witam was wszystkich. mam na imię majka mam 30 a mój facet 47. mam ogromny problem mój mężczyzna nie chce uprawiać seksu ze mną, wypada tak raz na półtora miesiąca chociaż mieszkamy ze sobą już 7 miesięcy. nie ma kochanki ani nie jest zmęczony. przerabialam ten temat z nim ale to nic nie pomaga. ostatnio tylko nakrzyczal na mnie że tylko o tym myślę a jak coŚ próbuje to mnie odpycha nie chce bym go dotykala nawet po tylku. jestem młoda atrakcyjna i bardzo zadbana. uważam że nie pociągam go taka jest prawda. nie będę już pisać jak cierpię i jak źle myślę o sobie. proszę was o radę jak pozbyć się takich potrzeb może tabletka? kilka razy próbowałam sama zaspokajać się ale mnie to upokarza kiedy to robie a on jest za ścianą. proszę pomóżcie mi jak się pozbyć tych potrzeb. ta relacja rozpadnie się w końcu a tak mi zależy na tym człowieku. zaczęłam już spac w osobnym pokoju by nie być zbyt blisko bo i tak nic z tego nie będzie. jedyne wyjście jakie widzę to stlumic swój poped najlepiej do zera. znacie jakieś sposoby? skorzystam z każdej porady z góry dziękuje.
Co to za polityka, żeby chłop odrzucał ładną, zadbaną kobietę, która w sposób otwarty zaciąga go do sypialni?? Znawca ze mnie żadny, ale przecież nie możesz tłamsić w sobie pożądania! Chyba zakonnice to robią i księża (no wątpliwie im to wychodzi....). Powinnaś cieszyć się swoim ciałem i zaspokojać swojepotrzeby. Pamiętaj że to będzie się przekładało na twoje życie, samopoczucie, nastawienie do świata...
lepiej zmienić faceta, na takiego, który Cię doceni.
Wybacz, ale to trochę niedorzeczne co piszesz. Tłumic swój popęd bo masz faceta, który kocha się z tobą średnio raz na 1,5 miesiąca???Zapewniam Cię, ze z Tobą wszystko jest w porządku, jesteś w takim wieku, że seks tak naprawdę teraz sprawia największą frajdę. twój facet ewidentnie ma problem, nie wiem jakiej natury, nie chcę oceniac. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Jeśli to nie pomoże... no cóż...tabletki na zmniejszenie popędu to bardzo głupi pomysł.
Zmniejszanie na siłę będzie dla Ciebie bardzo frustrujące. Jeśli jednak poczekasz jakiś czas, parę miesięcy, rok, dwa - zależy pewnie od osoby - to w końcu naturalnie i stopniowo Ci się "odechce". Ja tak mam, wreszcie mam spokój z potrzebami, czasem masturbacja, ale coraz rzadziej i teraz dopiero czuję, że to nie jest na siłę, jak to bywało jeszcze ze dwa lata temu.
Przemyśl sobie na spokojnie temat, czy chodzi tylko o potrzebę seksu, czy może chcesz poprzez seks podbudować niskie poczucie własnej wartości, bo ja odkryłam, że u mnie to było głównym powodem mojej "chcicy", chęć dowartościowania się.
Zmniejszanie na siłę będzie dla Ciebie bardzo frustrujące. Jeśli jednak poczekasz jakiś czas, parę miesięcy, rok, dwa - zależy pewnie od osoby - to w końcu naturalnie i stopniowo Ci się "odechce". Ja tak mam, wreszcie mam spokój z potrzebami, czasem masturbacja, ale coraz rzadziej i teraz dopiero czuję, że to nie jest na siłę, jak to bywało jeszcze ze dwa lata temu.
Przemyśl sobie na spokojnie temat, czy chodzi tylko o potrzebę seksu, czy może chcesz poprzez seks podbudować niskie poczucie własnej wartości, bo ja odkryłam, że u mnie to było głównym powodem mojej "chcicy", chęć dowartościowania się.
Chwila... o jakiej chcicy Ty piszesz???Kobieta ma ochotę na seks- częściej niż raz na 1,5 miesiąca i Ty nazywasz to chcicą???I jeszcze ten motyw z dowartościowaniem się??? Sorry, ale dla mnie to niedorzeczne.
