Witam
Jestem z chłopakiem ponad 10 lat. Już od jakiegoś czasu naciskam na ślub,dzieci... Mam 30 lat i chciałabym się ustatkować... Już jako mała dziewczynka marzyłam aby być najlepszą mamą i dobrą żoną. Nie mam innych celów w życiu i szczerze mówiąc czuję się coraz bardziej zagubiona, gdyż z każdym dniem uświadamiam sobie, że mężczyzna z którym planuje całą resztę swojego życia nie ma planów nie tylko wobec mnie, ale nie ma planów w ogóle... Nie bardzo mam z kim porozmawiać... Rodzice mówią,że to dobry chłopak, bo zawsze im pomoże w sprawach domowych i nie kłuci się, pracowity. Nie zaprzeczę... Zły chłopak nie jest... Ale... Nie czuję się bezpiecznie... Jak już wspomniałam, mam 30 lat i chciałabym posiadać rodzinę, chciałabym aby się w jakikolwiek sposób określił... Kiedy próbuję z nim o tym porozmawiać to strasznie się denerwuje i krzyczy. Czytałam różne fora, wszędzie pisali aby nie naciskać. Może to i racja. Ale mój zegar biologiczny tyka... Dziwi mnie, że taki agresywny się staje gdy zaczynam ten temat... Jesteśmy ze sobą 10 lat i tylko 1 raz (9lat temu na walentynki gdy leżałam w szpitalu kupił mi różyczkę), nie mówi mi że kocha. W jego domu rodzinnym nie mówiło się o takich sprawach. Zawsze sobie tłumaczyłam,że to pewnie dlatego jest taki zamknięty w sobie a czasem agresywny.Miałam nadzieję,że jak będę tak bardzo mocno kochać to naprawię te wszystkie błędy i krzywdy i on też nauczy się mówić "kocham". Ale minęło tyle lat a ja już pomysłów nie mam...ani sił...Ochota i wiara w powodzenie też znika. Staram sobie powtarzać,że dobrze mi z tym co mam i powinnam to docenić, że nie jestem sama. Jak by nie było mam już swoje lata i nie łatwo zaczynać wszystko od nowa (najzwyczajniej nie ma na to czasu). Ale często czuję sie tak straszliwie samotna i zagubiona, jakbym nie była nic warta, nikomu nie potrzebna, taki zwykły robocik w ogromnej machinie życia. Czy ktokolwiek mógłby mi doradzić: warto czekać X lat? Czy komuś się udało "naprawić" faceta? (pozbyć się agresji i nauczyć go kochać). Czy wystarczy miłość i nadzieja? Bo ja czasami mam wrażenie,że to mało... To w głębi duszy dobry chłopak, to mi po prostu siły brakuje...
Po 10 latach związku on reaguje złością na rozmowy o wspólnej przyszłości.
No proszę Cię...
To nie jest normalne.
Czas się określić po tak długim czasie.
Prorokiem nie jestem ale maaaarnie to widzę.
Poza tym nie zmienisz nikogo kto tego nie chce.
3 2015-01-29 09:01:05 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-01-29 09:02:07)
masz tylko 30 lat a nie 40, naprawde chcesz mieć dzieci z kims kto reaguje agresywnie na rozmowy o dziecku, slubie i wspólnej przyszłości, zostaw go w cholerę jak tyle czasu nie umial się okreslic, może on jest gejem? a raczej na pewno ciebie nie kocha, ja prorokiem czy wrózką też nie jestem ale z tego co piszesz na to wygląda, przykro mi, ale całe zycie przed toba, nie zgadzaj się na bylejakość, gdybyście jeszcze mieli dzieci a tak? jedyna rada zostaw go a zobaczysz ze jakiś czas odzyjesz i zaczniesz zyc, a teraz co masz: brak poczucia bezpieczeństwa, brak sensu zycia, brak planów, to co on ci daje takiego ze z nim jesteś? A chociaż mieszkacie razem, spicie ze sobą?
