Witam.
Chciałam się podzielić z Wami moją historią. Byłam z chłopakiem 2,5 roku. Było cudownie, praktycznie w ogóle się nie kłóciliśmy, szanowaliśmy się, dziękowałam Bogu, że spotkałam na swojej drodze tak wspaniałego mężczyznę. Nie dość, że przystojny, dobry jako człowiek, to jeszcze ambitny, wykształcony... ale nie wiem czy właśnie jego chore ambicje nie zniszczyły tej miłości. Kiedy się poznaliśmy, był akurat na dziekance, ponieważ miał problemy zdrowotne, więc miał dużo czasu wolnego... (choć w międzyczasie zapisał się na kurs angielskiego, bo stwierdził, że brakuje mu nauki). Dziekanka się skończyła i wrócił na studia (zaoczne). Do ukończenia magisterki został mu rok. Oczywiście ilość naszych spotkań się zmniejszyła, ponieważ ja też studiuję zaocznie (w innym mieście) i czasami nasze zjazdy się nie zgrywały i zwyczajnie się mijaliśmy. Jednak zawsze staraliśmy się to nadrobić (dzieli nas zaledwie 5km). W czasie gdy kończył magistra, podjął się kolejnych studiów podyplomowych. A dla mnie miał coraz mniej czasu, bo nie dość że uczył się na egzaminy to pisał pracę magisterską, no i oczywiście pracował. Pod koniec związku widywaliśmy się zaledwie raz w tygodniu na średnio 3-4h bo miał zdać pracę dyplomową do dziekanatu... bardzo za nim tęskniłam, mówiłam mu to, ale zawsze powtarzał, że odbijemy to sobie i żebym zrozumiała... Ostatnie nasze spotkanie, pod koniec stycznia było w jego urodziny. Zaprosił mnie do restauracji na kolacje, później przyjechaliśmy do mnie, miło spędziliśmy wieczór, nawet się ze mną kochał... nic nie zapowiadało rozstania, kompletnie nic. 3 dni później wracałam pociągiem z egzaminu, bardzo źle się czułam ? chciał po mnie przyjechać, ale stwierdziłam, że nie będę go fatygować, że sobie poradzę... martwił się, dzwonił czy doszłam do domu, że jeśli mi nie przejdzie, żebym następnego dnia szła do lekarza... pisał, że kocha... Następnego dnia z rana, już się lepiej czułam, rozmawiałam z nim rano przez tel, umówiliśmy się na wieczór... i co? Po południu dostaje od niego sms-a... że od pół roku miał co jakiś czas przebłyski, że się zastanawiał nad podjęciem tej decyzji, ale zdecydował, że lepiej będzie jak się rozstaniemy. Że on jest typem samotnika, że woli być sam. Że nie obiecuje mi, że w przyszłości będzie ślub, dziecko bo sam nie wie czego w życiu chce. Że on mnie zaniedbuje, że nie jestem szczęśliwa w tym związku i się wzajemnie oszukujemy... że jestem cudowną dziewczyną z wielkim serduchem i zasługuje na kogoś lepszego... że gdy będę w potrzebie to abym dała mu znać, jeśli będzie mógł to mi pomoże... że on stwierdził, że chce się kształcić dalej, bo mu to sprawia przyjemność i to czuje... na końcu napisał, żebym nie myślała, że chodzi o inną kobietę. Później pisał jeszcze przez kilka dni, że bardzo mnie przeprasza.
Minęło 1,5 miesiąca od rozstania, a od miesiąca nie mamy kontaktu. Ja dalej wegetuje, nie potrafię się pozbierać, codziennie płaczę i zastanawiam się o co chodzi... staram się zająć myśli czymś innym, próbuje pisać pracę magisterską, bo mam ją złożyć do końca maja, ale za cholerę nie potrafię się skupić...
Ta wiadomość od niego spadła na mnie jak grom z jasnego nieba, wylał na moją głowę kubeł zimnej wody, szok. Nie spodziewałam się tego kompletnie. Najbardziej zabolało mnie, że zakończył to w ten sposób ? przez durnego sms-a! Przyznał się, że nie miał odwagi mi tego powiedzieć w oczy, że wie jakby się to skończyło, że ja bym płakała i on... że to spotkanie to byłyby same emocje i nic dobrego z tego by nie wyszło...Wierzycie, że są tacy ludzie, którzy wolą być sami? Wspomnę, że on ma 28 lat... pierwszej młodości nie jest. Przede mną był tylko w jednym związku w czasach liceum, który trwał zaledwie pół roku (i w międzyczasie z 15 razy się rozstawali)... w sumie to nie raz mu powtarzałam, że wydaje mi się, że on najlepiej czułby się jakby był sam... on jest typem domatora, ja wolę gdzieś pojechać, czasami go to męczyło, ale raczej stawialiśmy na kompromisy... Mieliśmy wspólne plany na wakacje.... Jest mi cholernie ciężko, nie ma minuty, żebym o nim nie myślała. Najgorsze jest to, że czasami go widuje na poczcie (praca od nas tego wymaga, że praktycznie codziennie musimy tam chodzić). I jedyne jest głupie ?cześć? , ?cześć?. To tak boli... wcześniej tyle nas łączyło, a teraz wszystko ogranicza się do głupiego ?cześć?. Wolałabym go nie widzieć, bo gdy go zobaczę to automatycznie nogi mam z waty, serce wali jak szalone a oczy szkliste...
wiedział, że mój poprzedni związek bardzo przeżyłam i obiecywał, że nigdy mnie nie skrzywdzi ... nie dotrzymał słowa... nie wiem jak mam sobie z tym poradzić ![]()
Różnie bywa... może potrzebuje czasu, żeby się upewnić, żeby zrozumieć pewne rzeczy. Może wydawało mu się, że lepiej będzie mu samemu co wcale nie oznacza, że tak będzie ![]()
niewiele czasu minęło... daj mu jeszcze chwilę i zapytaj jak mu jest
szkoda, że nie postanowiliście się jednak przyjaźnić skoro przyczyną rozstanie nie był dramat
skoro tyle Was łączyło, tak dobrze się znacie szkoda takiej relacji
ps. 28 lat i nie pierwszej młodości? zwariowałaś? całe życie przed wami
W połowie lutego bronił magistra, wysłałam mu sms-a, że życzę powodzenia, dodatkowo pocztą wysłałam mu breloczek z grawerem (który jeszcze zamówiłam przed rozstaniem) i list, w którym napisałam co mnie boli i co o tym wszystkim myślę. Jak dostał to zadzwonił, rozmawialiśmy prawie pół godziny przez tel i oczywiście tylko przepraszał i przepraszał... i dziękował za breloczek. Mówił, że zawsze mogę na niego liczyć, że może mi pomóc w kwestii finansowej... że jestem dla niego kimś wyjątkowym... i po co gada takie głupoty? Taka jestem wyjątkowa, a w ogóle nie interesuje się czy ja żyje, jak się czuje, czy sobie jakoś radzę, nawet głupich życzeń 8 marca od niego nie dostałam... boliii, cholernie boli to, że człowiek z dnia na dzień może przekreślić wszystko i zapomnieć...
Aldonka, co do przyjaźni to ja sama nie wiem czy byłabym w stanie rozmawiać z nim jak z kumplem... bo zwyczajnie go Kocham. Jak nawet mam iść na tą pocztę i wiem, że mogę go spotkać to mam mieszane uczucia... bo sama nie wiem czy chcę go widzieć. Z jednej strony tak, bo bardzo tęsknię, a z drugiej strony jak go zobaczę to we mnie wszystko pęka, w pracy zaciskam zęby, ale tylko wejdę do domu i rozpadam się na kawałki... ![]()
Może masz rację Aldonka, może za jakiś czas do niego napiszę, zapytam...
W połowie lutego bronił magistra, wysłałam mu sms-a, że życzę powodzenia, dodatkowo pocztą wysłałam mu breloczek z grawerem (który jeszcze zamówiłam przed rozstaniem) i list, w którym napisałam co mnie boli i co o tym wszystkim myślę. Jak dostał to zadzwonił, rozmawialiśmy prawie pół godziny przez tel i oczywiście tylko przepraszał i przepraszał... i dziękował za breloczek. Mówił, że zawsze mogę na niego liczyć, że może mi pomóc w kwestii finansowej... że jestem dla niego kimś wyjątkowym... i po co gada takie głupoty? Taka jestem wyjątkowa, a w ogóle nie interesuje się czy ja żyje, jak się czuje, czy sobie jakoś radzę, nawet głupich życzeń 8 marca od niego nie dostałam... boliii, cholernie boli to, że człowiek z dnia na dzień może przekreślić wszystko i zapomnieć...
Aldonka, co do przyjaźni to ja sama nie wiem czy byłabym w stanie rozmawiać z nim jak z kumplem... bo zwyczajnie go Kocham. Jak nawet mam iść na tą pocztę i wiem, że mogę go spotkać to mam mieszane uczucia... bo sama nie wiem czy chcę go widzieć. Z jednej strony tak, bo bardzo tęsknię, a z drugiej strony jak go zobaczę to we mnie wszystko pęka, w pracy zaciskam zęby, ale tylko wejdę do domu i rozpadam się na kawałki...
Może masz rację Aldonka, może za jakiś czas do niego napiszę, zapytam...
On dal sobie z Toba spokoj na dzien dzisiejszy i to na 100%.Pobedzie sam, moze sie zabawi, moze pozna kogoś badz juz to zrobil. Wiem powiesz ze Ci obiecywal ze nie ma,ok ale miłość tez ci obiecywal to licz ze każdy powod jest durny który ci powiedział na dowidzenia. Tez mnie boli takie traktowanie drugiego człowieka jak zabawke. Nic juz nie poradzisz bo na sile to bezsensu. Moze wróci jak sie wynudzi ale ty juz bedziesz obojetna.
5 2015-03-15 19:12:01 Ostatnio edytowany przez Al_donka (2015-03-15 19:19:45)
Ależ miłość nie jest przeszkodą. To nigdy nie będzie zwykły kumpel i nie tak masz go traktować, to ktoś wyjątkowy i już zawsze taki zostanie.
Że życzeń na 8 marca nie przysłał, daj spokój, to tylko głupie konwenanse (ja mam dwóch i żaden nie przysłał, nawet by mi do głowy nie przyszło, ze to brak zainteresowania... cieszę się, ze przy mnie nie boją się być sobą i nie udają)
Piszesz, ze się nie interesuje, skąd wiesz? Skąd wiesz, że nie? A może robi to tak żebyś nie wiedziała.
Oni są inni musisz zrozumieć, że nigdy nie zrozumiesz
. Nawet się nie staraj. Może milczy, bo nie chce Cię ranić, bo chce zebyś miała spokój, nie chce podsycać uczucia dopóki sam się nie upewni. Może boi się, że sam pęknie, że się rozklei... może jest ktoś inny... nawet nie wiem co tam w tych męskich głowach siedzi. Powodów może być 1000. Zadzwonił jak dostał list, moim zdaniem to sporo znaczy.
Ależ miłość nie jest przeszkodą. To nigdy nie będzie zwykły kumpel i nie tak masz go traktować, to ktoś wyjątkowy i już zawsze taki zostanie.
Że życzeń na 8 marca nie przysłał, daj spokój, to tylko głupie konwenanse (ja mam dwóch i żaden nie przysłał, nawet by mi do głowy nie przyszło, ze to brak zainteresowania... cieszę się, ze przy mnie nie boją się być sobą i nie udają)Piszesz, ze się nie interesuje, skąd wiesz? Skąd wiesz, że nie? A może robi to tak żebyś nie wiedziała.
