Witam moi drodzy!!! mam problem który mnie wewnętrznie wypala ,ponieważ tkwie w małżenstwie na odległośc ,jest syn który ma 12 lat.To jest wszystko nie do zniesienia , ciągłe przyjazdy i odjazdy,cały ciężar dnia codziennego zrzuciłam na swoje plecy,wszystko by można było zniesc gdy by nie przewlekła choroba (przeszczep) .Oczywiscie rozmawiamy ze sobą ale kończy sie tylko na rozmowie i nic więcej, problem jego polega na braku podejmowania decyzji.Proszę o doradę jak dalej z tym życ.
Irma
Każda decyzja jest lepsza od żadnej..
Jeśli Twoje życie jest nie do zniesienia to je zmień..
Nie szukaj powodów dla których nie możesz tego zrobić tylko poszukaj przyczyny dla której musisz to zrobić..
Irma
Każda decyzja jest lepsza od żadnej..
Jeśli Twoje życie jest nie do zniesienia to je zmień..
Nie szukaj powodów dla których nie możesz tego zrobić tylko poszukaj przyczyny dla której musisz to zrobić..
Dziękuje !!! na pewno powodem tego że nie podjełam żadnych decyzji do tej pory było to że może i nie było czasu , bo był cały czas szpital no i oczywiście nasz syn jest bardzo z nim związany i on wszystko robi żeby ( podstępnie) żebym nie podejmowała decyzji ,no i tak to się wszystko toczy.
Dziecko dzieckiem, ale Ty też jesteś ważna. Przecież waszego małżeństwa i tak nie ma. Ja bym tak nie dał rady.
Jaki jest powod zycia oddzielnie? Praca? Dlaczego sie poznaliscie? Chcecie odbudowac, moze nie ma woli bo nie ma swiadomosci do walki, czy postawic kropek na i obecnej sytuacji, teraz. Piszesz malo a przeciez zyjecie 10 lat i nie od dzis zgadzalas sie na jakas sytuacje po cos. Nagle staliscie sie obcy, czy byl to proces na ktory sie zgadzalas? Czy maz chcialby odbudowac wasze relacje, czy jestes w stanie wspomniec sytuacje miedzy wami z przed 10 lat, czy wiezi chcielibyscie odbudowac czy jest wam juz wszystko jedno?
Jaki jest powod zycia oddzielnie? Praca? Dlaczego sie poznaliscie? Chcecie odbudowac, moze nie ma woli bo nie ma swiadomosci do walki, czy postawic kropek na i obecnej sytuacji, teraz. Piszesz malo a przeciez zyjecie 10 lat i nie od dzis zgadzalas sie na jakas sytuacje po cos. Nagle staliscie sie obcy, czy byl to proces na ktory sie zgadzalas? Czy maz chcialby odbudowac wasze relacje, czy jestes w stanie wspomniec sytuacje miedzy wami z przed 10 lat, czy wiezi chcielibyscie odbudowac czy jest wam juz wszystko jedno?
Może i nie pisałam o wszystkim bo oczywiscie to 10 lat . Byłam kobietą samowystarczalną,kierownicze stanowisko,no icóż dla niego porzuciłam swoje ukochane miasto i przejechałam 900 km żeby byc błiżej ale on tego i w ten sposób nie docenił,od samego początku walczyłam umożłiwiałam mu jak najczęstsze kontakty z dzieckiem prawie każdego tygodnia ale praca w dyrektorka była dla niego ważniejsza , chociaż finansowo nas wcale nie wspierał bo i ja miałam swoje wysokie dochody,a teraz wreszcie gdy pojawił się ktoś kto mnie docenia ja przejrzałam na oczy. Ale i tak mnie coś wstrzymuje , tylko powiem że rodzina moja wcale mnie w tym nie wspiera raczej koleżanki i koledzy.Cały czas mam jakieś wyrzuty sumienia .........
