te emocje, wszystko to starało mi się powiedzieć, że ja ciągle nie jestem w stanie zaakceptować tego końca, że ciągle gdzieś tam na dnie leży i dogorywa jeszcze jakieś ziarnko nadziei i nie mogę się do niego dokopać, żeby je wyciągnąć i wyrzucić. Czuję się bezsilny, bo wydawało mi się, że już gdzieś poszedłem, ale nie - stoję i się kręcę w kółko. Dziś pomyślałem, że może i dobrze mówisz i skorzystam z tej rady - może potrzebuję tego zamknięcia. Tego ostatniego świadomego ucięcia, spalenia mostu. Pomyślałem, że napiszę raz, a dobrze, że niech nie pisze do mnie, niech nie dzwoni, nie pisze - nie chcę kontaktu i niech da mi spokój. Potem zablokować jej nr i maila i jak będzie potrzebny kontakt, to tylko przez mojego przyjaciela. Radykalne i desperackie, ale nie interesuje mnie co ona o tym pomyśli, a niech sobie pomyśli, że jestem miękka pipka, niech zobaczy, że się złamałem - wszystko jedno, nie ma ochoty grać twardziela, bardziej zależy mi na regeneracji niż na pozowaniu i pokazywaniu jak bardzo mi wszystko jedno.
Pewnie to nic nie da, ale koniecznie chcę poczuć, że coś jeszcze mogę zrobić, aby się od tego odciąć i odzyskać spokój.

Ziarenko nadziei.. Na co? Bo chyba nie na to,że znów będziecie razem.. Weź mnie nie denerwuj... smile Teraz masz walczyć o siebie. Masz zrobić wszystko, co potrzebujesz, żeby wrócić do siebie. Masz być egoistą i chociaż raz pomyśleć, że to Ty jesteś ważny. Bądź tą siostrą miłosierdzia tym razem dla siebie...

A wiesz, co mnie najbardziej wkurzyło?

Ptak bez głowy napisał/a:

Napisała, że nie jestem jej obojętny i chce być choć trochę na bieżąco i że niezmiennie życzy mi jak najlepiej. Gotuję się jak to czytam. Czuję jakąś dziwną hipokryzję, jakąś próbę oszukania samej siebie, że się troszczy, bo słowami można sobie rzucać, łatwo jest coś komuś napisać, że się życzy - to nic nie wymaga. Niech sobie wsadzi te życzenia głęboko w zad. Nie potrzebuję jej troski, ani jej interesowania się, a te jej życzenia są jak policzek w twarz. Nie chcę z nią relacji, nie chcę przyjaźni, nie chcę nic - chcę tylko spokoju.

Przeczytaj wszystko jeszcze raz, jakby to pisał ktoś inny. Co byś mu poradził. Co byś powiedział o takiej kobiecie. Proszę Cię.. Przepraszam, ale muszę to powiedzieć... To wyrachowana kobieta, która chce mieć z Tobą kontakt, bo jest jej źle. Bo Cie skrzywdziła i to wiele razy. A co jest najlepsze? Ona chyba w ogóle nie poczuwa się do winy. Dopisuje do tego wszystkiego jakieś marne ideologie. Że niby nie potrafi inaczej. I co? Fajnie Cie zrobiła. Wyszło na to, że to Ty masz wybierać. Albo ją akceptujesz z tą jej "naturą", albo nie. Bo ona już taka jest i musisz się z tym pogodzić. Gdzie jest Twoja wina w tym wszystkim? Powiem Ci! Zaufałeś jej, bo myślałeś, że możesz. Bo ludzi ocenia się po sobie. Bo dla Ciebie ona była ważna i ją kochałeś. Skąd miało Ci przyjść do głowy, że ona widzi to inaczej... To coś złego? Że potrzebujemy kogoś, kto jest blisko nas i komu ufamy? Nie! To normalne i naturalne i nie uważam, że powinieneś się obwiniać. Zrobiła co zrobiła, a Ty dałeś jej szansę. Uwierzyłeś że się zmieni. Wszyscy tak robimy. Ufamy. Wierzymy, że ludzie są dobrzy i warto im zaufać. Czasem źle trafiamy, ale to nie znaczy, że mamy być uprzedzeni do wszystkich. To nie znaczy, że to my popełniamy błąd. Nie Ty masz się wstydzić tego, że zaufałeś. Innej kobiecie do głowy by nie przyszło, żeby postępować w ten sposób. Przeczytaj inne tematy tutaj. Wiele jest osób, które zaufały, które wybaczyły i dały kolejną szansę. Niestety... (tu kłaniają się "moje ulubione" statystyki) w większości przypadków okazuje się, że to błąd, bo ludzie nie zmieniają się na lepsze. Na szczęście na błędach się uczymy! Proszę więc, abyś już więcej tego błędu nie popełniał i nie dawał jej kolejnej szansy. Nie zasługuje na to. Było Wam dobrze razem, ale się skończyło. ONA wybrała inną drogę. A Ciebie i drugiego na boku mieć nie może. I tu możesz być z siebie dumny, bo nie pozwoliłeś na to, żeby Ci doprawiała rogi. Koniec. Jesteś konkretny i stanowczy. Decyzja zapadła i już nie chcesz jej znać po tym wszystkim. Z każdym dniem będzie lepiej. Tylko musisz odpowiednio kierować swoje myśli. Zrozumieć, że ona Cie krzywdziła i teraz się uwolniłeś. Wreszcie możesz zacząć żyć.

Gdyby naprawdę zależało jej na Tobie, to dałaby Ci spokój po tym, co Ci zrobiła (skoro już nie potrafiła się wtedy powstrzymać). Chociaż uważam, że jeśli nam na kimś zależy, to nie powinniśmy działać pochopnie. Wiem, czasem ranimy te osoby nieświadomie... Ale przepraszam Cię, zdrada? Nawet jeśli w związku się nie układa, to trzeba rozmawiać, a nie poszukiwać rozrywki u innego faceta. Nawet jeśli jest chemia, to nadal mamy rozum i wiemy co robimy. Przestań o niej myśleć, jak o kobiecie, która się w coś przez przypadek wpakowała, albo ją ktoś namówił. Sama tego chciała i zrozum to. Przepraszam.. za ostre słowa. Nie potrafię inaczej, bez emocji.

Ptak bez głowy napisał/a:

Najgorsze jest to, że próbowałem jej odpisać tego maila odcinającego, ale nie byłem w stanie. Wystraszyłem się i jak zacząłem pisać, to obnażyłem właśnie w sobie tę zależność, to ciągłe uwikłanie i to, że ciągle mam tę przeklętą nadzieję - jest ukryta, ale ciągle jest!

