Witam
29.08.2014 zmarla moja ukochana mama , zktora bylam bardzo zwiazana miala 61 lat . Mama zyla moim zyciem byla przy mnie zawsze w dobrych i zlych momentach zycia , cieszyla sie ogromnie gdy w 2010 roku przyszly na swiat jej wnuki bliznaiki Martynka i Dominik dodam bylam jedynaczka. Martwila sie tylko ,ze mnie straci bo moj maz pracowal w Anglii i chcial nas tam sciagnac i tak powolo sie szykowalismy do wyjazdu ale z mysla tez zabrania mamy na co przystala i cieszyla sie . Moja mama nie chciala chodzic do lekarza a od pewnego czasu miaal niesamowicei duzy brzuch a 2 tygodnie przed moim wylotem a wylatywalam 18.07 pojawily jej sie zazolcenia bialek . Prosilam ja abysmy poszly do lekarza ale nie chciala obiecala ,ze pojdzie . W koncu wylecialam i caly czas do niej dzwonilam mowila ,ze ma problemy zaladkowe ale nadal nie chciala isc do lekarza powiedzialam ,ze wezwe pogotowie jak jest slaba odmawial w koncu 29.08 wezwalam pogotowie bo juz nie mowila a belkotala odmowila hospitalizacji ale karetka czekala az w koncu stan sie tak pogorszyl , ze zabrano ja bo starcila przytomnosc i po godzinie w szpitalu zmarla . Mialam wykupiony bilet na 01.09 a 29.08 zmarla nie wybacze sobie nigdy tego i nie wiem jak mam sobie pomoc , co moglam zrobic . Zmarla na nastepstwa marskosci watroby a do konca nie chciala sie leczyc jak mowila nie chce znac diagnozy . Ciagle mnie dreczy mysl ,ze wyjechalam ale wiedziala ,ze po nia wroce i zabiore czemu sie poddala czy ktos mial podobna sytuacje jak z tym zyc , wszystko we mnie krzyczy i miesza sie z bolem i placzem i niemilosierna tesknota . Mimo ,ze sama jestem matka i mam dwojke cudownych 4i pol latkow czuje jak opuszczaja mnie sily i nie mam juz bodzca.