Mi na zmniejszenie libido(mam b. duże) pomaga alkohol, ale zdaje sobie sprawę że inni ludzie mają inaczej. Niektóre leki jak np. neuroleptyki potrafią zmniejszyć chęć, czy nawet wywołać wstręt do seksu, ale nie polecam, ze względu na skutki uboczne.
Słyszałam też że brom obniża libido (w wojsku podają go żołnierzom).
I jeszcze ten motyw z dowartościowaniem się??? Sorry, ale dla mnie to niedorzeczne.
Wystarczy przeczytać parę książek z dziedziny psychologii/socjologii, żeby wiedzieć, o czym mówię.
markiza napisał/a:I jeszcze ten motyw z dowartościowaniem się??? Sorry, ale dla mnie to niedorzeczne.
Wystarczy przeczytać parę książek z dziedziny psychologii/socjologii, żeby wiedzieć, o czym mówię.
Socjologi???Chyba seksuologii...
Dowartościowanie seksem...
Mysle, ze mozna odwrocic to w 2 strone. To ze nie ma seksu naraża ją na zaniżenie wartości. Czemu on nie chce?
Tak czy siak. Wielu innych pewnie by tylko czekało na taki moment, dlatego po co tkwic w relacji ktora wlasciwie taka wartosc zaniza?
witam was wszystkich. mam na imię majka mam 30 a mój facet 47. mam ogromny problem mój mężczyzna nie chce uprawiać seksu ze mną, wypada tak raz na półtora miesiąca chociaż mieszkamy ze sobą już 7 miesięcy. nie ma kochanki ani nie jest zmęczony. przerabialam ten temat z nim ale to nic nie pomaga. ostatnio tylko nakrzyczal na mnie że tylko o tym myślę a jak coŚ próbuje to mnie odpycha nie chce bym go dotykala nawet po tylku. jestem młoda atrakcyjna i bardzo zadbana. uważam że nie pociągam go taka jest prawda. nie będę już pisać jak cierpię i jak źle myślę o sobie. proszę was o radę jak pozbyć się takich potrzeb może tabletka? kilka razy próbowałam sama zaspokajać się ale mnie to upokarza kiedy to robie a on jest za ścianą. proszę pomóżcie mi jak się pozbyć tych potrzeb. ta relacja rozpadnie się w końcu a tak mi zależy na tym człowieku. zaczęłam już spac w osobnym pokoju by nie być zbyt blisko bo i tak nic z tego nie będzie. jedyne wyjście jakie widzę to stlumic swój poped najlepiej do zera. znacie jakieś sposoby? skorzystam z każdej porady z góry dziękuje.
hehehe dobre ,dobre..........odpowiedz mysle lezy w pierwszym zdaniu ,a mianowicie,,mam 30 lat ,a mój facet 47,,
sa faceci którzy ok 50 bzykają się raz na miesiąc i nie ma w tym nic niezwykłego,nawet jak jest ,,szczuty,, -P przez 30 latke,
wiec albo się przyzwyczaisz ...........albo się nie przyzwyczaisz ..........
,zwlaszcza ze facetowi DOBRZE Z TYM JEST......i wcale nie widzi niezwyklosci,wiec raczej jest do takiej czestotliwosci wspolzycia przyzwyczajony
no wyjściem jest zawsze znalezienie pana w zbliżonym wieku,albo ze zbliżonym podejściem do czestotliwosci bzykania.....
Dla mnie nie jest do pomyślenia taka sytuacja. Mimo, że macie za sobą tylko 7 miesięcy wspólnego mieszkania, a już śpicie w osobnych łóżkach - masakra. Do tego nie wyobrażam, że partnerka sama zachęca delikatnie, chociażby poprzez ten dotyk, podkreślając jego atrakcyjność, a on zwyczajnie odmawia, do tego (o zgrozo) oskarża o zboczenie na tym punkcie. Jeszcze mógłbym zrozumieć, jak by zwalił coś na zły dzień, ale w danej sytuacji ten "zły dzień" ciągnie się przez półtora miesiąca, do kolejnej okazji.
