Witam.
Wiem, ze historii takich jak moja jest wiele i wiele będzie jeszcze.
Ale dzisiaj dla mnie moja jest najboleśniejsza.
Mój mąż, jedyna prawdziwa miłość, która ocierała łzy, powtarzała damy radę razem, chce odejść.
Chce zacząć nowe życie, odciąć stare i być odpowiedzialnym tylko za siebie.Uważa, że zniszczyłam mu życie i to, kim chciał być.
Ma razję wymagałam od niego dużo, chciałam go zmienić, być mu raczej matką niż partnerką.
Myślałam, że tego potrzebuje, szybko stracił rodziców, musiał zająć się rodzeństwem.
My też szybko zaczęliśmy bawić się w dom, remontować, urządzać. Mieszkała z nami jego siostra, chciałam im stworzyć dom, byłam o nią zazdrosna, pewnie nie raz ją skrzywdziłam. Myślałam, że wiem lepiej, a jednocześnie wysysałam mojego męża, karmiłam się tym, że zawsze mnie poddźwignie. Nie dał rady i sam potrzebuje pomocy. Chce być sam i martwić się tylko o siebie.
Uważa, że chciałam go zniszczyć, a on zna swoją wartość i wie, że jest dobrym, wspaniałym człowiekiem. Już mnie nie kocha, bo uczucia do mnie się już wypaliły, że zmarnował sześć lat.
Kocham go tak, że w tej chwili moje serce wydaje mi się martwe. Wiem, że to ja zawiniłam, że on chce znaleźć kobietę, która da mu szczęście. Ja potrafiłam tylko krzyczeć i go odpychać. Ostatnie pół roku były dla mnie ciężkie, mojemu bratu urodził się martwy syn, strasznie to przeżyłam, choć żałuję, że nie dostrzegłąm, że mó mąż się oddala. Jestem bardzo słaba psychicznie, pełna kompleksów, niedojrzała, zamartwiam się wszystkim i wszystkimi, ale zawsze dziękowałam Bogu, że mam męża, który zawsze będzie obok... Nie będzie i sama jestem temu winna. Nie wiem jak żyć, już za nim tęsknię, czuję, że tonę... Co mam robić?
Potrzebuję tylko wsparcia, trochę pozużalania się, może kopa w tyłek, ale chcę wstać i wierzyć, że koniec bywa początkiem...
Wybacz, Maleno, ale twój post sprawia wrażenie streszczenia kiepskiego harlequin'a.
Same komunały i ogólniki, kilka zaledwie informacji.
Skup się i podaj więcej konkretów.
Wówczas można będzie odnieść się do Twojego problemu.
Pozdrawiam.
No dobrze konkrety.
Jesteśmy dwa lata po ślubie, prawie osiem lat w związku, ale jak sie okazuje tylko ja kochałam od początku.
Moje problemy są dla niego zbyt ciężkie - zostałam skrzywdzona przez mężczyznę jako dziecko.
On został w wieku 17 lat sierotą, zajął się rodzeństwem, ale przy okazji balował i niby miał wszystko w d... Miał jeden poważny związek, gdzie kobieta go zdradziła. Potem byłam ja, ale zaczęliśmy spotykać się niezobowiązująco, potem poznał kogoś i ze mną zerwał kontakt. Potem zobaczył mnie na imprezie i zaczął zabiegać... W końcu mnie miał, potem ja chciałam układać mu świat, wzięliśmy kredyty, zaczęliśmy remontować mieszkanie, które było ruiną. Niedawno przeprowadziliśmy się na wieś, do moich rodziców, sam niby tego wchciał, kolejny kredyt, kolejny remont, ale kłóciliśmy się o byle co, oddalaliśmy się...
Wiem brzmi jak jakiś tasiemiec, ale tak było i jest...
Jakaś podpowiedź?
dobra - mój mąż przestał mnie kochać, jak mam z tym żyć. Wypaliło się, choć kocha, ale ma bałagan w głowie...
Karva twarz nie radzę sobie, kocham i chce nowego życia. Tęsknię...
No dobrze konkrety.
Jesteśmy dwa lata po ślubie, prawie osiem lat w związku, ale jak sie okazuje tylko ja kochałam od początku.
Moje problemy są dla niego zbyt ciężkie - zostałam skrzywdzona przez mężczyznę jako dziecko.
On został w wieku 17 lat sierotą, zajął się rodzeństwem, ale przy okazji balował i niby miał wszystko w d... Miał jeden poważny związek, gdzie kobieta go zdradziła. Potem byłam ja, ale zaczęliśmy spotykać się niezobowiązująco, potem poznał kogoś i ze mną zerwał kontakt. Potem zobaczył mnie na imprezie i zaczął zabiegać... W końcu mnie miał, potem ja chciałam układać mu świat, wzięliśmy kredyty, zaczęliśmy remontować mieszkanie, które było ruiną. Niedawno przeprowadziliśmy się na wieś, do moich rodziców, sam niby tego wchciał, kolejny kredyt, kolejny remont, ale kłóciliśmy się o byle co, oddalaliśmy się...
Wiem brzmi jak jakiś tasiemiec, ale tak było i jest...
Witaj ponownie, Maleno.
Znów bardzo ogólnie, ale jest już się o co zaczepić, a więc:
- Rozumiem, że molestowano Cię seksualnie w dzieciństwie.
Pisząc, że dla męża Twoje problemy (emocjonalne?) są za ciężkie, miałaś na myśli swój lęk przed bliskością fizyczną z mężczyzną, który przekłada się następnie na jakość Waszego życia seksualnego.
Dobrze zrozumiałem?
- Mąż, sam będąc w sumie jeszcze dzieckiem, musiał zająć się rodzeństwem?
W wieku 17 lat musiał mieć, tak, jak i jego rodzeństwo, opiekuna prawnego po śmierci rodziców (dziadków, wujostwo), w praktyce zaś opieka była na jego barkach? Nie potrafił sobie z tym poradzić, więc balował?
- Ty, przedwcześnie dojrzała, z piętnem ofiary pedofila dominujesz nad mężem, podejmujesz za niego wszystkie decyzje, te dobre i niestety, również te złe i odpychasz jednocześnie, utrudniając mu zbliżenie sie do Ciebie (m. in. nie chcesz kochać się z nim?). I jeszcze winisz go o wszystkie złe rzeczy, słusznie, czy nie.
Jesteś zazdrosna o jego siostrę, że ją skrzywdziłaś?
Krótkie podsumowanie:
0boje jesteście poturbowani przez życie.
Twój mąż potrzebuje ciepła i wyrozumiałości, ale i wolności w ramach małżeństwa.
Ty zaś wciąż tkwisz w swej traumie z dzieciństwa. Chcesz kochać męża, ale na swoich, niezdrowych warunkach, nie jako partnerka i zdajesz sobie z tego sprawę. Nie umiesz tego zmienić, więc ranisz męża.
