Jestem tu nowa i sama nie wiem od czego zaczac. Czuje się okropnie, a nie mam z kim o tym porozmawiac, więc musze wyżalic się na forum.
Mam 25 lat, mój narzeczony również. Jesteśmy ze sobą w związku od czasu liceum, od 3 lat mieszkamy razem. Do niedawna myślałam, że to ten jedyny, ukochany, że nasza miłosc to przeznaczenie. To była miłosc od pierwszego wejrzenia, każdy kolejny dzień potwierdzał, jak bardzo jesteśmy dla siebie bliscy. Oczywiście jak w każdym związku bywały kłótnie, sceny zazdrości, ciche dni. Po każdej kłótni oboje pokazywaliśmy sobie, jak bardzo jesteśmy za sobą stęsknieni.
Każdego dnia widziałam, jak mu zalezy. Drobne gesty, miłe słowa, telefon w trakcie pracy, jak mi mija dzień, w towarzystwie traktował mnie jak królewne, ogólnie bajka! Dlatego też, pomimo naszych nie raz ostrych kłótni, i tak wiedziałam i czułam, że mu zależy, że moge na niego liczyc, że po prostu mnie kocha.
Ale niedawno to się zmieniło. Właściwie sypnęło się wszystko na raz! Przestało nam się układac w łóżku, właściwie nagle to on stwierdził, że jestem sztywna, że rzadko mam ochotę na seks. Potem doszły pretensje o byle pierdołę - nie umyta szklanka, nie poskładane ubrania, nie wyprane skarpetki. I chocbym się narobiła jak wół, nigdy tego nie zauważał ani nie doceniał. Miał ciągle uszczypliwe uwagi co do mnie, przestał sypac mi komplementy, poszło w drugą stronę, zaczął mnie krytykowac. Przez niego ja już przestałam wierzyc w siebie, w to, że jestem atrakcyjna, mądra.
Ja nigdy nie broniłam mu wypadów z kolegami do pubu, czy na mecze, zawsze mógł isc, kiedy tylko miał ochotę, sądziłam, że trzymanie faceta na smyczy jest bez sensu, każdy przecież potrzebuje własnej przestrzeni - ale w tym przypadku zawsze mówił gdzie idzie, o której będzie, dzwonił.
A ostatnio ze swojego wyjścia zrobił wielką tajemnice.
Jest obrażony na mnie od tygodnia, sama nie wiem dokładnie o co, odzywa się ale tylko "służbowo".
czuje że to się wszystko totalnie sypie, a ja nie mam nad tym żadnej kontroli. Jest coraz gorzej. Już nie mówi do mnie miło, ciągle mi dogryza. To jest nie do zniesienia.
Kwestia tego, że mnie zdradza - wątpie, bo nie zauważyłam, by coś przede mną ukrywał, nigdy nie wycisza telefonu, zawsze po pracy punktualnie wraca do domu.
Sądze, że jego uczucie do mnie kompletnie się wypaliło, zgasło. Mam wrażenie, że on wręcz nie ma ochoty ze mną przebywac. Nie chce mnie nigdzie zabierac, już dawno nie byliśmy nigdzie razem, we dwójkę...
Nie ma ze mną tematów. To wszystko układa mi się w jedną całosc - on mnie już po prostu nie kocha.
A ja nie mam już siły kłócic się z nim, z jego ust padają coraz gorsze słowa, coraz mocniej raniące moje serce. To już nie są słowa, jesteś głupia, nie denerwuj mnie, idz stąd. To już są słowa, które naprawdę mają ogromne znaczenie, które pokazuje, że w jego sercu już dla mnie miejsca nie ma.
Czy zmusze go do tego, aby pokochał mnie na nowo? Raczej nie, przecież serce nie sługa.
Kocham Go, nie wyobrażam sobie życia bez niego, chociaż szczerze mówiąc, we mnie też coś już pękło. Mam już dosyc jego słów, nawet powiem wam, że zaczęłam te słowa ignorowac, przyjmuje je na chłodno, spływa to po mnie. On do tego doprowadził, tym brakiem szacunku do mnie. Zależy mi na nim, w końcu za rok bierzemy ślub, miał to byc najpiękniejszy i najbardziej wymarzony ślub, ale zastanawiam się, czy ten ślub ma w ogóle jakikolwiek sens??
