Witam.
W wakacje poznalam troche mlodszego chlopaka od siebie. Zakolegowalismy sie. Na poczatku byly glupie teksty i smianie sie z niczego. Dopoki pewnego razu w wiadomosci wyslal mi zdjecie swoich ran na rece. Samookalecza sie. Poczulam sie dziwnie. Przypomnialo mi sie jak ja kiedys to robilam, jednak nikt o tym nie wiedzial, bo uwazalam ze to jest wlasnie sposob na dawanie sobie rady. Poczulam bezsilnosc, poniewaz nie wiedzialam jak mam mu pomoc. Zapytalam sie go po co to robi, jaki jest powod. Dalam przyklady na inne sposoby na "wyzycie sie " takich jak: sluchanie glosno muzyki, bieganie, wydarcie sie w poduszke itp. Zeby jakos swoje emocje w inny sposob odreagowal, ale nie przez samookaleczanie. Powiedzialam mu ze bedzie tego zalowal w przyszlosci, bo zostana mu blizny, ktore beda mu o tym przypominaly. Jak wspomnialam wczesniej- jestem od niego starsza. Jak on to ujal: moze mi zaufac, bo troche wiecej od niego wiem i ceni sobie moje rady i pomoc. Przez krotki czas byl spokoj z tym. Znow wrocily rozmowy na rozne tematy, smianie sie itd. Ale w pewnym momencie zdenerwowany napisal, ze doszlo to do szkoly a tylko ja o tym wiedzialam. Czulam sie zaklopotana, bo ja juz skonczylam szkole i to na dobre, a w gimnazjum bylam pare lat temu ( wiem, ze to dziwnie brzmi, ze "dorosla " dziewczyna przyjazni sie z gimnazjalista, ale nic tym nie zrobie, ze go lubie i chce mu pomoc) Odpowiedzialam, ze ja nic nie mam z tym wspolnego, bo jak obiecalam ze nikomu nie powiem to nie powiem, chyba ze to zabrnie za daleko, ale ja widzialam poprawe, wiec nie mialam powodu by komukolwiek to zglaszac. Fakt faktem- On chodzi do szkoly gdzie ma wf i sie przebiera, wiec ktos mogl wtedy zauwazyc, a poza tym to bylo w cieple dni wiec, nie dalo sie caly czas chodzic w dlugim rekawie. Przeprosil, ze mnie oskarzyl o to. Szkola doniosla rodzicom. Rodzice do psychologa, psycholog jeszcze dalej, bo podejrzewaja depresje. Oczywiscie mi sie zwierzyl z tego. Powiedzialam, ze "oko specjalisty" wie lepiej, wiec moze lepiej ze rodzice go tam zglosili a on stwierdzi, co i jak. Byl na jedej wizycie, czeka na druga. Caly czas chodzi smutny, przygnebiony. Boi sie ze ludzie sie dowiedza, ze jezdzi po szpitalach i ich reakcji. Szczegolnie w szkole. Obiecalam ,ze ode mnie nikt sie nie dowie i caly czas chce go wpierac. Tylko, ze juz mi argumentow brakuje. Moze chce zwrocic uwage na siebie, bo w koncu to nastolatek. Ale moze tez nie. Nigdy mi nie podal konkretnego powodu, bo sie wsydzi. Napieralam, ale zrozumialam, ze to moze naprawde jest dla niego krepujace. Powiedzial mi tylko, ze nie radzi sobie i ze jak tnie sie to jest mu lepiej. Ja wole jednak tego nie lekcewazyc i wspierac go. Tylko tak jak pisalam: brakuje mi argumentow i czasem juz nie wiem jak mam sie zachowywac.
Jezeli ktos ma jakas rade, bede wdzieczna. ![]()
Po prostu bądz dla niego wsparciem. Niech wie, że może na Ciebie liczyć. Bardzo możliwe, że ma problemy ze swoją samooceną, w końcu nikt bez powodu się nie tnie, wiem to z doświadczenia. Ja to robiłam, bo mi to na chwilę pomagało, na chwilę nie czułam się gorsza, nienawidziłam siebie i wszystko znikało, na chwilę było dobrze.
Trudna sprawa.
Naście lat to najgorszy i najtrudniejszy wiek.
Takie zachowanie wymaga leczenie ale jeśli będziesz miała rękę na pulsie, zdając sobie sprawę z tego, że musi nim się zająć specjalista do którego miejmy nadzieje trafi to wszystko będzie dobrze napewno.