Czuję się jak sinusoida... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czuję się jak sinusoida...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 52 ]

Temat: Czuję się jak sinusoida...

W kilku zdaniach opisałam moją historię wcześniej w jednym z wątków ( Fluoxetyna...Kochana mamy wiele wspólnego). Moja historia to raczej osobista tragikomedia. Byliśmy razem 6 lat , 5 lat mieszkaliśmy razem. Wspólny dom, pies , kot. Nie mieliśmy ślubu. Oboje w okolicach trzydziestki. Raz było lepiej , raz gorzej. On czasem wybuchowy, szybko się denerwował, inteligentny, pewny siebie. Ja raczej spokojna,ale mam swój temperament. Dobrze nam się powodziło.Czułam się bezpieczna i kochana. Zawsze powtarzał wszystkim ,że dla niego liczę się tylko ja. Po kłótni nie potrafiliśmy wytrzymać w ciszy dłużej niż 30 min. Przeszliśmy śmierć jego bliskich , moją chorobę. W przyszłym roku planowaliśmy dziecko , budowę nowego domu. Lipiec ubiegłego roku, zaczynamy razem pracować ( on mnie bardzo namawia ,żebym spróbowała w jego firmie ). Odchodzę po 7 latach z poprzedniej pracy i zaczynam pracę z nim ( inne firmy , ale ten sam budynek). Wrzesień... wracamy z urlopu , mijają dwa tygodnie. Oglądamy działki. On mi mówi w luźnej rozmowie, że jesteśmy ze sobą już tyle czasu i ze mną czuje się tak swobodnie, że nie wyobraża sobie jakby teraz miał być sam i poznawać nową kobietę , zaczynać od nowa. Opowiada mojej rodzinie jakie ma plany wobec mnie, że dorósł do małżeństwa, że takie sytuacje warto celebrować. Mamy być fajną rodziną.W weekend on wybiera się na pewną tematyczną imprezę ( ja też miałam tam być, ale przygotowywałam się do obrony). W poniedziałek nie chce już mnie pocałować, chcę się do niego przytulić, mówi , że nie ma ochoty. Płaczę, on przychodzi do mnie i przeprasza, tłumaczy się, że źle się czuje. Ja mu wierzę i nic nie podejrzewam. W czwartek wraca z firmy ( ja czekam z kolacją). Mówi , że musimy się rozstać. I tu zaczyna się mój koszmar. Nic jeszcze nie rozumiem. Czuję się jakbym dostała młotkiem w głowę. Nie potrafię racjonalnie myśleć. Wpadam w taki atak płaczu, że nie potrafię złapać oddechu. On mi coś bredzi , że mnie kocha , ale nie jak kobietę, że nie jestem dla niego autorytetem, towarzyszem do rozmowy, że już go nie pociągam. Przez łzy krzyczę, że pewnie jest ktoś inny. On zaprzecza oczywiście. Ja głupia wierzę, bo przecież każdy tylko nie on. W sobotę się wyprowadza. Ja umieram. Czuję się jak śmieć, bo przecież jestem taka beznadziejna i on musiał odejść. Nie śpię , nie jem , nie wiem co się dzieje. Nie dociera do mnie , że go nie ma. Chyba byłam o krok od ciężkiej depresji. On przyjeżdża po rzeczy i mówi , że chyba źle zrobił, ale jak powiedział A to musi powiedzieć B i w ogóle jakby to miało teraz wyglądać. Ja mówię , żeby to przemyślał , że nie będę go prosić o nic , ale niech wie , że go kocham. Za tydzień dowiaduję się, że znajomi widzieli go w parku z inną , spacerowali za ręce. Nie będę opisywać co się ze mną dzieje. Wpadam w taki szał, że mam ochotę go udusić przez telefon. Dzwonię i krzyczę jak mógł mi to zrobić, że ludzie się rozstają , nie my pierwsi i nie ostatni, ale po cholerę do samego końca mydlił mi oczy wspólnymi planami. Ona wrzuca ich wspólne zdjęcia z łóżka , opisuje, że to miłość itd. W pracy on nie chce spojrzeć mi w oczy. W środku mnie skręca , ale traktuję go jak powietrze. Mija miesiąc on kupuje mieszkanie 10 min. drogi ode mnie , razem się tam wprowadzają. Każda nowa wiadomość to nowy cios. Minęło już prawie pół roku ... Staram się w sobie odnaleźć tą siłę i walczę o każdy następny dzień. Powiedziałam , że się nie dam. Poznałam nowe osoby, biegam, pływam , jeżdżę na desce, dużo czytam, żeby nie myśleć. Okres tej największej żałoby mam już za sobą. Czasem jeszcze jakaś łza poleci, a płakałam każdej nocy w poduszkę przez 4 miesiące. Moja twarz wyglądała jak papier ścierny. Jak zobaczyłam siebie w lustrze, to powiedziałam dosyć. Raz jest ok. , a później znowu troszkę gorzej. Tęsknię, bo to stało się tak nagle. Boję się rozpoczynania tego wszystkiego od początku.Taka sinusoida. Czy jeszcze ułożę sobie życie.  Długo się zastanawiałam , czy to opisywać. Bo historia jest na tyle specyficzna i ktoś mnie rozpozna tutaj. Stwierdziłam jednak , że jak mi źle to będę pisać. Zastanawiam się czy on to wcześniej planował czy to była decyzja podjęta pod wpływem chwili ... Gdyby mi ktoś pół roku temu powiedział , że tak dzisiaj będzie wyglądało moje życie ... to bym się szczerze roześmiała. Teraz już wiem , że nic nie jest nam dane na zawsze... minęło pół roku i nadal żyję :-)

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak ogromnie Ci kibicuję. Walcz o siebie!!!

3

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Ojej, strasznie współczuję. Co za burak z niego. sad Domyślam się co czujesz i jak bardzo Cię bolała świadomość że Ty tak cierpisz, a on jest szczęśliwie zakochany i to tak szybko. I że tak się myliłaś co do niego.
Ze wszystkiego człowiek jest w stanie się podnieść. Zobaczysz, że spotkasz jeszcze swojego Pana Właściwego. Nie pozwól tylko by ten były związek spowodował że na zawsze pozostaniesz nieufna co do facetów. Bo nie wszyscy są tacy.

4

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Mnie najbardziej teraz męczy pytanie czy to kiedyś w ogóle było prawdziwe.A może juz dawno uczucie zmieniło się w przyzwyczajenie i rozglądał się za inną.Wiem,że ją poznał już w 2013,w wakacje na tym pieprzonym wyjeżdzie.mówił mi o niej,tak mimochodem.Przeciez to chore jakieś.Bardzo podobne te nasze historie,u mnie tez pierwszy młotek w łeb był po jego imprezie w pracy(na pewno?)gdy mi oświadczył,że coś w nim pękło.Z tym,że przeciągnął mnie jeszcze tydzień.Tydzień mojego proszenia,nadskakiwania,sprzątania,błagania o rozmowę , nie wiedziałam o co chodzi,ale podał mi na początku takie powody,że pierwszą reakcją było,że wszystko popsułam,natychmiast sie poprawię.Ze sto razy zapytałam DLACZEGO??
czy tak trudno było powiedziec prawdę,lepiej kogoś tak upokorzyć?On się zaśmiał gdy powiedziałam,że zostawia ostatnią osobę na świecie,która go kocha.Śmiał się.
Były jeszcze inne słowa,ale to juz przesada,nie napiszę tego tutaj.
No i teraz nie wiem,kochana,jak to jest.zaburzenie osobowości?Pieprzył jak najęty bo jest tchórzem i chciał po prostu zebym jak najszybciej się wyniosła?A może to zawsze była manipulacja?Nie wiem czy mam próbować się dowiedzieć.
Już pierdolca dostaję,nic nie wiem.Namawiał mnie latem nawet żebym zrobiła sobie przerwę w pracy.Zebym kupiła droższy samochód.Zostałabym teraz bez pracy i oszczędności.O co chodzi??
Tak bardzo trzymam za Ciebie kciuki,dodawałaś mi sił gdy się dowiedziałam prawdy,w sumie tak niedawno.Każdy dzień zaczynam od wmawiania sobie,że dam radę,staram się robić nowe rzeczy,usmiechać do ludzi.Biegam jak szalona,pracuję jak nienormalna,mam miliardy pomysłów ale nie wiem co wybrać.Miotam się ale próbuję znależć ta siłę,jak radziłaś.Wariuję.Nie rozmawiam o tym praktycznie z nikim,już dość sie nasłuchali,nie chcę sobie krzywdy robić i zniechęcić ludzi do siebie.Czasem,w przypływie optymizmu sobie myślę,że dlaczego ma mi się nie udać?czy coś mi dolega?czy jestem gorsza,nie zasługuję na nic więcej?Tak bardzo mam nadzieję,że wyjdziemy z tego silniejsze i takie mądre,że hej;)Żeby tylko przetrwać te najgorsze miesiące.Dlaczego nam ma sie nie udać?

