Witam.
Byliśmy razem prawie całe nasze dorosłe życie. Dodam, że jesteśmy przed 30. Na początku intensywne uczucia, zgranie, bardzo długa faza zakochania (1,5 roku). Był dla mnie wszystkim, planowaliśmy przyszłość, On zawssze chciał stworzyć rodzinę, starałam się być dla Niego ideałem, wynagrodzić mu to, jakim jest cudownym człowiekiem, partnerem. Goniliśmy ciągle za Jego marzeniami znacznie się zadłużając po drodze. Niestety nie osiągnie się nic bez wkładu.
W zewszłym roku popsuło się. Zaczęliśmy się rozmijać, ciągłe problemy z jego "marzeniami" powodowały kłótnie, Jego nerwowość. Mieliśmy problemy w związku, których On nie widział. Do mnie powoli docierało, że mam prawie 30 lat, chciałam iść już dalej w związku: wyjść za mąż, mieć dzieci. We wrześniu ostatni raz spytałam się o oświadczyny, to mnie w żartach wyśmiał, ale wtedy coś we mnie pękło. Uświadomiłam sobie, że moje ostatnie lata były totalnie bezproduktywne, że marnuje już czas. Zaczęłam się oddalać, zajmować się sobą, co powodowało kolejne kłótnie. W listopadzie poznałam Tamtego, w grudniu się zakochałam drugi raz w życiu. Doszłam do wniosku, że skoro potrafię się zakochać w ten sposób w kimś innym, to związek z Nim już całkiem nie ma sensu. Pod koniec stycznia zakończyłam związek, później się wyprowadziłam i skoncentrowałam na nowej miłości. Niestety byłam tylko epizodem w życiu Tamtego, czego od razu nie zauważyłam albo raczej nie chciałam zauważyć. Przez cały czas On chciał wrócić, żebyśmy sobie dali znowu szanse. Bardzo długo się starał i poświęcił/porzucił Swoje marzenia i znajomych dla mnie. Po tym nieszczęśliwym zakochaniu, w którym w gre wchodziły tylko emocje, zaczęłam kierować się rozumem. Nie mogłam zapomnieć o Tamtym ale On był cudownym człowiekiem, bardzo ważnym dla mnie mimo wszystko. W maju dałam nam szanse, był wniebowzięty ale zaborczy. Nie potrafił zrozumieć i pogodzić się z tym jak się zmieniłam, że stawiam przede wszystkim na Siebie.
Dochodzę do sedna. Próbuje odnaleźć moje uczucia do Niego takie jakie były kiedyś. Cały czas staram się w związku. Wiem jednak, że póki nie zapomnę o Tamtym, to mi się nie uda. On chce czuć się i być kochanym, założyć rodzinę. Ja nie czuje tego co kiedyś, czekam na rozwój sytuacji. Przez to wszystko On też się zmienił, jest nerwowy, cały czas mnie obwinia o brak zainteresowanie, okazywania uczuć. Jest człowiekiem marudą, czarnowidzem. Nie doceniam go, traktuje go jak kogoś niezaradnego życiowo. Jesteśmy teraz w związku na odległość, a rozmowy z nim kojarzą mi się tylko z kłótniami i pretensjami. Nie mamy o czym rozmawiać. Chciałabym żeby był taki jak kiedyś.
NIEDZIELA Ma do mnie zadzwonić po namyśle, mamy porozmawiać co z Naszym związkiem. Nie wiem co dalej robić, czekać aż mi przejdzie z Tamtym i cały czas starać się zakochać na nowo? Nie chce tak łatwo znowu tak łatwo tego skreślać.
Dodam jeszcze, że ON chciałby usłyszeć, że go kocham i chce spędzić z Nim resztę życia. Ma dość czekania i marnowania czasu.