Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 134 ]

Temat: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Witam, chciałabym porozmawiać trochę na temat tego, co kobiety/mężczyźni ukrywają przed swoim partnerem/partnerką. O wypowiedź proszę wszystkich, oszukanych, oszukujących, kochanki/kochanków. Bardzo interesuje mnie, jak wygląda to z różnych punktów widzenia. Oczywiście o swoich doświadczeniach też tutaj wspomnę smile Przyznam szczerze, że w większości wypadków byłam tą trzecią, według oszukanych pewnie s*ką, która chce odbić miłość życia. Prawda jednak była zupełnie inna.

1. Na znanym portalu społecznościowym napisał do mnie chłopak. Nalegał, żebyśmy się spotkali. Oczywiście odmówiłam, bo co to ma w ogóle być, żebym spotykała się z kimś, o kim nie mam zielonego pojęcia. Lecz on pisał, a ja odpisywałam, chyba chciałam sobie po prostu z kimś pogadać. Po paru dniach dostałam obrażającą mnie wiadomość, z której wynikało, że chłopak ten ma dziewczynę, która jakimś cudem odkryła to, że piszemy ze sobą. J. opowiedział swojej dziewczynie, że przyczepiłam się do niego, nalegam na randkę, a on nie chce, bo przecież tak bardzo kocha ją. Odpisałam, że to kłamstwo, bo nic takiego nie miało miejsca, on mnie nie obchodzi, po prostu z nim pisałam i tyle. Przeprosiłam i powiedziałam, że zrywam z nim kontakt. Za chwilę dostałam wiadomość od niego. "ok, złagodziłem trochę sprawę z moją, może nie będzie się o Ciebie czepiać, jakby co, to ze sobą nie piszemy. Kiedy się spotkamy? Bardzo mi się podobasz". Powiedziałam, że nigdy, powiadomiłam o tym dziewczynę, która znowu mnie zwyzywała i nie mogła uwierzyć, że jej misiaczek kombinuje coś za jej plecami. Zerwałam kontakt z tą chorą parą, ale wiedziałam, że dalej byli razem, tacy zakochani..

2. Kolejny zajęty mężczyzna zainteresował się mną. Opowiadał mojej koleżance, że mu się podobam i chce mnie poznać, ona przekazywała to mi. Nawet nie wiedziałam jak wyglądał i do tej pory nie wiem. Ja i jego dziewczyna miałyśmy wspólnych znajomych, więc nic dziwnego, że po pewnym czasie się o tym dowiedziała. Oczywiście miałam z tego powodu duże nieprzyjemności. Wszystko wyszło na opak, tak jakbym ja to sobie wymyśliła, żeby zniszczyć ich związek. Dużo osób przestało się do mnie odzywać, bo wyszłam na kłamczuchę. Ta para była ze sobą jeszcze parę miesięcy, później się rozstali.

3. Mój były chłopak będąc już w związku z nową dziewczyną pisał do mnie, żebym się z nim spotkała, bo bardzo za mną tęskni, dalej kocha. Nie zgodziłam się na takie coś. Po pewnym czasie jego dziewczyna bardzo mnie obraziła, wyglądało na to, że nagadał, że to ja nie chcę dać mu spokoju. Nie chciało mi się wyjaśniać tej sprawy, bo wiem, że naraziłabym się na ogromne nieprzyjemności. Dziewczyna do tej pory wierzy, że było tak, jak on powiedział. Oczywiście wraz z koleżankami najchętniej by mnie udusiła wink Ta para wciąż jest razem, a ona wierzy, że spełniły się jej marzenia o wielkiej miłości, która cudem udało jej się uchronić, przed wstrętną byłą.

4. Parę miesięcy temu poznałam faceta. Nie chciałam niczego więcej prócz koleżeństwa, na początku udawał, że rozumie i jemu też o nic więcej nie chodzi. Spotkałam się z nim, jednak to nie wyglądało jak zwykłe koleżeńskie spotkanie. Przy każdej okazji próbował mnie dotykać i mówił komplementy. Uciekłam po godzinie smile Wytłumaczyłam, żeby nie myślał sobie, że coś z tego będzie. Jednak po pewnym czasie zaczął pisać erotyczne smsy, co chciałby ze mną robić i że zaprasza na weekend do siebie. Powiedziałam, że jest niepoważny i żeby nie liczył na nic więcej. Chciałam zerwać kontakt, jednak on wciąż pisał i nie dawał mi spokoju. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że miał dziewczynę, którą bardzo kochał, ona wyjechała na jakiś czas z miasta i miała wrócić (przez cały czas byli w związku, tylko na odległość). Podobno przeze mnie obraziła się na niego. Napisał do mnie nawet "Co mam zrobić, żeby mi przebaczyła? Mam jej kupić kwiaty i przeprosić? Jak myślisz, co jej się spodoba?". Myślałam, że spadnę z krzesła, jak to przeczytałam big_smile Tyle razy mówiłam, żeby już nie pisał, on jednak nie dawał mi spokoju. To już podchodziło pod stalking. Kontakt definitywnie zerwałam (mam nadzieję!). Czy ta para jest razem? Chyba tak. Na koniec powiedział "Wcale Cię nie potrzebuję, mam inną" wink

5. Podrywał mnie kolega z pracy, który zresztą mi się podobał. Po pewnym czasie zauważyłam, że podrywa każdą, więc dałam sobie z nim spokój. Ale on chyba ze mną nie. Wynikały różne dziwne sytuacje, jednak postanowiłam, że już się nie przekonam do niego. I czego dowiedziałam się po pewnym czasie? On ma dziewczynę! Biegł do niej z kwiatami. Razem są już od dawna i będą pewnie jeszcze długo, on potrafi świetnie kłamać. Nie chcę wtrącać się w tą sprawę, ale ona pewnie nie ma zielonego pojęcia o tym, jak on zachowuje się za jej plecami.

6. W drugiej pracy poznałam żonatego faceta, miał obrączkę na palcu. Jego zachowanie było co najmniej niepokojące. Cały czas spoglądał w moją stronę, uśmiechał się i dawał sygnały, że jest mną zainteresowany. Nasza współpraca nie była konieczna, on jednak silnie do tego dążył, mówił, że jak zamienimy się numerami, ułatwimy sobie wszystko. Pisał do mnie, żebym coś zrobiła (choć należało to jego obowiązków). Niestety nie wiedziałam jak się za to zabrać i powiadomiłam go o tym. Powiedział, że rozwiążemy ten problem jak się spotkamy. Spotkaliśmy się i nic z tego nie wyszło, powiedział, żebyśmy spotkali się znowu, wtedy jakoś sobie z tym poradzimy. Ja już się nie odezwałam, bo to nie należało do moich obowiązków, tylko do jego. Od tej pory nie widzieliśmy się (praca dorywcza, widocznie przychodzimy na zmianę).

Może jeszcze coś mi się przypomni, ale na razie nie mam pomysłu smile
A jakie są wasze doświadczenia?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Z Twojej historii wynika, że - jak do tej pory, masz okropnego pecha do zajętych, a do tego żałosnych gości...
Dlaczego więc, np. ja, miałbym Cię wyzywać od samic psa?

3

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Sorry, ale bycie "tą trzecią" a bycie podrywaną przez zajętego to dwie różne rzeczy i dwa różne stany big_smile.

Niektórzy mężczyźni wychodzą z założenia, że będą próbować do skutku - dziesięć odmówi, a jedenasta się zgodzi.


Co do reakcji partnerek tych panów - jak baba jest głupia i wchodzi w dyskusje nie z tym z kim trzeba (bo dyskutować powinna z niewiernym partnerem głównie) - to jej problem, nie Twój.

Ja już wielokrotnie na tym forum pisałam - jak zajętemu (mającemu dziewczynę/żonę) facetowi przeszkadza podrywy/adoracje to nie korzysta z takowych lub nachalną panią ustawia do pionu. Nie tak łatwo zgwałcić mężczyznę, gdy on tego nie chce smile

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
batszeba napisał/a:

Sorry, ale bycie "tą trzecią" a bycie podrywaną przez zajętego to dwie różne rzeczy i dwa różne stany big_smile.

Specjalnie użyte w tytule, żeby przykuć uwagę big_smile nigdy nie robiłam niczego z zajętym facetem, jednak chciałabym, żeby wypowiedziały się tutaj także osoby, które mają inne doświadczenia.

Jak już wcześniej wspomniałam, zajęci faceci nie mają chyba odwagi, nie umieją się przyznać do tego, jak było naprawdę. Przekręcają zupełnie całą historię i mimo tego, że ja nawet nie byłam nimi zainteresowana, wychodzę na tą, która chcę odbić ukochanego chłopaka jakiejś dziewczynie. On mówi jej, że tak bardzo ją kocha, że ja tak naprawdę się nie liczę, że to ja się do niego przyczepiłam i nie chcę dać spokoju. Ona jest z nim już jakiś czas i bardziej wierzy jemu niż mi, jakiejś obcej dziewczynie, której nawet nie zna. Nawet jak chcę pokazać dowody, słyszę: "Nie chcę żadnych Twoich dowodów, specjalnie to robisz, bo chcesz, żebyśmy zerwali. Daj nam spokój!" Oczywiście słyszę bardziej obraźliwe teksty, ale nie będę ich tutaj pisała na forum. I tak staję się osobą, którą nienawidzi tyle kobiet. Jedna wkurzona dziewczyna, to 10 wrogów wink
Nie wiem, czy to normalne co mi się przydarza, czy to rzeczywiście jakiś okropny pech.

5 Ostatnio edytowany przez INKKA (2015-01-17 22:02:46)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

To ja coś napiszę jako ta druga, albo pierwsza? Jak to u mnie było - dwa ostatnie moje związki skończyły się przez te "trzecie" które się ze mną skontaktowały ogłaszając "radosną" nowinę że ów mój cudowny facet mnie okłamuje. I powiem tak - pierwsza reakcja to wkurzenie na tą "życzliwą" osobę! W końcu to ona w jednej sekundzie zawaliła mój świat mówiąc że osoba która kocham i ufam to oszust!
No ale potem jak już się ochłonie, to już inaczej się na to patrzy - jak na przysługę. Ale ciężko się przyznać do tego że dało się zrobić w ... nie dokończę. I pytanie komu ufać? Jakiejś kobiecie co poświęca czas i energię by zdobyć do mnie kontakt i "namieszać" czy swojemu facetowi który mówi, że to chora psychicznie kobieta. Jeden i drugi tak mówił. O ile z pierwszym wiem, że to prawda, co tamta mówiła, ale to były początki związku a on jeszcze nie "zdążył" uciąć poprzednich kontaktów i podobno się spotkał z jedną i z druga już będąc ze mną żeby je poinformować że to koniec wink tak ostatni.. związek już ze stażem dość długim.. a tu taka niespodzianka!  Nie udało mi się jednak zweryfikować kto mówił prawdę (bo on ją zastraszył). Ale skończyłam znajomość, choć było ciężko. I jest.

6 Ostatnio edytowany przez batszeba (2015-01-17 21:59:49)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Jak już wcześniej wspomniałam, zajęci faceci nie mają chyba odwagi,

Nie tylko faceci, zdradzające kobiety postępują bardzo podobnie smile

lodowa królewna napisał/a:

Ona jest z nim już jakiś czas i bardziej wierzy jemu niż mi, jakiejś obcej dziewczynie, której nawet nie zna. Nawet jak chcę pokazać dowody, słyszę: "Nie chcę żadnych Twoich dowodów, specjalnie to robisz, bo chcesz, żebyśmy zerwali. Daj nam spokój!"

Wielu zdradzających NIE CHCE WIDZIEĆ że są zdradzani, a osoby informujące o zdradzie (czasami postronne) są oskarżane o próby niszczenia związków, mieszanie się, manipulowanie itd.

Na podstawie tych dwóch postów mogę poradzić Ci jedno:

- nie baw się w żadne pośrednictwa, żadne koleżanki które opowiadają Ci o jakimś tajemniczym wielbicielu itd. Jest facetem, więc niech wali prosto do Ciebie a nie przez krewnych i znajomych królika. On coś powie, ona dołoży i przekręci, Ty odbierzesz inaczej a potem kwas na calego

- jeżeli wspólni znajomi nie wierzą w fakty (np. dowód w formie maila czy historii na komunikatorze) tylko w ploty i pierdoły to zmień znajomych, bo to operą mydlaną pachnie i "polskim piekiełkiem"

- pisz krótko i węzłowato - "nie życzę sobie kontaktu, w razie wątpliwości rozmawiaj z partnerem a nie ze mną." potem blokuj. Nie wchodz w dyskusje, przepychanki, rozmowy. Laska pisze? A niech sobie pisze. OLEJ. To babranie się w kupie a jej i tak nie przekonasz.

- ŻONATY KUMPEL W PRACY  - dobra rada: jeżeli nie chcesz mieć bydła w pracy to bardzo uważaj. Ucinaj, ograniczaj kontakt, nawet jak pan bardzo chce.

INKKA Bardzo, ale to bardzo ostrożnie traktowałabym uwagi niewiernego pana o chorej psychicznie wielbicielce. Wiem, że zdarzają się stalkerzy i stalkerki, ale...

7

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
batszeba napisał/a:

INKKA Bardzo, ale to bardzo ostrożnie traktowałabym uwagi niewiernego pana o chorej psychicznie wielbicielce. Wiem, że zdarzają się stalkerzy i stalkerki, ale...

A jak ma się tłumaczyć? Szczególnie jak nie ma dowodów? I to jest to o czym Autorka pisze, że ona w końcu zostaje "wrogiem" bo kobiety wolą wierzyć partnerowi. Albo nie chcą przyjąć do wiadomości że dały się okłamywać. Faceci w takich sytuacja zwykle obracają się też przeciwko tej trzeciej, co pozornie wzmacnia relację w ich związku. I kobiety się na to często "łapią". Mój też ją zablokował chciał nawet powiadamiać policję itp. Ot na pokaz bym mu uwierzyła. I kobiety wierzą często i mało tego mają satysfakcję że jakaś lafirynda nie zdołała ich rozdzielić a facet dalej robi swoje przekonany że mu się upiecze. To jest chore!

8

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
INKKA napisał/a:
batszeba napisał/a:

INKKA Bardzo, ale to bardzo ostrożnie traktowałabym uwagi niewiernego pana o chorej psychicznie wielbicielce. Wiem, że zdarzają się stalkerzy i stalkerki, ale...