5

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Kochana, mialam podobne doswiadczenie. Facet z ktorym bylam piec lat, zdradzil mnie z 20- stoletnia pannica i mial czelnosc zapierac sie przez dwa miesiace. Zdrada mnie tak nie ubodla, bo w sumie nasz zwiazek sie rozsypywal, ale klamanie w zywe oczy zniesmaczylo mnie bardzo. Przed tym epizodem myslalam, ze on byl porzadnym czlowiekiem, uczciwym, moralnie odwaznym. Po tym wiedzialam, ze jest gimbazowym tchorzem, ktory nie jest w stanie stawic mi czola w otwartej rozmowie.

6

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Od dawna mnie tu nie było i trafiłam od razu na Twój temat. Przeżywasz to, co ja, więc poczułam od razu sympatię do Ciebie. Nie jesteś sama, Twoja historia nie jest specyficzna. U mnie było podobnie, tylko że na prawie pół roku przed ślubem. Teraz jeszcze wychodzą wszystkie kłamstwa. Też nie wierzyłam,że on mógłby być do tego zdolny. Dobrze,że zajmujesz sobie czas i uwierz, mimo że ciężko jest i wspomnienia wracają (ja też nadal czasami mam doła), to kiedyś powiesz tak jak ja - dobrze,że się stało to przed ślubem niż po. Nie warto niszczyć siebie dla takich osób. To tylko o nich świadczy, że są jeszcze gówniarzami, nieodpowiedzialnymi i kłamcami.

Przytulam Cię w myślach! smile

7

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Trzymaj się! Historia podobna do mojej! Jeszcze tęsknię, ale jest coraz lepiej!

8

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Bardzo Wam dziękuję za wsparcie :-) Opisałam moją historię , bo to dla mnie taka forma terapii , jakiegoś oczyszczenia. Siedzi to we mnie, bo nie było między mną a nim takiej konkretnej rozmowy na ten temat ( pomijając jakieś urwane kawałki zdań, krzyki, smsy itd.) On uciekał przede mną ,mówił, że nie mamy już czego wyjaśniać, nie chciał rozmawiać, bał się tej konfrontacji , a ja oczekiwałam wyjaśnienia i prawdy prosto w twarz. Dlatego do dzisiaj się zastanawiam co nim pokierowało , bo jeżeli planował to wcześniej , to po co mnie namawiał na wspólną pracę, planował zakup nowych mebli do domu , oglądał ze mną działki. Nie wiem ...Może on sam nie wie. Nie robię sobie nadziei na jakieś powroty z jego strony, bo za daleko to zabrnęło. Nie wiem, może za jakiś czas spadną mu z nosa te różowe okulary i stwierdzi, że to nowe życie wcale nie jest takie idealne. Staram się jak mogę z wszystkich sił żyć jakoś w miarę normalnie , chociaż czasem boję się wracać do naszego ( teraz już tylko mojego) domu.  Przeczytałam, że trzeba usunąć z najbliższego otoczenia wszystkie rzeczy , które mogą przypominać... Ja musiałabym chyba siedzieć przy gołych ścianach i zrywać panele z podłogi , bo przecież razem to wszystko sobie zbudowaliśmy. Dlatego jest mi trudno, ale nie poddaję się. Jestem zła , bo zabrał mi kawał życia. Pielęgnowałam te wspomnienia wspólnie spędzonych lat i myślałam , że niejedno jeszcze przed nami. Teraz trzeba się wziąć w garść. Nie chcę szukać nikogo na siłę, ale najbardziej na świecie boję się samotności. Nie chcę też przeciętności. Chcę się znowu zakochać, tak mocno jak teraz. Chcę mieć tą wymarzoną rodzinę i być kochaną , bo każdy tego potrzebuje. Mam nadzieję, że mi się uda.

9 Ostatnio edytowany przez BlinkBlink (2015-04-13 23:33:27)

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Jezioro ma Twój zapach i Twój smak
Czuję to, gdy tylko
Zanurzę w nim twarz.

Wspomnienia palą mnie
Jak słońce
Wspomnienia jak lawa gorące
Uciekam przed nimi tak co noc.

Powietrze się napełnia światłem
Do dna
Nawet nie wiesz, jak bardzo
Jak bardzo mi Ciebie brak.

Wspomnienia palą mnie
Jak słońce
Wspomnienia jak lawa gorące
Uciekam przed nimi tak co noc.

Gdy myślę o Tobie
Należysz wtedy tylko do mnie
Jestem wolna od złudzeń
Lecz splątana nićmi wspomnień.

10

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Blink blink i fluoxetyna - mam dla Was jedną radę. Nie biegajcie jak szalone, nie pracujcie jak wariatki, nie realizujcie 240 pomysłów na minutę. Usiądźcie z browarem na dworze albo u siebie w salonie i powiedzcie na głos do siebie: "JESTEM SAMA". Niech to zdanie odbije się echem od ścian lub drzew. Usłyszcie to dobrze, niech przebije Wasze bębenki niczym ostre szpileczki. Niech dotrze do mózgownicy. I co? Świat się zawalił? Zmiotło Was tsunami? Nie. Samemu jest dobrze. Co to znaczy - czy ułożę sobie życie? Ułóżcie sobie życie same ze sobą najpierw, pozbądźcie się lęku przed samotnością, nauczcie się być swoimi najlepszymi kompanami. Usiądźcie w restauracji przy stoliku, nie zasłaniajcie się telefonem, celebrujcie czas spędzony same ze sobą. Nie jest źle. Jest spoko. Mówiłem to ja, Jarząbek wink

11

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Panibaronowa ... masz rację! Chyba pora zmierzyć się sama z sobą i przestać się miotać jak nieopierzony kurczak wypuszczony ze złotej klatki ;-)

12

Odp: Czuję się jak sinusoida...
panibaronowa napisał/a:

Blink blink i fluoxetyna - mam dla Was jedną radę. Nie biegajcie jak szalone, nie pracujcie jak wariatki, nie realizujcie 240 pomysłów na minutę. Usiądźcie z browarem na dworze albo u siebie w salonie i powiedzcie na głos do siebie: "JESTEM SAMA". Niech to zdanie odbije się echem od ścian lub drzew. Usłyszcie to dobrze, niech przebije Wasze bębenki niczym ostre szpileczki. Niech dotrze do mózgownicy. I co? Świat się zawalił? Zmiotło Was tsunami? Nie. Samemu jest dobrze. Co to znaczy - czy ułożę sobie życie? Ułóżcie sobie życie same ze sobą najpierw, pozbądźcie się lęku przed samotnością, nauczcie się być swoimi najlepszymi kompanami. Usiądźcie w restauracji przy stoliku, nie zasłaniajcie się telefonem, celebrujcie czas spędzony same ze sobą. Nie jest źle. Jest spoko. Mówiłem to ja, Jarząbek wink

ŚWIĘTE SŁOWA!

13

Odp: Czuję się jak sinusoida...
BlinkBlink napisał/a:

Panibaronowa ... masz rację! Chyba pora zmierzyć się sama z sobą i przestać się miotać jak nieopierzony kurczak wypuszczony ze złotej klatki ;-)

:)ja to nawet jestem opierzony kurczak,ktory stroszy piórka i zgrywa kozaka:zobaczcie wszyscy jaka silna jestem,ile rzeczy robie,jak intensywnie zyje,podrozuje,trenuje,spotykam z się z ludzmi.Oj,trzeba zwolnić bo mi bateria siada.
Po prostu ja się boje,ze jak zwolnie to utkne w miejscu i jeszcze przyczepi się depresja.Przeciez wszyscy mówią:zajmij się soba,pasjami,wyjdz do ludzi.Ale tak naprawdę to rzeczywiście uciekam przed tym stwierdzeniem: JESTEM SAMA.

14

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Ja wiem, to przerażające. Ale samotność i cisza nam sprzyjają, wbrew pozorom.

15

Odp: Czuję się jak sinusoida...
BlinkBlink napisał/a:

Jestem zła , bo zabrał mi kawał życia.

... tak i nie, zalezyjak na to spojrzysz.
Ja powiedzialabym ze TOWARZYSZYL Ci na pewnym etapie zycia,jakis czas bylo wam po drodze.
A potem doszliscie do rozstaju drog i on wybral inny kierunek.
Takie zyciowe doswiadczenie powinno Ci sluzyc , a nie szkodzic !!!
Pomysl, ile moze Cie to nauczyc. Otworzyc drzwi na inne spostrzeganie.
Mysle, ze gdzies tam czeka na Ciebie wartosciowy czlowiek, z ktorym bedziesz szczesliwa a ktorego, tkwiac w nieudanym zwiazku, nawet bys nie dostrzegla.
Aha, jeszcze jedno, widze ze meczysz sie na wlasne zyczenie. Wspomnienia. Nostalgia.Rozdrapywanie ran.
A mozna inaczej. Mozna wybierac mysli ktore buduja a nie doluja.