Oni są inni musisz zrozumieć, że nigdy nie zrozumiesz. Nawet się nie staraj. Może milczy, bo nie chce Cię ranić, bo chce zebyś miała spokój, nie chce podsycać uczucia dopóki sam się nie upewni. Może boi się, że sam pęknie, że się rozklei... może jest ktoś inny... nawet nie wiem co tam w tych męskich głowach siedzi. Powodów może być 1000. Zadzwonił jak dostał list, moim zdaniem to sporo znaczy.
Zgadzam sie w 100% a ostatnie zdanie jest znakiem ze nie ma cie calkowicie gdzieś a to dobrze o nim znaczy i nie rob sobie nadzieii.
Hej,
a moja rada jest taka: nie odzywaj się (przynajmniej kilka miesięcy) i nie szukaj kontaktu. Jeżeli chłopak będzie chciał, to się odezwie i znajdzie sposób na ponowny kontakt.
Nie chcę generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka, ale niestety byłam w podobnej sytuacji. Po pewnym czasie związku (byliśmy ze sobą co prawda krócej niż w Twoim przypadku), zapewnieniach, że jestem wyjątkowa, że mu zależy i wspólnych planach, ex również zerwał ze mną przez sms. Tak po prostu, nie kłóciliśmy się. Też mówił, że chce być sam, że zasługuję na kogoś lepszego, że on się meczy (jest typem samotnika) i nie wie jak to będzie. Proponował przyjaźń, ale po kilku wiadomościach od niego poprosiłam, by przestał pisać, bo jest mi ciężko i potrzebuję czasu.
Płakałam, tęskniłam, serce miałam rozdarte, ale się nie odzywałam. Stwierdziłam, że muszę uszanować jego decyzję, w głębi duszy pragnęłam, że nasze drogi kiedyś się zejdą. Wiedziałam, że jednak nie mogę nikogo zmusić do miłości, a jak będzie chciał, to sam nawiąże kontakt.
Minęło niecałe pół roku od tego czasu. Jakoś żyłam, z każdym dniem na pewno było lepiej. I czego się dowiedziałam po tym czasie?
Kilka dni temu dowiedziałam się, że on wcale nie zerwał, bo chciał być sam (bo już jest w kolejnym związku), tylko będąc ze mną spotykał się z innymi dziewczynami ( nie wiem, czy na seks, czy tylko na kawę- nic mi jednak nie było wiadomo o jego randkach). Okazał się oszustem.
Nie mówię, że Twój chłopak nim jest, może się po prostu pogubił, stąd to zerwanie. Radzę tylko, byś dała mu i sobie czas. Urwała kontakt. Po to, byś za pewien czas, cokolwiek by się stało, mogła na siebie spojrzeć z satysfakcją, że nie wygłupiłaś się i nie skamlałaś o miłość.
bezsilna90 znacie się nie od wczoraj, więc takie zerwanie - "przez sms" jest nie do przyjęcia.
Uważam, że nie dorósł do związku, a tym bardziej do szczerej rozmowy face-to-face.
Wydaje mi sie, że separacja będzie jakiegoś rodzaju antidotum, a teraz pozostanie Ci zajęcie się sobą, choć domyślam się jakie to bolesne.
9 2015-03-15 21:56:14 Ostatnio edytowany przez bezsilna90 (2015-03-15 21:59:02)
Właśnie to mnie najbardziej zabolało... że okazał się kompletnym tchórzem, nie mając odwagi powiedzieć mi tego prosto w twarz tylko zrywając przez sms-a... przecież nic mu nie zrobiłam, nie zasłużyłam na takie traktowanie
ufałam mu jak nikomu innemu... a on tak mnie zawiódł. Chyba już nigdy nie będę w stanie tak pokochać i zaufać... Najbardziej męczy mnie ta niewiedza, nie wiem o co tak naprawdę mu chodzi - może kiedyś się dowiem. Jego kumple, z którymi trzyma też są singlami - nie wiem, może im pozazdrościł...? Ale na pewno nie zerwał po to aby się wyszaleć... bo tak jak pisałam, jest typem domatora, a żeby wyciągnąć go na imprezę graniczyło z cudem. Mówił mi kiedyś, że jak był sam, to np. jego noc sylwestrowa wyglądała jak każda inna - czyli o 23 szedł spać ... poza tym przed samym naszym rozstaniem jego dni wyglądały tak: praca, dom, obiad, drzemka, nauka, kolacja i do łóżka... a w weekendy szkoła, a jak weekend miał wolny to nauka bądź pisanie pracy dyplomowej... nie ogarniam tego. Ja mam inne priorytety w życiu - dla mnie miłość i rodzina to najpiękniejsze dary jakie dostajemy wraz z życiem. Dla niego zawsze nauka i ambicje były najważniejsze. Nie rozumiem jak można stawiać to ponad wszystko, ponad miłość. Może on jeszcze zwyczajnie nie dojrzał do związku? Bo jaki człowiek chce być sam? W głowie mi się to nie mieści. Jak go spytałam przez tel czy chcę być całe życie sam, to odpowiedział: że nie wie jak to będzie, że może za 10 lat z kimś się zwiąże ale na tą chwilę chce być sam.
Pamiętam jak kilka dni przed rozstaniem wyskoczył z tekstem: kurde, dopiero uświadomiłem sobie jaki ja już jestem stary. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu, że cały czas jestem młody bo chodzę do szkoły i się uczę. Hmmm, może wystraszył się odpowiedzialności? Że pora coś pomyśleć w związku z nami, przejść do kolejnego etapu? Może zwyczajnie uciekł jak tchórz... mu przy mamusi jest bardzo wygodnie...
Widzisz, priorytety są dość istotne w związku, jak są spójne, to cały związek jest spójny.
Czy ma sens zastanawianie się o co mu chodzi? Możesz spędzić następne lata na zastanawianiu się.
Zdaje się, że trzeba odpuścić.
Odpuściłam już dawno, w sensie takim, że do niego nie piszę bo wiem, że to nie ma najmniejszego sensu. On jest stanowczy. Powiedział mi, że jeśli go Kocham to żebym uszanowała jego decyzje... jednak jakaś głupia malutka nadzieja zaprząta mi głowę... ehh, chciałabym przejść już ten okres 'żałoby', zasnąć i obudzić się za rok. Albo wykasować te wszystkie wspomnienia i wymazać jego z pamięci. Żeby to się tak dało......
Priorytety... hmm, ja też studiuję, też w tym roku się bronie, też to jest dla mnie ważna sprawa, ale oczywiście nie najważniejsza. Moim zdaniem można spokojnie pogodzić te dwie kwestie - związek z edukacją. Jednak wg Niego nie. A przecież wystarczy odpowiednio zorganizować czas. No i trochę chęci...
chciałabym przejść już ten okres 'żałoby', zasnąć i obudzić się za rok. Albo wykasować te wszystkie wspomnienia i wymazać jego z pamięci. Żeby to się tak dało......
Co przeżyłaś to Twoje. Pamiętaj te dobre chwile, to one ciebie kształtują.
Priorytety... hmm, ja też studiuję, też w tym roku się bronie, też to jest dla mnie ważna sprawa, ale oczywiście nie najważniejsza. Moim zdaniem można spokojnie pogodzić te dwie kwestie - związek z edukacją. [...] No i trochę chęci...
Do tanga trzeba dwojga. Nic na siłe.
Widzisz Ty to widzisz tak, on to może widzieć inaczej. Ja jestem prawie rok od rozstania. Mój związek wyglądał bardzo podobnie do Twojego (trwał dokładnie tyle samo, kwestia ambicji i studiów, argumenty o samotności, też się praktycznie nie klocilismy, moja ex tak jak Twój ex nie miała wcześniej żadnego poważnego związku). U mnie się skończyło bo zaczynałem myśleć o przejściu na wyższy etap, ona prawdopodobnie zaczęła wtedy rozmyślania i przestraszyla się. Przeżyj żałobę po rozstaniu, zachowaj w głowie mile wspomnienia i idź dalej przez życie, jeśli naprawdę Cie kocha i zrozumie, że z Tobą będzie szczęśliwy to wróci, ale tak naprawdę szczerze to wątpię. Ty masz to szczęście, że on od początku określił swoje priorytety.
Widzisz Ty to widzisz tak, on to może widzieć inaczej. Ja jestem prawie rok od rozstania. Mój związek wyglądał bardzo podobnie do Twojego (trwał dokładnie tyle samo, kwestia ambicji i studiów, argumenty o samotności, też się praktycznie nie klocilismy, moja ex tak jak Twój ex nie miała wcześniej żadnego poważnego związku). U mnie się skończyło bo zaczynałem myśleć o przejściu na wyższy etap, ona prawdopodobnie zaczęła wtedy rozmyślania i przestraszyla się. Przeżyj żałobę po rozstaniu, zachowaj w głowie mile wspomnienia i idź dalej przez życie, jeśli naprawdę Cie kocha i zrozumie, że z Tobą będzie szczęśliwy to wróci, ale tak naprawdę szczerze to wątpię. Ty masz to szczęście, że on od początku określił swoje priorytety.
I właśnie chyba dlatego tak ciężko jest mi się pozbierać, bo było wręcz idealnie, nic się nie zapowiadało, że zaraz ta bajka się skończy... jak już chciał to skończyć, mógł mnie do tego jakoś przygotować, nawet sprowokować jakąś kłótnie, cokolwiek...
Kurde, patrzyłam na związki moich znajomych - wieczne kłótnie, pretensje, rozstania, powroty... tak się cieszyłam, że nas to nie dotyczy, że my nie mamy takich problemów, nawet mu nie raz powtarzałam... a tu w najmniej oczekiwanym momencie czar prysł, koniec.
A co do priorytetów, to on sam ich nie określił. Ja to po prostu stwierdziłam z czasem. Jak wcześniej wspominałam, to na początku związku był na dziekance i odciął się od szkoły (choć też nie do końca, bo tak jak pisałam zapisał się na kurs angielskiego, bo stwierdził że brakuje mu nauki). Ale jak wrócił na uczelnie to jakby tylko nią żył. Pod koniec związku to już w ogóle o niczym innym nie potrafił porozmawiać tylko o szkole... bywało już to naprawdę męczące... był akurat przed sesją, przed obroną, to stwierdziłam - ok, zacisnę zęby i jakoś wytrzymam... Czekałam, starałam się jak mogłam, zawsze ja musiałam się do niego dostosować bo to on wiecznie był zajęty i nie miał czasu... i po co to wszystko... pobawił się mną i wyrzucił jak zużytą zabawkę.
Czekałam, starałam się jak mogłam, zawsze ja musiałam się do niego dostosować bo to on wiecznie był zajęty i nie miał czasu... i po co to wszystko... pobawił się mną i wyrzucił jak zużytą zabawkę.
Będąc w związku nie masz tego luksusu, aby na milion procent wiedzieć, że za "N" lat będzie nadal idealnie i/lub ktoś postanowi odejść.
Jak pisałem w innym wątku - ciesz się pozytywnymi wspomnieniami i idź do przodu.
bezsilna90 napisał/a:Czekałam, starałam się jak mogłam, zawsze ja musiałam się do niego dostosować bo to on wiecznie był zajęty i nie miał czasu... i po co to wszystko... pobawił się mną i wyrzucił jak zużytą zabawkę.
Będąc w związku nie masz tego luksusu, aby na milion procent wiedzieć, że za "N" lat będzie nadal idealnie i/lub ktoś postanowi odejść.
Jak pisałem w innym wątku - ciesz się pozytywnymi wspomnieniami i idź do przodu.