Każdy ma. Ale sama widzisz, że trwanie w tym nie ma totalnie sensu. Nie patrz na innych, ale pomyśl o sobie.
maniek_z_maniek napisał/a:Jaki jest powod zycia oddzielnie? Praca? Dlaczego sie poznaliscie? Chcecie odbudowac, moze nie ma woli bo nie ma swiadomosci do walki, czy postawic kropek na i obecnej sytuacji, teraz. Piszesz malo a przeciez zyjecie 10 lat i nie od dzis zgadzalas sie na jakas sytuacje po cos. Nagle staliscie sie obcy, czy byl to proces na ktory sie zgadzalas? Czy maz chcialby odbudowac wasze relacje, czy jestes w stanie wspomniec sytuacje miedzy wami z przed 10 lat, czy wiezi chcielibyscie odbudowac czy jest wam juz wszystko jedno?
Może i nie pisałam o wszystkim bo oczywiscie to 10 lat . Byłam kobietą samowystarczalną,kierownicze stanowisko,no icóż dla niego porzuciłam swoje ukochane miasto i przejechałam 900 km żeby byc błiżej ale on tego i w ten sposób nie docenił,od samego początku walczyłam umożłiwiałam mu jak najczęstsze kontakty z dzieckiem prawie każdego tygodnia ale praca w dyrektorka była dla niego ważniejsza , chociaż finansowo nas wcale nie wspierał bo i ja miałam swoje wysokie dochody,a teraz wreszcie gdy pojawił się ktoś kto mnie docenia ja przejrzałam na oczy. Ale i tak mnie coś wstrzymuje , tylko powiem że rodzina moja wcale mnie w tym nie wspiera raczej koleżanki i koledzy.Cały czas mam jakieś wyrzuty sumienia .........
Czyli dopiero jak pojawil sie kochanek przejrzalas na oczy. A sytuacji oczywiscie winien jest maz? To czego oczekujesz tutaj? Zalatw swoje sprawy i nie obarczaj meza za rozpad waszego zwiazku za co po rowni odpowiadacie oboje. Ty postawilas kropke nad i, poznajac kogos ale winy nadal szukasz w mezu. Moim zdaniem przestan sie sama oszukiwac i wybielac, obwiniac meza, zalatw sprawy tak zeby kazdy byl jak najmniej pokrzywdzony, i trzymaj sie prawdy a nie tego co chcesz wszystkim innym wcisnac. To wazne dla syna, ocena postawy ojca i matki. Powinna byc oparta na prawdzie. Mleko sie rozlalo i tego juz nie naprawisz (czytaj swojego obrazu) bo prawda i tak wyjdzie na jaw predzej czy pozniej.
9 2015-01-14 13:45:50 Ostatnio edytowany przez Marcjano (2015-01-14 13:46:05)
Nie. Winny jest mąż który rodzinę miał przez 10 lat w dupie. I to jest własnie prawda.
irma38 napisał/a:maniek_z_maniek napisał/a:Jaki jest powod zycia oddzielnie? Praca? Dlaczego sie poznaliscie? Chcecie odbudowac, moze nie ma woli bo nie ma swiadomosci do walki, czy postawic kropek na i obecnej sytuacji, teraz. Piszesz malo a przeciez zyjecie 10 lat i nie od dzis zgadzalas sie na jakas sytuacje po cos. Nagle staliscie sie obcy, czy byl to proces na ktory sie zgadzalas? Czy maz chcialby odbudowac wasze relacje, czy jestes w stanie wspomniec sytuacje miedzy wami z przed 10 lat, czy wiezi chcielibyscie odbudowac czy jest wam juz wszystko jedno?