Ta sytuacja, jest bardzo dobrym przykładem, że od strony atrakcyjności seksualnej partnerzy tak samo powinni dobierać się. Uważam, że niestety taki związek nie ma prawa istnieć i jest to kwestia czasu na jego fiasko. A tabletki na obniżenie libido jest chorym pomysłem, bo nie wymagasz dużo. Prędzej to partner powinien sięgnąć po pomocne kapsułki, a jeszcze lepiej skonsultować się z lekarzem.
Chyba za szybko zdecydowałaś się z nim być bez dokładnego poznania. Nie byliście asertywni i nie powiedzieliście sobie ważnych rzeczy. Może on wcale nie jest taki atrakcyjny i to była pomyłka?
witajcie
dziękuje wam za te wszystkie odpowiedzi. ja już jestem zupełnie zdruzgotana bo z początku jednak wyglądało to trochę lepiej z tym seksem. nie wiedziałam że będzie coraz gorzej. co do poczucia własnej wartości to w tej chwili jest zerowe i dla każdej kobiety by było gdyby musiała ciągle zachecac a właściwie prosić się swojego faceta o seks. miałam ostatnio od obcych facetów propozycje ale ja nie należę do osób które zdradzają. nie chodzi mi tylko o orgazm ale to poczucie więzi jedności i bliskości które daje właśnie seks z człowiekiem którego się kocha. ostatnio już tylko wieczorami lykam tabletki na sen popijajac je piwem. z drugiej strony zostawić człowieka tylko dlatego? czułam wcześniej swoją wartość i w łóżku Bylam naprawdę gorąca na codzień pracuje i dbam o niego i dom. to takie trudne bo czuje się z tej chwili zupełnym zerem. czy on powinien isc do seksuologa? zrobić badania poziomu hormonów? co mu zaproponować? nie wiem naprawdę twierdził że przejdzie samo ale jest tylko gorzej
Bedzie tylko coraz gorzej zapewne.
I nie 'rzucic tylko dlatego' ale 'az dlatego'
Tym sie rozni przyjazn przyjaciol od milosci romantycznej wlasnie, ze jest seks.
Sertralina. Z nimfomanki zrobiła ze mnie jałowe i zimne stworzonko bez żadnych potrzeb. Tylko pomyśl 10 razy, czy na pewno tego chcesz.
Sertralina. Z nimfomanki zrobiła ze mnie jałowe i zimne stworzonko bez żadnych potrzeb. Tylko pomyśl 10 razy, czy na pewno tego chcesz.
Gdzies Ty to odkopala?
fluoxetyna też w zdecydowanej większości przypadków załatwia sprawę, sprawdzone info;)
19 2018-05-03 13:43:20 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-05-03 18:25:39)
Mam ten sam problem- chcę się pozbyć tego cholerstwa raz na zawsze, bo nie chcę być sfrustrowana do końca życia. Szkoda tylko, że na wyżej wymienione leki trzeba mieć receptę.
Znacie jakieś leki bez recepty, których skutkiem ubocznym jest spadek libido do zera? A może jakaś restrykcyjna dieta/ ciężkie ćwiczenia fizyczne? Bo to naprawdę upokarzające czuć awersję do mężczyzn i jednocześnie mieć ochotę na seks. Masturbacja odpada- jakoś po tym wszystkim nie mogę się przemóc.
20 2018-05-06 09:50:18 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-05-06 10:09:24)
A może jakaś restrykcyjna dieta/ ciężkie ćwiczenia fizyczne?
No, u mnie wychudzenie (bmi cos kolo 16.5-17) spowodowalo upragniony aseksualizm na ok. 2 lata. Czulam sie z tym swietnie bo nie dosc ze wyglad modelki to jeszcze wolnosc od tego z czym zmaga sie wiekszosc, a co nie jest przeze mnie chciane czyli napiecie seksualne, ale mialam jakis taki nietypowy problem z wyproznianiem sie ktory mnie dreczyl, przytylam - problem z wyproznianiem zniknal, ale niestety jednoczesnie napiecie seksualne wrocilo.
Niektore leki antydepresyjne przepisywane przez lekarza faktycznie likwiduja (a raczej - usypiaja) libido, ale tez zazwyczaj powoduja skutki uboczne, wiec najlepiej by bylo zeby ktos stworzyl specjalny lek, lecz na to jeszcze musimy poczekac.
