Właśnie skończyłam oglądać "Idę".
I taka mi się nasunęła refleksja...
Czytając recenzje filmu, słuchając wypowiedzi o nim w radiu i telewizji sceptycznie podchodziłam do tego filmu. Zaczęłam go oglądać z myślę, że na pewno nie będzie mi się podobał, że według opisów w mediach jest to kolejny film, w którym martyrologia i kompleksy narodowe będą wiodły prym w fabule.
I się bardzo miło rozczarowałam. Film jest naprawdę warty obejrzenia. I przynajmniej dla mnie - główny według mediów wątek żydowski" - jest naprawdę wątkiem marginalnym i mało znaczącym dla całości filmu. Dla mnie film miał dwa osobne wątki. Które chociaż w pewnym momencie można uważać, że się łączą - jednak moim zdaniem są bardziej równoległe niż wspólne. Jednym wątkiem jest desperacka i wszelkimi sposobami próba zapomnienia o śmierci najbliższych osób. Drugim, trochę takim jakimś nijakim, fragment życia kandydatki na siostrę zakonną.
Na pewno należy docenić zdjęcia. Kadry są genialne.
Tak się zastanawiam.... ile dobrych filmów przegapiłam z powodu niezachęcających i płytkich recenzji....