Robię sama zakupy, podejmuje sama decyzje, chodzę do teatru, kina, podrózuję....cieszę się, że nic na siłę, że bez awantur...i święty spokój. Nauczyłam się samotności...ale wcale nie jest mi z nią dobrze.
Myślicie, że witając się z 60, jest jeszcze szansa na 'bycie z kimś'?...a może już fotel na biegunach ?...choć w mojej głowie nadal 'szpileczki'. Czy wogóle wypada nawet myśleć o związku?...a jeśli ..to przecież nie zacznę przyglądać się mijanym twarzom. Co wolno, czego nie. Dzieci, wnuki. Każdy ma swoje życie...a przecież żyjemy dla drugiego człowieka. Większość tutaj Kobietek...to młodsze dziewczyny. A może i tu nie moje miejsce? Czas tak szybko zabiera lata....
Każdy ma swoje życie...a przecież żyjemy dla drugiego człowieka.
No to kłopot ![]()
Bo po spełnieniu swej roli, wygląda, że się ląduje na marginesie życia. Może dlatego, osobiście wolę nie żyć dla kogoś. Wybieram żyć dla siebie. Z tego powodu - nie umiem Cię wesprzeć
sorry
Czy wogóle wypada nawet myśleć o związku?...
Co prawda jestem od ciebie nieco młodsza, ale trochę to jak dla mnie dziwne?
Tu ostatnio ktoś wspominał o gościu 73 letnim, który spotkał miłość swojego życia co prawda na dwa lata przed śmiercią ale były to najpiękniejsze lata jego życia - czyli wszystko jest możliwe.
Życzę ci spotkania tego Dobrego Człowieka.
Życie zaczyna się po /*/-ątce ![]()
* - wstawić odpowiednią cyfrę
Można martwić się, że szklanka do połowy pusta.
Można cieszyć się, że szklanka do połowy pełna.
Można być samotnym w związku.
Można nie być samotnym będąc singlem.
marzucha napisał/a:Każdy ma swoje życie...a przecież żyjemy dla drugiego człowieka.
No to kłopot
Bo po spełnieniu swej roli, wygląda, że się ląduje na marginesie życia. Może dlatego, osobiście wolę nie żyć dla kogoś. Wybieram żyć dla siebie. Z tego powodu - nie umiem Cię wesprzećsorry
Tak...tak...właśnie o tym napisałam . Od kilku lat żyję właśnie dla siebie...i to jest coś , co uświadomiło mi samotność. Bo przecież ile razy można samej pić nawet najsmaczniejszą kawę czy nie móc podzielić się wspólną podróżą. Oczywiście każda sutuacja ma za i przeciw...ale tęsknimy do drugiego człowieka . Takimi jesteśmy zwierzakami ;-))
Skoro tęsknisz do drugiego człowieka, skoro dla niego chcesz żyć, skoro marzysz o byciu w związku, to przestań zastanawiać się nad tym, czy to wypada, czy też nie; nie myśl o tym co wolno, a czego nie wolno, tylko rozglądaj się, i wypatruj, i szukaj. ![]()
Można martwić się, że szklanka do połowy pusta.
Można cieszyć się, że szklanka do połowy pełna.Można być samotnym w związku.
Można nie być samotnym będąc singlem.
Każda sytuacja ma + i -....wszyscy wiemy o tym....
ale to jak z kolorem i długością włosów u kobiet (np ;-)
proste...marzymy o loczkach...długie planujemy 'boba'...dzieje się życie..
ale najważniejsze by się działo...
9 2014-12-28 20:36:56 Ostatnio edytowany przez Maru (2014-12-28 20:38:49)
Do autorki:
Możesz szukać na portalach, pytać znajomych i rozglądać się na własną rękę....
Znam osobiście kobiety ,które ułożyły sobie życie po 60-tce ....
Ślub niekonieczny....
Możesz w dalszym ciągu być samodzielna ...
Jeśli już chodzi o wiek to ja mam 66 i tu zaglądam...
.a może już fotel na biegunach ?
Nie jesteś na etapie fotela, nie byłoby Ci w nim dobrze.
Moja Mama została wdową w wieku 49 lat, a gdy miała lat 67, to oświadczył się jej dawny wielbiciel - też wdowiec, kolega z czasów studenckich. I choć nie sformalizowali związku, to przez 10 lat (do jego śmierci) byli w bliskiej zażyłości. Nie zamieszkali razem, ale te paręset metrów, które ich dzieliło powodowało, że był z nią niemal codziennie. Mama mu gotowała, czasem pomagała w porządkach. On naprawiał cieknące krany, zapraszał na koncerty, do kina, na spacery, woził samochodem, gdy potrzebowała... Razem wyruszali na "wycieczki życia": do Paryża i zamków nad Loarą, do Wilna, zwiedzali Polskę. Choć często się kłócili, to widać było, że są ze sobą szczęśliwi. Zastanów się tylko, czy będziesz gotowa na odejście takiej osoby? W lutym tego roku przyjaciel Mamy zginął w wypadku samochodowym. Jechał sam. I choć od lat leczył swoje chore serce, to Mama nie była przygotowana na jego śmierć. Popadła w depresję, schudła, straciła radość życia, od jego śmierci nie była na żadnym cmentarzu, wychodzi z domu tylko wtedy, gdy musi. Teraz depresję pogłębiła dodatkowo nagła śmierć mojego Męża - jej jedynego zięcia. Obawiam się o jej zdrowie i życie (nie daje się zaciągnąć do lekarza). Z mojej perspektywy mimo wszystko warto związać się z kimś będąc w Twoim wieku. Przez te 10 lat Mama kwitła. Jeśli faktycznie czujesz taką potrzebę, to zrób wszystko, żeby potem nie żałować bezczynności.
marzucha napisał/a:.a może już fotel na biegunach ?