Podobno istnieja specjalne techniki przenoszenia energii seksualnej na 'wyzsze pietra', i robienia z niej pozaseksualnego uzytku. Nawet jestem sklonna w to uwierzyc, ale na chwile obecna nie znam sie na tym, wiec nie jestem w stanie niczego poradzic.
Lilly25, dziękuję za poradę. U mnie z chudnięciem zawsze był problem (za słaba wola
), ale te ćwiczenia czy medytacje brzmią ciekawie. Na razie po prostu będę starała się wypierać swoje potrzeby seksualne przez negację. Jak to nie pomoże, to spróbuję tych ćwiczeń. Do lekarza nie mam zamiaru się udawać, bo zaraz powie, że popęd to objaw zdrowia i inne pierdoły. Ale osobie samotnej do niczego się nie przyda.
No bez żartów... kobieta może mieć kochanków bez liku, aby się rozładować.
Mężczyzna musi płacić. Kobieta nie.
Wszystko jedno czy gruba, chuda, ładna, brzydka... byle była zdrowa... to ważne.
Jakoś nie miałam kochanków bez liku,a jestem brzydka
Chyba nie ma aż tak zdesperowanych mężczyzn.
Jakoś nie miałam kochanków bez liku,a jestem brzydka
Chyba nie ma aż tak zdesperowanych mężczyzn.
trzeba wiedzieć, gdzie szukać ![]()
25 2018-05-07 09:30:05 Ostatnio edytowany przez Gary (2018-05-07 09:32:34)
To rób tak, abyś miała kochanków.
Musiałbyś zapytac kobiet jak to robią.
Chociaż widzę, że masz dopiero 22 lata... to pewnie studiujesz... na pewno gdybyś się postarała, to miałabyś kochanków w swoim wieku ze swojego otoczenia.
Masz jednak fatalną opinię o sobie... szkoda. Poszukaj w google "gwiazdy bez makijażu".
Nie potrzebuję kochanków. Nie zamierzam robić z siebie idiotki/ desperatki, podrywając kogoś i sama nie chcę być podrywana. Dobrze się czuję jako szara mysz. ![]()
To rób tak, abyś miała kochanków. .
Ciekawe co by jej zaproponował ktoś nakręcony na alkohol albo narkotyki, a nie seks...
28 2018-05-07 19:04:41 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-05-07 19:16:23)
No bez żartów... kobieta może mieć kochanków bez liku, aby się rozładować.
Mężczyzna musi płacić. Kobieta nie.
Ja wiem że kobieta ma łatwo jeśli tylko zdaje sobie sprawę z istnienia pewnych miejsc, ale osobiście nie podoba mi się sam fakt konieczności rozładowywania się (zarówno samej jak i z potencjalnym "kochankiem"/chłopakiem/jakimkolwiek innym mężczyzną) oraz jedno z typów podniecenia (bo rozróżniłam u siebie dwa) samo w sobie. Jako osoba chwilowo aseksualna (skutek niedożywienia) czułam się bardziej wolna.
To są normalne zaburzenia do przeleczenia psychoterapeutycznie/psychiatrycznie.
Zwłaszcza, jeżeli brak akceptacji swojej seksualności jest stały i nie wynika z chwilowej porozstaniowej niechęci do facetów.
30 2018-05-07 21:43:16 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-05-07 21:44:29)
Nie chciałabym "leczyć" tej nieakceptacji. Nie nazwałabym jej też "zaburzeniem".
Konieczności rozładowywania się nie uważam za jakiś "wielki problem", ale gdyby ktoś dał mi możliwość pozbycia się tej potrzeby to skorzystałabym z niej.
Z chęcią pozbyłabym się też kilku innych potrzeb, bo im mniej człowiek ich ma tym bardziej czuje się wolny, a przynajmniej ja.
Jeżeli chcesz pozbyć się czegoś, co jest nieodmiennie częścią Ciebie czy to jest ręka, noga, oko czy popęd seksualny, to jednak jest to zaburzenie.
Oj Beacia marudzi bo jej z jednym takim nie wyszlo..jakby jeden był na świecie...
33 2018-05-08 00:16:38 Ostatnio edytowany przez beacia96 (2018-05-08 07:11:59)
Oj Beacia marudzi bo jej z jednym takim nie wyszlo..jakby jeden był na świecie...
To nie wiesz, że tego kwiatu to pół światu, a 3/4 nic nie warte?