Przedmowczyni dobrze mowi. Piszesz cos takiego "nie łatwo zaczynać wszystko od nowa (najzwyczajniej nie ma na to czasu). " W takich przypadkach nalezy odwrocic myslenie. Ok zgadzam sie na obecna sytuacje. Jakie beda tego skutki w przyszlosci? Bedziesz miala 40 lat, bedziesz jeszcze bardziej samotna, bez dzieci. Problem sie nie rozwiaze tylko powiekszy. A juz przy 50 latach bez dorastajacych dzieci. A 60 lat juz nie wspomne. A przeciez tez 60 lat to dopiero za 30 lat!!!! 30 lat to nie tragedia. Dwi moje przyjaciolki maja takie pozne ale kolejne dzieci. Obie okolo 40stki rodzily. Sama sobie stawiasz bariery. Moim zdaniem i tak jestes samotna, z facetem czy bez. Ale to czy jestes z okreslonym facetem czy bez stawia Cie w konkretnej sytuacji mozliwosci realizacji planow zyciowych. 30 lat i stara, nie ma czasu? To jest jakies nakladanie sobie sztucznych barier.
Bardzo dziękuję Wam za pomoc
Macie rację... Czas najwyższy wziąć się w garść i zacząć żyć, z nim lub bez...
Zwykle tak jest, że wybiera się agresywnego partnera, lecz on nie jest predysponowany do budowania rodziny.
Jak dla mnie 10 lat to wystarczająca ilość czasu, aby uznać, że dałaś Mu możliwość do spokojnego przemyślenia sprawy i dania Ci KLAROWNEJ odpowiedzi. Jeśli On nie widzi szczęścia w aspektach, na których bardzo Ci zależy to nie ma nawet podstawy, aby myśleć o udanym związku.
Jego agresję mogę tłumaczyć jako próbę przepchnięcia siłą własnej racji (no aby po x latach wspomnień o ustatkowaniu się partnera/partnerki nie wiedzieć, że jej/jemu na tym zależy to jest nierealne). Gra na czas "kiedy Jej się w końcu to znudzi?".
Radzę Panu podziękować za 10 lat związku i szukać szczęścia gdzie indziej.
Przemyślałam każdą z waszych odpowiedzi... Czuję że macie rację... Dziś postanowiłam zacząć żyć swoim życiem... i okazało się, że nie mogę... nie mam na tyle siły... Powiedziałam,że mam tego dość, że przepraszam, ale nie mam siły dalej czekać... że tak naprawdę to nie chcę czekać. Miał wystarczająco dużo czasu abym uwierzyła, że mnie kocha.Rodzice nie popierają mnie...Uważają, że źle robię i będe żałować. Spakowałam jego rzeczy i poprosiłam o wolność. Nie zgodził się... Wiem jak to brzmi... jakbym głupia jakaś była... ale on mieszka ze mną w moim rodzinnym domu. Czasem sobie myślę, że skoro moi rodzice tak go kochają to może ja się wyniosę, ale potem nachodzi mnie myśl: "dlaczego?" to w końcu mój dom... Ale po co mam komuś siedzieć na karku? Jeju... naprawdę brakuję mi już sił. Zdaję sobie sprawę, że dużo ryzykuję zrywając to wszystko. Ale w duszy mam nadzieję i czuję to,że wiele mogę zyskać... W tej chwili i tak jestem sama... Nie mam pojęcia jednak jak tą chorą sytuację zakończyć... Moi rodzice kochają Łukasza (pali w piecu, nie odmawia im pomocy, jest pracowity) Kiedy wspominam o tym, że brak mi bezpieczeństwa, miłości... to słyszę jaka to nie jestem wymagająca, bo w ich czasach było inaczej.... Gdy siądę sobie na spokojnie i pomyślę to faktycznie Łukasz nie jest zły, bo akceptuje moje drobne niedociągnięcia (nie jestem perfekcyjną Panią domu). Ale wydaje mi się, że jakakolwiek bym nie była to zasługuję na szczerość... Mam się wyprowadzić???