Nie wytrzymał i powiedział dość.
Oboje, moim zdaniem, potrzebujecie specjalistycznej pomocy psychologicznej, a nawet psychiatrycznej.
Nie wiem, czy dobrze interpretuję Twoją wypowiedź, bo psychologiem nie jestem, a przedstawiłaś historię Waszego związku bardzo skrótowo, ale, mogę powiedzieć, znam się na ludziach.
Nie wiem, czy uda się Wam wrócić do siebie, osobiście mam wątpliwości.
Pozdrawiam.
przede wszystkim dajcie sobie czas, obydwoje. ochłońcie, oswójcie się z sytuacją, po to, by w końcu móc przeprowadzić długą i szczerą rozmowę. Twój mąż wyrzucił z siebie wszystko co trzymał przez tyle lat, ale Tobie nie dał takiej możliwości, bo Ty również nie miałaś łatwego życia. zostałaś skrzywdzona przez mężczyznę, trauma w zasadzie do końca życia i powiedz.. czy miałaś z kim o tym porozmawiać? powiedzieć co czujesz? jak Tobie było źle? znalazłaś cudownego faceta, ale przez te gorzkie chwile z Twego życia wyładowywałaś się na mężu, przez co on nie mógł wytrzymać psychicznie, bo sam chciał też podejmować decyzje itd. dajcie sobie czas, i jeżeli będziecie mieli okazję znów porozmawiać, wyrzuć z siebie wszystko i powiedz, co czujesz, i że zrobiłabyś wszystko, by to powróciło, wasz związek, bo zbyt mocno go kochasz, i nie chcesz tego tracić. jeżeli jednak on będzie przy swoim, pozwól mu odejść, by poczuł się szczęśliwy, a ja wierzę w to, że i Ty dasz radę uporać się z tym wszystkim. to tylko kwestia czasu, uwierz mi. nie umiera się od złamanego serca..
Przepraszam, że wyrywko piszę o naszym życiu, ale we mnie jest tyle emocji, że nie wiem od czego zacząć. Dzięki za odpowiedzi, rzeczywiście zawsze chciałam zadowolić męża w łóżku, a i tak wiedziałam, że za nim nie nadążam. Kontrolowałam go, bo bałam się, że coś mu się stanie. Nie dlatego, że bałam się, że mnie zdradzi(tak naprawdę nigdy nawet o tym nie pomyślałam) tylko, że mu coś się stanie. A kilka razy stało się - pobito go, tydzień przed ślubem pocięto go w parku. Mój strach się kumulował.
Krzyczałam na niego, płakałam, czułam się coraz bardziej opuszczona. Im bardziej go o coć prosiłam, np by wrócił wczesniej do domu, on robił na odwrót. Gdy się upijał ubliżał mi, raz nawet przyszedł z kolegą, kiedy już spałam, usiedli na łóżku i oboje wyrzucali mi swoje żale, ja tylko płakałam i wybaczałam
Nigdy nikomu nie powiedziałam, o tym co się stało, bo najpierw nie rozumiałam, a potem bałam się skrzywdzić innych. Tym bardziej, że ten człowiek ma teraz rodzinę, dzieci. Moje wyznanie niczego by nie zmieniło. Tylko mój mąż wie, co się kiedyś stało i ma żal, że chciałam zniszczyć mu życie mszcząć się za tamtego. Mówi, że gdybym mu wczesniej wszystko wyjaśniła to kochałby mnie bardziej, ale ja mówiłam mu wcześniej tylko on nigdy nie chciał kolejnych moich zwierzeń
Wczoraj powiedział, że mnie kocha, ale ma za duży kocioł w głowie i chce życ po swojemu. Ja już nie histeryzuję, nie płaczę, ale czuję się tak jakby coś we mnie umarło. Wszyscy znajomi powiedzieli, że się zmieniłam fizycznie, mężczyźni mówią, że ładnie wyglądam, a mi serce krwawi, bo ten jedyny tego nie widzi. Nie oczekuje niczego, nie wierzy mi, nie chce, chce tylko odejść i iść naprzód nie oglądając się za siebie.
Już raz tak zrobił, na samym początku naszej znajomości, ja już go kochałam, on poszukiwał, potem długo mnie odpychał i w końcu dałam sobie spokój. I wtedy znowu się pojawił, i że chce spróbować i spróbował. Nie dam sobie wmówić, że zawsze było źle i tylko go unieszczęśliwiałam
Witam!
A ja dam wam jedną jedyną radę !!! Siadać do stołu i rozpocząć SZCZERĄ ale BARDZO SZCZERĄ ROZMOWĘ -taką do BÓLU. Przy pomocy partnera -niech ci wskaże twe błędy, potknięcia,zachowania które go niszczą w waszym związku i wyciągnij z tego nauki. Jemu też pomóż znaleźć jego winy w stosunku do siebie i zróbcie to na zasadzie MÓWIĘ TO PROSTO Z MOSTU BO NIE MAM NIC DO STRACENIA A WIELE DO ZYSKANIA.Jeżeli tli się w was uczucie to postarajcie się na nowo go rozpalić.....WE DWOJE DACIE RADE. Przeżycia z przeszłości.......jakoś nie wydaje mi się by miały jakieś większe znaczenie (może się mylę), wg mnie to próba wytłumaczenia zaistniałej sytuacji i rozgrzeszenia siebie i partnera za to co się między wami dzieje.
Jedynie czego wam trzeba to ROZMOWY, ROZMOWY,wzajemnego zrozumienia potrzeb i oczekiwań drugiej strony oraz CHĘCI BYCIA RAZEM.Jesteście młodzi i spróbujcie może nawet od nowa(może w starych ramach) budować związek inny od tego poprzedniego - bez wszystkich popełnionych z obu stron błędów - TO SIĘ UDA !!!! (w każdym razie ja tak uważam i czego wam życzę)
rumpel
Witam!
A ja dam wam jedną jedyną radę !!! Siadać do stołu i rozpocząć SZCZERĄ ale BARDZO SZCZERĄ ROZMOWĘ -taką do BÓLU. Przy pomocy partnera -niech ci wskaże twe błędy, potknięcia,zachowania które go niszczą w waszym związku i wyciągnij z tego nauki. Jemu też pomóż znaleźć jego winy w stosunku do siebie i zróbcie to na zasadzie MÓWIĘ TO PROSTO Z MOSTU BO NIE MAM NIC DO STRACENIA A WIELE DO ZYSKANIA.Jeżeli tli się w was uczucie to postarajcie się na nowo go rozpalić.....WE DWOJE DACIE RADE. Przeżycia z przeszłości.......jakoś nie wydaje mi się by miały jakieś większe znaczenie (może się mylę), wg mnie to próba wytłumaczenia zaistniałej sytuacji i rozgrzeszenia siebie i partnera za to co się między wami dzieje.