Jak ktoś nie wymaga, to zadowoli się byle czym. Lepiej mieć pewne zasady i być wybrednym przy wyborze partnera, bo w końcu ma to być stały związek. Gorszą opcją jest branie byle kogo i liczenia na cudowny przypływ miłości w przyszłości.
lilly25- doskonale Cię rozumiem. Szkoda, że nie ma łatwo dostępnych leków, które eliminowałyby nasz problem. Medycyna idzie do przodu, pracują nad lekami na nowotwory i inne śmiertelne choroby, a taką pierdołą jak popęd nikt się nie zajmuje. Może za X lat coś się zmieni, mam nadzieję, że jeszcze za naszego życia.
Beaciu zamień w swojej wypowiedzi "popęd" na "noga".
Popęd i noga jest tak samo rzeczą naturalną dla człowieka. Chęć pozbycia się własnego popędu jest tak samo niezdrowa i nadająca się do leczenia jak chęć amputowania sobie nogi. Zaakceptuj siebie.
To nie wiesz, że tego kwiatu to pół światu, a 3/4 nic nie warte?
Jak ktoś nie wymaga, to zadowoli się byle czym. Lepiej mieć pewne zasady i być wybrednym przy wyborze partnera, bo w końcu ma to być stały związek. Gorszą opcją jest branie byle kogo i liczenia na cudowny przypływ miłości w przyszłości.
lilly25- doskonale Cię rozumiem. Szkoda, że nie ma łatwo dostępnych leków, które eliminowałyby nasz problem. Medycyna idzie do przodu, pracują nad lekami na nowotwory i inne śmiertelne choroby, a taką pierdołą jak popęd nikt się nie zajmuje. Może za X lat coś się zmieni, mam nadzieję, że jeszcze za naszego życia.
Fajnie jest mieć zasady. Ale ani posiadanie tych zasad, ani wybredność w wyborze partnera nie zagwarantuje Ci, że Twój związek będzie udany. W wielu przypadkach jest tak, że balon tych zasad i wymagań rośnie tak bardzo, że staje się przeszkodą do tego, żeby się z kimś związać. Aż w końcu dochodzi do takiego momentu, że z czystej desperacji ktoś wiąże się z kimś kto będzie stanowił spore odstępstwo od tych wymagań i zasad ![]()
Więc, "nie spinaj tak pośladów"
Więcej luzu.
No ok
Niczego nie spinam.
To nie wiesz, że tego kwiatu to pół światu, a 3/4 nic nie warte?
Jak ktoś nie wymaga, to zadowoli się byle czym. Lepiej mieć pewne zasady i być wybrednym przy wyborze partnera, bo w końcu ma to być stały związek.
Dobrze, że wyciągasz wnioski. Twój kochanek zdecydowanie był zadowoleniem się byle czym niż przedstawieniem Twoich wymagań
Jak tak teraz myślę, to uważam że główną przyczyną zadurzenia był jego wygląd, a charakter był kwestią marginalną. Możecie nazywać mnie pustakiem
Ewentualnie hipokrytką, bo sama nie jestem pięknością, a chciałam przystojniaka.
Jak tak teraz myślę, to uważam że główną przyczyną zadurzenia był jego wygląd, a charakter był kwestią marginalną. Możecie nazywać mnie pustakiem
Ewentualnie hipokrytką, bo sama nie jestem pięknością, a chciałam przystojniaka.
To nic dziwnego
Piękno zawsze pociąga. Choć każdy postrzega je po swojemu.
40 2018-05-08 16:02:40 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-05-08 16:03:18)
Jeżeli chcesz pozbyć się czegoś, co jest nieodmiennie częścią Ciebie czy to jest ręka, noga, oko czy popęd seksualny, to jednak jest to zaburzenie.
Twój argument jest taki że seksualność to jakaś "nieodłączna część". Czy w takim razie chęć pozbycia się jakiejś innej "nieodłącznej części siebie" np. swojej nadpobudliwości psychoruchowej przez jednostkę której to przeszkadza i która wie że bez niej jej komfort życia znacznie by się poprawił również określiłabyś jako świadczącą o zaburzeniu?
Nie mam zamiaru wchodzić z Tobą w dyskusje, bo infantylność Twoich argumentów sprawia, że ręce opadają.