Jeśli masz go napisać, to musisz to dokładnie przemyśleć. To ma być koniec. Odcięcie dla Ciebie i terapia. Nie możesz się wdawać w dyskusje. A to niestety nie będzie takie proste, bo jesteś jeszcze emocjonalnie związany. Masz sobie pomóc, a nie rozdrapywać na nowo. Nie ważne, co ona pomyśli. Jeśli jest Ci potrzebne takie zamknięcie rozdziału, to to zrób. Jeśli nie musisz, to olać ją. Zależy jej na Tobie... Ma poczucie winy i chce to trochę złagodzić. Chce wiedzieć, że nie masz do niej żalu i między Wami jest wszystko ok. Ale nie jest. Nie po tym, co zrobiła.

Ptak bez głowy napisał/a:

Mam dokładnie ta samo smile Problem jest taki, że ja po prostu nie umiem wyłączać myślenia, to jest jak byk na corridzie!

Wiem... smile

alexich napisał/a:

Ciągle popełniałeś i nadal popełniasz ten sam błąd - żyjesz wyobrażeniem, złudzeniem, czymś czego tak naprawdę nie było i nie ma. Przez to nie dość, że się wypalasz, to jeszcze tracisz świetne lata swojego życia, a mógłbyś np. być z osobą przy której rozwijasz skrzydła i jesteś szczęśliwy.

Święte słowa.

Ptak bez głowy napisał/a:

Bo przecież nie było cały czas aż tak źle. Wręcz przeciwnie, było dobrze, kochałem ją, była dla mnie wspaniałą, dobrą kobietą, a teraz muszę o niej myśleć jak o ostatniej latawicy. A ciągle też przeżywam dysonans, kiedy myślę o niej w ten sposób. Bo to też nie jest do końca prawda, te zdrady na koniec, to były bardziej zdrady emocjonalne. Z tym facetem z pracy, to wydaje mi się, że najbardziej boli mnie fakt, że ja to wszystko widziałem, a nie widziałem co się rzeczywiście kroi. Boli mnie własna ignorancja i ślepota. Oczywiście boli mnie też, że ona się w to wdała i się zatraciła. Ale sam nie wiem, które jest bardziej bolesne.
Wśród tych wszystkich emocji, obok bólu, poczucia zdrady, żałoby i smutku przebija się uczucie, którego wcześniej nie mogłem zidentyfikować: poczucie jakiejś osobistej porażki. Po prostu cierpi moje ego, że dałem się wykiwać, dałem się zrobić w bambuko, byłem ślepy, nieostrożny, zbyt dałem się omotać, zatraciłem się w wizji i straciłem kontakt z rzeczywistością, a co gorsza z sobą. Boję się tego wszystkiego, bo mówi mi to, że nie mogę zaufać nawet sobie i swojemu osądowi. A to już mnie przerasta.

Możesz sobie zaufać. Postąpiłeś dobrze. Cały czas dobrze postępujesz. Świadomie podejmujesz decyzje i tego się trzymasz. Czy źle osądziłeś? Nie, po prostu kochałeś. Wtedy zawsze idealizujemy obiekt naszych westchnień.. Nie widzę powodu, dla którego masz wątpić w siebie. Zaufałeś.

Na wszystko potrzebny jest czas. Nie przetrawisz tego w kilka tygodni. To proces długotrwały. Pilnuj swojej głowy.. Łatwo można ją stracić... Ty jeszcze jej nie straciłeś do końca. Widać to po Twoich wypowiedziach. Albo ją straciłeś wcześniej, a teraz już odzyskujesz. smile Mam wrażenie, że sama też wiem jak to jest stracić głowę... Moja jest już na miejscu i Twoją też widzę. smile Rozumiesz, co się z Tobą dzieje, widzisz swoje słabości i potrafisz mówić o emocjach. Piszesz o tym i usiłujesz zrozumieć. To niestety ratunek i pułapka jednocześnie... smile

Super,że masz takie plany na weekend i nawet nie próbuj się z tego wymiksować. Koniecznie idziesz i dobrze się bawisz! Ciekawe, czy znowu usłyszysz jakieś wyznanie miłosne od jakiejś koleżanki.. wink
I mam dla Ciebie zadanie do wykonania! Masz wypić moje zdrowie, bo w czwartek były moje imieniny i sama jakoś nie miałam okazji na mały toast. Potem mi napisz, czym go wznosiłeś wink.
A tak na serio, to trzymam kciuki, żeby udało Ci się za dużo nie myśleć. smile

PS: U nas dziś pogoda w kratkę. Trochę padało, a potem było słońce. Ale i tak jeszcze chłodno. Może jutro (dziś za dnia) będzie lepiej. Oczywiście niewiele popracowałam. Za to troszkę poczytałam książkę. Zaczęłam już jakiś czas temu i ciągle coś, a że wymaga trochę skupienia, to nie każdy moment nada się na czytanie. wink "Anioły jedzą trzy razy dziennie". Czytałeś? Już w zeszłym roku chciałam przeczytać, ale jakoś na nią nie trafiłam. Aż tu nagle leży sobie na półce w Auchan wink. No i stałam się szczęśliwą posiadaczką. smile

To już nie truje tu o pierdołach.. tongue. Czekam na jakieś wieści od Ciebie. To do poczytania. smile

51

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Może to głupie i błahe, ale czy nie myślałeś o jakimś pupilu? Podobno pies najlepszym przyjacielem człowieka a Tobie bardzo przydałaby się duszyczka, którą na nowo mógłbyś obdarzyć jakimś uczuciem, a zwierze kocha bezinteresownie i na zawsze. Kot z kolei nie wymaga aż tyle opieki i czasu jednakże można zaobserwować, że słabiej przywiązuje się do człowieka. Cokolwiek żywego sprawiłoby nie dość, że w chociaż niewielkim stopniu będziesz miał możliwość przelania swoich uczuć, to miałbyś również zajęcie a wszystko jest lepsze od myślenia o pani zdradliwej.

52

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Ptaku wiesz co Cię zabija? Świadomość, że się dałeś oszukiwać i chociaż wiedziałeś, że Cię to powoli zabija wolałeś tego nie widzieć. W tamtym momencie było Ci to potrzebne, chciałeś kochać i być kochanym, myśląc że to chwilowe wyskoki Twojej ukochanej, albo że nie będzie Cię tak to dotykać.
NIE DAJ SIĘ WYRZUTOM SUMIENIA. Zrobiłeś wszystko by było dobrze, zrobiłeś wszystko co na tamten moment było słuszne. Nie wyszło - życie. 
Żeby nie było. Ja nie uważam, że zdarada jest w stanie zniszczyć związek. To co u Was nie zadziało, to to że ona chciała czegoś innego niż Ty. Znudziłeś jej się, wolała poczuć nowe pantofle niż stare znane kapcie. I nie na chwile, nie na 5 minut tylko na zawsze.
A to, że masz kryzys. To wbrew pozorom dobrze. Byle byś wyciągnął konstruktywne, dorosłe wnioski podczas tej burzy myśli i emocji.