A jak ma się tłumaczyć? Szczególnie jak nie ma dowodów? I to jest to o czym Autorka pisze, że ona w końcu zostaje "wrogiem" bo kobiety wolą wierzyć partnerowi. Albo nie chcą przyjąć do wiadomości że dały się okłamywać. Faceci w takich sytuacja zwykle obracają się też przeciwko tej trzeciej, co pozornie wzmacnia relację w ich związku. I kobiety się na to często "łapią". Mój też ją zablokował chciał nawet powiadamiać policję itp. Ot na pokaz bym mu uwierzyła. I kobiety wierzą często i mało tego mają satysfakcję że jakaś lafirynda nie zdołała ich rozdzielić a facet dalej robi swoje przekonany że mu się upiecze. To jest chore!

Inka, nie wybielam, ponieważ wiem, do czego potrafi posunąć się zdradzająca osoba - to pamiętaj, że z drugiej strony serio zdarzają się przypadki ludzi, którzy mają problem z psychiką - przypomnij sobie chociażby sprawę doktora Sidorowicza - wielbicielka była chora  i zrobiła mu z życia piekło.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
INKKA napisał/a:

Faceci w takich sytuacja zwykle obracają się też przeciwko tej trzeciej, co pozornie wzmacnia relację w ich związku. I kobiety się na to często "łapią". Mój też ją zablokował chciał nawet powiadamiać policję itp. Ot na pokaz bym mu uwierzyła. I kobiety wierzą często i mało tego mają satysfakcję że jakaś lafirynda nie zdołała ich rozdzielić a facet dalej robi swoje przekonany że mu się upiecze. To jest chore!

Ooo, o to właśnie mi chodzi! Kobieta wręcz się cieszy, że facet tak ją kocha, że nie dał się uwieść. Nie zdaję sobie sprawy, że to właśnie on to wszystko zaczął. Tak właśnie miałam z kolejną dziewczyną mojego byłego. Śmiała się dziewczyna w twarz, bo myślała, że tak jej zazdroszczę partnera, że żałuję, że to ona jest z nim, a nie ja. Taka jest prawda, że przy niej pisał do mnie zupełnie co innego, niż jak jej nie było. Pomijam już "przypadkowe" dotykanie mnie, nawet nie wiem, czy zdawał sobie z tego sprawę, to chyba był taki nieświadomy odruch. Zastanawiam się, jak oni to wszystko robią, ale potrafią  to zorganizować tak, że człowiek rzeczywiście wychodzi tutaj na osobę chorą psychicznie.

Pomijam oczywiście przypadki, kiedy rzeczywiście na drodze pojawia się taka "chora wielbicielka". Ale chyba jednak warto skonsultować to z "tą trzecią".To naprawdę ciężka sprawa, bo nie wiadomo komu wierzyć. Współczuję dziewczynom w takich sytuacjach, jednak myślę, że w trzeba kierować się przede wszystkim rozsądkiem.

10

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
batszeba napisał/a:

Inka, nie wybielam, ponieważ wiem, do czego potrafi posunąć się zdradzająca osoba - to pamiętaj, że z drugiej strony serio zdarzają się przypadki ludzi, którzy mają problem z psychiką - przypomnij sobie chociażby sprawę doktora Sidorowicza - wielbicielka była chora  i zrobiła mu z życia piekło.

Ja wiem i tez do końca w tym ostatnim przypadku nie jestem pewna czy to nie było jedynie perfidne zagranie ze strony kobiety żeby mnie rozdzielić z tym facetem. Z pierwszym zweryfikowałam - udawałam że wszystko ok by stracił czujność i wyszło na to że tamta kobieta miała rację - choć przyznam że w stosunku do niej w pierwszej chwili byłam też niemiła..
wiem, że kobiety bywają bardzo złośliwe i zawistne a fajnych facetów nie aż tak dużo wink normalnie niemal jak "prawa dżungli" wink

11

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
INKKA napisał/a:

wiem, że kobiety bywają bardzo złośliwe i zawistne a fajnych facetów nie aż tak dużo wink normalnie niemal jak "prawa dżungli" wink

Owszem, ale czasami dużo zależy też od mężczyzny - vide sąsiedni wątek http://www.netkobiety.pl/t79606.html

Pan chce być tylko miły a w ogóle to adoratorki same na szyi się wieszają smile

12

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:
INKKA napisał/a:

Faceci w takich sytuacja zwykle obracają się też przeciwko tej trzeciej, co pozornie wzmacnia relację w ich związku. I kobiety się na to często "łapią". Mój też ją zablokował chciał nawet powiadamiać policję itp. Ot na pokaz bym mu uwierzyła. I kobiety wierzą często i mało tego mają satysfakcję że jakaś lafirynda nie zdołała ich rozdzielić a facet dalej robi swoje przekonany że mu się upiecze. To jest chore!

Ooo, o to właśnie mi chodzi! Kobieta wręcz się cieszy, że facet tak ją kocha, że nie dał się uwieść. Nie zdaję sobie sprawy, że to właśnie on to wszystko zaczął. Tak właśnie miałam z kolejną dziewczyną mojego byłego. Śmiała się dziewczyna w twarz, bo myślała, że tak jej zazdroszczę partnera, że żałuję, że to ona jest z nim, a nie ja. Taka jest prawda, że przy niej pisał do mnie zupełnie co innego, niż jak jej nie było. Pomijam już "przypadkowe" dotykanie mnie, nawet nie wiem, czy zdawał sobie z tego sprawę, to chyba był taki nieświadomy odruch. Zastanawiam się, jak oni to wszystko robią, ale potrafią  to zorganizować tak, że człowiek rzeczywiście wychodzi tutaj na osobę chorą psychicznie.

Pomijam oczywiście przypadki, kiedy rzeczywiście na drodze pojawia się taka "chora wielbicielka". Ale chyba jednak warto skonsultować to z "tą trzecią".To naprawdę ciężka sprawa, bo nie wiadomo komu wierzyć. Współczuję dziewczynom w takich sytuacjach, jednak myślę, że w trzeba kierować się przede wszystkim rozsądkiem.

No tak ale nie zawsze można zweryfikować. Ja też z tym pierwszym jak się wściekł jak się zresztą ode mnie dowiedział że do mnie napisały 2 jego ex albo obecne że aż prawie o policję się otarło. No i co? Komu wierzyć? Jakiejś obcej kobiecie, która miesza, czy swemu facetowi który kocha i wręcz oszalał jak się dowiedział że ktoś chce popsuć relacje miedzy nami? Akurat wtedy jeszcze nie mając takich "przygód" wcześniej to jemu powiedzmy uwierzyłam ale byłam czujna i jak się tylko nadarzyła okazja zweryfikowałam - okazało się że tamta dziewczyna i jedna i druga mówiły prawdę. sad

13

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
batszeba napisał/a:
INKKA napisał/a:

wiem, że kobiety bywają bardzo złośliwe i zawistne a fajnych facetów nie aż tak dużo wink normalnie niemal jak "prawa dżungli" wink

Owszem, ale czasami dużo zależy też od mężczyzny - vide sąsiedni wątek http://www.netkobiety.pl/t79606.html

Pan chce być tylko miły a w ogóle to adoratorki same na szyi się wieszają smile

Tia.. tak kobiety jak i faceci lubią być adorowani i niekoniecznie to idzie w parze ze zdradą. Jednak faceci częściej zdradzają, tak mi się wydaje. A przynajmniej z dwojga mają mniejsze poczucie winy, albo i wcale - to kobiety jeśli już  zdradzą czy wdadzą się w romans najczęściej żałują, bo są bardziej emocjonalne i się przywiązują.. "puch marny" wink a faceci to wykorzystują...

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

wymagać twardych dowodów, smsów, maili, bilingów big_smile ostatnie chyba najlepsze, będzie wiadomo, kto do kogo pierwszy napisał smile

Ja nie w każdym wypadku powiadomiłabym dziewczynę. Nowej dziewczynie mojego byłego nawet nie mam zamiaru tłumaczyć, zagryzłaby mnie na miejscu smile a jak nie ona, to on mściłby się później na mnie do końca życia.

15

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

wymagać twardych dowodów, smsów, maili, bilingów big_smile ostatnie chyba najlepsze, będzie wiadomo, kto do kogo pierwszy napisał smile

Ja nie w każdym wypadku powiadomiłabym dziewczynę. Nowej dziewczynie mojego byłego nawet nie mam zamiaru tłumaczyć, zagryzłaby mnie na miejscu smile a jak nie ona, to on mściłby się później na mnie do końca życia.

Nie warto się mieszać.. szczególnie jak chodzi o ex. Bo to że się zostanie tą chorą psychicznie nie mogąca pogodzić ze stratą to niemal oczywiste. Zresztą był tu na forum taki wątek kobiety po rozwodzie która miała sprawę w sądzie bo za bardzo się "troszczyła" o losy kobiet swojego ex męża... Ale jednak jest inna sytuacja kiedy chodzi o obecnego partnera... jak się okazuje kilku naraz wink

16

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Moim zdaniem autorka nie ma pecha. Po prostu ma pewien styl postepowania, który polega na tym ze nie uwywnetrznia swoich zasad, pozwala na "podryw" i podtrzymuje znajomość. Tacy ludzie nie maja "dobrej" opinii w srodowisku co jest absurdalne bo przecież niż zlego nikomu nie zrobili a jednak. Dla autorki dam rade, jeśli Ci to przeszkadza (bo może nie, w każdej z tych sytuacji doskonale sobie poradzilas) to kontakty z mężczyznami należy zformalizowac już na samym początku (nie interesują mnie zajeci mezczyzni, jesteś wolny? itp.) , ew. zastanowić się na kontem fb. Jeśli nie to po prostu zyc dalej i tyle.

17

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

trudny temat...
ja znam sytuację z obu stron smile

o tym,że mąż mnie zdradza dowiedziałam się jak złożyłam pozew o rozwód. spytał czy nic już nie uratuje naszego związku- jak powiedziałam,że nie to  oznajmił radośnie  - " no to ci powiem że cię zdradziłem"...zdradzał ze wspólną koleżanką...
był szok i ból i   takie niedowierzanie,że nic nie zauważyłam,że tyle osób wiedziało i nikt pary z gęby nie puścił... Do dziś nie moge niektórym tego wybaczyć- że wiedzieli a nie powiedzieli.

Zupełnie inne podejście do tego tematu ma żona mojego kochanka

13 lat po rozwodzie zakochałam się w żonatym facecie i jesteśmy w tym po...*onym związku prawie dwa lata. od  ponad pół roku jego żona o nas wie, wypisuje do mnie obraźliwe sms ale... jest święcie przekonana ,że to ja dążę do związku, że to ja zmuszam(!) Go do spotkań itp  o poprzedniej kochance też dowiedziała i co gorsze tez tak myslała... (Tymczasem  mój Miś to notoryczny zdradzacz ani ja pierwsza ani zapewne ostatnia sad.)
Nie mam zamiaru wyprowadzać jej z błędu bo Ona tego tak na prawdę nie chce. Mam wrażenie że, Ona chce "nie widzieć" bo gdyby się dowiedziała musiałaby podjąć jakieś decyzje a to jej nie na rękę. Więc wini mnie za całe zło świata a Misia gloryfikuje.
I  trwamy.Jesteśmy jakoś w to uwikłani nikt nie chce podjąć jedynie słusznych decyzji.
oczywiście do czasu smile

18

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
kochanka 1973 napisał/a:

trudny temat...
ja znam sytuację z obu stron smile

o tym,że mąż mnie zdradza dowiedziałam się jak złożyłam pozew o rozwód. spytał czy nic już nie uratuje naszego związku- jak powiedziałam,że nie to  oznajmił radośnie  - " no to ci powiem że cię zdradziłem"...zdradzał ze wspólną koleżanką...
był szok i ból i   takie niedowierzanie,że nic nie zauważyłam,że tyle osób wiedziało i nikt pary z gęby nie puścił... Do dziś nie moge niektórym tego wybaczyć- że wiedzieli a nie powiedzieli.

Zupełnie inne podejście do tego tematu ma żona mojego kochanka

13 lat po rozwodzie zakochałam się w żonatym facecie i jesteśmy w tym po...*onym związku prawie dwa lata. od  ponad pół roku jego żona o nas wie, wypisuje do mnie obraźliwe sms ale... jest święcie przekonana ,że to ja dążę do związku, że to ja zmuszam(!) Go do spotkań itp  o poprzedniej kochance też dowiedziała i co gorsze tez tak myslała... (Tymczasem  mój Miś to notoryczny zdradzacz ani ja pierwsza ani zapewne ostatnia sad.)
Nie mam zamiaru wyprowadzać jej z błędu bo Ona tego tak na prawdę nie chce. Mam wrażenie że, Ona chce "nie widzieć" bo gdyby się dowiedziała musiałaby podjąć jakieś decyzje a to jej nie na rękę. Więc wini mnie za całe zło świata a Misia gloryfikuje.
I  trwamy.Jesteśmy jakoś w to uwikłani nikt nie chce podjąć jedynie słusznych decyzji.
oczywiście do czasu smile

W sumie nie rozumiem takich ludzi jak TY. Robisz co chcesz ale jako negatywny przykład podajesz postepowanie swojego meza, robiąc dokładnie to samo, dodatkowo piszesz ze nie możesz innym wybaczyć? Przeciez to jakas niepojeta HIPOKRYZJA jest. Dla mnie to jest szok i tyle. Bo znając zycie nie szokuje mnie postepowanie ludzi, te większość znam ale to jak mysla i jak argumentują, jak odnoszą się do rzeczywistości oraz innych ludzi, a przez to do SIEBIE SAMYCH.

19

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
maniek_z_maniek napisał/a:

)


W sumie nie rozumiem takich ludzi jak TY. Robisz co chcesz ale jako negatywny przykład podajesz postepowanie swojego meza, robiąc dokładnie to samo, dodatkowo piszesz ze nie możesz innym wybaczyć? Przeciez to jakas niepojeta HIPOKRYZJA jest. Dla mnie to jest szok i tyle. Bo znając zycie nie szokuje mnie postepowanie ludzi, te większość znam ale to jak mysla i jak argumentują, jak odnoszą się do rzeczywistości oraz innych ludzi, a przez to do SIEBIE SAMYCH.