Sorki ale jak sie mozna cieszyc pozytywnymi wspomnieniami kiedy dostajesz kopa,przeciez to absurd.
Olać takie wspomnienia. Wspomnienia sa jak trwaja a nie jak ktoś ma nas w tylku.
pachnacypodroznik napisał/a:Będąc w związku nie masz tego luksusu, aby na milion procent wiedzieć, że za "N" lat będzie nadal idealnie i/lub ktoś postanowi odejść.
Jak pisałem w innym wątku - ciesz się pozytywnymi wspomnieniami i idź do przodu.Sorki ale jak sie mozna cieszyc pozytywnymi wspomnieniami kiedy dostajesz kopa,przeciez to absurd.
Olać takie wspomnienia. Wspomnienia sa jak trwaja a nie jak ktoś ma nas w tylku.
Zgadzam się z borussia... pozytywne wspomnienia w tym momencie zadają mi ból i to taki cholerny, nie do opisania, bo mam świadomość, że kolejnych już nie będzie z tym człowiekiem... Chcę sobie go obrzydzić, zrazić do siebie, znienawidzić, dlatego właśnie staram się przypominać tylko te złe chwile, ale było ich tak mało, że prawie wcale...
Na dworze tak pięknie słońce świeci, a ja nawet nie potrafię się z tego cieszyć. Wręcz mnie to denerwuje bo od razu zastanawiam się gdzie byśmy się wybrali jakby było tak jak dawniej... choreee to jest, to życie jest takie niesprawiedliwe.
Mój związek wyglądał bardzo podobnie do Twojego (trwał dokładnie tyle samo, kwestia ambicji i studiów, argumenty o samotności, też się praktycznie nie klocilismy, moja ex tak jak Twój ex nie miała wcześniej żadnego poważnego związku). U mnie się skończyło bo zaczynałem myśleć o przejściu na wyższy etap, ona prawdopodobnie zaczęła wtedy rozmyślania i przestraszyla się.
Jacenty89, ile potrzebowałeś czasu żeby się ogarnąć, pogodzić z tym i zacząć żyć na nowo? A przede wszystkim z uśmiechem na twarzy rozpoczynać dzień... i nie myśleć o tej drugiej osobie... bo ja chyba niedługo oszaleje z tymi myślami, muszę sobie chyba mózg przeszczepić.
Aj kochana, mogłybyśmy sobie przybić piątkę! Nie ma to jak usłyszeć od faceta, że jesteś piękna, cudowna, wręcz idealna ale on nie może być z Tobą. Świetne wspomnienia sprawiają tylko ból a złe momenty nagle zniknęły i nie umiesz ich sobie przypomnieć skąd ja to znam hehehe. Czekam na dzień kiedy przestanę być zaślepiona i powiem, że jednak nie był taki idealny ale boję się, że ten dzień nie nastąpi. Zamiast się cieszyć z pięknej pogody wróciłam do domu i siedzę na tym forum bo tylko to jakoś sprawia, że nie myślę i odcinam się od swoich problemów.
Teraz najważniejsza jest Twoja magisterka. Skup na niej całą energię. Rozwijaj się i rób coś dla siebie
Pozdrawiam!
Aj kochana, mogłybyśmy sobie przybić piątkę! Nie ma to jak usłyszeć od faceta, że jesteś piękna, cudowna, wręcz idealna ale on nie może być z Tobą. Świetne wspomnienia sprawiają tylko ból a złe momenty nagle zniknęły i nie umiesz ich sobie przypomnieć skąd ja to znam hehehe. Czekam na dzień kiedy przestanę być zaślepiona i powiem, że jednak nie był taki idealny ale boję się, że ten dzień nie nastąpi. Zamiast się cieszyć z pięknej pogody wróciłam do domu i siedzę na tym forum bo tylko to jakoś sprawia, że nie myślę i odcinam się od swoich problemów.
Teraz najważniejsza jest Twoja magisterka. Skup na niej całą energię. Rozwijaj się i rób coś dla siebie
Pozdrawiam!
Tak trzymaj, bedziesz obserwowana :-P
Milego dzionka ci zycze ;-)
Aj kochana, mogłybyśmy sobie przybić piątkę! Nie ma to jak usłyszeć od faceta, że jesteś piękna, cudowna, wręcz idealna ale on nie może być z Tobą. Świetne wspomnienia sprawiają tylko ból a złe momenty nagle zniknęły i nie umiesz ich sobie przypomnieć skąd ja to znam hehehe. Czekam na dzień kiedy przestanę być zaślepiona i powiem, że jednak nie był taki idealny ale boję się, że ten dzień nie nastąpi. Zamiast się cieszyć z pięknej pogody wróciłam do domu i siedzę na tym forum bo tylko to jakoś sprawia, że nie myślę i odcinam się od swoich problemów.
Teraz najważniejsza jest Twoja magisterka. Skup na niej całą energię. Rozwijaj się i rób coś dla siebie
Pozdrawiam!
Enii, ile u Ciebie czasu minęło od rozstania? Jest już z Twoim samopoczuciem choć ciutkę lepiej?
Heh... czyli mamy podobnie. Na dworze słońce świeci i zamiast korzystać z tej pięknej pogody, to siedzimy w czterech ścianach przy komputerze aby posiedzieć na forum. Jakaś masakra... ale sprawia mi ulgę to pisanie, choć na chwilę... Achhh i jak widzisz, jestem tu, czyli praca magisterska nadal stoi w miejscu. Nie chcę zawalać studiów przez Niego, bo nie jest tego wart, wiem że muszę się zebrać i udowodnić samej sobie, że jestem silna i dam radę. Brzmi to na razie irracjonalnie dla mnie samej, ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będzie jakiś progress...
Bezsilna, zobaczysz to minie. Wiem przez co przechodzisz. W zeszłym tygodniu to słońce było dla mnie nie do zniesienia a dziś już ładniej świeci.
Wspomnienia na dziś są niepotrzebne. Mów na głos 'nie myśleć ' Raz zadziała, trzy razy nie. Aż w końcu ze zdziwieniem stwierdzisz, że już tego nie mówisz. Wiem, sama w to nie wierzyłam ale tak jest. Nic nie trwa wiecznie. Mów, pisz jak Cię boli. Płacz. Wyrzucaj z siebie i wierz, że minie. Obiecuję Ci!
Enii napisał/a:Aj kochana, mogłybyśmy sobie przybić piątkę! Nie ma to jak usłyszeć od faceta, że jesteś piękna, cudowna, wręcz idealna ale on nie może być z Tobą. Świetne wspomnienia sprawiają tylko ból a złe momenty nagle zniknęły i nie umiesz ich sobie przypomnieć skąd ja to znam hehehe. Czekam na dzień kiedy przestanę być zaślepiona i powiem, że jednak nie był taki idealny ale boję się, że ten dzień nie nastąpi. Zamiast się cieszyć z pięknej pogody wróciłam do domu i siedzę na tym forum bo tylko to jakoś sprawia, że nie myślę i odcinam się od swoich problemów.
Teraz najważniejsza jest Twoja magisterka. Skup na niej całą energię. Rozwijaj się i rób coś dla siebie
Pozdrawiam!Enii, ile u Ciebie czasu minęło od rozstania? Jest już z Twoim samopoczuciem choć ciutkę lepiej?
Heh... czyli mamy podobnie. Na dworze słońce świeci i zamiast korzystać z tej pięknej pogody, to siedzimy w czterech ścianach przy komputerze aby posiedzieć na forum. Jakaś masakra... ale sprawia mi ulgę to pisanie, choć na chwilę... Achhh i jak widzisz, jestem tu, czyli praca magisterska nadal stoi w miejscu. Nie chcę zawalać studiów przez Niego, bo nie jest tego wart, wiem że muszę się zebrać i udowodnić samej sobie, że jestem silna i dam radę. Brzmi to na razie irracjonalnie dla mnie samej, ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będzie jakiś progress...
U mnie to jest świeża sprawa nawet bardzo świeża a samopoczucie fatalne! Aktualnie jestem taka niewyspana, że ledwie widzę na oczy. Sypiam po 3 godziny jak dobrze pójdzie ale mimo to staram się uśmiechać i nie dać zwariować. Nie mogę wyrzucić go z głowy nawet na chwilę. Myślę co teraz robi, jak się czuje, czy się wyspał i ciągle przewijają mi się w głowie wszystkie miłe chwile. Też bardzo mi pomaga to forum, przede wszystkim uświadamia mi, że nie jestem z tym sama i skoro wy dajecie chociaż trochę radę ja też mogę. Zawsze można tutaj się wygadać, ponarzekać, wymienić poglądami i ludzie Cię wspierają bo wiedzą co aktualnie czujesz. Powtarzam sobie codziennie ''przecież jestem silna i dam rade''. Kiedy wrócę do normalności nie mam pojęcia ale każdy dzień zbliża mnie ku temu!
Magisterki zawalić nie możesz! Masz racje on nie jest tego wart, wiem jak ciężko jest się teraz skupić ale trzeba spiąć dupkę i działać. Ja broniłam się rok temu i znowu nie mogłam się skupić bo byłam w miłosnej euforii hehehe tak źle i tak niedobrze.
Powodzenia życzę i pamiętaj nie jesteś z tym sama!
Enii napisał/a:Aj kochana, mogłybyśmy sobie przybić piątkę! Nie ma to jak usłyszeć od faceta, że jesteś piękna, cudowna, wręcz idealna ale on nie może być z Tobą. Świetne wspomnienia sprawiają tylko ból a złe momenty nagle zniknęły i nie umiesz ich sobie przypomnieć skąd ja to znam hehehe. Czekam na dzień kiedy przestanę być zaślepiona i powiem, że jednak nie był taki idealny ale boję się, że ten dzień nie nastąpi. Zamiast się cieszyć z pięknej pogody wróciłam do domu i siedzę na tym forum bo tylko to jakoś sprawia, że nie myślę i odcinam się od swoich problemów.
Teraz najważniejsza jest Twoja magisterka. Skup na niej całą energię. Rozwijaj się i rób coś dla siebie
Pozdrawiam!Tak trzymaj, bedziesz obserwowana :-P
Milego dzionka ci zycze ;-)
Dziękuję bardzo hehe czy będzie miły nie wiem ale mam nadzieję, że już niedługo powiem ''życie jest piękne'' hehe
Również życzę miłego dnia!
25 2015-03-17 18:45:47 Ostatnio edytowany przez magg99 (2015-03-17 19:02:32)
Pamiętaj, że faceci dojrzewają do związków przez duże Z później niż my- kobiety. Do takiego prawdziwego domu, sumienności, odłożeniu kumpli na trochę dalsze miejsce niż dom i rodzina... Choć patrząc na mojego znajomego , któremu urodziło się 2 dziecko (ma 37 lat) to wnioskuję (i on sam!!!), że dopiero TERAZ czuję ojcostwo naprawdę. Wczesniej kiedy miał 20 kilka lat i urodził się pierwszy syn... no delikatnie mówiąc zaniedbywał żonę i małe dziecko i bardzo , ale to bardzo stawiał na pierwszym miejscu grono kumpli i pasję - piłkę . Dziś mówi, że trochę jakby uciekły mu chwile kiedy pierwszy synek ząbkował, stawiał pierwsze kroki . Sam się do tego przyznaję, że jakby miał wtedy ten rozum jaki ma teraz wszystko inaczej ułożyłby. Jednak też są i tacy, którzy uczą się całe życie i praktycznie nie widzą innej formy rozrywki niż poszerzanie horyzontów., tylko kurde... poszerzy do granic możliwości i co? Czy nauka/kariera/ stanowiska itp przytulą go? Powiedza czułe słowo? Dadzą ciepło i tylko to co może nam dać druga osoba? No widzisz... My możemy zachodzić w głowę, cierpieć i nie rozumieć... A może został zraniony w przeszłości? Nie chodzi tylko o zranienie ze strony dziewczyny. Może coś się wydarzyło w jego dzieciństwie co do dzisiaj ciągnie się za nim? Ten sms mnie zabił... Coś tu nie gra, bo albo dzwoni i dopytuje czy wróciłaś bezpiecznie do domu (czyli jednak czuję ten rodzaj troski i zainteresowania) , albo wysyła sms z dramatem w treści. Albo albo... Dla mnie chłopak bardzo zagubiony i kompletnie nei wiedzący czego właściwie chcę.. Może zaczyna się sam ze sobą kłócić.. z jednej strony nauka,kariera zwał jak zwał, a z drugiej stabilizacja, głębsze plany... albo po prostu odkrył, że samotność jest dla niego najlepszym rozwiązaniem.... Ale cholera... nawet największy "alien" świata.., też prędzej czy później zapragnie bliskości i ciepła drugiej osoby.