Może i nie pisałam o wszystkim bo oczywiscie to 10 lat . Byłam kobietą samowystarczalną,kierownicze stanowisko,no icóż dla niego porzuciłam swoje ukochane miasto i przejechałam 900 km żeby byc błiżej ale on tego i w ten sposób nie docenił,od samego początku walczyłam umożłiwiałam mu jak najczęstsze kontakty z dzieckiem prawie każdego tygodnia ale praca w dyrektorka była dla niego ważniejsza , chociaż finansowo nas wcale nie wspierał bo i ja miałam swoje wysokie dochody,a teraz wreszcie gdy pojawił się ktoś kto mnie docenia ja przejrzałam na oczy. Ale i tak mnie coś wstrzymuje , tylko powiem że rodzina moja wcale mnie w tym nie wspiera raczej koleżanki i koledzy.Cały czas mam jakieś wyrzuty sumienia .........
Czyli dopiero jak pojawil sie kochanek przejrzalas na oczy. A sytuacji oczywiscie winien jest maz? To czego oczekujesz tutaj? Zalatw swoje sprawy i nie obarczaj meza za rozpad waszego zwiazku za co po rowni odpowiadacie oboje. Ty postawilas kropke nad i, poznajac kogos ale winy nadal szukasz w mezu. Moim zdaniem przestan sie sama oszukiwac i wybielac, obwiniac meza, zalatw sprawy tak zeby kazdy byl jak najmniej pokrzywdzony, i trzymaj sie prawdy a nie tego co chcesz wszystkim innym wcisnac. To wazne dla syna, ocena postawy ojca i matki. Powinna byc oparta na prawdzie. Mleko sie rozlalo i tego juz nie naprawisz (czytaj swojego obrazu) bo prawda i tak wyjdzie na jaw predzej czy pozniej.
Każdy ma prawo do życia, szczęścia.
Jeżeli mąż ma rodzinę gdzieś i ważniejsza jest kariera to normalną koleją ;losu jest, że ludzie zaczynają sie mijać.
Nie wierzę w to, że przez ten czas rozłąki, mąż jest czysty jak łza.
irma38 napisał/a:maniek_z_maniek napisał/a:Jaki jest powod zycia oddzielnie? Praca? Dlaczego sie poznaliscie? Chcecie odbudowac, moze nie ma woli bo nie ma swiadomosci do walki, czy postawic kropek na i obecnej sytuacji, teraz. Piszesz malo a przeciez zyjecie 10 lat i nie od dzis zgadzalas sie na jakas sytuacje po cos. Nagle staliscie sie obcy, czy byl to proces na ktory sie zgadzalas? Czy maz chcialby odbudowac wasze relacje, czy jestes w stanie wspomniec sytuacje miedzy wami z przed 10 lat, czy wiezi chcielibyscie odbudowac czy jest wam juz wszystko jedno?
Może i nie pisałam o wszystkim bo oczywiscie to 10 lat . Byłam kobietą samowystarczalną,kierownicze stanowisko,no icóż dla niego porzuciłam swoje ukochane miasto i przejechałam 900 km żeby byc błiżej ale on tego i w ten sposób nie docenił,od samego początku walczyłam umożłiwiałam mu jak najczęstsze kontakty z dzieckiem prawie każdego tygodnia ale praca w dyrektorka była dla niego ważniejsza , chociaż finansowo nas wcale nie wspierał bo i ja miałam swoje wysokie dochody,a teraz wreszcie gdy pojawił się ktoś kto mnie docenia ja przejrzałam na oczy. Ale i tak mnie coś wstrzymuje , tylko powiem że rodzina moja wcale mnie w tym nie wspiera raczej koleżanki i koledzy.Cały czas mam jakieś wyrzuty sumienia .........
Czyli dopiero jak pojawil sie kochanek przejrzalas na oczy. A sytuacji oczywiscie winien jest maz? To czego oczekujesz tutaj? Zalatw swoje sprawy i nie obarczaj meza za rozpad waszego zwiazku za co po rowni odpowiadacie oboje. Ty postawilas kropke nad i, poznajac kogos ale winy nadal szukasz w mezu. Moim zdaniem przestan sie sama oszukiwac i wybielac, obwiniac meza, zalatw sprawy tak zeby kazdy byl jak najmniej pokrzywdzony, i trzymaj sie prawdy a nie tego co chcesz wszystkim innym wcisnac. To wazne dla syna, ocena postawy ojca i matki. Powinna byc oparta na prawdzie. Mleko sie rozlalo i tego juz nie naprawisz (czytaj swojego obrazu) bo prawda i tak wyjdzie na jaw predzej czy pozniej.