żle mnie zrozumiałaś. Byłemu wybaczyłam i zycze jak najlepiej. Nie udało nam się. trudno. żałuję,że mnie oszukał- nie musiał- wystarczyło powiedzieć,że ma dość.  Z ową kochanką kontaktu nie mam ale i zalu też nie. Wszak nie rzuciła mu się na szyje i nie krzyczała przeleć mnie bo się zabiję! Glupia była bo ucierpiało na tym jej małżeństwo- ledwo je odratowała.
Natomiast nie moge wybaczyć tym co wiedzieli a nie powiedzieli.  Naszym wspólnym znajomym wręcz przyjaciołom. widzieli jak się miotam i nic.Bo ja chciałam wiedzieć. Odchodziłam od męża z poczuciem winy ,że nikt nic złego w naszym związku nie widzi (nawet on) tylko ja. A tymczasem mnie zdradzał. Gdybym wiedziała wcześniej rozumiałabym skąd się we mnie bierze ta pustka.. on mi wmawiał,że mnie kocha a ja czułam że tak nie jest.

I nie robię tego samego co mój mąż. Nikogo nie zdradzam smile ja wierna jestem. Żeby było jasne -  nie pochwalam postępowania mojego kochanka. Nie akceptuję jego argumentacji. Ale mam wybór odejść albo z nim być. I na razie nie mogę się zdobyć by odejść.
Co do jego żony- nie znam jej argumentacji mogę się tylko domyślać na podstawie jej smsów, i tego co wiem o ich związku. Osoba, która będzie jej usiłowała"otworzyć oczy" będzie wrogiem nr 1.  ona chce wierzyć,że skoro się dowiedziała to on związek skończył. I tyle

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
maniek_z_maniek napisał/a:

Moim zdaniem autorka nie ma pecha. Po prostu ma pewien styl postepowania, który polega na tym ze nie uwywnetrznia swoich zasad, pozwala na "podryw" i podtrzymuje znajomość. Tacy ludzie nie maja "dobrej" opinii w srodowisku co jest absurdalne bo przecież niż zlego nikomu nie zrobili a jednak. Dla autorki dam rade, jeśli Ci to przeszkadza (bo może nie, w każdej z tych sytuacji doskonale sobie poradzilas) to kontakty z mężczyznami należy zformalizowac już na samym początku (nie interesują mnie zajeci mezczyzni, jesteś wolny? itp.) , ew. zastanowić się na kontem fb. Jeśli nie to po prostu zyc dalej i tyle.

Może masz rację. Ale dodam, że mi rzadko kiedy chodzi o coś więcej niż koleżeńską znajomość. Nie będę pytać: Cześć, masz dziewczynę? Nie? Ok, to możemy ze sobą rozmawiać. Czy nie można mieć kolegi, który jest w związku? Chyba właśnie z takim jest lepiej, przynajmniej mniejsze prawdopodobieństwo, że się zakocha i będzie chciał być ze mną (chociaż też nie można być do końca pewnym). Jestem miłą, ładną, uśmiechniętą dziewczyną i co? To już jest pozwolenie na takie zachowanie? Jakoś wolni mężczyźni nie są mną tak zainteresowani, jak ci zajęci. Może po prostu w tym świecie jest zbyt wiele beznadziejnych związków i take są później tego konsekwencje, że pojawia się pierwsza lepsza dziewczyna, która może być odskocznią i facet głupieje.
Nie wiem czy mi to przeszkadza. Jeżeli już to w bardzo małym stopniu. To dlatego, że ci faceci zupełnie mnie nie interesują, ja nie angażuję się uczuciowo ani niczego od nich nie oczekuję. A te kobiety? Nawet ich nie znam. Mam swoje przyjaciółki i one wiedzą jaka jestem, a co mówią inni (zwłaszcza ci, którzy mnie nie znają) niewiele mnie obchodzi. Ale z drugiej strony nieraz boję się reakcji zazdrosnych kobiet.

I jak tutaj wspomniała kochanka 1973, problem jest z wybaczeniem tym, którzy wiedzieli, a nic nie powiedzieli. Sama byłam kiedyś też w takiej sytuacji. Mój były facet podrywał inną, wiele osób osób o tym wiedziało i nikt mi nic nie powiedział. Jak odkryłam to sama, bolało jak cholera. Nie tylko dlatego, że on mnie oszukał. Po prostu przestałam wierzyć w ludzi, którzy mnie otaczali. Co oni sobie myśleli? Że byłam szczęśliwa żyjąc w takim kłamstwie? Wiadomo, że gdyby ktoś mi powiedział wcześniej, cały świat by się zawalił. Jednak wiedziałam, że to byłoby dla mnie lepsze. Później czułam się jak skończona idiotka.

21

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

"I nie robię tego samego co mój mąż. Nikogo nie zdradzam ja wierna jestem."

Powyzsze to oczywista nieprawda. Zdradzasz swoje zasady, robisz to samo co Twoj maz, wiklas sie w sytuacje kochanki a to ze jestes po rozwodzie to Cie nie usprawiedliwia. Mi tutaj chodzi nie o pietnowanie Twojego zachowania ale tego ze swoje zachowanie przedstawiasz odwrotnie niz jest. Nie rob drugiemu co Tobie nie mile. Nie znasz zony swojego kochanka ale mimo to ja krzywdzisz i krzywdzisz jego rodzine. Robisz to samo co zrobiono Tobie. Wystarczy postawic sie na miejscu zony kochanka, wlasciwie na swoim miejscu z przeszlosci. I wszystko jasne.

Co do wybaczenia ludziom. Pytanie, co jest gorsze zdrada czy nie mowienie o zdradzie. Tutaj wyglada na to ze niemowienie a przeciez jest dokladnie odwrotnie. Wine ponosi zdradzajacy a nie ktos kto nie ponosi winy za zdrade. Oczywiscie taka postawa (niemowienia) jest rozczarowujaca ale wiekszosc ludzi postepuje tak samo. Jezeli nie odpowiada nam takie zrodowisko to je zmieniamy?

"nie można mieć kolegi, który jest w związku? Chyba właśnie z takim jest lepiej, przynajmniej mniejsze prawdopodobieństwo, że się zakocha i będzie chciał być ze mną"

Praktycznie jest dokladnie odwrotnie niz uwazasz. Posiadanie kolegi ktory jest w zwiazku oznacza najczesciej zabieranie czasu, ktory on moze poswiecic dziewczynie, zonie, dzieciom, rodzine. I odwrotnie niz napisalas taki czlowiek moze sie jak najbardziej zakochac ale najczesciej liczy na niezobowiazujacy seks, niekoniecznie chcac byc z kochanka, nie kochajac ani zony ani kochanki.

22

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
maniek_z_maniek napisał/a:

" Zdradzasz swoje zasady, robisz to samo co Twoj maz, wiklas sie w sytuacje kochanki a to ze jestes po rozwodzie to Cie nie usprawiedliwia. Mi tutaj chodzi nie o pietnowanie Twojego zachowania ale tego ze swoje zachowanie przedstawiasz odwrotnie niz jest. Nie rob drugiemu co Tobie nie mile. Nie znasz zony swojego kochanka ale mimo to ja krzywdzisz i krzywdzisz jego rodzine. Robisz to samo co zrobiono Tobie. Wystarczy postawic sie na miejscu zony kochanka, wlasciwie na swoim miejscu z przeszlosci. I wszystko jasne.

Oczywiście wiele osób przyzna Ci  rację ale ja nie. uważam, że zanim dojdzie do zdrady w małżeństwie juz wcześniej dzieje się żle. Rozpada się powoli i często bezgłośnie  ale po równi pochyłej.
Wszystkie posty zdradzanych żon i mężów zawierają w sobie "raz były wzloty raz upadki", "jakis czas już było źle"  i wiele wiele podobnych.  Zdrada jest tylko przejawem tego rozpadu. Zdradzają albo nieszczęśliwi w związku dla podniesienia swego ego albo znudzeni marazmem swych związków.
Moim zdaniem Kochanka mojego męza nie skrzywdziła mnie, tak jak ja nie krzywdzę "mojej żony". W naszych małżeństwach skrzywdziłyśmy się same ( z pomoca naszych małżonków oczywiście) nie reagując na czas na stagnację w związku, na pierwsze sygnały że coś jest nie tak.Przyjmowaniem za pewnik że uczucie MUSI trwać wbrew wszystkiemu nawet obojętności.  że zgadadzaliśmy się na bylejakość na jakoś to będzie.Tym że doprowadziliśmy do  momentu,że naprawić się nie dało. (Bo ja nie wierze w życie po zdradzie z happy endem. nawet jeśli para ze sobą zostaje). Gdyby mój mąż nie znalazł tamtej kochanki znalazł by inną a gdybym ja odeszła od mojego Miska po kilku miesiącach  - znalazł by następną. Bo to nie kochanki są przyczyną rozpadu związku, my jesteśmy skutkiem. Większość kochanek naprawdę nie czyha na biedulków w ciemnych kątach, nie szarpie ich za spodnie itp.Czasem nasze istnienie  uświadamia im że nie są w stanie tak żyć i odchodzą od żon.
W większości przypadków jednak jesteśmy tylko odskocznią od tej stagnacji i marazmu itp.A niektóre z nas są tak samo okłamywane jak żony(mężowie) bo osobniki nie umieją już inaczej.Kłamanie wchodzi im w krew. Ale zdradzanie to zawsze ostatni etap. W zdrowy, kochający się związek dwojga ludzi nie wejdzie nawet najbardziej wyrachowana kochanka. Nie ma tam na nią miejsca po prostu.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
kochanka 1973 napisał/a:

Oczywiście wiele osób przyzna Ci  rację ale ja nie. uważam, że zanim dojdzie do zdrady w małżeństwie juz wcześniej dzieje się żle. Rozpada się powoli i często bezgłośnie  ale po równi pochyłej.

Bo to nie kochanki są przyczyną rozpadu związku, my jesteśmy skutkiem. Większość kochanek naprawdę nie czyha na biedulków w ciemnych kątach, nie szarpie ich za spodnie itp.Czasem nasze istnienie  uświadamia im że nie są w stanie tak żyć i odchodzą od żon.
W większości przypadków jednak jesteśmy tylko odskocznią od tej stagnacji i marazmu itp.

W zdrowy, kochający się związek dwojga ludzi nie wejdzie nawet najbardziej wyrachowana kochanka. Nie ma tam na nią miejsca po prostu.

Ja się  Tobą zgodzę, w sytuacji gdy mówimy o regularnym romansie. Jednorazowy skok w bok, jak każdy niezaplanowany incydent, może według mnie zdarzyć się w całkiem udanym związku, który przechodzi tylko chwilową stagnację.

Ja znam kilka związków gdzie były romanse i wszystkie te związki były złe. Pełne nieszczerości i niedopowiedzeń. Większość się rozpadło, nawet jeśli zdrada nie wyszła na jaw.
Mnie też podrywało kilku zajętych facetów i nigdy inicjatywa nie była moja.
Mit "wrednej niszczycielki cudzych małżeństw", które czyhają na biednego zagubionego misia, jest wymysłem żon, które muszą uzasadnić jakoś chęć pozostawania w związku ze zdradzaczem. Prawie nigdy kobieta nie inicjuje romansu z kimś zajętym. Tylko to ów biedy udomowiony misiaczek czuje usilną potrzebę pogonić nowego króliczka i poczuć się jak myśliwy.

Jakiś czas temu zapytałam kilku atrakcyjnych, fajnych kolegów, czy mieli sytuacje,żeby podrywałaby ich jakaś koleżanka, to mi odpowiedzieli, że trudno im to stwierdzić, bo ...oni w pracy to się głównie zajmują pracą, a po pracy koncentrują się na odbieraniem dziecka z przedszkola na czas i zajmuje ich życie rodzinne. I po prostu takich sygnałów w ogóle nie odbierają.
Więc nawet jeśli jakaś kobieta sygnały by nadawała, to trafiają one w próżnie.
Zresztą ja również jak spotykam żonatego zadowolonego z życia faceta, to od razu wyczuwam, że nawet jak jest miły i sympatyczny, to tam nie ma żadnych nieczystych intencji i brak przestrzeni na inną kobietę.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

O to właśnie tutaj chodzi. Związek zaczyna rozpadać się dużo wcześniej, dziewczyny mają rację. Później wina zwalana jest na zupełnie niewinne osoby. Istnieje taki stereotyp, że to kochanka jest zawsze winna, to ona zniszczyła taką piękną miłość. Jakoś nie mogę w to uwierzyć.Jeżeli decydujemy się na byle jaką relacje, to bądźmy świadomi jej konsekwencji. Na tym forum aż roi się od wątków typu "Jak ją zatrzymać przy sobie?", "co zrobić, żeby nie odchodził?". Lepiej pozwolić odejść, niż zmuszać do związku, a później dziwić się, że on czy ona zdradzili nas czy zostawili.
Nikogo nie da się zmusić do miłości. A jakby kochał, to nie szukałby wrażeń na boku.

Ja na seks z zajętym mężczyzną na pewno bym się nie zgodziła (chociaż różnie w życiu bywa i nigdy nie mów nigdy). I nie widzę tutaj problemu w tym, że rozmawiam z kolegą w pracy na przerwie. Co mam przejść i udawać, że go nie znam? A jeżeli wracamy razem z pracy to też mamy się nie odzywać do siebie? Wiadomo, jeżeli sytuacja robi się już niepokojąca, to trzeba określić jakieś granice. Ale zajęci mężczyźni mają prawo do posiadania koleżanek, tak samo jak kobiety do posiadania kolegów. Nie można ograniczyć się tylko do spędzania czasu z partnerem. Warto mieć znajomych obu płci. Powinno się tylko wiedzieć, gdzie jest ta granica, której zajęty mężczyzna nie może przekraczać.

25

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Ale zajęci mężczyźni mają prawo do posiadania koleżanek, tak samo jak kobiety do posiadania kolegów. Nie można ograniczyć się tylko do spędzania czasu z partnerem. Warto mieć znajomych obu płci. Powinno się tylko wiedzieć, gdzie jest ta granica, której zajęty mężczyzna nie może przekraczać.

Dokładnie tak. Ja ta wstrętna upadła kochanka smile mam wielu kolegów w tym 3/4   choćby z racji na wiek smile zajętych. o żadnym z nich nie myslę jako obiekcie westchnień. Gadamy, pójdziemy na piwo i tyle. A mężowie koleżanek są  po prostu kierowcami co ich odbieraja po babskiej bibie- a nie bogami seksu.

