Witam,
Jestem z chłopakiem 2 lata. Ja mam 26 lat, On 29. Bardzo się kochamy, spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę. Mój chłopak pracuje, zarabia na rękę ok 2000 zł, mieszka z rodzicami. W tym roku skończyłam studia, ale też pracuję. Zarabiam niewiele, ponieważ jest to praca dorywcza, ale mam na własne wydatki i przyjemności, wiec nie proszę o nic rodziców. Marzy mi się jakiś wspólny wyjazd na jakiś weekend czy dłuższe wakacje. Ja staram się oszczędzać każdy grosz, a gdy gdzieś razem wychodzimy np do baru to każde z nas płaci za siebie. Nie pozwalam mojemu chłopakowi na to by za mnie płacił, nawet za kino, ale nie wychodzimy za często. Większość czasu spędzamy w domach lub na spacerach. Gdy chcę gdzieś pojechać czy wyjść na jakąś imp to mój chłopak kręci nosem. Mówi, że musi czekać do wypłaty. Wiem, że dokłada się w domu do rachunków, robi zakupy itd. To chyba normalne. Nie pali papierosów, niewiele pije, więc na co idzie mu tyle pieniędzy? Poruszałam z nim ten temat nie raz, ale zawsze mówi, że jakoś mu się pieniądze rozeszły, że rachunki, że to że tamto, że coś tam kupił, że samochód. Prosiłam go by zaoszczędził, że nie będziemy w ogole wychodzić nigdzie. I bez zmian. Nie zależy mi na jego pieniądzach, mam swoje, ale czasem się zastanawiam jak to jest jak w rodzinie pracuje np tylko mąż i musi utrzymać całą rodzinę i jeszcze zapłacic za czynsz. Nie wyobrażam sobie, żeby utrzymywał mnie mąż, cały czas jestem na etapie szukania stałej pracy, ale troszkę zaczyna mnie to martwić. Bo skoro on nie może chociaż 200 zł zaoszczędzic co miesiąc to co czy po ślubie to by się zmieniło? i problem też w tym, że mam z nim cały czas kontakt i widzę sie z nim codziennie, więc on nawet nie ma na co wydawac tych pieniędzy. Przecież chyba nie oddaje połowy wypłaty rodzicom? Jego rodzice pracują i dobrze zarabiają, więc na pewno taka sytuacja nie ma miejsca. Chciałabym byśmy oboje odłożyli troszkę pieniędzy i za jakiś czas zamieszkali razem i znaleźli pracę w innym większym mieście. Ja już trochę odłożyłam i z każdym miesiącem mam coraz więcej swoich oszczędności, on niestety nic nie zrobił w tym kierunku.
1 2014-11-20 23:34:50 Ostatnio edytowany przez punka_90 (2014-11-20 23:42:46)
Dwa lata w związku i takie niedomówienia.
Postaraj się o szczerą rozmowe.
Dla mnie już to jest dziwne że każdy płaci za siebie.
Podział finansowy.
A co będzie po ślubie?
Dla mnie to dziwne przynajmniej na podstawie mojego związku.
Jak to chłop. Tu na paliwko, tu na rachunku, tu na przyjemności, może jakieś kasyno ? Mnie jak żona ciągnie za jęzor, to robi to w taki sposób że jak skłamie to ona to wyczai i w końcu się przyznaje. Żona tak kontroluje moje wydatki że mi to bokiem wychodzi. No ale cóż ważniejsza jest miłość niż kłócenie się o te wypominki.
dwa lata to sporo czasu.
zwróć uwagę na to, że sama go nauczyłaś tych praktyk, że płacisz za siebie, jak gdzieś razem wychodzicie. jest tego wyuczony.
Założę się, że gdybyś mu powiedziała, "chodź idziemy na imprezę, mam 200 zł, starczy nam"- to od razu by poszedł. Jeśli to On ma finansować, to kręci nosem. ( pewnie zodiakalny byk) W związkach, na początku może być tak, że kobieta płaci sama za siebie, ale potem powinna dać się zaprosić i jemu zapłacić. wiem, niezależność to fajna sprawa, ale nie we wszystkich życiowych sytuacjach.
Nie mieszkacie razem, nie jesteście małżeństwem, więc tak naprawdę nie powinno Ciebie interesować to , na co on wydaje swoje zarobione pieniądze. taka jest pardwa, okrutna, ale szczera.
Lecz miło by było z jego strony, gdyby chociaż kupił mały upominek, kwiatek, zaprosił gdzieś (niekoniecznie na impreze ) , zorganizował fajnie czas. Jeśli masz takie oczekiwania, podpowiedz mu co ma zrobić, bo wkradła się np. monotonia... ( no ile można każdy wieczór spędzać w domu, przed tv , oglądać filmy, a potem seks..pff..) I nie potrzebuje na to 200 zł, tylko nawet 50 zł wystarczy, by coś gdzieś zjeść, potem spacer. Ale nie wyliczaj jego pieniędzy, bo to nie ładnie. Może oszczędza na zaręczyny, kto to wie. ( niedługo andrzejki, święta, sylwester..)