Bardzo mi przykro przez co przechodzisz... wyobrażam sobie jakie to musi być straszne, ale też pamiętaj, że nic na siłę nie zrobisz. Facet jest dorosły, jak widzisz myśli bardzo o sobie... Ty musisz zrobić to samo.. bo do obłędu z miłości niestety często jest bardzo niedaleka droga. Nie polecam , bo dziewczyno Kochana wykończysz się, a to jak nic nie przynosi nic dobrego. Ja tak niestety zawaliłam maturę i niestety cągnie się za mną ten smród do dzisiaj. I taki był skutek wypruwania żył za "ukochanym"... Wiem, że zabija Cię niepewność, wiem, że jest milion pytań a za mało odpowiedzi, ale musisz wszystko zrobić, żeby trzymac się. Albo wprost zaprosić go na spotkanie, przydusić do ściany i żądać wręcz wyjasnień, żeby wszystko powiedział , wszystko , nie klikając na komórce zdawkowo , ...Rozmowa- jak dwoje dorosłych ludzi. To CI się właśnie należy.
U mnie to jest świeża sprawa nawet bardzo świeża a samopoczucie fatalne! Aktualnie jestem taka niewyspana, że ledwie widzę na oczy. Sypiam po 3 godziny jak dobrze pójdzie ale mimo to staram się uśmiechać i nie dać zwariować. Nie mogę wyrzucić go z głowy nawet na chwilę. Myślę co teraz robi, jak się czuje, czy się wyspał i ciągle przewijają mi się w głowie wszystkie miłe chwile. Też bardzo mi pomaga to forum, przede wszystkim uświadamia mi, że nie jestem z tym sama i skoro wy dajecie chociaż trochę radę ja też mogę. Zawsze można tutaj się wygadać, ponarzekać, wymienić poglądami i ludzie Cię wspierają bo wiedzą co aktualnie czujesz. Powtarzam sobie codziennie ''przecież jestem silna i dam rade''. Kiedy wrócę do normalności nie mam pojęcia ale każdy dzień zbliża mnie ku temu!
Magisterki zawalić nie możesz! Masz racje on nie jest tego wart, wiem jak ciężko jest się teraz skupić ale trzeba spiąć dupkę i działać. Ja broniłam się rok temu i znowu nie mogłam się skupić bo byłam w miłosnej euforii hehehe tak źle i tak niedobrze.
Powodzenia życzę i pamiętaj nie jesteś z tym sama!
Ojj
współczuję, że spać nie możesz... ja przez pierwsze 3 tyg. leciałam tylko na tabletkach uspokajających i jakoś funkcjonowałam. Teraz już w miarę noce przesypiam i jeść, też jem... ale z rana, gdy budzik dzwoni to sobie myślę: "i znów przede mną kolejny, taki sam, beznadziejny, pusty dzień..." aż wstać się nie chcę z łóżka.
Też mi to forum bardzo pomaga, wylewam swoje żale i jest mi lżej na duszy... wspieramy się wzajemnie, bo jesteśmy w tej samej sytuacji... Ale szczerze? Nie sądziłam, że kiedykolwiek trafię na to forum, że będzie mi ono 'do szczęścia' potrzebne...
Dziękuję Enii za słowa otuchy! Jutro postaram się coś działać z tą pracą...
Ty Kochana też się 3maj dzielnie ! Mam nadzieję, że za jakiś czas spotkamy się tu na forum i będziemy mieć na ex partnerów 'wyrąbane' ... i to my będziemy tutaj innych porzuconych wspierać i opowiadać jak sobie z tym poradziłyśmy, jak wyszłyśmy na prostą... wiem, że do tego momentu jeszcze daleeeeeeeeeeeka droga, ale mam nadzieję że w końcu nastąpi ![]()
Pamiętaj, że faceci dojrzewają do związków przez duże Z później niż my- kobiety. Do takiego prawdziwego domu, sumienności, odłożeniu kumpli na trochę dalsze miejsce niż dom i rodzina... Choć patrząc na mojego znajomego , któremu urodziło się 2 dziecko (ma 37 lat) to wnioskuję (i on sam!!!), że dopiero TERAZ czuję ojcostwo naprawdę. Wczesniej kiedy miał 20 kilka lat i urodził się pierwszy syn... no delikatnie mówiąc zaniedbywał żonę i małe dziecko i bardzo , ale to bardzo stawiał na pierwszym miejscu grono kumpli i pasję - piłkę . Dziś mówi, że trochę jakby uciekły mu chwile kiedy pierwszy synek ząbkował, stawiał pierwsze kroki . Sam się do tego przyznaję, że jakby miał wtedy ten rozum jaki ma teraz wszystko inaczej ułożyłby. Jednak też są i tacy, którzy uczą się całe życie i praktycznie nie widzą innej formy rozrywki niż poszerzanie horyzontów., tylko kurde... poszerzy do granic możliwości i co? Czy nauka/kariera/ stanowiska itp przytulą go? Powiedza czułe słowo? Dadzą ciepło i tylko to co może nam dać druga osoba? No widzisz... My możemy zachodzić w głowę, cierpieć i nie rozumieć... A może został zraniony w przeszłości? Nie chodzi tylko o zranienie ze strony dziewczyny. Może coś się wydarzyło w jego dzieciństwie co do dzisiaj ciągnie się za nim? Ten sms mnie zabił... Coś tu nie gra, bo albo dzwoni i dopytuje czy wróciłaś bezpiecznie do domu (czyli jednak czuję ten rodzaj troski i zainteresowania) , albo wysyła sms z dramatem w treści. Albo albo... Dla mnie chłopak bardzo zagubiony i kompletnie nei wiedzący czego właściwie chcę.. Może zaczyna się sam ze sobą kłócić.. z jednej strony nauka,kariera zwał jak zwał, a z drugiej stabilizacja, głębsze plany... albo po prostu odkrył, że samotność jest dla niego najlepszym rozwiązaniem.... Ale cholera... nawet największy "alien" świata.., też prędzej czy później zapragnie bliskości i ciepła drugiej osoby.
Bardzo mi przykro przez co przechodzisz... wyobrażam sobie jakie to musi być straszne, ale też pamiętaj, że nic na siłę nie zrobisz. Facet jest dorosły, jak widzisz myśli bardzo o sobie... Ty musisz zrobić to samo.. bo do obłędu z miłości niestety często jest bardzo niedaleka droga. Nie polecam , bo dziewczyno Kochana wykończysz się, a to jak nic nie przynosi nic dobrego. Ja tak niestety zawaliłam maturę i niestety cągnie się za mną ten smród do dzisiaj. I taki był skutek wypruwania żył za "ukochanym"... Wiem, że zabija Cię niepewność, wiem, że jest milion pytań a za mało odpowiedzi, ale musisz wszystko zrobić, żeby trzymac się. Albo wprost zaprosić go na spotkanie, przydusić do ściany i żądać wręcz wyjasnień, żeby wszystko powiedział , wszystko , nie klikając na komórce zdawkowo , ...Rozmowa- jak dwoje dorosłych ludzi. To CI się właśnie należy.
37 lat... hmm, no to by się zgadzało. Bo on ma 28 lat i jak spytałam czy chce być sam całe życie, to stwierdził, że nie wie co będzie, że może za 10 lat ułoży sobie życie ale na ten moment chce być sam... ;/ hmm, może to się wydać śmieszne. Ale mój poprzedni chłopak był ode mnie rok młodszy, a ten 3 lata starszy (4 lata różnicy). Cieszyłam się, że w końcu spotkałam na swojej drodze starszego (czyt. dojrzalszego) faceta. Pfff... teraz mogłabym się sama z sobą kłócić. Głupia, naiwna idiotka ze mnie i tyle.
Ja właśnie nie rozumiem ludzi, którzy stawiają karierę/naukę/ambicje ponad wszystko. On ma stałą, dobrą posadę, dobrze zarabia i po co mu teraz robić 15 różnych podyplomówek? "Bo on chce się dalej kształcić, bo mu to sprawia przyjemność, on to czuje...". Chyba nigdy go nie zrozumiem. Dla mnie szkoła też jest ważna, też kończę magisterkę i zastanawiam się nad jakąś podyplomówką, ale potrafię pogodzić te dwie sprawy. I to on był zawsze dla mnie najważniejszy, nie szkoła.
Przed rozstaniem, kiedy już planował, myślał nad tym, mógł podchodzić do mnie z dystansem... być oschły, nieczuły, dawać mi jakieś sygnały... ale nie, do końca perfidnie udawał, że jest zakochany po uszy i tak jak piszesz magg, okazywał troskę i zainteresowanie. Nic nie wskazywało na taki finał... ![]()
Co do spotkania... jak mi napisał sms-a, od razu zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że ma przyjechać i powiedzieć mi to prosto w oczy. On przyznał się, że nie ma odwagi, że to spotkanie to byłyby same emocje, ja bym płakała, później on i nic dobrego z tego by nie wyszło... czysty egoizm. A co on myśli, że ja nie płakałam? że nie płaczę? Ale oczywiście to było dla niego łatwiejsze bo "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal"... Jak on dostał ten list z breloczkiem, który mu wysłałam i zadzwonił, to powiedział, że mogłam mu dać osobiście, że on nie chce mnie unikać. Hahah, ciekawe jak to miałam zrobić jak on nie chciał się przecież wcześniej spotkać...
Ojj
współczuję, że spać nie możesz... ja przez pierwsze 3 tyg. leciałam tylko na tabletkach uspokajających i jakoś funkcjonowałam. Teraz już w miarę noce przesypiam i jeść, też jem... ale z rana, gdy budzik dzwoni to sobie myślę: "i znów przede mną kolejny, taki sam, beznadziejny, pusty dzień..." aż wstać się nie chcę z łóżka.
