Witam! Rozstalam sie z chlopakiem, bo od miesiaca poczul, ze sie dusi. Fakt, mialam do niego pretensje o brak czasu. Tydzien temu sie rozstalismy z zaznaczeniem, ze jak sie poprawi to wszystko wroci do normy.
Od tego dnia nie inicjowalam kontaktow, 3 razy pisal - 3 razy odpisałam, ze nie moge rozmawiac i sie odezwe nastepnego dnia. Wszystko milo, sympatycznie i z klasa. W czwartek sie widzielismy w sprawie sluzbowej - zalatwilam i wyszlam. Chwile pozniej pisał, dlaczego jestem taka skrepowana. Zbylam go, ze nie mam czasu i pogadamy jutro.
Moim celem było to aby poczuł, że faktycznie mnie nie ma tak jak miał mnie wcześniej. Nie panikowałam, nie byłam nadąsana. Byłam z siebie zadowolona, bo nagle on sam inicjował kontakt, a to było przyczyną awantur cały marzec. Cieszyłam się, że reaguje dobrze na brak kontaktu i myślałam, że szybko wszystko wróci do normy..
Nagle w piątek zaczął się zachowywać wzgledem mnie karygonie. Wykorzystał jakieś informacje które mu przekazałam dawno w prywatnej rozmowie między partnerami na temat mojej koleżanki, zaczął się wygrażać pod jej adresem. Jego kolega do mnie napisał co to za awantury. On ma 40 lat, to nie jest jakiś małolat czy półgłówek tylko wykształcony mężczyzna.. Napisałam mu, że się go boję, że czułam się bezpiecznie zawsze przy nim a teraz jestem skołowana i poprosiłam aby taki nie był. Nie odpisał mi. Następnego dnia znów odezwałam się z prośbą aby się uspokoił, - na nic moje prośby - uznał, że nie puści takiej zniewagi.
Nie rozumiem... jak można po jakimś czasie przypominać sobie jakas bzdure i igrac z moimi emocjami? Przecież wie, że naraża mnie wsród moich znajomych (brak dyskrecji, na cholere mu cokolwiek mówiłam?). Wie, że go kocham. To on mnie zostawił bo upominałam sie o spotkania, to on po tym jak mnie zostawił o te spotkania zabiegał gdy zastosowałam chłodnik (w koncu rozstanie to rozstanie, chcialam aby poczul, ze mnie faktycznie nie ma).
Zamierzam mu powiedzieć, że się go boje i ze jego decyzja o rozstaniu była dobra, że nie zamierzam starać się aby wszystko wróciło do normy bo się go boję, jego agresji i nie potrafiłabym z nim na nowo osiągnąć satysfakcji seksualnej. Myślicie, że to na niego podziała? Uspokoi się? Jak można mieć takie skrajne nastroje?:(