Cześć wszystkim,
jestem po ciężkim, toksycznym związku, który trwał 4 lata.
Nie byliśmy zgrani, były zdrady, wydawało mi się, że kochałam go nad życie, bo byłą to moja pierwsza miłość ( nigdy nikogo tak bardzo nie pragnęłam )
Jednak wszystko sie posypało, mój ex był bardzo dziecinny i nie chciał rozwiązywać problemów.
To ja zazwyczaj musiałam błagać o wybaczenie.
Zerwałam, on szybciutko znalazł sobie kogoś ( ma już żonę i dziecko ), ja nie umiałam się otrząsnac z tego przez 2 lata.
Ja natomiast zastanawiam sie, na czym to wszystko polega.
Czy chodzi o te cale motyle w brzuchu,drżenie kolan, pociąg ?
W przypadku ex tak było, co równie tragicznie się skończyło.
Co jest dla was najważniejsze w związku ?
Czy istnieje związek bez chemii , czy jednak chemia musi być ?
Czy mozna z kims byc dlugo,i zakochac sie nie na pierwszy rzut,ale z czasem ?
Po latach ?
Czym jest ta milosc ?