Też mi to forum bardzo pomaga, wylewam swoje żale i jest mi lżej na duszy... wspieramy się wzajemnie, bo jesteśmy w tej samej sytuacji... Ale szczerze? Nie sądziłam, że kiedykolwiek trafię na to forum, że będzie mi ono 'do szczęścia' potrzebne...![]()
Dziękuję Enii za słowa otuchy! Jutro postaram się coś działać z tą pracą...Ty Kochana też się 3maj dzielnie ! Mam nadzieję, że za jakiś czas spotkamy się tu na forum i będziemy mieć na ex partnerów 'wyrąbane' ... i to my będziemy tutaj innych porzuconych wspierać i opowiadać jak sobie z tym poradziłyśmy, jak wyszłyśmy na prostą... wiem, że do tego momentu jeszcze daleeeeeeeeeeeka droga, ale mam nadzieję że w końcu nastąpi
Też mam taka nadzieję, że za jakiś czas pocieszymy innych i udowodnimy, że da się normalnie żyć nawet jak na początku wydaje się to niemożliwe! Pierwszy raz jestem na takim forum po stronie poszkodowanej i oby nigdy więcej ale przyznam,że cieszę się bardzo, że tu weszłam. Idę postarać się zasnąć może w końcu uda mi się chociaż trochę wyspać ![]()
Trzymam kciuki za Twoją pracę!!! ;D
bezsilna90 napisał/a:Ojj
współczuję, że spać nie możesz... ja przez pierwsze 3 tyg. leciałam tylko na tabletkach uspokajających i jakoś funkcjonowałam. Teraz już w miarę noce przesypiam i jeść, też jem... ale z rana, gdy budzik dzwoni to sobie myślę: "i znów przede mną kolejny, taki sam, beznadziejny, pusty dzień..." aż wstać się nie chcę z łóżka.
Też mi to forum bardzo pomaga, wylewam swoje żale i jest mi lżej na duszy... wspieramy się wzajemnie, bo jesteśmy w tej samej sytuacji... Ale szczerze? Nie sądziłam, że kiedykolwiek trafię na to forum, że będzie mi ono 'do szczęścia' potrzebne...![]()
Dziękuję Enii za słowa otuchy! Jutro postaram się coś działać z tą pracą...Ty Kochana też się 3maj dzielnie ! Mam nadzieję, że za jakiś czas spotkamy się tu na forum i będziemy mieć na ex partnerów 'wyrąbane' ... i to my będziemy tutaj innych porzuconych wspierać i opowiadać jak sobie z tym poradziłyśmy, jak wyszłyśmy na prostą... wiem, że do tego momentu jeszcze daleeeeeeeeeeeka droga, ale mam nadzieję że w końcu nastąpi
Też mam taka nadzieję, że za jakiś czas pocieszymy innych i udowodnimy, że da się normalnie żyć nawet jak na początku wydaje się to niemożliwe! Pierwszy raz jestem na takim forum po stronie poszkodowanej i oby nigdy więcej ale przyznam,że cieszę się bardzo, że tu weszłam. Idę postarać się zasnąć może w końcu uda mi się chociaż trochę wyspać
Trzymam kciuki za Twoją pracę!!! ;D
Milej i spokojnej nocy Ci zycze ;-)
Też mam taka nadzieję, że za jakiś czas pocieszymy innych i udowodnimy, że da się normalnie żyć nawet jak na początku wydaje się to niemożliwe! Pierwszy raz jestem na takim forum po stronie poszkodowanej i oby nigdy więcej ale przyznam,że cieszę się bardzo, że tu weszłam. Idę postarać się zasnąć może w końcu uda mi się chociaż trochę wyspać
Trzymam kciuki za Twoją pracę!!! ;D
Ja też po raz pierwszy jestem na takim forum po stronie poszkodowanej... ale chyba póki co, to jest dla mnie najlepsze lekarstwo
i cieszę się, że tu trafiłam. W takim razie życzę Ci spokojnej i przede wszystkim przespanej nocki!
I oby on Ci się nie przyśnił... bo mi często się zdarza, że o nim śnie... i wtedy wstaje rozbita i jest ogólnie tragediaaa... co się kładę do spania to proszę Boga, żeby tylko on mi się nie przyśnił... bo chcę zapomnieć ![]()
Dobranoc !! ![]()
A jutro postaram się zebrać w sobie siły i coś 'poskubać' z tą pracą...
dzięki :*
borussia i bezsilna90 dziękuję wam bardzo!
Nocka była w miarę ;D powiedzmy, że ujdzie! Niestety to niemożliwe żeby mi się nie śnił hehe
Na szczęście dzisiaj miałam dość zajęty dzień to jakoś go przeżyłam, boję się, że teraz wrócą złe myśli także muszę się czymś zająć.
Mam nadzieję, że magisterka idzie do przodu małymi krokami ![]()
borussia i bezsilna90 dziękuję wam bardzo!
Nocka była w miarę ;D powiedzmy, że ujdzie! Niestety to niemożliwe żeby mi się nie śnił hehe
Na szczęście dzisiaj miałam dość zajęty dzień to jakoś go przeżyłam, boję się, że teraz wrócą złe myśli także muszę się czymś zająć.
Mam nadzieję, że magisterka idzie do przodu małymi krokami
Powodzonka życze i wracaj do zywych :-P
borussia i bezsilna90 dziękuję wam bardzo!
Nocka była w miarę ;D powiedzmy, że ujdzie! Niestety to niemożliwe żeby mi się nie śnił hehe
Na szczęście dzisiaj miałam dość zajęty dzień to jakoś go przeżyłam, boję się, że teraz wrócą złe myśli także muszę się czymś zająć.
Mam nadzieję, że magisterka idzie do przodu małymi krokami
Dziękuję Enii, taak, dziś już coś ruszyłam z pracą...
ale bardzo mozolnie mi to idzie... bardzooo...
Jak to borussia napisała... chciałabym wrócić już do żywych... szkoda mi tych dni, w których najzwyczajniej wegetuje... ale to jest silniejsze ode mnie... a najgorsze jest to, że czasami w mojej głowie pojawia się ta cholerna nadzieja... która mnie niszczy ![]()
33 2015-03-19 00:51:47 Ostatnio edytowany przez Enii (2015-03-19 00:52:11)
Enii napisał/a:borussia i bezsilna90 dziękuję wam bardzo!
Nocka była w miarę ;D powiedzmy, że ujdzie! Niestety to niemożliwe żeby mi się nie śnił hehe
Na szczęście dzisiaj miałam dość zajęty dzień to jakoś go przeżyłam, boję się, że teraz wrócą złe myśli także muszę się czymś zająć.
Mam nadzieję, że magisterka idzie do przodu małymi krokamiDziękuję Enii, taak, dziś już coś ruszyłam z pracą...
ale bardzo mozolnie mi to idzie... bardzooo...
Jak to borussia napisała... chciałabym wrócić już do żywych... szkoda mi tych dni, w których najzwyczajniej wegetuje... ale to jest silniejsze ode mnie... a najgorsze jest to, że czasami w mojej głowie pojawia się ta cholerna nadzieja... która mnie niszczy
Niestety mam bardzo podobnie, nadzieja nadzieja i nadzieja hehe każdego dnia przechodzi mi przez myśl, że może będzie jak dawniej ale za chwile myślę sobie ''przestań żyć nadzieją''- nie pomaga
No cóż staram się wrócić jakoś do żywych chociaż w ogóle mi to nie wychodzi.
Super, że Twoja praca ruszyła z miejsca, nie ważne, że mozolnie ważne, że idzie! A przede mną wielkie wyzwanie jak każdej nocy czyli spanie bez nabijania głowy myślami, które w niej nie powinny siedzieć.
Życzę Wam moi drodzy powodzenia! Trzeba jutro wstać i zmierzyć się z kolejnym dniem!
bezsilna90 napisał/a:Enii napisał/a:borussia i bezsilna90 dziękuję wam bardzo!
Nocka była w miarę ;D powiedzmy, że ujdzie! Niestety to niemożliwe żeby mi się nie śnił hehe
Na szczęście dzisiaj miałam dość zajęty dzień to jakoś go przeżyłam, boję się, że teraz wrócą złe myśli także muszę się czymś zająć.
Mam nadzieję, że magisterka idzie do przodu małymi krokamiDziękuję Enii, taak, dziś już coś ruszyłam z pracą...
ale bardzo mozolnie mi to idzie... bardzooo...
Jak to borussia napisała... chciałabym wrócić już do żywych... szkoda mi tych dni, w których najzwyczajniej wegetuje... ale to jest silniejsze ode mnie... a najgorsze jest to, że czasami w mojej głowie pojawia się ta cholerna nadzieja... która mnie niszczyNiestety mam bardzo podobnie, nadzieja nadzieja i nadzieja hehe każdego dnia przechodzi mi przez myśl, że może będzie jak dawniej ale za chwile myślę sobie ''przestań żyć nadzieją''- nie pomaga
No cóż staram się wrócić jakoś do żywych chociaż w ogóle mi to nie wychodzi.
Super, że Twoja praca ruszyła z miejsca, nie ważne, że mozolnie ważne, że idzie! A przede mną wielkie wyzwanie jak każdej nocy czyli spanie bez nabijania głowy myślami, które w niej nie powinny siedzieć.
Życzę Wam moi drodzy powodzenia! Trzeba jutro wstać i zmierzyć się z kolejnym dniem!
Pamietaj ze wyspać sie musisz a z dnia na dzień bedzie lzej i borussia to On a nie Ona :-P
Glowka do gory i trzymam kciuki za uzdrowienie ;-)
OT
Borussia,
Chłopaki znowu przeputali dziś meczyk... :-((( Co Ty na to?
A komu kibicowałeś w drugim spotkaniu? Manchesterowi czy Barcy?
Koniec OT
OT
Borussia,
Chłopaki znowu przeputali dziś meczyk... :-((( Co Ty na to?
A komu kibicowałeś w drugim spotkaniu? Manchesterowi czy Barcy?
Koniec OT
:-P :-P :-P :-P
Szkoda moze na drugi rok sie uda ;-)
A tam kibicowalem Man. City bo Barcy nienawidze :-D
aurora borealis napisał/a:OT
Borussia,
Chłopaki znowu przeputali dziś meczyk... :-((( Co Ty na to?
A komu kibicowałeś w drugim spotkaniu? Manchesterowi czy Barcy?
Koniec OT
:-P :-P :-P :-P
Szkoda moze na drugi rok sie uda ;-)
A tam kibicowalem Man. City bo Barcy nienawidze :-D
Ciekawe, czy to renesans ligi włoskiej?
A co do Primera Division, to musimy jakiś pakt zawrzeć, bo się pożremy ;-)))
borussia napisał/a:aurora borealis napisał/a:OT
Borussia,
Chłopaki znowu przeputali dziś meczyk... :-((( Co Ty na to?
A komu kibicowałeś w drugim spotkaniu? Manchesterowi czy Barcy?
Koniec OT
:-P :-P :-P :-P
Szkoda moze na drugi rok sie uda ;-)
A tam kibicowalem Man. City bo Barcy nienawidze :-DCiekawe, czy to renesans ligi włoskiej?
A co do Primera Division, to musimy jakiś pakt zawrzeć, bo się pożremy ;-)))
Z Toba pakt to przyjemnosc i juz sie dogadalismy ;-) :-D
A swoja droga podoba mi sie twoja wiedza na temat pilki noznej, szacunek :-)
aurora borealis napisał/a:borussia napisał/a::-P :-P :-P :-P
Szkoda moze na drugi rok sie uda ;-)
A tam kibicowalem Man. City bo Barcy nienawidze :-DCiekawe, czy to renesans ligi włoskiej?
A co do Primera Division, to musimy jakiś pakt zawrzeć, bo się pożremy ;-)))
Z Toba pakt to przyjemnosc i juz sie dogadalismy ;-) :-D
A swoja droga podoba mi sie twoja wiedza na temat pilki noznej, szacunek :-)
Cała przyjemność po mojej stronie ;-)
Jeśli chodzi o Juve to moim "typem" jest Pirlo. Lubię inteligentnych i opanowanych ;-)
Trzymaj się Borussia!
borussia napisał/a:aurora borealis napisał/a:Ciekawe, czy to renesans ligi włoskiej?