53

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Witam smile


Ptaku i jak tam walka? Byłeś za Amerykaninem czy Filipińczykiem?

Mam nadzieję, że oglądałeś walkę z wypiekami na twarzy i żadnych negatywnych myśli... .

54

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

No dobra, czas na nowiny.

Skorzystałem z Twojej rady koni i napisałem jej wiadomość, dosyć brutalną, bezpośrednią i zawarłem trochę swoich emocji w tym. Przed wysłaniem skonsultowałem z przyjaciółką, czy nie jest niepotrzebnie uszczypliwy, albo zbyt emocjonalny. Przyjaciółka zaopiniowała pozytywie, więc wysłałem. Co prawda 15 minut wisiałem nad przyciskiem "Wyślij" bez ruchu i nie mogłem się zmusić, żeby to kliknąć. Ale ostatecznie puściłem i aż mnie ogarnęło dziwne uczucie, coś między strachem, a ulgą.
Przyjaciółka przekonała mnie, że dobrze zrobiłem, że ta dawka brutalności jej się należała (nie było tam żadnych wyzwisk [no chyba, że nazwanie kogoś egoistą, albo kimś okrutnym to wyzwiska smile ], było po prostu opisane bez ogródek, co mi zrobiła i jak się z tym czułem, i do tego napisałem, żeby nie kontaktowała się ze mną bez potrzeby i żeby nie wplatała między wiadomości zapytania o mój stan, o to co u mnie, że nie potrzebuję jej pseudotrosk). No i zaraz potem wziąłem się za pracę. i tu się okazało, że brakowało mi pewnych rzeczy, które zostały u niej na komputerze i żeby było wesoło, to musiałem do niej zadzwonić, żeby mi to przesłała. Timing 'genialny'. Zadzwoniłem do niej i okazało się, że timing był jeszcze gorszy niż mi się wydawało, bo akurat jak zadzwoniłem, to była zapłakana i powiedziała, że właśnie przeczytała ode mnie wiadomość. Niezręczna cisza, nie wiedziałem co mam jej powiedzieć, powiedziałem, że to nie była złośliwa wiadomość, tylko szczera. Odpowiedziała, że ja po prostu nie wiem jaki efekt to na nią ma, powiedziałem, że oboje nie wiemy jak na siebie teraz oddziałujemy, po czym zmieniłem temat na te sprawy pracowe.
Miałem cholerne wyrzuty sumienia - i to mnie bardzo zaskoczyło. Doszedłem do wniosku, że to jeszcze stary mechanizm, który działał i nie zdążył się przeprogramować, po prostu dotychczas starałem się nie robić nic, co mogłoby sprawić jej przykrość, a teraz wiedziałem, że przeze mnie płacze i źle się czuje. Co było totalnie nieracjonalne, bo przecież to ona była sprawczynią mojego cierpienia, a ten mail był po to, żeby sobie pomóc, więc nie powinienem mieć wyrzutów. Względnie szybko przeszły i poczułem się dobrze z tym, że wysłałem. W takim względnym błogostanie pojechałem do przyjaciela na picie. W międzyczasie odpisała, że nie będzie się do tego ustosunkowywać, bo nie będzie rozdrapywała ran, ale nie będzie więcej mnie pytać o rzeczy osobiste. Można więc powiedzieć, że drzwi zostały przymknięte, z czasem powinny się domknąć. Co prawda po tej wiadomości zrobiło mi się dziwnie smutno. Jakby kolejny bolesny fragment rzeczywistości gdzieś tam do mnie docierał i stawał się wyraźniejszy. Nie jest to przyjemne uczucie, ale trzeba to przejść.
Reszta wieczoru minęła super. Spiliśmy się porządnie i pojechaliśmy do klubu się pogibać jak gibony (a przynajmniej ja, bo lubię się gibać, a kolega nie bardzo ma tam co robić, ale poświęca się dla mnie i mnie wypasa, żebym się wyszalał smile ). Cały wieczór generalnie miałem dobry humor i czułem się jak dawniej, jakby całej tej sytuacji nie było. A muszę przyznać, że dawno nie miałem takiego stanu. Na walkę nie dałem rady wrócić, bo udało mi się poznać fajne dziewczę, więc kolega zostawił nas, się ewakuował i obejrzał sam. Na szczęście dzisiaj nie miał do mnie pretensji, a wręcz się cieszył, że widział mnie w końcu radosnego.
Co prawda dzisiaj już mnie dopadły porządne tęsknoty, ale to chyba echo całej tej 'afery mailowej'.

Krejzolka82 napisał/a:

Witam smile


Ptaku i jak tam walka? Byłeś za Amerykaninem czy Filipińczykiem?

Mam nadzieję, że oglądałeś walkę z wypiekami na twarzy i żadnych negatywnych myśli... .

Stawiałem na Pacmana, ale niestety przegrał. Kolega mówił, że walka nie była szałowa, ale i tak chyba sobie jutro obejrzę całą. Lubię tę kategorię wagową, są dynamiczni i sporo się dzieje.

fajka2 napisał/a:

Ptaku wiesz co Cię zabija? Świadomość, że się dałeś oszukiwać i chociaż wiedziałeś, że Cię to powoli zabija wolałeś tego nie widzieć. W tamtym momencie było Ci to potrzebne, chciałeś kochać i być kochanym, myśląc że to chwilowe wyskoki Twojej ukochanej, albo że nie będzie Cię tak to dotykać.
NIE DAJ SIĘ WYRZUTOM SUMIENIA. Zrobiłeś wszystko by było dobrze, zrobiłeś wszystko co na tamten moment było słuszne. Nie wyszło - życie. 
Żeby nie było. Ja nie uważam, że zdarada jest w stanie zniszczyć związek. To co u Was nie zadziało, to to że ona chciała czegoś innego niż Ty. Znudziłeś jej się, wolała poczuć nowe pantofle niż stare znane kapcie. I nie na chwile, nie na 5 minut tylko na zawsze.
A to, że masz kryzys. To wbrew pozorom dobrze. Byle byś wyciągnął konstruktywne, dorosłe wnioski podczas tej burzy myśli i emocji.

Dzięki za dobre słowo. Jest dokładnie tak jak mówisz, po prostu się znudziła. hmm

alexich napisał/a:

Może to głupie i błahe, ale czy nie myślałeś o jakimś pupilu? Podobno pies najlepszym przyjacielem człowieka a Tobie bardzo przydałaby się duszyczka, którą na nowo mógłbyś obdarzyć jakimś uczuciem, a zwierze kocha bezinteresownie i na zawsze. Kot z kolei nie wymaga aż tyle opieki i czasu jednakże można zaobserwować, że słabiej przywiązuje się do człowieka. Cokolwiek żywego sprawiłoby nie dość, że w chociaż niewielkim stopniu będziesz miał możliwość przelania swoich uczuć, to miałbyś również zajęcie a wszystko jest lepsze od myślenia o pani zdradliwej.