16

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink
Najważniejsze, że masz do tego takie pozytywne nastawienie! Wierzysz, że uda Ci się pozbierać i ułożyc życie na nowo, że po prostu będziesz jeszcze szczęśliwa i to jest już wielki krok do rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu. Wiadomo, że zdażają się lepsze i gorsze chwile, tez przez to przechodze. Czasami czuje się dobrze i wiem że nie męcze się tak jak wcześniej  a momentami strasznie  brakuje mi mojego byłego  i nie potrafie powstrzymać łez, ale wierze tak jak Ty, że z czasem całkowicie się od tego uwolnię i bede mogła znowu normalnie funkcjonowac i ułożyc sobie zycie z kimś kto naprawde szczerze mnie pokocha i będzie mnie szanował.
I Tobie życzę tego samego, prawdziwej i wielkiej miłości ! I mnóstwo siły do pokonywania kolejnych dni bez niego.
Powodzenia!

17

Odp: Czuję się jak sinusoida...

historia bardzo standardowa, mnie, faceta spotkał podobny niespodziewany nokaut, niestety trzeba swoje odcierpieć, przejść przez wszystkie fazy żałoby ale później słońce znowu zaświeci smile

a tak swoją drogą to powinien być na tych nagleporzucających  paragraf w kodeksie karnym, jak można tak skrzywdzić drugiego człowieka i przejść nad tym do porządku dziennego? toż to gorsze niż kradzież czy pobicie ..

18 Ostatnio edytowany przez BlinkBlink (2015-04-18 20:18:01)

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Nie chcę już rozdrapywać ran, ale cały czas mam do niego żal i pretensję, bo do samego końca mówił mi coś innego. Jeżeli było mu źle , coś mu nie pasowało , to dlaczego nie podjął rozmowy o tym co mu doskwiera. Wchodzi na to , że jest świetnym aktorem. A może jest tak bardzo niestabilny emocjonalnie ? Jednego dnia chce budować ze mną dom i mieć dziecko, a drugiego się wyprowadza i paraduje z inną, obwieszczając na fb całemu światu jaki jest szczęśliwy... Bolało jak cholera! Nie ma dnia, żebym o nim nie pomyślała, boli mnie fakt, że oni sobie teraz razem mieszkają, a ja w naszym domu w akompaniamencie psa i kota jeszcze czasem zawyję w poduszkę. W takich sytuacjach mechanizm racjonalnego myślenia chyba przestaje działać. W tym tygodniu miałam z nim spięcie w pracy. W firmie traktuję go jak powietrze i tego się trzymam. On wpadł do mojego pokoju i wydarł się na mnie ( niesłusznie) o to, że mam mu nie zostawiać dokumentów na biurku jak go nie ma. Później powiedział koleżance, że to ja mam mu przynosić te dokumenty i mam mu je dawać do ręki. Po tej awanturze , wyszłam do łazienki , wzięłam trzy głębsze wdechy i dostałam takiego agresora, że jak wparowałam do jego gabinetu to zrobił się czerwony jak burak. Powiedziałam, żeby nie robił z siebie idioty i niech tylko spróbuje jeszcze raz się do mnie odezwać w ten sposób! Nie minęło 10 minut przylazł mnie przeprosić. Dziwna była ta cała sytuacja.
Przez ostatnie kilka miesięcy staram się podreperować moją samoocenę... która po rozstaniu leży i kwiczy. Czasem wydaje mi się , że będzie wszystko ok i dam radę, a czasem , że to mnie już przerasta, że nie będę potrafiła przed nikim się już tak otworzyć , że nie zaangażuję się tak bardzo. Czasem wydaje mi się , że jestem beznadziejna , zaczęłam się bardzo kontrolować z tym co robię , dążyć do jakiejś perfekcji. Wynika to chyba ze słów jakie usłyszałam od niego na pożegnanie... Takie słowa bolą , a bolą stokroć bardziej jeżeli słyszysz jej z ust osoby , którą kochasz... Znajomi mi mówią, że mam wyluzować. A ja jeszcze często wracam do przeszłości i trochę przeżywam...

19 Ostatnio edytowany przez fluoxetyna (2015-04-20 10:11:20)

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Kochana,jesteś naprawdę bardzo silna skoro dajesz radę go widywać codziennie prawie.Mam nadzieję,że wkrótce nadejdzie czas,że to nie będzie na Tobie robić wrażenia.Ja zupełnie przez przypadek dowiedziałam się,że pojechał na wycieczkę z nią.Tą naszą wycieczke planowana jeszcze w grudniu.Do ostatniej chwili kłamał.A wiesz co mysle?moze to i lepiej,że w ten sposób.Jak bym miała teraz wspominać,ze rozstal się ze mna jak normalny człowiek,z szacunkiem,bez tego cyrku z fb to może było by gorzej?Stracilabym wartościowego,dobrego człowieka,ktory po prostu zakochal się w kims innym,uczucie się wypalilo,rozeszly się nasze drogi.W obecnej sytuacji tlumacze sobie,ze to nie było dla mnie dobre,a on jest kims innym niż myslalam.Bo taka jest prawda.Szczeniak niedojrzaly i tchórzliwy w najlepszym wypadku,a zaburzony emocjonalnie oszust w najgorszym.Zly człowiek.Predzej czy później to by wyszlo.Pewnie,ze szkoda,ze tak pozno.Ale moglo być gorzej.Szkoda tylu lat ale teraz staram się to potraktować jako lekcje.Strasznie mnie boli,ze dalam się tak oszukać,zmanipulowac,zupelnie nie odpowiada mi rola ofiary człowieka zaburzonego,ale taka jest prawda.pracuje nad poczuciem własnej wartości.to jest najtrudniejsze.w glowie ciagle te wszystkie okrutne słowa.i kontrast straszliwy ze wspomnieniami tych chwil kiedy było dobrze.Bardzo to trudne.Ale czuje,ze jest lepiej.Bedzie lepiej.

20

Odp: Czuję się jak sinusoida...
BlinkBlink napisał/a:

Nie chcę już rozdrapywać ran, ale cały czas mam do niego żal i pretensję, bo do samego końca mówił mi coś innego. Jeżeli było mu źle , coś mu nie pasowało , to dlaczego nie podjął rozmowy o tym co mu doskwiera. Wchodzi na to , że jest świetnym aktorem. A może jest tak bardzo niestabilny emocjonalnie ? Jednego dnia chce budować ze mną dom i mieć dziecko, a drugiego się wyprowadza i paraduje z inną, obwieszczając na fb całemu światu jaki jest szczęśliwy... Bolało jak cholera! Nie ma dnia, żebym o nim nie pomyślała, boli mnie fakt, że oni sobie teraz razem mieszkają, a ja w naszym domu w akompaniamencie psa i kota jeszcze czasem zawyję w poduszkę. W takich sytuacjach mechanizm racjonalnego myślenia chyba przestaje działać. W tym tygodniu miałam z nim spięcie w pracy. W firmie traktuję go jak powietrze i tego się trzymam. On wpadł do mojego pokoju i wydarł się na mnie ( niesłusznie) o to, że mam mu nie zostawiać dokumentów na biurku jak go nie ma. Później powiedział koleżance, że to ja mam mu przynosić te dokumenty i mam mu je dawać do ręki. Po tej awanturze , wyszłam do łazienki , wzięłam trzy głębsze wdechy i dostałam takiego agresora, że jak wparowałam do jego gabinetu to zrobił się czerwony jak burak. Powiedziałam, żeby nie robił z siebie idioty i niech tylko spróbuje jeszcze raz się do mnie odezwać w ten sposób! Nie minęło 10 minut przylazł mnie przeprosić. Dziwna była ta cała sytuacja.
Przez ostatnie kilka miesięcy staram się podreperować moją samoocenę... która po rozstaniu leży i kwiczy. Czasem wydaje mi się , że będzie wszystko ok i dam radę, a czasem , że to mnie już przerasta, że nie będę potrafiła przed nikim się już tak otworzyć , że nie zaangażuję się tak bardzo. Czasem wydaje mi się , że jestem beznadziejna , zaczęłam się bardzo kontrolować z tym co robię , dążyć do jakiejś perfekcji. Wynika to chyba ze słów jakie usłyszałam od niego na pożegnanie... Takie słowa bolą , a bolą stokroć bardziej jeżeli słyszysz jej z ust osoby , którą kochasz... Znajomi mi mówią, że mam wyluzować. A ja jeszcze często wracam do przeszłości i trochę przeżywam...