A co do Primera Division, to musimy jakiś pakt zawrzeć, bo się pożremy ;-)))
Z Toba pakt to przyjemnosc i juz sie dogadalismy ;-) :-D
A swoja droga podoba mi sie twoja wiedza na temat pilki noznej, szacunek :-)Cała przyjemność po mojej stronie ;-)
Jeśli chodzi o Juve to moim "typem" jest Pirlo. Lubię inteligentnych i opanowanych ;-)
Trzymaj się Borussia!
No trafilas akurat takiego co posiada te cechy :-)
Pozdrawiam z trybuny na przeciwko :-P
aurora borealis napisał/a:borussia napisał/a:Z Toba pakt to przyjemnosc i juz sie dogadalismy ;-) :-D
A swoja droga podoba mi sie twoja wiedza na temat pilki noznej, szacunek :-)Cała przyjemność po mojej stronie ;-)
Jeśli chodzi o Juve to moim "typem" jest Pirlo. Lubię inteligentnych i opanowanych ;-)
Trzymaj się Borussia!
No trafilas akurat takiego co posiada te cechy :-)
Pozdrawiam z trybuny na przeciwko :-P
Tak, przeczuwałam... ;-)))))
Chyba Cię zaadoptuję, Borussia...
borussia napisał/a:aurora borealis napisał/a:Cała przyjemność po mojej stronie ;-)
Jeśli chodzi o Juve to moim "typem" jest Pirlo. Lubię inteligentnych i opanowanych ;-)
Trzymaj się Borussia!
No trafilas akurat takiego co posiada te cechy :-)
Pozdrawiam z trybuny na przeciwko :-PTak, przeczuwałam... ;-)))))
Chyba Cię zaadoptuję, Borussia...
Wchodze do tego twojego klanu ;-) :-D
aurora borealis napisał/a:borussia napisał/a:No trafilas akurat takiego co posiada te cechy :-)
Pozdrawiam z trybuny na przeciwko :-PTak, przeczuwałam... ;-)))))
Chyba Cię zaadoptuję, Borussia...
Wchodze do tego twojego klanu ;-) :-D
Ku-Klux, znaczy? ;-)))
borussia napisał/a:aurora borealis napisał/a:Tak, przeczuwałam... ;-)))))
Chyba Cię zaadoptuję, Borussia...
Wchodze do tego twojego klanu ;-) :-D
Ku-Klux, znaczy? ;-)))
Byle jaki :-D
Wejdz na maila ;-)
Byle jaki :-D
Wejdz na maila ;-)
Gotowe! Odpisałam...
Borussia, nie pękaj! Dasz radę! ;-)))
Odpocznij, zmężniej "psychicznie". Twoja nowa Lady też się gdzieś na tej kuli ziemskiej szykuje do wiosny... daj sobie i jej szansę, a tamtej "miłości" pozwól odpłynąć, jak Marzannie do Bałtyku...
Trzym się!
borussia napisał/a:Byle jaki :-D
Wejdz na maila ;-)Gotowe! Odpisałam...
Borussia, nie pękaj! Dasz radę! ;-)))
Odpocznij, zmężniej "psychicznie". Twoja nowa Lady też się gdzieś na tej kuli ziemskiej szykuje do wiosny... daj sobie i jej szansę, a tamtej "miłości" pozwól odpłynąć, jak Marzannie do Bałtyku...
Trzym się!
Oki ;-)
Dziekuje :-)
Enii napisał/a:bezsilna90 napisał/a:Dziękuję Enii, taak, dziś już coś ruszyłam z pracą...
ale bardzo mozolnie mi to idzie... bardzooo...
Jak to borussia napisała... chciałabym wrócić już do żywych... szkoda mi tych dni, w których najzwyczajniej wegetuje... ale to jest silniejsze ode mnie... a najgorsze jest to, że czasami w mojej głowie pojawia się ta cholerna nadzieja... która mnie niszczyNiestety mam bardzo podobnie, nadzieja nadzieja i nadzieja hehe każdego dnia przechodzi mi przez myśl, że może będzie jak dawniej ale za chwile myślę sobie ''przestań żyć nadzieją''- nie pomaga
No cóż staram się wrócić jakoś do żywych chociaż w ogóle mi to nie wychodzi.
Super, że Twoja praca ruszyła z miejsca, nie ważne, że mozolnie ważne, że idzie! A przede mną wielkie wyzwanie jak każdej nocy czyli spanie bez nabijania głowy myślami, które w niej nie powinny siedzieć.
Życzę Wam moi drodzy powodzenia! Trzeba jutro wstać i zmierzyć się z kolejnym dniem!Pamietaj ze wyspać sie musisz a z dnia na dzień bedzie lzej i borussia to On a nie Ona :-P
Glowka do gory i trzymam kciuki za uzdrowienie ;-)
Ależ ja wiem,że to On a nie Ona ;D dlatego napisałam moi drodzy a nie moje drogie hehe ;D jeszcze takie rzeczy wiem nie martw się! Może ledwie żyję ale jakoś jeszcze myślę hehe
Dzięki za wsparcie!
borussia napisał/a:Enii napisał/a:Niestety mam bardzo podobnie, nadzieja nadzieja i nadzieja hehe każdego dnia przechodzi mi przez myśl, że może będzie jak dawniej ale za chwile myślę sobie ''przestań żyć nadzieją''- nie pomaga
No cóż staram się wrócić jakoś do żywych chociaż w ogóle mi to nie wychodzi.
Super, że Twoja praca ruszyła z miejsca, nie ważne, że mozolnie ważne, że idzie! A przede mną wielkie wyzwanie jak każdej nocy czyli spanie bez nabijania głowy myślami, które w niej nie powinny siedzieć.
Życzę Wam moi drodzy powodzenia! Trzeba jutro wstać i zmierzyć się z kolejnym dniem!Pamietaj ze wyspać sie musisz a z dnia na dzień bedzie lzej i borussia to On a nie Ona :-P
Glowka do gory i trzymam kciuki za uzdrowienie ;-)Ależ ja wiem,że to On a nie Ona ;D dlatego napisałam moi drodzy a nie moje drogie hehe ;D jeszcze takie rzeczy wiem nie martw się! Może ledwie żyję ale jakoś jeszcze myślę hehe
Dzięki za wsparcie!
Luzik ![]()
Trzeba przecierpiec chwilke by potem bylo lzej ![]()
Witaj Bezsilna90! Pisałaś cyt. "On jest chory, ma chorobę Leśniowskiego-Crohna (to przewlekłe, nieswoiste zapelenie jelit), jest nieuleczalna, całe życie musi stosować dietę. Gdy go poznałam, był na dziekance, bo akurat był po operacji. W trakcie naszego związku był w stanie remisji. Ale co miesiąc robi badania krwi. I też pomyślałam o tym, że może pogorszyły mu się wyniki...", czytając Twój wątek bardziej przychyliłabym sie w tym kierunku, może nie chciał Cię obarczać swoją chorobą to ciężka choroba odbiera ochote do życia, też mam chore jelita to wiem. Pisał również do Ciebie, cyt. "że jestem cudowną dziewczyną z wielkim serduchem i zasługuje na kogoś lepszego". On znał Cię więc wiedział że sama go nie zostawisz, będziesz przy nim również w tej chorobie, a on może nie chce Cię wiazać właśnie z powodu tej choroby, która równiez może zakończyć sie stomią. Dla młodego człowieka to tragednia. Może własnie przez to że Cię kocha postanowił zakończyć wasz związek tak, żebyś go znienawidziła i odeszła, a przy tym dała sobie szanse na życie u boku zdrowego człowieka. Mało jest ludzi co wybiera celowo samotność, przeważnie coś ich zmusza do tego. Też całe zycie stroniłam od ludzi, bo wstydziłam sie odgłosów wydobywajacych się z mojego brzucha. Moze on własnie jest Twoim przyjacielem, co dobrze Ci życzy, może myślał o tym, że zycie z nim i jego chorobą byłoby dla Ciebie równiez pasmem cierpienia. Może tak popatrz na to co Cię spotkało. Teraz cierpisz ale jesteś jeszcze bardzo młoda i masz szanse na spotkanie kogoś kogo jeszcze mocno pokochasz i kto Ciebie równiez pokocha.
ja też nie wiem jak dalej żyć, a u mnie to bardzo świeża sprawa i też muszę pisać pracę, a nie mogę się skupić. żyć się odechciewa. znajomi radzą- musisz się czymś zająć skupić na czymś co sprawia Ci przyjemność, tylko jak? skoro nawet nie chce się wyjść z domu, a myśli wloką się za mną w każdy kąt, nie mogę sobie znaleźć miejsca i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. teraz wszystko wydaje się bez sensu, tak bardzo wierzyłam, że to jest to i że nam się uda, nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł mi go zastąpić, bo miałam wszystko czego potrzebowałam, a jednocześnie boję się być sama. rozstaliśmy się, bo stwierdził, że nie potrafi mi zaufać (i nie chce tworzyć związku pełnego zazdrości chociaż dotychczas wcale on tak nie wyglądal) ale nie dlatego, że ja coś odwaliłam tylko ze względu na wcześniejsze doświadczenia. to boli kiedy muszę płacić za nieswoje błędy. oboje się męczymy. chciałam powalczyć, bo przecież jest o co, potrafiliśmy być bardzo szczęśliwi i nadal się kochamy, ale on uznał, że tak będzie lepiej, tylko dla kogo?
jeśli chodzi o mnie to jest pierwszy raz na forum w ogóle, ale wolę znaleźć się wśród ludzi, którzy rozumieją jak ja się czuję, bo słowa z ust bliskich, że wszystko się ułoży wydają się być jedną wielką farsą...
ja też nie wiem jak dalej żyć, a u mnie to bardzo świeża sprawa i też muszę pisać pracę, a nie mogę się skupić. żyć się odechciewa. znajomi radzą- musisz się czymś zająć skupić na czymś co sprawia Ci przyjemność, tylko jak? skoro nawet nie chce się wyjść z domu, a myśli wloką się za mną w każdy kąt, nie mogę sobie znaleźć miejsca i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. teraz wszystko wydaje się bez sensu, tak bardzo wierzyłam, że to jest to i że nam się uda, nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł mi go zastąpić, bo miałam wszystko czego potrzebowałam, a jednocześnie boję się być sama. rozstaliśmy się, bo stwierdził, że nie potrafi mi zaufać (i nie chce tworzyć związku pełnego zazdrości chociaż dotychczas wcale on tak nie wyglądal) ale nie dlatego, że ja coś odwaliłam tylko ze względu na wcześniejsze doświadczenia. to boli kiedy muszę płacić za nieswoje błędy. oboje się męczymy. chciałam powalczyć, bo przecież jest o co, potrafiliśmy być bardzo szczęśliwi i nadal się kochamy, ale on uznał, że tak będzie lepiej, tylko dla kogo?
jeśli chodzi o mnie to jest pierwszy raz na forum w ogóle, ale wolę znaleźć się wśród ludzi, którzy rozumieją jak ja się czuję, bo słowa z ust bliskich, że wszystko się ułoży wydają się być jedną wielką farsą...
Kurczę co jest z tymi facetami! ciągle wmawiają nam, że tak będzie dla nas lepiej a nie wiedzą jaką nam robią tym krzywdę!
Widzisz nie jesteś sama w takiej sytuacji. Mi też każdy radził trzeba się czymś zająć, zrobić coś co lubisz, w tym momencie nic nie lubię a wszystko czym się zajmowałam wcześniej i sprawiało mi przyjemność również kojarzy mi się z nim. Nie ma na taki stan dobrej rady każdy musi przejść swoje i potrzebujemy dużo czasu.
Trzymaj się jakoś!