Myślałem o tym. Generalnie uwielbiam zwierzęta i większość życia miałem jakiegoś zwierzaka. Adoptowaliśmy z nią nawet dwa koty przybłędy z ulicy, a dwa tygodnie po mojej wyprowadzce, okazało się, że jedna kocica się okociła i urodziła małego kotka. Uwielbiałem te nasze koty i bardzo za nimi tęsknie - ale umówiliśmy się, że zostaną z nią, bo ja miałem niestabilną sytuację, nie wiedziałem gdzie wyląduję - bo rozmyślałem nawet o emigracji do Nowej Zelandii. Zastanawiam się teraz, czy nie adoptować tego noworodka.
Co prawda moim marzeniem jest owczarek niemiecki, albo husky, ale to musiałbym mieszkać w domu, a nie w mieszkaniu, więc to marzenie zawiesiłem na kołku.

koni napisał/a:

Ziarenko nadziei.. Na co? Bo chyba nie na to,że znów będziecie razem.. Weź mnie nie denerwuj... smile Teraz masz walczyć o siebie. Masz zrobić wszystko, co potrzebujesz, żeby wrócić do siebie. Masz być egoistą i chociaż raz pomyśleć, że to Ty jesteś ważny. Bądź tą siostrą miłosierdzia tym razem dla siebie...

No właśnie aż wstyd mi przed samym sobą, kiedy się łapię na tej nadziei. I wkurzam się, bo wydawało mi się, że już dawno zaakceptowałem, ale to ciągle gdzieś tam jest. Mam nadzieję, że afera mailowa coś zmieni w tej kwestii. No i dobrze godos, trzeba się nauczyć tego zdrowego egoizmu.

koni napisał/a:

Przeczytaj wszystko jeszcze raz, jakby to pisał ktoś inny. Co byś mu poradził. Co byś powiedział o takiej kobiecie. Proszę Cię.. Przepraszam, ale muszę to powiedzieć... To wyrachowana kobieta, która chce mieć z Tobą kontakt, bo jest jej źle. Bo Cie skrzywdziła i to wiele razy. A co jest najlepsze? Ona chyba w ogóle nie poczuwa się do winy. Dopisuje do tego wszystkiego jakieś marne ideologie. Że niby nie potrafi inaczej. I co? Fajnie Cie zrobiła. Wyszło na to, że to Ty masz wybierać. Albo ją akceptujesz z tą jej "naturą", albo nie. Bo ona już taka jest i musisz się z tym pogodzić. Gdzie jest Twoja wina w tym wszystkim? Powiem Ci! Zaufałeś jej, bo myślałeś, że możesz. Bo ludzi ocenia się po sobie. Bo dla Ciebie ona była ważna i ją kochałeś. Skąd miało Ci przyjść do głowy, że ona widzi to inaczej... To coś złego? Że potrzebujemy kogoś, kto jest blisko nas i komu ufamy? Nie! To normalne i naturalne i nie uważam, że powinieneś się obwiniać. Zrobiła co zrobiła, a Ty dałeś jej szansę. Uwierzyłeś że się zmieni. Wszyscy tak robimy. Ufamy. Wierzymy, że ludzie są dobrzy i warto im zaufać. Czasem źle trafiamy, ale to nie znaczy, że mamy być uprzedzeni do wszystkich. To nie znaczy, że to my popełniamy błąd. Nie Ty masz się wstydzić tego, że zaufałeś. Innej kobiecie do głowy by nie przyszło, żeby postępować w ten sposób. Przeczytaj inne tematy tutaj. Wiele jest osób, które zaufały, które wybaczyły i dały kolejną szansę. Niestety... (tu kłaniają się "moje ulubione" statystyki) w większości przypadków okazuje się, że to błąd, bo ludzie nie zmieniają się na lepsze. Na szczęście na błędach się uczymy! Proszę więc, abyś już więcej tego błędu nie popełniał i nie dawał jej kolejnej szansy. Nie zasługuje na to. Było Wam dobrze razem, ale się skończyło. ONA wybrała inną drogę. A Ciebie i drugiego na boku mieć nie może. I tu możesz być z siebie dumny, bo nie pozwoliłeś na to, żeby Ci doprawiała rogi. Koniec. Jesteś konkretny i stanowczy. Decyzja zapadła i już nie chcesz jej znać po tym wszystkim. Z każdym dniem będzie lepiej. Tylko musisz odpowiednio kierować swoje myśli. Zrozumieć, że ona Cie krzywdziła i teraz się uwolniłeś. Wreszcie możesz zacząć żyć.

Gdyby naprawdę zależało jej na Tobie, to dałaby Ci spokój po tym, co Ci zrobiła (skoro już nie potrafiła się wtedy powstrzymać). Chociaż uważam, że jeśli nam na kimś zależy, to nie powinniśmy działać pochopnie. Wiem, czasem ranimy te osoby nieświadomie... Ale przepraszam Cię, zdrada? Nawet jeśli w związku się nie układa, to trzeba rozmawiać, a nie poszukiwać rozrywki u innego faceta. Nawet jeśli jest chemia, to nadal mamy rozum i wiemy co robimy. Przestań o niej myśleć, jak o kobiecie, która się w coś przez przypadek wpakowała, albo ją ktoś namówił. Sama tego chciała i zrozum to

Dzięki za ten fragment. Daje do myślenia i trochę robi mi porządek w głowie. Z tym jej poczuwaniem się do winy, to jest tak, że ona się poczuwa, tylko przeważnie ma komplet wymówek "a bo nie umiałam inaczej", "a bo chciałam dobrze, ale nie wyszło", "a bo starałam się jak mogłam", "a bo emocje", "a bo cokolwiek" - rozumiem, że są zawsze jakieś okoliczności i nikt raczej nie jest 'zły' z natury, czy nikt nie popełnia błędów celowo, ale ona miała taki sposób na niebranie odpowiedzialności za swoje działania poprzez te wymówki. Z resztą, nie ma co wchodzić w jej psychikę, bo analizowanie jej nic mi już nie da.
No i z tym zaufaniem mam problem. Trochę się obawiam, że będzie we mnie blizna w tej kwestii i w przyszłości mogę mieć problemy z zaufaniem. Sam jestem ciekawy jaki będzie efekt, bo teraz ciężko mi ocenić. Mam świadomość, że trzeba ufać i że nie można teraz być uprzedzonym na wszystkich, ale budzą się we mnie teraz takie impulsywne myśli, że to zaufanie to był błąd i że nauczką powinno być, aby więcej nie ufać, żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu. Będę musiał się wgłębić w ten temat, bo szkoda byłoby mieć tutaj coś niepoukładane. Mam nadzieję, że jak poznam następną dziewczynę, to z automatu wróci do normy kwestia zaufania.

koni napisał/a:

Możesz sobie zaufać. Postąpiłeś dobrze. Cały czas dobrze postępujesz. Świadomie podejmujesz decyzje i tego się trzymasz. Czy źle osądziłeś? Nie, po prostu kochałeś. Wtedy zawsze idealizujemy obiekt naszych westchnień.. Nie widzę powodu, dla którego masz wątpić w siebie. Zaufałeś.