Bardzo poruszyła mnie Twoja historia. Mam obecnie przyjaciółkę, która jest w bardzo podobnej sytuacji. Cięzko znosi ten czas rozstania. Ja sobie lepiej radzę w takich sytuacjach. Odcinam tzw kupony i staram się nie skupiać na wspominkach. Bardziej kurczowo trzymam się tego co mi zrobił niż jakiejś ułudy słodkich wspomnień. To daje mi siłę do walki. Pozwala na trzymanie się na powierzchni. Wiem jednak że to dość trudne, dlatego współczuje kobietom w takich momentach.

21

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Wstrząsająca historia. Szacun dla Ciebie za Twoją siłę. Mnie tez najbardziej w życiu boli wprowadzanie w błąd.. bo po co? ze strachu? czy z okrucieństwa.??

22

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Człowiek ma to do siebie, że chciałby poznać prawdę, motywy danej osoby.
Ja uważam, że Twój ex wykorzystywał Cię. Coś mi się zdaje, że on nigdy tak naprawdę nie chciał z Tobą być. Był, bo był, bo było z kim spędzać czas, z kim się bz..ć, po prostu! Być może w trakcie trwania waszego związku miał przebyłyski, że jednak skoro taka usłużna jesteś, to wartoby Cię poślubić. Ale to są tylko moje domysły.
On na pewno Cię nie kochał, nie szanował, na pewno Cię wykorzystał. Nie można zerwać z dnia na dzień związek i wejść w inny bez słowa wyjaśnienia, które Ci się należą. Tyle Ci się należy.
Ciesz się, że to koniec. Przerażający są tacy ludzie.

23

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Dziękuję Wam za słowa otuchy. Czasem człowiek potrzebuje jakiegoś wsparcia. Nie chcę robić z siebie ofiary i nie oczekuję szczególnego współczucia, bo nie ja jedyna zostałam tak potraktowana. Na tym forum roi się od przytłaczających historii. Mam nadzieję, że nadejdzie kiedyś taki dzień, że będę mogła mu podziękować za to, że mnie zostawił.
Myślę, że on mnie kochał , zrobił coś kiedyś z własnej nieprzymuszonej woli , na co inny facet by się raczej nie zdecydował. Dlatego jeszcze długo będę mu towarzyszyć , tak w pewnym sensie. Nie będę pisać o co chodzi , bo to bardzo osobista sprawa i szczególna.
Pewnie jest tak, że na końcu był ze mną tylko żeby być ... Bo może nie miał odwagi odejść wcześniej albo tak go omotała ta nowa kobieta , że to było silniejsze od niego. Jest we mnie dużo złości i żalu, czasem agresji...  na siebie, że tak się dałam oszukać ,że byłam naiwna i wierzyłam w siebie, w niego , w nas ... na niego , że myślał tylko rozporkiem , a nie głową ....na nią , że go uwiodła. Dzisiaj było mi znowu trochę lepiej , ale w mojej głowie kłębią się myśli i obawy dotyczące tego czy pokocham jeszcze kogoś. Kiedy to się stanie ? Czy nie będzie za późno ? Chcę mieć normalny dom , dzieci , fajnego mężczyznę. Takiego normalnego, który wie czego chce, który wieczorem obejmie mnie swoim silnym męskim ramieniem i będę się czuła najbardziej kochana i najpiękniejsza na świecie. Nie jestem jakąś Matką Polką , ale mam takie normalne , zdrowe marzenia. Jednak nie jestem też desperatką i nie wpadnę w szał macicy szukając na siłę kandydata. Każda kobieta zbliżająca się wielkimi krokami do 30stki zdaje sobie sprawę , że jej zegar biologiczny tyka...

24

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Chcę mieć normalny dom , dzieci , fajnego mężczyznę. - trąci desperacją. Ja też chcę, ale jak nie stanie się to, to też spoko, właśnie siedzę sobie SAMA w domu, Bobaska sobie słodko śpi, pracuję, jest CISZA. Kot śpi na piecu, zapada zmierzch, zaraz nastanie cisza absolutna, gościu co od 12 godzin naparza młotem pneumatycznym, przestanie. Jestem sama. Dobrze się czuję w swoim towarzystwie, nie jest mi do szczęścia niezbędny jakiś facet, co będzie mi tu łazienkę zajmował. Jeśli ktoś pojawi się w moim życiu i będzie wart tego, żeby mu gotować obiadki, opuszczać deskę, budzić się w nocy z ukradzioną kordłą, okej, ale naprawdę, przysięgam, sama nie znaczy samotna.
Disney'e wypaczyły Wam berety w sprawie myślenia o miłości, ja wiem, że gdzie nie spojrzysz, tam szczęśliwe pary, okej, ja wiem, że to czasem boli, ale w ogólnym rozrachunku jest jeden zero dla mnie.

25

Odp: Czuję się jak sinusoida...
panibaronowa napisał/a:

Chcę mieć normalny dom , dzieci , fajnego mężczyznę. - trąci desperacją. Ja też chcę, ale jak nie stanie się to, to też spoko, właśnie siedzę sobie SAMA w domu, Bobaska sobie słodko śpi, pracuję, jest CISZA. Kot śpi na piecu, zapada zmierzch, zaraz nastanie cisza absolutna, gościu co od 12 godzin naparza młotem pneumatycznym, przestanie. Jestem sama. Dobrze się czuję w swoim towarzystwie, nie jest mi do szczęścia niezbędny jakiś facet, co będzie mi tu łazienkę zajmował. Jeśli ktoś pojawi się w moim życiu i będzie wart tego, żeby mu gotować obiadki, opuszczać deskę, budzić się w nocy z ukradzioną kordłą, okej, ale naprawdę, przysięgam, sama nie znaczy samotna.
Disney'e wypaczyły Wam berety w sprawie myślenia o miłości, ja wiem, że gdzie nie spojrzysz, tam szczęśliwe pary, okej, ja wiem, że to czasem boli, ale w ogólnym rozrachunku jest jeden zero dla mnie.

Chyba mam trochę inne spojrzenie na życie. To są moje marzenia , jedne z wielu ... Nie będę tu opisywać innych , szalonych , które nieustannie realizuję i mam z tego frajdę i satysfakcję. I nie trąci to żadną desperacją ... Piszę co mi aktualnie leży na wątrobie. Nie uzależniam swojego szczęścia i spełnienia od bycia żoną , partnerką , matką. Zawsze chciałam mieć fajną rodzinę . Bardziej stabilną niż ta , w której się wychowałam. Gdybym była desperatką szukającą usilnie męskiego towarzystwa, byle tylko było , to już dawno siedziałabym z jednym z tych mężczyzn , którzy biegają teraz za mną jak się tylko dowiedzieli , że wolna jestem. Nigdy nie narzekałam na powodzenie. I co z tego , że są obok mnie... Tak, masz rację , boję się samotności. Nienawidzę jej. Kiedyś mi już dokuczała. Jestem człowiekiem ,a nie maszyną bez obaw i uczuć. I nie mam problemu z byciem sama z sobą , bo bycie samej a samotność to dwie różne sprawy. I jest mi źle , bo tęsknię za nim nie tylko jak za mężczyzną. Bo mimo tego , że na koniec zachował się jak kawał ch**a , to przeżyłam z nim wiele dobrych i trudnych sytuacji. I nie mam zamiaru udowadniać całemu światu jak jest zajebiście i jak fajnie mi samej.

26 Ostatnio edytowany przez ZakręconaBeata (2015-04-20 21:54:56)

Odp: Czuję się jak sinusoida...

"I nie mam zamiaru udowadniać całemu światu jak jest zajebiście i jak fajnie mi samej." -BlinkBlink i dobrze! Tak trzymaj, tutaj zgadzam się z Tobą.
Staraj się oddalać od siebie negatywne myśli, uczucia. Zacznij marzyć, projektowac w myślach wymarzonego mężczyznę, dom, dzieci. Zobaczysz, samo przyjdzie, czego z serca Ci życzę.

27 Ostatnio edytowany przez BlinkBlink (2015-04-23 20:53:24)

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Od poniedziałku źle sypiam. Budzę się w środku nocy, nie mogę ponownie zasnąć i tak tłukę się do rana. Później snuję się jak zwłoki w ciągu dnia. Zmęczona jestem. Dzisiaj miałam zły dzień i chyba nastąpiło jakieś apogeum..już nie wytrzymałam. Wróciłam do domu i zawyłam znowu jak bóbr. Nienawidzę wracać do pustego domu. W pracy on mi się ciągle przygląda. Ja nadal tkwię w swoim postanowieniu i traktuję go jak powietrze. Ciekawa jestem czy on sobie chociaż raz zdał sprawę jak bardzo mnie skrzywdził ? Czy choć raz pomyślał co ja czuję? Czy może męska duma i egoizm zlasowały mu mózg?

Potrzebuję takiego porządnego kopa w tyłek ! Bo znowu się zawieszam...

