Jestem osobą niepełnosprawna, choruje przewlekle, choroba postępuje od wielu lat w sposób agresywny i wyniszczający mnie, jest przy tym potwornie bolesna.
Nie daje sobie z tym rady, nienawidzę innych ludzi za to,że są zdrowi, sprawni, mają prace, rodziny, dzieci.
Ja mam 34 lata i nie będę miała niczego!!
Siedzę od kilku lat w domu, pogarsza mi się i już z trudem chodzę, nie mam żadnych znajomych, nie chce ich mieć, nie są mi potrzebni, nie zniosłabym ludzi patrzących na moje pokraczne ciało, nie wiem po co to piszę, musiałam się chyba jakoś uzewnętrznić, każdy radzi mi się pogodzić z losem, ale ja nie umiem bo wiem, że z każdym dniem będzie coraz gorzej, że nie ma dla mnie żadnej nadziei.
Witaj mejdej.
Mogę się tylko domyślać, jak się teraz czujesz. Nic nie jest już takie samo, na wszystko patrzysz inaczej. Masz przed oczami innych ludzi, których to nie spotkało, ale być może jest w tym również Twoja szansa. Inaczej doświadczysz każdego następnego dnia, będzie on pełniejszy, bardziej wyrazisty, intensywniejszy.
Jest jeszcze drugi aspekt tej sytuacji. Napisałaś, że nie można powstrzymać rozwoju choroby. Mogę Ci podać wiele przykładów wśród moich znajomych, w których przebieg choroby był nawet bardziej dramatyczny, a jednak wszystko zakończyło się pomyślnie.
Jestem pewna, że ponure myśli w końcu wyblakną, znowu wypełni Cię energia. Zawsze jest nadzieja ![]()
Nie masz nadziei? Twój nick świadczy o czymś innym. ![]()
Są dwa sposoby postępowania ze złością. Jeden polega na systematycznym pozbywaniu się jej, by nie zatruła życia. Drugi polega na jej hodowaniu, pielęgnowaniu.
(...)Dziewczynko, nie pozwól, by życie sprawiło, że Twoje serce stwardnieje. (...)
"Jest jeszcze drugi aspekt tej sytuacji. Napisałaś, że nie można powstrzymać rozwoju choroby. Mogę Ci podać wiele przykładów wśród moich znajomych, w których przebieg choroby był nawet bardziej dramatyczny, a jednak wszystko zakończyło się pomyślnie."
Choruje od 15 lat i z każdym rokiem postęp choroby jest coraz większy, leczę się i to lekko łagodzi postępy wyniszczenia organizmu, jednak go nie powstrzymuje, ciężko mi więc wierzyć w nagle cudowne ozdrowienie.
A możesz zdradzić co to za choroba?
Mam niepełnosprawnego męża.Jest niepełnosprawny od urodzenia.Jego choroba powoduje coraz większe,że tak powiem problemy w organizmie.To nie powstrzymało Go od tego,żeby założyć rodzinę i mieć dzieci.Mało tego,byłam ostatnio na zjeździe osób chorych na tą chorobę.Osoby lżej chore,były w cięższym stanie,niż mój mąż.Nawet dziwili się,ze będąc w ciężkiej postaci tej choroby tak jeszcze prosperuje.
Moim zdaniem to nie wykańcza Cię choroba,a Twoja nienawiść i złość.Najpierw zajmij się swoją psychiką,a dzień następny stanie się jaśniejszy.
Ja ciąży nie doniosę, odstawienie leków nie wchodzie w grę bo grozi szybkim wylądowaniem na wózku, adopcja oczywiście odpada, nie pracuje, nie jestem sprawna, nikt normalny nie da mi dziecka.
Ja rodziny mieć nie będę, nie ma co zaklinać rzeczywistości.
Nie napisze na co choruje, jednak jest to jedna z tych popularnych dosyć chorób w mediach, nie jest ona zaraźliwa.
Partnera też nie szukam, co za przyjemność siedzieć z niepełnosprawna w domu, kiedy dookoła tyle fajnych, zdrowych, ślicznych dziewczyn, nie będe marnować komuś życia.
To ze jestem zła, wkurzona, rozżalona to jednak oczywiste, ciężko uśmiechać się widząc codziennie,że jest coraz gorzej, bo postęp choroby jest błyskawiczny.
To ze jestem zła, wkurzona, rozżalona to jednak oczywiste, ciężko uśmiechać się widząc codziennie,że jest coraz gorzej, bo postęp choroby jest błyskawiczny.
A czy to ludzie zeslali te chorobe na Ciebie? Dlaczego wiec zloscisz sie na nich?
Ponadto zlosc wyniszcza. Gorsza od chorego ciala jest chora dusza. Twoja zlosc na ludzi, swiat, los moze jeszcze bardziej spotegowac cierpienie fizyczne, bo nie dajesz organizmowi zadnej chwili odpoczynku, zadnej pozytywnej energii.
Ciezko jest Ci na pewno, ale czy nie byloby Ci ciut lzej gdybys sobie na chwile odpuscila oskarzenia i rozgoryczenie?