Wszyscy macie po części rację.Faktycznie to może być ze mnie egoistka i patrzę bardziej na siebie niż na Niego,jednak moje dotychczasowe związki były takie,że nie zwracałam uwagi czego ja chcę,najważniejsza była druga osoba.Dlatego przy kolejnym związku stwierdziłam,że będzie inaczej.Ja też jestem ważna,i potrzebuje czegoś od życia..
Jeśli chodzi o nasze początki związku to były bardzo,bardzo trudne.On nie chciał nowego związku,bardzo chłodno podchodził do mojej osoby,i tak "ganialiśmy się" kilka miesięcy,ale w końcu postanowiliśmy być razem.Z racji tego,że mamy zupełnie inne zainteresowania itd to łatwo nie było.Nie raz,nie dwa oboje mieliśmy wątpliwości czy to wszystko ma jakiś sens.
Dopiero po 1,5 roku coś zaczeło się zmieniać.Może nie jest idealnie,ale umiemy ze sobą rozmawiać,odkryliśmy kilka rzeczy,które są dla nas wspólne (fakt,jest tego naprawdę mało..).
Padło pytanie o wspólnie spędzony czas.Jak dotąd on siedział i grał,a ja byłam gdzieś "miedzy czasie". Teraz powoli się to zmienia,jednak trudno Nam dojść do kompromisu.Staramy się chodzić na spacery,oglądać wspólnie filmy,raz nawet wyjechaliśmy i stwierdził,że takie wyjazdy nie są tak straszne jak Mu się dotychczas wydawało.
Możliwe,że patrzę na swój związek przez pryzmat innych,gdzie są wyjazdy,wypady choćby do kina.Za tym tęsknie,tego mi brakuje.
Nie chcę być z facetem pokroju imprezowicza,bo sama po części należe do domatorów,ale to nie wyklucza tego,że chociaż dwa razy w miesiącu chciałabym wyrwać się z domu i gdzieś wyjść..
Chciałabym jeszcze dodać,że dla mnie związek to nie jest jedynie to czego ja chcę,a jak mi się nie podoba to odchodzę bo po co walczyć?po co próbować coś zmienić?Nie należę do takich osób,dlatego też chcę coś zmienić w sobie,i w relacji między Nami.
Jasne,mogłabym powiedzieć,że On jest beznadziejny,że jak dotąd zachowywał się jak dziecko,bo rodzice mu na wszystko dawali,a on siedział na czterech literach i przez rok nie robił nic prócz grania.
Ale chce wykorzystać każdą szanse,z nadzieją,że coś się zmieni.