Tak jak u osoby aseksualnej nikt nie prowadzi terapii budzącej popęd bo jest to dla nich naturalne, tak dla osoby z popędem nie ma nic co by to usypiało.
Nad cechami charakteru i psychikiożna pracować. Ale seksualność to inny wymiar.
Ale seksualność to inny wymiar.
Dokładnie i porównywanie jej do reki czy nogi jest prymitywne
zmniejszyć swoje libido
Szybka rundka po googlach daje pełno przykładów, w szczególności z zakresu żywności i ziół, na obniżenie libido.
Lady Loka napisał/a:Ale seksualność to inny wymiar.
Dokładnie i porównywanie jej do reki czy nogi jest prymitywne
Spoko
lepiej pozwolić ludziom się okaleczać. Widać, nie widać, co za różnica?
45 2018-05-08 22:18:33 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2018-05-08 22:59:32)
Popęd i noga jest tak samo rzeczą naturalną dla człowieka. Chęć pozbycia się własnego popędu jest tak samo niezdrowa i nadająca się do leczenia jak chęć amputowania sobie nogi.
To że popęd seksualny jest rzeczą naturalną nie ulega wątpliwości, jednak naturalność danej rzeczy nie czyni ją zawsze korzystną dla danej jednostki/grupy. Istnieje dużo naturalnych rzeczy których usunięcie mogłoby wpłynąć na nią tj. konkretną jednostkę/grupę korzystnie (jej zachowanie i samopoczucie rozumiane nie jako płytkie samozadowolenie, ale poczucie bycia kimś w wysokim stopniu "zharmonizowanym").
Co może być taką rzeczą, która pomimo że naturalna posiada zdolność negatywnego oddziaływania na jednostkę (jej działania oraz samopoczucie)? - np. potrzeba akceptacji. Przykład na to że jej uleganie może czasami zaszkodzić człowiekowi: gdybym ja ulegała swojej potrzebie akceptacji i/lub podobania się to nie mogłabym stawać w obronie wyśmiewanych (ani nawet pisać teraz tego co piszę), bo ta naturalna potrzeba stanęłaby wtedy na drodze do zachowania które uważam za słuszne. Uległość wobec tego co naturalne, i co domaga się zaspokojenia skończyłaby się dla mnie poczuciem że jestem tchórzem, kimś słabym i złym (postąpienie niezgodnie z tym co wydaje mi się właściwe za cenę spokoju; tego że nikt nie powie/napiszę :"lilly25, jesteś nienormalna/zaburzona/powinnaś się leczyć").
Co daje mi występowanie przeciwko naturalnej potrzebie akceptacji/podobania się, uwolnienie się spod jej terroru? - Poczucie że postępuje słusznie,
Co dałoby postępowanie zgodnie z nią? - płytkie ciepło brudnej zupy nalewanej chochlą siostry Ratched.
Jesteś w grupie rówieśniczej która naśmiewa się z biedniejszych kolegów, i rzuca w nie kamieniami. Wiesz że jak staniesz w ich obronie, to podzielisz ich los, a jednak robisz to - działając przeciwko naturalnej potrzebie akceptacji/podobania się stajesz w ich obronie (mnóstwo złych rzeczy ludzie robią z lęku przed tym że nie zostaną zaakceptowani).
NIE wszystko jest dobre tylko dlatego że naturalne.
Inna rzecz - nie zawsze reakcje własnego organizmu "żyją z zgodzie" z tym co nam się podoba, co uważamy za właściwe czy odbieramy jako uszczęśliwiające. Czemu zakazywać komuś dążenia do szczęścia poprzez usunięcie z siebie czegoś, czego posiadanie nie było jego wyborem (a co mu się z jakiegoś powodu nie podoba) jeśli nie robi tym nikomu krzywdy?
--- --- ---
Jako osoba aseksualna czułam się bardziej wolna niż "normalnie" i nikt nie jest w stanie wmówić mi że jest w tym coś zaburzonego/coś, co powinnam leczyć.
Tak jak u osoby aseksualnej nikt nie prowadzi terapii budzącej popęd bo jest to dla nich naturalne, tak dla osoby z popędem nie ma nic co by to usypiało
Nawet jeśli na dzień dzisiejszy nie ma na to skutecznych środków/sposobów o niskiej szkodliwości, to mam nadzieję że w przyszłości się to zmieni.