Jedynie czego wam trzeba to ROZMOWY, ROZMOWY,wzajemnego zrozumienia potrzeb i oczekiwań drugiej strony oraz CHĘCI BYCIA RAZEM.Jesteście młodzi i spróbujcie może nawet od nowa(może w starych ramach) budować związek inny od tego poprzedniego - bez wszystkich popełnionych z obu stron błędów - TO SIĘ UDA !!!! (w każdym razie ja tak uważam i czego wam życzę)rumpel
a ja dodam że coś tu wątek też finansowy widzę, bo o kredytach, było, więc też jakiś odcisk pewnie zostawiły te zobowiązania, co na pewno się też w jakimś sensie dołożyło, do napięcia
kilka wątków, fakt ale efekt jeden,
za dużo na plecach, też boli, i musi mieć jak ujść
rumpel ciężkie rozmowy były, łzy były, moja rozpacz była, ale to nic nie zmieniło, jednak wczoraj powiedziałam mu, co tak naprawdę czuję, bez krzyków, obelg, powiedziałam, że jest wspaniałym mężczyzną, że go kocham, że widzę kim byłam, nie prosiłam o szansę, nie błagałam, na co on tylko, że chce się wyprowadzić, tylko nie wiem, jak z kredytami, bo bez tego się nie ruszy, na co ja, że nie jestem gotowa na tą rozmowę, ale nie zostawię go samego z tym
czytał też wczoraj moje wiersze i widzę, że coś tam się w nim poruszyło lub chcę w to wierzyć
tenniedobry - oczywiście kredyty swoje zrobiły, ale po przeprowadzce do rodziców mieliśmy odpocząć, dodam, ze moi rodzice nigdy nie wtrącali sie i nie wtrącają, bardzo kochają mojego męża, ale dadzą mi wsparcie zawsze, cokolwiek się stanie. Zresztą mój brat, jego żona - mój mąż też jest częścią ich życia, miał być ojcem chrzestnym ich syna, ma tak samo na drugie imię, niestety nasz mały duszek odszedł w lutym, w dniu własnych narodzin
Przez to i ja się oddalałam od wszystkich, a M. nie wiedział jak mi pomóc i pewnie też to go załamało. Chcę mu pomóc, a nie potrafię nawet sobie
dodam tylko, że czuję, jakby coś we mnie zaniknęło lub schowało się bardzo głeboko, już nie wiem, co czuję i jak czuję, nie wiem czy to dobrze, czy źle
Nie wiem, co będzie dalej, serce mi pęka. To nie jest mój mąż, nie człowiek, którego kocham - boję się, że mnie to wszystko przygniecie. Chciałabym by ze mną został, ale go nie przywiążę, co ja mam zrobić?
Malena30, proszę, nie pisz postów jeden pod drugim; jeżeli chcesz coś dopisać użyj opcji "edytuj".
Pierwsze, co musisz zrobić, to zadbać o swoją psychikę.
W stanie, w którym teraz jesteś nie pomożesz ani sobie, ani mężowi.
Jemu pozwól teraz odpocząć, daj czas przemyśleć, czego oczekuje od Waszego związku. Zależy mu na Tobie.
Najwyższy czas, abyś poprosiła o pomoc psychologa.
Zrobiłaś sobie krzywdę zatrzymując Twoją straszną tajemnicę dla siebie. Musisz ją z siebie wyrzucić.
A psycholog, bez Twojej zgody, nie będzie mógł tego ujawnić, jeśli tego sobie będziesz życzyć.
Pozdrawiam.
Chce zacząć nowe życie, odciąć stare i być odpowiedzialnym tylko za siebie.Uważa, że zniszczyłam mu życie i to, kim chciał być.
Ma razję wymagałam od niego dużo, chciałam go zmienić, być mu raczej matką niż partnerką Myślałam, że wiem lepiej, a jednocześnie wysysałam mojego męża, karmiłam się tym, że zawsze mnie poddźwignie.
Nie dał rady i sam potrzebuje pomocy. Chce być sam i martwić się tylko o siebie.
Uważa, że chciałam go zniszczyć, Już mnie nie kocha, bo uczucia do mnie się już wypaliły, że zmarnował sześć lat Wiem, że to ja zawiniłam, Ja potrafiłam tylko krzyczeć i go odpychać. Co mam robić?
Uuuuu, bylas taka -slodka- mala- skrzywdzona- nieporadna- wampirzyca emocjonalno-energetyczna;) ....
Powiem szczerze, strasznie mi sie to czytalo.I nie dziwie sie Twojemu mezowi, ze chce sie od Ciebie oddalic,on wie ze musi naladowac akumulatory a z Toba u boku nie jest to latwe.
On sie przy tobie po prostu wypalil. I teraz jak piszesz, sam potrzebuje pomocy...
Wiem cos na ten temat,sama zylam w podobnym zwiazku. Dusilam sie. Wszystko bylo klejace. Ucieklam mimo uczucia.
Moj partner nie mial ochoty pracowac nad soba, latwiej bylo mu, mnie ciagnac na dol, bezlitosnie.
Malena, jesli dla was jeszcze nie jest za pozno, staraj sie w sobie zmienic to, co wam obojgu psuje zycie.
Wiadomo, jesli nadal bedziesz w sobie karmila slabosc i zyla przeszloscia, to nie rozwiniesz skrzydel, a przeciez tak ci ich brakuje.
Pozdrawiam
19 2014-10-04 09:30:55 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-04 09:36:10)
Muszę powiedzieć, że chyba coś we mnie pękło. Przestałam płakać przy nim, więcej się usmiecham, dotarłąm do punktu, w którym zrozumiałam, że to nic nie da, bo już oboje za bardzo się zmieniliśmy. Nadal go kocham i chcę z nim być, ale jednoczesnie wydaje mi się on kimś obcym. Na dodatek sprzeczne sygnały - puszcza mi muzykę, ciężki hip - hop, o tym jaki ten świat jest do d..., że trzeba walczyć o siebie tylko o siebie i zostawić wszystko w tyle, z drugiej przytula mnie, bawi się moimi włosami, prosi by zszyć mu koszulkę, zrobić kawę... Iluzja? Nie jestem gotowa, by z nim porozmawiać na temat przeprowadzki, a z drugiej nie wiem ile wytrzymam.
Pracuję nad sobą, nie użalam się i nie płaczę po kątach, staram się żyć i pracować, wykonywać normalne obowiązki, staram się uśmiechać, ale w sercu gdzieś czai się podszept, że to koniec i mój świat zaraz się skończy.
Wydaje mi się, że on ma jakiś plan, a ja już nie mam na to żadnego wpływu...