Misiek jest tylko jeden smile Akurat tu zadziałała chemia. I tyle.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Wydaje mi się, że jeżeli zabraniamy naszemu partnerowi przyjaźnić z osobami płci żeńskiej, skutek jest odwrotny od zamierzanego. On nigdy nie będzie tylko nasz. I tak samo jest odwrotnie. Nie chciałabym okłamywać mojego partnera, ale jeżeli zabroniłby zadawać się z kolegami, na pewno bym go nie posłuchała. Zrodziłby się we mnie taki wielki wewnętrzny bunt smile
Jednak osoba w związku powinna wiedzieć, na ile może sobie pozwolić.

27

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Wydaje mi się, że jeżeli zabraniamy naszemu partnerowi przyjaźnić z osobami płci żeńskiej, skutek jest odwrotny od zamierzanego. On nigdy nie będzie tylko nasz. I tak samo jest odwrotnie. Nie chciałabym okłamywać mojego partnera, ale jeżeli zabroniłby zadawać się z kolegami, na pewno bym go nie posłuchała. Zrodziłby się we mnie taki wielki wewnętrzny bunt smile
Jednak osoba w związku powinna wiedzieć, na ile może sobie pozwolić.

Otóż to!

kochanka 1973 napisał/a:

Oczywiście wiele osób przyzna Ci  rację ale ja nie. uważam, że zanim dojdzie do zdrady w małżeństwie juz wcześniej dzieje się żle. Rozpada się powoli i często bezgłośnie  ale po równi pochyłej.
Wszystkie posty zdradzanych żon i mężów zawierają w sobie "raz były wzloty raz upadki", "jakis czas już było źle"  i wiele wiele podobnych.  Zdrada jest tylko przejawem tego rozpadu. Zdradzają albo nieszczęśliwi w związku dla podniesienia swego ego albo znudzeni marazmem swych związków.
Moim zdaniem Kochanka mojego męza nie skrzywdziła mnie, tak jak ja nie krzywdzę "mojej żony". W naszych małżeństwach skrzywdziłyśmy się same ( z pomoca naszych małżonków oczywiście) nie reagując na czas na stagnację w związku, na pierwsze sygnały że coś jest nie tak.Przyjmowaniem za pewnik że uczucie MUSI trwać wbrew wszystkiemu nawet obojętności.  że zgadadzaliśmy się na bylejakość na jakoś to będzie.Tym że doprowadziliśmy do  momentu,że naprawić się nie dało. (Bo ja nie wierze w życie po zdradzie z happy endem. nawet jeśli para ze sobą zostaje). Gdyby mój mąż nie znalazł tamtej kochanki znalazł by inną a gdybym ja odeszła od mojego Miska po kilku miesiącach  - znalazł by następną. Bo to nie kochanki są przyczyną rozpadu związku, my jesteśmy skutkiem. Większość kochanek naprawdę nie czyha na biedulków w ciemnych kątach, nie szarpie ich za spodnie itp.Czasem nasze istnienie  uświadamia im że nie są w stanie tak żyć i odchodzą od żon.
W większości przypadków jednak jesteśmy tylko odskocznią od tej stagnacji i marazmu itp.A niektóre z nas są tak samo okłamywane jak żony(mężowie) bo osobniki nie umieją już inaczej.Kłamanie wchodzi im w krew. Ale zdradzanie to zawsze ostatni etap. W zdrowy, kochający się związek dwojga ludzi nie wejdzie nawet najbardziej wyrachowana kochanka. Nie ma tam na nią miejsca po prostu.

Tak się wtrąciłam do wątku jako ta "kochanka", choć już teraz "mój" jest po rozwodzie, jednak zaledwie kilka tygodni... ale pod tym co kochanka 1973 napisała podpisuję się obiema rękoma wink

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Wiele osób pewnie powie "Wpieprzają się w czyjś związek! Jak można nie mieć sumienia, to jest grzech! Niech pomyśli jak czułaby się na miejscu żony!". Ok, ale kochanka niczego żonie nie obiecała. Mąż przysięgał przed ołtarzem, największe pretensje powinny być chyba do niego. Kochanka jest po prostu kobietą, jak każda z nas. Żadna żona nie chce przyjąć do wiadomości, że to jej ukochany wszystko zaczął. ŻADEN PORZĄDNY MĘŻCZYZNA NIE WDAŁBY SIĘ W ROMANS Z INNĄ KOBIETĄ, KOCHAJĄC ŻONĘ! Związek się rozpada, kobieta nie chce tego zauważyć, a później ma pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie.
To mężczyzna pozwala na to "wpieprzanie się w związek". Choć zawsze zrywałam kontakt z zajętymi mężczyznami, rozumiem dziewczyny powyżej, które tego nie zrobiły. Czasami możemy być zbyt słabe wobec tej burzy uczuć smile

29

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Kochanka jest po prostu kobietą, jak każda z nas...

Z czego wynika, że mężczyźni słusznie przez wieku uważali, iż płeć SŁABA ma gorsze możliwości umysłowe wink skoro nie potrafi ZREZYGNOWAĆ z "czegoś" co JUŻ JEST komuś innemu przypisane wink czyli zajęte tongue
Oczywiście - są I KOBIETY i mężczyźni o różnych możliwościach smile
NIEMNIEJ byłoby miło, gdyby WSZYSTKICH (kobiet) nie uważać za jednakie.
Każdy ma prawo wyboru.
JEDNO będzie wybierać "dogadzanie SOBIE po trupach" (bo zgodnie z popularną REKLAMĄ: "jest TEGO wart/a" wink ) - DRUGIE zrezygnuje, choćby serce wyło - bo nie mogłoby sobie patrzeć w lustrze w twarz. TO JAKBY 2 krańce na osi... a pomiędzy... tyle DECYZJI ilu ludzi tongue WSZYSTKO kwestia wyboru.

lodowa królewna napisał/a:

kochanka niczego żonie nie obiecała. Mąż przysięgał przed ołtarzem, największe pretensje powinny być chyba do niego

.
A do tanga trzeba dwojga...?

lodowa królewna napisał/a:

Czasami możemy być zbyt słabe wobec tej burzy uczuć smile

Jak ktoś jest za słaby żeby walczyć - to UCIEKA. Takie antropologiczne uwarunkowanie wink
SŁABOŚĆ płci to tylko wygodna wymówka (na to dogadzanie sobie)... bo: "... ja taka mala", albo "się boję sama spać" wink

JEDYNY fakt: ABY naprawiać TO TRZEBA dostrzec, że coś SZWANKUJE. I TRZEBA woli obojga.
ŁATWIEJ znaleźć sobie pocieszenie NA BOKU, ALE... do tego TEZ trzeba WOLI DWOJGA! I nie chodzi akurat o wolę zdradzanego wink

30 Ostatnio edytowany przez lodowa królewna (2015-01-21 19:10:46)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anhedonia napisał/a:
lodowa królewna napisał/a:

Kochanka jest po prostu kobietą, jak każda z nas...

Z czego wynika, że mężczyźni słusznie przez wieku uważali, iż płeć SŁABA ma gorsze możliwości umysłowe wink skoro nie potrafi ZREZYGNOWAĆ z "czegoś" co JUŻ JEST komuś innemu przypisane wink czyli zajęte tongue
Oczywiście - są I KOBIETY i mężczyźni o różnych możliwościach smile
NIEMNIEJ byłoby miło, gdyby WSZYSTKICH (kobiet) nie uważać za jednakie.
Każdy ma prawo wyboru.
JEDNO będzie wybierać "dogadzanie SOBIE po trupach" (bo zgodnie z popularną REKLAMĄ: "jest TEGO wart/a" wink ) - DRUGIE zrezygnuje, choćby serce wyło - bo nie mogłoby sobie patrzeć w lustrze w twarz. TO JAKBY 2 krańce na osi... a pomiędzy... tyle DECYZJI ilu ludzi tongue WSZYSTKO kwestia wyboru.

lodowa królewna napisał/a:

kochanka niczego żonie nie obiecała. Mąż przysięgał przed ołtarzem, największe pretensje powinny być chyba do niego

.
A do tanga trzeba dwojga...?

lodowa królewna napisał/a:

Czasami możemy być zbyt słabe wobec tej burzy uczuć smile

Jak ktoś jest za słaby żeby walczyć - to UCIEKA. Takie antropologiczne uwarunkowanie wink
SŁABOŚĆ płci to tylko wygodna wymówka (na to dogadzanie sobie)... bo: "... ja taka mala", albo "się boję sama spać" wink

JEDYNY fakt: ABY naprawiać TO TRZEBA dostrzec, że coś SZWANKUJE. I TRZEBA woli obojga.
ŁATWIEJ znaleźć sobie pocieszenie NA BOKU, ALE... do tego TEZ trzeba WOLI DWOJGA! I nie chodzi akurat o wolę zdradzanego wink

Masz dużo racji, ale co w wypadku współuzależnienia? To często silniejsze od nas, bardzo ciężko jest nam nad tym zapanować. Oczywiście, da się. Jednak niewielu ludzi próbuje. Żyjemy w toksycznym związku, szarpiemy się z partnerem, a on na boku ma uzależnioną kochankę big_smile
Ehhh, gdyby ludzie kierowali się rozumem, życie byłoby o wiele łatwiejsze smile

31

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Taa, a przeglądnijcie byle jaki temat o zdradach i napiszcie tam, żeby autor/autorka powiadomiła o zdradzie męża/żonę kochanka/kochanki to forumowicze będą Was chcieli spalić na stosie za radzenie takich herezji...
Też bym wolała się dowiedzieć o takim kręceniu, niestety nie dane mi było tego doświadczyć, sama musiałam pisać do tych osób i oczywiście ich wersja się różniła od tych wersji mojego faceta... Mi mówił, że to ONE piszą, dzwonią, a jak w rzeczywistości było, to wiadomo.

32

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Masz dużo racji, ale co w wypadku współuzależnienia? To często silniejsze od nas, bardzo ciężko jest nam nad tym zapanować. Oczywiście, da się. Jednak niewielu ludzi próbuje. Żyjemy w toksycznym związku, szarpiemy się z partnerem, a on na boku ma uzależnioną kochankę big_smile
Ehhh, gdyby ludzie kierowali się rozumem, życie byłoby o wiele łatwiejsze smile

WSPÓŁuzależnienie DA się korygować.
NIC nie jest silniejsze od wolnej woli człowieka - tylko pistolet przystawiony mu do łba. Reszta - kwestia wyboru.
Trudno mówić o wyborze zdradzanego, gdy rzecz rozgrywa się za jego plecami. Niewątpliwie autorów TEJ decyzji jest dwóch - ale żadnym z nich nie jest zdradzany.
Bardzo wygodnie zrzucić winę na tego trzeciego - "byłeś BE - dostałeś za swoje"...
Masz wątpliwości?
To czemu pojawiają się wątki typu: "Co sądzicie o podrywaniu ZAJĘTEGO chłopaka"?
Z troski o niego, jego partnerkę czy o dogadzanie SOBIE?

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

dogadzanie sobie oczywiście smile bo tak naprawdę KAŻDY, zdradzany, zdradzający, kochanka czy jakikolwiek inny człowiek, chce, żeby to właśnie jemu było dobrze. Jak odchodzę od partnera to też, po to żeby sobie dogodzić, bo np. chcę się wreszcie uwolnić albo zakochałam się w kimś innym.  Jak zostaję to tak samo sobie dogadzam, bo np. boję się życia w pojedynkę lub po prostu z nim jest mi wygodniej. Wtedy wybieram to, co dla mnie lepsze. I nie ma się co dziwić.
Czytałam kiedyś ciekawą książkę. Jeden rozdział mówił o tym, że nawet jak wydaje nam się, że robimy coś dla kogoś, to tak naprawdę robimy to tylko po to, żeby SOBIE DOGODZIĆ smile np. pomagam komuś dlatego, że jeżeli bym tego nie zrobiła, to będę miała wyrzuty sumienia. A co powiedzą inni jak nie pomogę? A może spotka mnie za to kara od Boga, jak tego nie chciałam zrobić, to w przyszłości mi nikt nie pomoże? Nie chcemy tak się czuć, dlatego pomagamy. Oczywiście, istnieje pomoc bezinteresowna, ale to są nieliczne wypadki.
Każdy decyduje o sobie, najważniejsze jest to, żeby brać później na siebie konsekwencje tych decyzji.
Gdyby dziewczyna podrywała PORZĄDNEGO faceta, który jest w związku, on na samym początku by postawił granice albo w ogóle zerwał kontakt.

34

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

dogadzanie sobie oczywiście smile bo tak naprawdę KAŻDY, zdradzany, zdradzający, kochanka czy jakikolwiek inny człowiek, chce, żeby to właśnie jemu było dobrze. Jak odchodzę od partnera to też, po to żeby sobie dogodzić, bo np. chcę się wreszcie uwolnić albo zakochałam się w kimś innym.  Jak zostaję to tak samo sobie dogadzam, bo np. boję się życia w pojedynkę lub po prostu z nim jest mi wygodniej. Wtedy wybieram to, co dla mnie lepsze. I nie ma się co dziwić.
Czytałam kiedyś ciekawą książkę. Jeden rozdział mówił o tym, że nawet jak wydaje nam się, że robimy coś dla kogoś, to tak naprawdę robimy to tylko po to, żeby SOBIE DOGODZIĆ smile np. pomagam komuś dlatego, że jeżeli bym tego nie zrobiła, to będę miała wyrzuty sumienia. A co powiedzą inni jak nie pomogę? A może spotka mnie za to kara od Boga, jak tego nie chciałam zrobić, to w przyszłości mi nikt nie pomoże? Nie chcemy tak się czuć, dlatego pomagamy. Oczywiście, istnieje pomoc bezinteresowna, ale to są nieliczne wypadki.
Każdy decyduje o sobie, najważniejsze jest to, żeby brać później na siebie konsekwencje tych decyzji.
Gdyby dziewczyna podrywała PORZĄDNEGO faceta, który jest w związku, on na samym początku by postawił granice albo w ogóle zerwał kontakt.

oczywiście ,że tak.  Nie jestem słaba kobietka co się boi sama spać ani nie czuję się do niczego przymuszana. Mogę też patrzeć na siebie w lustrze, nie mam z tym problemu.:) Dogadzam sobie. Dla mnie bycie z Miśkiem teraz jest dogadzaniem sobie. Ale jesli kiedyś stwierdzę,że bycie tą drugą jest dla mnie   nie do wytrzymania,gorsze niż bycie z nim- wtedy dogodzę sobie i się wycofam. I tyle.
Nie zgodziłam się z tym,że kogoś krzywdzę.Bo tak nie uważam - Gdyby związek mojego Miśka i Jego Żony był cudowna sielanką, albo przechodził niegroźny chwilowy kryzys to mój romans nie trwał by prawie dwa lata. (I nie poprzedzałyby go inne zdrady.)
A wracając do wątku- niedawno  moja koleżanka dowiedziała się,że mąż ją zdradza( oczywiście uwiodła go lafirynda jakaś)  i zwierzyła mi się,że wolałaby nie wiedzieć. Bo co Ona teraz zrobi...przecież nie odejdzie bo kredyt na mieszkanie wzięli i o dziecko się zaczęli starać.... I wiecie co? mam jakieś przeczucie,że z nim zostanie, i o dziecko się postara a za pare lat będzie płakać, że  (pewnie już następna) kochanka  zniszczyła jej rodzinę...