Na wszystko potrzebny jest czas. Nie przetrawisz tego w kilka tygodni. To proces długotrwały. Pilnuj swojej głowy.. Łatwo można ją stracić... Ty jeszcze jej nie straciłeś do końca. Widać to po Twoich wypowiedziach. Albo ją straciłeś wcześniej, a teraz już odzyskujesz. smile Mam wrażenie, że sama też wiem jak to jest stracić głowę... Moja jest już na miejscu i Twoją też widzę. smile Rozumiesz, co się z Tobą dzieje, widzisz swoje słabości i potrafisz mówić o emocjach. Piszesz o tym i usiłujesz zrozumieć. To niestety ratunek i pułapka jednocześnie... smile

No muszę przyznać, że czas powoli robi swoje. Gdzieś tam kurz opada, emocje przechodzą, chaos w głowie jeszcze jest dosyć mocny, ale zdecydowanie słabszy niż wcześniej. To miłe widzieć, że jednak tendencja jest 'ku lepszemu', to daje nadzieję, że jak wyczołgam się z tego dołka, to może za którymś wzgórzem znajdzie się też ta moja głowa.

koni napisał/a:

Super,że masz takie plany na weekend i nawet nie próbuj się z tego wymiksować. Koniecznie idziesz i dobrze się bawisz! Ciekawe, czy znowu usłyszysz jakieś wyznanie miłosne od jakiejś koleżanki.. wink

Można powiedzieć, że wyprorokowałaś, bo pewne 'wyznanie' miłosne było wink

koni napisał/a:

I mam dla Ciebie zadanie do wykonania! Masz wypić moje zdrowie, bo w czwartek były moje imieniny i sama jakoś nie miałam okazji na mały toast. Potem mi napisz, czym go wznosiłeś wink.
A tak na serio, to trzymam kciuki, żeby udało Ci się za dużo nie myśleć. smile

Zdrowie wypite, masz więc jak w banku dobre samopoczucie, bo nie byle-czym wzniesione, tylko dobrą tequilą! smile

koni napisał/a:

PS: U nas dziś pogoda w kratkę. Trochę padało, a potem było słońce. Ale i tak jeszcze chłodno. Może jutro (dziś za dnia) będzie lepiej. Oczywiście niewiele popracowałam. Za to troszkę poczytałam książkę. Zaczęłam już jakiś czas temu i ciągle coś, a że wymaga trochę skupienia, to nie każdy moment nada się na czytanie. wink "Anioły jedzą trzy razy dziennie". Czytałeś? Już w zeszłym roku chciałam przeczytać, ale jakoś na nią nie trafiłam. Aż tu nagle leży sobie na półce w Auchan wink. No i stałam się szczęśliwą posiadaczką. smile

To już nie truje tu o pierdołach.. tongue. Czekam na jakieś wieści od Ciebie. To do poczytania. smile

A ja teraz siedzę nad robotą i będę zarywał nockę, bo oczywiście nie za dużo porobiłem w ciągu weekendu. Cała energia poszła na 'aferę mailową' i na imprezy, to teraz trzeba pokutować. Nie jest lekko, bo muszę przyznać, że mi myśli uciekają i się skupić nie mogę, więc będzie dłuuuuuga noc.
Tej książki nie znam, ale za to zamówiłem 'Anatomię miłości' i dodatkowo, skoro już pocztą ślą, to do paczki dołożyłem 'Niewierne żony. O kobietach, które odważyły się zdradzić - Frances Cohen Praver' - może się dowiem czegoś ciekawego. smile
W przyszłym tygodniu będę miał do poczytania smile (chociaż ostatnio jakoś tak mało czasu na czytanie, a zapowiada się, że będzie jeszcze mniej. No i zbierają mi się zaległości filmowe!)
Trzymaj się ... Kasiu? smile

No i na koniec taka mała obserwacja: muszę przyznać, że pisanie mnie mocno uspokaja!

55 Ostatnio edytowany przez koni (2015-05-05 21:37:59)

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Witam kolege wink
Nawet nie wiesz, jak ucieszyl mnie Twoj post. smile
Po pierwsze: skorzystales z mojej rady. smile Czyli na cos sie przydalam z moimi wywodami wink. Mam nadzieje, ze to Ci pomoze i da efekty.
Po drugie: łikend wink byl udany i nawet przyjaciel zauwazyl, ze juz troche lepiej. smile
Co do kolejnego "wyznania milosnego" wink, to nie bylo prorokowanie, tylko Ty... Moze wreszcie uwierzysz w siebie i to, ze mozesz przyciagac kobiety... jesli tego zechcesz smile.
Dzieki za ten toast! smile Widze, ze mozna na Ciebie liczyc wink.
Jestem ciekawa jak tam ksiazki beda Ci sie podobaly. Ja moja juz przeczytalam i chwilowo przerzucam sie na kryminal. Dosyc tej psychologii, moze uda mi sie nie myslec przy kryminale wink.
Pewnie, ze pisanie pomaga. Wyrzucasz wszystko z siebie, poznajesz opinie innych osob, ktore patrza obiektywnie na sytuacje. No i mozesz trafic na kogos, kto mysli tak jak Ty. Bo w gruncie rzeczy, chyba nikt nie chce byc wyjatkowy, tylko zrozumiany. Czyz nie mam racji? wink

Ptak bez głowy napisał/a:

Trzymaj się..

smile
PS: No i pewnie juz sie zaniepokoiles, ze nic nie napisalam tongue.

56

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

Witam kolege wink
Nawet nie wiesz, jak ucieszyl mnie Twoj post. smile
Po pierwsze: skorzystales z mojej rady. smile Czyli na cos sie przydalam z moimi wywodami wink. Mam nadzieje, ze to Ci pomoze i da efekty.
Po drugie: łikend wink byl udany i nawet przyjaciel zauwazyl, ze juz troche lepiej. smile
Co do kolejnego "wyznania milosnego" wink, to nie bylo prorokowanie, tylko Ty... Moze wreszcie uwierzysz w siebie i to, ze mozesz przyciagac kobiety... jesli tego zechcesz smile.
Dzieki za ten toast! smile Widze, ze mozna na Ciebie liczyc wink.
Jestem ciekawa jak tam ksiazki beda Ci sie podobaly. Ja moja juz przeczytalam i chwilowo przerzucam sie na kryminal. Dosyc tej psychologii, moze uda mi sie nie myslec przy kryminale wink.
Pewnie, ze pisanie pomaga. Wyrzucasz wszystko z siebie, poznajesz opinie innych osob, ktore patrza obiektywnie na sytuacje. No i mozesz trafic na kogos, kto mysli tak jak Ty. Bo w gruncie rzeczy, chyba nikt nie chce byc wyjatkowy, tylko zrozumiany. Czyz nie mam racji? wink

Ptak bez głowy napisał/a:

Trzymaj się..

smile
PS: No i pewnie juz sie zaniepokoiles, ze nic nie napisalam tongue.