Czemu "naturalność" rozumiana jako to z czym dana osoba (lub ogólnie - istota ludzka) przychodzi na świat ma być dla człowieka priorytetem?
Ciekawe czy nadal uznawałabyś tak bardzo to co dane konkretnemu człowiekowi "z natury"za jedyne-słuszne gdybyś np. już w dzieciństwie zmagała się ze złymi skłonnościami/dewiacjami seksualnymi/wysokim poziomem agresji, a więc byłyby one dla Ciebie czymś naturalnym, pierwotnym, a ich brak właśnie - nienaturalnym, wtórnym.
Nie mam zamiaru wchodzić z Tobą w dyskusje, bo infantylność Twoich argumentów sprawia, że ręce opadają.
Co konkretnie było w nich infantylnego?
jedyne wyjście jakie widzę to stlumic swój poped najlepiej do zera. znacie jakieś sposoby? skorzystam z każdej porady z góry dziękuje.
Moja porada to rozpędź się mocno przed betonową ścianą.
Jak odpowiednio przywalisz, wszystkie Twoje potrzeby automatycznie zredukują się do zera
![]()
Co daje mi występowanie przeciwko naturalnej potrzebie akceptacji/podobania się, uwolnienie się spod jej terroru?
Ja akurat nie mam potrzeby akceptacji i podobania się innym. I nie uważam, zeby ta potrzeba była naturalna.
Jest szkodliwa, bo jest terrorem i sabotowaniem samego siebie.
To jest bardzo duży problem w związku jeśli partnerzy mają problem z seksem. Kutnie i niezrozumienie prowadzą do konfliktu podczas seksu , bądź z jego brak . Wiadomo jesteśmy kobietami więc jeśli facet Ci odmawia to wiadome ze myślisz że z Tobą coś jest nie tak . Myślę że problem leży w nim i to duży . Zostaję ci albo rozmowa albo pokaż mu gdzie są drzwi . Ja stawiam na rozmowę ale jeśli to nie poskutkuje w twoim przypadku to wiesz co robić . Bo tak długo nie wytrzymasz . Pozdrawiam gorąco ![]()
witam was wszystkich. mam na imię majka mam 30 a mój facet 47. mam ogromny problem mój mężczyzna nie chce uprawiać seksu ze mną, wypada tak raz na półtora miesiąca chociaż mieszkamy ze sobą już 7 miesięcy. nie ma kochanki ani nie jest zmęczony. przerabialam ten temat z nim ale to nic nie pomaga. ostatnio tylko nakrzyczal na mnie że tylko o tym myślę a jak coŚ próbuje to mnie odpycha nie chce bym go dotykala nawet po tylku. jestem młoda atrakcyjna i bardzo zadbana. uważam że nie pociągam go taka jest prawda. nie będę już pisać jak cierpię i jak źle myślę o sobie. proszę was o radę jak pozbyć się takich potrzeb może tabletka? kilka razy próbowałam sama zaspokajać się ale mnie to upokarza kiedy to robie a on jest za ścianą. proszę pomóżcie mi jak się pozbyć tych potrzeb. ta relacja rozpadnie się w końcu a tak mi zależy na tym człowieku. zaczęłam już spac w osobnym pokoju by nie być zbyt blisko bo i tak nic z tego nie będzie. jedyne wyjście jakie widzę to stlumic swój poped najlepiej do zera. znacie jakieś sposoby? skorzystam z każdej porady z góry dziękuje.
Polecam smutek i melancholię - wszystkiego się odechciewa.
Wiem, ze o to nie pytasz, ale... Sorry, ale chore to jest to, co chcesz zrobić - nie dość, że jakiś stary dziad zabrał się za ciebie, czy ty za niego, to jeszcze ci seksu odmawia. Można zrobić związek otwarty. Czyli kochasz się z jednym, a seksisz z drugim.
Nawiązując do tej masturbacji, to... w sumie masz rację, wyładowywanie się w ten sposób, ze starym dziadem za ścianą, któremu nie staje, to to jest rzeczywiście upokarzające.
Z autopsji mogę powiedzieć, że fluoksetyna, chociaż oczywiście każdy organizm działa inaczej, ale raczej na każdego znajdzie się pogromca libido w grupie leków SSRI ![]()