Szukałam winy w sobie, szukałam winy w nas. Szczerze? - NIE WIEM JAKI POPEŁNIŁAM BŁĄD. Nie wiem co zrobiłam nie tak, czy zbyt mało okazywałam mu uczucia? a może zbyt dużo? Czy przestałam o siebie dbac, przestałam dbac o swoje zainteresowania?
Nie wiem, czy w ogóle jest jeszcze szansa, aby to ratowac, aby nasze relacje były takie jak kiedys. Jak mam to w ogóle zrobic, no jak? Mam wrażenie, że koniec naszego związku, to tylko kwestia czasu. Z jego strony nie widzę już miłości. Ale co wy o tym myślicie? Czy to ja gdzieś się w tym zagubiłam? Co mam jeszcze zrobic, by było dobrze... ![]()
Kryzysy sa norma w zwiazku i po tylu latach sie zdarzaja. Ale poniewaz to jest Twoj zwiazek pierwszy to nie masz porownania i mylisz sie w kilku rzeczach:
1. Ciche dni to nie jest norma w zwiazku. To zabojstwo zwiazku np. u mnie mimo problemow nigdy takie cos nie mialo miejsca. Wiec to jest raczej zadkosc niz norma.
2. To ze uwazasz ze nie ma kochanki nie oznacza ze nie ma. Symptomy zachowania sa zastanawiajace a poniewaz mieliscie juz ciche dni to uwazasz zachowanie chlopaka za "norme".
3. W zadnym wypadku obecna sytuacja nie moze skutkowac decyzja o malzenstwie. Malzenstwo tylko wtedy kiedy najpierw naprawicie swoj zwiazek.
Może tylko małe sprostowanie, wcześniej jeśli mieliśmy kłótnie lub ciche dni, to właściwie te dni sprowadzały się do dwóch najdłużej. No ale jednak były. On ogólnie ma cięzki charakter. Jest bardzo uparty, wybuchowy. Zamknięty w sobie, nie lubi rozmawiac o problemach, uczuciach, czy o tym, co go trapi. Dziś "wyciągnęłam" delikatnie od niego, o co chodzi. Stwierdził, że jestem "jakaś", że on tego już nie ogarnia. Nie mieliśmy okazji pogadac do konca, ale ta rozmowe na pewno będę ciągła. Czyli coś jednak jest nie tak, coś konkretnego. Wiem jedynie, że w ostatnim czasie było między nami sporo zgrzytów co do spraw łóżkowych. Biore hormony, po których nie mam już tak dużej ochoty na seks, jak kiedyś. Zdarza się, że zwyczajnie nie mam chęci, nie musze się przecież zmuszac. Z drugiej strony, staram się zawsze, jak umiem. Kiedyś w tych sprawach byliśmy bardziej zgrani. Teraz coś mocno zgrzyta, on jest niezadowolony, widze to i wiem. Ale czy to było by aż tak rzutujące na jego zachowanie?
Znudziłaś mu się, jesteś po prostu za dobra i zbyt nudna, godzisz się na wszystko. Nie jesteś jeszcze jego żoną a zachowujesz się jak żona. Skarpetki mają być wyprane, bo jak nie to pan i władca robi wielką awanturę. A Ty nie jesteś jego żoną więc w ogóle nie powinnaś mu prać skarpetek ani po nim sprzątać. Bierzesz hormony, niszczysz swoje zdrowie, żeby pan i władca mógł z Tobą wygodnie uprawiać seks, a on jeszcze tego nie docenia i ma wielkie pretensje. Wielkie wymagania w łóżku ma wasza wysokość, a Ty ich nie spełniasz. Tylko taki dupek zapomniał chyba, że nie jesteś jego żoną więc nie masz obowiązku ani prać jego gaci ani spełniać jego zachcianek w łóżku. Na Twoim miejscu bym go kopnęła w tyłek i zaczęła się szanować, taka rada na przyszłość. Nie rób z siebie takiej za przeproszeniem szmaty, takiej niewolnicy faceta, na każde jego skinienie. Nie pierz mu i nie wypinaj tyłka na każde zawołanie, a najlepiej po prostu zakończ ten związek, skoro to taki cham i prostak.