Pozdrawiam!
kolejnabezsilna napisał/a:ja też nie wiem jak dalej żyć, a u mnie to bardzo świeża sprawa i też muszę pisać pracę, a nie mogę się skupić. żyć się odechciewa. znajomi radzą- musisz się czymś zająć skupić na czymś co sprawia Ci przyjemność, tylko jak? skoro nawet nie chce się wyjść z domu, a myśli wloką się za mną w każdy kąt, nie mogę sobie znaleźć miejsca i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. teraz wszystko wydaje się bez sensu, tak bardzo wierzyłam, że to jest to i że nam się uda, nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł mi go zastąpić, bo miałam wszystko czego potrzebowałam, a jednocześnie boję się być sama. rozstaliśmy się, bo stwierdził, że nie potrafi mi zaufać (i nie chce tworzyć związku pełnego zazdrości chociaż dotychczas wcale on tak nie wyglądal) ale nie dlatego, że ja coś odwaliłam tylko ze względu na wcześniejsze doświadczenia. to boli kiedy muszę płacić za nieswoje błędy. oboje się męczymy. chciałam powalczyć, bo przecież jest o co, potrafiliśmy być bardzo szczęśliwi i nadal się kochamy, ale on uznał, że tak będzie lepiej, tylko dla kogo?
jeśli chodzi o mnie to jest pierwszy raz na forum w ogóle, ale wolę znaleźć się wśród ludzi, którzy rozumieją jak ja się czuję, bo słowa z ust bliskich, że wszystko się ułoży wydają się być jedną wielką farsą...Kurczę co jest z tymi facetami! ciągle wmawiają nam, że tak będzie dla nas lepiej a nie wiedzą jaką nam robią tym krzywdę!
Widzisz nie jesteś sama w takiej sytuacji. Mi też każdy radził trzeba się czymś zająć, zrobić coś co lubisz, w tym momencie nic nie lubię a wszystko czym się zajmowałam wcześniej i sprawiało mi przyjemność również kojarzy mi się z nim. Nie ma na taki stan dobrej rady każdy musi przejść swoje i potrzebujemy dużo czasu.
Trzymaj się jakoś!
Pozdrawiam!
Przyjdzie czas ze polubisz i wszystko bedzie w kolorze teczy,trzymam kciuki za Ciebie ![]()
staram się jakoś trzymać, ale to faktycznie tylko wegetacja, wolę napisać post niż słuchać banałów typu "wszystko się jakoś ułozy". kiedyś wydawało mi się, że jestem silna, ale widocznie tak nie kochałam i nie pokocham, wiem to. nawet jeśli kiedyś znowu się otworzę to to wszystko będzie pełne niepewności, ostrożności i strachu przed zaangażowaniem żeby znowu ktoś nie zranił. może i czas działa na naszą korzyść, można nauczyć się znowu żyć w pojedynkę, ale i tak wszystko będzie już takie drętwe, z czego czerpać radość? nie wiem czy rzucanie się w wir pracy lub nauki jest dobre, w końcu dotrzemy do momentu kiedy znów zapragniemy bliskości. na początek przydałoby się zmienić nastawianie, chociaż to, że jestem osobą dużo myślącą i bardzo to przeżywam nie pomaga, a stres i płacz paradoksalnie stają się moimi pomocnikami, bo tylko w taki sposób, zmęczona łzami do granic zasypiam.
nie wiem co jest z tymi facetami, ale jak się kocha to się nie odpuszcza, dlaczego trzeba z góry zakładać najgorszą wersję, że się nie da, nie uda... (?)
staram się jakoś trzymać, ale to faktycznie tylko wegetacja, wolę napisać post niż słuchać banałów typu "wszystko się jakoś ułozy". kiedyś wydawało mi się, że jestem silna, ale widocznie tak nie kochałam i nie pokocham, wiem to. nawet jeśli kiedyś znowu się otworzę to to wszystko będzie pełne niepewności, ostrożności i strachu przed zaangażowaniem żeby znowu ktoś nie zranił. może i czas działa na naszą korzyść, można nauczyć się znowu żyć w pojedynkę, ale i tak wszystko będzie już takie drętwe, z czego czerpać radość? nie wiem czy rzucanie się w wir pracy lub nauki jest dobre, w końcu dotrzemy do momentu kiedy znów zapragniemy bliskości. na początek przydałoby się zmienić nastawianie, chociaż to, że jestem osobą dużo myślącą i bardzo to przeżywam nie pomaga, a stres i płacz paradoksalnie stają się moimi pomocnikami, bo tylko w taki sposób, zmęczona łzami do granic zasypiam.
nie wiem co jest z tymi facetami, ale jak się kocha to się nie odpuszcza, dlaczego trzeba z góry zakładać najgorszą wersję, że się nie da, nie uda... (?)
Moja Droga to nie faceci sie zmieniaja tylko ludziom odbija i gonia niewiadomo za czym a z kobietami jest tak samo ;P
Uszka do gory zobaczysz ze sie wyleczysz ![]()
i mam podobnie! nawet jeśli włączę tv dla zabicia czasu to musi lecieć akurat program, który np. lubiliśmy razem oglądać i kolejny policzek... ale pisanie tutaj rzeczywiście jest trochę oczyszczające, a świadomość, że ktoś przeżywa coś podobnego sprawia, że jest mi raźniej. dobre i ocalone kilka minut ![]()
i mam podobnie! nawet jeśli włączę tv dla zabicia czasu to musi lecieć akurat program, który np. lubiliśmy razem oglądać i kolejny policzek... ale pisanie tutaj rzeczywiście jest trochę oczyszczające, a świadomość, że ktoś przeżywa coś podobnego sprawia, że jest mi raźniej. dobre i ocalone kilka minut
Witamy w kwarantannie ![]()
Pozdrawiam.
kolejnabezsilna napisał/a:staram się jakoś trzymać, ale to faktycznie tylko wegetacja, wolę napisać post niż słuchać banałów typu "wszystko się jakoś ułozy". kiedyś wydawało mi się, że jestem silna, ale widocznie tak nie kochałam i nie pokocham, wiem to. nawet jeśli kiedyś znowu się otworzę to to wszystko będzie pełne niepewności, ostrożności i strachu przed zaangażowaniem żeby znowu ktoś nie zranił. może i czas działa na naszą korzyść, można nauczyć się znowu żyć w pojedynkę, ale i tak wszystko będzie już takie drętwe, z czego czerpać radość? nie wiem czy rzucanie się w wir pracy lub nauki jest dobre, w końcu dotrzemy do momentu kiedy znów zapragniemy bliskości. na początek przydałoby się zmienić nastawianie, chociaż to, że jestem osobą dużo myślącą i bardzo to przeżywam nie pomaga, a stres i płacz paradoksalnie stają się moimi pomocnikami, bo tylko w taki sposób, zmęczona łzami do granic zasypiam.
nie wiem co jest z tymi facetami, ale jak się kocha to się nie odpuszcza, dlaczego trzeba z góry zakładać najgorszą wersję, że się nie da, nie uda... (?)Moja Droga to nie faceci sie zmieniaja tylko ludziom odbija i gonia niewiadomo za czym a z kobietami jest tak samo ;P
Uszka do gory zobaczysz ze sie wyleczysz
no właśnie gonią nie wiadomo za czym... nałożył na siebie tyle obowiązków, że to go pewnie też przytłoczyło i zmieniło sposób myślenia na taki, że się nie da. kiedyś wiedział czego chce i potrafił zawalczyć, a teraz zmęczony ciągłym brakiem czasu może nie ma już nawet siły.
borussia napisał/a:kolejnabezsilna napisał/a:staram się jakoś trzymać, ale to faktycznie tylko wegetacja, wolę napisać post niż słuchać banałów typu "wszystko się jakoś ułozy". kiedyś wydawało mi się, że jestem silna, ale widocznie tak nie kochałam i nie pokocham, wiem to. nawet jeśli kiedyś znowu się otworzę to to wszystko będzie pełne niepewności, ostrożności i strachu przed zaangażowaniem żeby znowu ktoś nie zranił. może i czas działa na naszą korzyść, można nauczyć się znowu żyć w pojedynkę, ale i tak wszystko będzie już takie drętwe, z czego czerpać radość? nie wiem czy rzucanie się w wir pracy lub nauki jest dobre, w końcu dotrzemy do momentu kiedy znów zapragniemy bliskości. na początek przydałoby się zmienić nastawianie, chociaż to, że jestem osobą dużo myślącą i bardzo to przeżywam nie pomaga, a stres i płacz paradoksalnie stają się moimi pomocnikami, bo tylko w taki sposób, zmęczona łzami do granic zasypiam.
nie wiem co jest z tymi facetami, ale jak się kocha to się nie odpuszcza, dlaczego trzeba z góry zakładać najgorszą wersję, że się nie da, nie uda... (?)Moja Droga to nie faceci sie zmieniaja tylko ludziom odbija i gonia niewiadomo za czym a z kobietami jest tak samo ;P
Uszka do gory zobaczysz ze sie wyleczyszno właśnie gonią nie wiadomo za czym... nałożył na siebie tyle obowiązków, że to go pewnie też przytłoczyło i zmieniło sposób myślenia na taki, że się nie da. kiedyś wiedział czego chce i potrafił zawalczyć, a teraz zmęczony ciągłym brakiem czasu może nie ma już nawet siły.
Bo tak latwiej ale co tam,tego kwiatu pol swiatu ![]()
szkoda tylko, że spośród tylu jest tylko jeden którego by się chciało:(
szkoda tylko, że spośród tylu jest tylko jeden którego by się chciało:(
Oj nie smutaj bo ci to nie pasuje.
Jeszcze wspomnisz moje słowa ;-)
Zgadzam się, że jak się kocha to się nie zostawia! Zakładanie z góry porażki tak mnie denerwuje!!! Aż teraz bym złapałam tą osobę i chyba bym nim tak potrząsała aż pozbyłby się z głowy tych pomysłów! Wybaczcie budzi się we mnie jakaś agresja już
Niby tego kwiatu jest pół światu ale przekonaj moje serce do tego jak ja chce ten jeden jedyny wyjątkowy dla mnie kwiat i co hehe czuje się jakbym oszalała w tym momencie! Dobrze, że tu jesteście i mogę chociaż wyżyć się na klawiaturze
kolejnabezsilna również witam w naszym świecie tym trochę mniej kolorowym jak na razie!
Zgadzam się, że jak się kocha to się nie zostawia! Zakładanie z góry porażki tak mnie denerwuje!!! Aż teraz bym złapałam tą osobę i chyba bym nim tak potrząsała aż pozbyłby się z głowy tych pomysłów! Wybaczcie budzi się we mnie jakaś agresja już
![]()
Niby tego kwiatu jest pół światu ale przekonaj moje serce do tego jak ja chce ten jeden jedyny wyjątkowy dla mnie kwiat i co hehe czuje się jakbym oszalała w tym momencie! Dobrze, że tu jesteście i mogę chociaż wyżyć się na klawiaturze![]()
kolejnabezsilna również witam w naszym świecie tym trochę mniej kolorowym jak na razie!
no witam witam Enii:) aż mnie trochę rozbawiłaś (to dobrze!) no ale tak to już jest, że mieszają się wszystkie uczucia począwszy na smutku i tęsknocie a skończywszy na złości. ja też szaleję, nie potrafię tak po prostu tego zaakceptować, pogodzić się, uwierzyć, że to się stało, może byłam naiwna myśląc że już razem zostaniemy, ale w tym szczęściu zapomniałam już o tym, że życie lubi zasadzić nam czasami porządnego kopa i tak jak kiedyś ślepo ufałam losowi, że będzie dobrze, tak przestałam wierzyć w przeznaczenie.