35

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
kochanka 1973 napisał/a:

Nie zgodziłam się z tym,że kogoś krzywdzę.Bo tak nie uważam - Gdyby związek mojego Miśka i Jego Żony był cudowna sielanką, albo przechodził niegroźny chwilowy kryzys to mój romans nie trwał by prawie dwa lata. (I nie poprzedzałyby go inne zdrady.)

Nie stawiaj się w roli sędziego.
To nie Twoja rola ocenić, czy czyjś związek jest dobry, ma szanse, a następnie podejmować decyzję dotyczące tego  związku.
Tak podjęłaś decyzję co do ich związku - zgodziłaś się na romans z mężem tej kobiety, wtedy kiedy ten związek trwa.
Jesteś osobą "zainteresowaną" , korzystasz na tym ,ze związek jest kiepski, więc Twoja ocena jest subiektywna.
Poza tym dla Ciebie : "Im u nich gorzej, tym lepiej dla mnie"

Dlatego, nie wmawiaj sobie że nikogo nie krzywdzisz.
Przecież, czyjaś krzywda to pożywka dla Twojego romansu

kochanka 1973 napisał/a:

Dla mnie bycie z Miśkiem teraz jest dogadzaniem sobie. Ale jesli kiedyś stwierdzę,że bycie tą drugą jest dla mnie   nie do wytrzymania,gorsze niż bycie z nim- wtedy dogodzę sobie i się wycofam. I tyle.

Dosyć instrumentalne podejście do uczestnictwa w rozpiżdżaniu czyjegoś małżeństwa.
- rozpiżdzam dopóki mam z tego przyjemność. Potem choćby potop.

Nie wiem co bardziej odrażające.

36

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Secondo1 napisał/a:
kochanka 1973 napisał/a:

Nie zgodziłam się z tym,że kogoś krzywdzę.Bo tak nie uważam - Gdyby związek mojego Miśka i Jego Żony był cudowna sielanką, albo przechodził niegroźny chwilowy kryzys to mój romans nie trwał by prawie dwa lata. (I nie poprzedzałyby go inne zdrady.)

Nie stawiaj się w roli sędziego.
To nie Twoja rola ocenić, czy czyjś związek jest dobry, ma szanse, a następnie podejmować decyzję dotyczące tego  związku.
Tak podjęłaś decyzję co do ich związku - zgodziłaś się na romans z mężem tej kobiety, wtedy kiedy ten związek trwa.
Jesteś osobą "zainteresowaną" , korzystasz na tym ,ze związek jest kiepski, więc Twoja ocena jest subiektywna.
Poza tym dla Ciebie : "Im u nich gorzej, tym lepiej dla mnie"

Dlatego, nie wmawiaj sobie że nikogo nie krzywdzisz.
Przecież, czyjaś krzywda to pożywka dla Twojego romansu

kochanka 1973 napisał/a:

Dla mnie bycie z Miśkiem teraz jest dogadzaniem sobie. Ale jesli kiedyś stwierdzę,że bycie tą drugą jest dla mnie   nie do wytrzymania,gorsze niż bycie z nim- wtedy dogodzę sobie i się wycofam. I tyle.

Dosyć instrumentalne podejście do uczestnictwa w rozpiżdżaniu czyjegoś małżeństwa.
- rozpiżdzam dopóki mam z tego przyjemność. Potem choćby potop.

Nie wiem co bardziej odrażające.

Przepraszam za brak polskich znakow- klawiatura mi sie zbuntowala...

Kazdy ma prawo do swojego pojmowania rzeczywistosci. Ktos tu nazwal postepowanie kochanek i zdradzaczy dogadzaniem sobie - i zgodzilam sie z tym - nie ma co oszukiwac, ze robie to dla kogos innego i dla wyzszych celow. Dogadzam sobie.
Roznica zdan polega na tym, ze ja nie postrzegam zwiazku  (malzenstwa)jako nierozerwalnego, trwajacego wbrew wszystkiemu i wszystkim niezaleznie co sie dzieje. Nie uznaje zycia kolo siebie i mowienia o tym zwiazek. Jesli nie ma bliskosci ciepla ,wspolnoty - dla mnie to nie jest zwiazek. A jesli czegos nie ma - nie czego rozpizdzac smile
Nigdy nie rozumialam trwania w agonalnym zwiazku bo mieszkanie, kredyt, dzieci. Ja odeszlam od meza pomimo tego wszystkiego. ale jest wiele malzenstw,ktore wybieraja takie zycie. Wegetacje.
Moj Misiek trwa w takim zwiazku (dla tych wszystkich powodow jak twierdzi smile. ) a ja moge tylko to zaakceptowac - jesli chce z Nim byc. A chce.
Dopoki z jakis wzgledow nie zacznie mi to dokuczac, dopoki nie zaczne cierpiec. Wtedy sie wycofam - bo, jak pisalam wczesniej - nie uznaje trwania w zwiazku jesli jest sie w nim nieszczesliwym. Jesli to dogadzanie sobie  - to ok. jesli odrazajace - ok.
"moja zona" napisala mi kiedys" ze nie pozwoli mu odejsc chocby  sama miala byc nieszczesliwa cale zycie"- dla mnie to jest odrazajace.

37

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
kochanka 1973 napisał/a:

[...nie uznaje trwania w zwiazku jesli jest sie w nim nieszczesliwym. Jesli to dogadzanie sobie  - to ok. jesli odrazajace - ok.
"moja zona" napisala mi kiedys" ze nie pozwoli mu odejsc chocby  sama miala byc nieszczesliwa cale zycie"- dla mnie to jest odrazajace.

Widać DLA NIEJ nie jest.
Czyli według twoich własnych słów: JEJ prawo se dogadzać...
abstrahując od tego - że ona była PIERWSZA wink
Cała różnica - ona kiedyś zostanie bądź szczęśliwą wdową, bądź emerytką do pary z mniej szczęśliwym małżonkiem. Ty zaś z przysłowiową "ręką w nocniku"
I tak każda postawi NA SWOIM smile
Sprawiedliwie wink

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anhedonia napisał/a:

Cała różnica - ona kiedyś zostanie bądź szczęśliwą wdową, bądź emerytką do pary z mniej szczęśliwym małżonkiem. Ty zaś z przysłowiową "ręką w nocniku"
I tak każda postawi NA SWOIM smile
Sprawiedliwie wink

Ale ile nerwów przy tym straci! Bo nie wierzę, że ta kobieta żyje sobie szczęśliwie, jak gdyby nigdy nic... A jak wiadomo, nasze negatywne emocje wywołują choroby psychosomatyczne. Zakończenie jej historii może nie być takie wesołe. Pieniądze, pieniędzmi, ale ona w końcu uświadomi sobie, że na własne życzenie straciła lata życia z człowiekiem, który za jej plecami zdradzał ją z inną. Mogła zawsze odejść i poszukać kogoś lepszego lub wybrać życie singla, które często jest 10 razy lepsze, od takiego zakłamanego związku. Lecz jeżeli uważa, że to jest dla niej najlepsze, dlaczego nie.

39

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Pieniądze, pieniędzmi, ale ona w końcu uświadomi sobie, że na własne życzenie straciła lata życia z człowiekiem, który za jej plecami zdradzał ją z inną. Mogła zawsze odejść i poszukać kogoś lepszego lub wybrać życie singla, które często jest 10 razy lepsze, od takiego zakłamanego związku. Lecz jeżeli uważa, że to jest dla niej najlepsze, dlaczego nie.

Słowo >>MÓC<< niesie ze sobą możliwość NIE KONIECZNOŚĆ.
Powiem szczerze, z mojego punktu widzenia, będąc na miejscu małżonki "robionej w trąbę" nie wzięłabym "rozwodu" kościelnego (unieważnienia) nawet gdyby była taka możliwość, TYLKO PO TO by zdrajcę obdarować DAWNO pożądaną wolnością wink
On wybrał zdradzać - ja wybieram NIE DAWAĆ prezentów wink
Ot tak... na przekór wink

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Ale czy jemu naprawdę ten papierek potrzebny jest do wolności? Co z tego, że nie weźmie rozwodu jak będzie zdradzał dalej jak nie z tą, to z inną. Choć patrząc na to z drugiej strony, można mu nieźle zatruć życie nie dając rozwodu. Żona ma prawo do wielu rzeczy (głównie chodzi mi o te materialne) a kochanka nie. Ostatnio czytałam, że nawet wygrana na loterii tuż przed rozwodem w połowie należy się współmałżonkowi, jeżeli nie mają podpisanej intercyzy big_smile więc takie dzielenie się ze znienawidzoną żoną jest genialną zemstą. Ale to zatruwa nas od środka. I co, już do końca życia mielibyśmy tak ze sobą walczyć i robić sobie na złość? Znam takie małżeństwo, to sąsiedzi mojej babci. Walczyli ze sobą przez tyle lat (bili się, żona nawet wylądowała w szpitalu i do teraz ma problemy z chodzeniem). Cały czas się wyzywali, ona nie dała mu rozwodu, bo wspólne mieszkanie, to czy tamto. Niedawno umarł, miał 87 lat, ona 78. Mówi, że wreszcie jest szczęśliwa, bo się go pozbyła wink ale ile lat przy nim zmarnowała...

Choć myślę, że nigdy nie wezmę ślubu (tym bardziej kościelnego), na miejscu żony, od razu składałabym papiery rozwodowe. Nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego, niech sobie z nią żyje. Nie znam się za bardzo na prawie, nie wiem jak to jest z podziałem majątku, ale walczyłabym o to, by moja część była jak największa wink

41 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-25 13:07:25)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

I co, już do końca życia mielibyśmy tak ze sobą walczyć i robić sobie na złość? Znam takie małżeństwo, to sąsiedzi mojej babci. Walczyli ze sobą przez tyle lat (bili się, żona nawet wylądowała w szpitalu i do teraz ma problemy z chodzeniem). Cały czas się wyzywali, ona nie dała mu rozwodu, bo wspólne mieszkanie, to czy tamto. Niedawno umarł, miał 87 lat, ona 78. Mówi, że wreszcie jest szczęśliwa, bo się go pozbyła wink ale ile lat przy nim zmarnowała...

Choć myślę, że nigdy nie wezmę ślubu (tym bardziej kościelnego), na miejscu żony, od razu składałabym papiery rozwodowe. Nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego, niech sobie z nią żyje. Nie znam się za bardzo na prawie, nie wiem jak to jest z podziałem majątku, ale walczyłabym o to, by moja część była jak największa wink

I ONA "wywalczyła" (wyczekała) WSZYSTKO... pewnie dzieci jakieś ma, starą panną nie została i do kogo "gębę" otworzyć też miała... choćby po to by się pokłócić. Cały majątek TEŻ ma wink
Kwestia CO KOMU PASUJE.
Być może na "tamte czasy" przypadające ma ich młode lata, jej wybory miały optymalne uzasadnienie... Więc sobie "dogadzała" w najlepszy DLA siebie sposób. Czy to Zmarnowanie życia? DYSKUSYJNE... bo "może inny" (a jak nie to ZONK wink ? )... albo samotność...
SORRY - wg koncepcji "dogadzania" TAK SAMO dobry wybór jak i przeciwne. I nikomu NIC do tego. Szczególnie, że WOLNO wierzyć w nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa - jeśli TAKA wola.
A wierzyć, że taki adonis rzuci wszystko i pójdzie w dym za jakąś WYJĄTKOWĄ spódniczką... trąci trochę naiwnością wink mimo wszytko.

42

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
kochanka 1973 napisał/a:

Kazdy ma prawo do swojego pojmowania rzeczywistosci. Ktos tu nazwal postepowanie kochanek i zdradzaczy dogadzaniem sobie - i zgodzilam sie z tym - nie ma co oszukiwac, ze robie to dla kogos innego i dla wyzszych celow. Dogadzam sobie.
Roznica zdan polega na tym, ze ja nie postrzegam zwiazku  (malzenstwa)jako nierozerwalnego, trwajacego wbrew wszystkiemu i wszystkim niezaleznie co sie dzieje. Nie uznaje zycia kolo siebie i mowienia o tym zwiazek. Jesli nie ma bliskosci ciepla ,wspolnoty - dla mnie to nie jest zwiazek. A jesli czegos nie ma - nie czego rozpizdzac smile
Nigdy nie rozumialam trwania w agonalnym zwiazku bo mieszkanie, kredyt, dzieci. Ja odeszlam od meza pomimo tego wszystkiego. ale jest wiele malzenstw,ktore wybieraja takie zycie. Wegetacje.
Moj Misiek trwa w takim zwiazku (dla tych wszystkich powodow jak twierdzi smile. ) a ja moge tylko to zaakceptowac - jesli chce z Nim byc. A chce.
Dopoki z jakis wzgledow nie zacznie mi to dokuczac, dopoki nie zaczne cierpiec. Wtedy sie wycofam - bo, jak pisalam wczesniej - nie uznaje trwania w zwiazku jesli jest sie w nim nieszczesliwym. Jesli to dogadzanie sobie  - to ok. jesli odrazajace - ok.
"moja zona" napisala mi kiedys" ze nie pozwoli mu odejsc chocby  sama miala byc nieszczesliwa cale zycie"- dla mnie to jest odrazajace.

TY masz prawo sądzisz, że małzeństwo nie jest nierozerwalne.
Ale tylko w odniesieniu do TWOJEGO małzeństwa.