Znudziłaś mu się, jesteś po prostu za dobra i zbyt nudna, godzisz się na wszystko. Nie jesteś jeszcze jego żoną a zachowujesz się jak żona. Skarpetki mają być wyprane, bo jak nie to pan i władca robi wielką awanturę. A Ty nie jesteś jego żoną więc w ogóle nie powinnaś mu prać skarpetek ani po nim sprzątać. Bierzesz hormony, niszczysz swoje zdrowie, żeby pan i władca mógł z Tobą wygodnie uprawiać seks, a on jeszcze tego nie docenia i ma wielkie pretensje. Wielkie wymagania w łóżku ma wasza wysokość, a Ty ich nie spełniasz. Tylko taki dupek zapomniał chyba, że nie jesteś jego żoną więc nie masz obowiązku ani prać jego gaci ani spełniać jego zachcianek w łóżku. Na Twoim miejscu bym go kopnęła w tyłek i zaczęła się szanować, taka rada na przyszłość. Nie rób z siebie takiej za przeproszeniem szmaty, takiej niewolnicy faceta, na każde jego skinienie. Nie pierz mu i nie wypinaj tyłka na każde zawołanie, a najlepiej po prostu zakończ ten związek, skoro to taki cham i prostak.
lepiej bym tego nie ujęła. Facet znudził się Tobą. po prostu. i założę się, ze nawet jak do zdrady nie doszło, poznał kogoś kto nagle zmienił jego postrzeganie pary, np dziewczyna kumpla, koleżanka z pracy/uczelni itp. Ona zwariowana imprezowiczka, a ty kurka domowa. nic dziwnego, że robi Ci wyrzuty. Olej dbanie o jego sprawy. wychodź sama ze znajomymi. Jeśli sprawił ci przykrość mówiąc, że jesteś sztywna w łóżko i nie chcesz się kochać - zawsze możesz odpowiedzieć, że większe atrakcje masz w serialu na Polsacie niż w łóżku. oczywiście z przymrużeniem oka - dokuczanie facetowi na polu seksualnym nie pomoże ratować związku!
Poza tym jesteście ze sobą od zawsze. Może ktoś zasugerował mu, że powinien się jeszcze wyszaleć zanim się ustatkuje. I teraz szuka powodów, żebyś odeszła, bo sam na to nie ma odwagi.
Gdybym była w Twojej sytuacji - rozstałabym się na chwilę, żeby dać mu szansę odetchnąć i pozwolić mu zrozumieć, że chce być z Tobą, bo jest zakochany, a nie bo jesteście już tyle lat razem.
Ale najpierw skończ z praniem, prasowaniem sprzątaniem i gotowaniem. a na mikołaja kup mu seksowną bieliznę dla siebie:-) na gwiazdkę też. :-) lepiej niech widzi w tobie kochankę a nie sprzątaczkę. i każ mu używać prezerwatyw, co nie znaczy, że ty mas zrezygnować z tabletek. ale niech doceni Twoje starania.
Powodzenia dziewczyno! uwierz w siebie. Lepiej dać mu odejść, żeby mógł wrócić, niż wyjść za mąż i resztę życia prać jego skarpetki bez słowa podziękowania.
Wiesz co są dwie opcje:
1. znudził się, wypaliło się, ale zamiast Ci dokuczać powinien to powiedzieć i wtedy ktoś się wyprowadza
2. Zaczął bać się małżeństwa, to go przerasta i w ten sposób ucieka, ale jak będziesz za nim gonił to nic nie da. To jego problem i musi się z nim zmierzyć, a jak nie to i tak Wam by się nie udało, zresztą z nikim mu sie nie uda, chyba, że dojrzeje.
Na moje oko on się kimś zauroczył. W twoim zachowaniu nic się nie zmieniło, a on nagle odkrył, że jesteś "ogólnie niefajna i sztywna w łóżku"?Może Cię zdradził, ale nie kontynuuje znajomości, a czeka,aż sama zaproponujesz rozstanie. Może tamta nie chce go, o wie, że ma narzeczoną. Nie rokuje to dobrze....
Autorko,on,cos mi się zdaje,ze kogoś poznał.
Jest ktoś trzeci for sure..
Jak sie uczucia wypalaja to jest obojetnosc, zle emocje przychodza wtedy gdy ktos inny pojawia sie w grze.
Jak sie uczucia wypalaja to jest obojetnosc, zle emocje przychodza wtedy gdy ktos inny pojawia sie w grze.
Jakby on prowokował do kłótni i zerwania.Byłby wtedy w miarę czysty,bo "wina " rozłożyłaby się na dwie strony.Nieczysto.