Pinkpiwonia oczywiście masz rację, z jednej strony chciałam rządzić twardą ręką:) z drugiej chciałam być taką, małą bezradną dziewczynką oczekującą pomocy i poprowadzenia za rączkę.
Nie będę pytać czy są jakieś szanse byśmy byli ze sobą, bo wiem, że szanse są zawsze, tylko trzeba umieć je wykorzystać. Chciałabym tylko wiedzieć, jak to jest, że niektórzy po prostu idą do przodu, walcząc o nowe, a inni ciągle tkwią w starym, marząc, by wróciło...
20 2014-10-04 11:57:14 Ostatnio edytowany przez rumpel (2014-10-04 12:23:26)
Osiem lat razem ...... zazwyczaj po sześciu latach dopada związek KRYZYS. Zadajemy sobie pytanie czy tak sobie wyobrażaliśmy bycie razem i wychodzi nam że z naszych marzeń o byciu razem nie wiele zostaje,że to nie całkiem tak miało wyglądać - MAŁŻEŃSTWO TO NIE JEST BAJKA. Teraz tylko od was obojga będzie zależało czy dacie za wygraną czy będziecie o WAS walczyć. Sadząc z Twych wypowiedzi macie też dużo ludzi wam życzliwych na których możecie liczyć tak że nie jesteście sami ,to bardzo dużo. Rozumiem że nie macie własnych dzieci - SZKODA -bo nie mielibyście wtedy czasu na rozczulanie się nad sobą i stwarzaniu sobie problemów.
Dobrze że przestajesz płakać i użalać, zacznij teraz konstruktywnie myśleć nad sobą,spróbuj dotrzeć do wnętrza twego męża,daj mu odczuć że to on jest tym który nosi spodnie w rodzinie że jego słowo, decyzje oraz postępowanie jest najważniejsze .Jeżeli się nie będziesz z nim zgadzała to użyj swej kobiecej inteligencji (uwierz mi macie takową w sobie) do zmiany jego zdania i nie zagłaskuj go na śmierć bo on naprawdę tego ma dość -DAJ MU POCZUĆ SIĘ MĘŻCZYZNĄ !
Spróbuj z problemów finansowych zrobić pożytek- siądźcie i pokombinujcie RAZEM jak z nimi sobie poradzić.Róbcie jak najwięcej rzeczy razem - mąż z czasem powinien zrozumieć że ciebie zna jak mało kogo że go kochasz i on jest pewny twej miłości i że nowy związek czy życie od nowa to szukanie gruszek na wierzbie, że te osiem lat poznawania się nawzajem warte jest by być razem. ON POTRZEBUJE CZASU (i koniecznie twej pomocy) BY ZROZUMIEĆ ŻE NIE ZNAJDZIE DRUGIEJ TAKIEJ GŁUPIEJ (przepraszam za określenie) KTÓRA BĘDZIE GO TAK KOCHAŁA !!!!
Pamiętaj że MIŁOŚĆ jest w stanie pokonać wszystkie trudności-PRZEKONAŁEM SIĘ O TYM SAM.
http://www.netkobiety.pl/t70840.html Przeczytaj i uwierz że JAK SIĘ CHCE I SIĘ KOCHA TO SIĘ MUSI UDAĆ -jesteście kowalami własnego szczęścia.....
Pozdrawiam rumpel
Rumpel, dzięki za odpowiedź. Czytałam twoją historię - Wy oboje chcieliście, by było dobrze. U nas jest inaczej, a nie chcę nic na siłę.
Jego nie interesuje już cokolwiek związanego ze mną i domem, nie robi nic, a dzisiaj gdy zadzwonił kolega, bo ma remont w domu to poleciał na skrzydłach, bo się wyżyje przez to. Miał naprawić kontakt dwa tygodnie temu, od miesiąca naprawia wlew do paliwa. Wieczorami siedzi tylko na kompie i słucha muzyki... Co ja mam robić?
22 2014-10-04 13:51:00 Ostatnio edytowany przez rumpel (2014-10-04 13:59:22)
Masz racje nic na siłę. Na razie go zostaw .....niech się bije z własnymi myślami - on naprawdę potrzebuje czasu by zrozumieć. Ucieka do kolegi, w świat neta czy muzyki nie od Ciebie tylko od własnego problemu z którym nie potrafi sobie poradzić ale za niego tego nikt nie zrobi ! Jak to zrozumie to będzie już dobrze.Ja Cię rozumiem że w twoim przypadku biegnący czas w niepewności i braku możliwości działania z twej strony jest największą torturą ale musisz się uzbroić w anielską cierpliwość i mieć dużo wyrozumiałości... wiem ,trudne ale nie niewykonalne.
Na moim przykładzie też musiałem żonie uzmysłowić że PO PROSTU SIĘ ZAGUBIŁA.Z twym mężem jest podobnie jest po prostu zagubiony jest w dołku ale wyjść z niego kiedyś musi....
rumpel
A co do naprawy kontaktu to pewnie niejeden macie w mieszkaniu obejdziesz się bez niego jakiś czas... uśmiechnij się to tylko kontakt...
Wiem, że potzrebuje spokoju, ale boję się, że w końcu tak daleko od siebie będziemy, że już nic nie będę mogła. Ta niemoc mnie przytłącza, nie widzę, żeby jemu zależało. Choć mnie przytual, mówi baśniowa dziewczynko, ciągle mi powtarza, że nie znam życia i ludzi. Że on ma wszystko gdzieś, że wreszcie będzie tym kim chciałby być
Wiem, że potzrebuje spokoju, ale boję się, że w końcu tak daleko od siebie będziemy, że już nic nie będę mogła. Ta niemoc mnie przytłącza, nie widzę, żeby jemu zależało. Choć mnie przytual, mówi baśniowa dziewczynko, ciągle mi powtarza, że nie znam życia i ludzi. Że on ma wszystko gdzieś, że wreszcie będzie tym kim chciałby być
TO NIECH BĘDZIE ALE PRZY TOBIE!!! A ty trzymaj rękę na pulsie i nie pozwól mu zrobić głupstwa.drąż go powoli i delikatnie jak kropla wody drąży skałę.
dobry wieczór ![]()
... a czekając na Niego "napraw" proszę siebie...
Zadbaj o swoje zdrowie psychiczne, poukładaj siebie, żeby umieć Mu pomóc poukładać Jego.
Dobry psycholog naprawdę potrafi pomóc, a z rozmowy z nim możesz też dowiedzieć się jak dalej postępować...
Naprawdę wtedy poczujesz, że masz siłę... na to aby walczyć o WAS, albo aby poradzić sobie, kiedy Jego decyzja się nie zmieni.
Proszę, "napraw" siebie.
O kruszynka
Bardzo cenna i w 100% słuszna rada !!!
