Hej!
Pisałam już kiedyś tutaj, ale postanowiłam napisać pod nowym loginem żeby ktoś mógł ocenić sytuację na trzeźwo.
Jestem z związku prawie 10 miesięcy oficjalnie, zanim się zdecydowaliśmy na związek spotykaliśmy się z 4 miesiące, a poznaliśmy się 1,5 roku temu.
Kilka dni temu przejrzałam portal społecznościowy chłopaka. Wiem, draństwo, ale coś wzięło górę.
Chłopak od kiedy jesteśmy w związku zapewniał że zakochał się od 1. wejrzenia gdy mnie zobaczył, że ciągle miał tylko mnie w glowie itp. Na pytanie o poprzednie związki mówił że była tylko jedna, a na pytanie czy byl kiedyś blisko z jakąś dziewczyną poza związiem mówił że nie. Od początku mówił też że nie pije a jak już to okazjonalnie. Owszem, od kiedy jesteśmy razem nigdy się nie upił przy mnie,
no ale wiadomo zdarzało się piwo z ojcem przy meczu, może kieliszek wódki z nim przez cały okres związku, czy to większe wypicie na kawalerskim ,weselu. O tylu wiem
Ale do rzeczy - przetrzepując jego korespondencję, dowiedziałam się że wszedł w romans z koleżanką z pracy chyba 2-3 lata temu (mi kiedyś tylko powiedział że spotkali się 2 razy, a jak za drugim wchodziła mu do łóżka to podziękował, i dlatego jej teraz nienawidzi bo zrozumiał jaka jest - więc nie ciągnął), oraz że w okresie od kiedy mnie poznał a zaczęlismy się częściej spotykać (chyba z 4 miesiące to trwało), liczył na coś u innej dziewczyny.
Na początku zapytałam się go o to bez informowania o przeczytaniu - powiedział w oczy że z tą koleżanką go nic nie łączyło. Dopiero jak się przyznałam, to zaczęło się wyjaśnianie itp. Ogólnie mówiąc, to dla niego był trudny okres, błąd, nie chciał wspominać bo bał się że się zrażę do niego. Stwierdził także że myślał iż wtedy na początku związku mi powiedział że jednak coś było. Potem było że całowanie to dla niego nie jest bliski kontakt i gdy o to pytałam to dlatego o niej nie mówił. Albo że to ona wychodziła z pocałunkami, z tym żeby dotknał jej piersi (o dziwo, po dłuższym drążeniu był w stanie przypomnieć sobie jak je nawet nazywała). Kolejnym razem gdy znowu rozmawialiśmy przyznał że owszem, wciągnął się w to itp., ale gdy chciała czegoś więcej to się wycofał, bo okazało się że ma chłopaka a jej brakowało tylko seksu. Oczarowała go i owinęła sobie wokół palca. Podsumowując: było coś między nimi (może nie seks, w to jestem skłonna uwierzyć) i wychodzi na to że on gmatwa bo chciał to wyprzeć z pamięci, nie chciał już nigdy do tego wracać, bał mi się powiedzieć by mnie nie stracić - tak mówi. Poczułam się oszukana, bo z tą dziewczyną wciąż pracuje, ba, nawet ma pluszaka od niej wciąż którym ja zawsze się bawiłam i robiłam żarty,a pytając skąd go ma na pewno nie powiedział że to od niej. Teraz mówi że teraz to już tylko zabawka dla niego, to po co miał wyrzucać, ale jak mnie to boli to zrobi to od razu.
Co do dziewczyny u której coś liczył - rozumiem że miał prawo, twierdził że jak pracowałam przez 2 tygodnie u niego w pracy to było widać że jednak nie chcę mu dać szansy, więc stwierdził dlaczego by nie spróbować u tamtej, chociaż i tak mnie miał w głowie (przyznaję, intuicja mówiła mi wtedy że chyba myślami jest przy kimś innym, wokół koledzy z pracy nazywali go amantem, nawet nazwał mnie przypadkiem imieniem tamtej dziewczyny, o której wtedy nie wiedziałam że istnieje naprawdę, zachowałam dość spory dystans. Pytajac się dla żartów w związku kiedyś dlaczego mnie tak nazwał powiedział że ma wiele koleżanek o takim imieniu).
Ok, pewnie robię igłę z wideł (czy jak to się mówi) - ale mi od początku związku mówił że zakochany od 1. wejrzenia tylko we mnie, że to ciągle o mnie myślał od kiedy mnie zobaczył - znowu poczułam się jakby mówił mi coś tylko dla powiedzenia i oszukana.
I teraz pytanie - czy ja przesadzam że potrafię wyć jak o tym myślę a jemu powiedziałam że straciłam zaufanie? Bo kurcze, przedstawił mi się tak a nie inaczej, tyle czasu razem, a teraz się czuję jakby wszystko co mówił było tylko dla powiedzenia i złapanie mnie, bycia idealnym przede mną. Na początku moja intuicja przeczuwała to wszystko, ale ok, przedstawiał wszystko tak a nie inaczej - zaufam, wejdę w związek, do tematu nie będę wracać, mimo iż przez cały związek intuicja wciąż się odzywała. On mówi że żałuje, że każdy popełnia błędy, że przecież gdyby wiedział że nie zwieję od niego gdy powie mi prawdę od początku to by powiedział. Że mam rację, mógł powiedzieć "że nie chce o czymś rozmawiać, bo jest to trudne dla niego, może kiedyś indziej" a nie udawać że czegoś nie było.
Z korespondecji wyczytałam jeszcze inne sprawy, że przed kolegą potrafił udawać że pije, bo jemu nie dało się inaczej mówić bo by ciągnał na każdym spotkaniu do picia. Że upił się na jedynym wypadzie (twierdzi że mi mówił że coś tam wypił większego), i żartował że tak było ze znajomymi. Oraz że na wypadzie na wakacjach, gdzie była ta koleżanka u której na coś liczył (owszem, niby myślał że u mnie już nic nie osiągnie) wypił sporo bo go odrzuciła. On mówi że tak nie było, że pił bo wszyscy pili ale na pewno nie był pijany i wszystko pamięta. i że też bał mi się mówić o takim czymś, bo zna mój stosunek do alkoholu (niestety alergiczny, potrafię wypomnić jedni piwo - jestem chyba DDA) i gdyby mi powiedział to bał się że wezmę go za alkoholika. W sumie, skoro tak reaguję to może coś w tym jest.
Wiem, może pierdoły, ale ja czuję się jakby ktoś dał mi w buzię. Nie umiem o tym nie myśleć, nie wiem co robić, wszystko mi się miesza. Czy ja wyolbzymiam i naprawdę to nie jest powód do tracenia zaufania i stawianie kreski nad związkiem? najlepsze że teraz to ja sie martwię tym jak się on czuje, czy wszystko ok (z powodu silnego stresu potrafi nawet tracić przytomność)...
jest jeszcze wiele innych spraw, ale już nie mam sił pisać, a Wam by sie nie chciało czytać...