No już myślałem, że się obraziłaś, czy coś. Albo że zła rasa kosmitów, powstałych na skutek krzyżówki krowy z łopatą porwała Cię i przeprowadzają niebezpieczne eksperymenty. Już miałem odpalać pojazd i lecieć na ratunek, ale jak już założyłem skafander, okazało się, że jednak coś napisałaś, więc odwołałem alarm smile
No i nie powiedziałaś, czy dobrze strzeliłem z imieniem? tongue (prawdopodobieństwo miałem 0,5 smile )

Muszę przyznać, że całkiem sprawnie Ci idzie wchłanianie tych książek, kiedy Ty na nie czas znajdujesz? smile
Ja ciągle walczę z dobrą organizacją czasu pracowego, bo ranki ciągle mam głowę 'zajętą' przez emocje i tęsknoty. Dopiero jak mi przejdą, to mogę się skutecznie wziąć za pracę, więc w efekcie siedzę do późna i nie mam czasu na nic innego. Można powiedzieć, że moje główne zajęcia to teraz: rozstanie i praca (nie liczę jakichś małych zajęć wynikających z prokrastynacji smile ).
No i mój zestaw lektur jeszcze nie doszedł, więc ciągle czekam cierpliwie.
Zastanawiam się jak ktoś mnie odwiedzi, i zobaczy na półce jako dominujące pozycje psychologiczne dotyczące, związków-rozstań-zdrad-miłości to co sobie pomyśli. Może ja popadam w jakąś intelektualną obsesję? smile Będę musiał maskować swoją biblioteczkę, albo sprawić sobie kindla i kupować ebooki, to przynajmniej nie będzie widać, co czytam.
Ostatnio próbowałem siąść do rozpoczętej przeze mnie przed rozstaniem książki 'Metro 2034', ale miałem uczucie, że czytanie fabularnej to jakaś dziwna, niestymulująca strata czasu.

Weekendowy towarzyski sukces mnie dosyć zmotywował i przyjaciel mnie namówił, żebym założył konto na badoo i może zaczął powoli się rozglądać za kimś (tłumaczył, że pierwsze randki i tak zajmują kupę czasu i zanim znajdzie się kogoś względnie odpowiedniego, to do tego czasu już zdążę się ogarnąć. Dodatkowo poznanie innych kobiet może przyspieszyć proces akceptacji - jeśli na własne oczy zobaczę, że 'tego kwiatu jest pół światu'). Więc zachęcony przez niego założyłem to konto, wypełniłem, wstawiłem zdjęcia i zacząłem przeglądać profile dziewczyn. I w tym momencie stwierdziłem, że ni cholery nie jestem gotowy, żeby szukać zastępstwa. Myśl o tym, że miałbym teraz randkować z kimś innym jakoś mnie przerażała. Przecież to byłby ... ktoś inny! To byłoby jak zdrada! Zdumiewające jest to przywiązanie i fakt, że umysł sam sobie stawia dziwne, nierealne ograniczenia. Zastanawiam się, czy działać pod prąd i po prostu zrobić jakiś krok, czy dać sobie czasu i czekać, aż samo przejdzie.

Tak czy siak, całe to myślenie o tych randkach dało mi troszkę w kość i spowodowało dużą dawkę wspomnień. I to tych najgorszych, bo najlepszych. Zauważyłem, że teraz właśnie mój umysł zaczyna wszystko racjonalizować, złe wspomnienia powoli stają się coraz bardziej mgliste, a coraz częściej wracają te dobre. Trochę się tego boję, bo to powoduje we mnie totalny mętlik. Dalej jest we mnie dużo złości i nie przeszkadza mi to, bo motywuje do izolowania się i negowaniu chęci kontaktu. Czuję, że ta złość powoli się zmniejsza i coraz bardziej nachodzą mnie tęsknoty, zaczynam nawet fantazjować o powrocie - co już totalnie mnie przeraziło. Ciągle muszę wykonywać tę ciężką syzyfową pracę, żeby przypominać sobie, że przecież wcale nie chcę jej z powrotem, że przecież mnie zraniła i w ogóle, a teraz z tą malejącą złością ta praca robi się coraz trudniejsza.
Do tego mieszkanie samemu też daje mi trochę w kość. Brakuje mi kogoś, do kogo mógłbym zamienić słowo - ot tak, spontanicznie, skomentować coś, zaśmiać się z sytuacji z radia, przeklnąć na problem w pracy, skomentować pogodę. Człowiek nie doceniał kiedyś dobrodziejstwa tego, że ciągle jest ktoś pod ręką. Przecież nie będę męczył i wydzwaniał do przyjaciół z każdą pierdołą. Ciekawi mnie czy taka chęć minikontaktów przejdzie sama z siebie, po prostu głowa przyzwyczai się i przestanie o to zabiegać. Czy może zacznę gadać sam do siebie?

No i powoli przychodzi czas na rozliczanie samego siebie. Emocje dzień po dniu opadają, a w końcu muszę też zacząć patrzeć na swoje błędy, które doprowadziły do rozpadu tego związku. Z jakiegoś powodu w końcu szukała atrakcji poza związkiem. Wcześniej to robiłem, ale te myśli tylko jeszcze bardziej wbijały mnie w ziemię, z resztą to nie było obiektywne myślenie, tylko próba wzięcia na siebie odpowiedzialności, żeby ratować jej wizerunek w swojej głowie i aby nie czuć dysonansu. Teraz powoli siły mi wracają i nawet wskaźnik samooceny ma drobne podrygi ku górze, więc myślenie o własnych błędach przestaje być dla mnie tak obciążające. A było tych błędów po obu stronach ... to jednak prawda, że wina zawsze leży po środku. No ale to powoli, nie chcę znów popełnić tego samego błędu i przyspieszać niepotrzebnie czegoś, co wymaga czasu.

57

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Nie polecam badoo jeżeli chcesz znaleść kogoś odpowiedniego:)

58

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
niezgodna napisał/a:

Nie polecam badoo jeżeli chcesz znaleść kogoś odpowiedniego:)

Przyjaciel mi polecał, bo jest w związku od 2 lat z osobą poznaną na badoo smile
A czemu nie polecasz?