63 2015-03-20 13:50:14 Ostatnio edytowany przez Enii (2015-03-20 13:51:32)
Enii napisał/a:Zgadzam się, że jak się kocha to się nie zostawia! Zakładanie z góry porażki tak mnie denerwuje!!! Aż teraz bym złapałam tą osobę i chyba bym nim tak potrząsała aż pozbyłby się z głowy tych pomysłów! Wybaczcie budzi się we mnie jakaś agresja już
![]()
Niby tego kwiatu jest pół światu ale przekonaj moje serce do tego jak ja chce ten jeden jedyny wyjątkowy dla mnie kwiat i co hehe czuje się jakbym oszalała w tym momencie! Dobrze, że tu jesteście i mogę chociaż wyżyć się na klawiaturze![]()
kolejnabezsilna również witam w naszym świecie tym trochę mniej kolorowym jak na razie!no witam witam Enii:) aż mnie trochę rozbawiłaś (to dobrze!) no ale tak to już jest, że mieszają się wszystkie uczucia począwszy na smutku i tęsknocie a skończywszy na złości. ja też szaleję, nie potrafię tak po prostu tego zaakceptować, pogodzić się, uwierzyć, że to się stało, może byłam naiwna myśląc że już razem zostaniemy, ale w tym szczęściu zapomniałam już o tym, że życie lubi zasadzić nam czasami porządnego kopa i tak jak kiedyś ślepo ufałam losowi, że będzie dobrze, tak przestałam wierzyć w przeznaczenie.
Kurcze ja byłam taka sama naiwna mówiłam sobie ale jestem szczęściara, mam cudownego mężczyznę, życie już z nim w głowie planowałam i on jeszcze mnie w tym utwierdzał i co teraz mam? Smutek, złość, rozczarowanie i nic więcej. Parę dni temu płakałam w poduszkę i zadawałam sobie pytanie dlaczego? nawet wczoraj jeszcze dołowałam się leżąc w łóżku a dzisiaj mam ochotę spotkać go na ulicy i mu tak przywalić!
borussia to On a nie Ona :-P
Glowka do gory i trzymam kciuki za uzdrowienie ;-)
Przepraszam, to ja Cię pomyliłam z kobietą ;/ Boże, już ze mną chyba faktycznie jest tragicznie, że nie ogarniam takich podstawowych rzeczy...
Witaj Bezsilna90! Pisałaś cyt. "On jest chory, ma chorobę Leśniowskiego-Crohna (to przewlekłe, nieswoiste zapelenie jelit), jest nieuleczalna, całe życie musi stosować dietę. Gdy go poznałam, był na dziekance, bo akurat był po operacji. W trakcie naszego związku był w stanie remisji. Ale co miesiąc robi badania krwi. I też pomyślałam o tym, że może pogorszyły mu się wyniki...", czytając Twój wątek bardziej przychyliłabym sie w tym kierunku, może nie chciał Cię obarczać swoją chorobą to ciężka choroba odbiera ochote do życia, też mam chore jelita to wiem. Pisał również do Ciebie, cyt. "że jestem cudowną dziewczyną z wielkim serduchem i zasługuje na kogoś lepszego". On znał Cię więc wiedział że sama go nie zostawisz, będziesz przy nim również w tej chorobie, a on może nie chce Cię wiazać właśnie z powodu tej choroby, która równiez może zakończyć sie stomią. Dla młodego człowieka to tragednia. Może własnie przez to że Cię kocha postanowił zakończyć wasz związek tak, żebyś go znienawidziła i odeszła, a przy tym dała sobie szanse na życie u boku zdrowego człowieka. Mało jest ludzi co wybiera celowo samotność, przeważnie coś ich zmusza do tego. Też całe zycie stroniłam od ludzi, bo wstydziłam sie odgłosów wydobywajacych się z mojego brzucha. Moze on własnie jest Twoim przyjacielem, co dobrze Ci życzy, może myślał o tym, że zycie z nim i jego chorobą byłoby dla Ciebie równiez pasmem cierpienia. Może tak popatrz na to co Cię spotkało. Teraz cierpisz ale jesteś jeszcze bardzo młoda i masz szanse na spotkanie kogoś kogo jeszcze mocno pokochasz i kto Ciebie równiez pokocha.
Witaj Azbestowa2! W sumie nie znałam go zanim zdiagnozowali mu chorobę, ale z tego co opowiadał to musiał zmienić swój tryb życia o 180 stopni... i masz rację, odebrało mu to ochotę do życia. Bardzo często mówił o tej chorobie... w pewnym momencie obawiałam się, że stał się hipochondrykiem. Po operacji, w okresie remisji zawsze wyniki miał ok, ale mimo to uważał, że i tak coś jest nie tak. Lekarz mówił mu, że jest okazem zdrowia i nie ma co się martwić, ale on i tak upierał się, że nie i podważał zdanie lekarza. Siedział na necie i tylko czytał o tej chorobie. W towarzystwie znajomych też często nawiązywał temat o chorobach... czasami bywało to męczące... ehh. Udało mu się wstąpić do programu i przeprowadzono na nim badania kliniczne. Co 2 miesiące jeździłam z nim do szpitala i 2h dożylnie wprowadzali mu lek. Po jakimś czasie okazało się, że jest na ten lek uczulony, pojawiała się wysypka, bąble, ból gardła i lekarze postanowili usunąć go z tego badania, bo było to niebezpieczne. Załamało go to kompletnie... ale starałam się go pocieszać, że wszystko będzie ok. Ehh, sama nie wiem co o tym myśleć
kocham go bardzo, nigdy w życiu nie zostawiłabym go przez chorobę. I dlaczego miałby sobie uświadomić dopiero po 2,5 roku, że jednak nie chce mnie męczyć sobą i swoją chorobą? Pozwolił mi się zaangażować, pokochać jak nikogo innego... i porzucił jak ostatniego śmiecia... ![]()
ja też nie wiem jak dalej żyć, a u mnie to bardzo świeża sprawa i też muszę pisać pracę, a nie mogę się skupić. żyć się odechciewa. znajomi radzą- musisz się czymś zająć skupić na czymś co sprawia Ci przyjemność, tylko jak? skoro nawet nie chce się wyjść z domu, a myśli wloką się za mną w każdy kąt, nie mogę sobie znaleźć miejsca i nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. teraz wszystko wydaje się bez sensu, tak bardzo wierzyłam, że to jest to i że nam się uda, nie wyobrażam sobie żeby ktoś mógł mi go zastąpić, bo miałam wszystko czego potrzebowałam, a jednocześnie boję się być sama. rozstaliśmy się, bo stwierdził, że nie potrafi mi zaufać (i nie chce tworzyć związku pełnego zazdrości chociaż dotychczas wcale on tak nie wyglądal) ale nie dlatego, że ja coś odwaliłam tylko ze względu na wcześniejsze doświadczenia. to boli kiedy muszę płacić za nieswoje błędy. oboje się męczymy. chciałam powalczyć, bo przecież jest o co, potrafiliśmy być bardzo szczęśliwi i nadal się kochamy, ale on uznał, że tak będzie lepiej, tylko dla kogo?
jeśli chodzi o mnie to jest pierwszy raz na forum w ogóle, ale wolę znaleźć się wśród ludzi, którzy rozumieją jak ja się czuję, bo słowa z ust bliskich, że wszystko się ułoży wydają się być jedną wielką farsą...
To witaj w klubie Kochana! Zawsze byłam ambitna, zawsze zdawałam egzaminy w pierwszym terminie, ale co teraz będzie z tą pracą to nie mam pojęcia... wszystkiego mi się odechciało, nic mnie nie interesuje, wszystko zeszło na drugi plan... nawet zakupy, które ponoć kobietom zawsze poprawiają humor, mi nie pomagają, a wręcz przeciwnie - drażnią. Nienawidzę zakupów. To jest chore, że musisz płacić za nieswoje błędy!! Nie rozumiem tego, jak im to tak łatwo przychodzi, przekreślić wszystko w ciągu jednej chwili... a wspomnienia? Przecież oni też je mają. A teraz jak go spotykam to nasz kontakt ogranicza się do głupiego "cześć". Wszyscy mi powtarzają, żebym mu nie odpowiadała, ale ja chcę pokazać kulturę i mu odpowiadam. Jednak chyba wolę go nie widzieć, mniej boli... choć usycham z tęsknoty ;(
Kurczę co jest z tymi facetami! ciągle wmawiają nam, że tak będzie dla nas lepiej a nie wiedzą jaką nam robią tym krzywdę!
Dokładnie, ten sam tekst usłyszałam... że tak będzie dla mnie lepiej, bo pewnie wyjadę z tego chorego kraju, a on mnie tylko blokuje... jak mu powiedziałam, że to chyba ja wiem co jest dla mnie najlepsze, to on odp: No ok, ale ja wiem, co jest dla mnie najlepsze... ehh ![]()
Znów mi się dzisiaj śnił... nawet we śnie nie daje mi spokoju, chyba zwariuje......
kolejnabezsilna napisał/a:Enii napisał/a:Zgadzam się, że jak się kocha to się nie zostawia! Zakładanie z góry porażki tak mnie denerwuje!!! Aż teraz bym złapałam tą osobę i chyba bym nim tak potrząsała aż pozbyłby się z głowy tych pomysłów! Wybaczcie budzi się we mnie jakaś agresja już
![]()
Niby tego kwiatu jest pół światu ale przekonaj moje serce do tego jak ja chce ten jeden jedyny wyjątkowy dla mnie kwiat i co hehe czuje się jakbym oszalała w tym momencie! Dobrze, że tu jesteście i mogę chociaż wyżyć się na klawiaturze![]()
kolejnabezsilna również witam w naszym świecie tym trochę mniej kolorowym jak na razie!no witam witam Enii:) aż mnie trochę rozbawiłaś (to dobrze!) no ale tak to już jest, że mieszają się wszystkie uczucia począwszy na smutku i tęsknocie a skończywszy na złości. ja też szaleję, nie potrafię tak po prostu tego zaakceptować, pogodzić się, uwierzyć, że to się stało, może byłam naiwna myśląc że już razem zostaniemy, ale w tym szczęściu zapomniałam już o tym, że życie lubi zasadzić nam czasami porządnego kopa i tak jak kiedyś ślepo ufałam losowi, że będzie dobrze, tak przestałam wierzyć w przeznaczenie.
Kurcze ja byłam taka sama naiwna mówiłam sobie ale jestem szczęściara, mam cudownego mężczyznę, życie już z nim w głowie planowałam i on jeszcze mnie w tym utwierdzał i co teraz mam? Smutek, złość, rozczarowanie i nic więcej. Parę dni temu płakałam w poduszkę i zadawałam sobie pytanie dlaczego? nawet wczoraj jeszcze dołowałam się leżąc w łóżku a dzisiaj mam ochotę spotkać go na ulicy i mu tak przywalić!
przynajmniej wiesz czego chcesz:) mi rozsądek podpowiada odpuść sobie, a serce chce czegoś innego, ale kiedy sobie pomyślę, że ja zrobiłabym wszystko a on tak po prostu sobie odpuszcza to mnie szlag trafia! niby nie chce robić mi nadziei, ale chce się jeszcze spotkać, bo się "o mnie martwi", niestety nie znajduję w sobie tej siły żeby mu odmówić, ale boję się, że będę się czuła jeszcze gorzej. my też mieliśmy wiele planów i jego miłość była naprawdę widoczna, nawet przy znajomych potrafił pokazywać jaki jest szczęśliwy, długo by gadać... a tu masz! trzeba się pożegnać z miłością życia.