27 2014-10-04 20:28:10 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-04 20:31:50)
W poniedziałek chcę się umówić na wizytę.
Coś ze mną jest nie tak, ja już widzę, jak on odchodzi, spotyka kogoś, a ja nienawidzę siebie, że do tego doprowadziłam. Takie myśli mnie dzisiaj opanowały. Boli mnie myśl, że go unieszczęsliwiłam. Chwilami jest lepiej, ale wieczorem budzi się mrok i łzy. Czy aż tak byłam ślepa, że nie widziałam jak się oddalamy, jak go odpycham. Myślałam, że będziemy razem już zawsze, że będziemy rodziną.
Chwilami wydaje mi się, że dam radę, a potem przychodzi myśl, ż e pewnie za późno.
Jestem dziś w tym samym miejscu, co sześć lat temu. Też go kochałam, ale dla niego to było nie to, poznał kogoś, ja usunęłam się płącząc, cierpiąc w samotności i zbierałam się do kupy. Gdy się zebrałąm on się pojawił na sześć lat i ...dziś jest to samo, tylko dorobek jakby większy i wspomnień więcej, przez to ciężej
28 2014-10-04 20:35:26 Ostatnio edytowany przez rumpel (2014-10-04 20:37:19)
W poniedziałek chcę się umówić na wizytę.
Coś ze mną jest nie tak, ja już widzę, jak on odchodzi, spotyka kogoś, a ja nienawidzę siebie, że do tego doprowadziłam. Takie myśli mnie dzisiaj opanowały. Boli mnie myśl, że go unieszczęsliwiłam. Chwilami jest lepiej, ale wieczorem budzi się mrok i łzy. Czy aż tak byłam ślepa, że nie widziałam jak się oddalamy, jak go odpycham. Myślałam, że będziemy razem już zawsze, że będziemy rodziną.
Chwilami wydaje mi się, że dam radę, a potem przychodzi myśl, ż e pewnie za późno.
Jestem dziś w tym samym miejscu, co sześć lat temu. Też go kochałam, ale dla niego to było nie to, poznał kogoś, ja usunęłam się płącząc, cierpiąc w samotności i zbierałam się do kupy. Gdy się zebrałąm on się pojawił na sześć lat i ...dziś jest to samo, tylko dorobek jakby większy i wspomnień więcej, przez to ciężej
NIE NAKRĘCAJ SIĘ W TAKI MROCZNY KORKOCIĄG !!! Nie obwiniaj się,raczej trzeźwo podejdź do sprawy i bądź dobrej myśli.
Jesteś pewna że kogoś ma ???
Pozytywne myślenie to nie jest moja mocna strona, ale teraz nie pozostaje mi nic innego. Nadal kocham i chcę wierzyć, że miłość bywa łaskawa i cierpliwa. Staram się łapać każdej nadziei, ale dzisiaj M. jest na spotkaniu integracyjnym, wszystko się może zdarzyć i ta myśl kołacząca z tyłu głowy, że może nie wrócić, albo, że kogoś tam pozna.
Boję się, że on już nie chce, a z drugiej pamiętam, że już kiedyś tak mówił. Pochrzanione to.
Rumpel dzięki za słowa otuchy, chyba teraz mi tego potrzeba, żeby się nie rozsypać i wstać jutro do walki...
O kruszynka zadbam o siebie, choć trudno być obok i jednocześnie tak daleko...
30 2014-10-05 09:44:45 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-05 18:41:51)
Ajak mam rozumieć to, wrócił po całonocnej balandze, racząc mnie historiami, że prawie wylądował w innym mieście, że zabawa była przednia, że się wyhasał, a teraz jest zmęczony i idzie spać. Dodam, że nie ciągnęłam go za język, tylko raz zadzwoniłam o szóstej rano, nie odebrał, tylko po godzinie łaskawie napisał, że zaraz będzie. Wrócił kompletnie zalany, dziwnie się zachowując np. umył tylko twarz i krocze, co dało mi do myśleniea...
Jest jeszcze o co walczyć, chcę potwierdzenia, czy to są jednoznaczne sygnały, bo może ja znowu czegoś nie rozumiem
Co więcej chyba to ja go spakuję, po dzisiejszym dniu czuję obrzydzenie i cholerny ból, wie o mnie wszystko wyrzuciłam ten cholerny ból, bo myślałam, że to przez to, a coraz bardziej dojrzewam do myśli, że jest jeszcze ktoś?
Tonący się brzytwy chwyta, ale jestem teraz sama i proszę Was o pomoc, tych bardziej wiedzących
31 2014-10-05 22:29:32 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-05 22:34:59)
Sorry Wielokropek, nie dało rady inaczej.
Czytając tu wszystko, zaczynam myśleć, intensywniej, mocniej, naprawdę...
Tak kocham Go najmocniej na świecie, za niego oddałabym życie zawsze, wszystko co mam, krew z ciała...
Ale On chce mojej godności, wrażliwości, szacunku do życia, chce bym dla niego zrezygnowała z istnienia...
Ma prawo, czy jestem potworem?
Elle88 czytałam twoje posty, twój umysł ma jakąś rozkmine?
Powoli do mnie dociera fakt, że to już koniec, choćbym się starała jak najmocniej, ja już nic nie mogę, poza dbaniem o siebie i uśmiechaniem się, choć serce nadal krwawi. Wciąż obwiniam się, że gdybym tego nie zrobiła, a to zrobiła ehhh. Przytłacza mnie to wszystko. Ciągle słyszę, że to moja wina, że to ja taka byłamDo tego wczoraj mi powiedział, że mam mu dać kilka tysięcy na spłacenie kredytu i wynajęcie mieszkania, bo bez tego się nie ruszy, a chce w przyszłym miesiącu już się wyprowadzić, dał mi do zrozumienia, że dobrze by było gdybym tą kwotę załatwiła w całości...
Nie wiem, co mam robić, proszę powiedzcie choć kilka słów
Powoli do mnie dociera fakt, że to już koniec, choćbym się starała jak najmocniej, ja już nic nie mogę, poza dbaniem o siebie i uśmiechaniem się, choć serce nadal krwawi. Wciąż obwiniam się, że gdybym tego nie zrobiła, a to zrobiła ehhh. Przytłacza mnie to wszystko. Ciągle słyszę, że to moja wina, że to ja taka byłamDo tego wczoraj mi powiedział, że mam mu dać kilka tysięcy na spłacenie kredytu i wynajęcie mieszkania, bo bez tego się nie ruszy, a chce w przyszłym miesiącu już się wyprowadzić, dał mi do zrozumienia, że dobrze by było gdybym tą kwotę załatwiła w całości...
Nie wiem, co mam robić, proszę powiedzcie choć kilka słów
Przepraszam że zapytam - MASZ MASZYNKĘ DO ROBIENIA PIENIĘDZY ???