28

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink, ze mną dzieje się coś bardzo podobnego. Też mam ostatnio problemy ze snem, a co ważniejsze - zadaję sobie to samo pytanie, co Ty. On też zamieszkała dziesięć minut drogi ode mnie, bywało, że spotykaliśmy się w autobusie. Nie wyobrażam sobie, żebym miała go widywać codziennie w pracy. U mnie sprawę komplikował fakt, że on po miesiącu chciał wrócił i podobno się starał. On tak twierdzi, bo ja widzę lekkość i zerowe odczucie kalibru wyrządzonego cierpienia. W każdym razie starał się do wczoraj, kiedy to po raz kolejny mu się odechciało.

29

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink, mała rada - nie zastanawiaj się nad tym, co on myśli i czuje, ani co było powodem jego odejścia od Ciebie i kiedy pojawiła się u niego chęć opuszczenia Cię - tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiesz, a będziesz się jedynie męczyć domysłami. Uznaj to za zamknięty rozdział swojego życia i nie pozwól, by kierował Twoją teraźniejszością i wpędzał Cię w poczucie winy.

Twoja historia jest dla mnie jedynie dowodem na to, że jak mężczyzna chce zdradzić, to zdradzi, niezależnie od tego, w jakim stanie znajdowałby się jego obecny związek i jaka byłaby jego partnerka. Bardzo często w rozmowie z kobietami słyszę: "Ależ nie, mój Misiu nigdy nie mógłby mnie zdradzić, tak bardzo się kochamy, tak nam jest dobrze". Sama mówiłam podobnie w odniesieniu do swojego byłego. Mieliśmy fajny, partnerski związek oparty na przyjaźni i zaufaniu. Często zapewniał, że mnie kocha, mówił czułe słówka. Zdradził przy pierwszej nadarzającej się okazji. Do tej pory nie wiem, co nim kierowało. Musiałam po prostu przyjąć to do wiadomości i uświadomić sobie, że z tego pieca chleba już nie będzie, chociaż sama ten piec budowałam najlepiej, jak umiem.

Trzymam za Ciebie kciuki. Pisz tutaj, kiedy jedynie będziesz miała ochotę.

30

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Enona ... to są chyba kolejne etapy przechodzenia przez ten cały "cyrk". Chciałabym to przewinąć jak taśmę do przodu. Jestem już tym wszystkim zmęczona. Zdaję sobie sprawę z tego, że czasami wracam do przeszłości i nie powinnam tego robić, bo to mi nie służy. Czasami to silniejsze ode mnie.
5025... masz rację, nie powinna się zastanawiać i zamknąć to wszystko w cholerę. Męczę się okropnie. Tęsknię pomimo tego, co pokazał na sam koniec. Rok 2014 przeorał mnie mentalnie strasznie i aż sama się sobie dziwię ile jeszcze mogę udźwignąć.

31

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink, jeśli Ty uważasz, że ten facet chociaż przez pięć minut analizuje to, że Tobie zrobił świństwo, to jesteś w bardzo wielkim błędzie.
To Ty wszystko analizujesz - on tego nie robi.
On ma Ciebie w dupie, a w szczególności Twoje zranione uczucia.
On, jak wstaje rano, to idzie do kibla, żeby się odlać i głośno pierdnąć, potem wypije kawę i podrapie się po pustych, bo opróżnionych przez nocny seks z tą nową jajcach, włoży jakieś portki, jakąś koszulę i idzie do roboty.
Jeśli wyobrażasz sobie, że on o Tobie myśli w takich kategoriach, że "no fakt, sukinsyn ze mnie, dobra była ta kobitka, ale złamasem się na koniec okazałem, chyba wezmę sznur i pójdę obwiesić się z tego wszystkiego itd."- wybij sobie z głowy takie rzeczy biedna dziewczyno.
Gdyby ten człowiek był w porządku, to w życiu nie zrobiłby Ci takiego świństwa- to nieludzkie postępowanie i bardzo źle świadczy o tym facecie. Totalny brak klasy i zwykłe bezmóżdże- nie wiem, co on nagadał tej drugiej, że ona chce takiego faceta.
Nie przejmuj się już tą sprawą, bo i tak na nic nie masz wpływu.
Na razie jesteś sama i może tak już zostanie, a może któregoś dnia spotkasz kogoś, kto ciebie szczerze pokocha- nigdy nie wiadomo.
Ludzie bywają różni i czasem naprawdę potrafią mocno zaskoczyć. Robią różne świństwa, czasem dlatego, że są najzwyczajniej w świecie podli (pełno się podłych złych ludzi- w życiu nie pojmiesz dlaczego oni tacy są), czasem robią niegodziwe rzeczy z głupoty, totalnej bezmyślności, niektórzy są buraczani, inni pozbawieni wyobraźni i wrażliwości- no naprawdę, nie pojmiesz czegoś takiego. Tak po prostu jest, było i będzie. Powtarzam raz jeszcze- jak świat długi i szeroki, tak różni żyją na tym świecie ludzie. Nie zmienisz tego. Nikt tego nie zmieni.
Nie żyj życiem tego człowieka, bo on Twoim życiem przecież nie żyje, on ma swoje sprawy- dlaczego wiec Ty miałabyś poniżać się i ciągle o nim myśleć.
Niech idzie w pizdu.
Za jakiś czas znudzi mu się ta druga, a ponieważ ćwiczenie czyni mistrzem, więc on i tę drugą potraktuje tak, jak potraktował Ciebie. Nie łudź się, że tej drugiej urządzi wspaniałą pożegnalną kolację i na pożegnanie wręczy jej kluczyki do wypasionego auta.
Bedzie wprost przeciwnie- tę drugą też wpuści w maliny, wycycka i na koniec, jak już całkiem ją zużyje, pozbawi kasy, znajdzie sobie kolejną.
On nie będzie certolił się z każdą babą, z którą chce zerwać i narażał siebie na jakieś męczące go dyskusje- on nauczył się, że takie sprawy można załatwiać znacznie prościej- tak właśnie, jak rzecz załatwił z Tobą.
Są tacy ludzie i nawet, jeśli Ty będziesz zastanawiała się nad przyczynami podłości takich ludzi od świtu do nocy, od poniedziałku do niedzieli i od stycznia do grudnia, to i tak nie pojmiesz dlaczego niektórzy ludzie tak postępują.
ONI POSTĘPUJĄ TAK, BO CHCĄ I MOGĄ
zrozum to i zaakceptuj, a Tobie trafił się po prostu beznadziejny facet i lepiej, że teraz Ciebie zostawił, niż miałby zrobić to za jakąś dekadę.
Życie sobie ułożysz- sama albo z kimś- nie ma takiej opcji, byś do końca swoich dni ciągle rozpaczała po stracie tego cuda. Może za jakiś czas, pomnik jeszcze wystawisz tej drugiej, że ona wzięła sobie kogoś takiego. Uwierz mi- ona nikogo wartościowego sobie nie wzięła. Tak jak Tobie przez kilka lat wydawało się, że zadajesz się z facetem na poziomie, tak i jej teraz wydaje się, ze zdobyła nie wiadomo jakie to cudo w męskiej postaci.
Życie i czas zweryfikują jej wybór- bądź o tym przekonana, a nawet, jeśli on będzie tę drugą nosił na rękach do późnej starości, to dla Ciebie liczyć powinno się tylko to, jak on potraktował Ciebie i Ty buduj sobie zdanie na temat tego faceta na podstawie własnych z nim doświadczeń.
Dobranoc.

32

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Dzięki julkaxx za świetny, przytomny, choć gorzki wpis z jajem! BlinkBlank, a zauważasz, że te płacze są jakby krótsze? Ja ryczałam dzisiejszej nocy i dnia, ale teraz mi lepiej. Nie ma we mnie już takiego mroku, jak pół roku temu. Z pewnością też widzisz w jakimś obszarze mniej lub bardziej znaczący progres. Z tego się ciesz!

33 Ostatnio edytowany przez panibaronowa (2015-04-23 22:05:40)

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Z całego tego gnoju, w jakim się znajdujemy, najtrudniejszym przeciwnikiem (przynajmniej dla mnie) był właśnie żal. Nie chodzi absolutnie, aby cokolwiek komukolwiek udowadniać, daleka jestem od tego, ale jestem za tym, aby być wdzięcznym za to, co się w życiu ma, a nie mieć pretensje i żal o to, czego się nie ma.
Masz za co być wdzięczna, BlinkBlink? Rozejrzyj się dookoła. To jest moja metoda na żal, porządnie się rozejrzeć, wytrzeszczyć gały i zauważyć kolory wśród tej szarości żalu, jaką spowita jest rzeczywistość. To jest uczucie, które, jak ktoś ładnie w moim wątku powiedział, spulchni nas przed tym, co nowe i niestety taką orkę musimy przetrwać.

