Witam,
Krótko i treściwie przedstawie swoją sytuację. Poznałem bardzo fajna dziewczyne jestem juz z nią prawie rok, zaręczyliśmy sie. Pracuje w zawodzie, mam wyższe wykształcenie, mieszkam na wsi i opiekuje sie rodzicami którzy juz sa w słusznym wieku oboje prawie 70 lat. MOja miejscowość znajduje sie 15km od miasta wojewódzkiego, pracuje w małym miasteczku nieopodal mojej miejscowości (bo tam mam najlepsze zarobki możliwe do osiągniecia w mojej okolicy). Posiadam własny samochód i troche oszczędności na czarna godzine. Ostatnimi czasy z moja dziewczyną sprzeczami sie o kwestie finansowo - mieszkaniowe. Ona wyrwała sie z małej mieściny do wiekszego miasta, mieszka w małym mieszkaniu z pokojem 2 x 2 m2. Nie wiem jak wy ale dla mnie takie zycie nie podoba sie zamknięta w klicie jedynym swiatem jest komputer i siostra z która sie i tak czesto kłóci. Mówi ze miasto jest lepsze bo wszedzie jest blisko ze mozna wyjsc ze znajomymi i nie przejmować sie ze w domu bedzie zimno jak sie przyjdzie czy tez odśnieżaniem. Dla mnie troche dziwne tłumaczenie ze wszedzie blisko skoro jeśli mam być szczery to tak blisko to aż nie jest (do centrum ok.10km) ilość autobusów w godzinach nocnych znikoma a kurs taxy z centrum do jej mieszkania nie kosztuje mało. Poza tym mam płacić za klitke po 1000zł tylko za to by po pracy gapić sie w tv czy komputer. Wspominałem o tym ze moze byśmy zaczeli cos swojego stawiać "DOM" działkę mam, prąd na tej działce jest wiec problemu by nie było ze wszelkimi sprzetami. Ona upiera sie przy mieszkaniu ok (45-55mkw) gdzies na obrzeżach miasta blisko jej pracy. Ja do swojej i tak bym musiał samochodem jeżdzić. Jeśli chodzi o wspólne M to jedyna opcją jest kredyt ok. 250 000 na 30 lat z prognoza na 410 tys zł do oddania finalnie. Według moich obliczeń aby go spłacić musiałbym sprzedac wszystko to co mam na wsi. Chciałbym w przyszłości oddać cos dziecku a nie wszystko wwalić w kredyt i napchać komuś kieszeń. Drogie Panie i Panowie poradzcie coś...bo nie wiem czy iść do miasta i żyć w klitce czy miec własny kawałek ziemi bez upierdliwych sasiadów i scian działowych z papieru...Zaznaczam ze moja N. nie chce mieszkać na wsi bo nie po to wyprowadzała sie od rodziców by isć na wieś na jak to powiedziała. Przez nasze kłótnie moje uczucie do niej jak i zaufanie zmalało, widze także ze teściowa tez ma swoje zdanie na ten temat a moja N. przy jej słowie obstaje. Dziwna to sytuacja ale nie patrze juz zbyt optymistycznie na przyszłość naszego związku...Prosze poradzcie coś