Jeżeli wtryniasz się w czyjeś małżeństwo, bo uważasz, że ono nie jest nierozerwalne,
to wpychasz się z buciarami, ze swoimi poglądami, w czyjeś małżeństwo, które ma prawo sądzić inaczej niż Ty.
Nie masz prawa rozciągać swoich poglądów na związki innych osób, zmuszać ich do uznania Twoich poglądów.
Teraz, właśnie tak robisz  - na podstawie swoich poglądów o małżeństwie, rozwalasz inne.
Zresztą dla ... zabawy na dodatek kpiąc ze zdradzanej z Tobą żony.

Nie dość że uczestniczysz w krzywdzeniu tej kobiety, rujnowaniu jej życia, to na dodatek kpisz z niej, z jej poglądów.

To jest jej małzeństwo, jej życie, jej decyzje.
Tobie nic do tego.
Jedynie do czego masz prawo to uszanować jej decyzję i nie przeszkadzać jej.
 
Ale Ty żeby się zabawić, dla własnej przyjemności wolisz rozwalać czyjeś życie i z wyższością odnosić się do tych których krzywdzisz...

Wiesz, Twoja historyjka o mężu który na odchodne powiedział Ci ze Cię zdradził - chyba go rozumiem.
Powiedział to tylko po to żeby Ci utrzeć nosa, wcale nie musiał Cię zdradzić.

43

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Secondo1 napisał/a:

Jeżeli wtryniasz się w czyjeś małżeństwo, bo uważasz, że ono nie jest nierozerwalne,
to wpychasz się z buciarami, ze swoimi poglądami, w czyjeś małżeństwo, które ma prawo sądzić inaczej niż Ty.
Nie masz prawa rozciągać swoich poglądów na związki innych osób, zmuszać ich do uznania Twoich poglądów.
Teraz, właśnie tak robisz  - na podstawie swoich poglądów o małżeństwie, rozwalasz inne.
Zresztą dla ... zabawy na dodatek kpiąc ze zdradzanej z Tobą żony.

Nie dość że uczestniczysz w krzywdzeniu tej kobiety, rujnowaniu jej życia, to na dodatek kpisz z niej, z jej poglądów.

To jest jej małzeństwo, jej życie, jej decyzje.
Tobie nic do tego.
Jedynie do czego masz prawo to uszanować jej decyzję i nie przeszkadzać jej.
 
Ale Ty żeby się zabawić, dla własnej przyjemności wolisz rozwalać czyjeś życie i z wyższością odnosić się do tych których krzywdzisz...

Wiesz, Twoja historyjka o mężu który na odchodne powiedział Ci ze Cię zdradził - chyba go rozumiem.
Powiedział to tylko po to żeby Ci utrzeć nosa, wcale nie musiał Cię zdradzić.

Zdradził.  Kochanka była wspólną znajomą- potwierdziła wersję smile i nie wiem za co miałby przytrzeć mi nosa  za to że zdecydowałam się odejść? wszak całkiem dobrze mu zrobiłam smile a może - za kochanka którego będę miał 14 lat po rozwodzie??? Jasnowidzem nie jest.

Wg Ciebie jestem cyniczna i zła. Masz prawo tak sądzić. Ale nie wmawiaj mi że robię coś czego nie robię. Nie kpię z żony mojego kochanka. stwierdziłam tylko,że Ona nie chce "wiedzieć" nie chce stawić czoła faktom ani w poprzednich zdradach ani w obecnej. Bo to jej sposób na życie. I tyle. Nie kpię. I nie znam na tyle by oceniać.( Bo nie uznaję prawdy jednostronnej - czyli tego co o Niej opowiada Miś.)
Dla każdego obrzydliwe  wszak może byc coś innego- dla kogoś moje "dogadzanie sobie" dla kogoś Jej "dogadzanie sobie". Ale tak naprawdę  nikt nie wszedł w nasze buty i nie przeszedł naszego życia.Ani Jej, ani mojego. Ani nawet Miśka- który zdaje się tu bezwolną lalką ale wszak jest kluczową postacią.
Nikt nie wie jak zakończy się ta historia, jak potoczy się życie kochanki, męża i żony. Nie jestem naiwna. Nie tworzę happy endów. Żyję chwilą obecną i to  nie  dlatego że się "zabawiam". To cześć mojego życia. I zaznaczam jeszcze raz. Żadna kochanka nawet najbardziej uparta nie wejdzie w małżeństwo które jest szczęśliwe. A jeśli nawet zgwałci biednego Misia gdy ten ma slabszą kondycję (ha ha ha) to nie uda się jej doprowadzić do romansu. Romans to nie tylko seks, a im dłuższy romans tym bardziej nie tylko seks. To wzajemne zwierzenia i długie rozmowy, to wspomaganie się duchowo i czynem  wspólne zainteresowania itd itp.  To obustronne wyznania uczuć, myśli i pragnień. Jeśli do tego dochodzi to albo Miś jest wyjątkowym dupkiem oszukującym wszystko i wszystkich i nie mającym żadnych uczuć albo  z to małżeństwo umarło... Można załączyć respirator i sztucznie podtrzymywać życie...przez jakiś czas...
Nic nie jest czarno białe.




Wątek dotyczy punktu widzenia tej trzeciej- dlatego się wypowiedziałam.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anhedonia napisał/a:

I ONA "wywalczyła" (wyczekała) WSZYSTKO... pewnie dzieci jakieś ma, starą panną nie została i do kogo "gębę" otworzyć też miała... choćby po to by się pokłócić. Cały majątek TEŻ ma wink
Kwestia CO KOMU PASUJE.
Być może na "tamte czasy" przypadające ma ich młode lata, jej wybory miały optymalne uzasadnienie... Więc sobie "dogadzała" w najlepszy DLA siebie sposób. Czy to Zmarnowanie życia? DYSKUSYJNE... bo "może inny" (a jak nie to ZONK wink ? )... albo samotność...
SORRY - wg koncepcji "dogadzania" TAK SAMO dobry wybór jak i przeciwne. I nikomu NIC do tego. Szczególnie, że WOLNO wierzyć w nierozerwalność sakramentalnego małżeństwa - jeśli TAKA wola.
A wierzyć, że taki adonis rzuci wszystko i pójdzie w dym za jakąś WYJĄTKOWĄ spódniczką... trąci trochę naiwnością wink mimo wszytko.

Anhedonio, ale ta kobieta wpadła w alkoholizm, podchodziła pijana do obcych ludzi i opowiadała o swoich problemach, mówiła, że już "nie może patrzeć na tego sku*wysyna". A była piękną, zadbaną, wykształconą kobietą, nikt nie mógł uwierzyć, że aż tak się stoczyła... Mąż umarł, ale myślisz, że ona wyszła z nałogu jeżeli pija już od wielu lat? Myślisz, że dorosłe już dzieci chciały odwiedzać takich rodziców? Chciały patrzeć na te wojny, na ojca, który sypia z pierwszą lepszą, na matkę, która nie trzeźwieje? Odcięły się zupełnie, nawet nie przyszły na jego pogrzeb.

Może ta kobieta uważała, że to dla niej najlepsze. Ale patrząc obiektywnie, ona się stoczyła i zmarnowała sobie życie. I każdy kto sobie "dogadza" powinien brać pod uwagę to, jak cała historia może się zakończyć, powinien być świadomy wszystkich konsekwencji. Jeżeli się na to WSZYSTKO godzi, to ok, jego wybór.

Hmm, czy mąż odejdzie czy nie... ciężko stwierdzić. Nie uważam każdy, kto zdradza na boku odejdzie od żony. Z żoną jest wygodnie, przyzwyczaił się do takiego życia i raczej nie będzie chciał go zmieniać. Myślę, że pewnie jakiś niewielki procent zdradzający odchodzi od żon. Choć przyznam szczerze, że nie znam pary, gdzie mąż zostałby z żoną, pewnie ci zdradzający, którzy zostali genialnie się ukrywają wink

45

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anhedonia napisał/a:

NIC nie jest silniejsze od wolnej woli człowieka

Dzięki za to mądre zdanie, właśnie tego argumentu często brakuje przy dyskusjach typu "to jest silniejsze od nas". Jednak żeby mieć spokojne sumienie ludzie potrafią sobie zracjonalizować czy wytłumaczyć w głowie wszystko, byle spokojnie zasnąć.

Jeszcze jedno przemyślenie - każda zdrada to trójkąt, gdzie dwie osoby krzywdzą trzecią... nieważne jest jak udany czy nieudany jest związek.

46

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Może ta kobieta uważała, że to dla niej najlepsze. Ale patrząc obiektywnie, ona się stoczyła i zmarnowała sobie życie. I każdy kto sobie "dogadza" powinien brać pod uwagę to, jak cała historia może się zakończyć, powinien być świadomy wszystkich konsekwencji. Jeżeli się na to WSZYSTKO godzi, to ok, jego wybór.

Sorry - I CO MA tu do roboty kochanka? "wejdzie" między TAKĄ niezgodną parę i... zbawi tą staczającą się żonę?
Doprawdy - piękna rola...
Rozumiem, że w tym momencie owa żona podniesie się z kolan, otrząśnie i NIE STOCZY!? Gwarantowane wink
...jak to racjonalizacja człowieka WSZYSTKO potrafi uzasadnić - doprawdy PODZIWU godne big_smile
Wczoraj i przedwczoraj oglądałam programu w związku z "ostatecznym rozwiązaniem problemu" pewnej nacji... TEŻ z punktu widzenia kogoś Z ZEWNĄTRZ... więc i historia pokazuje, że można całe narody omamić W TEN sposób. TAM makroskala, tu mikroskala, a skurwy...two pozostaje skur... Nie ma co owijać g... w złoty papierek.
Czyli: nihil novi... grunt aby UMIEĆ zachować "czyściutkie sumienie"... i mieć satysfakcję smile

am0k napisał/a:

każda zdrada to trójkąt, gdzie dwie osoby krzywdzą trzecią... nieważne jest jak udany czy nieudany jest związek.

Chyba (?) trzeba by stawiać tabliczki dla słabo kumających: (MIĘDZY DWOJE W ZWIĄZKU) "wstęp ZAKAZANY" wink
Co innego, gdy zainteresowani ROZWIĄŻĄ NIEUDANY związek... bo przecież "NA SIŁĘ" takowego utrzymać NIKT nikogo nie zmusi... sad a ELEMENTARNA uczciwość zostanie zachowana.

47

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Anhedonio, bardzo cenię sobie Twoje wypowiedzi, ale uważam,że porównywanie zbrodni ludobójstwa do zdrady małżeńskiej jest pewnym nadużyciem...

48 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-01-30 13:22:26)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Mozaika29 napisał/a:

Anhedonio, bardzo cenię sobie Twoje wypowiedzi, ale uważam,że porównywanie zbrodni ludobójstwa do zdrady małżeńskiej jest pewnym nadużyciem...

Zgadzam się z Tobą.
Niemniej SKORO metoda łagodnej perswazji nie dociera do "zaklinowanego na swych racjach" umysłu... sięgnęłam po cięższe działo. Tylko PO TO by zobrazować SAM mechanizm myślenia. Po nic więcej. Można powiedzieć, że zastosowałam "przerysowanie". Czasami łagodne metody odbijają się jak od ściany... a potem wyrzekanie na współczesny świat. Który wszak SAMI tworzymy.
To kobiety kobietom zgotowały piekło wchodząc na trzeciego między dwoje... (w tym konkretnie wątku rzecz dotyczy kobiet. Choć płeć nie jest istotna przy zdradzie)
BO NIE sam "chętny" winien. SAMYMI chęciami, to ów może sobie masturbację zastosować. Albo pooglądać na monitorze

49

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anhedonia napisał/a:

BO NIE sam "chętny" winien. SAMYMI chęciami, to ów może sobie masturbację zastosować. Albo pooglądać na monitorze

Samymi chęciami owszem. Ale nie kończy się na chęciach. To jest wyszukiwanie z tłumu kobiet tej konkretnej( nawet jeśli internetowo lub jeśli tłum ogranicza się do kolezanek z pracy) to jest nawiązywanie kontaktu, uwodzenie spotykanie się. żaden na czole nie ma napisane,że żonaty. To wydaje się później. Co najmniej po kilku spotkaniach smile To jest zadanie sobie trudu i zaczęcie kontaktu.
czy uważasz,że potencjalna kochanka uważnie się rozgląda , szuka żonatego i jak tylko go znajdzie to nie daje biedakowi spokoju aż się z nią nie prześpi?? Zdajesz sobie sprawę ,że większość romansów zaczyna się od platonicznych spotkań i nagabywań Przez NIego?
Wiem   (i to również z własnego "żonowego" doświadczenia),że żonom łatwiej przyjąć za opcję ,że to Tamta zaczęła, że emanowała kobiecośćią i wolnym czasem itp itd. i nawet jak już wiedzą o zdradzie ciągle wierzą że to kochanka pierwsza(co za zołza)pisze życzenia na święta, urodziny itp. Nie chcą dopuścić do siebie, że może być inaczej.  Ale wtedy muszą dopuścić do siebie inną myśl a to wymagałoby działania.
Nie krytykuję żon. Wiem że zdrada boli, to zawalenie się świata w którym się żyje. Ale kochanka to nie drapieznik ani złośliwy bachor wyrywający nam ulubionego Misia.
Moralność jest zbiorem norm uznanych przez społeczeństwo. Te normy nakazują wycofać się kobiecie, która dowiaduje się że facet w którym się zadurzyła jest żonaty.  Jesli tego nie zrobi jest zła i podła. A ja się pytam dlaczego? Tylko dlatego,że poznała faceta jako druga?(trzecia ,dziesiąta) dlatego ,że On złożyl komuś przysięgę? A może zdrada w związkach nieformalnych jest inną zdradą? Idąc tym tokiem -  miłości z przedszkola powinny mieć pierwszeństwo przed szkolnymi itd itd.
Dla mnie problemem jest to jak wiele związków trwa ze sobą zdadzając się, lub żyjąc w pustce emocjonalnej  dla kredytów, niby dobra dzieci, 'nie wiem czy sobie poradzę sam/a itp". Problemem jest, że nie potrafimy zamykać spraw tylko czekamy aż same się rozwiążą. i to nie tylko w spawach sercowych ale w pracy w wychowaniu dzieci itp. a potem płaczemy, że życie nam przeleciało przez palce.... Ale dalej nic nie robimy bo co ludzie powiedzą...
Pamiętam jak zdecydowałam się odejść od męża koleżanka zapytała "a co jesli Cię juz nikt nie zechce z tą 3 dzieci???"
Wg niej powinnam była z nim zostać bo istniało prawdopodobieństwo,że nie będę już z nikim innym. lepiej żeby było źle niż wogóle...
I myślę,że wiele kobiet trzyma się kurczowo swojego związku  właśnie dlatego. Zdradzane, oszukiwane, bite, poniżane trwają w związkach. Ale jakoś trzeba to sobie usprawiedliwić więc tworzą sobie w głowach obraz kochanki-kocicy i bezwolnego Misia,który pewnie gdyby nie poznał kochanki to po prostu masturbowałby się przed telewizorem.