Trudno nazwac tą osobe kochankiem to tylko kolega, przyjaciel który mnie rozumie w każdej sytuacji , wspiera psychicznie, podtrzymuje na duchu, może i chciał by byc ze mną ale ja narazie nie dopuszczam takiej mysli .Ale to prawda że każdy jest kowalem swojego losu.........
12 2015-01-14 14:29:53 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-01-14 14:31:18)
,a teraz wreszcie gdy pojawił się ktoś kto mnie docenia ja przejrzałam na oczy. Ale i tak mnie coś wstrzymuje , tylko powiem że rodzina moja wcale mnie w tym nie wspiera raczej koleżanki i koledzy.Cały czas mam jakieś wyrzuty sumienia .........
nooo to miałaś szczęście że trafiłaś na takiego kochanka który potrafił Cie przekonać do tego, że mąż i całe małzeństwo było złe.
Gdyby nie kochanek, do tej pory nie wiedziałabyś nawet, że mąż jest niedobry.
Jakie to wszystko standardowe.....
Każda zdrada (również emocjonalna), oszustwo musi znaleźć samo-usprawiedliwienie.
Prawda ?
Prawda. Prawda. Ale czasami jest potrzebna osoba która otworzy oczy. Daleki jestem od obwiniania autorki tego wątku o całe zło.
irma38 napisał/a:,a teraz wreszcie gdy pojawił się ktoś kto mnie docenia ja przejrzałam na oczy. Ale i tak mnie coś wstrzymuje , tylko powiem że rodzina moja wcale mnie w tym nie wspiera raczej koleżanki i koledzy.Cały czas mam jakieś wyrzuty sumienia .........
nooo to miałaś szczęście że trafiłaś na takiego kochanka który potrafił Cie przekonać do tego, że mąż i całe małzeństwo było złe.
Gdyby nie kochanek, do tej pory nie wiedziałabyś nawet, że mąż jest niedobry.Jakie to wszystko standardowe.....
Każda zdrada (również emocjonalna), oszustwo musi znaleźć samo-usprawiedliwienie.
Prawda ?
Trudno nazwac męża jako osoba dobra i odpowiedzialna, bo kiedy żona potrzebuje pomocy w ciężkiej chorobie ( szpital co drugi dzien po 5 god) i tak przez 4,5 roku w tym dziecko 6 letnie które czasami musiało zostac samo w domu, i pomoc rodziców a mąż kiedy mu tylko się zechce albo gdy ma czas, bez wyrzutów sumienia,przykrywałam na to wszystko oczy bo nie miałam siły o tym wszystkim myslec .Nie mam sobie nic do zażucenia .Chcę byc w koncu szczęśłiwa!!!!
Moze Twoja choroba meza przerosla a reszta jest standardowa?
No tak. Biednego mężusia przerosła choroba żony to spier**** jak trzeba było się dzieckiem zająć bo żona leżała na dializach (tak wnioskuję po to co autorka pisze). Biedny ten mąż faktycznie. Biedaczysko, pogłaskać trzeba.
Jak zwykle dwa obozy. BZDURA.
Oboje są RÓWNIE WINNI bo: on wyjechał - nie odpuści stanowiska dyrektora, ona się do niego nie przeprowadzi bo nie odpuści stanowiska kierowniczego. Prawda jest tak, że dla obojga kariera była ważniejsza niż rodzina. Żyli niby w małżeństwie, ale każdy sam sobie rzepkę skrobał, ona miała swoją kasę, on swoją, nie widywali się, opierali "małżeństwo" na (zapewne kilku) rozmowach w tygodniu. Łączy ich tylko dziecko i papier. Tego czegoś nawet nie można symbiozą nazwać.