I nie naburmuszaj się, jak Ci człowiek coś mówi. Fochy to nie tutej, bo mam wrażenie, że związki to jedyne źródło Twojego życia wewnętrznego.

34

Odp: Czuję się jak sinusoida...
julkaxx napisał/a:

BlinkBlink, jeśli Ty uważasz, że ten facet chociaż przez pięć minut analizuje to, że Tobie zrobił świństwo, to jesteś w bardzo wielkim błędzie.
To Ty wszystko analizujesz - on tego nie robi.
On ma Ciebie w dupie, a w szczególności Twoje zranione uczucia.
On, jak wstaje rano, to idzie do kibla, żeby się odlać i głośno pierdnąć, potem wypije kawę i podrapie się po pustych, bo opróżnionych przez nocny seks z tą nową jajcach, włoży jakieś portki, jakąś koszulę i idzie do roboty.
Jeśli wyobrażasz sobie, że on o Tobie myśli w takich kategoriach, że "no fakt, sukinsyn ze mnie, dobra była ta kobitka, ale złamasem się na koniec okazałem, chyba wezmę sznur i pójdę obwiesić się z tego wszystkiego itd."- wybij sobie z głowy takie rzeczy biedna dziewczyno.
Gdyby ten człowiek był w porządku, to w życiu nie zrobiłby Ci takiego świństwa- to nieludzkie postępowanie i bardzo źle świadczy o tym facecie. Totalny brak klasy i zwykłe bezmóżdże- nie wiem, co on nagadał tej drugiej, że ona chce takiego faceta.
Nie przejmuj się już tą sprawą, bo i tak na nic nie masz wpływu.
Na razie jesteś sama i może tak już zostanie, a może któregoś dnia spotkasz kogoś, kto ciebie szczerze pokocha- nigdy nie wiadomo.
Ludzie bywają różni i czasem naprawdę potrafią mocno zaskoczyć. Robią różne świństwa, czasem dlatego, że są najzwyczajniej w świecie podli (pełno się podłych złych ludzi- w życiu nie pojmiesz dlaczego oni tacy są), czasem robią niegodziwe rzeczy z głupoty, totalnej bezmyślności, niektórzy są buraczani, inni pozbawieni wyobraźni i wrażliwości- no naprawdę, nie pojmiesz czegoś takiego. Tak po prostu jest, było i będzie. Powtarzam raz jeszcze- jak świat długi i szeroki, tak różni żyją na tym świecie ludzie. Nie zmienisz tego. Nikt tego nie zmieni.
Nie żyj życiem tego człowieka, bo on Twoim życiem przecież nie żyje, on ma swoje sprawy- dlaczego wiec Ty miałabyś poniżać się i ciągle o nim myśleć.
Niech idzie w pizdu.
Za jakiś czas znudzi mu się ta druga, a ponieważ ćwiczenie czyni mistrzem, więc on i tę drugą potraktuje tak, jak potraktował Ciebie. Nie łudź się, że tej drugiej urządzi wspaniałą pożegnalną kolację i na pożegnanie wręczy jej kluczyki do wypasionego auta.
Bedzie wprost przeciwnie- tę drugą też wpuści w maliny, wycycka i na koniec, jak już całkiem ją zużyje, pozbawi kasy, znajdzie sobie kolejną.
On nie będzie certolił się z każdą babą, z którą chce zerwać i narażał siebie na jakieś męczące go dyskusje- on nauczył się, że takie sprawy można załatwiać znacznie prościej- tak właśnie, jak rzecz załatwił z Tobą.
Są tacy ludzie i nawet, jeśli Ty będziesz zastanawiała się nad przyczynami podłości takich ludzi od świtu do nocy, od poniedziałku do niedzieli i od stycznia do grudnia, to i tak nie pojmiesz dlaczego niektórzy ludzie tak postępują.
ONI POSTĘPUJĄ TAK, BO CHCĄ I MOGĄ
zrozum to i zaakceptuj, a Tobie trafił się po prostu beznadziejny facet i lepiej, że teraz Ciebie zostawił, niż miałby zrobić to za jakąś dekadę.
Życie sobie ułożysz- sama albo z kimś- nie ma takiej opcji, byś do końca swoich dni ciągle rozpaczała po stracie tego cuda. Może za jakiś czas, pomnik jeszcze wystawisz tej drugiej, że ona wzięła sobie kogoś takiego. Uwierz mi- ona nikogo wartościowego sobie nie wzięła. Tak jak Tobie przez kilka lat wydawało się, że zadajesz się z facetem na poziomie, tak i jej teraz wydaje się, ze zdobyła nie wiadomo jakie to cudo w męskiej postaci.
Życie i czas zweryfikują jej wybór- bądź o tym przekonana, a nawet, jeśli on będzie tę drugą nosił na rękach do późnej starości, to dla Ciebie liczyć powinno się tylko to, jak on potraktował Ciebie i Ty buduj sobie zdanie na temat tego faceta na podstawie własnych z nim doświadczeń.
Dobranoc.

Chyba sobie to wydrukuję i powieszę nad łóżkiem !!! Dziękuję Ci, bo właśnie takie słowa były mi potrzebne! Muszę przestać żyć jego życiem i naszą przeszłością , bo to żałosne już się robi.

35

Odp: Czuję się jak sinusoida...
panibaronowa napisał/a:

Z całego tego gnoju, w jakim się znajdujemy, najtrudniejszym przeciwnikiem (przynajmniej dla mnie) był właśnie żal. Nie chodzi absolutnie, aby cokolwiek komukolwiek udowadniać, daleka jestem od tego, ale jestem za tym, aby być wdzięcznym za to, co się w życiu ma, a nie mieć pretensje i żal o to, czego się nie ma.
Masz za co być wdzięczna, BlinkBlink? Rozejrzyj się dookoła. To jest moja metoda na żal, porządnie się rozejrzeć, wytrzeszczyć gały i zauważyć kolory wśród tej szarości żalu, jaką spowita jest rzeczywistość. To jest uczucie, które, jak ktoś ładnie w moim wątku powiedział, spulchni nas przed tym, co nowe i niestety taką orkę musimy przetrwać.

I nie naburmuszaj się, jak Ci człowiek coś mówi. Fochy to nie tutej, bo mam wrażenie, że związki to jedyne źródło Twojego życia wewnętrznego.

Panibaronowa ... bo my tutaj zamiast płakać nad rozlanym mlekiem, powinnyśmy pisać co robić fajnego, żeby nam życie przez palce nie uciekało ... Bo powinnyśmy pisać , co w nas jest najlepszego , bo człowiek to głównie na swoich wadach się potrafi skupiać, a zalet nie potrafi nawet 3 wymienić.
I nie fochuję się , ale dosadnie napisałam , iż do desperatki mi daleko :-) I masz rację, ten związek był dla mnie źródłem życia, bo dawał mi przez ponad 6 lat pozytywny power :-) Skończyło się jak się skończyło ... a żal pozostanie.
Dziękuję za to, że jak napisałam , że potrzebuję kopa w tyłek, to się odezwałyście... Grupa wsparcia i wzajemnej adoracji :-)

36

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Dzisiaj znowu naszło mnie na przemyślenia. Widzę postęp, bo nie towarzyszyły temu żadne łzy i szlochy. Tylko nie wiem czy to rzeczywiście postęp czy raczej oznaka totalnej obojętności i bezsilności. Przyzwyczajam się do bycia samej z sobą. Nachodzi mnie często taka myśl , trochę obawa, że ten czas teraz... to taki czas zmarnowany. Bo minęło już ponad pół roku , a ja ciągle w takiej stagnacji. Ciągle czekam , już sama nie wiem na co, bo przecież nie na jego powrót. Czekam , aż coś się wydarzy... nie wiem... piorun mnie strzeli i odzyskam tą swoją pozytywną energię. Bo rozpadłam się na milion kawałków i teraz muszę pozbierać się do kupy w całość i pójść do przodu... ale to musi potrwać , a ja ciągle mam obawę uciekającego mi czasu. Muszę zaczynać układać mój świat od początku , a było mi tak dobrze i bezpiecznie. Boję się tego, że nie opamiętam się i będę żyła między przeszłością , a rozmyślaniem nad tym co się wydarzy w przyszłości , że nie skupię się na przeżywaniu tego co jest teraz  coś ominę , przegapię. Bo ten żal i smutek, to jak dwie klapki na oczach  ... przez które trzeba się przebić i dostrzec to co dalej. I bez bicia i ironii mogę się przyznać, że zazdroszczę mu tego, że tak łatwo potrafił wymazać mnie z pamięci i skupić się na odkrywania uroków nowej drogi życia ze swoją nową towarzyszką.
Czy te moje sinusoidy uczuć to kolejne etapy żegnania się z przeszłością ?