Moi rodzice kochają Łukasza (pali w piecu, nie odmawia im pomocy, jest pracowity) Kiedy wspominam o tym, że brak mi bezpieczeństwa, miłości... to słyszę jaka to nie jestem wymagająca, bo w ich czasach było inaczej....
To niech go sobie adoptują, a Ty rób swoje...
Chcesz by to rodzice za Ciebie decydowali? Jak trzeba to się wyprowadź. Ciekawe ile jeszcze czasu pozwolą mu mieszkać za nim zrozumieją, że to Ty jesteś ich dzieckiem i że to za Toba powinni stanąć murem.
A 10 lat to naprawdę szmat czasu by się określić... gość może jest z Tobą tylko z wygody?
Przemyślałam każdą z waszych odpowiedzi... Czuję że macie rację... Dziś postanowiłam zacząć żyć swoim życiem... i okazało się, że nie mogę... nie mam na tyle siły... Powiedziałam,że mam tego dość, że przepraszam, ale nie mam siły dalej czekać... że tak naprawdę to nie chcę czekać. Miał wystarczająco dużo czasu abym uwierzyła, że mnie kocha.Rodzice nie popierają mnie...Uważają, że źle robię i będe żałować. Spakowałam jego rzeczy i poprosiłam o wolność. Nie zgodził się... Wiem jak to brzmi... jakbym głupia jakaś była... ale on mieszka ze mną w moim rodzinnym domu. Czasem sobie myślę, że skoro moi rodzice tak go kochają to może ja się wyniosę, ale potem nachodzi mnie myśl: "dlaczego?" to w końcu mój dom... Ale po co mam komuś siedzieć na karku? Jeju... naprawdę brakuję mi już sił. Zdaję sobie sprawę, że dużo ryzykuję zrywając to wszystko. Ale w duszy mam nadzieję i czuję to,że wiele mogę zyskać... W tej chwili i tak jestem sama... Nie mam pojęcia jednak jak tą chorą sytuację zakończyć... Moi rodzice kochają Łukasza (pali w piecu, nie odmawia im pomocy, jest pracowity) Kiedy wspominam o tym, że brak mi bezpieczeństwa, miłości... to słyszę jaka to nie jestem wymagająca, bo w ich czasach było inaczej.... Gdy siądę sobie na spokojnie i pomyślę to faktycznie Łukasz nie jest zły, bo akceptuje moje drobne niedociągnięcia (nie jestem perfekcyjną Panią domu). Ale wydaje mi się, że jakakolwiek bym nie była to zasługuję na szczerość... Mam się wyprowadzić???
masz 30 lat - tak...
i nie wiesz, co masz zrobić?
powiemy, tak wyprowadź się
albo nie no, co ty - zostań ...
to jest NASZE czy TWOJE życie ?
może czas żebyś - dorosła, zaczęła kierować WŁASNYM życiem
Moi rodzice kochają Łukasza (pali w piecu, nie odmawia im pomocy, jest pracowity) Kiedy wspominam o tym, że brak mi bezpieczeństwa, miłości... to słyszę jaka to nie jestem wymagająca, bo w ich czasach było inaczej.... Gdy siądę sobie na spokojnie i pomyślę to faktycznie Łukasz nie jest zły, bo akceptuje moje drobne niedociągnięcia (nie jestem perfekcyjną Panią domu). Ale wydaje mi się, że jakakolwiek bym nie była to zasługuję na szczerość... Mam się wyprowadzić???
Może zapytaj rodziców, co jest dla nich ważniejsze. Ich wygoda, czy Twoje szczęście ?
Chłopak nie chce zakładać rodziny ? Ma do tego prawo. Tylko wobec tego musi sobie poszukać partnerki, która ma podobne podejście do tematu związków.