W tym wszystkim szkoda dzieciaka.
Nie zrzucaj winy na męża skoro za nim nie pojechałaś droga autorko. Masz teraz nowego faceta i OK. Załatw formalności, bo po 10 latach na odległość to wspominanie o uczuciach byłoby nadużyciem i...
...ciesz się życiem, bo co innego Ci pozostało? ![]()
Nie zrozumiales. Nie lituje sie nad mezem. Przeroslo oznacza przeroslo. Tzn. ze moze powodem jego zachowania bylo to ze nie umial/nie chcial poradzic sobie z sytuacja choroby zony ale nie jest to zadne usprawiedliwienie. Natomiast reszta mogla byc standardowa. Czyli w sytuacji gdyby nie bylo choroby i zachowania wobec choroby zony to postepowanie zony, sposob komunikacji i rozwiazania problemu w tym malzenstwie bylby oceniony zupelnie inaczej. O to mi dokladnie chodzilo. Czasami jest tak ze jedne sprawy przeslaniaja drugie co nie prowadzi do rozwiazania problemu, albo rozwiazanie jest polowiczne. Powiedzenie ze maz sie nie sprawdzil jest uproszczeniem. Poza tym za malo danych jest na ten temat. Z reguly dana sytuacja ewoluluje przez tutaj rozumiem ze lata i jesli byla zgoda na takie zachowanie, ktore moglo sie przeciez zmienic wobec wymagan i niezgody, to co te zgode na wieloletnie postepowanie meza usprawiedliwia? Prawo do bledu? Zona godzac sie na bylejakosc rowniez odpowiada za rozpad wiezi na rowni z mezem, Chodzi mi o to zeby to zrozumiec, ten mechanizm. Natomiast ona uwaza, nie chce juz tkwic w tym zwiazku wiec moim zdaniem jest juz po sprawie. Ale nie mozna na podstawie kilku zdan obcej osoby przesadzac o winie czy niewinie kogokolwiek w malzenstwie.
Maniek, zauważ że tutaj na forum możemy oceniać tylko to co ktoś napisze.
To co ktoś pisze, jest zawsze subiektywne, niekiedy jest częścia informacji z którą ktoś chce się z nami podzielić.
Przykładów było kilka, kiedy w pierwszych postach padały gromy na żonę/męża i słowa o ogrmie poświęceń jaki autor/autorka ponieśli w imię dobra rodziny.
W następnych postach, nieopatrznie okazywało się, że powodem nagłego "ocknienia" jest osoba trzecia, do której nagle zapałał "podziwem".
Wtedy często obraz żony/męża był przerysowany.
Przypisywano im spowodowanie wszystkich plag egipskich, odsądzano od wszelkich uczuć, zachowań godnych człowieka.
Nie ma ludzi idealnych, to na pewno.
Natomiast nagłe skrajnie negatywne nastawienie do partnerki, przerysowanie jej złych cen jest wtedy wynikiem zauroczenia się kimś innym, żona zaczyna przeszkadzać i trzeba to sobie jakoś usprawiedliwić.
Najlepiej postawić się w roli biednego misia, który "musiał/a odnaleźć się w życiu, ma prawo uwolnić się od hetery/prześladowcy, a że ma prawo do szczęścia to znalazł sobie aniołka z nieba/rycerza na białym koniu" ![]()
Maniek, zauważ że tutaj na forum możemy oceniać tylko to co ktoś napisze.
To co ktoś pisze, jest zawsze subiektywne, niekiedy jest częścia informacji z którą ktoś chce się z nami podzielić.
Dlatego można a nawet trzeba wychodzić ponad to. dużo tez daje doświadczenie. Osobiscie nie znam ani jednego przypadku żeby cala wina lezala po jednej ze stron. Nawet jeśli opowiadasz się po czyjes stronie, to nie można tego robic "bezwglednie". tutaj nie znasz tej drugiej strony, zwykle, ale i o uświadomienie tu chodzi.
Każdy niech wiec robi swoje ![]()