37

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Piszesz, że potrzebujesz kopa w tyłek. Może zmiana pracy? Jakieś wyzwanie. Zerwałabyś toksyczne spojrzenia byłego, a skupiłabyś się wyłącznie na sobie. Przemyśl to wink

38

Odp: Czuję się jak sinusoida...
niepojeta napisał/a:

Piszesz, że potrzebujesz kopa w tyłek. Może zmiana pracy? Jakieś wyzwanie. Zerwałabyś toksyczne spojrzenia byłego, a skupiłabyś się wyłącznie na sobie. Przemyśl to wink

Zmiana pracy w tej chwili nie jest możliwa. Przynajmniej do końca roku chcę tam zostać.Nie chcę rezygnować z zajmowanego stanowiska. Muszę sobie z tym poradzić , bo nie mogę uciekać. Tak na dobrą sprawę gdybym postanowiła się zwolnić , to musiałabym też się przeprowadzić, bo przecież on teraz mieszka blisko mnie. Facet skomplikował mi życie , nie mogę pozwolić żeby do reszty mi je poprzewracał ...

39

Odp: Czuję się jak sinusoida...
BlinkBlink napisał/a:

Czy te moje sinusoidy uczuć to kolejne etapy żegnania się z przeszłością ?

Jeśli Cię to jakoś uspokoi to mogę potwierdzić - mam podobnie jeśli chodzi o te 'sinusoidy' - i spotkałem się z wieloma podobnymi wypowiedziami. Pomyśl, że z czasem te gorsze okresy będą coraz krótsze aż w końcu zostaniesz już "na górce" smile
Musimy w to wierzyć i przetrzymać - nie znaczy, że po prostu stać i czekać. Zainteresuj się samorozwojem, skup się na sobie. Rozmawiałaś może z jakimś psychologiem?
Trzymam za Ciebie kciuki!

40

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Nie korzystałam z pomocy psychologa. Chciałam sobie poradzić z tym sama. Nie zdawałam sobie sprawy , że ten cholerny stan będzie tak ciężki. I nadal często w mojej głowie wirują dobre wspomnienia , które tłamszę brutalnością jego zachowania na koniec. Jego pospieszne rozstanie na chłodno... I moje niedowierzanie i szok jaki przeżyłam. I czasem gdzieś tam pojawiają się u mnie wątpliwości , że może gdybym wtedy była z nim na tej imprezie, może gdybyśmy się nie posprzeczali wtedy w ten weekend... szukam winy w sobie.Zalogowałam się na tym forum, żeby wylewać z siebie te " gorzkie żale" i nie nawijać już makaronu na uszy moim znajomym i rodzinie. Dostałam tutaj dużo wsparcia i mądrych , konkretnych słów. I ciągle tego potrzebuję... Bo początkowo chyba chciałam , żeby mi ktoś napisał : NIE MARTW SIĘ , ON TO PRZEMYŚLI I WRÓCI , PODJĄŁ JAKĄŚ DZIKĄ DECYZJĘ PDO WPŁYWEM IMPULSU , CHWILI ... ON ZROZUMIE I WRÓCI...  Wtedy szybko "trzeźwiałam" i wbijałam sobie do głowy , że moja własna głupota, nadzieja i naiwność chyba nie ma granic.
I codziennie budzę się rano i zanim otworzę oczy , w myślach muszę sobie powtórzyć : "Jego już nie ma... Jesteś sama".  A śpię nadal w tym ogromnym łóżku po swojej prawej stronie...

41

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink,kochana,może pomyśl o tym psychologu.Ja tez myslałam,że sama sobie to wszystko przerobie,muszę byc silna,przetrwam,a czas zrobi swoje.W zyciu nie przypuszczałam,że to tak pomoże.Coś mi się zupełnie w głowie przestawiło,polubiłam swoje nowe zycie,cieszę się nawet z małych rzeczy,nie martwię się głupotami.Zrozumiałam,że to nie było dla mnie dobre a ten człowiek mi wyrządził bardzo dużo krzywdy,oszukał i zmanipulował i naprawdę jedyne czego mogę żałować to straconych lat.ale nie tego,że mnie już tam nie ma.Te wszystkie kłamstwa,które traktowałam jako prawdę,perfidne udawanie,pokazały kim jest naprawdę i mam szczęście,że ona się pojawiła bo ja sama nigdy bym się z tego nie ruszyła.Nie zdawałam sobie sprawy z tego co jest normalne a co nie.Psycholog mi to wszystko tak dobitnie pokazała,że byłam w szoku.A teraz?Ostatnio mi powiedziała,że na razie nie widzi sensu dalszych wizyt bo uważa,że zrozumiałam i jest pewna,że już będzie lepiej.Jesteśmy w kontakcie w razie czego.Ja nie wiem czy to jakieś czary ale po prostu mnie to nie interesuje co on robi,gdzie jezdzi,mam to gdzies,zniknął z mojego życia a ja nareszcie naprawde wiem,że sobie poradzę.Nie przepadnę,nie jestem kaleką,ludzie mnie lubią,mam masę energii i nowe pasje.O przyszłości najczęściej myślę z ciekawościa a nie z lękiem.A co do gorszych momentów,nauczyłam się je akceptować i przez nie przechodzić i wiem co robić aby były coraz krótsze.To właśnie mi dał ten psycholog.Zadziwiające dla mnie było odkrycie,że jednak moja psychika nie jest słaba jak myślałam i nie znałam naprawdę do końca samej siebie.

42

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Fluoxetyna, dobrze slyszec, ze sobie radzisz i jest lepiej smile
Blink nie ma nic zlego w tym ze pojdziesz po porade do psychologa - a jak widzisz to pomaga.

43

Odp: Czuję się jak sinusoida...

OK. Dzisiaj wybrałam się na długi spacer z moim ( naszym) psem. I stało się... Spotkałam ich razem... On jak mnie zobaczył , to dwa razy się odwracał. Początkowo serce waliło mi jak oszalałe, dobrze, że miałam ciemne okulary , bo łzy napłynęły mi do oczu. Po powrocie do domu poczułam ulgę, nie wiem , jakieś dziwne uczucie , że to już , że to na serio koniec i trzeba pójść swoją drogą , że nie warto już czekać. Przyszedł jakiś dziwny spokój. Bardzo się bałam tego spotkania i wiedziałam, że prędzej czy później do niego dojdzie. Dałam radę :-) Jestem dumna z siebie. Wiem głupoty piszę, ale dla mnie to kamień milowy w drodze to tego, żebym odnalazła znowu samą siebie, bo byłam wesołą , nakręconą pozytywną energią kobietą , a przez niego stałam się zahukaną , zakompleksioną dziewczynką... On wyrwał mi wszystko co najlepsze i poszedł ... Jak to napisała pewna osoba tutaj " Niech idzie w pizdu!"

44

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Potrzebuję rady i pomocy! Przetrawiłam już fakt, że on jest z nią, że razem mieszkają niedaleko mnie  itd. Nie ukrywam , że czasem miewam jeszcze dołujące chwile , jak mi się przypomni coś z przeszłości albo jak wracam z pracy do domu i zdaję sobie sprawę , że czeka na mnie tylko pies z kotem. W pracy też jakoś specjalnie nie zwracam na niego uwagi.  Mam teraz inny problem ... mianowicie co mam zrobić , żeby zyskać pewność siebie w sytuacjach kiedy spotykam ich razem ? Bo tego obawiałam się bardzo ... najbardziej ! Oczywiście on udaje , że mnie nie zna , ja też nie będę się do niego wdzięczyć. Ostatnio pisałam , że pierwszy raz mam za sobą , jakoś dałam radę , ale nie ukrywam , że serce chciało mi z piersi wyskoczyć i zagryzałam język, żeby się nie rozpłakać. Dzisiaj znowu ich spotkałam i miałam ochotę się zapaść pod ziemię , żeby tylko mnie nie widzieli ... Co się ze mną dzieje ? Co mam sobie wbić do głowy , żeby olać ich i robić swoje , bo nie ukrywam , że takie sytuacje będą częstsze :-/ On ze swoim tupetem będzie mi robił na złość, bo jak ostatnio mnie zobaczył, to szybko ją za rękę złapał i później dwa razy się za mną odwracał z dziwną miną :-/ 
Pomożecie ??? Poradźcie coś !

45

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Po pierwsze: nagrodź się za ten prosty fakt, że ich widziałaś z wzajemnością i nic - nadal żyjesz. Wiem, że nie "NIC", ale nadal żyjesz, nie zrobiłaś też histerii, nie padłaś trupem etc. BRAWO - wierz mi, że ja sobie tego nie wyobrażam i nie chcę, a wobec tego nie wiem, czy nie zrobiłabym histerii, nie padła trupem etc. Jeszcze raz SZACUN, SZACUN!