Zadaj mu to pytanie !!! Królewicz się Ci cholera jasna trafił !
Wiem wcześniej pisałem w innym tonie ale przyznam że ten post podniósł mi ciśnienie .
NIE TĘDY DROGA !!!
rumpel
Wychodzi na to, że muszę mu teraz wszystko oddać, widzę, że zależy mu na jak najszybszym zaczęciu nowego życia, robi coraz więcej nadgodzin(dobrze płatne u niego w firmie), wcześniej mu się nie chciało. W domu nie robi nic tylko słucha ciężkiego hiphopu(ma 33 lata). Mówi, że musi odejść, bo sobie sam ze sobą nie radzi, chce się tatuować, bo to jego marzenie. I powtarza zawsze będziesz w moim sercu - w czasie przeszłym, ucieka ode mnie, a czasem mówi, że sam nie wie czego chce... Ktoś to potrafi ogarnąć, bo ja już nie wiem kim dla niego jestem...
35 2014-10-07 22:01:38 Ostatnio edytowany przez O'kruszynka (2014-10-07 22:02:38)
Umówiłaś się z psychologiem na rozmowę?
Proszę umów się
Umówiłaś się z psychologiem na rozmowę?
Proszę umów się
Tak, w przyszłym tygodniu...
Tylko chciałabym trochę jego zrozumieć, bo ja już nie wiem kim ja jestem.
Tylko chciałabym trochę jego zrozumieć, bo ja już nie wiem kim ja jestem.
Psycholog pomoże Ci zrozumieć WSZYSTKO. i Jego i samą Siebie.
Przytulam (niestety tylko wirtualnie) mocno.
Śpij dzisiaj dobrze. Długo, całą noc. Spróbuj.
Malena30 napisał/a:Tylko chciałabym trochę jego zrozumieć, bo ja już nie wiem kim ja jestem.
Psycholog pomoże Ci zrozumieć WSZYSTKO. i Jego i samą Siebie.
Przytulam (niestety tylko wirtualnie) mocno.
Śpij dzisiaj dobrze. Długo, całą noc. Spróbuj.
Dzięki O'kruszynko, mam takie ogromne poczucie krzywdy, ale nie swojej, tak bardzo chciałabym naprawić każde zło, swoje i nieswoje, za każdą cenę. Nie będę zatrzymywać tego, co kocham najbardziej... Choć serce już pękło
Autorko
nie zrozumiesz jego, ale możesz zrozumieć siebie. Ja tu Twojej wilekiej winy nie widzę, jesteś po prostu niedojrzała emocjonalnie, ale on też jest, pewnie jeszcze bardziej. Myślą że to chłopiec, który nie dorósł do rodziny, dlatego myślę ze z tej mąki już chleba nie będzie. Jest jednak szansa dla Ciebie, żebyś dorosła i ułożyła sobie życie z normalnym, odpowiedzialnym facetem.
Autorko
nie zrozumiesz jego, ale możesz zrozumieć siebie. Ja tu Twojej wilekiej winy nie widzę, jesteś po prostu niedojrzała emocjonalnie, ale on też jest, pewnie jeszcze bardziej. Myślą że to chłopiec, który nie dorósł do rodziny, dlatego myślę ze z tej mąki już chleba nie będzie. Jest jednak szansa dla Ciebie, żebyś dorosła i ułożyła sobie życie z normalnym, odpowiedzialnym facetem.
Stokrotko napisałaś to, czego ja boję się dopuszczać do głosu, a mam tego świadomość. Muszę dorosnąć i to szybko, bo zniszczę samą siebie, myślałąm, że poukładam życie wszystkim, bo są tego warci, a samej sobie nie potrafię...
Ciesz się ze nie masz innych obciążeń typu dzieci. Dorośniesz szybciej niż myślisz ale proces dorastania zacznie się wtedy kiedy przestaniesz się bać, a teraz się boisz. Strach paraliżuje Twoje działanie jakiekolwiek. I co się stanie jak Cię zostawi, czego się boisz najbardziej? Samotności? Czego?
42 2014-10-07 23:05:20 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-07 23:09:05)
Ciesz się ze nie masz innych obciążeń typu dzieci. Dorośniesz szybciej niż myślisz ale proces dorastania zacznie się wtedy kiedy przestaniesz się bać, a teraz się boisz. Strach paraliżuje Twoje działanie jakiekolwiek. I co się stanie jak Cię zostawi, czego się boisz najbardziej? Samotności? Czego?
Boję się, że pogrąże się w smutku, że się pogrążę, że nie będę miała siły iść do przodu, on był moim całym światem...
Boję się, że mnie to złamie, pamiętam strach przed każdym dniem i nienawidzę się za to, że te dni wracają, że już nigdy nie zaznam szczęścia...
Nie boję zię zobowiązań finansowych, wiem, że dam radę, mam wspaniałego brata, rodziców, którzy choć kochają mnie szorstką miłością, szczególnie mama, są ze mną...
Boję się nowego życia... Martwię się o niego...Jak zawsze, nie chcę jego krzywdy
No widzisz to nie chodzi o niego, to chodzi o Ciebie. Ty boisz się życia po prostu a nie życia bez niego.
Masz jakieś zainteresowania? Przyjaciół? Znajomych? Otwórz się na to i zacznij żyć a nie wegetować.
45 2014-10-07 23:16:38 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-07 23:19:32)
Dziękuję. Tylko jak nauczyć się żyć... Dam radę, muszę, nie jestem potworem, chcę w to wierzyć.
Miałam, mam, lubię być szczęśliwa, lubię pisać, czytać, mam przyjaciół, najwierniejszych, którzy byli zawsze, a któych zaniedbałąm, bo wydawało mi się, że on jest najważniejszy. Znajdę ich...
nie jesteś potworem, po prostu jesteś niedojrzała emocjonalnie, ale nic straconego. Nie zmarnuj tylko tego czasu, masz szansę narodzić się na nowo, jak Fenix z popiołów (tak sobie powtarzałam
) i przestań się bać życia.
Za długo użalałam się nad sobą, wciągając w to tak samo zagubioną osobę jak ja, oboje nawzajem szukaliśmy w sobie siły, choć każde tak samo słabe. Nie zmienia faktu, że go kocham i boli odrzucenie, wiem jaką kobietę kochał, ale najpierw ja muszę pokochać siebie. Dlaczego tego nie widziałam, chyba chciałam aby to ktoś mi to powiedział(napisał):)
wiem, co czujesz, ale wyjdziesz z tego. Wbrew pozorom masz dużo siły w sobie i jeszcze wsparcie rodziny. Na razie zostaw jego na boku, skup się na sobie.
Znajdę siłę, znajdę siebie, pewnie mi to trochę zajmie, ale wierzę.