A tak poza tym, to szturchnąłem kijem temat rozliczania samego siebie i niestety posypała się lawina. Od jednej myśli do drugiej, wbiłem sam siebie w ziemię biorąc na siebie odpowiedzialność za cały świat i będąc winnym wszelkiego zła na świecie. Nice try mister. Zbieram się z podłogi, strzepuję kurz i próbuję udawać, że wcale nic się nie działo, a ja nic nie próbowałem. Jak to się mówi: nie ma letko.

59

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

No wiesz, kosmici moze i by chcieli przeprowadzac niebezpieczne eksperymenty na biednej i bezbronnej ziemskiej istocie, ale na pewno wiedza, ze mam zdolnosc wifi-kontaktowania sie z takim jednym ..., ktory jest gotow wlozyc skafander i wyruszyc mi na ratunek! wink

A czy trafiles.. ? Myslalam, ze jasno sie wyrazilam piszac (cytuje) " smile " . tongue Ale zapowiadali burze... wiec to pewnie zaklocilo nasza komunikacje wink.

Zaczelam znow chodzic na fitnes i jestem pelna energii, mimo ze jednoczesnie calkiem wykonczona fizycznie. Ale to przyjemne uczucie smile.
Ksiazki czytam wieczorami i wcale mi tak szybko nie szlo ostatnio. Zbyt duzo roznych innych mysli zaprzatalo mi glowe. Zbyt duzo psychologii i analityczne podejscia do zycia na dluzsza mete jest niszczace. Nie wydobedziesz sie z dolka, jesli sam bedziesz sie w niego systematycznie wprowadzal ( wybierajac wlasnie tego typu lektury). Znow zaczniesz analizowac od nowa i rozbudzac ( uspione juz) emocje. Nie polecam. Jesli odzyskujesz spokoj psychiczny, to przeczytaj cos lekkego. Zacznij od tej "Anatomii..". Troche w temacie i przyjemnie sie czyta. smile A fabularne... no coz, wydaja sie zbyt prymitywne i proste dla tak analitycznego umyslu. Przynajmniej na ten moment. Musisz wylaczyc myslenie.. wink. Mi sie udalo, moze dlatego ze blondynki nie musza w to wkladac zbyt duzo wysilku wink.

Portal randkowy? Ciekawe posuniecie. Teraz to juz na serio poplynales... Ale moze tak trzeba.. Nie wiem. Na pewno przyda Ci sie rozrywka i poznanie nowej osoby. Ale to rzeczywiscie tak, jak mowisz: szukanie na sile, zeby zaleczyc rany. Ten Twoj plasterek. Moze nie szukaj sam, tylko poczekaj az jakas dziewczyna sama sie odezwie. Nie wiem, nie korzystalam z tego i trudno mi oceniac. Masz byc szczesliwy smile. Powoli, nic na sile. Nie potrzebujesz na sile szukac dziewczyny. W odpowiednim momencie znajdzie sie sama. Moze nawet przez przypadek. Tak mi sie wydaje. smile

I juz tam tyle nie rozmyslaj w tej robocie, bo bedziesz musial myslec nad CV i listem motywacyjnym. wink A ja wybieram sie latem do Wawy wiec masz mi opracowac plan zwiedzania. tongue ( Moze trzeba do Ciebie podchodzic zadaniowo? wink ) Wstyd sie przyznac, ale w stolicy bylam jedynie .. w Zlotych Tarasach..  To moge powiedziec, ze juz cos zwiedzilam wink.

Na dzis tyle. Poczekam i popatrze... co tam napiszesz. Chyba ze sie obraziles? wink
pozdrawiam smile

60

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
Ptak bez głowy napisał/a:
niezgodna napisał/a:

Nie polecam badoo jeżeli chcesz znaleść kogoś odpowiedniego:)

Przyjaciel mi polecał, bo jest w związku od 2 lat z osobą poznaną na badoo smile
A czemu nie polecasz?


A tak poza tym, to szturchnąłem kijem temat rozliczania samego siebie i niestety posypała się lawina. Od jednej myśli do drugiej, wbiłem sam siebie w ziemię biorąc na siebie odpowiedzialność za cały świat i będąc winnym wszelkiego zła na świecie. Nice try mister. Zbieram się z podłogi, strzepuję kurz i próbuję udawać, że wcale nic się nie działo, a ja nic nie próbowałem. Jak to się mówi: nie ma letko.

Kiedyś tez próbowałam szukac kogoś na badoo ale znalazłam samych buraków , którzy jak tylko zobaczyli moje zdjecie zaraz posypały sie propozycje łóżkowe choc wcale nie jestem wcale taka ładna więc tez mniemam , że byli ślepi:D Historia twojego kumpla , który znalazł dziewczyne na badoo jest przypadkiej chyba 1 na 100000000:) Ja bym na Twoim miejscu nikogo nie szukała, od jakiegoś czasu czytam twój wątek i sądze , że nie jesteś na to gotów , a spotykać się z kimś bo kumpel ci proponuje tez bez sensu, ale jak już serio musisz to polecam ci portale bardziej ambitne . Z tego co przeczytalam nie mas zjuż 18 lat więc badoo już nie powinno wchodzić w grę , nie wiem sypatia może albo edarling  lub tinder , ale to tez nie wiesz na kogo trafisz.
Daj sobie czas a tak jak piszę koni sama się znajdzie jakaś kobieta godna Twoich uczuć i zaangażowania. Pozdrawiam
P.S Ja też się wybieram za 3 tyg do Warszawy więc jak juz będziesz pisał plan zwiedzania dla koni ja też poprosze:)

61

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
niezgodna napisał/a:

P.S Ja też się wybieram za 3 tyg do Warszawy więc jak juz będziesz pisał plan zwiedzania dla koni ja też poprosze:)

Za 3 tygodnie ja też będę w Warszawie. To może jakiś zlot?:)

62

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

He he ja jestem za:)

63

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

big_smile no prosze! wink
Kolega widzi, jakie Kolega wzbudzil zainteresowanie.. ta Warszawa? wink

A ja bede pozniej niz za 3 tygodnie... sad To zamawiam Kolege na pozniejszy termin. tongue Chyba sie jakos dogadamy i znajdziesz czas i pomysly na zwiedzanie dla wszystkich, prawda? tongue

Mialam siedziec cicho, ale nie moglam sie powstrzymac.. wink.
Pozdrawiam wink

64

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.
koni napisał/a:

No wiesz, kosmici moze i by chcieli przeprowadzac niebezpieczne eksperymenty na biednej i bezbronnej ziemskiej istocie, ale na pewno wiedza, ze mam zdolnosc wifi-kontaktowania sie z takim jednym ..., ktory jest gotow wlozyc skafander i wyruszyc mi na ratunek! wink

A czy trafiles.. ? Myslalam, ze jasno sie wyrazilam piszac (cytuje) " smile " . tongue Ale zapowiadali burze... wiec to pewnie zaklocilo nasza komunikacje wink.