50

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
kochanka 1973 napisał/a:

Wiem   (i to również z własnego "żonowego" doświadczenia),że żonom łatwiej przyjąć za opcję ,że to Tamta zaczęła, że emanowała kobiecośćią i wolnym czasem itp itd.

NIEWAŻNE kto zaczął - ważne CZY "weszła" w ten układ czy nie.
Bo jednak do każdego działania potrzebna jest decyzja. JEJ też nikt pistoletu do łba nie przykładał. Jako i jemu...

kochanka 1973 napisał/a:

Moralność jest zbiorem norm uznanych przez społeczeństwo. Te normy nakazują wycofać się kobiecie, która dowiaduje się że facet w którym się zadurzyła jest żonaty.  Jeśli tego nie zrobi jest zła i podła. A ja się pytam dlaczego? Tylko dlatego,że poznała faceta jako druga?(trzecia ,dziesiąta) dlatego ,że On złożył komuś przysięgę?

Jeśli pytasz dlaczego to już Twój problem, że nie znasz odpowiedzi.
Taki widać twój system wartości...
ZAUWAŻ, że inne CUDZE wartości typu dom, samochód i stanowisko TEŻ NIE można sobie swobodnie brać... tylko dlatego, że się komuś spodobały. Cudzy mąż - jak sama nazwa wskazuje, jest cudzy. Prościej mówiąc zajęty. Zawsze może się "odjąć" i wtedy jest OK i uczciwie. Drobna różnica a jaka znacząca...
No chyba, że po dziecinnemu: "znalezione, nie kradzione" wink

51

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anhedonia napisał/a:

ZAUWAŻ, że inne CUDZE wartości typu dom, samochód i stanowisko TEŻ NIE można sobie swobodnie brać... tylko dlatego, że się komuś spodobały. Cudzy mąż - jak sama nazwa wskazuje, jest cudzy. Prościej mówiąc zajęty. Zawsze może się "odjąć" i wtedy jest OK i uczciwie. Drobna różnica a jaka znacząca...
No chyba, że po dziecinnemu: "znalezione, nie kradzione" wink

Beznadziejny przykład. Bo niby ,że co - jak raz kupisz samochód to juz Twój na zawsze??? Otóż nie. Możesz go sprzedać, wynająć, oddać lub pożyczyć . Możesz też zezłomować. Może też Ci się spodobać samochód sąsiada i możesz zaproponować mu kupno jak zaoferujesz odpowiednią ilość kasy to może się zgodzi a nawet jak się nie zgodzi to na pewno "da się przejechać" :)podobnie z innymi  rzeczami.
Tyle tylko, że samochód jest tu bierny całkowicie. No chyba ,że znasz taki co przyjdzie i powie blagam Cię kup mnie smile

Człowiek rzeczą nie jest. jak sama zaznaczasz ma wolną wolę wyboru. Miś również. Samochód sam Ci w rękę kluczyków nie wloży i nie powie" bierz mnie i jedź". Miś owszem smile

ogólnie z Tobą się zgadzam. mąż powinien się "odjąć" zanim zaczyna się rozglądać. ale jak napisałam wcześniej. Ludzie trwają w związkach dla różnych wartości i konieczności, luk w prawie i braku decyzyjności  i wielu różnych. czasem próbują nawet zasugerować rozstanie a ta druga strona wytacza działa pod tytułem  "zatruję Ci życie i wszystko utrudnię choćbym sama miała być nieszczęśliwa" czasem pełnią funkcje dla których orzeczenie o winie w trakcie rozwodu jest  wykluczeniem z życia zawodowego. I tak trwają. Oboje nieszczęśliwi. Ale za to w małżeństwie:)

52

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Anhedonia podała bardzo dobry przykład z tym samochodem.
Masz samochód - jest TWÓJ. Choćby spodobał mi się nie wiadomo jak i za każdym razem oglądałabym się za nim i podziwiała to na tym by się skończyło. Nie zakradłabym się pod osłoną nocy i go nie wzięła bo och ach tak mi się spodobał że zaczynam myśleć czymś innym a nie głową bo to KRADZIEŻ.
Mąż oczywiście nie jest rzeczą, ma wolną wolę i głowę którą powinien myśleć. Ale najczęściej jest tak że to jakiejś cizi mizi cudzy mąż zaczyna się podobać jak ten wspomniany wyżej samochód zaczyna go zagadywać zaczepiać a jeszcze dobrze jak właśnie w jego małżeństwie się nie układa (bo są RÓŻNE kryzysy które odrazu nie oznaczają że ludzie powinni się rozejść) a ona go zaczyna pocieszać mieszać doradzać pytać "a czemu to dzisiaj taki smutny?" , "chodź na kawkę pogadamy na pewno poprawi Ci się humor" i mąż korzysta bo kto nie skorzysta jak ma zły dzień a z żoną/mężem kłóci się już 3 tydzień? I od tego się zaczyna bo ludzie z natury są słabi a ciepło komplementy i pomoc potrafią nawet wiernego małżonka uczynić niewiernym.
A pozatym tak jak nie podejdziesz na ulicy i nie porysujesz komuś samochodu tak samo otwarcie nie staniesz i nie powiesz wszystkim kocham tego faceta i nie obchodzi mnie że jest żonaty. On dokonał wyboru skoro poślubił tą kobietę, a pisząc pocieszając zapraszając na kawki czy inne wyjścia które poźniej mogą się różnie kończyć WCHODZISZ Z BUTAMI W CZYJEŚ ŻYCIE I COŚ NISZCZYSZ.
Bo żeby ten mąż nie miał obok siebie takiej dobrej przyjaciółki to może stanał by wkońcu w prawdzie zastanowił się nad swoim związkiem i albo naprawił albo odszedł a tak jego myśli zaczyna zajmować pocieszycielka a związek jak stał tak stoi na niczym i żona widząc obojętność męza przestaje walczyć no a mu się już po prostu nie chce bo ma tą drugą która nie ma pretensji jest zawsze piękna uśmiechnięta pomocna. Nie oszukujmy się ludzie lubią jak jest łatwo, jak jest trudno to to już wymaga wysiłku, pomyślenia, zastanowienia a tego się w dzisiejszych czasach ludziom po prostu nie chce. Najlepiej jak by pieniądze się zarabiało łatwo, w ciąże zachodziło po miesiącu starań, wszystko musi być łatwo i szybko. MUSI. Ale to taka dygresja. Powracając do tematu:
Później żona MA PRAWO OBWINIAĆ tą kochankę bo jednak może myśleć że żeby nie ona to wszystko mogłoby wyglądać inaczej.
Przepraszam za wyrażenie "jak s*ka nie da to pies nie weźmie", taka kobieta gdyby była uczciwa wobec samej siebie nawet nie zainteresowałaby się żonatym albo zakończyła tą znajomość w odpowiednim momencie. Bo on jest tym zagubionym który otrzymał wsparcie to czemu ma to kończyć? to ona była tą trzeźwo myślącą wiedzącą co się dzieje w jego małżeństwie i KORZYSTAJĄCĄ NA TYM.
Poza tym śmieszą mnie te wszystkie kochanki które myślą że złapały srokę za ogon i myślą jakie to cudowne życie będą miały obok takiego faceta. Jeśli on zostawił żonę której coś przysięgał to taka kochanka myśli że jej nie zostawi BO ? bo jest lepsza? ładniejsza? mądrzejsza? śmieszne to.
Moim zdaniem słowo kochanka = łatwa egoistka

53 Ostatnio edytowany przez kochanka 1973 (2015-01-31 21:44:28)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Takie historie jak opisałaś naprawdę się zdarzają??? Odkąd sama jestem kochanką poznałam parę historii "romansowania" ale czegos takiego nie słyszałam...  Wydaje mi się ,że podobne historie opowiadają tylko żony... Wszak Miś w nich znacznie "biedniejszy" się wydaje.

Zaznaczam też że dla mnie romans i bycie kochanką to sprawa długotrwała. szybkie rżnięcie na firmowej imprezie integracyjnej po kilku głębszych do tego nie zaliczam sad

Co do porównania z samochodem- - człowiek nie ma prawa posiadania drugiego człowieka. Nawet jeśli jest jego małżonkiem. Nikt tez nocami się nie zakrada by "kraść" męża czy żonę.

Malak11 napisał/a:

Moim zdaniem słowo kochanka = łatwa egoistka

Masz dużo racji ,że niektóre z nas naiwnie wierzą w odmianę Misia. Że to co łączy Nas z Misiem to jedyna , wielka niepowtarzalna miłość jest  a przedtem to była Misiowa pomyłka życiowa. I wszyscy  wiedzą ,że niewiele jest takich przypadków. zazwyczaj Miś porzuci kochanke i znajdzie inną albo jak się sprawa wyda z podkulonym ogonkiem wraca do żony. Ale gdyby tak podchodzić to żadne działanie nie jest warte ryzyka. No bo po co myć zęby jak się zaraz pobrudzą ??

A czy egoistka? wszak decydując się na bycie tą drugą dzielimy się tym co dla nas najdroższe- zostawiamy Naszych Misiów na łonie rodziny tak często jak się da. czy to egoizm czy altruizm? Ha ha ha
Ok  jak zostało dowiedzione już w tym wątku - dogadzamy sobie i jesteśmy egoistkami.

Egoizmem jest również sądzenie że wymiana przysięgi daje nam kogoś jak rzecz i nie daje mu prawa zmiany zdania i  zwolnienia z przysięgi. Naiwnością zaś jest sądzenie, że kryzysy w małżeństwie zażegnają się same wspomnieniem uczucia a także wiara, że będzie uczucie to trwać  wiecznie - bo musi.

54

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

ale brednie....

55

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

dajcie spokój, żadne argumenty logiczne nie przekonają kochanki1973.
Ona tego  chce i już.
Chce romansu i nic jej od tego nie odwiedzie, co najwyżej jak jej się znudzi.

Każdy argument albo wyśmieje albo znajdzie jakieś pokrętne wytłumaczenie.
Tak jej wygodnie i znajdzie tysiące samo-usprawiedliwień.

Nie ma sensu dyskutować z kimś, kto jest zamknięty na argumenty drugiej strony.

56

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Secondo1 napisał/a:

dajcie spokój, żadne argumenty logiczne nie przekonają kochanki1973.
Ona tego  chce i już.
Chce romansu i nic jej od tego nie odwiedzie, co najwyżej jak jej się znudzi.

Każdy argument albo wyśmieje albo znajdzie jakieś pokrętne wytłumaczenie.
Tak jej wygodnie i znajdzie tysiące samo-usprawiedliwień.

Nie ma sensu dyskutować z kimś, kto jest zamknięty na argumenty drugiej strony.

Odnośnie mojego związku -Oczywiście, że chce tego romansu. Gdybym go nie chciała nikt by mnie nie zmusil. Podobnie jak Mojego Misia. I o tym cała dyskusja. Oczekiwałaś ,że w świetle argumentów (których za pewne nigdy nie słyszałam) doznam oświecenia rzucę Misia i zacznę narzekać na los? I oczywiście jesli mi się znudzi to poco miałabym z nim być??? Albo On ze mną?   No ale chyba nie mój związek był tu tematem wątku

Otóż wątek dotyczył punktu widzenia tej trzeciej- i ten punkt widzenia przedstawiłam. Można się nie zgadzać z cudzą argumentacją, hierarchią  zasad itp ale  na tym polega dyskusja. Gdybyśmy sobie tylko przytakiwali i głaskali po główkach to byłoby kółko wzajemnej adoracji a nie dyskusja.

Kochanka i żona zwłaszcza ta która zdradę przeszła, podejrzewa lub właśnie przechodzi, zawsze będą na przeciwległych biegunach.
Ja chcę tylko pokazać, że żadna z nich nie jest ofiarą albo katem. Nie warto mierzyć ludzi jedną miara. Bo każda żona powie - kochanka to łatwa egoistka , zdzira szukająca seksu. A każda kochanka powie,że żona to zaniedbana kura domowa co nie docenia męża  i ogólnie wredna z niej baba. ( złapała Misia na dziecko zapewne)
I żadna ze stron nie ma racji.
A w tym wszystkim jest gdzieś ten Mis co  jest bezwolna zabawką w ręku kochanki i jednocześnie nie może się wyrwać spod pantofla żony.
To prawdziwa ofiara.Krzywdzi go i kochanka i żona. Biedaczek.
My kobiety mamy tendencje do wybielania "swoich" facetów. Zdolne jesteśmy oskarżyć cały świat. Siebie nawzajem, kolegów i ciężkie życie. Byle nie Misia. byle trzymać się tej wiary,że tylko "mnie" naprawdę kocha, tylko "mnie".

57

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Secondo1 napisał/a:

żadne argumenty logiczne .

A gdzie tu są jakieś argumenty logiczne?
Widzę tylko wielce umoralniające bajdurzenia w odcieniu czarno-białości.
Logiki zero w tych rozprawach.

