Jestem w związku ponad 2 lata. Mam 19 lat mój chłopak 22. On jest dorosłym, poważnym mężczyzną studiuje, ja chodzę do technikum.
Poznaliśmy się w dość sympatyczny sposób a dokładniej połączyło nas wspólne hobby.
Na co dzień jestem sympatyczna, szczęśliwa osobą, i staram się każdemu pomagać, lecz mam jedną wielką wadę. Kiedy ludzie mi dokuczają, dręczą, wzywają zlewam to.
Lecz kiedy mój chłopak zaczyna zmyslac i wymyślać jakieś śmieszne tezy starsznie się denerwuje, opanowuje się ale jak przegnie rzucam się na niego bijego, szarpie, atakuje a potem on płacze, że jak mogę go tak krzywdzić... Mnie też to boli, że go atakuje juz nie raz przez to płakałam. Od dłuższego czasu nie interesuje się mną, nie pisze i nie dzwoni. Jak ja nie zadzwonię nie napisze on by mógł więcej się nie odezwać a ja nie wytrzymuje gotuje się we mnie bo jestem od niego mocno zależna. Kocham go z całych sił i ciągle się na nim zawodze a on ma to gdzieś.
Kiedy z nim rozmawiałam, mówił ze jest nieszczęśliwy a ja mówię to się rozejdzmy a on ze życie go nie satysfakcjonuje. A ja mówię że ja żyję tylko dla Ciebie i ciesze się z każdej chwili z Tobą a on ją też.
I takie gadanie z nim mówi coś a robi co innego. Wszystko wokół jest ważniejsze ode mnie ja jestem na samym końcu. Wczoraj prosiłam go żeby przyjechał a on do mnie nie bo nie jestem żadnym twoim sługą i pieskiem prosiłam go z 10 x popłakałam się i przyjechał dopiero w tedy kiedy powiedziałam, że ma oddać mi laptopa. Jak jechaliśmy do domu mówiłam mu zatrzymaj się bo mi źle to on otworzył okno i zaczął mi wygadywac wszystko i Bardzo mnie to balalo płakałam a on nawet nic z tego sobie nie zrobił nic kompletnie nie reagował jakby mnie nie było. Jechaliśmy bardzo szybko, szarpnelam go za włosy stracił panowanie i prawie wyladowalismy na drzewie. Czemu to zrobiłam? Bo lekcewazyl mnie i moje zdanie jakbym była nikim. Wiem, że kolejny raz postapilam źle.
Zaczął mnie wyzywać i szarpać bić do teraz głowa mnie boli. " Ty głupia suko chciałaś nas pozabijac co by pomyśleli moi rodzice gdybyś umarła a ja bym przeżył, nie mógłbym z tym żyć" Oczywiście zmartwilo go to że rodzice by nie mogli na niego spojrzeć a nie na to, że mnie by nie było.
Te emocje agresji i złości zbierają się od dłuższego czasu. On nie okazuje mi jakiegokolwiek uczucia. Nie patrzy się na mnie nie Rozmawia ze mną i dla niego wszystko jest w porzadku tylko jego boli to ze nie jest szczęśliwy w życiu a ja czuję szczęście i wyłącznie z tego ze z nim jestem a on nawet gdyby dostał wszystko co chciał i tak by nie był szczęśliwy.
Nie wiem co robić, bo nawet kiedy był okres ze robiłam dla niego wszystko, starałam się byłam miła on miał to gdzieś. Kiedy pamiętam te chwilę z przed roku aż płakać się chce ze było tak pięknie martwił się, chciał wszystko wiedzieć, kiedy mnie ranił to płakał, był wspaniały a teraz to jest nie on inna osoba kompletnie jakby ktoś go podmienil. Byłam dla niego wsparciem i największym szczęściem a teraz jestem tą która nie daje mu żyć bo chce z nim spędzić trooche dnia lub czasem popisać.
Proszę was doradźcie mi bo ja już sił nie mam. Pisze bez ładu i składu, bo jestem tak roztargniona i nie stabilna, że ciężko mi się skupić.
Waleczna95