<Stuka się ręką w czoło> No cholera trybiki mi nie zatrybiły. Zmylił mnie ten wielokropek w cytacie. No i ta burza - to musiała być ona! Nie ma innego wyjaśnienia wink

koni napisał/a:

Zaczelam znow chodzic na fitnes i jestem pelna energii, mimo ze jednoczesnie calkiem wykonczona fizycznie. Ale to przyjemne uczucie smile.

A ja się pochwalę, bo też dzisiaj się zapisałem na treningi. Muszę przyznać, że kondycję mam fatalną po tych paru miesiącach dołka. No ale można do tego podejść z optymizmem i będzie lepsza motywacja - progres będzie bardziej odczuwalny na początku, więc motywacja będzie lepsza.
No i dorobiłem się ładnego fioletu pod okiem - całkiem nieźle jak na pierwszy trening. smile

koni napisał/a:

Ksiazki czytam wieczorami i wcale mi tak szybko nie szlo ostatnio. Zbyt duzo roznych innych mysli zaprzatalo mi glowe. Zbyt duzo psychologii i analityczne podejscia do zycia na dluzsza mete jest niszczace. Nie wydobedziesz sie z dolka, jesli sam bedziesz sie w niego systematycznie wprowadzal ( wybierajac wlasnie tego typu lektury). Znow zaczniesz analizowac od nowa i rozbudzac ( uspione juz) emocje. Nie polecam. Jesli odzyskujesz spokoj psychiczny, to przeczytaj cos lekkego. Zacznij od tej "Anatomii..". Troche w temacie i przyjemnie sie czyta. smile A fabularne... no coz, wydaja sie zbyt prymitywne i proste dla tak analitycznego umyslu. Przynajmniej na ten moment. Musisz wylaczyc myslenie.. wink. Mi sie udalo, moze dlatego ze blondynki nie musza w to wkladac zbyt duzo wysilku wink.

Z moim zestawem książkowym coś nie gra, w poniedziałek wysłali, a jeszcze nie przyszło. Jutro trzeba będzie interweniować, bo weekend się zbliża i przyda się coś, bo zapowiada się, że będę miał parę chwil na czytanie. Jak jeszcze pogoda dopisze to sobie wyskoczę do parku. Aż mi się hamak zamarzył! Albo żeby wejść na drzewo i na konarze się rozłożyć. smile
A z tym wyłączeniem myślenia to dziwne, bo ja jestem łysy i też powinienem mieć umiejętność niemyślenia 'w naturze' wink Coś tu się nie zgadza. Biologia mnie oszukała smile

koni napisał/a:

Portal randkowy? Ciekawe posuniecie. Teraz to juz na serio poplynales... Ale moze tak trzeba.. Nie wiem. Na pewno przyda Ci sie rozrywka i poznanie nowej osoby. Ale to rzeczywiscie tak, jak mowisz: szukanie na sile, zeby zaleczyc rany. Ten Twoj plasterek. Moze nie szukaj sam, tylko poczekaj az jakas dziewczyna sama sie odezwie. Nie wiem, nie korzystalam z tego i trudno mi oceniac. Masz byc szczesliwy smile. Powoli, nic na sile. Nie potrzebujesz na sile szukac dziewczyny. W odpowiednim momencie znajdzie sie sama. Moze nawet przez przypadek. Tak mi sie wydaje. smile

No też tak uważam, że popłynąłem. Po prostu dałem się namówić i na fali przypływu pozytywnych emocji po weekendzie uznałem: a czemu nie. Ale jak już do tego się zabrałem, to całym sobą poczułem, że to nie jest ani dobry pomysł, ani dobry timing, ani dobry sposób (aczkolwiek jestem typem człowieka co lubi wszystkiego próbować, nawet czasem na przekór i wbrew dobrym radom - taki specyficzny typ, więc w sumie nie nastawiam się sceptycznie do portali randkowych i może kiedyś rzeczywiście spróbuję, przynajmniej raz, żeby mieć swoją opinię).

koni napisał/a:

I juz tam tyle nie rozmyslaj w tej robocie, bo bedziesz musial myslec nad CV i listem motywacyjnym. wink

Dziś miałem całkiem efektywny dzień. I tęsknoty były nadzwyczaj lekkie! Może jeszcze tak łatwo mnie nie spuszczą smile

koni napisał/a:

A ja wybieram sie latem do Wawy wiec masz mi opracowac plan zwiedzania. tongue ( Moze trzeba do Ciebie podchodzic zadaniowo? wink ) Wstyd sie przyznac, ale w stolicy bylam jedynie .. w Zlotych Tarasach..  To moge powiedziec, ze juz cos zwiedzilam wink.

Oj tam tylko Złote Tarasy, pewnie widziałaś też Dworzec Centralny i z daleka Pałac Kultury - więc można powiedzieć, że główne highlighty już znasz smile
Poza tym w Złotych mieli kiedyś ekstra lody pistacjowe, więc to ważne miejsce smile

niezgodna napisał/a:

P.S Ja też się wybieram za 3 tyg do Warszawy więc jak juz będziesz pisał plan zwiedzania dla koni ja też poprosze:)

Krejzolka82 napisał/a:

Za 3 tygodnie ja też będę w Warszawie. To może jakiś zlot?smile

No to zapraszam, chętnie oprowadzę!
Co prawda nie wiem co będę jeszcze robił za 3 tygodnie, ale jak tylko będę, to oferuję swoje usługi przewodnikowe - tylko ostrzegam, zwrotów i reklamacji nie przyjmuję! smile

koni napisał/a:

big_smile no prosze! wink
Kolega widzi, jakie Kolega wzbudzil zainteresowanie.. ta Warszawa? wink

A ja bede pozniej niz za 3 tygodnie... sad To zamawiam Kolege na pozniejszy termin. tongue Chyba sie jakos dogadamy i znajdziesz czas i pomysly na zwiedzanie dla wszystkich, prawda? tongue

Mialam siedziec cicho, ale nie moglam sie powstrzymac.. wink.
Pozdrawiam wink

Pomysły to moje drugie imię! W Warszawie przecież jest cała masa ciekawych rzeczy, które jeszcze możesz zobaczyć: Arkadia, Blue city, CH Targówek, Wola Park, Galeria Mokotów. Dobieram rozrywki analizując profil Twoich dotychczasowych zwiedzonych miejsc tongue

Dzisiaj bez zamulania. Chyba jeszcze jestem pod wpływem endorfin z treningu.
Pozdrawiam smile

65

Odp: Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Tak na szybko: "Dobieram rozrywki.." ! o Ty paskudo jedna... tongue Pozniej sie z Toba policze... tongue

Posty [ 1 do 65 z 224 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia 9 letniego związku, zdrady i rozstania.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024