Mam dobrego wirtualnego ducha:), tego tam wyżej też K. kocham Cię. Dziękuję raz jeszcze:)
Teraz najgorsza jest dla mnie świadomość, że obok mnie siedzi obcy facet, że ktoś kto jeszcze dwa tygodnie temu był czuły, kochający, mówił kotku nagle stał się zimny i wyrachowany. Nie lubię nienawiści i nie lubię, gdy ktoś czuje obrzydzenie, a teraz czuję, jakby te dwa odczucia się w nim skumulowały. Ale dziś jest lepiej, głęboko zranił mnie swoim ultimatum odnośnie pieniędzy, więc teraz ja zadbam tylko o siebie i to on musi zaczekać ze swoimi planami, bo w końcu ja też muszę mieć czas. Nigdy nie potrafił zrezygnować ze swoich używek, a teraz traci na nie dwukrotnie więcej pieniędzy....
Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale choć z jednej strony rozpacz trawi moje serce, chciałabym uratować moje małżeństwo, martwię się o niego, myślę wciąż...to z drugiej zaczynam kwitnąć, dbam więcej o siebie, o swoje potrzeby, ludzie zwracają na mnie uwagę, powtarzają, że zmieniłam się... Na lepsze. Nie wiem czy nie mam urojeń, ale wydaje mi się, że czuję ulgę, choć nie znaczy to, że nie cierpię... Jak to wytłumaczyć, chyba naprawdę popadam w obłęd?
trzymaj się i nie zabraniaj sobie dbania o siebie, lepszego samopoczucia, zmiany... to przecież nie oznacza, że przestałaś cierpieć...
może to w jakiś sposób pozwoli Ci przetrwać ten okres zawieszenia...
53 2014-10-10 22:48:11 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-10 22:50:49)
Teraz to już naprawdę nie rozumiem. Z jednej strony on już nic do mnie nie czuje, chce się wynieść, ma plany, że rozwód w przyszłym roku, dziś znajomy przysłał zaproszenie na sylwestra, powiedział mi, że my już nie będziemy wtedy razem, ale ja mogę iść. Z drugiej nie ma oporów przed bliskością, rozmawia ze mną o wszystkim, uśmiecha się, jest czuły, dziś nawet kiedy nasz wspólny znajomy, kiedy u niego byliśmy(było też więcej ludzi) zaproponował, żebym została i napiła się, a on mnie odwiezie powiedział, że on z zoną ma inne plany. Chce się kochać, choć stał się brutalniejszy i stara się mnie przekonać do dziwnych eksperymentów.
Wkurzają mnie ciągle pytania, gdzie co jest(np ładowarka, jego koszulka z zeszłego roku), jak wysłać przelew, wypierz mi trampki, chyba popsuł się telefon - nie da się tego naprawić. P:o czym ja znajduję, przelewam, naprawiam.Tłumaczy kto do niego pisał sms. Choć ciągle mi przypomina, że on sobie ze wszystkim świetnie poradzi i chce żyć inaczej, że bierze nadgodziny, żeby więcej zarobić, żeby się wynieść.
Opowiada, że ludzie są po...., ten jest taki, a ten taki, ludzie życia nie znają, świat jest k...
Raz jest dawnym, kochanym mężczyzną, a raz oschłym skurczy.....
A, jeszcze jedno, kiedy dzisiaj spokojnie mu powiedziałam, że nie ucieka się od problemów i że po co brał ze mną ślub, skoro takie słabe to uczucie było, stwierdził, że myślał, że mu się uda, ale teraz się poddał. Dodałam jeszcze, że podejmując decyzję w małżeństwie podejmuje się ją za dwie osoby i buduje włąsne idealne życie na mojej krzywdzie. Na co usłyszałam, że on zdaje sobie z tego sprawę, ale on taki jest i inaczej nie umie. I kiedy powiedziałam mu, że to jest strasznie słabe, odpowiedział, że moje słowa nic dla niego nie znaczą, a za chwilę, że zawsze mi pomoże i będę zawsze w jego sercu. On już decyzję podjął i jej nie zmieni.
Czy ja zwariowałam?
Malena
i co jak się czujesz sypiając z nim i mając świadomość, że zaraz odejdzie. Ja się czułam jak ścierka, jak tania dziwka, ale zrozumiałam to dopiero później. Myślisz, ze coś seksem możesz wskórać, to ze jesteś miła i pomożesz biednemu chłopczykowi, to Cię pokocha na nowo. Nic bardziej mylnego. Miej swój honor.
On kogoś ma, na to też wskazuje fakt, ze w seksie jest inaczej...wiem co mówie ![]()
Malena30 polecam ci lekture Mellody Pia "Toksyczna milosc i jak sie z niej wyzwolic", mozna ja zciagnac z internetu. To co opisujesz pokrywa sie z tym co jest w ksiazce, to wspoluzaleznienie. Jestes nalogowcem kochania a twoj maz nalogowcem unikania bliskosci. W ksiazce opisane jest na czym to polega i jak sie z tego uwolnic aby stwozyc zdrowy zwiazek. Ja jestem w podobnej sytuacji, wiem co czujesz. Zycze Ci zeby Ci sie dobrze ulozylo.
lulka
wiesz ciężko wyciagnąć takie wnioski, za mało informacji. Myślę, ze każdy zdradzany zachowuje się podobnie bo chce ratować, chce żeby było jak dawniej, czy to jest współuzależnienie, możliwe ze tak? Pytanie jest co dalej.
57 2014-10-11 14:10:15 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-11 14:12:10)
Stokrtoko - tak, coraz bardziej myślę, że kogos ma i dlatego nie chcę jego bliskości, choć tak bardzo za nim tęsknię. Na pocżatku tak właśnie robiłąm, ale zauważyłam, że jemu to na rękę, a mnie to bardzo boli, bo traktuje mnie jak przedmiot, więc odsunęłam się. A jeśli tak jest naprawdę i do tego chce ze mną sypiać to jest cholernym egoistą, wie, że zostałąm mocno skrzywdzona, a mimo to oczekuje ode mnie coraz większych poświęceń. Chcociaż teraz interesuje mnie jedno(to czy ze mną zostanie jest już teraz mało istotne), interesuje mnie to, czy nadejdzie taki dzień, że będę tak po prostu szczęśliwa, że nie będę cały czas przygnębiona myślą, że zostawił mnie mężczyzna, że nie będę bała się wieczorów, samotnego siedzenia w domu z książką, wyjścia do znajomych, że będę szczęśliwa
Malena
egocentryk ma gdzieś Twoje cierpienie. Patrzysz pod katem tego kim był, ale on już nie jest tą samą osobą. I naprawdę stawiam na 3-cią, u mnie było podobnie.
Malenko będziesz szczęśliwa! Będziesz uwielbiała wieczory z książką i wyjścia ze znajomymi!