58 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-02-01 03:43:00)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Czy bycie kochanką to egoizm? Dla mnie bardziej naiwność często. Samo to, że kobieta godzi się być tą drugą świadczy o zwykle niskim poczuciu własnej wartości i wiele historii o tym dowodzi. To, że ogólnie nie mam dobrego zdania o kochankach to inna sprawa. Jednak bardziej to naiwne, że godzą się na to, ale to ich życie. Oczywiście gorzej mąż, który zdradza, owszem. Częściej mąż nie zostawia żony dla kochanki, więc łatwo przewidzieć jak często to się skończy. A szacunku wobec siebie kochanka może długo nie odbudować. No nie warto, po co to komu? No, ale niektórym się nie przetłumaczy. Przy czym ja naprawdę nie wybielam facetów, to nie o to chodzi. Oni są źli, nie pokrzywdzeni w tej sytuacji. Jednak przyznam, że nie wiem po prostu jak można być tak naiwną. Po prostu wystarczy poczytać te historie i widać, że wiele kochanek, może nawet większość po prostu w siebie nie wierzy. Nad tym warto popracować. A nie kłócić się, że to nic złego romansować z żonatym, bo naprawdę wtedy niszczycie życie sobie najbardziej. Może to zabrzmi jak wymądrzanie się, ale myślę, że tego naprawdę można uniknąć. Ja nawet przed zwyczajnie zajętym facetem zawsze miałam dystans, tzn dystans, że wiedziałam, że nie będę wchodzić z nim w bliskie emocjonalnie relacje. Po prostu mnie tacy faceci obrzydzają, że tak postępują, a co dopiero, że z takim miałabym zacząć romansować. Wyzwalają we mnie tym negatywne odczucia, więc nie byłoby mowy o żadnym romansie. Właśnie wiele kobiet popełnia błąd, że wchodzi w zbyt bliskie emocjonalnie relacje, wybiela tych facetów, a dla mnie po prostu są odpychający, skoro zdradzają i sam fakt by mnie odpychał. No, ale każdy jest inny.

59 Ostatnio edytowany przez kicur (2015-02-01 04:24:37)

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Tyle że ona jest inna jak chce odejść to odejdzie jest świadoma kochanką. A drugi argument jest nietrafiony bo tu bezwolna jest żona wraca do niej bo może bo mu na to pozwala...
Turlam się ze śmiechu jak ktoś próbuje mi wmówić że on wraca z miłości lol ... Nie chodzi tylko o jego złą postawę ale o kompletne zatracenie więzi. My faceci po prostu lepiej kłamiemy i częściej 5 razy częściej...
Wróci do żony a ona nawet nie wie że uprawiając z nią seks praktycznie do końca życia wyobraża sobie w tym momencie kochankę...
A jeśli tak nie jest to znaczy że w ogóle taka osoba nie kocha nikogo ale to rzadkość. Są to ludzie o podwójnym chromosomie Y urodzeni przestępcy zdolni potencjalnie nawet do zabicia swoich rodziców generalnie każdej osoby ot tak. Ja jako czysty beta materiał na przyjaciela(któremu jednak się poszczęściło) kłamię jedynie 2 raczy częściej od mojej żony. Mamy taką zasadę (którą właściwie wymyśliłem ja) po 5 latach mówimy wszystkie swoje kłamstwa i sobie nawzajem wybaczamy. Oczywiście do zdrad nigdy nie dochodziło(może dzięki temu) ale mój super oryginalny pomysł jest polecenia wszystkim związkom.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
truskaweczka19 napisał/a:

Ja nawet przed zwyczajnie zajętym facetem zawsze miałam dystans, tzn dystans, że wiedziałam, że nie będę wchodzić z nim w bliskie emocjonalnie relacje. Po prostu mnie tacy faceci obrzydzają, że tak postępują, a co dopiero, że z takim miałabym zacząć romansować. Wyzwalają we mnie tym negatywne odczucia, więc nie byłoby mowy o żadnym romansie. Właśnie wiele kobiet popełnia błąd, że wchodzi w zbyt bliskie emocjonalnie relacje, wybiela tych facetów, a dla mnie po prostu są odpychający, skoro zdradzają i sam fakt by mnie odpychał. No, ale każdy jest inny.

Mam dokładnie tak samo, o tym właśnie na samym początku był ten wątek. Nie będę umawiać się z kimś, kto tak perfidnie kłamie, kto mówi, swojej żonie czy dziewczynie, że kocha, a za jej plecami zachowuje się tak, jakby była niczym, jakby w ogóle nie istniała. To obrzydliwe i mnie odrzuca. Zajęci mężczyźni jedynie mogą być moimi kolegami. Jednak z ich strony wygląda to zupełnie inaczej. Wyobrażają sobie nie wiadomo co, mimo, że jasno daję do zrozumienia, że niczego nie oczekuję. Kobieta stwierdzi, że JA GO UWIODŁAM, zrobi aferę. My zerwiemy kontakt, ale zajdzie się druga, która może będzie chciała czegoś więcej. Partnerka być może już się o tym nie dowie.

Partner nie jest naszą własnością, o czym chyba zbyt często zapominamy, a później mamy pretensje do całego świata, że "to nam przecież przysięgał, ten związek miał trwać wiecznie". On nie jest już nasz na zawsze, choć bardzo chciałybyśmy w to wierzyć. I to właśnie ta ślepa wiara tak nas rani. Nikogo nie można zmusić do miłości i tyle. Chcielibyśmy mieć nad wszystkimi kontrolę, ale nie mamy.

Choć czasami żal mi kobiet, które są tak perfidnie oszukiwane, nie wchodzę w bliższe relacje z zajętymi mężczyznami nie ze względu na nie, tylko na siebie. To mnie obrzydza i tyle, nie chcę kogoś, kto jest w związku. Ale zawsze na tym świecie znajdą się kobiety, które mają inne podejście i nie będzie ich to aż tak raziło. Mnie nie obchodzi jak zachowują się inne kobiety, najważniejsze jest to, jak reaguje mój partner.

61

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Mam dokładnie tak samo, o tym właśnie na samym początku był ten wątek. Nie będę umawiać się z kimś, kto tak perfidnie kłamie, kto mówi, swojej żonie czy dziewczynie, że kocha, a za jej plecami zachowuje się tak, jakby była niczym, jakby w ogóle nie istniała. To obrzydliwe i mnie odrzuca. Zajęci mężczyźni jedynie mogą być moimi kolegami. Jednak z ich strony wygląda to zupełnie inaczej. Wyobrażają sobie nie wiadomo co, mimo, że jasno daję do zrozumienia, że niczego nie oczekuję. Kobieta stwierdzi, że JA GO UWIODŁAM, zrobi aferę. My zerwiemy kontakt, ale zajdzie się druga, która może będzie chciała czegoś więcej. Partnerka być może już się o tym nie dowie.

Partner nie jest naszą własnością, o czym chyba zbyt często zapominamy, a później mamy pretensje do całego świata, że "to nam przecież przysięgał, ten związek miał trwać wiecznie". On nie jest już nasz na zawsze, choć bardzo chciałybyśmy w to wierzyć. I to właśnie ta ślepa wiara tak nas rani. Nikogo nie można zmusić do miłości i tyle. Chcielibyśmy mieć nad wszystkimi kontrolę, ale nie mamy.

Choć czasami żal mi kobiet, które są tak perfidnie oszukiwane, nie wchodzę w bliższe relacje z zajętymi mężczyznami nie ze względu na nie, tylko na siebie. To mnie obrzydza i tyle, nie chcę kogoś, kto jest w związku. Ale zawsze na tym świecie znajdą się kobiety, które mają inne podejście i nie będzie ich to aż tak raziło. Mnie nie obchodzi jak zachowują się inne kobiety, najważniejsze jest to, jak reaguje mój partner.

To często są jednak bardziej skomplikowane sprawy. Nie zawsze czarno-białe. Ok, kiedy miałam późne naście czy dwadzieścia lat z kawałkiem, żonatych, zajętych traktowałam na dystans - jak kumpli, czy braci. Sytuacja się nieco jednak zmienia z wiekiem. Ja po 30-tce straciłam swego partnera w tragicznych okolicznościach. Byłam prawie 2 lata sama nie myśląc o facetach, ale jednak w końcu każdy chce mieć tą 2 połówkę. Nie szukałam na siłę, ale powiedzmy sobie szczerze, nie ma zbyt wielu wolnych mężczyzn, bez zobowiązań (rozwodzie) po 30-tce. Przecież nie zacznę szukać wśród studentów, choć i tak niby można. Wtedy się ten światopogląd trochę zmienia. Oczywiście nic a siłę, ale jakieś relacje z żonatymi to codzienność, bo wszyscy są niemal w jakichś związkach. Ja nie miałam z tym problemu, nie narzucałam się, nie planowałam perfidnej intrygi za plecami. Zajęty to zajęty, trudno. Aż trafiłam na pewną osobę, wtedy jeszcze w związku małżeńskim i to 'samo' się dalej potoczyło. On zakochał się we mnie a ja w nim.
Dlatego nigdy nie mów nigdy. Życie się różnie układa.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
Anastacjaa napisał/a:

To często są jednak bardziej skomplikowane sprawy. Nie zawsze czarno-białe. Ok, kiedy miałam późne naście czy dwadzieścia lat z kawałkiem, żonatych, zajętych traktowałam na dystans - jak kumpli, czy braci. Sytuacja się nieco jednak zmienia z wiekiem. Ja po 30-tce straciłam swego partnera w tragicznych okolicznościach. Byłam prawie 2 lata sama nie myśląc o facetach, ale jednak w końcu każdy chce mieć tą 2 połówkę. Nie szukałam na siłę, ale powiedzmy sobie szczerze, nie ma zbyt wielu wolnych mężczyzn, bez zobowiązań (rozwodzie) po 30-tce. Przecież nie zacznę szukać wśród studentów, choć i tak niby można. Wtedy się ten światopogląd trochę zmienia. Oczywiście nic a siłę, ale jakieś relacje z żonatymi to codzienność, bo wszyscy są niemal w jakichś związkach. Ja nie miałam z tym problemu, nie narzucałam się, nie planowałam perfidnej intrygi za plecami. Zajęty to zajęty, trudno. Aż trafiłam na pewną osobę, wtedy jeszcze w związku małżeńskim i to 'samo' się dalej potoczyło. On zakochał się we mnie a ja w nim.
Dlatego nigdy nie mów nigdy. Życie się różnie układa.

Anastacjo, ja do 30-stki jeszcze nie dobiłam, ale mam świadomość tego, że wszystko się zmienia smile chodzi mi raczej o to, co myślę TU I TERAZ. A jest właśnie tak, że zajęci mnie nie interesują. Może sama zostanę kiedyś tą zdradzaną żoną? Nie mam pojęcia. Może wtedy miałabym zupełnie inne podejście? Mam na koncie związek z oszustem (zdrady nie było) i teraz uważam, że największą głupotą była wiara w to, że jestem najważniejsza i nikt nigdy nie będzie nade mną. Że osoba, która kocha, nigdy mnie nie skrzywdzi. Mogę mieć pretensje do każdego, ale tak naprawdę najbardziej skrzywdziło mnie moje myślenie, że związki mogą być wieczne smile Oczywiście, można sobie w to wierzyć, ja tego nie krytykuje. Ale trzeba mieć świadomość tego, że taka wiara może dać więcej cierpienia niż sobie wyobrażamy.

63

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Anastacjo, ja do 30-stki jeszcze nie dobiłam, ale mam świadomość tego, że wszystko się zmienia smile chodzi mi raczej o to, co myślę TU I TERAZ. A jest właśnie tak, że zajęci mnie nie interesują. Może sama zostanę kiedyś tą zdradzaną żoną? Nie mam pojęcia. Może wtedy miałabym zupełnie inne podejście? Mam na koncie związek z oszustem (zdrady nie było) i teraz uważam, że największą głupotą była wiara w to, że jestem najważniejsza i nikt nigdy nie będzie nade mną. Że osoba, która kocha, nigdy mnie nie skrzywdzi. Mogę mieć pretensje do każdego, ale tak naprawdę najbardziej skrzywdziło mnie moje myślenie, że związki mogą być wieczne smile Oczywiście, można sobie w to wierzyć, ja tego nie krytykuje. Ale trzeba mieć świadomość tego, że taka wiara może dać więcej cierpienia niż sobie wyobrażamy.

Owszem. Dlatego osoby młode 20-sto letnie czy nawet jak to nazywam późne nastolatki, jak piszą o zdradach czy o związkach z żonatym to nawet to ignoruję, bo nie znają życia. Ja w tym wieku też tak myślałam i je rozumiem. Daj Boże by poznały faceta i z nim były do końca. Ale różne rzeczy się dzieją. Ja  też byłam pewna że znalazłam swoją miłość i to do końca życia. Można mówić, że po stracie, nawet tragicznej, ukochanego należny być już samej. No ale sorry tuz po 30-tce mam się skazać na samotność to the end? rozumiem, że są osoby dla których takie kwestie jak uwodzenie to zabawa - nie komentuję. Ale ja myślę, że jestem normalną osobą i chcę żyć z kimś kogo pokocham... a że wyszło jak wyszło.. oczywiście fajniej by było jakby nie był wtedy żonaty...ale co zrobić.

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Ja mam 20 już dawno skończone, ale moim marzeniem nie jest poznanie człowieka, z którym spędzę już resztę życia. Może poznam jednego i będę z nim do końca, może będę miała jeszcze 10 albo już nikogo- nie obchodzi mnie to, bo nie od tego zależy moje szczęście. Dobrze, że w dzisiejszych czasach kobiety stają się coraz bardziej niezależne od mężczyzn, choć takich wciąż jest za mało. Gdyby było inaczej, nie cierpiałyby aż tak z powodu zdrady. Głupia wiara w to, że nic się nie zmienia, strach przed samotnością, uzależnienie od drugiego człowieka sprawiają, że cierpimy. Ale zawsze lepiej zwalić na innych ludzi.

65

Odp: Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami
lodowa królewna napisał/a:

Ja mam 20 już dawno skończone, ale moim marzeniem nie jest poznanie człowieka, z którym spędzę już resztę życia. Może poznam jednego i będę z nim do końca, może będę miała jeszcze 10 albo już nikogo- nie obchodzi mnie to, bo nie od tego zależy moje szczęście. Dobrze, że w dzisiejszych czasach kobiety stają się coraz bardziej niezależne od mężczyzn, choć takich wciąż jest za mało. Gdyby było inaczej, nie cierpiałyby aż tak z powodu zdrady. Głupia wiara w to, że nic się nie zmienia, strach przed samotnością, uzależnienie od drugiego człowieka sprawiają, że cierpimy. Ale zawsze lepiej zwalić na innych ludzi.

Kochana, ja nigdy nie byłam zależna od kogoś, ani rodziców ani faceta.. odkąd poszłam na studia, liczyłam na siebie głównie.. Sama znalazłam pracę.. itd. Przynajmniej moja potrzeba bycia z kimś nie wynikała z tego że sama nie daję rady, ale chęci, potrzeby dzielenia się uczuciem, troską, doświadczeniem? Razem raźniej, fajniej, łatwiej? itd.

Posty [ 1 do 65 z 134 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Z punktu widzenia tej trzeciej, czyli co dzieje się za naszymi plecami

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024