Nie jesteś na etapie fotela, nie byłoby Ci w nim dobrze.
Moja Mama została wdową w wieku 49 lat, a gdy miała lat 67, to oświadczył się jej dawny wielbiciel - też wdowiec, kolega z czasów studenckich. I choć nie sformalizowali związku, to przez 10 lat (do jego śmierci) byli w bliskiej zażyłości. Nie zamieszkali razem, ale te paręset metrów, które ich dzieliło powodowało, że był z nią niemal codziennie. Mama mu gotowała, czasem pomagała w porządkach. On naprawiał cieknące krany, zapraszał na koncerty, do kina, na spacery, woził samochodem, gdy potrzebowała... Razem wyruszali na "wycieczki życia": do Paryża i zamków nad Loarą, do Wilna, zwiedzali Polskę. Choć często się kłócili, to widać było, że są ze sobą szczęśliwi. Zastanów się tylko, czy będziesz gotowa na odejście takiej osoby? W lutym tego roku przyjaciel Mamy zginął w wypadku samochodowym. Jechał sam. I choć od lat leczył swoje chore serce, to Mama nie była przygotowana na jego śmierć. Popadła w depresję, schudła, straciła radość życia, od jego śmierci nie była na żadnym cmentarzu, wychodzi z domu tylko wtedy, gdy musi. Teraz depresję pogłębiła dodatkowo nagła śmierć mojego Męża - jej jedynego zięcia. Obawiam się o jej zdrowie i życie (nie daje się zaciągnąć do lekarza). Z mojej perspektywy mimo wszystko warto związać się z kimś będąc w Twoim wieku. Przez te 10 lat Mama kwitła. Jeśli faktycznie czujesz taką potrzebę, to zrób wszystko, żeby potem nie żałować bezczynności.
;-)) dziękuję za te słowa...mam faktycznie taką wewnętrzną potrzebę....ale cytując mistrza 'wiśta, wio...łatwo powiedzieć' ;-)...trzymam kciuki za siłę dla Twojej Mamy.,;
;-)) dziękuję za te słowa...mam faktycznie taką wewnętrzną potrzebę....ale cytując mistrza 'wiśta, wio...łatwo powiedzieć' ;-)...trzymam kciuki za siłę dla Twojej Mamy.,;
Bardzo dziękuję, Mamie przyda się każde wsparcie. Ja z kolei będę się starała choćby myślami przyciągnąć Ci odpowiedniego adoratora. Próbowałaś zapisać się na jakieś zajęcia dla seniorów (np. w klubach kultury, świetlicach środowiskowych, nawet w niektórych parafiach, czy kółkach gospodyń, Uniwersytetach Trzeciego Wieku itp.)? A może myślisz o zakupie psa - podczas spacerów można spotkać interesujących ludzi? Także inne pasje, jak choćby wędkarstwo czy turystyka piesza często stają się przyczynkiem do zawiązania przyjaźni. Tak, czy inaczej, musisz wyjść z domu. Znajomości zawiązane w formie internetowej mogą szkodzić nie tylko małolatom. Odwagi i powodzenia!
marzucha napisał/a:;-)) dziękuję za te słowa...mam faktycznie taką wewnętrzną potrzebę....ale cytując mistrza 'wiśta, wio...łatwo powiedzieć' ;-)...trzymam kciuki za siłę dla Twojej Mamy.,;
Bardzo dziękuję, Mamie przyda się każde wsparcie. Ja z kolei będę się starała choćby myślami przyciągnąć Ci odpowiedniego adoratora. Próbowałaś zapisać się na jakieś zajęcia dla seniorów (np. w klubach kultury, świetlicach środowiskowych, nawet w niektórych parafiach, czy kółkach gospodyń, Uniwersytetach Trzeciego Wieku itp.)? A może myślisz o zakupie psa - podczas spacerów można spotkać interesujących ludzi? Także inne pasje, jak choćby wędkarstwo czy turystyka piesza często stają się przyczynkiem do zawiązania przyjaźni. Tak, czy inaczej, musisz wyjść z domu. Znajomości zawiązane w formie internetowej mogą szkodzić nie tylko małolatom. Odwagi i powodzenia!
;-))...ja funkcjonuję dosyć intensywnie...nie należę do osób siedzących w domu...wspominałam o tym ;-))
Nie wiem , czy to nie jest też przyczyna mojego bycia samej...właśnie ta siła i niezależność...ale tego się nauczyłam, nie było innego wyjścia by funkcjonować , by sobie poradzić z 'nowym' obrazem życia.....dziękuję za dobre myśli...wierzę w energię ;-)..kłopot jest chyba w tym , że bliżej mi do aerobiku niż kólka gospodyń...pomyślę jednak o turystyce pieszej...możesz coś podpowiedzieć ?
Na pewno PTTK. W Gdańsku mamy też np. Klub "Bąbelki" - sprawdź w Internecie, czy w Twojej okolicy działają organizacje zajmujące się turystyką pieszą. Znów wrócę do wątku parafii: niektóre organizują "pielgrzymki" śladami świętych, do sanktuariów lub trasami typu "polski szlak Św. Jakuba" (odpowiednik słynnej francusko-hiszpańskiej trasy). Bywają interesujące nie tylko dla tzw. dewotów (ale to zależy od księdza).
dzięki...poszperam w necie. Pielgrzymka z ksiedzem...raczej nie koniecznie ;-(