Przejdziesz tą Drogę! Tyle jest tu kobiet, które ją przeszły.
Spotykasz się z psychologiem niedługo, dbasz o siebie... nie rezygnuj z tego.
Miłej niedzieli.
60 2014-10-12 21:22:05 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-12 23:38:41)
Stokrotko nawet jeśli jest ta trzecia, to niech ma na co zasużyła, jeśli jest to on zdradzał ją ze mną bez większych oporów i żalu. Dzisiaj, kiedy przyjechał z nocki położył się obok mnie zaczął całować i rozbierać, po prostu wstałam do pracy. widziałam jego zwątpienie, ale on we mnie zabił resztki bliskości. czuję się skrępowana w jego obecności i nie mam ochoty z nim rozmawiać o czymś poważniejszym niż czy zjadł coś i co robił. Wiem, że kiedy naprawdę odejdzie to będę wyła z rozpaczy, ale dziś już nie mam łez.
Okruszynko wydaje mi się, że wierzę w taką przyszłość zadowolonej, uśmiechniętej, pełnej życia. Na początku rozprawię się z papierosami, nie paliłam, ale przez ostatnie tygodnie ufff... Jestem nieźle wkur... na siebie za to. Narazie odpoczywam sama ze sobą, czytam, oglądam, więcej się ruszam:)
Wierzę, wiem, że jestem piękną, wartościową kobietą, że moja miłość nie jest złudzeniem, ale teraz to ja jestem panią sama dla siebie. Muszę iść tą drogą...Dziękuję Wam
Nie tedy droga. Najpierw bylo samoskrytykowanie siebie a teraz jest krytyka faceta ze bo, "bo na pewno kogos ma" (w domysle). Takie cos nie rozwiazuje problemu, zmienia go, jest lekarstwem "na cale zlo", swoistym narkotykiem, ale nie jest to droga prawdy. Jestem zadziwony ze tak szybko mozna zmienic opis sytuacji wrecz na przeciwna. Skoro sie wczesniej pisalo ze jest konkretna wina, jest bo, to, bo to, to przeciez sie to nie zmienilo. Ale nie chodzi mi tutaj o krytyke, nie w takim sensie tylko zwrocenie uwagi na te niesamowita niekonsekwnecje. Nie rozumiem tez tego dlaczego kobieta czuje sie skrepowana przy mezu, z ktorym spedzila wiele lat? Dla mnie jedynym wytlumaczeniem jest to ze albo traktowala go jako swoja wlasnosc, albo miala taka samoocene wczesniej co i tak wychodzilo. OK. Autorka postu dzieki takiemu "wsparciu" poczuje sie lepiej ale nie przeciez o to chodzilo. Chciala ratowac swoj zwiazek. Tak mi sie przynajmniej wydawało.
62 2014-10-13 12:48:19 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-13 12:49:28)
Nie tedy droga. Najpierw bylo samoskrytykowanie siebie a teraz jest krytyka faceta ze bo, "bo na pewno kogos ma" (w domysle). Takie cos nie rozwiazuje problemu, zmienia go, jest lekarstwem "na cale zlo", swoistym narkotykiem, ale nie jest to droga prawdy. Jestem zadziwony ze tak szybko mozna zmienic opis sytuacji wrecz na przeciwna. Skoro sie wczesniej pisalo ze jest konkretna wina, jest bo, to, bo to, to przeciez sie to nie zmienilo. Ale nie chodzi mi tutaj o krytyke, nie w takim sensie tylko zwrocenie uwagi na te niesamowita niekonsekwnecje. Nie rozumiem tez tego dlaczego kobieta czuje sie skrepowana przy mezu, z ktorym spedzila wiele lat? Dla mnie jedynym wytlumaczeniem jest to ze albo traktowala go jako swoja wlasnosc, albo miala taka samoocene wczesniej co i tak wychodzilo. OK. Autorka postu dzieki takiemu "wsparciu" poczuje sie lepiej ale nie przeciez o to chodzilo. Chciala ratowac swoj zwiazek. Tak mi sie przynajmniej wydawało.
Maniek chyba trochę nie zrozumiałeś - skrępowana czuję się dlatego, że teraz jestem traktowana jak rzecz czyli zrób dla mnie to, zrób tamto, ale pamiętaj, że i tak Cię nie chcę. Nie zmienił się fakt, że kocham mojego męża najbardziej na świecie, zrobiłabym wszystko, żeby wynagrodzić mu każdą krzywdę z mojej strony, poniżyłabym się i nie krytykuję jego, bo byc może kogos ma, bo i moje zachowanie się do tego przyczyniło, nie sledzę go, nie sprawdzam telefonu i nie dlatego, że nie chciałabym, ale dlatego że nadal mi na nim zależy i nie chcę mu pokazać, że jestem żałosna. Fakt, pewnie gdybym się dowiedziała, że jest ta trzecia zmniejszyłoby się pewnie trochę moje poczucie winy i nic ponadto. Miłość od tak nie znika.
Ale ani razu nie stwierdziłam, że obecność tej trzeciej coś by zmieniło i, że wtedy mogłabym sobie na nim poużywać.
Nie popadam też w samouwielbienie, jaka to teraz nie będę, ale co mam błagać na kolanach, rozpaczać, zalewać się rzewnymi łzami. On cały czas mi powtarza, że nigdy w siebie nie wierzyłąm, że muszę być silna i zacząć liczyć na siebie. Samokrytyka nie mija, bo po chwilach dobrego samopoczucia, chwilowej radości przypominają mi się chwile, które spieprzyłam. I nie zmieni tego nic, ale ile można walczyć o kogoś, dla kogo ta walka nic nie znaczy... W łóżku ogień, a w sercu lód - to chyba raczej nie tędy droga...
Jak mam ratować związek, skoro ktoś podjął decyzję, by go zakończyć, bez szans jakiegokolwiek podjęcia wysiłku...
Psycholog - nie ten...
Usłyszałam wszysto to, co tu się dowiedziałam. Frazesy, slogany, cytaty gości, których nie znam.
A i mój mąż coraz częściej chce się ze mną kochać, a ja ...odmawiam, ale czuję, że zaraz pęknę.
Malena
tak chcesz bo myślisz że tym coś posklejasz czy uratujesz, poza tym brakuje Ci bliskości. Nie tędy droga. Zobaczysz, poczujesz się jak...(sama zobaczysz).
65 2014-10-13 23:23:52 Ostatnio edytowany przez Malena30 (2014-10-13 23:25:03)
No włąśnie stokrotko czuję się jak zapędzona w róg... bez wyjścia, nie chcę, a chcę. A mimo to jeszcze chcę obronić resztki siebie. Wiem, nie tędy droga, powtarzam sobie co dzień..
Czytam twoje posty każdego dnia i dzięki nim coś buduję, w swoim umyśle