To mój pierwszy post, chciałabym poradzić się Was w pewnej dość trudnej dla mnie sytuacji dotyczącej mnie i mojego chłopaka.
Jesteśmy razem ok. rok. Nigdy nie było wielkich porywów namiętności, wszystko zaczęło się na spokojnie, bardziej od przyjaźni, niż zakochania. Wiele razem przeżyliśmy przez ten czas. Niestety, mój chłopak okazał się być inny niż go sobie wyimaginowałam poznając go. Tzn. on mnie nie kocha. Jest ze mną bo jest mu dobrze i wygodnie. Potrafi być czuły, inicjuje spotkania, wspólne wyjazdy itd. Jestem jednak dla niego bardziej przyjaciółką. Między nami było już mnóstwo nieporozumień, kłótni, wyrzutów - głównie z mojej strony, bo od dawna czułam, że coś tu do końca nie gra. Podczas gdy ja pragnę romantyzmu, szaleństwa, pasji, on woli przeżywać wszystko na spokojnie.
Pomijając szczegóły, okazało się, że nie jestem w typie mojego chłopaka, jeśli chodzi o urodę. Nie przechwalając się oczywiscie, uważam, że jestem atrakcyjną, dość nietypową dziewczyną, bardzo przypominam Justynę Steczkowską, mam charakterystyczne rysy, oczy i nos, jestem szczupła i wysoka (wyższa od niego o 2 cm). Niestety, dla mojego chłopaka to nie są moje wizualne atuty. On woli zwykłą, pospolitą urodę, jaką odznacza się każda dziewczyna spotkana na ulicy albo tramwaju, typ takiej zdzirowatej, niskiej panienki... Jest to dla mnie bardzo przykre. Nie powiedział nigdy, że mu się nie podobam (podobam ale na swój sposób), po prostu nie pociągam go fizycznie, tak mocno jak inne. Mimo to on chce być ze mną, wiele razy zawiódł się, próbując zdobyć zainteresowanie dziewczyn w swoim typie, dlatego teraz bardziej skupił się na wnętrzu jakie sobą reprezentuję ja, a nie na wyglądzie.
Nie wiem co mam myśleć. Mimo, że wiele osób mówi mi, że jestem piękną dziewczyną, mam nos "z charakterem" jak to kiedyś określił pewien nieznajomy starszy pan na ulicy, to przez mojego chłopaka popadam w kompleksy. Gdy ma okazję ogląda się za innymi, które kręcą go bardziej niż ja - on oczywiscie tłumaczy, że to normalne, ale i tak liczę się tylko ja. Ja się sobie podobam, smutno mi tylko, że nie jestem atrakcyjna i pociągająca dla swojego chłopaka. Poza tym o nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha, nigdy też nie starał się o mnie specjalnie, nie zabiegał o moje względy, nie czuł się we mnie zakochany w pełnym znaczeniu tego słowa. Wiem, że on jest zdolny do tego by "oszaleć" na czyimś punkcie, kiedyś mi o tym mówił, co oszołomiony potrafił zrobić, gdy zauroczył się w jakiejś dziewczynie - niestety wobec mnie ani razu się nie zachował w podobny sposób.
Jestem w dołku. Odkąd wiele razy ranił mnie swoim małym zaangażowaniem, brakiem wylewności, komplementów, zwracaniem uwagi na inne, doszłam do wniosku, że związek z nim bardzo źle wpływa na moją samoocenę. Czuję się coraz bardziej nieszczęśliwa, gorsza, brzydka, mimo że nie miałam do tej pory uwag co do samej siebie - figury może pozazdrościć mi nie jedna koleżanka... Przez to, że nie wzbudzam w swoim chłopaku pożądania, nie uprawialiśmy jeszcze seksu, mimo, że to ja przeważnie próbowałam inicjować zbliżenie... Pieszczoty i przytulanie to wszystko (nie raz sprawiałam mu przyjemność oralnie, bez wzajemności - bo brzydził się oczywiście) Nie rozumiem tego... Czuje się strasznie...
On jest ze mną głównie dlatego, że według niego mam ciekawe wnętrze, że jestem artystką, że z żadną inną dziewczyną nie nawiązał takiego porozumienia jak ze mną. Doceniam to, ale jesteśmy w końcu parą, chcę się czuć przy nim jak kobieta, a nie siostra. Coraz bardziej mnie to wszystko frustruje. Myślałam nawet żeby odejść od niego, i nawet gdy mu o tym wspomniałam, to tak po prostu powiedział mi, że skoro czuję się przy nim źle i pragnę nierealnej miłości jak z filmu (sam przeżył miłosny zawód i teraz zrzędzi), to on nie będzie mnie zatrzymywał, jeśli miałabym dzięki temu być szczęśliwsza z kimś innym...
Jestem rozczarowana i czuje się bardzo źle. Postanowiłam nawet zerwać z nim kontakt, bo mam tego dość. Problem w tym, że ja naprawdę go kocham, podoba mi się jaki jest fizycznie (jest przystojny) i mentalnie. Jako przyjaciel jest dla mnie bardzo dobry, lubię spędzać z nim czas i w ogóle... Myślę jednak, że gdyby był z dziewczyną w swoim typie, to wobec niej zachowywałby się zupełnie inaczej i z pewnością nie pozwoliłby sobie na pewien luz, jakim wykazał się przede mną. Nie chciałabym jednak żeby był z inną, cierpiałabym...
Płakać mi się chce...