Po drugie: co się z Tobą dzieje? Nic nienormalnego. To, że skacze ciśnienie, czujesz, że padniesz trupem etc. wydaje mi się na tym etapie, przy tych okolicznościach przyrody zupełnie normalne. Zrozum mnie dobrze: to, że mówię "normalne" nie oznacza, że nie rozumiem, jak bardzo boli. Po prostu zdejmij z tego dodatkowy ciężar obwiniania się za to, że Cię to boli, ciężar myślenia, że to nienormalne.

Po trzecie: spróbuj przekuć to, że on robi Ci tak perfidnie na złość na swoją siłę. Jak to o nim świadczy? Warto za tym płakać?

Po czwarte: pielęgnuj w sobie emocjonalny konstats i zen wink w czasie, gdy go nie widzisz. Ten kapitał będzie nieoceniony w chwili, gdy znów nadarzy się nieoczekiwane/niechciane spotkanie. Wzrośnie nadzieja, że kiedy znów się zobaczycie, on rozpozna w Tobie postawę: "MAM WYWALONE" i sam nieco wytrzeźwieje ze swoich niskich ciągot (nie wiem nawet, ku czemu i nóż mi się w kieszeni otwiera na taką postawę grrr:/).

Trzymaj się ciepło, słonecznie i spokojnie!

46

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink,kochana co tam u Ciebie?Mam nadzieję,że Twoja nieobecność wynika z faktu,iz wszystko jest na dobrej drodze.Zaglądam tu od czasu do czasu sprawdzić co słychać u osób,które mi pomogły w najtrudniejszym czasie.

47

Odp: Czuję się jak sinusoida...
fluoxetyna napisał/a:

BlinkBlink,kochana co tam u Ciebie?Mam nadzieję,że Twoja nieobecność wynika z faktu,iz wszystko jest na dobrej drodze.Zaglądam tu od czasu do czasu sprawdzić co słychać u osób,które mi pomogły w najtrudniejszym czasie.

Minęło już 10 miesięcy od rozstania. Może powinnam zrobić jakieś podsumowanie ? Nadal boli, ale inaczej. Mój były spodziewa się dziecka , powinnam mu pogratulować ? Nie potrafię...  Te 10 miesięcy , to istna karuzela ... Wzloty i upadki , wir nowych znajomości , randek , szukania towarzystwa , uczucia , opieki , miłości ? Strach przed samotnością , okropny strach , okropna samotność. Znajomi mają własne życie , problemy , kogoś...  Czasami dopada mnie poczucie totalnej obojętności na wszystko. Nie zaglądałam tu długo , bo było OK. teraz znowu lekki dołek ... Poznałam kogoś , spotykamy się od 2 miesięcy. Nie wiem czy nie pakuję się w coś , co nie będzie miało sensu. Stwierdziłam jednak , że może warto zaryzykować , pomimo ciężkiego bagażu doświadczeń z obu stron ;-)

48

Odp: Czuję się jak sinusoida...
BlinkBlink napisał/a:
fluoxetyna napisał/a:

BlinkBlink,kochana co tam u Ciebie?Mam nadzieję,że Twoja nieobecność wynika z faktu,iz wszystko jest na dobrej drodze.Zaglądam tu od czasu do czasu sprawdzić co słychać u osób,które mi pomogły w najtrudniejszym czasie.

Minęło już 10 miesięcy od rozstania. Może powinnam zrobić jakieś podsumowanie ? Nadal boli, ale inaczej. Mój były spodziewa się dziecka , powinnam mu pogratulować ? Nie potrafię...  Te 10 miesięcy , to istna karuzela ... Wzloty i upadki , wir nowych znajomości , randek , szukania towarzystwa , uczucia , opieki , miłości ? Strach przed samotnością , okropny strach , okropna samotność. Znajomi mają własne życie , problemy , kogoś...  Czasami dopada mnie poczucie totalnej obojętności na wszystko. Nie zaglądałam tu długo , bo było OK. teraz znowu lekki dołek ... Poznałam kogoś , spotykamy się od 2 miesięcy. Nie wiem czy nie pakuję się w coś , co nie będzie miało sensu. Stwierdziłam jednak , że może warto zaryzykować , pomimo ciężkiego bagażu doświadczeń z obu stron ;-)

Błąd jaki popełniłaś poprzednim razem był taki, że za bardzo śpieszyłaś się do związku. Widziałaś że chłopak jest gwałtowny i mimo to byłaś z nim. Ludzie powinni poznawać się powoli jakieś pół roku i nie angażować się w tym czasie, czyli żadnego zakochiwania się, żadnego seksu. Trzeba próbować też trudnych sytuacji, żeby zobaczyć jak partner daje sobie z nimi radę, bo często problemy zewnętrzne wyżywają na partnerze.

49

Odp: Czuję się jak sinusoida...

to jest straszne jak milość szybko i w jaki sposob sie kończy. Brak mi słów na otaczający mnie świat, i czasem zastanawaim sie czy warto wierzyć w milość?
ja byłam w zwiazku 5 lat, mieszkanie razem, pierścionek zaręczynowy, plany na slub, ziemia na budowe domku... prysło wszystko, caly czar, prawie umarłam. plakalam z 2 miesiące. wracalam z pracy po 15, szlam do sklepu kupić wino, kapalam sie (a czsem nie) pilam wino w łóżku i szlam spać. ból i wino mnie usypiało. w weekend jechalam do przyjaciółki, siedzialam, plakalam i pilam. Oczywiście chcialam umrzeć. byly też tabletki uspokajające, tabletki nasenne, a czasem ich ilości przekraczaly dozwolone normy.

Pewnego dnia po tych 2 miesiącach (albo trochę więcej) w pewnym momencie stanelam sobie przed lustrem i zapytalam co ja robie ze swoim życiem? on sie bawi z nową, mieszka z nią a ja ryczę codziennie i nie daje sobie rady z codziennością. wygladam beznajdziejnie jak nigdy dotąd, czuje sie jeszcze gorzej i każdego dnia uzalalm sie tylko nad sobą. nabralam jakoś sił i zaczelam zyc. .Po około miesiącu dowiedzialam sie ze sie zareczyli ( po 3 miesiacach znajomosci !)  a moi rodzice sie rozwodzą. znowu umarłam, ale juz tylko na kilka dni...

dziś minelo od tego czasu 4 lata-  poszlam na studia, spelnialm sie zawodowo, poznalam kilku męzczyzn i bylam w związku prawie 2 lata. skonczyl sie on ale tym razem ja odeszlam i nie uronilam ani jednej lezki. jestem juz rok sama i mimo że jestem atrakcyjna i nie brakuje adoratorów ja chyba nie umiem już zaufać. nie dobrze mi na samą myśl że mogloby mnie spotkać to co 4 lata temu, że moglabym znowu umrzeć... mam straszny metlik w glowie jesli chodzi o milość bo z jednej strony chcę, a  z drugiej tak sie boje że nie wiem czy kiedyś jeszcze kogoś poznam, nie wiem czy jest tam ktoś kto szuka związku prawdziwego a nie zabawy.
Nic nie jest łatwe w życiu, ale ja teraz jestem szczesliwa. mam znajomych i często wychodzę z domu. imprezuje, wyjezdzam, korzystam z życia. może mi już facet nie jest potrzebny? moze jest dobrze teraz tak jak jest? naprawdę nie wiem. w kazdym razie nie szukam, juz jedna milość przeżylam, szkoda tylko że tak krótko.

50

Odp: Czuję się jak sinusoida...

BlinkBlink,również mam podobny dylemat.Zaczęłam sie spotykać z kimś i naprawdę nie wiem czy w ogóle dobrze robię.Z jednej strony nie jestem jeszcze calkiem "ozdrowiona",zdarzaja sie doły i zwatpienie we wszystko,a zdrugiej nie chcę aby mnie przez tego człowieka coś ominęło w życiu.Nie wiem,nie ufam temu co czuję.Moze to tylko tęsknota za czułościa,strach przed samotnością?W najgorszym wypadku jakies zastępstwo tego co było.Nie chcę nikogo wykorzystywać,zranić.Okropne sa te nawracające porównania,wspomnienia pojawiające się w róznych momentach.A może to normalne?nie wiem,nie byłam w takiej sytuacji nigdy,to jest mój drugi związek w życiu.Chyba nie ma co dramatyzowac,po prostu powolutku się poznawac i czekać na rozwój sytuacji;).Powodzenia,kochana,trzymaj sie

51

Odp: Czuję się jak sinusoida...

Fluoxetyna  dziękuję , że o mnie pamiętałaś :-) Z jednej strony chciałabym mieć nadal z Tobą jakiś kontakt tutaj , a z drugiej życzę Tobie i sobie , abyśmy mogły zapomnieć o tym co było , pójść dalej do przodu i "zamknąć to forum w cholerę" ;-)

52

Odp: Czuję się jak sinusoida...

blink blink chetnie cie poznam napisz do mnie a-forys@wp.pl

Posty [ 52 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czuję się jak sinusoida...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024